DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Xalanth Braveheart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Xalanth Braveheart   Nie Maj 15, 2016 12:35 am





Imię i nazwisko: Xalanth Braveheart
Ranga: Dyplomata
Imię ojca: Niall
Imię matki: Sabi
Imię siostry: Mexmera
Imię żony: May
Imię syna: Articho
Rasa: Saiyanin
Wiek: 27 lat
Pseudonim: Gambit
Grupa Krwi: AB
Kolor Oczu: Ciemna zieleń.
Odcień Skóry: Lekko Opalona.
Wzrost: 198 cm
Waga: 89,5 kg
Pochodzenie: Planeta Vegeta

Odbyte urazy fizyczne:
-Brak ósemki z prawej strony. Została zastąpiona srebrnym zamiennikiem.
-W dzieciństwie złamana prawa ręka.
-Dwa razy wybity lewy bark.
-Kilkakrotnie złamany nos.

Przebyte choroby:
-Limfonokleuzola-choroba wieku dziecięcego. Pacjent chorował w wieku pięciu lat. Objawami było silne łysienie ogona. Stan owy utrzymywał się przez trzy tygodnie. Dzięki stosowaniu odpowiedniej dawki leku, objawy powoli ustąpiły. Po wyżej wymienionym okresie, pacjent wrócił do zdrowia. Brak nawrotu choroby.
-Monokleuzola-zatrucie pokarmowe spowodowane zjedzeniem trującego gatunku grzyba z rodziny muchomorzatych. Pacjent cierpiał na bolesne problemy żołądkowe. Nie był w stanie spożywać pokarmów, gdyż kończyło się to zwracaniem spożytego posiłku. Pacjent karmiony był dożylnie przez okres tygodnia. Po powrocie do zdrowia, pacjent wyglądał jakby nigdy nie chorował.

Stan psychiczny: Po śmierci rodziców oraz żony, pacjent przechodził silne załamanie nerwowe. Nie mógł brać udziału w żadnych misjach oraz wyprawach ambasadorskich. Przez rok był pod stałą opieką lekarską. Objawy zaczęły ustępować dzięki dziecku. Syn miał i ma pozytywny wpływa na ojca. Aktulnie nie stwierdzono żadnych urazów psychicznych.

Wywiad Lekarski: Aktualnie pacjent jest zdolny do służby wojskowej. Nie ma również przeciwwskazań do wysłania na misje w kosmosie czy też inne planety. Nie ma przeciwwskazań do życia w społeczeństwie.




Wygląd

Xalanth mierzy sobie metr dziewięćdziesiąt osiem centymetrów, a waży osiemdziesiąt dziewięć i pół kilograma. Włosy czarne niczym onyks. Grzywka ma sporo niesfornych kosmyków. Fryzurę ma uniesioną do góry, często i tutaj widać odstające pukle włosów. Tylna część uczesania sięga ramion. Ufarbowana jest na burgundowy kolor. Niekiedy bywa spięta w kucyk. Przepasana zostaje wtedy białą tasiemką będącą pamiątką po jego matce. Jego czoło zawsze zdobi biała opaska, której pasma materiału sięgają połowy pleców. Idealnie kontrastuje z kolorem włosów Xala. Poniżej opaski znajdują się gęste czarne brwi. Te zaś, przeważnie są opuszczone w dół. Przez to jego spojrzenie wydaje się srogie. Tęczówki oczu ma ciemno zielone. W nich odbija się cały świat, na którymi nimi spogląda. Nos ma duży i zadarty ku górze. Usta ma pełne, a ich kąciki prawie zawsze uniesione są ku górze. Uśmiech, na ogół nie znika z twarzy Xalanth’a. Saiyan ten posiada zarost. Nie, nie jest on typowy. To dwa pionowe paski, które regularnie strzyże. Można by rzec, że to jego znak rozpoznawczy. Kości policzkowe ma dość mocno zarysowane. Uszy, tak warto o nich wspomnieć. Otóż są duże, ale tylko jedno z nich posiada ozdóbkę. Jest to prawe ucho. Biżuteria jaką ma to złoty kolczyk z błękitną perełką. To również, jest pamiątką po ukochanej matce. Drugi niestety, uległ zniszczeniu. Na szyi nie nosi żadnych dekoracji, chyba że mowa tutaj o szalach wszelkiego rodzaju. Tak te dodatki to jest coś, co mógłby mieć przy sobie cały czas. Jego szyja jest gruba i kiedy się denerwuje widać kilka pulsujących żył. Jest ona “ozdobiona” blizną, która jest usytuowana w jej połowie. Okala szyję niczym obroża. W każdym razie, nie wygląda to zbyt ładnie, więc Xal ukrywa bliznę za szalikami czy innymi dodatkami na szyję. Pod ubraniem skrywa złotą obrączkę, na cienkim łańcuszku. Ramiona ma szerokie, dobrze zbudowane. Ręce ma długie z wyrzeźbionymi wyraźnie mięśniami. Dłonie są sporych rozmiarów, ale jego palce są bardziej wąskie i szczupłe. Może to się wydawać dziwne, skoro jest wojownikiem, acz wszystko da się wyjaśnić. Jest tak dlatego, że Xalanath potrafi grać na harfie. Wydawać by się mogło, że to w ogóle do niego nie pasuje, ale jemu to nie przeszkadza. Ważne, że wie, iż mimo posiadania szczupłych palców ma siłę w rękach. Na serdecznym palcu prawej dłoni nosi srebrny sygnet-pamiątka po ojcu. Nie rozstaje się z nim nigdy. Jeśli zakłada rękawiczki to skrywa go pod nimi. Klatka piersiowa Xala posiada dobrze widoczne mięśnie. Czy szczyci się tym? Zależy kiedy, przeważnie w otoczeniu płci pięknej. Talia wąska, no bo to przecież facet z krwi i kości. Tyłek ma okrągły, a co do daru od Matki Natury pozostanie tajemnicą. Nogi również ma dobrze umięśnione. Stopy ma duże, miewa czasami problem ze zdobyciem odpowiedniego rozmiaru buta. Cóż, zdarza się i tak. Nie myślcie jednak, że Xalanath to typ faceta, który ma małe, no wiecie co. Wyjątki od reguł także występują w przyrodzie.
Jeśli chodzi o stroje to preferuje luźny typ ubioru. Nie przepada za wojskowym stylem, jakim jest kombinezon oraz cała reszta zbroi. Czuje się wtedy jak zapuszkowana ryba, czy jak to się tam inaczej mówi. Jednak jak mus to mus. Jego nadgarstki zdobią, robione na zamówienie pozłacane karwasze z błękitnym kryształkiem. Należały do jego ojca, to druga pamiątka po rodzicielu. Jeśli nie musi nosić uniformu przeważnie chodzi w swojej białej bluzie z bufiastymi rękawami oraz czarnych aladynkach, no i oczywiście granatowych kozakach. Jego ogon, często robi za pasek o brązowym kolorze.




Charakter

Na pierwszy rzut oka zdawać by się mogło, że Xalanth to typowy cwaniak. Spojrzenie, którym raczy wszystkich dookoła sprawia wrażenie mówiące, że jestem z was wszystkich najlepszy. To, że ma lekki przyrost ambicji to całkiem normalne. W końcu każdy jego pobratymiec cierpi na nadmiar dużego ego. Co się dziwić, wszak są wojownikami. Tacy jak on, zawsze mierzą przecież wysoko. On także, ale też dlatego, by jego rodziciel był z niego dumny. Zawsze wiedział czego chce. Wszak, nie zawsze to dostawał. Dzięki temu zrozumiał, że czasem warto przegrać, by zyskać coś lepszego. Ojciec z matką nauczyli go, żeby pamiętać o swoich granicach. Czasem lepiej się wycofać niż czuć zmorę porażki, która potrafiła okryć hańbą. Może dlatego, zyskał dużo szacunku u niektórych kolegów po fachu. Stara się doskonalić, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jak na wojownika, jest wrażliwy na muzykę oraz otaczający go świat. Ukrywa swoją delikatną powłokę, żeby nie uchodzić za ciepłe kluchy. Nie jego wina, że ma duszę romantyka. Może to dzięki temu, ma w sobie coś, co przyciąga innych do niego. Ba, zdarza się, że szybko obdarowują go zaufaniem. Stara się zawsze mówiąc prawdę, nawet jeśli to będzie za szkodą dla niego. Nie raz, uratowało mu to tyłek. Zwłaszcza w sytuacjach gdy ktoś próbował umoczyć mu dupę. Taki delikwent, nie miał czym mu zaszkodzić. Lubi spędzać czas na czytaniu książek. Wszak wojownik to nie tylko siła mięśni, ale tez inteligencji. Nie ma nic lepszego, jak intelektualne zwycięstwo nad przeciwnikiem. Co go jeszcze interesuje? Mechanika. Tak, lubi się w to bawić. Nie raz urządza sobie polowania po śmietnikach w poszukiwaniu czegoś, co może posłużyć za ciekawy element do jego nowego pomysłu. Potrafi się wyłączyć na otoczenie na zawołanie, zwłaszcza jeśli temat schodzi na niewygodne dla niego tematy. Niby potrafi przyznać się do winy, ale nie robi tego od razu. Zawsze musi udać głupka tudzież struga pajaca, bo tak najłatwiej. Kiedy jeszcze tak reaguje? Gdy schodzi temat jego relacji z osobami, które darzy uczuciem. Jest tak durny, że można śmiało powiedzieć, że bywa tępy jak but w sprawach miłosnych. Często trzeba pokazać mu palcem, by coś zrozumiał i w ogóle skapował o co chodzi. Dlatego, to jego przyszła żona musiała przejąć inicjatywę w tej kwestii.
Jest wiernym towarzyszem i przyjacielem. Nigdy nie zostawi kogoś samego. Skoro jest się wojownikiem, trzeba mieć też honor, którym trzeba się kierować. Cóż jeszcze, ach tak, wbrew pozorom jest szalonym i wesołym osobnikiem. On tylko lubi sprawiać wrażenie sztywnego typa spod ciemnej gwiazdy. Jestli ktoś znajdzie pod poduszka robala, poparzy się wodą pod prysznicem, bo kurki były zamienione, tudzież znajdzie jakiś dodatek w zupie, to wiadome kto za tym stoi. Tak, Xalanth miewa pomysły poziomu dziecka z podstawówki. Może dlatego, tak dobrze dogaduje się ze swoim pięcioletnim synem. Uwielbia stroić sobie żarty, dlatego nie raz oberwał przez to po głowie. W najmniej oczekiwanym momencie potrafi rzucić przysłowiowym sucharem. Nawet na polu bitwy. Czemu tak robi? Gdyż czasami chce być w centrum uwagi, ale też dlatego, by rozluźnić atmosferę. Mimo wszystko, nie da się go nie lubić. Ma w sobie coś, co sprawia, że nie przechodzi się obok niego obojętnie. Ma również głupi nawyk do używania ogona w celu łaskotania czy macania innych, zwłaszcza kobiecych tyłków. Potem się dziwi, jak ma piękny czerwony ślad na twarzy.
Jako dyplomata staje się zupełnie inną osobą. Powaga wręcz bije od niego na przysłowiowy kilometr. Skupia się na swoim rozmówcy, wie doskonale czego oczekuje dana osoba. Stara się mieć wszystkie niezbędne informacje. Potrafi także użyć asa z rękawa. Raz stawia twardo na swoim, zaś innym razem po prostu pasuje i ustępuje. Dopiero, kiedy pracuje można też dostrzec jakie ma doświadczenie życiowe. Potrafi rzucać umoralniającie gadki w stylu prawienia innym morałów. Jednym słowem, Xalanth zachowuje pozory dość, a przy okazji tworzy iluzję dziecinnego faceta.
Dodatkowo, jego puchaty dodatek służy mu za podkradanie jedzonka, ciasteczek czy innych delicji, za którymi przepada. Plus jest genialnym gryzakiem dla syna.






Historia

Xalanth urodził się jako pierwsze dziecko Nialla oraz Sabi. Mianowicie, na świat przyszedł dwadzieścia siedem lat temu. Chłopak, do ukończenia pięciu lat był jedynakiem. Później, na świat przyszła jego siostra Mexmera. Xal, zgodnie z wychowaniem jakie wpoił mu ojciec-pomagał przy opiece nad siostrą. Niestety, większą część czasu rodzeństwo spędzało z niańką-rodzice bowiem nie mieli zbyt dużo czasu dla nich-matka amabasadorka, ojciec zasłużony wojownik w służbie króla, który po założeniu rodziny stał się ochroniarzem pani ambasador.
Mimo to, zapewnili dzieciom nauczyciela, który miał za zadanie przygotować ich do życia w Akademii. Jedno i drugie zostało nauczone czytania, pisania, matematyki, a nawet geografii oraz astronomii. Xalanth bardzo interesował się pracą matki, więc ta -pod warunkiem, że mogła, zabierała syna ze sobą. Dzięki temu, młodzik uczył się od rodzicielki metod negocjacji oraz mediacji. Mexmera zaś była przeciwieństwem brata i ciągnęło ją w stronę wojaczki.
Niall, w czasie dni wolnych osobiście trenował swoje dzieciaki. Nauczył ich Bukujutsu oraz Ki Blasta. Pokazał im także, jak prawidłowo kontrolować swoją Energię Ki.
W wieku trzynastu lat, Xalanth został zapisany do Akademii. Z początku nie radził sobie z powodu jego dość wrażliwej natury. Niemniej zawsze starał się stać na wysokości powierzonego mu zadania. W wieku czternastu lat został wysłany na swoją pierwszą misję z jednym z trenerów oraz kadetką May. Wtedy to, Xal poznał swoją przyszłą żonę. Wyprawa nie była trudna, gdyż oboje mieli dostarczyć Tsufulom zdobyty z innej planety sprzęt, w celu badań. Niestety, przedmioty nie były w zbyt dobrym stanie, więc Tsuful odpowiadający za badania zirytował się. Stwierdził, że na takich rzeczach nie da się pracować. Naukowiec chciał nieuszkodzony sprzęt do swoich badań. Wtedy to właśnie zaczęły się ujawniać zdolności negocjacyjne i mediacyjne Xalantha. Porozmawiał on z tsufuliańskim naukowcem w taki sposób, jaki robiła jego matka w czasie swojej pracy. Bez najmniejszego problemu porozumiał się w kwestii spornej i doszedł do konsensusu-Tsuful z części jakie dostał postara się zdobyć jak najwięcej informacji, natomiast Xal, May oraz trener powrócą po jakieś nieuszkodzone przedmioty. Opiekun kadetów, z początku nie brał na poważnie zdolności Xala. Uznał to za czysty przypadek. Jednak, skoro sytuacja zaczęła się powtarzać, nie tylko w czasie misji, ale sporów między kadetami zaczęto dostrzegać potencjał chłopaka. Matka postanowiła wykrzesać z syna ile się da. Za zgodą króla zabierała go na delegacje na pobliskie planety, aby się od niej uczył. Sabi trzymała syna krótko. Każda niesubordynacja kończyła się surową karą. Nie oszczędzała go, mimo bycia jej potomkiem. Xal robił notatki i pilnie się uczył. Niemniej, dalej musiał uczęszczać do Akademii.
Skończywszy lat szesnaście, zaczął si przełomowy moment w jego życiu, bowiem jego zdolności zaczynały być zauważane przez wyższych rangą wojowników. Stopniowo, w swych umiejętnościach zaczął przewyższać matkę. Nie bardzo, było to kobiecie w smak, ale z czasem zaczęła być dumna z syna. Ojciec również, podobnie jak z córki, która szła za bratem łeb w łeb w podbojach wojskowych.
Xalanth zrozumiał też, że interesują go nie tylko dziewczyny, ale i chłopcy. Ukrywał ten fakt przed wszystkimi, dobre kilka lat. Niemniej, mając lat szesnaście-miał swojego pierwszego i jedynego chłopaka. Nie był to udany związek. Xal przekonał się czym jest zdrada oraz jak podli potrafią być inni. Pamiątka po tamtych wydarzeniach została mu do dzisiaj-blizna na szyi, którą stara się ukrywać. Chcąc zapomnieć o tym co go spotkało, zaczął imprezować gdzie tylko się da i jak się da. Mało tego, ukrył głęboko swoje uczucia. Stał się zamkniętym w sobie chłopakiem, mającym gdzieś cudze uczucia. Uważał, że skoro zabawiono się nim, on może bawić się innymi.
Jego ojciec miał dość zachowania syna. Xalanth nic nie mówił i nie chciał mówić. Tylko Mexmera i jego przyjaciel c, znali prawdziwy powód zmiany nastawienia chłopaka. Niall oraz Sabi, chcąc doprowadzić pierworodnego do porządku zainicjowali jego zaręczyny z córką ich przyjaciół-Mayą. Tak, to z nią Xal miał swoją pierwszą misję. Niall oraz Sabi zaprosili swoich przyjaciół Jiraji oraz Paragu Crowclock wraz z ich córką May. Podczas obiadu pierworodny rodziny Braveheart dowiedział się o zaręczynach. Xalanth nie wytrzymał i nie dość, że zaczął protestować, to jeszcze obraził dziewczynę. Państwo Crowclock, poczuli się obrażeni, gdyż wieloletnia tradycja ich rodziny uważała takie traktowanie za obrazę. Niall wyparł się syna i kazał wynosić się z domu. Okrył bowiem hańbą rodzinę Braveheart. Xal nie brał tego na poważnie, dopóki żołnierze nie wyciągnęli chłopaka siłą z domu. Niall powiedział, że pozwoli wrócić synowi, gdy ten zacznie zachowywać się odpowiedzialnie.
Xal nic sobie z tego nie robił. Zamieszkał w Akademii. Niestety, szybko zrozumiał, jak to jest w tak młodym wieku być bez wsparcia rodziców. Starał się jednak nie pokazywać, że coś jest nie tak. Wieści jednak, o jego zachowaniu szybko się rozeszły, więc nie miał łatwego życia. May jednak, kochając chłopaka pomagała mu-podrzucała w kopercie pieniądze czy podrzucała jedzenie lepszej jakości Chłopak nie wiedział, kto mu pomaga. May zdradziła się czystym przypadkiem. Dziewczyna, podczas rozmowy z przyjaciółką Sime powiedziała co robi. Xal akurat przechodził obok i wszystko usłyszał. Od tamtej pory oboje stanowili parę. Niemniej, ukrywali to przed wszystkimi. No prawie-Mexmera, Sime oraz Nuri znali ten mały sekret.
Kolejnym przełomem w życiu Xala była informacja od May, że zaszła w ciążę. Xalanth, który miał wtedy dwadzieścia cztery lata, uciekł od odpowiedzialności. Sfrustrowana May przyznała się rodzicom do skrywanej tajemnicy-Nuri, Mexmera oraz Sime potwierdzili jej słowa. Skłócone rodziny ponownie się spotkały. Niall oraz Sabi nie zamierzali tego tak zostawiać. Ojciec stracił cierpliwość do syna. Za sprawą swoich kontaktów wysłał syna do jednej z saiyańskich baz, na jednej z planet odległej od Vegety. Xalanth miał tam spędzić trzy lata, bez jakiejkolwiek możliwości wcześniejszego zwolnienia ze służby. Miała to być nauczka oraz lekcja życia dla nieokrzesanego pierworodnego. Niall wiedział, że syn nie jest gotowy na taką wyprawę, ale słowo się rzekło. Xal wylądował tam, gdzie obiecał mu ojciec. Obie rodziny wybudowały duży domy, aby pomieścił wszystkich. Ustalono, że po powrocie chłopaka odbędzie się ślub Xalantha oraz May.
Xal nie miał jakiegokolwiek kontaktu z rodziną-Niall i Paragu nie pozwolili chłopakowi na rozmowy czy na inną metodę spotkania bliskich. To także, miała być swoistego rodzaju kara dla młodziana. Dlatego też, Xal nie wiedział, że dziecko urodzone przez May to chłopiec-Articho. Dziewczyna przelała całą miłość do Xala na syna. Dziewczyna była tak uparta, by spotkać Xala, że rok później dopięła swego. Roczny Articho został pod opieką cioci Mexmery, a May oraz rodzice Xala udali się do bazy wojskowej, w której przebywał ich ten nieokrzesaniec.
Chłopak bardzo się zmienił. Wiele razy otarł się o śmierć, a także widział ją, nawet dość blisko. Xal wydoroślał, zmienił swoje nastawienie do otaczającego go świata. Już na pierwszy rzut oka było widać zmiany w chłopaku. Widząc bliskich, poczuł radość. Niall zabrał syna na rozmowę, po której Xal zaskoczył wszystkich swoją decyzją. Oświadczył się May, tak jak powinien, po czym poprosił kapelana o udzielenie im ślubu. Tak o to, Xal w wieku dwudziestu sześciu lat poślubił Mayę, a ojciec odwołał swoje słowa mówiące o wyrzuceniu go z rodziny. Xalanth przywrócił honor rodzinie oraz pogodził dwa zwaśnione przez niego rody.
Nie dane jednak było nacieszyć się Xalowi tym szczęściem. W drodze powrotnej statek, którym podróżowali May, Sabi orz Naill został zaatakowany przez Changelingów. Wszyscy zginęli. Xal złamał się, do tego stopnia, że nie był zdolny do służby w wojsku. Trafił pod opiekę psychologa, którym była matka May-Jirajia. Musiał rok spędzić w szpitalu, w zakładzie zamkniętym, aby doszedł do siebie. Wszak próbował popełnić samobójstwo. Xal nie był w stanie patrzeć na syna, bo widział w nim ukochaną kobietę.
Co sprawiło nagłą zmianę? Otóż, maluch spał w swoim łóżeczku, w pokoju teściowej. Xal podszedł do Articho. Odważył się pierwszy raz dotknąć syna. Pogłaskał go po główce. Maluch otworzył oczy, a widząc Xala wyciągnął ku niemu rączki i zawołał “tata”. Xalanth poczuł jakiś dziwny impuls i bez wahania wziął syna na ręce i mocno przytulił. Zrozumiał, że ma dla kogo żyć, a próba samobójcza była głuptą. Zostawiłby samą, taką małą bezbronną istotkę. Od tamtej pory, Art spędzał czas głównie z ojcem-czyli tak, jak powinno być cały czas. Xal znalazł w końcu sens istnienia oraz życia. To też i dla syna zaczął pilniej się uczyć i brać czynny udział w życiu Akademii.
Z tytułu objęcia za matkę stanowiska ambasadora Planety Vegeta, Xal dostał nowy przydział obowiązków. Musiał podzielić pracę tak, by mieć czas dla dziecka. Teraz, Xal nie widzi świata poza maluchem i daje mu to siły, by iść do przodu-w końcu ktoś musi bronić to, jeszcze bezbronne maleństwo.




-Hm...zobaczmy…-Xalanth siedział przy biurku, na którym znajdowało się mnóstwo papierów oraz wszelakiej dokumentacji-....co ta babcia nam tu zostawiła, co maluchu? Nawet po śmierci, babcia daje nam popalić, prawda?-spojrzał na siedzącego na jego kolanach Articho, który to przytulał się do ojca.
-Tak!-odparł radośnie Art, patrząc z dołu na Xala-Tata, kochasz mnie troszkę?-chłopiec wlepił te swoje ciemnoniebieskie oczy w ojca.
Xal westchnął. Odłożył dokumenty. Posadził syna na biurku, aby spojrzeć mu w oczka.
-Tatuś bardzo cię kocha.-Xal połaskotał Arta po brzuszku.
Chłopiec zaczął się głośno śmiać. Położył swoje dłonie na policzkach ojca.
-Tatuś!-Art poklepał mężczyznę po policzkach.-Tatuś!
Xalanth tylko się śmiał. Teraz już rozumiał, dlaczego ojciec powtarzał, że sam zrozumie jaki to dar, mieć dziecko.
Art nie przestawał klepać Xala po policzkach. Znalazł sobie zabawę. Klepanie ojca po policzkach. Xal zamknął oczy i pozwalał chłopcu na wszystko, co tylko chciał. Jednak, jak złapał ojca za grzywkę i mocno pociągnął.
-Królewiczu, ale tak to się bawić nie będziemy. Nie wolno.-Xal pogroził palcem synowi-Tatusia bolało. Proszę przerosić tatusia. I to szybciutko.
Articho zakrył twarz rączkami. Patrzył na ojca przez rozczapierzone palce.
-Co to za uciekanie od przeprosin? Co, królewiczu? Ładnie to tak?-Xal zlał Arta za rączki i próbował odkryć jego buzię.-Nie wolno uciekać od odpowiedzialności od przepraszania tatusia!-Xal ucałował syna w czoło.
Art zamrugał powiekami, po czym uwiesił się ojcu na szyi.
-Kocham tatusia!-chłopiec cmoknął Xala w usta.
-Ja ciebie też, ale tata musi teraz popracować.-Xal usadowił syna z powrotem na kolana-Widzisz ile tatuś ma papierzydeł do nauki? Muszę się przygotować, bo mnie będą pytać.-puchaty dodatek Xala zrobił się niczym szczoteczka.
-Czemu tatusia ogonek jest taki bardzo puchaty?-Art złapał Xala za ogon.
-Bo..tatuś się boi takiego jednego pana, który ma takie ostre zęby!-Xal przyłożył dłonie do ust tak, by zrobić kły.
Art pisnął i ukrył twarz w połach ubrania Xala.
-Wstydź się Xalancie.-do pokoju wszedł wiekowy już saiyanin-Przyszedłem sprawdzić, jak ci idą przygotowania do twojej pierwszej wyprawy jako dyplomata.-mężczyzna podszedł do siedzących.
Pogłaskał Arta po głowie.
-Jest taki sam jak mój wnuk. Niewinni, póki nie robi bałaganu dookoła.
-Phi! Art nie robi bałaganu! Co do przygotowań...gdzieś tutaj mam dokumenty...Hę? A co to...-Xal zdębiał, widząc przeurocze dziecięce rysunki na dokumentach.
-No rzeczywiście, nie robi bałaganu. Nie przejmuj się tak, masz tylko dzień, by to przepisać. Powodzenia, Xalantcie.-starszy saiyanin zostawił Xala i Arta samych.
Xal walnął łbem o blat biurka.
-Czemu tata się krzywdzi?-Art wsadził sobie ogon Xala do buzi i zaczął glamać.
-Nic Perełko, zupełnie nic...tylko tatusia czeka kolejna nie przespana noc...-Xal westchnął, bowiem nie potrafił gniewać się na syna, który jeszcze nie rozróżniał co wolno, a co nie.




Dodatkowe:

-Xalanth ma silną więź ze swoją siostrą. Zrobi dla niej absolutnie wszystko, ale skurczybyk jest o nią zazdrosny. Uważa, że jego siostra musi mieć godnego jej partnera. Nie raz, spuszczał delikwenta w rynsztoku czy próbował przetrącić kark. Zwłaszcza, gdy jego “mała” siostrzyczka roniła łzy.

-Potrafi grać w karty, a do tego jest okropnym kanciarzem. Zawsze ogrywa siostrunię, ale potem musi znosić przytyczki i strofowania ze strony Karalucha. Podczas przebywania na jednej z planet, w czasie misji ambasadorskiej, mieszkańcy planety nauczyli go gry w te ciekawą grę. Podobno jeden z nich był na odległej planecie[Ziemia] i tam się tego nauczył. Podarował nawet Xalanthowi kilka różnych kart do gry, w tym takie do rzucania. Dzięki temu Xal nauczył się rzucać kartami. Stąd jego pseudonim Gambit.

- Ma słabość do słodkich babeczek o smaku czekolady. Dać mu taką pod nos, to naprawdę jest gotów zrobić..no dobra, prawie wszystko.

-Raz jedyny miał chłopaka. Nie bardzo lubi o tym wspominać, bo ogonek mu się od tego jeży jak szczoteczka. Stąd ma ślad na szyi, tak swoją drogą.

-Zabicie drugiej istoty sprawia mu trudność. Jak na Saiyanina ma strasznie wrażliwe serce. Wszystko to, co go otacza traktuje jak coś cennego. Często nie rozumie’ po co są te wszystkie wojny, skoro można to załatwić w dyplomatyczny sposób.

-Dzieci...właśnie on się ich boi. Nie wie jak postępować w stosunku do nich. Są małe, wszystko wiedzą i potrafiłą zadawać dziwne, niekomfortowe pytania. Dlatego też, na początku bardzo trudno było mu się przyzwyczaić do roli ojca.

-Potrafi gotować, sprzątać i inne takie tam domowe robótki. Ma nawet zabawny, różowy fartuszek z koronkami, który dostał od Karalucha.

-Przez swoją siostrę nazywany jest Cykada, bo ciągle tylko brzęczy i brzęczy, jak prawi te swoje morały.

-Ma miecz, który dostał od rodziców na dziesiąte urodziny.

Techniki: Ki Blast oraz Bukujutsu, Zenkai
Siła: 15
Szybkość: 10
Wytrzymałość: 15
Energia: 10
Siła woli: 10
J: 500
HP: 240
KI: 160

Powrót do góry Go down
 
Xalanth Braveheart
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Karty akceptowane-
Skocz do: