DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 11:23 pm

Wreszcie Kenzuranowi się coś udało, dzięki czemu był zadowolony z siebie. Spojrzał na swoje obydwie dwie zagięte pięści, po czym spojrzał poważnie znów na swojego wroga. Dawno nie czuł się taki ożywiony, taki podekscytowany walką, podobało mu się to bardzo. Wiedział, że teraz ten cały Tagawoto może coś wykombinować, lecz jednak tym razem było zupełnie inaczej. Czarnowłosy zauważył, że jego przeciwnik zaczął bieg w jego kierunku. Nie wiedział zbytnio jak ma na to zareagować, spostrzegł także że ten pokazał mu bezczelny grymas na twarzy.  Czarnooki chciał szybko zareagować, lecz tylko westchnął i jeszcze odpoczywał, a potem dostał porządnego kuksańca na mordę. Chciał pokazać swojemu oponentowi, że może przyjąć każdy cios, lecz inne też się wyróżniały i mogły być niebezpieczni. Ogoniasty nie chciał się zbyt szybko męczyć, dlatego też tym razem wyjątkowo specjalnie obrywał na papę, by mieć siły na dalszą potyczkę. 

Syn Kellana wreszcie kolejnego już ciosu tak jakby uniknął, ponieważ odskoczył i złapał chwilę tchu. Kiedy otarł twarz z brudu, który pozostał na jego koniuszkach ust po atakach swojego wroga, uśmiechnął się perfidnie do niego i powiedział w jego stronę:
-Heh, nieźle jak na taką panienkę, ale niestety, to mnie zbytnio nie rusza. Został zbyt dobrze wyszkolony, dlatego też zakończmy to raz a porządnie Tawagoto!! - pogroził mu trochę pięścią i kiedy wreszcie skończył to co robił, wybił się w jego stronę z podłoża. Brat Klen tym razem miał chytry plan i miał nadzieję, że wypali, dlatego też wymierzył dłoń w jego stronę i wystrzelił z niej pocisk ki. Złota kula miała za zadanie oślepić wroga, a wiedział że na pewno mu się to uda. Za chwilę, kiedy upłynęła niedługa chwila, powstał niewielki wybuch na twarzy oponenta, który teraz był oślepiony. 

Kenzuran mimo tego, wiedział że ataki z zaskoczenia są niepoprawne i fair w stosunku do zasad, ale jego to nie obchodziło, musiał go pokonać, taki obrał sobie teraz właśnie punkt. Wiedział też, że na pewno jego szef byłby dumny, a jeśli nie, zostawiłby mu prezent pod jego kwaterą na wycieraczce. Ogoniasty głośno krzyknął, a potem kiedy z dużym impetem się rozpędził, szybko odskoczył na bok, używając siły obydwu jego nóg. Był w tej chwili za swoim wrogiem, po czym zaczął obijać jego całe plecy, jak i żebra. Nie mógł także zapomnieć o o nogach, które kopał, czyli dół podkolanowy, jak i staw kolanowy, wiedział że na pewno zbyt szybko po takich ciosach się nie pozbiera. Tym razem Czarnowłosy zaatakował tylną powierzchnię kolana, bogato unaczynioną i unerwioną, powodującą z reguły natychmiastowy upadek, który na szczęście nie zawiódł i jego wróg wywalił się na mordę. 


Zadowolony z siebie czarnooki ostatnim nieczystym zagraniem, strzelił bardzo mocno pięścią w środek kręgosłupa swojego przeciwnika, a jak wiadomo, leżącego się nie bije. Po zakończeniu swojej kombinacji ataków z zaskoczenia, zrobił sobie kilka metrów odstępu od wroga i wypuścił powietrze, bo się zmęczył. Odpoczywał, rozkręcał swoimi ramionami, robił nimi pętle, żeby te zbytnio się nie zastawały, nawet od takiej krótkiej przerwy. Wreszcie głośno westchnął i niestety zobaczył, że ten powstał i jest gotowy na dalszą walkę. Widać było po oponencie, że jest strasznie wkurzony na ogoniastego i ma ochotę wgnieść go w ziemie. Bratu Klen nie podobała się teraz w ogóle morda tego całego Tagawoto, wyglądał na zirytowanego i wkurzonego tym, że najwyraźniej dostał lanie, oczywiście z zaskoczenia.


OOC:
Wróg:
Podstawowy - 20 DMG dla mnie
HP: 260
KI: 260
Kondycja: 56


Ja:
Ki blast + Atak z zaskoczenia = 25 DMG + 45 = 60 dla Takawoto
HP: 205
KI:  20
Kondycja: 47
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 12:06 am

Młody Saiyanin widział teraz, że przeciwnik tak jakby zaczął się napinać i wcale to mu się nie podobało. Nie wiedział co ten planuje, dlatego też przybrał pozycję do obrony i wyczekiwał co ten może mu pokazać. Tagawoto z zaciśniętymi zębami wyruszył w jego stronę by przyłożyć mu raz, a porządnie, na jego szczęście, pierwszy cios się udał. Kolejne ciosy miały być dużo znacznie potężniejsze, ale niestety przez to, że czarnooki przedtem uszkodził grunt ciałem swojego wroga, przypadkowo kiedy się cofał do tyłu, potknął się o rozwalony kawałek podłogi sali treningowej i wywalił się na ziemie. Przez to, że wypierdzielił na pupkę, jego przeciwnik go nie trafił przez co się trochę jeszcze bardziej rozzłościł. Tylko dzięki fartu albo pechowi, uratowany przez przypadkowe potknięcie się o kamyczek, czyli dawną część podłogi, wojownik szybko wypchnął się rękoma i znowu napiął swoje i poleciał zaatakować swój cel. 

Tawagoto był ciągle ustawiony plecami do swojego napastnika, dlatego też nie wiedział co się za nim dzieję, lecz jego szybkość była naprawdę fenomenalna i już po chwili widział przed sobą czarnookiego wysuwającego pięść i trafiającą go w twarz. Wróg się tego niestety nie spodziewał i trochę wypluł swojej krwi, gdyż nadgryzł sobie delikatnie wargę i starał się ustać w pionie. Przez to, że tym razem znów wyjątkowo przewagę miał młody saiyanin, musiał z tego korzystać i zaczął zadawać coraz potężniejsze uderzenia, waląc go po torsie, brzuchu, jak i kopnięciami po łydkach i piszczelach. Znów sypały się nieczyste zagrania ze strony Kenzurana, ale no cóż, wreszcie był saiyaninem, czy inny jego rodak zachowywałby się honorowo, jeśli chodziło o walkę na śmierć i życie? On sam wiedział, że na pewno by tak nie było, gdyż wyczuwał że nawet jeśli Altair miałby walczyć, także używał by swoich blefów i swojego intelektu do planowania chytrych taktyk, tylko po to by pokonać to co musi. 

Syn Kellana na nowo głośno ryknął, dziwne było to że jeszcze głos mu się nie zdarł i zadał jedno mocniejsze uderzenie z łokcia w splot bezbronnego kadecika bez części uzbrojenia. Na tym jeszcze nie zakończył, ponieważ kolejnym i już ostatnim tym razem ciosem był wyskok w górę i trafienie z zaciśniętej dłoni w podbródek Tagawoto, który poleciał do tyłu i niestety delikatnie walnął plecami o podłogę sali treningowej. Brat Klen przez krótką chwilę był w tej postawie, która wybiła na niewielką wysokość jego wroga, po czym zmienił szybko pozycję i starał się wyłapać jak najwięcej wdechów i wydechów. Nie dość, że coraz bardziej się męczył, to słabnął z każdym zadanym ciosem, jak i otrzymaniem jakiegokolwiek obrażenia na swoje ciało, w istocie robiło się coraz ciężej. Czarnowłosy jednak przysiągł, że na życie Drake'a, jak i jego specjalnej grupy nie może ich zawieść, nawet swojego rodu, który na pewno nie byłby dumny jakby wrócił bez niczego, czyli jako przegrany zawodnik. 

Ogoniasty westchnął i widział jeszcze większą pałająca złość w swoim oponencie niż poprzednio, chyba zabawa się dla tamtego skończyła, bo chciał to załatwić raz a dobrze. Kenzuran zbytnio nie wiedział czego znów się może spodziewać, mógł tylko teraz wierzyć, że fartem wygra ten pojedynek, albo ów pobratymiec z majestatyczną płachtą na plecach ich powstrzyma przed śmiertelnym zadaniem ciosu. Był także ciekaw czy jego szef już wypoczął, wreszcie był podobno po czymś zmęczony, a nawet ni to nie jadł gulaszu z kupy, ni to zbyt długo nie powalczył, to czemu w ogóle odczuwał zmęczenie? To pytanie młody saiyanin potem na pewno zada swojemu liderowi, ale teraz nie mógł sobie tym zawracać głowy, gdyż był w środku bitki z innym rodakiem.

OOC:
WRÓG:
Potężny Atak: 20+20*2 = 80
HP: 200
KI: 260 
Kondycja: 53

JA:
Przypadkowy Unik + Potężny: 15+15*2 = 60
HP: 205
KI: 20
Kondycja: 44
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 1:41 am

Kenzuran niestety wpadł w jedną pułapkę swojego przeciwnika, bo ten pokazał najgorszy as jaki mógł wyjąć z pod swojego niebieskawego uniformu. Tagawoto wreszcie wkurzony tym wszystkim, wściekł się do granic wytrzymałości, możliwe że wpadł w szał berserka, dlatego też wymierzył otwartą dłonią w stronę Czarnowłosego i wystrzelił w niego podmuch ki. Niewidzialna fala trafiła wojownika, przez co ten został odrzucony i na dodatek teraz odczuwał nieprzyjemne odczucie na klatce piersiowej. Czuł się jakby staranowała go startująca kapsuła albo nawet dwóch wielkoludów. Po wylądowaniu plackiem na ziemi, starał się jak najszybciej podnieść, ponieważ jeszcze czuł na sobie złe odczucie, a potem mógł dostrzec kątem oka, że jego przeciwnik właśnie go chcę chyba staranować. Najwyraźniej znowu skupił swoją wole i chciał użyć skoncentrowanych ciosów, gdyż przybrał specyficzny lot w stronę młodego saiyanina. 

Syn Kellana kiedy podniósł się na nogi, mimo iż jego szybkość zazwyczaj zawodziła, tym razem przymrużył delikatnie ślepia i patrzył jak konkretnie będzie chciał zadać atak jego wróg. Oponent nawet nie wiedział, że teraz jego styl walki oraz ruchy ponownie zostają rozczytywane przez brata Klen, tym razem miał łeb na karku i nie mógł zawieść swojego dowódcy. Trochę od niego podłapał planów strategicznych, jak i sytuacji awaryjnych, dlatego też znowu na nowo unikał ciosów swojego nieprzyjaciela. Mimo tego iż od czasu do czasu czuł jakiś delikatne dotyk pięści przeciwnika na jego policzku, to nie przejmował się tym i w danych momentach, po prostu unikał i starał się wyczytać kolejny atak i wykop, oraz zamach. Tagawoto najwyraźniej wyglądał tak jakby mu zaraz żyłka miała pęknąć, a przez to wszystko, ogoniasty był bardzo z tego zadowolony. Wreszcie Czarnooki przyłożył się do swojej zemsty, ponieważ nie chciał wybaczyć tego że dostał obrażenia przez jakiś głupi podmuch, choć pomysł był naprawdę dobry. 

Kenzuran był ciągle obok swojego oponenta, dlatego też wykorzystał to że znajduję się na takiej pozycji, a nie innej więc po prostu zadał cios w kość ogonową swojego wroga. Nieprzyjaciel zawył cicho z bólu, by nie zostać zbytnio poniżonym i chciał pokazać, że ma klasę, ale raczej to nie był aż taki wielki wstyd. Czarnowłosy głośno ryknął, niczym wielki OOzaru robiący kupę na arenie, a po tym co zrobił, wykonał kolejną serię ciosów w słabe punkty witalne ja ciele jego przeciwnika. Tagawoto syknął gniewnie, wyglądało na to że chciał się wycofać, lecz był zbyt blisko i wychodziło na to, że wpadł we własną pułapkę. Syn Kellana zadał kolejny cios w jabłko Adama, potem jeszcze kilka ataków w splot swojego rywala, a następnie wybił się z podłogi od sali treningowej i z obydwu nóg, kopnął go w nos. Wiadomo, ten atak zbił dość mocno kadecika ubranego tylko w sam uniform na glebę, dlatego też bardzo dużo zajęło mu pozbieranie się z posadzki. 

Brat Klen z gracją ponownie wylądował na podłodze i już coraz bardziej z cięższych oddechem, wypoczywał bo wiedział że niedługo będzie na granicach swojej wytrzymałości. Na chwilę przyklęknął, złapał kilka porządnych haustów powietrza, a potem powstał i napiął delikatnie mięśnie, aby pobudzić swoje ciało do dalszej rozgrywki. Obserwował ciągle swojego oponenta, który ledwo ledwo jakoś zebrał się w sobie i znowu stanął na nogi, nie mógł w to uwierzyć, ale tak było. Czarnooki spoglądał jak tylko czerwona ciecz ściekała na usta, a potem brodę wymądrzającego się kadeta, który to chciał chyba za wszelką cenę wygrać. Oczywiście nie było inaczej z ogoniastym, on także pragnął pokazać wysoko postawionemu saiyaninowi z peleryną na plecach, że chcę coś osiągnąć i naprawić błąd, który zostawił jeszcze nie dawno na arenie, taki brązowy i niewielki. Wojownik nie miał zamiaru dłużej o tym rozmyślać, dlatego też skupił się bardziej, przybrał pozę i wyczekiwał dalszych poczynań swojego przeciwnika.

OOC:
WRÓG:
Kiai+Skoncetrowany = 30+80=110
HP:200
KI:260
Kondycja: 45

JA:
Unik+Atak Precyzyjny = 90 DMG dla Wroga
HP: 175
KI: 20
Kondycja: 34
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 2:28 am

Kenzuran niestety, mimo iż był dość mocno skupiony i tylko chciał zrobić szybkie zakończenie tej walki, no cóż, był jego pech, bo nie wyszło jak chciał. Czarnowłosy tylko zaklął pod nosem, ponieważ zauważył że jego ataki zostały perfidnie blokowane i ten na dodatek jak zawsze, pokazywał uśmieszek na twarzy. Tawagoto nie oszczędzał Czarnowłosego, dlatego też gdy leciał w niego kolejny cios, ten go pochwycił w dość mocny sposób, a potem drugą wolną dłonią skumulował energię ki i puścił w jego stronę. Młody Saiyanin trochę chciał jakoś tego uniknąć, ale nawet nie miał jak, uchwyt jego oponenta był zbyt mocno zaciśnięty, dlatego tez wpadł w wielkie błoto. Ogoniasty dostał tym pociskiem ki na mordę, więc ponownie został oślepiony i przez jakiś okres czasu nic nie widział. Wredny kadecik bez potrzebnego uzbrojenia na uniformie, wreszcie miał wykonać swoje precyzyjne i ostatecznie ciosy, by raz na zawsze pokonać czarnookiego. 

Syn Kellana teraz przypomniał sobie jedną z lekcji, którą kiedyś uczył go Xander, przyjaciel rodziny. Wracał do wspomnień, kiedy to został oślepiony lecz nie miał zbyt wiele czasu. Wojownik znowu powrócił do bycia mały dzieckiem, które było szkolone by pewnego dnia dołączyć właśnie do Ośrodka Szkoleniowego. Mógł tylko polegać jedynie na czym, na swoim słuchu, na jednym ze zmysłu, który pomagał mu w życiu. Właśnie w tej chwili, wyobrażał sobie dawny trening z przyjacielem rodziny, dlatego też nawet jak był oślepiony, dziwnym trafem słyszał świsty nadchodzących pięści, jak i szmer ruchomych ud swojego wroga. Kenzuran tylko wypuścił powietrze i czuł się jak w jakimś filmie akcji, ponieważ w tej chwili pokazywał wielką klasę, blokując to co kolejne ciosy i działając tylko na swoim słuchu. Wreszcie przestał się patyczkować ze swoim oponentem, dlatego użył tego czego nauczył go Xander, czyli odskoczył trochę do tyłu i kiedy już delikatnie mrużył ślepia, wypchnął dwie pięście w stronę Tagawoto i trafił go równocześnie w tors i brzuch. 

Ten cios został nazwany "ShiDo-Shi", czyli po prostu tak jakby na chwilę sparaliżował przeciwnika i ten się zaczął podduszać. Syn Kellana zaśmiał się pod nosem, a potem skupił się na swoim celu, skoncentrował swoją siłę woli i przeszedł do tak zwanego kontrataku. Podbiegł do swojego nieprzyjaciela, po czym wyciszył umysł, odchylił jedno przedramię do tyłu i zadał raz a porządnie mocny cios w jego szczękę. Wróg zrobił piruet w powietrzu, a na domiar tego, czarnooki go jeszcze kopnął, trafiając gdzieś pod jego żebra. Ten wreszcie wylądował twardo na ziemi, zaś brat Klen podleciał do niego i podbił go nogą gdzieś w okolicach trzustki, przez co ten zawisł na chwilę w powietrzu. Wreszcie ogoniasty zrobił taki gest, że przeszedł jedynie krok, tam gdzie przedtem leżała jego ofiara i perfidnie złapała go po środku kręgosłupa, przez co ten się trochę wygiął i musiało mu to sprawić nieprzyjemny ból. 

Potem po prostu rzucił go jak szmatę na powierzchnie sali treningowej i robiąc kilka salt, zrobił sobie trochę miejsca od wroga. Łapał oddech za oddechem, wciągał teraz jak najwięcej haustów by mieć jakieś rezerwy, jakby naprawdę miało zacząć się tutaj istne piekło. Teraz myślach jedynie podziękował swojemu podopiecznemu Xanderowi, który nauczył go za czasów młodszych lat jak walczyć na ślepo. Kolejna lekcja, która wyratowała go od dostania solidnych batów, teraz musi pamiętać by obserwować i uczyć się wszystkiego co dostrzeże.

OOC:
WRÓG:
Blok+Ki blast+precyzyjny = 25+120=145 DMG dla mnie
HP:200
KI:240
Kondycja: 35

JA:
Blok+Atak Skoncentrowany = 60 DMG dla wroga
HP: 180
KI: 20
Kondycja: 26
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 9:20 am


Saiyanin z majestatyczną peleryną przyglądał się tej walce wystarczająco długo, co jakiś czas jedynie kręcąc na to wszystko głową z dezaprobatą. W końcu postanowił zakończyć ową bójkę, by zwyczajnie nie dopuścić do dalszych dewastacji sali treningowej. Wiedział już tak na przyszłość, że walki kadetów najlepiej przeprowadzać w miejscu, gdzie nie wiele mogą zniszczyć. Mężczyzna wszedł między młodzików i zwyczajnie powstrzymał ataki obu, wręcz zatrzymując ich nad ziemią.
-Wystarczy!
Starszy rangą odrzucił każdego do ich grup, a zaraz po tym stanął dokładnie pomiędzy nimi, omijając przy tym wszelkie powstałe zniszczenia. Przyjrzał się ponownie rekrutom, przez chwilę zastanawiając się, których zmusić do pokazania swoich umiejętności, a gdy już zdecydował, wskazał na nich brzydko mówiąc palcami.
-Teraz wy.
Wycofał się na bezpieczną pozycję, w międzyczasie kadeci zajęli wskazane miejsce więc po tym, jak generał powrócił na swoje mógł, od razu dać im sygnał do rozpoczęcia walki.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 11:56 am

Chłopak normalnie tylko potrzebował krzesełka i herbatki, by usiąść sobie wygodnie i oglądać to przedstawienie, gdzie Riverowi nakopią do dupy. Czemu tak sądził? Bo każdy z tych kadetów wyglądał na silniejszego od Drake'a. Albo mu się tak tylko zdawało. A skoro krwistooki był silniejszy od Kenzuranika, to nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć co to oznacza. Oczywiście chociaż chciał, by tamten dostał łomot, to jednak mimo wszystko wciąż wolał, by to jego zastępca odniósł zwycięstwo. Trochę mu kibicował, ale tylko trochę, bo ten okazał się chamem i prostakiem. Ale skoro już należy do jego oddziału to jego zwycięstwo też przyniosłoby i chwałę jego liderowi. No i może jakby udowodnił innym swoją siłę to, by nie było ciągłych śmieszków w jego stronę. Ale co będzie to się okaże. Westchnął, bo coś czuł, że i tak nie będzie po jego myśli. Ogoniasty miło mu podziękował za jego słowa, lecz wyglądał tak, jakby chciał skopać Altaira i go przy okazji udusić. Ale raczej mu się tylko zdawało i wierzył, że tak naprawdę jest mu bardzo wdzięczny, i żałuje, że był chamski w stosunku do niego, a jakby mógł to by padł na kolana i przeprosił. Tak... na pewno tak było. Jakżeby inaczej! Słowa trenera, by zaczynali no i zaczął się teatr. Jego czujny wzrok sprawi, że postara się wyłapać każdy możliwe jak najmniejszy szczegół. Jednymi słowy, będzie analizował ich walkę. Czemu? Bo będzie wiedział mniejwięcej jak silni są ich przeciwnicy. A, że River kochał walczyć, to Drake mu tą upragnioną walkę dał. Jak będzie dalej narzekał i płakał to da mu z liścia. I nie chodzi tu wcale o roślinę. Nie po to robi co to ten chciał, czyli dawał mu przeciwnika, by ten mu potem narzekał. To, że się zesrał nie znaczy, że nie ma sił, by walczyć. Tak czy siak, zaczął analizować walkę, a jego oczy starały się wychwycić każdy najdrobniejszy ich ruch i zamysł.

Zaczęło się nieźle. Jego rywal podbiegł do niego ze sporą szybkością, która lekko zaskoczyła nawet go. Bo był szybszy od niego! Jego oczy na szczęście za nim nadążały, ale wiedział, że był trochę wolniejszy od niego. Westchnął na to. Tak jak się spodziewał. Każdy z tych kadetów miał o wiele większe doświadczenie od nich i byli o wiele bardziej silniejsi również. No co za żal i smutek. Jak można sprawdzić jak są dobrzy, dając im nie równych sobie przeciwników. Trochę współczuł tamtemu. Oboje byli podobnie szybcy i podobnie wytrzymali. Czyli nawet Drake miałby problemy z tym przeciwnikiem. Oczywiście był tylko trochę silniejszy od swojego zastępcy, więc tamten miałby i tak podobne szanse, tylko troszkę mniejsze. Przy okazji kontynuując samą walkę. Z tego co mu się zdawało, to jego podkomendny mrużył oczy, a robił to przynajmniej podświadomie. Oznaczało to, że nie mógł nawet dostrzec ich rywala. No to klops, albo i kleks, jeśli chodzi o pewną sytuację. Wystrzelony został pocisk ki który trafił tamtego w udo. Dziś na obiad, pieczone udko małpy. Aż się tamten nie mógł ruszyć co sprawiło, że oberwał z kolejnych ataków. Jednym z nich był kolejny pocisk który trafił go w ramię. Osłabiał mu obronę. Pomysłowe. Ale to nie wystarczy. Ostatni strzał trafił go prosto w ryj i chyba przypalił mu lekko brwi. Podświadomie zamknął oczy. Oślepiło go to. Drake westchnął. Początek nie wyglądał za ciekawie. Oczywiście tamten zamiast się wycofać to czyścił sobie twarz podczas walki na co oberwał wiele razy, odbił się od czarnowłosego i lewitował w powietrzu.
"- No tak. Każdy używa pocisków ki i lata, tylko nie ja."
Oczywiście musieli siebie jeszcze po obrażać. A przynajmniej rywal gościa z blizną. Chyba tamten się troszkę wkurzył, bo wybił się mając zamiar sprowadzić go na ziemię. No i puścił w jego stronę z czasem ki blasty. Co prawda, nie wiedział co on takiego planował, ale spodziewał się, że...

...Tamten to i tak zablokuje. I tak też było. Po prostu skrzyżował dłonie i przyjął jego uderzenia, oraz pociski ki, niewiele sobie z tego robiąc, co wybiło tamtego z rytmu. Przy okazji rywal z innego oddziału chyba zaczął się koncentrować bo jego kolejne ataki dokładnie, by uderzały tam gdzie planował. Ale nadeszła kontra ze strony młodego i na każdy tamten cios wyprowadzał swój i tak w kółko. Odpowiedział oczywiście na zaczepkę wroga niczym dziecko. Co innego jakby zrobił to troszkę inaczej. A tak jak się da wyprowadzić z równowagi to na pewno przegra.

Na nieszczęście dla czarnookiego tamten uniknął bez żadnych problemów kontrę swojego rywala. Co w sumie miało sens bo jakby tego nie zrobił, to miałby przerąbane i to bardzo. W sumie nie dziwił się. Był szybszy więc nawet nie musiał się zbytnio starać, by uniknąć jego ataków. Jego ruchy mocno się przyśpieszyły i zaczął robić kombinację najróżniejszych ciosów. Najwidoczniej tamten działał mu na nerwy i powoli chciał to zakończyć. River począł to wszystko blokować. Sądząc po odrzucie który był podobny u Altaira, oznaczało to, że po pierwsze, rywal jest też od niego silniejszy i zapewne wytrzymalszy, a na dodatek jest tak samo silny co Drake. Chłopak zaczął się martwić jakiego to on dostaje przeciwnika, skoro już ten był od niego mocniejszy. Sam zastępca również był poddenerwowany i chyba całą swoją siłę i nie tylko wrzucił swój atak. Nawet on wiedział, że jest to bardzo, ale to bardzo niebezpieczny atak. I jak ktoś, by nim oberwał to walka byłaby bliska zakończeniu.

Biedna blizna. Nie spodziewał się, że jego najpotężniejszy atak który był w stanie wyprowadzić z ledwością zostanie skontrowany przez jego wroga. Co gorsza tamten również włożył całą swoją siłę w ten jego jeden najpotężniejszy atak. Nawet Drake nie byłby na tyle odważny, by przyjąć całą tę kontrę ataków oraz ten jakże groźny atak. Dla Altaira i Kenzurana, byłaby to nawet natychmiastowa śmierć tak czuł. A jak nie śmierć, to wylądowaliby w szpitalu na długo. Tamten się nie patyczkował i cały ten sparing zmieniał się powoli na pojedynek na śmierć i życie. Ah. Saiyanie...Na szczęście River, był na tyle inteligentny, że postanowił wszystkiego uniknąć. Jakby tego nie zrobił, to walka zostałaby tym samym zakończona. Ich dowódca, chyba był nawet gotowy zakończyć tę walkę, ale gdy widział, że chłopak tego uniknął to sobie darował. Warto dodać, ze Drake przez te wszystkie uniki powoli zasypiał i tylko krzyki sprawiały, że nie zasnął. Ta walka robiła się nudna i to bardzo. Niech ktoś wreszcie komuś przyłoży... Jego modlitwy miały zostać wkrótce wysłuchane. Mężczyzna na tym nie poprzestał, że po prostu sobie wszystkiego uniknął i ponownie się skoncentrował mając nadzieję zrobić cokolwiek tamtemu gościowi bo jak na razie, nic a nic mu nie wychodziło co było smutne. Co ciekawe tamten postanowił to arogancko przyjąć na klatę. Po wybiciu przez swojego przeciwnika oberwał w nos, co go musiało zamroczyć i lekko go to odrzuciło. Tamten nie miał zamiaru tego nie wykorzystać i zaraz znalazł się przy nim. Uderzenie w policzek, kopnięcie w żebra, podcięcie, podwójny wykop, gdy wróg był w powietrzu. Obrócił się w powietrzu i walnął łokciem w skroń swojego przeciwnika, a następnie runął niczym kapsuła na ziemię. Czerwonooki dziękował Bogu, który jakiś powinien istnieć, skoro przeżył to wszystko na arenie...tak czy inaczej dziękował za to, że ktoś wreszcie kogoś trafił. No i czarnowłosy pokazał klasę. W ogóle jego wróg miał ciekawe imię. Tawagoto. Czy to przypadkiem nie oznaczało "gówno"? Zabawna zbieżność losu... kilka możliwości na awans. I nie awansował? To raczej nie świadczyło o nim dobrze i nie miał się czym chwalić. Ale nieważne.

Z tego co widział, to wyglądali oboje na zmęczonych. Co prawda nie tak mocno, ale ich oddech był głośniejszy i szybszy. Czuł, że walka się zakończy tak, że oboje nie będą mieli sił na walkę. Ale mimo wszystko chociaż ten cały Tawagoto oberwał to dalej był w lepszym stanie niż Kenzuran. Niedobrze. Jak tak dalej pójdzie to przegra. I przyniesie hańbę ich oddziałowi. Może to nie był taki dobry pomysł, by mu dawać walczyć. Spodziewał się więcej. Ten przeciwnik był tylko trochę lepszy od niego. Tylko trochę. A i tak to przegra niedługo. Altair prawie się roześmiał, gdy jego zastępca dostał kuksańca na ryj. Wyglądało to komicznie. Jak tak będą wszystkiego unikać to oboje zasną z nudów. Oczywiście czarnowłosy musiał dodać swoje trzy grosze. Brał na poważnie ten cały sparing. A to tylko sparing. Westchnął. Znaczy normalne było to, że każdy chciał wygrać. Ale po co ze sobą gadać z takimi słowami. Jakże się zdziwił! On pomyślał! Oślepił swojego rywala i wykorzystując okazję przywalił mu z zaskoczenia. Nawalał go we wszystko co mógł, jak mógł i czym tylko mógł. Jechał go jak burą sukę, że tak to można ująć. Jakże nieczyste i niehonorowe zagranie. Ale krwistooki był z niego trochę dumny. Bo pomyślał, a to już coś. Nagle jednakże przeszły po jego plecach zimne dreszcze, a on sam nie wiedział czemu. Kenzuran miał chyba co do niego złe plany. Pierwszy raz się zaczął bać...i nie wiedział nawet czego się boi! Nawet pewnie silny rywal nie sprawiłby, że tak się bał, jak teraz, przez zapewne myśli pana blizny. Straszne...

Znowu ten cały Tawagoto zaczął się niecierpliwić i począł wyprowadzać coraz to silniejsze i mocniejsze uderzenia w stronę mężczyzny. Tym razem chłopak miał więcej szczęścia niż rozumu bo się potknął. Dopiero teraz dojrzał, ze rozwalili sale treningową. Aż walnął tak zwany "facepalm".
"- Co za kretyni..."
Jedno krótkie zdanie ich podsumowało. No fajnie, fajnie. Ciekawe czy czytał regulamin. Że jak coś zniszczy to będzie to naprawiał. Heh. Będzie musiał robić za budowniczego. Gdy tamten krzyknął, to chłopak o rubinowych oczach myślał, ze ogłuchnie. Kenzuran myślał, ze będzie to mądre posunięcie i ruszył na swojego wroga, na jego nieszczęście wróg nie patyczkował się z nim i wyprowadzając w jego kierunku rękę, odrzucił go podmuchem ki na posadzkę. Nieźle to go poturbowało. Ale nie poprzestał na tym bo ponownie zaczął się koncentrować na swoich atakach, wyprowadzając je z o wiele większa siłą. Jego zastępca wiedział zapewne, że nie może tego przyjąć na klatę i każdego z tych ataków uniknął. Oprócz tego sam planował oddać mu te ciosy z nawiązką i każdy z ataków które wyprowadził były naprawdę niesamowicie precyzyjne.

A przynajmniej, zapewne miały takie być, bo każdy z nich został idealnie zablokowany przez Tawagoto. Oboje już byli poważnie zmęczeni. Niby dalej mieli siły, ale Drake spodziewał się, że to tylko ostatnie ich podrygi. Każdy z nich ogromnie się starał, bo po bloku tamten wypuścił pocisk ki który trafił go znowu w ryj. Jak tak dalej pójdzie to straci brwi. Oprócz tego miał zamiar użyć równie precyzyjnych ciosów co Kenzuran wcześniej. Na co ten to wszystko zwyczajnie zblokował. Chyba się koncentrował, tak jakby siedział na toalecie, więc wiedział, że szykuje się grubsza sprawa, i chociaż nie wiedział co planuje to wiedział jedno. Że walka zmierzała ku końcowi.


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Sob Lis 26, 2016 2:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 12:52 pm

Nie wiedział jakie ataki planowali zrobić, ale na pewno były to mocne i groźne ciosy które mogłyby zdecydować o końcu tego "sparingu" który już dawno nie wyglądał jak sparing. W końcu w samym środku zjawił się dowódca z dosyć nie tęgą miną i rozdzielił walczących bez problemowo odrzucając ich i nie pozwalając dokończyć własnych ataków, krzycząc przy tym, że wystarczy. Drake popatrzył się na Kenzurana i jego rywala. Westchnął. Przegrali. Co prawda walka była oficjalnie niedokończona, ale on sam wiedział, że patrząc na zmęczenie i żywotność to była to porażka Rivera. Smutne, ale prawdziwe. Jego przeciwnik był w lepszym stanie. A warto dodać, że był tylko trochę silniejszy od ich dwóch. No niestety. Przegrali to starcie. Ten sparing. I w sumie każdy z nich wiedział, że tak było. Pewnie nawet trener tak uważał. No cóż. Jego zastępca przyniósł im lekką hańbę. Ale przynajmniej trochę myślał podczas walki co mu się nawet podobało. Gdy tamten zaczął się wracać i dołączył do nich to powiedział z lekkim uśmiechem.
- Dwa na dziesięć. Nie polecam.
I pokiwał głową. Słabo oj słabo. Lekko dotknął jego ramienia pragnąc mimo wszystko podnieść go na duchu, a jeśli prychnie znowu to mu wpierdoli. I nie żartował.
- Było prawie dobrze. Prawie.
Rzekł jeszcze na koniec. Chyba się skończy na tym, że to on będzie musiał ratować honor drużyny. Pytanie jest tylko takie. Czy mu się powiedzie i zwycięży? Czy też może przegra tak samo jak Kenzuran. To się okaże. W końcu wskazano na niego palcem i jeszcze na kogoś mówiąc, że teraz ich kolej.

Bez słowa ruszył się na środek, ale jeszcze zanim tam dotarł do rzucił niby do ich dowódcy takie słowa.
- A już myślałem, że będzie walka lidera na lidera. Co prawda wyczuwam, że ta walka nie była emocjonująca ale nieważne. A właśnie. Mam nadzieję, że po walce mi powiesz, czemu nie nosicie zbroi. Tak mnie to tylko delikatnie interesuje. Wybacz moją ciekawość.
Dodał i znalazł się przy swoim rywalu patrząc na niego dokładnie i podając mu rękę.
- Niech wygra lepszy.
Tamten mu również podał rękę i odskoczyli od Siebie od razu.

Pierwszy ruszył jego rywal. Był o wiele szybszy od Kenzurana i Drake'a oraz od przeciwnika Rivera. Jego krwiste oczy ledwo widziały jego poruszanie się. Bo był naprawdę o wiele szybszy, prawie dwukrotnie od naszego saiyanka. Wyprowadził mu takie szybkie ataki, że chłopak nie miał nawet czasu i jak się przed nimi obronić, a wszystkie dostał w tors co go trochę odrzuciło dalej. Oprócz tego wyprowadził równie szybkie kopnięcia w jego bok. Bolało. Oj bolało. Musiał dostać kogoś naprawdę mocnego. Co jak co, ale spodziewał się mieć kogoś tylko trochę silniejszego, tak jak miał jego zastępca. Ale nie aż tak! Ale w głębi duszy się cieszył. Że walczy z kimś znacznie potężniejszym i może pokazać tym samym swoją wartość. To idealna szansa. Oczywiście już miał w głowie pewien plan co mógłby zrobić. Na razie postanowił, że zrobi pierwszy krok.

Tym pierwszym "krokiem" był oczywiście wyskok w jego kierunku. Miał zamiar wyprowadzić już na samym początku jeden z potężniejszych ataków. Czemu? Dobre pytanie. Miał zamiar albo zadać mu jakiekolwiek obrażenia, albo sprowokować do uniku, bądź bloku. Tak czy owak, będzie możliwe, że na prowadzeniu. Zależy co zrobiłby jego przeciwnik. Tak czy inaczej odbijając się nagle znalazł się przy przeciwniku i walnął go w splot słoneczny, a przynajmniej taki miał zamiar, by zamroczyć go, albo by stracił oddech, a on sam miał zamiar to wykorzystać i wywaliłby mu wtedy z kopa, odrzucając go od Siebie na większą odległość. Niech rozpocznie się taniec!

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:39 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 1:22 pm

Jego przeciwnik nie zdołał uniknąć jego ataku. Tyle dobrego. Co prawda nie wiedział czemu tak było, ale po prostu tak było. Lepiej dla niego mimo wszystko. Ciekawiło go tylko dlaczego. Czy nie przejmował się tym, uważał, że mu nic nie będzie, czy może sądził, że po prostu tak sobie przyjmie to na klatę. I to dosłownie. Albo faktycznie tak go zamroczyło, że nie dał rady uniknąć. Tak czy siak, mu się to podobało, że bez problemowo dał radę zadać jakieś obrażenia. Nie spodziewał się, że mu się uda. Tak czy inaczej jego plan się powiódł, a to wszystko dlatego, że wróg był zbyt pewny Siebie. W sumie widział u niego taki arogancki wyraz twarzy. Oznaczał to, że nawet nie uważał krwistookiego za swojego godnego rywala, i jego jeden z silniejszych ciosów zwyczajnie przyjął jak gdyby nigdy nic. On mu jeszcze pokaże. Zedrze mu ten uśmieszek z twarzy. Ale jeszcze nie czas na to. Nie może walczyć pochopnie, inaczej poniesie sromotną klęskę. Dlatego nie dawał się sprowokować przeciwnikowi i się do niego nawet nie odzywał. Wiedział, że walkę musi zakończyć szybko, im dłużej zwleka, tym większa szansa, że to będzie jego koniec. Ale jak będzie działał pośpiesznie, to równie dobrze, może sam sobie przywalić. Wyjdzie na to samo.

W końcu jego rywal po przyjęciu ataku, uśmiechnął się wrednie i przywalił z kopa w nogę Drake. Jego pozycja została zachwiana, co wystarczyło, by wróg go podciął. Nie spodziewał się takiego zagrania, a nawet jakby się spodziewał to nic by z tym nie mógł zrobić, już po tym kopnięciu czuł, że wróg jest też od niego silniejszy. Nie dość, to że szybszy, wytrzymalszy, i silniejszy to pewnie ma więcej w sobie energii. Niedobrze. Wiedział, że rywal Kenzurana, przy nim to był jak jakieś małe dziecko. Czemu on ma takiego pecha? Wydawało mu się, że wróg jest prawie dwa razy od niego potężniejszy. Mimo wszystko dalej wierzył w swoje zwycięstwo i dumnie zamierzał walczyć do końca. Nie zdołał niestety nawet wstać bo ten złapał go za głowę, i przywalił mu z dyńki w jego czoło. Drake poczuł ogromny ból i go zamroczyło, na co odpowiedział tym, że sobie po prostu odskoczył i wymasował czółko.

"- Co za śmieć. Tak się bawimy? Rozumiem."
Wredota z jego rywala. Tak mocno mu przywalił chamsko, że to aż smutne było. Pokiwał głową z niedowierzania. No ale dobrze. Podbiegł do niego i i nagle odskoczył w bok wybijając się z nóg i zmierzając w jego kierunku przywalił mu prosto w ryj, że aż zadźwięczało. Oprócz tego dał mu z liścia, ale nie rośliny, tak że sam miał czerwoną rękę, a tamten czerwony ślad i odepchnął go od siebie jeszcze dalej. Czemu ciągle go odpychał? To był już bardzo ryzykowny i jeszcze nieznany dla reszty plan. Przynajmniej dostał swoją zemstę.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:40 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 2:05 pm

Jak na razie było zacnie. Przeciwnik nie zdołał się obronić przed żadnym atakiem i nie dość to, że miał czerwony nos po dostaniu w niego z pięści to jeszcze miał na prawym policzku czerwony ślad po uderzeniu dłonią. Wyglądało to komicznie. Ale mimo wszystko nie śmiał się z przeciwnika to tylko sparing. A plaskacz był karą za to, ze po chamsku przywalił mu w czoło. Nauczy się, że tak się nie robi. A jak się nie nauczy, to już on go tego nauczy! Tak czy siak wyjdzie na jego. Mimo wszystko cieszył się, że jego przeciwnik tracił siły. Co prawda on również je tracił niestety i do tego znacznie wolniej od swojego wroga, ale nie oznaczało to, że nie da rady wygrać. Zawsze istnieje szansa. Trzeba tylko ruszać głową, a Drake był w tym ogromnie dobry, więc kto wie może uda mu się odnieść zwycięstwo i odzyskać honor oddziału. A tego chciał.

Jego wróg był bardzo wkurzony za tego liścia. I to naprawdę nieźle. Widział jak na jego czole pojawiła się żyłka, co oznaczało, że dla niego żarty się już skończyły. Najwidoczniej młodzieniec podziałał mu na nerwy i ten chciał pokazać mu gdzie znajduje się jego miejsce. I gdzie raki zimują. A na pewno nie zimują na Vegecie. Bo na Vegecie nie ma zimy, tylko cholerny upał i pustynie. Więc prędzej na Ziemi. Ale nie zamierzam się tam na razie wybierać. Gdy zobaczył, że atak zmierza w jego kierunku to wrednie go zablokował własną pięścią. Gdy starał się kopnąć go w bok, to ten po prostu podniósł nogę tak, że zablokował zmierzające kopnięcie. Już znowu miał mu przywalić z dyńki, gdy wszystko zawodziło, ale Drake po prostu złapał go swoimi dłońmi i odrzucił. Cały ten atak spalił na panewce. Pomachał mu palcem, co samo w sobie oznaczało "nie tym razem", by ten zbyt wiele o sobie nie myślał. Arogancja gubi. Zgubi i go!

Altair długo nie czekał i od razu ruszył uderzając kolanem w brzuch przeciwnika, a następnie dał mu z liścia w lewy policzek tak, by był czerwony po dwóch stronach. Oprócz tego nastąpił mu na stopę, żeby ten sobie, aż podskoczył co nasz młody wojownik miał zamiar wykorzystać i przywalił mu z łokcia znowu w brzuch, a następnie używając obu dłoni pewnym odepchnięciem posłał swojego rywala dalej od Siebie.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:40 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 3:01 pm

Najwidoczniej jego rywal nie chciał mieć drugiego czerwonego śladu na policzku i w pewnym momencie po prostu przyblokował kolano swoim a następnie, złapał jego rękę tak by tamten nie mógł go walnąć. Oprócz tego szybko przełożył stopę i zablokował łokieć. Tyle dobrego, że przynajmniej został odepchnięty na dosyć sporą odległość. Ale dziwnym trafem mu to wcale nie przeszkadzało. Ba mu to nawet odpowiadało i uśmiechnął się podle. Oznaczało to tylko jedno. Że planuje coś naprawdę niedobrego.

Drake nie spodziewał się tego co miało nadejść. W sumie kto mógłby się tego spodziewać. Raczej było niewiele takich osób. A mianowicie ta rzecz była straszliwie zła i niebezpieczna. To co miał zrobić, nie spodziewałby się nawet w najgorszych snach, że zwyczajny kadet to potrafi. Wystawił dłoń przed siebie i diabelsko się uśmiechając skierował ją w stronę kadeta. Altair się spodziewał najgorszego, ale w razie czego był gotowy na unik. Mimo wszystko w głębi serca myślał, że to będą zwyczajne ki blasty, i jest to blef mający na celu go wystraszyć. Nie wiedział jednakże, że to wszystko to nie był blef. Tylko zwiastun jego porażki. Młodzieniec działał mu na nerwy i nie wiele myśląc postanowił, że zakończy tę walkę, bo za długo już się z nim bawił, a ten czerwony ślad na poliku, dalej go piekł. Z jego dłoni została wystrzelona fala energii  Najpierw wyglądało to tak jakby był tworzony ogromny żółty ki blast. Naprawdę ogromny. Wielkości połowy jego ciała. Lecz nagle z tej kuli wyleciała fala czystej energii w jego kierunku. Gdy oddział Drake'a to zobaczył to im szczęki prawie upadły na podłogę, a oczy wyszły z orbit. Już myśleli, że chyba stracą swojego lidera. Sama fala jest naprawdę szybka. Było to tak szybkie, że nie było nawet czasu na unik. Nerwowo przełknął ślinę, czy ten przeciwnik miał zamiar go zabić? Przecież jakby tym oberwał to jego żywot dobiegłby końca. Lecz nagle wpadł mu do głowy pomysł. Normalnie nie dałby rady tego uniknąć nieważne jakby to się mocno nie starał, ale stał obok jednej ze ścian i choć za nim jej nie było, to po jego boku mimo wszystko była. Nie wiele myśląc dalej, postawił wszystko na jedną kartę i wskoczył na ścianę, a następnie używając całej siły w swoich nogach, odbił się z ogromną szybkością od niej, by tym samym uniknąć tej techniki. Czuł jej gorąc, wiedział, że jak to go draśnie to może stracić nawet kończynę. Ten się z nim nie patyczkował. Naprawdę to mógł być koniec nie tylko walki, ale i jego życia. Na szczęście nawet w takim przypadku trzeźwo myślał, gdy nie było czasu na nic innego. Technika minęła go o milimetry i pofrunęła dalej. Ich trener stanął na jej drodze i wystawiając swoją dłoń do przodu wystrzelił równej wielkości falę uderzeniową tego samego koloru. Obie fale zderzyły się ze sobą, tworząc lekką eksplozję, która fartownie niczego nie uszkodziła bo wybuchła po środku. Ich dowódca idealnie wyliczył moc, by ją zniwelował. Zapewne nie chciał jeszcze większych zniszczeń, a jakby tym coś trafił to zniszczenia, by były dosyć okazałe.

Altair odetchnął z ulgą, a jego rywal miał nietęgą minę. Taką jakby ktoś po gulaszu z kupą i pastylkach, zesrał mu się na wycieraczkę przed jego osobistą kwaterą. Właśnie taką miał. Nie wiedział w ogóle jak to jest możliwe i wciąż nie wierzył własnym oczom. Przecież zwykły początkujący kadet w jego mniemaniu powinien zostać zdmuchnięty niczym świeczka. Popatrzył się na swój oddział, którzy również byli tym zaskoczeni, a przynajmniej tak mu się zdawało. On sam tylko uśmiechnął się dumnie blefując, że tak planował od samego początku i wiedział, że tego uniknie. Wcale to nie tak, że tak naprawdę uważał, że jak będzie miał szczęście to wyląduje w szpitalu w super poważnym stanie. A jak nie będzie miał szczęścia to cóż. Wyląduje w zaświatach. Gdzieś na pewno się znajdzie. Ale na jakimś farcie udało mu się tego uniknąć.

Tym razem była jego kolej. Ruszył na swojego rywala i zrobił mu z buta wjeżdżam, wbijając się w jego brzuch nogą i posyłając go dalej. Gdy tamten wciąż był w locie to podbiegł do niego i dał mu ponownie z kopa w bok, przez co ten, aż poturlał się po podłodze. Gdy starał się wstać to czerwnooki uderzył go prosto w szczękę, wysyłając go przy tym w powietrze, a następnie walną go swoją głową w jego brzuch i odrzucił na dosyć sporą odległość. Nie ma tak łatwo. Nie z nim te numery. Skoro tak się bawią, to niech i tak będzie. Pokaże mu, że z nim się nie zadziera, bo można się przeliczyć!

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:40 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 3:44 pm

Na jego nieszczęście żaden z jego ataków mu nie wyszedł. Gdy chciał w niego wjechać z kopa to ten po prostu odskoczył sobie na bok, jak gdyby nigdy nic, i Drake wylądował niczym na nartach, tylko, ze bez nart i śniegu. Zaraz po tym szybko wstał i kontynuował natarcie, ale kopnięcie również napotkało tylko powietrze, a gdy chciał go trafić w szczękę, to on tym razem zrobił skok do tyłu, i gdy saiya-jin chciał mu zrobić atak główką, to ponownie sobie po prostu odszedł. Biedny czerwonooki miał trochę przerąbane. Na jego nieszczęście ten gość wysunął swoje dłonie w kierunku ogona, przy tułowiu młodzieńca. Ten nieźle się wystraszył, bo jeszcze nie trenował tego słabego punktu. Ale zrobił coś niespodziewanego. Normalnie zapewne, by myślał, że tamten będzie starał się wycofać swój ogonek, by nie przegrać, a wtedy on go złapie. Rzeczywistość i zamiary młodego okazały się inne bowiem, używając ogona owinął go wokół nogi rywala i mocno pociągnął sprawiając, że ten zachwiał się i gdy starał się złapać jego ogonek, to tamten złapał go za noc i mocno ścisnął jak nos jakiegoś niegrzecznego dzieciaka. Chciał mu tym czymś powiedzieć, że podczas sparingu nie robi się takich rzeczy i szybko odskoczył od niego, znowu owijając ogon wokół własnego pasa. Było blisko. Ten typek grał strasznie nieczysto. Chyba nie podobało mu się to, że nie może pokonać prawie dwa razy słabszego od Siebie przeciwnika.

Tym razem był lekko wkurzony tym, że jakiś mały ogoniasty, który jeszcze miał pod nosem mleko, nie został pokonany przez jego falę uderzeniową. Zamierzał więc zakończyć to własnymi dłońmi. W tym celu podbiegł do Altaira i wymierzył w kierunku jego splotu słonecznego jedno uderzenie. Oprócz tego używając swoich palców, chciał mu zrobić tak zwane nożyczki i miał zamiar wbić mu je, w jego oczy tym samym oślepiając i odnosząc zwycięstwo. Na wszelki wypadek wymierzając siłę i miejsce, kopnięciem chciał go podciąć, a następnie, gdyby się wywalił to dostałby w odsłonięte jabłko Adama i tym samy walka by się mogła zakończyć.

Los chciał inaczej. Drake przewidział coś takiego i nie dość to, że zablokował cios wymierzony w jego splot słoneczny to zrobił zupełnie ten sam atak. Lecz w przeciwieństwie do niego po zablokowaniu palców mocno je chwycił i sprawił, że sam Siebie dźgnął, dając mu tym samym posmakować jego własnej broni. Gdy rywal chciał go podciąć, to młody po prostu nastąpił mu mocno na nogę, że mu się to wszystko odechciało, a następnie przywalił z dyńki w jego czoło, gdy ten planował mimo wszystko zaatakować jabłko Adama.

Ale to nie był koniec bo uformował dłoń prawie jak mistrzowie sztuk walk w ostrze topora i walnął go w szyję, a następnie drugą dłonią zdzielił go w kark, że aż głowa mu zadźwięczała. Drake normalnie, podczas sparingu nie stosował takich chwytów jak jego nieprzyjaciel. Co innego podczas walki na śmierć i życie. Ale to tylko sparing. Ale był mściwy. Więc zamierzał mu się odpłacić za jego marne próby i dać mu nauczkę. Pytanie tylko czy zadziała, to sam nie wie. Jego wróg wciąż miał się lepiej od niego, ale tracił cierpliwość i był arogancki co może się okazać jego zgubą.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:40 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 5:04 pm

Niestety ponownie chłopakowi nie wyszło i choć zaskoczył swojego rywala to mimo wszystko temu nic to nie zrobiło. Wiedział, że jakby przyjął te uderzenie na klatę, to nawet on nie wyszedłby przy tym bez szwanku. I choć był arogancki i grał nieczysto, to nie mógł sobie na to pozwolić. Dlatego też, gdy tylko Drake skontrował jego uderzenie, to ten zwyczajnie zablokował jego kontrę, blokując tym samym cios w splot, łapiąc jego pięść w obie dłonie. Co do swoich palców to w ostatniej chwili zatrzymał swoją rękę własną dłonią, zanim dotarła do jego oczu i tym samym nie zrobił sobie krzywdy, bo to by było dopiero zabawne. Gdy tylko zauważył, że krwistooki chce mu nadepnąć na odcisk to wycofał swoją stopę i przyblokował nią stopę rywala, tak że obaj prawie się wywalili, a gdy głowa jego rywala była blisko niego to przyblokował ją poprzez swoje skrzyżowane ręce i tym samym uniknął dość potężnego ataku który zagrażał jemu zwycięstwu.

Był już podirytowany tym wszystkim, ale trochę się uspokoił. Dlatego postanowił zrobić to tak jak wtedy, gdy rozpoczęła się walka więc podbiegł do niego z ogromną szybkością, i wyprowadził w jego kierunku masę szybkich ciosów które miały wręcz zbombardować jego klatkę piersiową i brzuch. Oprócz tego skoczył na jedną nogę i drugiej używał do zadawania ogromnej liczby kopnięć również wymierzonych w tułów rywala. Oczywiście to nie był koniec i na zakończenie wysłał mu chamsko pocisk ki, z zamiarem przypalenia mu brwi i odwdzięczenia się za czerwony ślad na policzku, który dalej go piekł. Nie wybaczy mu tego, że zostawił mu taki prezent. Nie daruje.

Młody dowódca niezbyt chciał oberwać dlatego również tak samo jak on zaczął blokować jego ataki. Zważywszy na to, że wszystkie były wyprowadzone w kierunku jego tułowia, to każdy nawet najmniejszy atak zablokował, co prawda z lekkimi problemami, bo jego rywal był naprawdę szybki, tak samo jego ataki i musiał się troszkę natrudzić, żeby każdy z tych ataków został w całości zablokowany. Po pięściach przyszła kolej na nogi i je blokował swoimi, co też nie było takie łatwe. Westchnął po tym wszystkim. Jeśli na coś nie wpadnie to przegra. W końcu jednakże nadarzyła się okazja bowiem w jego kierunku poleciał ki blast. Drake zrobił coś czego on się w ogóle nie spodziewał, bo gdy byli blisko siebie, i kula energii również była, to postanowił, że najpierw go zablokuje, po prostu go odbijając w kierunku przeciwnika. Ten chociaż nie trafił jego rywala w oczy, tylko wybuchł mu przed twarzą samemu sobie nie robiąc żadnych obrażeń, to mimo wszystko stworzył dym który zasłaniał mu jego pole widzenia, a nastolatek wątpił, by tamten spodziewał się, że zostanie oślepiony własnym pociskiem. Co innego blastem Altaira, ale to był jego własny pocisk!

Chłopak zamierzał to podle wykorzystać, a zważywszy, że jak wcześniej było wspomniane po ataku rywala, stali blisko Siebie to nie miał nawet szansy, by użyć tej samej techniki co jego przyjaciel z oddziału i nie miał szans go odepchnąć. A przynajmniej nie powinien mieć żadnych szans bo niby jak. Przywalił mu w kark, że aż tamtego zamroczyło, i sprawiło, że miał mniejszą szansę na dalszą ochronę, a następnie, walnął go dwiema dłońmi w jego uszy, przez co mu w nich zadźwięczało, i wyłączył mu tym samym na chwilę zmysł słuchu, by wiedzieć, że nawet korzystając ze słuchu się nie obroni. Ale to nie był koniec bo przywalił mu z dyńki prosto łeb, tamten na chwile musiał zamknąć oczy i wyłączył mu kolejny zmysł. W ostateczności, przywalił mu pięścią w nos, żeby nawet nie mógł korzystać chwilowo z węchu. Potem używając obu dłoni, walnął go połączoną siłą w szyję, jakby on sam był gilotyną i miał mu zamiar ściąć łeb. Jego ostatni atak to był drugi plaskacz z zamiarem stworzenia mu drugiego czerwonego znaku, a przez siłę uderzenia, został wysłany w powietrze. To była jego jedyna szansa na ten atak i on to doskonale wiedział.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:41 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 7:04 pm

Na całe szczęście ten atak z zaskoczenia się powiódł i gość nie wiedział w ogóle co się z nim dzieję. Drake wręcz idealnie, pozbył się każdego jego zmysłu mając tym samym idealną okazję, na spowodowanie u niego ogromnych obrażeń. Najwidoczniej nie tylko był całkiem inteligentny, ale też sprytny podczas walki. Nie każdy stara się, aż tak dobrze atakować każdy zmysł swojego wroga. Zazwyczaj pamiętają tylko o oczach. Nasz młodzieniec, zaatakował oczy, słuch, węch, oraz myślenie, co samo w sobie nie jest zmysłem, ale też było potrzebne dla zwycięstwa. Zmysłu smaku nie potrzebował atakować. Jakby to była walka na śmierć i życie to sprawiłby, że tamten odgryzłby sobie język. Jest to na tyle poważne, że może spowodować śmierć. Ale nie jest na tyle głupi, by robić to podczas sparingu. Chociaż gość go wkurzał to dostał za swoje i miał teraz dwa czerwone ślady na polikach po liściach. Wyglądało to tak, jakby dwie dziewczyny przyłapały go na zdradzie i mu przyfasoliły. Teraz nie wiadomo, czy byłby czerwone ze wstydu, czy też czerwony z wiadomych względów. Drake był z siebie niesamowicie dumny i wręcz się uśmiechał sam do Siebie. Naprawdę to zabawnie wyglądało. Ma za swoje. Gdyby nie próbował na nim nieczystych zagrywek podczas sparingu, to nie dostałby kary. A tak to cóż. Niech nie mają mu za złe, że zamierzał go nauczyć dobrych manier i honoru. Co prawda pewnie i tak nie da rady, ale cóż. Martwił się tylko, by tamten go znowu nie zaatakował falą energetyczną. To byłoby bardzo smutne. I nie był pewien czy da radę uniknąć. Oby nic takiego się nie stało. Wciąż ma szanse zwyciężyć, ale przegrać niestety również.

W końcu wkurzony rywal który dalej był w pełni sił tak samo jak Drake ruszył przed Siebie z zamiarem wyprowadzenia na prawdę silnego ataku w kierunku okolic klatki piersiowej. Zaraz po tym jego noga ruszyła w stronę łba, młodzieńca, by następnie druga noga po wylądowaniu pierwszej trafiła go kolanem w brzuch. Po zgięciu Altaira, zamierzał utworzyć młot ze swoich pięści i wbić tym samym Drake'a w posadzkę. Nie chciał się z nim patyczkować. Czuł bowiem, że jeśli nie weźmie tej walki na poważnie to może przegrać. Ale trudno mu się dziwić. Myślał, że będąc tak bardzo silnym od krwistookiego da radę bez problemu bo rozwalić niczym robaka. Tak jak to zrobił jego towarzysz z gościem z bliznami. Wiedział, że nawet tamten był lepszy od ich tak zwanego rywala. Więc jak to możliwe, że On będąc silniejszym od kompana wielokrotnie, nie był w stanie zakończyć tej walki?

Sam nastolatek nie miał zamiaru przyjąć tych ciosów na klatę. Nie był głupi. Wiedział, że może przegrać, gdy to zrobi, więc krzyżując ręce zablokował pierwszy atak. Gdy noga rywala zbliżała się do jego głowy to złapał ją własnymi rękoma, ale zanim odrzucił to przyblokował jego kolano własnym. Lekko go to zabolało, ale tak samo powinno być z jego wrogiem. Mimo wszystko dalej tamten utworzył młot, ale i to nasz saiyan zablokował, chociaż z ledwością. Uśmiechnął się wrednie. Teraz jego kolej!

Ruszył z buta i przywalił mu w szczękę. Oprócz tego podniósł nogę i wymierzył tak, by kopnąć go w jego bok. Nastąpił mu również na stopę, by ten sobie trochę poskakał z bólu, i gdyby tak też było to od razu, by go podciął. Jeśliby się przewalił to Drake złapał go za nogę i robiąc mu kręciołka wyrzucił w powietrze. Miał tylko nadzieję, że go nie obrzyga. Bo to byłoby smutne. Wystarczyło mu to, że był blisko niebezpiecznej sytuacji na arenie. Nie chciał tego powtarzać. Ale jeśli obrzyga przy tym innych to ich problem nie jego. Wszelkie zażalenia mogliby mieć do rzygającego.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:41 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 7:36 pm

Nasz krwistooki nie spodziewał się, że jego atak się nie powiedzie. Czyżby tamten zaczął się obawiać, skoro nie przyjął tak słabego ciosu na klatę? Lecz postanowił to zwyczajnie uniknąć? Oznaczało to, ze powoli się bał, że może to przegrać. I nie chciał dostawać zbytnio kolejnych niepotrzebnych obrażeń. Ale potem może mu zabraknąć sił na bloki i uniki, i będzie miał problem. Jak dla niego niech to robi. Niech się męczy jeszcze bardziej. Tak czy owak, uniknął ciosu w szczękę i uciekł swoją stopą, przez co Drake mimo wszystko go nie trafił. Tym samym nawet próbując wciąż go podciąć to ten sobie zwyczajnie podskoczył, a o złapaniu go za nogę nawet nie było mowy. Uniknął wszystkiego co miał mu czerwonooki do zaoferowania. Ale przez to pomyślał, że może jest teraz szansa na to, że trafiłby swojego wroga.

Na razie jednakże to wróg będąc od niego szybszy pierwszy ruszył na swojego przeciwnika i przywalił mu w twarz. Drake tego nie uniknął i chociaż go bolało, to nie było to jeszcze tak groźnie jak poprzednie ataki. A nie chce niepotrzebnie marnować zdolności obronnych, bo nie wiedział jak długo to przetrzyma. Oberwał jeszcze w bok swojego tułowia przez kopnięcie wroga. Następnie przywalił mu z otwartej dłoni w czoło, tak, że Altaira zamroczyło lekko, a następnie został podcięty. Tamten stał nad nim dumnie, arogancko na niego spoglądając. Dalej uważał, że jego zwycięstwo to kwestia czasu. Nie dziwiło go to. Znał więcej technik. Był pod każdym względem lepszy. I teraz mu to chciał udowodnić.

Widząc to, że przeciwnik nie kwapi się, by do niego podejść to wstał sobie jak gdyby nigdy nic i otrzepał się z kurzu i rozluźnił swoją dłoń, a następnie dwukrotnie strzelił sobie z karku. Prowokował go do ataku, ale ten nie dał się na to złapać. Wojownik westchnął. Ale postanowił, że spróbuje swojego szczęścia. Wybijając się z obydwu nóg ruszył do wroga, ale zamiast go atakować, to uskoczył i trafił go mocno nogą w jego własną nogę. Nagle przeskoczył za niego i będąc na jego plecach dał mu kopa w zadek, a następnie wjechał mu kolankiem w jego tylną część tułowia, a następnie używając dłoni walnął go dosyć mocno przez kark i odskoczył. Ryzykowne, ale miał nadzieje, że będzie warto. Dawno nie wyprowadzał tak silnego ataku.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:41 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 8:26 pm

I tak uważał, że pokazał się z dobrej strony, ale oboje byli prawie w pełni sił. No i zaczął się cieszyć walką. Wreszcie jak na prawdziwego saiyana przystało. Jeśli wygra, z prawie dwa razy silniejszym przeciwnikiem to będzie możliwe, że nawet trochę sławny wśród kadetów. A nawet jeśli. To uratuje honor swojej drużyny i reszta będzie na niego inaczej patrzeć. Nie tylko jak na dobrego lidera, ale i potężnego wojownika. A tego też chciał. Respekt jest bardzo dużo warty. I potrzebny. Tym bardziej, że przez to, że Kenzuran nasrał na arenie to niestety mogą źle o nich myśleć. Przyniósł już dwukrotnie im hańbę. Świetny zastępca nie ma co. Jest mocny i drugi co do siły w oddziale, ale jest nierozgarnięty, chamski, i prostacki. Czyli jak pierwsi saiyanie, a oni byli naprawdę niczym jaskiniowce. Był świetnym przykładem, że stary, dobry, saiya-jin jaskiniowiec nie był gatunkiem wymarłym. Kenzuran dumnie pokazywał, że jest inaczej i tak łatwo się nie dadzą ewolucji. Na co nasz lider mógł tylko cicho westchnąć. A najlepiej tego nawet nie komentować. I wszelkich innych jego sytuacji również. I tak będzie miał koszmary, był tego prawie, ze pewien.

Co do walki to chociaż trwała w najlepsze, to było coraz to gorzej. Nie było zbyt ciekawie. Tym razem ten gość postanowił, że sobie cały ten atak skontruje. Drake'owi się to bardzo nie podobało. W jego stronę leciała gromada ciosów. Za każdy jego nieudany cios, otrzymał o wiele mocniejszą kontrę. A przynajmniej taki był zapewne zamysł. Tamten po prostu odwdzięczył się również kopnięciem, i nie pozwolił, by kopnięto go w zadek i złapał nogę czerwonookiego wywalając go, a następnie posyłając własne kopniecie zanim ten wstał, a jego dłoń już zmierzała w stronę karku.

Oczywiście Altair nie mógł sobie na to pozwolić, więc postanowił, że wszystkiego uniknie. Mimo wszystko nasz młodzieniec wciąż miał szansę na zwycięstwo, O czym zapewne dobrze nawet tamty osobnik wiedział, i raczej nie chciał doświadczyć. Gdyby przegrał na tego nastolatka, to cały jego oddział zapewne, by się z niego śmiał do końca jego życia. Wolałby już wejść pod jakiś krzak i tam zdechnąć, niżby miał być pośmiewiskiem całego oddziału. Drake'a to nie obchodziło. Skoro tamten grał nieczysto, to mu pokaże, że podczas sparingu takich rzeczy się nie robi. Więc miał zamiar go rozwalić! Na razie po prostu uniknął kopnięcia, i w ostatniej chwili zabrał swoją nogę, zanim tamten zdołał ją złapać, i tym samym unikając kolejnego kopnięcia, a następnie uskoczył przed dłońmi zmierzającymi do jego głowy. To mogłoby być bardzo groźnie. Więc nie będzie ryzykował.

To nie było jedyne co chciał zrobić. Po tym wszystkim ten podbiegłby do niego i przywalił mu pięścią w nos, a następnie dołożył, by atak w klatkę piersiową. Kolejny atak i kolejny, ciągle było to samo miejsce. By na zakończenie przyłożyć mu dłonią w gardło. Gdyby zaczął tracić trochę oddech, to wbiłby się w niego głową w brzuch i odwalił tym samym jeszcze dalej. Tyle na razie powinno starczyć.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:41 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Lis 25, 2016 11:48 pm

Chłopak nie spodziewał się, ze jego przeciwnik nie będzie robił sobie nic z jego ataków. Poprzednio tak samo słabych ataków zwyczajnie uniknął, jakby bał się przyjąć je ponownie. Najwidoczniej nie chciał mu dać tej satysfakcji z trafienia, ale teraz znowu coś mu się odmieniło. Cóż i tak i tak będzie na plusie. Bez problemu przywalił tamtemu w nos, na co on go złapał i zaczął masować. Podczas walki! Głupie. Wyglądało to tak jakby zupełnie się nie przejmował rywalem i uważał go za robaka którego niedługo zgniecie. Otrzymał parę ciosów w klatkę piersiową, ale nawet nie mrugnął okiem. Dopiero gdy oberwał w gardło trochę się zdenerwował. Tym bardziej, gdy Drake przywalił mu własną głową jego brzuch, aż tamten odleciał, sunąc nogami o ziemię.

Mimo wszystko specjalnie wszystko obmyślał, i chociaż jego sytuacja nie była za ciekawa, to i tak nie tracił nadziei. Ma szanse wygrać. Przynajmniej tak wierzył. Aczkolwiek większość uważała, zapewne, że nie ma nawet malutkiej szansy, by wygrać. W sumie krwistooki na ich miejscu uważałby tak samo, więc im się nie dziwił. Niby silniejszego wroga trochę skopał, że tak można to ująć. Albo tamten dał się tak skopać. To też mogło być niedalekie od prawdy. Dostał bardziej od Altaira, chociaż i tak mu to niezbyt przeszkadzało i wciąż był w pełni sił witalnych. A Drake...niby też, ale trochę już go ciało zaczęło boleć. Podobnie też stali ze zmęczeniem, ale zdawało mu się, że jego rywal miał znacznie cięższy oddech od naszego saiyana. I szybszy. Albo mu się tylko tak zdawało. Ale jeśli nie, to oznaczało to, że lepiej stoi z kondycją od przeciwnika, czego nie można powiedzieć o zdrowiu. Ale energii ki zdawało mu się jakby też miał znacznie większe pokłady. Tak czy owak jego rywal wciąż był na prowadzeniu. Jeśli szykował kolejną fale energetyczną to jest zgubiony. Nie wiadomo czy uniknie, a jak przyjąłby ten atak na klatę, to nie wiedział, ile i co, by po nim zostało. Na sto procent miał w zapasie techniki obronne których nie użył. Ale to też dlatego, że młodzieniec specjalnie nie atakował, zbyt silnie. Tylko trzy razy użył sporej siły w swoich atakach. Zbytnio się obawiał tego, że jak zaatakuje mocniej to oberwie własną siła zupełnie jak Kenzuran. I ten strach sprawiał, że nie starał się w swoich atakach. To było chyba najlepsze co mógł zrobić. Mógł też zaryzykować, ale nie chciał ryzykować. Gdyby był silniejszy trochę to czemu nie, ale w takim stanie? Niezbyt. Już parę ataków od tamtego, gdyby nie uniknął, to mogłyby skończyć się jego nokautem. A tego nie chciał. Wolał w miarę możliwości uniknąć.

Niestety jego rywal wyglądał na bardzo, ale to bardzo pewnego swojej wygranej. Nie wyglądał nawet tak pewnie, gdy mecz się dopiero zaczynał. Nawet gdy puszczał falę uderzeniową, nie był tego, aż taki pewien. Więc czemu teraz był? Nastolatkowi się to ani trochę nie podobało. Był zaniepokojony. Nie wiedząc czemu czuł dokładnie to samo co wtedy, gdy widział wystrzeloną w kierunku czerwonookiego falę energetyczną. A to oznaczało tylko jedno. Jego porażka nadchodzi. Prawie widział, zmierzające w jego stronę widmo. Ba. Nie tylko widmo porażki. Czuł jakby sama śmierć nadchodziła w jego kierunku. Warto rzec, że nawet nie czuł tego samego odnośnie fali. W tym wypadku nie. Czyżby to co szykował, było znacznie gorsze? Przełknął ślinę. Tamten patrzył się arogancko w jego stronę. I nagle. Na jego ustach pojawił się delikatny zarys uśmiechu. Który też przerodził się w diabelski uśmiech, nawet gorszy niż w tamtej groźniej sytuacji! Trzymał się mocno ziemi. Nie wiedział czego ma się spodziewać. Kolejna technika? Tylko ona mogłaby sprawić, że miał prawie pewność swojej własnej porażki. Zmrużył oczy, by lepiej widzieć. Niestety niewiele to dało. Westchnął. Będzie bardzo ciężko. Szkoda, że nie wiedział, jak bardzo się mylił, bo "bardzo ciężko" było za lekkim sformułowaniem.

Przeciwnik Altaira stał sobie w miejscu i z arogancją patrzył w stronę Drake'a. Wyglądał jakby wiedział, że to już koniec. Miarka się przebrała. I to on odniósł zwycięstwo. Teraz był idealny moment, by zakończyć tę walkę, a on zamierzał to wykorzystać. Przynajmniej tak mu się zdawało. Sądził, zapewne, że jego technika powinna zakończyć walkę wieki temu, ale tak tez się nie stało bo jakimś niewytłumaczalnym sposobem uniknął, odbijając się od ściany. Jakby był szybki to jeszcze zrozumiałe. Ale był wolniejszy od niego! Coś tu nie grało. Oczywiście to był fart co sam rubinowooki wiedział. Ale teraz jego cierpliwość się skończyła. Wcześniej się tylko z nim bawił. Teraz to był już ostateczny atak. Takie odnosił wrażenie, że właśnie szykował atak który miał zakończyć tę farsę.

Drake wręcz ze zgrozą obserwował to co się teraz działo. Jego wróg wyciągnął przed siebie dłoń specjalnie ukazując ją w pełni, i zacisnął w pięść. Trzymał ją tak jakby zamierzał roznieść ten świat w perzynę. Nagle zaczęła ją oplatać coś w rodzaju dziwnej aury. Początkowo była niewielka i prawie niewidoczna, ale po pewnym czasie, stała się dosyć mocno widoczna. Tak jakby cała jego potężna siła, znajdowała się w tym jednym, najpotężniejszym ataku i działała na przestrzeń wokół niej, tak, ze nawet powietrze bało się przy niej znaleźć. Wydawało mu się, że byłaby w stanie roznieść wzmocnioną ścianę, a jakby spotkała się z jego ciałem, to nie zostałby po jego kościach nawet proch. Zaczął podchodzić. Początkowo wolnym krokiem. By każdy był w stanie wiedzieć, jak się kończy zadzieranie z nim, i tym, że gdy dla niego zabawa się kończy, to nikt i nic tego nie zmieni. Przyśpieszył swój krok, zmieniając go w marsz. Potem lekki trucht. Aż zaczął biec, i na końcu sprintować! Młodzieniec nie miał możliwości, by tego uniknąć. Co jak co, ale tym razem zrobił się bardzo poważny, i wiedział, że będąc szybszym od niego i tak go dorwie, jeśliby tylko tego bardzo chciał, tym bardziej, że wrzucił całą swoją siłę w ten jeden najpotężniejszy atak. Nawet jakby odskoczył, to zostałby złapany i zmiażdżony. Za te dwa plackacze chciał się srogo zemścić i zamierzał go znokautować. Nawet jego zastępca nie został znokautowany więc jakie to będzie zabawne, gdy dowódca odniesie, aż taką sromotną porażkę. Wiedział, że wygrał. Gdy tylko stał się poważny, to wiedział, że nie ma możliwości, by przegrał. Chyba, że stałoby się to co na arenie, wtedy mógłby się na łajnie poślizgnąć i rubinowooczy, by to przetrwał. Ale na nic takiego się nie zapowiadało, chociaż wcześniej zerkał w stronę Kenzurana na wszelki wypadek.

W końcu znalazł się przy nim. Był naprawdę blisko. Altair nie wierzył, że to wszystko się tak skończy. Przecież tak się starał. Tworzył prawie idealne plany walki, i wykorzystywał je w praktyce i nawet część się udała! Miał nadzieje, przynajmniej zremisować, albo nie przegrać mocno. Nie spodziewał się wygrać. Było to możliwe, ale...bardzo mało prawdopodobne. Mimo wszystko miał sporo sił na dalszą walkę i możliwości. Tak samo jak tamten. Czemu to chciał już zakończyć? Czemu to miało się tak skończyć? Przecież walka dopiero trwała. Nikt nie był zmęczony w przeciwieństwie do tamtej dwójki.
"- Czy to koniec?"
Zapytał sam siebie w myślach. Starał się zrobić cokolwiek, ale wróg był i tak szybszy, i wiedział, że jak przywali to wygra, więc nie ma możliwości, by nie trafił dopóty Drake nagle nie stanie się od niego szybszy. Znalazł się przed swoim rywalem.
"- Nie ma nadziei?"
Coś zebrało mu się na dużo pytań. Ale trudno mu się dziwić, skoro był bez przerwy w takich sytuacjach prawda?
"- Czy ja... przegrałem?
Kolejne pytanie retoryczne. Niestety znał na nie odpowiedź. Starał się oddalić, ale to nie robiło na tamtym wrażenia. Nie wyglądało to tak jakby miał zamiar dać mu zwiać, by dalej cieszyć się walką.
"- Czy naprawdę nie ma nic co można by zrobić?"
Następne pytanie. Każde z nich nie trwało nawet ułamku sekundy. Nie miał na to czasu. Wróg był coraz bliżej.
"- Czy nie jestem w stanie nic zrobić?"
Pomyślał z niedowierzaniem. Ale wątpił, by był wstanie coś tutaj ogarnąć. Myślał i choć miał wiele planów, to żaden nie zadziałałby z prostej przyczyny. Nie był wystarczająco szybki, ani silny. Był inteligentny i nawet teraz miał wiele pomysłów, ale były niemożliwe do zrealizowania. Ale mimo wszystko...
"- Nie...nie zgadzam się na to."
Nigdy nie miał zamiaru pogodzić się z porażką. Będzie walczył do utraty tchu, nawet jeśli przez to miałby znaleźć się w szpitalu to będzie warto! Ale nigdy się nie zgodzi z tym, że przegra! Nawet jeśli rzeczywistość była inna... To go to nie obchodziło i jeśli będzie trzeba, będzie walczył przeciwko samej rzeczywistości!
"- Nie zgadzam się na to!"
Wręcz wykrzyczał w myślach. Zbierał cała swoją moc. Tyle energii ile tylko mógłby włożyć w tą technikę. Tu nie działał zmysł taktyczny lidera. Tu działał instynkt. Prawdziwy instynkt saiyańskiego wojownika! Nie czuł go od dawien dawna, a gdy go odczuwał to oznaczała to jedno. Że nawet jego cierpliwość się już skończyła i będzie walczył dalej, nawet jeśli przy tym miałby zginąć! Trzymał dłonie blisko siebie, jakby zbierał energię. Instynktownie kopiował ruchy tego jednego wojownika. Nawet nie wiedział, że to robi. Nawet nie wiedział co się z nim działo. Liczył się tylko on i przeciwnik. Oraz ten najpotężniejszy atak! Który miał zamiar powstrzymać i odnieść ostateczne zwycięstwo! Energia zbierała się w jego środku, powoli osiągając stan maksymalny. Nigdy nie czuł się bardziej żywy. Ogromne niebezpieczeństwo obudziło w nim zmysł wojownika. On również podświadomie postawił wszystko na jedną kartę. Cała energia została zebrana. Czuł niesamowite uczucie. Jakby mógł zdmuchnąć cały wszechświat. Co prawda to byłoby niemożliwe, ale i tak było to piękne, wręcz cudowne uczucie! To było uczucie najsilniejszej energii na świecie. Coś co przenika cały ten wszechświat. Coś co żyje praktycznie w każdej istocie. Coś co jest jedyną, niepowstrzymaną, i najpotężniejszą mocą której nawet bogowie się obawiają i jej pożądają. To była Energia KI! Arogancki wojownik wyskoczył na górę z nietęgą miną czując coś bardzo groźnego. Coś co mogło mu odebrać jego wygraną. Nie chciał na to pozwolić, więc używając jeszcze więcej mocy niż wcześniej, czyli całkowity potencjał i sunął pięścią w kierunku twarzy przeciwnika. Pięść już prawie dotknęła jego nosa, gdy nagle...

- Zwycięstwo należy do Mnie!
Wykrzyczał na cały głos dodając naprawdę groźny okrzyk bojowy, który mógł naprawdę sprawić ciarki na plecach. Bo był to głos wypełniony niepowstrzymaną i bardzo groźną energią która była w stanie zniszczyć cały wszechświat! I oczywiście nie była to moja o jego mocy, tylko o KI. Tylko ono było taką groźną i niepowstrzymaną energią i dobrze, a może źle użyta mogłaby sprawić zagładę multiświatów! Odrzucił dłonie na bok, i wyzwolił się ogromny podmuch. Ten podmuch sprawił, że nawet stojący dalej członkowie obydwu oddziałów mogli zostać odsunięci na conajmniej metr. Rywal Altaira został zmieciony, a na jego twarzy zagościło ogromne zaskoczenia. Gdyby jego oczy mogły to, by wręcz wyfrunęły z orbit, a jego szczęka zatrzymałaby jego lot uderzając o ziemię. Tak jednakże nie było i przywalił z łoskotem o wzmocnioną ścianę. Sama ściana jednakże przetrwała. Nawet zderzenie z pięścią o pełnej mocy. To jest dopiero wytrzymałość! W końcu ten niehonorowy saiya-jin upadł, jak marionetka której przecięto sznurki i walnął o ziemię. Można nawet rzec, że walnął przysłowiowym plackiem i nie wstawał.

Drake w końcu się ogarnął, i był gotowy walcząc dalej. Czekał tylko, aż jego wróg się podniesie i go zaatakuje. Tak czekał i czekał, ale chyba tamtemu podobało się leżenie plackiem i nie kwapił się, aby ruszyć tyłek i wstać. Może się wygłupiał? Może to blef? Czekał dalej. Ale ten dalej nie wstawał. No co jest! Jakże się zdziwił, gdy w końcu spostrzegł, że tamten...został znokautowany. Żył. Oddychał, ale był znokautowany.
"- Czy ja...wygrałem?"
Przecierał oczy. Uszczypnął się. Ale to nie był sen. O cholerę tutaj chodziło? Może przez ten smród wcześniej miał omamy. Przecież nawet on wierzył tak naprawdę we własne zwycięstwo po tym czego doświadczył! Mu naprawdę prawie kopara opadła na ziemię. Podnosił ją, ale to nic nie dawało. Gdyby nie to, że tamten oddychał, to pomyślałby, że go zabił. Albo, że zasnął podczas walki. Dziękował opatrzności za to, że przypadkowo nie zakończył jego żywota. Jego dowódca za to urwałby mu łeb razem z kręgosłupem. A głowa mu się jeszcze przyda. Mimo wszystko dalej nie wierzył własnym oczom. W końcu nie wiedział ani co się dzieje. Ani co się stało. Ani co ma robić. Ani też co i jak zrobił. Już nic nie wiedział! Wiedział, że nic nie wie!

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Wto Maj 02, 2017 8:43 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 1:47 am

Kenzuran po skończonej walce, którą miał szansę wygrać, czekał na dalsze akcje ze strony wojownika z majestatyczną peleryną. Po powrocie tutaj, usłyszał tylko słowa ze strony Altaira, który stwierdził że cały ten spektakl poszedł mu słabo. Był zbyt zmęczony by się zezłościć na niego, dlatego też westchnął i z wre-dnawym uśmieszkiem odpowiedział:
-Ty wiesz co, zobaczymy w takim razie jak tobie pójdzie... - mądrala od siedmiu boleści się znalazł, musiał mu jeszcze dokuczać słownie. Ogoniasty za chwilę ziewnął, lecz po odwróceniu się w stronę tam gdzie właśnie była delikatnie rozwalona podłoga, znów usłyszał zdania czerwonookiego. Tylko prawie było dobrze, a czego on od niego wymagał, pokazania swoich stu procent?? Syn Kellana wiedział, że nie można przed wcześnie pokazywać swojej siły wrogom, na dodatek którzy wszystko obserwowali. 

Zawsze istniała taka szansa, że jakaś inna osoba także z ich grupy mogła z nim walczyć, wtedy pokazałby trochę więcej, nie mniej. Ogoniasty tylko prychnął, a potem stanął trochę bliżej ściany i po prostu się o nią oparł. Był trochę zmęczony, to fakt, najchętniej to by zapewne się położył, ale zauważył że jeszcze rodak z wysoką rangą ma jakieś plany co obydwu grup. Wiedział przynajmniej, że źle o tym nie myślał, gdyż usłyszał zaraz słowa saiyanina, który to kazał walczyć następnym dwóm osobom. Brat Klen kiedy otworzył oczy i zobaczył kto będzie się mierzył, nie wierzył własnym oczom, bo nie spodziewałby się że jego lider będzie występować w następnej walce. Na jego twarzy pojawił się grymas zadowolenia, ponieważ teraz będzie oglądać jak jego szefunio dostaję łomot, oko za oko jak to się mawia. Skrzyżował ręce na torsie, wypuścił powietrze, a potem mógł obserwować walkę, która także zapewne będzie na śmierć i życie. 

Początek dla Kenzurana zaczął się naprawdę ciekawie, ale musiał zobaczyć więcej, by na przykład nauczyć się czegoś przydatnego, zmienić coś w swojej strategii. Wszystko nowe na pewno kiedyś tam włoży sobie do główki i będzie starał się jako tako nie zapomnieć o tym. Po obserwowaniu tej długiej walki, które w sumie dość była ciekawa, zaśmiał się do siebie i wiedział, że Drake nie jest słaby, a może nawet jest właśnie silniejszy od niego?? Czarnooki sam dokładnie tego nie wiedział, ponieważ jeszcze ani on, ani jego dowódca nie otrzymali detektorów, dzięki którym mogli by sprawdzić poziom mocy. Po połowie walki, która ogoniastemu nawet się spodobała, obserwował wszystko dalej, ponieważ był pewien że niedługo zacznie się coś dziać więcej. Nie miał wątpliwości, czerwonooki jak i jego przeciwnik zaczęli używać technik energetycznych, które tak naprawdę odbijali, albo też unikali.

 Czarnowłosy jednak postanowił, że podjedzie trochę bliżej i stanął trochę za rodakiem z peleryną na plecach i bacznie patrzył co oni we dwóch wyprawiają. Nie spodziewał się, że kiedyś zobaczy taką walkę, miał zamiar sam tam wlecieć i obydwu skopać cztery litery, ale nie miał jeszcze takiej siły by dorównać tej dwójce, tak mu się przynajmniej zdawało. Poczuł on silny podmuch, który go na szczęście tylko niewiele posunął, ponieważ zaparł się mocno nogami i nie zamierzał zostać wypchniętym gdzieś dalej. Wreszcie po dłuższej chwili, udało mu się ustabilizować jakoś na nogach, bo wreszcie walka wyglądała na poważną. Brat Klen wreszcie dostrzegł, że po upływie prawie dwudziestu-trzydziestu minut, pojedynek miał się zakończyć. Nie wiedział czy aby na pewno wygrał jego szef, dlatego też mógł dostrzec tego drugiego leżącego na ziemi. Ogoniasty mógł być zadowolony ze swojego lidera, bo nigdy by się nie spodziewał, że może dokonać czegoś takiego. Kenzuran teraz podszedł bliżej tam gdzie był ten cały rodak z peleryną przypiętą na ramionach i był ciekaw czy on coś powie i może to wreszcie zakończy, choć i tak już był koniec.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 2:27 am



Generał uważnie obserwował cały przebieg pojedynku, przy czym strzegł bogu ducha winnej sali treningowej, by nie doznała większych zniszczeń. No na tym to w zasadzie się skończyło, bo nie miał nic specjalnego do roboty w danej chwili. Kiedy walka zbliżała się ku końcowi, bezczelny kadecik dosłownie wprosił się na miejscówkę, gdzie nie powinno go być, nawet jeśli chciał widzieć walkę z mniejszej odległości. W chwili kiedy to Altair dość przypadkowo wykorzystał swoją ki do powalenia przeciwnika na amen, generał dosłownie skorzystał z okazji zagłuszanie i puścił bąka, który dla stojącego z nim kadeta był niczym dupne Kiai. O ile wcześniejszy podmuch kompletnie nie wywarł wrażenia na kadecie to ten na pewno, gdyż chłopaczyna z bliznami padła plackiem na ziemię tracąc przytomność.
-Co za skończony kretyn znów bawi się Kiai?!
Wrzasnął dla kompletnej ściemy tylko po to, by zamaskować fakt, iż to dupne gazy powaliły kadeta z bliznami. Trener nie miał jednak czasu przejmować się nieprzytomnym, gdyż był zbyt zdziwiony wynikiem tej walki. Jakim cudem początkujący kadet pokonał kogoś, kto trenuje od jakiegoś czasu. Był święcie przekonany, iż ten wojownik nie da sobą pomiatać jakiemuś żółtodziobowi, ale najwidoczniej się mylił. Wszyscy wokół byli równie, chociaż nawet bardziej zszokowani tym, co się stało, nikt nie mógłby nawet przypuszczać, że ten sparing doprowadzi silniejszego i bardziej doświadczonego wojownika do takiego stanu. Nie zwlekając saiyanin z majestatyczną peleryną wezwał do tamtego pomoc medyczną zaś sam podszedł do chłopka, który zwyciężył. Mężczyzna poklepał go po ramieniu, tak by ten spojrzał na swojego przełożonego, a zaraz po tym, jak tylko to zrobił, dostrzegł spojrzenie starszego rangą, które pokazywało, iż jest naprawdę dumny z młodzika.
-Dobra robota, w nagrodę za wygraną przez nokaut ty i twój oddział możecie wypocząć oraz zjeść coś dobrego. Oczywiście nie wliczając w to tego, który zdemolował salę treningową. A ty koniecznie zażyj pastylkę, postawi cię na nogi.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 2:49 am

Kenzuran wiedział, że niedługo walka dobiegnie końca, dlatego też sobie ziewnął i wyczekiwał dalej tego wszystkiego. Nie spodziewał się jednak, że ktoś znowu użyję tutaj wybuchu. Sala delikatnie zadrżała, przez co niespodziewanie Czarnowłósy został przez coś odrzucony do tyłu. Nie miał pojęcia przez co, ale kiedy starał się złapać oddech, gdyż otrzymał on cios albo jakąś falę na brzuch, odczuł nieprzyjemny odór kupska albo czegoś innego. Starał się tego nie wdychać, lecz radiacja tego zapachu była nie do przyjęcia dla niego, więc stracił przytomność i nie wiedział co się konkretnie dzieję wokół jego osoby. Ogoniasty tylko i wyłącznie jeszcze słyszał jakieś szmery, odgłosy i wiedział że na pewno w sali treningowej przebywa kilkanaście osób. Niestety Syn Kellana domyślił się, że nikt mu raczej nie pomoże, albo jego lider będzie dobrą duszą i zabierze go chociaż do sektora medycznego, gdzie mu na pewno pomogą.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 3:32 am

Chłopak dalej nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jego rywal naprawdę w najlepsze sobie spał. Co jak co, ale nie spodziewał się zwyciężyć. I jak w ogóle zwyciężył? A tak coś mu świtało...ahh. Użył tej techniki! Jakoś instynktownie! Cieszył się, że był wcześniej na arenie. Gdyby nie to...to pewnie On, by teraz leżał na posadzce i spał sobie. Po tym wszystkim był niesamowicie szczęśliwy. Wygrał na kogoś znacznie potężniejszego od Siebie! Co prawda gość go docenił tylko parę razy. Głównie przy używaniu techniki energetycznej i ostatecznego ataku, ale to było za późno. Mimo wszystko zastanawiał się czy nie pomóc tamtemu wstać, lecz widział, że go reszta zabrała. No cóż.

Warto dodać, że on sam nie wiedział o całym zdziwieniu obydwu drużyn. Drużyna Altaira była tym głęboko zaskoczona, i gdyby mieli na kogoś stawiać, to na sto procent nie postawili, by na swojego lidera. Bardziej zaskoczona była drużyna przeciwna. W końcu młodzieniec pokonał trzeciego co do siły w ich drużynie. To prawda, że był niedoceniony, mimo wszystko każdy znał jego siłę i nawet jak, pozwolił sobie na bycie aroganckim to i tak powinien wygrać. Jednakże jego własny atak okazał się dla niego zgubny. Oczywiście zaraz potem poszli go zabrać. Trochę to wszystko trwało zanim się ogarnęli.

Gdy usłyszał krzyk własnego dowódcy, którzy brzmiał "Co za skończony kretyn znów bawi się Kiai?!" to nieźle się przeląkł. A gdy się spojrzał na siebie to zauważył, że jego zastępca był mocniej znokautowany niż jego wróg. Teraz to już w ogóle nie wiedział co się dzieje. Jak to możliwe, że Kenzuran wydaje się, bardziej znokautowany od tamtego, to nie miał pojęcia. W końcu jednakże przypomniał sobie sytuację z areny i zrobił się czerwony na twarzy. I miał ochotę się zapaść pod ziemię. Co prawda poprzednio był nieogarnięty i dopiero dobra walka go ogarnęła, ale przecież zniszczył honor ich drużynie tym kupskiem. Żałował, że nie mógł podróżować pod ziemią jak te czerwie. Westchnął. Naprawdę wolałby tego bardziej niż zwycięstwa. Nie wiedział jak teraz wyjdzie innym na przeciw. Będzie znany jako dowódca, którego zastępca jako jedyny w historii całej planety Vegety zesrał się na arenie już pierwszego dnia. To była "zasługa" której nie dało się przebić. Na domiar złego tamten wyglądał na bardzo dumnego z siebie. Westchnął cicho. Czemu nie urodził się czerwiem z możliwością podróżowania pod ziemią? Przynajmniej, nikt by go nie widział.

W końcu jednakże pozbył się tych złych myśli. A raczej pozbył się ich jego dowódca który dotknął jego ramię. Gdy tamten spojrzał się na twarz lidera, samemu nie wiedząc co powiedzieć, bo dalej był zaskoczony przebiegiem całej tej sytuacji, to widział, że trener, był mocno zaskoczony, ale też rozpierała go duma. Drake'a tylko podrapał się po głowie. Słysząc jego dalsze słowa był zadowolony również z Siebie. Jego oddział sobie porządnie zje. Gdy tylko jego oddział to usłyszał to i nagle dziwnym trafem, również byli dumni ze swojego lidera, pokazując mu kciuki do góry. No bardzo ciekawe, czemu nagle tacy byli. Bardzo. Zasalutował i popatrzył się na trenera.
- Tak jest Sir! Dziękujemy Sir. Kadet Altair Drake i Jego oddział odmeldowują się!
Gdy już był wolny to posłusznie zjadł pastylkę, zanim poszedł dalej to zabrał swojego zastępce i położył go w bezpiecznym miejscu, opierając o ścianę i zostawiając w jakimś losowym miejscu pastylkę. Miał nadzieje, że tego nie zgniecie. Bo jak się dowie, to on mu zgniecie coś innego. Gdy wszystko było cacy, to jeszcze powiedział do tamtego lidera.
- To była dobra walka. Co prawda wygrałem tylko dzięki szczęściu, więc mam nadzieję kiedyś na rewanż.
Dodał z lekkim uśmiechem zważywszy, że to był członek jego oddziału i podał mu rękę. Po wszystkim ruszył razem z zespołem na najważniejsze miejsce dla każdego saiyana. Stołówkę!

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Nie Lis 27, 2016 3:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 6:52 pm

Czas się dłużył młodemu saiyaninowi. Latał w przestrzeni swojej podświadomości i wiedział tylko taki fakt, że nadal był nieprzytomny i nikt nie zamierzał go wybudzać. To było dziwne uczucie, bo wydawało mu się, że jest w jakimś śnie albo czymś takim jak wizja, ciężko mu było to stwierdzić. Czarnooki tak lewitował, aż wreszcie coś dostrzegł, niewielkie drzwi które otaczał biały blask. Czarnowłosy postanowił że się tam uda, więc tak jakby odepchnął się nogami od niczego i popłynął po powietrzu w tamtą stronę. Brat Klen miał po raz pierwszy taki sen na jawie, jeśli w ogóle można było nazwać  to jego snem. Mogło mu się też zdawać, że to wszystko to jest jego wyobraźnia, ciężko mu było to tak naprawdę określić. Po dotarciu do drzwi, przekręcił kulistą klamkę, a potem oślepiające światło na chwilę zabrało mu pozwolenie na widzenie czegokolwiek. 


Nie obchodziło go to zbytnio, dlatego też przeszedł przez ów przejście i nie obchodziło go to gdzie się znajdzie albo pojawi. Znalazł się na jakimś pustkowiu u siebie na planecie, widział że znajduje się najwidoczniej na polu bitwy. Stwierdził to po kilku rzędach jego rodaków, którzy stali i wpatrywali się w górę, albo przed siebie. Syn Kellana naprawdę nie rozumiał o co chodzi, dlatego też kiedy chciał się zbliżyć do swoich, poczuł podmuch za sobą i zobaczył kilka dyskowo podobnych statków takich, które należały do changelingów. Niestety, ale przez to że jego obraz znowu zanikał, nie wiedział co się konkretnie działo, gdyż znowu znajdywał się w pustej przestrzeni, w skrócie nicości. Wojownik nie wiedział, że znowu tutaj trafi, ale nie sposób mu było nie zauważyć tych drzwi, które tym razem inaczej wyglądały. 


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Sob Lis 26, 2016 7:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 7:10 pm

Przez to, że nie wiedział ile jeszcze będzie w stanie nieprzytomności, dlatego też chciał być ciekaw co się dalej stanie w jego śnie/wizji, bo i tak nie miał nic tutaj lepszego do roboty. Podfrunął znowu do nich, a potem je otworzył, na nowo został oślepiony i wylądował w tym samym miejscu, ale zupełnie teraz były inne wydarzenia. Kenzuran nie spodziewał się, że natrafi akurat na jaszczury, dlatego też zrobił kilka salt i ustawił się w pozycji do walki. Nie wiedząc czemu, całe to zamieszane strasznie szybko się ruszało, ponieważ nalot jaki sprawiły demony mrozu, był nie możliwy. Ogoniasty tylko patrzył jak jego bracia i siostry giną, a on sam nie mógł się ruszyć, oddziaływało to zapewne przez to, że to wszystko nie działo się naprawdę. 




Minęła niedługo chwila, a młody saiyanin dostrzegł kogoś unoszącego się bardzo wysoko nad planetą, to był jeden z changelingów. Stworzył on na swoim palcu magmową kulę, która była no prawie tak duża jak planeta, lecz nie do końca. Demon mrozu wydawał się być uradowanym, że raz na zawsze rozwali planetę, ale jednak ktoś próbował go powstrzymać, dość mocno ranny saiyanin, który posłał niebieską kule w stronę demona mrozu. Jaszczur się nie przejął, gdyż pocisk rozbił się o jego umiejętność, a ten po chwili wymierzył palcem w planetę i posłał technikę by ta zniszczyła wszystko na swojej drodze. Ogoniasty nie mógł dłużej na to patrzeć, chciał się wybudzić i kiedy dopiero magmowa kula uderzyła w Vegete, on odczuł tak jakby tą moc, która go przesiąka i niszczy. Wtedy dopiero czarnooki tak jakby znowu znajdował się w pustce i odczuwał to, że powoli wraca do żywych.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 8:00 pm

Po upływie bardzo długiego czasu, Kenzuran niestety nie wiedział ile tego minęło, ale powoli zaczął się przebudzać. Moc jaką otrzymał cios, sprawił że niestety ów stracił przytomność. Czarnowłosy masując czerep, podniósł się do siadu prostego. Wojownik jak na razie zaczął mrużyć oczami, rozglądał się tu i tam, nawet za siebie. Naprawdę dziwiło go co tak naprawdę go zraniło i odurzyło, że stracił przytomność z tym światem. Nie mógł dłużej się zastanawiać, dlatego też podniósł swoje cztery litery, masował jeszcze skronie i nadal patrzył tu i tam. Ogoniasty westchnął, gdyż zobaczył że najwyraźniej dumny saiyanin z peleryną na plecach zostawił mu niespodziankę, cement i szpachelkę, którą zapewne będzie prostował wylany na ziemie cemencie. Syn Kellana nie spodziewał się, że to właśnie on akurat będzie musiał to naprawiać, tamten z którym walczył także powinien mu pomóc. 

Brat Klen mruknął coś do siebie, a potem złapał się za przyrządy i zaczął robić to co musiał, czyli naprawdę podłogi. Najpierw chwycił za wielką łychę, co było dość dziwne, gdyż zapewne saiyanie nie chcieli żeby znowu coś rozwalił, dlatego używając urządzenia które dostał, zaczął mieszać i mieszać, starał się zbytnio nie zalać, ale wiedział że i tak będzie musiał się znowu wykąpać. Nie wiedząc czemu, czuł od siebie smród tak jakby został osrany, ale ciężko mu było się domyślić co to mogło być. Wzruszając ramionami, dostrzegł dopiero po chwili długie gumowe rękawice, które uchronią go na pewno przed szarym płynną cieczą, która potem stwardnieję niczym jego mustang. Po upływie chyba z pół godziny, jak nie dłużej, wreszcie cement był gotowy do wylewu, dlatego też młody saiyanin wstał, zebrał wszystkie kawałki oderwanej podłogi i zrobił po prostu miejsce i posprzątał reszty cegieł i odstawił je na bok.  

Wypuścił powietrze, a potem przybliżył sobie te wielkie wiadro, które otrzymał wraz z szarą cieczą i dokładnie, jak i starannie zaczął wylewać cemencik do dziurki. Też mu to trochę zajęło, bo nie chciał niczego spierdzielić, jeśli chodzi o to chodziło, zawsze był bardzo staranny. Ogoniasty wytarł pot z czoła, a potem wziął szpachelkę do ręki i zaczął prostować cały ten płyn, który właśnie rozlał do mini krateru, który został stworzony przez ciało Tagawoto. Kenzuran wypuścił powietrze, wreszcie trochę był zmęczony, no i głodny, a nikt go nie obudził, nawet Altair mu nie pomógł. Nie spodziewał się, że jest taką łajzą pieprzoną, ale on też taki dla niego będzie, on mu to wypomni i pokaże że jest od niego lepszy. Nie chciał wreszcie zachowywać jak dzieciak, dlatego też starał się zająć robotą, a nie myśląc o jakiś fałszywych liderach. Kolejne pół godziny minęło, kolejny czas płynął i płynął, aż wreszcie powolutku, mimo iż minęło prawie dwie godziny, wojownik kończył swoją pracę, gdyż no nie mógł robić tego cały dzień, chociaż mógł. 

Kiedy wreszcie cement się odlał z wielkiego wiadra, przypomniało mu się to, że chyba najprawdopodobniej został przez kogoś przeniesiony, gdyż leżał w innym miejscu. Czarnooki zastanawiał się przez chwilę, a potem powrócił tam gdzie leżał, czyli do tamtej ściany. Miał nosa, zobaczył że na podłodze leży coś czemu w ogóle nie chciał ufać, cholerna pastylka, która dała mu darmowe sranie na arenie, które potem musiał sprzątać. Wypluł ślinę na ziemie jak jakiś gangster, a potem chwycił niewielką tableteczkę i schował pod uniform, by ta była bezpieczna, nie wiadomo czy może kiedyś się nie przyda. Młody Saiyanin jeszcze powrócił do miejsca swojej pracy i mógł stwierdzić, że mokra szara ciecz już powoli zaczynała wysychać, dlatego też postawił tabliczkę z napisem "NIE CHODZIĆ W TYM MIEJSCU" i tak zostawił. Zabrał do już pustego wiadra kawałki podłogi, które były oderwane i po prostu, kiedy po drodze natrafił na śmietnik, który znajdywał się poza salą, wyrzucił je do śmieci, on nie był sprzątaczką więc takimi sprawami się nie zajmował. Po opuszczeniu pomieszczenia w którym się to trenowało, jednak chyba będzie musiał podziękować swojemu szefowi, ponieważ nie pamiętał nic co się działo kiedy stracił przytomność, ale fakt faktem, ktoś go przeniósł. W sumie za zbytnio nie wiedział czy ma pozwolenie się stąd ulotnić czy nie, dlatego też westchnął, a potem wrócił na salę treningową, gdyż musiał wyczekiwać na trenera albo kogokolwiek.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 9:00 pm

Altair w końcu udał się do sali treningowej. Wyspał się. Pojadł. Zjadł pastylkę i nie chciało mu się pewnej rzeczy. Jest dobrze. Ciekawiło go jak sobie radził tamten idiota, jego zastępca. Niby ma zadatki na dobrego wojownika, albo takiego zakapiora, ale jest wredną, chamską i prostacką szują. Gdyby nie to, że zasłonił go wtedy własnym ciałem to już dawno, by go zlał. Tego śmiecia. Więc w sumie miał szczęście, że to zrobił bo Drake o nim myślał mimo wszystko jak o członku oddziału. Co prawda, przez to co robił wręcz palił się ze wstydu, ale jeszcze nie było tak źle. Wkrótce potem wszedł na sale treningową. Rozejrzał się, ale trenera nigdzie nie było. Podrapał się po nosie. Bardzo dziwne. Ciekawiło go to, czy wróci, czy też przyjdzie inny. W sumie uważał, że ta osoba jest spoko. Ale to może też dlatego, że sam Drake udowodnił swoją wartość. Tak czy inaczej szukał jeszcze jednej znajomej mu mordy.

Poszedł razem z oddziałem w tym celu na miejsce zdarzenia, czyli na miejsce podwójnego wpierdzielu, i jednego nokauty. W sumie teraz był z siebie nawet dumny, że dokonał niemożliwe. Raczej nikt nie wierzył, w jego zwycięstwo. On sam w nie nie wierzył, aczkolwiek walczył do końca. Wygrał oczywiście fartem. No i tym, że widział cała technikę w akcji. Słyszał chyba nawet jej nazwę. Coś tam. Jakoś się zwała. Później sobie przypomni. Na razie szukał swojego zastępcy. Zamiast tego odnalazł jakąś tabliczkę. Przeczytał napis i poszedł dalej. Dopiero po paru minutach go odnalazł.

Podszedł do niego razem z oddziałem i kazał im się ustawić tak jak zwykle.
- Masz szczęście, że Ciebie przeniosłem w bezpieczne miejsce, z dala od trenujących inaczej, by Ciebie zadeptali.
Powiedział do swojego zastępcy. Ale raczej się tego domyślił. Jakby tego nie zrobił to naprawdę, brak mu słów co do niego.
- Myślałem, czy nie zabrać Ciebie do pokoju medycznego, ale po co masz głupi zapierdzielać kawał drogi powrotnej. Na dodatek zanim, by Ciebie postawili na nogi to, by im to sporo zajęło, a Ty byś nie zdążył naprawić sali, i miałbyś przez to problemy.
Zrobił mały wdech i pod koniec dostał.
- Zamiast tego dałem Ci Swoją pastylkę. Sądzę, że jest to o wiele lepszy pomysł niż targanie cie do konowałów. Pastylka postawi Cie na nogi, a zważywszy, że gulaszyku nie jadłeś to nic Ci nie zrobi. Ja ją zjadłem i mam się świetnie. Dlatego zjedz swoją. Chyba, że ją już wcześniej zjadłeś. Ups. No tak. Zapomniałem Ci wspomnieć o skutkach ubocznych. Sam o tym zapomniałem. Przypomniałem sobie po fakcie. Czyli po tym co się stało na arenie.
A następnie zamknął się i siedział cicho, czekając na to co On sam mu powie, oraz na trenera. Dopiero jednakże teraz poczuł bardzo ciężki i prawie znajomy smród. Trochę inny smród. Ale dalej smrodek. To Kenzuran tak cuchnął. Popatrzył się, czy przypadkiem ten znowu się nie zesrał, ale jednak tak nie było.
- Chyba przydałby Ci się porządny prysznic.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 9:58 pm


Saiyanin z majestatyczną peleryną wkroczył do sali treningowej, jednak kompletnie nie zwracał uwagi na kadetów, gdyż był zajęty czytaniem gazety, a raczej interesującego artykułu w niej. Już na pierwszej stronie każdy mógł dostrzec ogromny nagłówek mówiący o ewakuacji akademii z powodu smrodu. Generał po skończeniu artykułu zamknął gazetę oraz złożył ją na pół, po czym skierował wzrok na swoich podopiecznych, a zaraz po tym sprawdził, czy naprawa sali przebiegła odpowiednio. Kiedy upewnił się, że część roboty została dobrze wykonana przez scouter powiadomił kogo trzeba o konieczności przyniesienia następnych materiałów, sam zaś podszedł do kadetów.
-Aktualnie nie mam dla was żadnego zajęcia. Ale podobni kucharz i kwatermistrz potrzebują paru rąk do pomocy. Przydajcie się na coś im, a na pewno to docenią.
Mężczyzna wyszedł, by zająć się ważniejszymi sprawunkami oraz doczytaniem gazety, zaś chwilę po jego wyjściu do pomieszczenia zostały dostarczone kolejne materiały do naprawy podłogi, które dosłownie zostały postawione tuż przed nosem tego, który miał zakończyć wszelkie naprawy. Zaraz po tym dostawca szybko ulotnił się z pomieszczenia.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala Treningowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Miejsca Treningowe-
Skocz do: