DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lis 26, 2016 11:22 pm

Kenzuran kiedy tak wyczekiwał pod ścianą, aż kto łaskawie się zjawi, wiedział że trochę na pewno im to zajmie. Po upływie kilku minut, Czarnowłosy mógł usłyszeć kroki, czyli już przeczuwał, że to jest jego grupa, albo może nawet inna. Ogoniasty na szczęście ucieszył się kiedy to zobaczył czerwonookiego wraz ze specjalnym oddziale. Wojownik zauważył, że kiedy to szli tutaj nadal, to Drake minął wyschnięta podłogę z tabliczką i zbliżył się do niego. Czerwonooki wreszcie przemówił w stronę Syna Kellana, który to tłumaczyłem co się wydarzyło po tym jak został ogłuszony, przez nie wiadomo co, ale pamiętał tylko że strasznie mu śmierdziało teraz. Brat Klen zrozumiał wszystko co ten do niego powiedział, więc kiwnął głową w akcie podziękowania za przeniesienia jego ciała. Młody Saiyanin zauważył, że jego lider jeszcze nie skończył ze swoimi długimi monologami, dlatego też skrzyżował ręce na torsie i słuchał dalej. 

Jego szef był wygadany, nie miał co do tego akurat wątpliwości i kiedy usłyszał coś na temat pokoju medycznego, uniósł brew. Usłuchał wszystkich zdań do końca, a potem odpowiedział:
-Tak, w sumie mogę to zaakceptować. Musiałbym nie potrzebnie tyrać, a tak to już połowa pracy jest za mną, heh. - zaśmiał się po cichu i podrapał się po swojej czuprynie. Czarnooki wreszcie chciał coś dopowiedzieć, lecz znowu Drake zaczął gadać, kami, czy on nie ma w sobie jakiegoś wyłącznika od rozmowy? Czarnowłosy czasami się zastanawiał czy nie powinien czegoś takiego mu nie zamontować, ale to by było nie fair względem jego osoby, ponieważ naruszył by jego prywatność osobową. Kenzuran także westchnął i słuchał dalej, no i wreszcie dowiedział się co było przyczyną jego wielkiego kupska, które to walnął na arenie. Nie mógł w to uwierzyć, nie dość że jego Dowódca wiedział o tym, że były jakieś skutki uboczne, to na dodatek jeszcze tego zapomniał. 

Teraz trochę się wkurzył, ale jego przywódca miał usprawiedliwienie, bo mu się zapomniało. Mimo to, ogoniasty zbliżył się trochę do Altaira, przestąpił jeden krok i go pyknął pięścią w jego łeb i powiedział:
-TY GŁUPCZE, musiałeś zapomnieć tak bardzo ważnej rzeczy jak ta....przez ciebie byłem pośmiewiskiem, mam nadzieję że kiedyś mi to zrekompensujesz Altairze... - powiedział z przymrużonymi oczami i jego mina była teraz w tej chwili bardzo poważna. Nie wierzył nadal w to co uwierzył, ale przez to że był wkurzony, wypuścił powietrze, wziął porządny haust i się już uspokoił, Musiał panować nad gniewem, czasami mu to nie wychodziło, dlatego też nie myślał o tym i przypomniał sobie o jednej rzeczy. 

Wyjął zza pazuchy pastylkę, wystawił rękę przed siebie i powiedział:
-Nie mam zbyt poważnych obrażeń, dlatego też, trzymaj, tobie się bardziej przyda, jesteś Dowódcą i musisz przetrwać jak najdłużej w obliczu jakiegokolwiek zagrożenia. - nie potrzebował od niego niczego, nadal był poirytowany tym, że mu nie powiedział o cholernych skutkach ubocznych. Tego jeszcze nie było koniec, ponieważ czerwonooki przypomniał mu, żeby ten wziął prysznic. To był akurat istotny fakt i na pewno to zrobi, kiedy zakończy naprawiać salę treningową. Pokazał mu tylko swoje kły z kciukiem ku górze, a potem wrócił nie chciał jak na razie nic mówić. Syn Kellana starał się o tym nie myśleć, aż wreszcie usłyszał znajome kroki. Był to rodak z wyższą rangą, jak i peleryną zamontowaną na ramionach, który najwyraźniej sprawdzał salę, czy jest na pewno już naprawiona. 

Saiyanin z peleryną na plecach wreszcie podszedł do specjalnej grupy Altaira i powiedział jakieś tam słowa. Nie miał dla nich zajęcia, choć czarnooki wiedział, że jego zajęcie to naprawa podłogi w sali treningowej. Brat Klen nie spodziewał się jednak, że przyjdą jacyś tutaj dostawcy do tego pomieszczenia i przyniosą mu jakieś materiały, które to posłużą mu do naprawienia tego miejsca. No cóż, Kenzuran wiedział, że chce mieć to za sobą, dlatego też odwrócił się jeszcze na chwilę w stronę Drake'a i powiedział:
-No nic, ja już mam swoje zajęcie, dlatego też pewnie jak skończę, pójdę pod jakiś prysznic, wezmę jakiś obiadek i wrócę do was najszybciej jak będę mógł. - powiedział i kiwnął głową na znak, że się oddala. W razie czego, Ogoniasty wiedział że jak czerwonooki będzie miał coś jemu do przekazania, to na pewno do niego podejdzie i mu to po prostu powie.  

Czarnowłosy westchnął, a potem przykucnął i zaczął sobie rozdzierać opakowania w których były materiały do jak wiadomo wyłożenia porządnie płytek podłogowych. Złapał się wpierw za zrobienie masy fugowej, dlatego też wsypał ów proszek do wiadra które nadal miał i teraz był problem, ponieważ nie wiedział skąd ma zdobyć jakąkolwiek wodę. Chyba wiedział, gdzie znajdzie najbliższą wodę, ale nie miał zbytnio jak tego przenosić, a całego wiadra nie opłacało mu się zabierać. Zaczął rozglądać się po sali treningowej, aż dostrzegł że na podłodze w niektórych miejscach leżą puste butelki wojowników, którzy to już je dawno wypili. Brat Klen miał plan, dlatego też zmienił pozycję z kuców na prostą, podbiegł do miejsca tam gdzie kiedyś trenowali i pochwycił kilka butelek pod pachę. Wybiegł na szybko do kibla, po to by napełnić pod kranem kilka butli, żeby te posiadały na nowo płynną formę, którą dało się pić. 

Po upływie dłuższej chwili, cztery butelki z mokrą cieczą były gotowe, więc nie potrzebował nic więcej załatwiać w tym miejscu i zaczął wracać na salę gdzie zazwyczaj trenują. Po powrocie na salę treningową, wrócił do swojego wiaderka i zaczął wlewać do okrągłej rzeczy wodę, która jest potrzebna do zrobienia fugi. Oczywiście sprawdzał dokładnie opis na opakowaniu, by się niechcący nie pomylić i nie spartaczyć sprawy. Po upływie jeszcze niewielkiego czasu, ogoniasty stwierdził że po dojrzałości proszku fugowego, zaczął dalej mieszać zaprawę fugową, żeby tak była gotowa i w idealnym momencie dostarczona na podłogę. Jednak Syn Kellana przed przystąpieniem do fugowania, musiał on wpierw oczyścić wodą powierzchnię płytek oraz szczeliny między płytkowych. Nalał trochę wody na szpachlę i zaczął czyścić tak, aby wszystko było ładnie i pięknie, by dostał jakąś dobrą nagrodę chociaż. 

Kenzuran uradowany z tego, że uczy się nowych rzeczy, miał zamiar w przyszłości jeszcze coś ciekawego poznać, oczywiście nie chodziło mu o zawsze prace ręczne albo budowlane. Ogoniasty po wyczyszczeniu płytek wodą, zaczął rozsmarowywać fugę na to, ponieważ wiedział że taki jest kolejny etap fugowania, wyczytał z instrukcji. Mimo tego iż czytał pomoc, nigdy by się nie domyślił jak to zrobić, bo robił to po raz pierwszy. Jak na razie gdy to czytał, zauważył że musi wyczekać aż czterdzieści minut. No cóż, czyli będzie się musiał nudzić się przez ten cały ten czas, więc po prostu położył się obok i wpadł sobie w drzemkę. Po zapadnięciu w drzemkę, brat Klen niestety nie przyśniło się nic ciekawego, gdyż po prostu to nie był dłuższy sen i w czasie kiedy wreszcie gres miał wyschnąć, obudził się. Wojownik przetarł oczy, podrapał się po głowie, czuł że trochę od niego zajeżdża dziwnie podejrzanym smrodem i spojrzał wreszcie na podłogę. 

Widział, że już wszystko zaschło, więc przeszedł do zmywania niepotrzebnego brudu, który to znalazł się na płytkach i nie był już potem potrzebny. Poczytał jeszcze w instrukcji, że musi chwilę odczekać kiedy to podłoga tak jakby osuszy się sama. Młody Saiyanin wiedział, że znowu czekanie na niego każę, dlatego wstał z przykuca i zaczął chodzić w te i wew te. Czas powoli mijał, aż w końcu wyczekał tyle ile musiał i przystąpił do kolejnego etapu, czyli przemywanie wodą, dostarczając w tym samym momencie spoinom wilgoć, która jest niezbędna do prawidłowego związania. Zaczął tak kręcić szpachelką i dokładnie chciał wszystko umyć, by nie spartolić całkowicie sprawy, gdyż chciał się wykazać. Kiedy to skończył, otarł pot z czoła, wstał na chwilę i się wyprostował. Ostatni etap jaki mu został, to było uzyskać jak najwyższe parametry fugi, czyli innymi słowy dodatkowo zwilżyć spoin w odstępach. Po skończonej robocie, otarł jeszcze raz pot z czółka, popatrzył chwilę na świetnie zrobioną robotę i zabrał butelki z wodą, których nie użył. Chwycił także wiadro, jak i łychę i musiał targać to za sobą, po czym opuścił salę i pokierował się w stronę kabin do kąpieli, ponieważ musiał się solidnie umyć, jak i potem uprać ciuszki.

z/t - toalety i łazienki.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Lis 27, 2016 12:01 am

Altair słuchał tego co ma do powiedzenia jego zastępca. Przynajmniej zrozumiał, czemu go nie zabrał. Tyle dobrego, nie był jednak, aż taki głupi. W sumie nie wydawał mu się taki zły. Ale mógł nie rozwalić sali, i zdenerwować przy tym trenera. Ale nagle dostał w łeb i to za niewinność. Pomasował się po bolącej głowie
- Za co?
Zapytał oraz chciał przy okazji sobie zakląć, ale tego nie zrobił bo trenera widział w pobliżu, chociaż był daleko to mógł go usłyszeć. Jak zwykle dostał za niewinność. Mógł mu nie wspominać o tych skutkach ubocznych. No już trudno. Na dodatek został nazwanym głupcem. Ale przecież nie może być głupi, bo zapomniał. W sumie może być zapominalski, ale nie głupi chyba. Ale nieważne. Gdy ten powiedział coś o rekompensacie to nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł.
- Jak dostanę kiedyś karnet do domu uciech to Ci go dam. Sądzę, że będziesz zadowolony.
Ale nie mógł zdzierżyć tego, że przez "niego" był pośmiewiskiem. Przecież to bujda.
- Przeze mnie? A kto kazał Ci zrobić pewną ciężką sprawę na arenie? Ja? Było trzeba biec do toalety. Ale nie. Lepiej sprawić, że cała akademia została ewakuowana.
W sumie nie wiedział czy się śmiać, czy spalić ze wstydu. Więc nie zrobił niczego.

Co do pastylki to przyjął ją, by się niepotrzebnie nie kłócić.
- "Nie mam zbyt poważnych obrażeń". No wcale. Wcale nie wyglądasz jakby zwykłe kiai miało Cie znokautować ponownie. W sumie ciekawi mnie jak zostałeś znokautowany...
W końcu jednakże zjawił się ich dowódca na co zasalutował i stanął na baczność.
- Sir!
Gdy się dowiedział, że nic dla niego już nie ma to trochę posmutniał, bo będzie się nudził. Nie był skory do treningów bo go nudziły, ale gdy się dowiedział o tym, żeby poszedł do kucharza i kwatermistrza bo potrzebują pomocy to uznał, że jest to genialny pomysł. Jakby miał u nich plecy, to mógłby naprawdę mieć nieźle w tej akademii. Zasalutował znów.
- Tak jest Sir! Kadet Altair Drake i jego oddział odmeldowują się. Życzę miłego dnia Sir.
Następnie odwrócił się w stronę Rivera i pokiwał głową.
- Rozumiem. Spotkamy się zapewne dopiero na sali treningowej, chyba, że coś się zmieni. Powodzenia i na razie.
Rzekł do niego i ruszył z oddziałem zastanawiając się gdzie powinien udać się najpierw.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Lis 29, 2016 9:00 pm

Po przejściu tych prawie piętnastu minut do korytarza którego chciał, tutaj też przez jakąś dłuższą chwilę musiał się zmagać z przeciwnościami losu, czyli rodakami którym gdzieś było śpieszno. Czarnowłosy tylko westchnął, otarł pot z czoła i starał się jakoś przedostać tam gdzie naprawdę chciał. Cieszył się, bo miał chociaż w tyle przejście, które to łączyło dwa skrzydła, nie musiał się znowu tam przeciskać i czuć jak w jakiejś konserwie. Westchnął ponownie, odbił się ogonkiem od jednej ze ścian, a potem kierował się w stronę wyznaczonego przez siebie miejsca. Wreszcie Kenzuran już był naprawdę blisko, już tylko kilka kroków dzieliło go od sali, ale znowu niestety oberwał w swój bark i przewrócił się, robiąc przewroty po podłodze. Nie miał zamiaru jednak dać za wygraną jakimś tam tłumem, który to biegł tu i tam, więc zagryzł mocno zęby i kiedy już wstał, wzmocnił swoją postawę. 

Nawet jeśli jego rodak albo inny pobratymiec będzie większy, nie pozwoli zbić siebie ze swojej postawy. Poszedł przed siebie, ciężkimi krokami, z poważną miną na twarzy, wiedział że już jest blisko i zaraz będzie na miejscu. Wreszcie, wypuścił powietrze, otarł kolejne krople z czoła i naciskając przycisk na ścianie, wejście do sali stanęło przed nim otworem. Znalazł się w środku i od razu nie czekając i nie patrząc, zameldował się, prostując się i stając na baczność:
-Kadet Kenzuran River melduje się, Sir!! - wyprostował się bardziej i wyczekując na jakiekolwiek reakcję, będzie tak przez jakiś czas stał i wie, że musi poczekać na zezwolenie by spoczął. Syn Kellana był bardzo dobrze wychowany, jeśli o to chodziło, ale Ojczulek nigdy mu nie mówił o tym, że pastylki łączone z daniem kucharzyny równa się dla niego gównianą katastrofą, ale cóż, kiedyś na pewno mu to wypomni, jeśli ten jeszcze żyje. Musiał teraz czekać i przypomniał sobie, że każdy musi być grzeczny i po prostu nie chciał jak na razie nikomu podpadać.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Lis 30, 2016 1:16 am

Kiedy ten kadet pojawił się w sali treningowej, zastał nic, kompletną pustkę. Nikogo nie było w pomieszczeniu oprócz jego samego. Wszyscy inni mieli trochę oleju w głowie, by natychmiast zainteresować się samym alarmem.


Kiedy tylko syreny ucichły, w pomieszczeniu zjawił się wkurwiony Generał, który widząc jedynego żołnierza, który się opierdala, w tym pomieszczeniu myślał, że go zabije na miejscu. Wpadł jednak na lepszy pomysł. Podszedł do niego, chwycił go za łeb i jak gdyby nigdy nic wbił ową głowę w podłogę, przeciągając za nią cielsko kadeta przez calutką salę kilkukrotnie tak, iż calutka podłoga była do wymiany. A sam kadet, a raczej jego gęba nie były już w stanie użyteczności, co generała nie obchodziło. Bez ceregieli wywalił Rivera na korytarz, choć przesadził z siłą, gdyż ten wbił się w ścianę. UPS? Nie wcale nie.
-TA PODŁOGA MA LŚNIĆ PIEPRZONY OBIBOKU!!! Gówno mnie obchodzi jak tego dokonasz. Użyj języka, własnego ogona, albo swojej szczoteczki do zębów. TO MA LŚNIĆ!


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Tenshi

avatar

Liczba postów : 11
Join date : 22/11/2016

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Gru 01, 2016 6:25 pm

Dziewczyna zgodnie z tym co wcześniej założyła przeczytała, a potem podpisała podsunięty jej przez Saiyanina dokument. Nie był to jednak dobry pomysł.-Cholera... Mogłam się spodziewać, że mu się to nie spodoba. Ale ta siła... jest naprawdę potężny, w wojsku chyba jednak nie ma miejsca na moje rozwiązania. Cholera, te małpy naprawdę są agresywne.-pomyślała, gdy jej ciało wbijało się w ścianę. Dziewczyna chwilę potem upadła na ziemię, starając się utrzymać na rękach, w pozycji nieco przypominającej tą do robienia pompek. Z jej ust popłynęła krew. -Cholera, oby to nie były jakieś obrażenia wewnętrzne, żebra mam chyba w całości.- pomyślała dziewczyna, gdy wojownik się do niej zbliżał. Złapał ją za włosy i zaczął gdzieś ciągnąć.-Spokojnie, na pewno przeżyje w końcu, nie zabije mnie zaraz po tym skoro zapisałam się na kadeta. Pewnie pobiję mnie tylko i gdzieś zostawi, ktoś za jakiś czas mnie znajdzie. Chyba, że jest cholernym gwałcicielem, teraz już rozumiem, nawet jeśli doniosę na niego nic nie będzie to znaczyło, nawet jeśli tamta Halfaka stanie po mojej stronie nic to nie da, raczej również ma za niską rangę. Cholera, jeśli będę się bronić sytuacja tylko się pogorszy. Nie mogę dać mu satysfakcji. Mogę jedynie czekać.- dziewczyna próbowała analizować całą sytuację, jednak ból jej tego nie ułatwiał. Nie była nawet pewna, czy jej ciało jest na tyle sprawne, aby spróbować ucieczki. Z drugiej strony nie próbowałaby tego, wojownik był od niej znacznie szybszy, w tym momencie to jeszcze nie była jej liga. Przebłysk szczęścia, pojawił się w jej życiu, gdy zobaczyła, że przeciwnik zaciągnął ją do sali treningowej. -Czyli jednak tylko mnie pobije... z dwojga złego, przynajmniej tyle.- pomyślała widząc swoją sytuację.
Powrót do góry Go down
NPCMG

avatar

Liczba postów : 37
Join date : 01/12/2016

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Gru 01, 2016 11:11 pm

Wygląd NPC:
 
Młoda saiyanka zobaczyła jak jej zastępca ciągnie za włosy jakąś nową kadetkę. Znając dogłębnie jego charakter, wiedziała co chciałby z nią zrobić. Podeszła do wojownika  i z szarmanckim uśmiechem również złapała ją za łeb i rzuciła na środek placu. Nastawiła swoje kości podchodząc do niej i rzucając na odchodne zastępcy.

- Już ja się nią odpowiednio zaopiekuje.

Posłała kilka ciosów w jej twarz, jednakże zatrzymywała pięść- tak aby jej nie dotknąć. Wreszcie, gdy kątem oka zauważyła odchodzącego Saiyana odetchnęła z ulga i podała rękę ku nowej kadetce.

- Bądź wdzięczna. Właśnie uratowałam ci zadek. Dam ci stosunkowo lekką karę. Masz za pomocą swego ogona wyczyścić wszystkie kible w męskim akademiku. Dokładnie masz wyszorować szczególnie jeden z napisem na drzwiach „Kenzuran tu był. Nie wchodzić”.  Następnie tym samym wyszorować dokładnie ich prysznice. Na następny raz pamiętaj o odpowiednim zachowaniu.

Młoda saiyanka słyszała o ostatnich wyczynach tego kadeta. Dostała niedawno raport od CSV, które odmówiły sprzątnięcia tego kibla. Był totalnie zapchany, a odór wychodził na całe WC. Przez co mają teraz kłopoty ze zbyt małą ilością wolnych miejsc „spoczynku”. Saiyanka potrzebowała jakiegoś nieposłusznego kadeta, aby odwalił brudną robotę. Była zadowolona, że zastępca nie obił ją na tyle, aby nie była w stanie wysprzątać pokoju „mordu na życie kadeta”.

OCC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pon Mar 20, 2017 4:03 pm

Bardzo szybko dotarł do jakże mu już znajomego miejsca. Oj tak, bywał tutaj codziennie. Z resztą jak każdy ogoniasty. W końcu sala treningowa była miejscem najbardziej uczęszczanym tuż po stołówce, które się cieszyło wiecznym pierwszym miejscem, co ani trochę go nie dziwiło. Mimo wszystko jego umysł był lekko wykończony tą cała wiedza. Podczas nauki, aż tak tego nie odczuwał, ale teraz pokazywało mu to, że chyba delikatnie przesadził. Nieważne. Kiedyś mu się to opłaci, był tego pewien. Lepiej mieć niż nie mieć prawda? Chyba, że to choroba. Wtedy tego lepiej nie mieć. No i nie zapominajmy o jego drużynie która również po pewnym czasie się zjawiła. Znał tych głąbów ponad dwa miesiące i uważał, że to o trzy miesiące za długo. Tak. Trzy. A tak na serio to nie byli źli. Westchnął na myśl o swoim zastępcy. Miał chłopak potencjał, ale wolał być jaskiniowcem, a teraz błąka się cholera wie gdzie. Nawet nie wiadomo czy żyje, chociaż Drake czuł, że tego idiotę nawet jakby sam wszechświat chciałby wykończyć to ten i tak, by przeżył. Wytrzymalsze to i gorsze od ziemskiego karalucha. Ale może to i lepiej. Niech kosmos pocierpi. Mu to będzie na rękę. Warto też wspomnieć, że oczywiście miał założony na swoim oku scouter, a na szyi podobno niezniszczalny medalion, chociaż wolał nie testować wytrzymałości materiału z którego był stworzony. W końcu też stanął w szeregu jak reszta, i czekał na trenera który to podobno miał się tutaj zjawić. Przecież Altair, sam z Siebie nie przerwałby nauki, jakiś powód być musiał prawda?
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Mar 26, 2017 10:09 pm


Po dość długim czasie oczekiwania kadeci zaczęli się zastanawiać gdzie to podział się ich ulubiony trener, a zarazem generał. W końcu coś musiało się stać, skoro ten tak długo się nie pojawiał po zwołaniu całej tej bandy do sali treningowej. Prawda? A prawda! Jednak to, co się wydarzyło, nie musiało być przekazywane komuś na tak niskim szczeblu, jak kadeci. Oczywiście spóźniony generał w końcu pojawił się w sali treningowej już, kiedy przekroczył próg, dało się dostrzec, iż jest co najmniej wkurzony. Mężczyzna zbliżył się do grupki kadetów, która pod jego okiem miała odbyć swój codzienny trening.
-Robicie to samo co zwykle, oprócz ciebie Drake.
Tamci natychmiast się rozbiegli, by zająć się codziennymi ćwiczeniami, co zrobili w niemal błyskawicznym tempie, zaś przed generałem pozostał tylko jeden wymieniony z nazwiska osobnik.
-Wystarczy obijania się, dziś pod moim okiem musisz opanować podstawy, inaczej utkniesz tu jako kadet na wieki.
W ten sposób przełożony skwitował swego podkomendnego, chcąc żeby ten miał większą motywację, by w końcu opanować, to co praktycznie było jego słabością.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Mar 29, 2017 12:03 am

Chłopak po dotarciu na miejsce i wymienieniu grzeczności pomiędzy drużyną ustawił ich, by czekali i swoją postawą nie okazali przypadkiem braku szacunku trenerom jak i młodemu generałowi. Wolał uniknąć ponownego wygnania inaczej jego drużyna straci resztę honoru i szacunku o ile wciąż go ma, a po tym co zrobił jego zastępca to w to wątpił. Minęło tyle czasu ale jednak każdy dalej pamiętał. Vegeta Pamięta. Vegeta Nie Zapomina. Vegeta nie wybacza. Niestety Kenzuran będzie wiecznie znany poprzez to. Może jeśli stanie się naprawdę potężny i zostanie bohaterem narodowym, to saiyanie oraz reszta ras inaczej będą na niego patrzyć, ale na razie będzie zapewne pośmiewiskiem. Smutne, ale co zrobić. Altair mimo wszystko się z niego nie śmiał. W końcu uważał tego idiotę za swojego towarzysza i kompana, no i nie zapomniał o nim. Miał nadzieję, że z czasem własnoręcznie będzie mógł odebrać Rivera z zadupia galaktyki i zabrać do domu, skąd pochodził. W końcu jest jego dowódcą więc taka powinna być rola, jego powinność. Ale jak będzie to się dopiero okaże. Miał tylko nadzieję, że oboje dożyją ponownego spotkania. Inaczej jeśli nie odbierze czarnowłosego to będzie wiecznie tego żałował i miał sobie za złe, że go nie powstrzymał przez największym błędem w jego życiu. Ich planeta nie wydawała się miejscem, gdzie wybacza się takie przewinienia, ale sądził mimo wszystko, że wygnali go tylko, by ten ogarnął swoje cztery litery i nabrał rozumu, a następnie odbiorą go ponownie. Inaczej po prostu, by go dawno zlikwidowali. Ileż to słyszał o egzekucji na tych co uciekli, zdradzili, bądź zdezerterowali. I co nagle wygnanie? Zwyczajnego kadeta? Coś mu tutaj śmierdziało. Oczywiście na szczęście tylko w przenośni. Zapach nie rozchodzi się po kosmosie tyle dobrego. Tak czy owak wszystko się okaże z czasem. Na razie gość z blizną musi być wdzięczny za to, że żyje po tym co odwalił. Tylko pytanie jest takie. Czy nadal żyje? Kto wie. Może niedługo się o tym przekona.

Czekał i czekał na dowódce który to wcześniej kazał im się tutaj zjawić. Coś mu się tutaj nie podobało. Generał nigdy, ale to nigdy się nie spóźnił. Nigdy. A tu nagle coś takiego. Kolejna rzecz mu to nie pasowała w tym wszystkim. Właśnie ta. Na pewno nic mu się nie stało, bo to niemożliwe, więc pytanie jest takie. Co go zatrzymało? Drake mimo wszystko sądząc po tym jak zareagował, gdy pomagał w noszeniu rannych, to był prawie pewien, że może to mieć związek właśnie z atakiem gadów. Przynajmniej tak mu się zdawało, lecz czy faktycznie tak było to nie był w stu procentach pewien. W końcu wiele rzeczy, nawet najdrobniejszych mogło go zatrzymać, ale jak wcześniej było powiedziane, skoro nigdy nie doszło do spóźnienia, a teraz to trwało masakrycznie długo, to sądził, że mógł się dowiedzieć czegoś nowego w sprawie tego ataku. Albo była to inna równie ważna rzecz, ale jakby miał strzelać z ki blasta, to strzelałby właśnie w to. On się nigdy nie przekona jak było, bo jest za nisko postawiony. Zwyczajny kadet. Może kiedyś będzie mu dane wiedzieć o takich sprawach, a z czasem nawet i decydować. Także postanowił się dłużej tym nie zamartwiać. Po co myśleć o rzeczach na które nie ma się i tak wpływu? Drake robił to tylko dlatego, że i tak mu się nudziło więc spędzał sobie czas właśnie na rozmyślaniach. I w sumie działało. Czas mu płynął znacznie szybciej.

Po dłuższym czasie takiego rozmyślania w końcu zjawiła się spóźniona osoba. Nawet jakby ten się spóźnił o całe dwadzieścia cztery godziny, albo i więcej, to nikt nie pisnąłby nawet na ten temat słówkiem. Każdy pamięta co się stało z Kenzuranem i nikt nie chce do niego w czymś takim dołączyć. Wierzą, zę da sobie radę sam, bez ich pomocy, więc po co mają się odzywać i narobić sobie problemów? No właśnie. Każdy więc uważał, że przyszedł o czasie. Ba. Prędzej, by mówili, że to oni się spóźnili, a nie trener, i na dodatek, by za to bardzo przepraszali. Kto by był na tyle głupi, by zrobić inaczej? No w sumie była jedna taka osoba, ale aktualnie znajduje się niewiadomo gdzie, ale Drake czuł w kościach, że niedługo będzie o nim ponownie głośno. Cóż. Przynajmniej będzie wiedział, gdzie go szukać, gdy zajdzie taka potrzeba. Chociaż jako kadet nie będzie miał takiej możliwości. Bez siły, prawdziwej potęgi, nic nie zdziała. Tylko osoba potężna może decydować o swoim losie, i życiu innych, a we własnych dłoniach może trzymać nawet los niezliczonej ilości istnień, a sam ma wręcz nieskończone możliwości. I właśnie takiej mocy, poszukuje czarny smok. I tego mocno pragnie.

Gdy zauważył mimikę jego twarzy, i jak bardzo wkurzony był, to tylko zasalutował i bał się cokolwiek powiedzieć, by nie dostać opieprzu, ale czuł, że nieważne co i jak zrobi, to i tak go dostanie. Taka już rola biednego kadecika. A zaprawdę, uśmiech na twarzy dowódcy nie istniał, a grymas wyrażał co najwyżej jedno urzucie. Wkurwienie. To nie było zwykłe zdenerwowanie, czy wkurzenie. Oj nie. Wyglądał teraz niczym bestia gotująca się do ryku. Niczym smok który został dziwnym trafem, trafiony w zadek. Każdy może sobie wyobrazić co taki smok, by odczuwał. Na pewno nie było to miłe uczucie. Czyżby informacje które otrzymał były złe? Teraz był jeszcze bardziej pewien, że dotyczyły ataku gadów, ale nie dawał po sobie poznać, że pewnie zgadł co się stało. Nie każdy, był tak domyślny jak on. Oczywiście istniała szansa, że w ogóle nie zgadł, i to dotyczy zupełnie czegoś innego, nie związanego z tą sprawą, ale i tak uważał, że nie jest daleko od prawdy. Drake był łagodny niczym baranek, i nie dawał po sobie niczego poznać. Jak będzie miał szczęście, to cała zabawa go ominie, i po prostu normalnie będzie sobie trenował we własnym zakresie. Gdy tak teraz o tym pomyślał, to zaczął uważać, że samotny trening nie jest wcale taki najgorszy. Na pewno lepszy od tego z wkurzoną osobą. Zaczął się tylko modlić w duchu do boskiej istoty która nad nim czuwała, by został olany, i nie wybrany do niczego. Mimo wszystko w głębi siebie miał takie dziwne wrażenie, wręcz złe uczucie, że będzie zupełnie inaczej niż tego chce, co go wcale niestety, by nie zdziwiło.

"-Tylko nie Ja. Nie wybieraj mnie. Nie chcę zostać wybrany. Altaira nie ma, on nigdy nie istniał. To jest tylko iluzja, tu nikogo nie ma. Kto to Altair? Da się to zjeść? Jak nie to znaczy, że nie istnieje!"
Tak w głębi siebie prosił i prosił, ciągle powtarzając te jak i inne równie podobne, lecz inaczej złożone słowa. Niestety tym razem los nie okazał się dla niego łaskawy. Gdy usłyszał, że robią to samo co zwykle, lecz oprócz niego to prawie upadł na ziemie. Nawet myślał, czy udawać martwego, ale sądził, że jednak to nie zadziała. Z resztą generał nawet martwego, by zmusił do treningu. Chłopak winił swoje szczęście, że akurat teraz, gdy ten nie ma humoru, to właśnie teraz, ma zamiar pomóc mu w jego szkoleniu. To się nazywa szczęście. No nic. Musi jakoś dać radę i wytrzymać. Przygotował się na srogi opieprz za każdy nawet najdrobniejszy błąd i był gotowy do działania. Każda moneta ma dwie strony, może ta strona na dłuższą metę okaże się, że była tą łaskawą, kto wie.

Nie czekał nawet sekundy, gdy Ten zwrócił się do niego po czym zasalutował i wręcz idealnym żołnierskim tonem odpowiedział krótko.
- Tak jest Sir! Altair Drake melduje się!
A przynajmniej miało być krótko, ale nie wyszło. Zresztą jak zwykle. Pokiwał głową, że wszystko rozumie. W sumie zgadzał się ze wszystkim co powiedział.
- Ma Pan Generał całkowitą rację Sir. Nie chcę być wiecznym kadetem, którym może zostać zapewne jedna osoba.
Nie dodał tylko, że on sam ma ogromne ambicje i na pewno nie zamierza być nisko w linii dowodzenia. Co to, to nie! Przygotowywał się więc powoli do treningu mając nadzieję, że dzisiejszy dzień, będzie dniem w którym opanuje tajniki latania jak i pocisków KI. Nie spocznie dopóki tego nie dokona!

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Sro Kwi 05, 2017 11:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Mar 31, 2017 4:09 pm

Chłopak wiedział, że nie ma wyboru i jest zmuszony trenować z jego ulubionym generałem. Czemu zmuszony? Po prostu czuł, że będzie miał gorzej niż przerąbane. Będzie miał przegwizdane. Z powodu lekkiego wkurwia trenera, a wolałby uniknąć trenowania z nim w tym stanie. O ile miałby coś do gadania, a nie miał więc to odpada. Nie zawsze jest tak jak tego chcemy, albo tak jak sobie to zaplanujemy. Niestety zazwyczaj jest znacznie gorzej. Ale jakoś to będzie. Mimo wszystko jakoś to przetrwa. Musi. Gdyby nie to, to cieszyłby się z możliwości pomocy od młodego mężczyzny, ale teraz tak niestety ze znanych wszystkim względów nie było. Nawet widział pełne współczucia spojrzenia swoich kompanów, ale nikt nie kwapił się, by mu ulżyć w cierpieniu. Sami się cieszyli, że mogą sobie potrenować w spokoju, bez nikogo, a w tym momencie im zazdrościł. Ale co jak co. W końcu musi się nauczyć latania i strzelania energią KI. Na tym wszystkim może tylko zyskać, a nie stracić, nawet jak będzie za wszystko mieszany z błotem.

Nie rozmyślając dłużej nad tą całą sprawą, zaczął przygotowania do nauki. Miał zamiar właśnie dziś, nauczyć się obu tych rzeczy. Czemu był taki pewien? Bo to wszystko było w ich instynkcie. On po prostu nie miał wcześniej z tym do czynienia i nikt mu niczego nie wytłumaczył, a teraz będzie inaczej. A przynajmniej ma taką nadzieję. Mimo wszystko nigdy nie latał. Jakże wspaniałe to musi być uczucie! Tak mu się zdaję. Czemu miałoby być inaczej. Jakby tak nie było, to po co każdy, by latał. No co prawda głównie pozwala to na szybsze przemieszczanie się, ale przecież dla przykładu zwyczajni Ziemianie tego nie potrafią. No i Drake jak zwykle wyjątek, również aktualnie tego nie umiał. Na razie. Jeszcze bowiem nie powiedział ostatniego słowa w tej sprawie! W tym celu też na początek zaczął rozluźniać swoje ciało, od skrętów, poprzez pompki. Czemu tak robił, skoro nie miało to nic wspólnego z lataniem? Bo nie potrafił tego! Wiec chce, by jego ciało było rozluźnione i w pełni swojego potencjału. Po tym jakże małym wprowadzeniu, chciał również rozluźnić umysł dlatego usiadł w siadzie skrzyżnym i zaczął medytować. W końcu latanie jest podobno związane z wydzielaniem energii KI, a KI to jest część ciała, jak i duszy. Jest to coś zupełnie innego od siły fizycznej ciała, a był prawie pewien, że lata się używając właśnie do tego KI. Tylko jak to robią. Czy każdy ma inną technikę bądź sposób? Do tego miał zamiar dotrzeć.

Zanim jednakże przejdzie się dalej, trzeba sobie zadać jedno jakże ważne pytanie. Czym jest latanie? Czym tak naprawdę jest technika zwana Bukujutsu która pozwala latać? Niby wydaje się to proste i łatwe, ale jak dłużej się nad tym pomyśli, to jednak takie nie jest. Dla tych najmądrzejszych wbrew pozorom, może to być jedno z najbardziej trudnych pytań. Trochę filozoficzne, ale czy energię KI można wytłumaczyć na logikę? Jeśli dobrze pamiętał, to nawet najwięksi naukowcy nie wyjaśnili skąd się to wzięło i czym tak naprawdę jest. Po prostu wiedzą, że to jest, istnieje do czego można użyć oraz jak, i koniec. Zwykli wojownicy nigdy nie zadawali sobie takich pytań i kierowali się instynktem. Drake niekoniecznie będzie inny, ale jednak chciał przynajmniej spróbować chociaż w drobnej części na nie odpowiedzieć, w miarę swoich możliwości. Chociaż nie wierzył zbytnio, że mu się to uda, ale jednak sądził, że musi to zrobić jeśli chce w pełni nauczyć się, prawdziwie latać.

Czymże jest latanie. Z czym się kojarzy. Co odczuwasz. Takie jak i inne równie filozoficzne pytania, znajdowały się w głowie smoka. Zabawne, bo zazwyczaj smoki jako mityczne bestie były kojarzone ze zdolnością lotu. Najwidoczniej ten, był nielotem. Czasem bywa i tak. Co zrobisz, nic nie zrobisz. A może jednak? No ba! Nauczyć się bukujutsu! Jakże proste i przyjemne. Niestety, gdyby to było takie proste to każdy, by potrafił latać. To, że inni saiyanie to potrafią, to nie znaczy, że czarnowłosy nie mający w ogóle nic z tym do czynienia nagle pojmie o co chodzi w tej technice. Oczywiście pozostawiony samemu sobie w końcu, by do tego dotarł, ale był trochę zajęty i nie myślał o tym nic, a nic. I tak teraz próbuje sam to ogarnąć z lekkimi wskazówkami od generała.

Miał to poczuć. Przynajmniej tak mu powiedziano. Miał nie myśleć o tym, tylko oddać się instynktowi. Uważał to za głupie. Skąd ma wiedzieć co ma poczuć. I czy jeśli coś poczuje to będzie akurat to, a nie dla przykładu coś innego. To, że inni od razu wiedzieli, nie znaczy, że on również będzie to wiedział. Ale skoro ma oddać się instynktowi to tak też miał zamiar zrobić. W sumie jeśli tak bardziej się o tym pomyśli, to przecież wszelkie zwierzęta latające również używały instynktu do lotu. Właśnie! Chociaż one w sumie miały skrzydła. Nieważne. On ich nie potrzebuje. Skrzydła są fajne, niektóre mogą epicko wyglądać i być przydatne, ale także mogą być problemem podczas walki i nie tylko.

Zrobił to co mu powiedziano i oddał się instynktowi. Zaczął machać dłońmi jak głupi, udając ptaka. Komicznie, by to wyglądało, gdyby inni na niego spoglądali, ale każdy był zajęty sobą i nikt wolał nie patrzeć się w stronę generała, z powodu tego, że ten to zauważy, i będzie miał chęć dołączyć ich do wspólnego treningu, a to woleli uniknąć. Także chociaż robił z siebie nie wiadomo co, to nikt oprócz niestety generała tego nie widział. No ale co zrobić. Próbował każdy sposób który mu przyszedł do głowy a, że ten był pierwszy to cóż. Poza tym nie miał skrzydeł, no i był zapewne za ciężki, więc nie było opcji, by dał radę. Raczej to zrobił dla samego rozluźnienia, aniżeli prawdziwej próby. No i też chciał spróbować, dlatego podczas machania dłońmi skoczył. Przez krótką chwilę nawet znajdował się w powietrzu, by następnie walnął z łoskotem o ziemię. Cały ten zgiełk podczas treningu zagłuszył te uderzenie. Niestety nic nie mogło to poradzić na ból który teraz właśnie odczuwał. Może za słabo się starał? Jakby poczuł, że jest ptakiem, i wyobraziłby sobie to, to na pewno dałby radę! No ba!

Nie zamierzał tak szybko się poddać. Miał wciąż wiele pomysłów odnośnie tej całej sprawy. W tym celu kucnął jak najniżej mógł, by po pewnym czasie używając całej swojej siły nóg, wybić się jak tylko najwyżej mógł. Wystrzelił jak z procy, a może nawet niczym z działa. Nie próżnował przez te dwa miesiące i stał się niesamowicie silny, więc jego skok nie był wcale najgorszy. Ani też najlepszy, ale robił wrażenie. Mimo wszystko to o niczym nie świadczyło bo to, że wyskoczył wcale nie sprawi, że zatrzyma się w przestworzach. Korzystając z chwili, że znajdował się w powietrzu, starał się odczuć całe to powietrze które go otaczało. Całkowicie się różniło od tego które otaczało go na dole. Im był wyżej, tym powietrze było zimniejsze, jak i brutalniejsze. Ale co to jest dla wojownika. Planował użyć powietrza, by po pierwsze spowolnić opadanie jak najbardziej, a także, by w końcu całkowicie się zatrzymać na górze. Faktycznie niewytłumaczalnym sposobem, korzystając z energii, zwiększał opór powietrza, i tym samym wręcz siłą chciał się zatrzymać w locie. Spadał coraz wolniej i wolniej, aż w końcu udało mu się nawet zatrzymać całkowicie jego upadek! Aż sam się zdziwił. Jakimś niewytłumaczalnym sposobem faktycznie dał radę! Niestety nie trwało to długo, gdyż zmniejszając powoli opór powietrza, oraz by się nim popchnąć i sprowokować do lotu, przesadził zbytnio i w końcu spadł na ziemię. Tyle dobrego, że nie połamał sobie nóg. Spadł bowiem niczym saiya-jin na dwie nogi. Gdyby była możliwość to złapałby się ogonem, ale niestety nie było to możliwe. Musiał wymyślić coś innego na ten temat.

Tym razem jednakże, spróbował innego podejścia. Wręcz wyobraził sobie, że jest dumnym i potężnym smokiem, szybującym w przestworzach i patrzącym arogancko z góry, na śmiertelne istoty. Musiał przyznać, że to uczucie, patrzenia na wszystko z góry, wręcz nie przejmując się tym co oni robią, i wiedząc, że jest się kimś znacznie potężniejszym i majestatyczniejszym, a Ci na dole siłą dorastają mrówkom, było wręcz niesamowite. Nieziemskie. W sumie tak po prawdzie prędzej Nievegetańskie.  Niewiarygodne. Mógłby tak wymieniać i wymieniać, ale ważne było to, że faktycznie coś poczuł i chyba złapał jakiś trop do opanowania tej zdolności. Zanim się obejrzał, a przez chwilę nawet szybował w górze. Chociaż nie można było mówić o prawdziwym locie, to i tak dużo zrobił. Po dłuższej chwili znowu znalazł się na podłodze. Mimo wszystko czuł, że jest coraz bliżej rozwiązania tej zagadki. Tak mu się przynajmniej zdawało. Jak było to się jeszcze okaże.

Zrobił też jak mu powiedział generał. Całkowicie, ale to całkowicie oddał się instynktowi. Zupełnie wyłączył myślenie, zostawiając tylko tą jedną rzecz. Przez pewien czas, w ogóle nie można było w nim dojrzeć jakiejkolwiek zmiany. Nawet najmniejsza zmiana uciekłaby czujnemu oku obserwatora, nie ważne kim ten ktoś był. Mimo wszystko patrząc na Altaira, ktoś kto go dobrze znał, mógłby zauważyć zupełnie inną, nieznaną mu osobę i pewnie nieźle się przy tym zdziwić. On sam zupełnie nie przejmował się tym co go otacza, i czy ktokolwiek na niego patrzy. Teraz liczył się tylko On sam oraz pragnienie władania przestworzami. Właśnie tak. Uczuciem które odczuwał nie było dla przykładu poczucie lekkości, lecz ogromne pragnienie władania niebem i nie tylko niczym prawdziwy Smok. Jakże aroganckie z jego strony prawda? Ale takie były smoki. Dumne. Aroganckie. Pyszne. I nie wcale nie chodziło i ich smak. Tak czy inaczej kierując się tą chęcią, po dłuższej chwili zaczął się delikatnie unosić nad ziemią. Wyglądało to tak jakby lewitował. Nie było wcale najgorsze, ale mimo wszystko i tak było to za mało co chciał osiągnąć. Dlatego zaczął zwiększać odległość od ziemi, aż w końcu był na dosyć dużej wysokości. Oprócz tego zaczął początkowo chodzić po niebie. Wyglądało to tak jakby Bóg zstąpił do tego świata. Potem chód przerodził się w bieg, następnie wyglądało to niczym jakby pływał w wodzie. Dopiero po pewnym czasie szybował niczym zwierze latające, by po jakimś czasie latać niczym doświadczony wojownik. Lecz, gdy tylko odzyskał przytomność, wręcz obudził się z tego transu, to spadł niczym kamień w wodę, i tyle było z jego latania.

Zastanawiał się, co by było jakby zrobił to wszystko na logikę. Jak to było możliwe, że wojownicy praktykujący sztuki walki oraz kontrolę nad energią zwaną KI potrafili latać. Wytłumaczeniem była, właśnie ta cała energia, chociaż ona sama w sobie akurat była niewytłumaczalna i zapewne nigdy się to nie zmieni. W sumie jak tak o tym myśleć to nawet sam chód to jest sposób poruszania się prawda? Latanie również jest poruszaniem się, wiec chociaż są inne i się różnią, to mimo wszystko nie są całkowicie innymi rzeczami. Prawie każda żywa istota, może się jakoś poruszać. Prawie. I te które się poruszają często robią to różnie. Od skoków, poprzez pełzanie, podróżowanie na czterech łapach, jak i w końcu na dwóch. Do tego dochodzi coś takiego jak wspinaczka oraz czołganie się i nie tylko. To wszystko jest związane z ruchem. Zupełnie tak samo jak latanie. Dlatego też, gdy udało mu się znaleźć w powietrzu to po prostu po nim chodził, a z czasem nawet biegł, chociaż nie trwało to długo.

Jak latały zwierzęta? Dla przykładu ptaki? Podstawowym jak i zapewne najważniejszym wytłumaczeniem jest to, że tak są zbudowane. Mają kości puste w środku, dlatego mogą się unosić nad ziemią. Do tego mają kończyny zwane skrzydłami, które były pokryte piórami. No i oczywiście musiał nimi machać, dlatego też oddziaływały na to wszystko specjalne mięśnie, bo trzeba było bardzo szybko nimi ruszać. W sumie ogólnie są lekkie. To wszystko pozwala im na lot. Jak w takim razie wytłumaczymy maszyny zwane helikopterami bądź samolotami? To jest nawet prostsze, chociaż odpowiedź pozostaje ta sama. Budowa. Dla przykładu helikopter ma śmigła które bardzo szybko się kręcą i pozwalają mu przez to poruszać się na niebie. No i oczywiście silnik który robi tu za serce, bardzo szybko pompuje energię i zmusza do ruchu śmigła. U samolotów jest podobnie, tylko, że zamiast śmigieł ma specjalne turbiny, oraz płaskie skrzydła, także jest praktycznie pusty w środku. Chociaż jest znacznie cięższy, to i tak może znajdować się dzięki silne w przestworzach, więc wychodzi na to, że waga nie ma tutaj żadnego znaczenia. Jeśli więc weźmiemy to pod uwagę i uznamy, że serce działa niczym silnik u maszyn, oraz podobnie u zwierząt, to mając specjalną budowę ciała, byłby przystosowany do lotu. Jeśli zaś uznamy, że krew to paliwo, a KI to jest energia elektryczna to nie licząc budowy, nawet saiyanie i inne rasy są przystosowane do latania. Korzystając więc z siły logicznego myślenia, zrobił to co uważał za słuszne i wręcz zmusił się do latania. Co ciekawe to zadziałało i przez chwilę mógł również latać! Niestety jak zwykle krótko to trwało. Za krótko. Więc znalazł się ponownie w punkcie wyjścia. W sumie jeśli tak jeszcze o tym wszystkim pomyśli, to statki kosmiczne latają w ogóle inaczej, ale to dlatego, że istoty na planetach które mają atmosferę walczą z oporem powietrza, i dlatego też tak są zbudowane. Za to w kosmosie nie istnieje nic takiego jak opór powietrza, i są wprawiane w ruch poprzez energię i specjalnie silniki, co działa zupełnie inaczej, ale i taka informacja może mu się przydać.

No właśnie. Kosmos. Podróż w kosmosie, była trochę podobna do podróżowania pod powierzchnią wody, aczkolwiek tam istniało coś takiego jak opór jak i ciśnienie cieczy zwanej wodą. W kosmosie zaś była głównie pustka. Gdy tak się nad tym zastanowił to latanie u wojowników, często wyglądało właśnie jak podróż lotnicza samolotem Ziemskim, bądź właśnie podróż po wodzie statkiem, bądź właściwie pod wodą. Tutaj co do zwierząt i maszyn kolejnym razem odpowiedzią okazało się to, że były specjalnie zbudowane i przystosowane do tego. No i było tam znacznie bardziej niebezpieczniej niż w górze, a i miejsca wydawało się również więcej. Mimo wszystko i tak sądził, że to wszystko jest do Siebie podobne i jeśli tylko będzie chciał, to będzie mógł się kierować ponownie tym samym co przy normalnym myśleniu o ptakach i maszynach latających. Dlatego ponownie naśladując tym razem stwory morskie zaczął płynąć w przestworzach. Kolejny raz się nie pomylił co do takiej sytuacji. Tak jak sądził. To wszystko jest do Siebie podobne. Za podobne. Po czym oczywiście jak zwykle spadł. Wcale go to nie zaskoczyło.

Skoro mowa o kosmosie, to tutaj sprawa jest znacznie ciekawsza jak i dziwniejsza i nawet bardziej niebezpieczna od podróży lotniczej jak i morskiej. W kosmosie było słychać dźwięku. Było tak cicho, że aż normalna istota mogłaby się przerazić tej ciszy. Wszystko dlatego, że w kosmosie jest próżnia, a w próżni nie ma cząsteczek powietrza, dlatego dźwięk się nie rozchodził. Ale przez to też nie istniało coś takiego jak opór powietrza, ani też opór czy ciśnienie wody. Prawie idealne miejsce do latania bo mniej mocy się traci prawda? Otóż nie. Bo bez powietrza nie ma tlenu. A bez tlenu istoty które go potrzebują do życia szybko padną, wiec chodzić podróż kosmiczna może się wydawać łatwiejsza to wcale tak niestety nie jest, a nawet bywa tak, że jest znacznie gorzej, ponieważ odległość jest chora. Bardzo chora. Tak chora, że podróż na różne planety może nawet zająć lata, jeśli ma się słaby statek kosmiczny. Tym razem korzystając z ten nowej wiedzy ponownie starał się latać i chociaż szło mu to coraz lepiej i lepiej to wciąż był w tym za daleko. Niestety.

Ostatnia rzecz o jakiej pomyślał co do rzeczy związanych z logiką to były cząsteczki. Atomy. Każdy atom jest niewidocznym gołym okiem, a na dodatek każdy, ale to dosłownie każdy z nich znajduje się w ciągłym ruchu. Te gazowe są najszybsze, ciecze są trochę wolniejsze no i u przedmiotów stałych cząsteczki poruszają się bardzo wolno, ale i tak poruszają. No i jedna rzecz jest zbudowana z biliona takich małych cząsteczek będących w ciągłym ruchu. Ta wiedza jest bardzo przydatna, bo to znaczy, że jeśli będzie w ciągłym ruchu to powinno to być znacznie prostsze niż jakby się zatrzymywał w miejscu i ponownie kontynuował lot. No i na pewno ta wiedza pomoże mu usprawnić technikę latania którą już był blisko opanowania. Jak zwykle był coraz to dłużej w powietrzu i jeszcze bardziej to wszystko ogarniał, aż znowu spadł.

Miał jeszcze parę pomysłów które mogą się udać, aczkolwiek wcale nie muszą. Tym razem starał się użyć tej mocy z której korzystał przy naprawianiu pancerzy, ale trochę w innym stylu. Nie był wcale taki głupi i odkrył, jak ta technika może działać. Te początkowe próby to były tylko wygłupy, by może poprawić humor swojemu dowódcy, chociaż pewnie to nie zadziałało, ale liczą się chęci prawda? Tak czy inaczej zaczął rozprowadzać energię po całym swoim ciele. Czuł się dziwnie. Bardzo dziwnie. Tak bardzo, ze nie potrafił nawet nazwać tego uczucia. Nie wydawało mu się to jednakże ani złe, ani też niebezpieczne dla jego zdrowia i duszy, więc pozwolił energii płynąć i temu dziwnemu stanowi trwać. Po około minucie cała energia została rozprowadzona po ciele. Na jego nieszczęście, gdy spróbował latać, to bardzo krótko się utrzymał w powietrzu, po czym spadł. Było to spowodowane nierównomiernym rozprowadzeniem energii KI czego wcześniej nie zauważył, ale im dłużej przebywał w tym jakże ciekawym stanie, to tym więcej wiedział co się z nim dzieje. Ponownie spróbował tego co wcześniej, lecz tym razem upewnił się, że energia KI była rozprowadzona po całym ciele w takiej samej ilości. Nigdzie nie było ani za mało, ani za dużo. Niestety znacznie dłużej mu to zajęło, i potrzebował większego skupienia w tym celu, ale mu się to udało. Od razu to wypróbował. Tym razem utrzymał się w górze znacznie dłużej, a nawet przeleciał małą odległość, po czym również i tak spadł. Mimo wszystko był podekscytowany, że to działa! Nie spodziewał się, że wreszcie uda mu się to ogarnąć! Co prawda nie ogarnął tego całkowicie, ale i tak było znacznie, ale to znacznie lepiej niż początkowo. Jak tak dalej pójdzie to faktycznie będzie latał bez problemowo. Można więc uznać, że wreszcie opanował technikę zwaną Bukujutsu! Ileż mu to zabrało. Jeśli liczymy cały ten czas, to praktycznie całe życie musiał się starać, aby wreszcie osiągnąć to co osiągnął. A jeśli weźmiemy pod uwagę tylko czas w którym faktycznie się uczył, to zajęło mu to masakrycznie mało. Przynajmniej tak mogło mu się zdawać. Nie zamierzał na tym poprzestać. Mimo wszystko chce latać zupełnie bezproblemowo. Czy tego dokona? No oczywiście, że tak!

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Kwi 05, 2017 10:39 pm

Młodzieniec zastanawiał się co powinien teraz zrobić. Jak zacząć. Niby latać jako tako potrafił, i chociaż nie było ono najlepsze, to powinno być wystarczająco dobre jak te u innych rekrutów. Zawsze coś. Z resztą nie spodziewał się, że od razu opanuje sztukę latania i to perfekcyjnie. To, że i tak się tego nauczył przy praktycznie jednym treningu to był cud nad cudami. Był prawie pewien, że osób którzy mogą dokonać tego samego co on to można policzyć na palcach jednej ręki. Maksymalnie dwóch, lecz nie spodziewał się, żeby było ich więcej. Co jak co, ale geniuszy wśród członków tej rasy, raczej często nie będziesz spotykać. Silnych wojowników owszem, ale prawdziwych geniuszy? Niezbyt. Tym bardziej, że Drake miał zamiar skupić się głównie na opanowywaniu technik które mu ułatwią przeżycie oraz dadzą zwycięstwo nad możliwymi przeciwnikami. Zresztą do energii potrzeba mieć talent oraz predyspozycje, a przynajmniej tak mu się zdawało. Nie każdy potrafi medytować i się wyciszać, a co ważniejsze, myśleć. Dlatego był prawie pewien, że większość jest o wiele lepsza w treningu ciała niż na odwrót i zapewne nie wiele znają technik. Przynajmniej Ci którzy nie dołączyli do elity. Oczywiście może się mylić, to po prostu ot taka nic nieznacząca myśl.

W końcu postanowił wziąć się do roboty i przestał myśleć o rzeczach mało ważnych jakimi są inne istoty, a postanowił się skupić na Sobie. W końcu miał trenować prawda? Latanie praktycznie opanował. Teraz było ono niczym nieoszlifowany diament. Musiał więc je tylko poprawić, doszlifować i doprowadzić do perfekcji, albo czegoś bliskiego perfekcji. Prawdziwa perfekcja bowiem nie istnieje. Istnieje tylko dążenie do ciągłej perfekcji. Co co stoją w miejscu i nie trenują, ani się nie uczą, bądź nie poprawiają swoich zdolności, uważając, że bardziej się nie na i są na samym czubku ich możliwości to idioci. Prawdziwa droga bowiem nigdy się nie kończy. Przynajmniej On nigdy nie przestanie do tego dążyć. Będzie zawsze się poprawiał. Będzie coraz to lepszy i lepszy, tak bardzo, że inni będą mogli tylko patrzyć na ogromny szczyt jakim jest On z zazdrością, wiedząc, że nigdy nie dorównają mu nawet odrobinkę. A przynajmniej On na to nigdy, nie zamierza pozwolić. Dlatego musi jak najszybciej się poprawić i opanować kolejną zdolność jaką jest używanie Ki blastów. Dlatego też po lataniu, przychodzi właśnie pora na to drugie. Miał nadzieję, że również i to, będzie mu dane opanować.

Krwistooki stał rozluźniony starając się poczuć to co wcześniej, gdy używał tej jakże wspaniałej mocy. Nie wiedział, czy będzie mu dane ponownie to odczuć, ale jeśli tak, by było to napewno bardzo, by mu to wszystko pomogło. Chociaż znając życie niestety, ale nie poczuje tego co wcześniej dopóki, nie nauczy się takiej techniki jak ten przeciwnik który ją uczył wcześniej podczas jego sparingu. Prawie zapłacił za to porażką, ale na szczęście korzystając z inteligencji zdołał tego uniknąć inaczej walka skończyłaby się znacznie wcześniej i zupełnie inaczej, niż faktycznie się skończyła. Zwycięstwo Altaira, to było zaskoczenie dla każdego. Nawet dla niego. Chociaż jest arogancki to nie wierzył, że zdoła wygrać. Początkujący na doświadczonego? Proszę. A jednak okazało się, że się mylił. Każdy się mylił, żółtodziub pokonał weterana. Przez pewien czas było wszędzie o nim głośno i praktycznie każdy wiedział jak zakończył się ten jakże dziwny sparing. Oczywiście, gdyby to była walka pomiędzy osobami o tej samej mocy to każdy, by to olał, ale skoro słabszy pokonał znacznie silniejszego, to coś tutaj było nie tak prawda? Tym bardziej, że czerwonooki był znacznie silniejszy niż wcześniej i był w stanie dorównać znacznie potężniejszym od Siebie osobom. Co możliwe, że kiedyś jeszcze pokaże. Tak przynajmniej czuł. Nie jest sztuką bowiem wygrać na słabszego od Siebie. Sztuką jest zmiażdżyć kogoś znacznie silniejszego i potężniejszego.

Korzystając z porady którą otrzymał od generała starał się wystrzelić pociskiem we wskazany mu cel. Jaka była porada? Ta sama. Użyć instynktu. Wiedział, ze jest to głupie dla niego, bo on nie nauczy się niczego jeśli będzie korzystał z instynktu niczym zwierze. To prawda, że wojownik walczy głównie poprzez instynkt, ale szczerze w to wątpił, że coś tak mistycznego jak KI podchodzi również pod naturalistyczny instynkt. Nie mógł, i nie chciał w to uwierzyć. Ki nie była bowiem, ani związana z naturą, ani również logiczna. Była mistyczna. Nieznana. Tajemnicza. Nieokiełznana. Jak zwyczajny instynkt, mógłby być w stanie jej rozkazywać? To jest niemożliwe. Głupie. Idiotyczny. Ale czasami to co głupie i proste to działa. U innych niby działa, więc czemu to miałoby nie działać u niego? To jest jeszcze bardziej bezsensowne niż to co robił Kenzuran. A to już coś. Westchnął. Mimo wszystko nie ma wyboru. Musi wykorzystać to samo co wykorzystał do opanowania bukujutsu. A mianowicie chodziło o jakże ciekawą taktykę zwaną metodą prób i błędów. Proste. Łatwe. Przyjemne. Prawda? Niestety takie nie było, nad czym to ubolewał. Szkoda. Miał bowiem nadzieję, że bez problemowo tego wszystkiego się nauczy. W jego oczach pojawiły się iskierki. Oznaczało to, że jest gotowy do walki, i da z Siebie wszystko. Nie podda się dopóki nie opanuje strzelania ki blastami!

Nie wiedział zbytnio co powinien zrobić, a porada na temat instynktu niewiele mu pomagała. Dlatego też zamierzał zrobić tak jak przy nauce latania, tylko trochę inaczej oczywiście, by to przebiegało. Wystawił dłoń przed Siebie i zaczął się skupiać na niej. Czuł nic. Dosłownie. Niezbyt to działało, ale się nie poddawał i próbował dalej i dalej, chociaż jak tak dalej pójdzie to prędzej postawi kloca niż wystrzeli energię, jeśli będzie się, aż tak mocno skupiał. A nikt nie chciał drugiej katastrofy jak na arenie. Dlatego, gdy po paru minutach nic się nie działo to podrapał się po głowie, i począł zastanawiać co mógłby zrobić, aby zrobić to co dla przykładu zrobił River podczas własnej walki. Woli nie przechodzić przez ten koszmar ponownie. Wystarczy, że mu się to śniło po nocach i nie raz był przez to bliski śmierci. W sumie nawet, gdy dorwali go tamci, to bliżej śmierci był podczas nieprzyjemnego i śmierdzącego zdarzenia na arenie, niż będąc w ich łapskach. Dlatego lepiej na to wszystko uważać. Widząc, że niezbyt mu się to udawało, to tym razem skupiał się na celu, gdzie dokładnie miałby polecieć pocisk. Nawet robił dziwne ruchy dłonią, myśląc, że to coś wskóra. Niestety, się mylił. Nie będzie to jednak takie łatwe jak mu się wydawało. Ale ma sporo czasu, więc się tym nie przejmował.

Mimo wszystko chciał spróbować jeszcze ostatniej rzeczy która może mu pomóc. czarnowłosy zamknął oczy, by mu lepiej się myślało, i usiadł w siadzie skrzyżnym oczywiście w takim miejscu, by mu nikt nie przeszkadzał. W końcu nie chce stracić ani sekundy możliwego oświecenia, tylko dlatego, że ktoś go ruszył w tym czasie. Co to, to nie. Robi tutaj bardzo ważne rzeczy! Nie może mu nikt przeszkadzać! Zaczął medytować. W końcu też zaczął się wyciszać. Nie tylko Siebie i swój umysł, ale również starał się zamknąć każdy ze swoich zmysłów. Najpierw zaczął od zamknięcia zmysłu wzroku. W końcu na nic mu się to nie przyda. Musi patrzyć oczami duszy, skoro chce pojąć technikę której nie da się pojąć logicznie. W końcu jak wyjaśnisz logicznie latanie. Tylko tym, że KI unosi ciało? Bądź coś podobnego? Proszę. Energia KI na pewno nie jest niczym logicznym. Wątpił, by zwykli śmiertelnicy mogliby to kiedykolwiek pojąć. Oczywiście on był inny. A przynajmniej miał taką nadzieję. Po chwili wyłączył całkowicie zmysł wzroku. Nie widział nawet ciemności. To było trochę straszne, ale jakoś da radę. Kolejnym zmysłem który wyłączył był zmysł słuchu. Przywitała go po tym wszystkim absolutna cisza. Cisza niczym w kosmosie. Nie słyszał zupełnie nic, oprócz głośnego bicia swojego serca, które bardziej czuł, niż tak naprawdę słyszał. Przyszedł również czas na zmysł węchu bowiem po co ma czuć cały ten odór na sali treningowej. Kwiatkami to nie pachnie. Co prawda i tak jest to o niebo lepsze niż to co miał na arenę, ale mimo wszystko wolał nie. Zmysł smaku również mu nie był potrzebny. Po jego wyłączeniu nie wiedział nawet czy wciąż ma ślinę w jamie ustnej, czy nagle niewytłumaczalnym sposobem zniknęła. Ostatnim zmysłem jaki wyłączył był zmysł dotyku. Nie odczuwał nawet, czy dalej siedział w siadzie skrzyżnym, czy już może znajdował się po prostu w przestworzach.

Wyłączenie pięciu zmysłów jest bardzo dziwnym, jak i strasznym uczuciem, ale koniecznym oraz idealnym do tego, by móc jak najlepiej medytować na temat nieznanego jakim jest KI. Musiał przyznać, że ta cała moc o wiele bardziej go interesowała od siły fizycznej. Słyszał bowiem, że dla potężnego wojownika rozwalenie całej planety nie jest wcale takie trudne używając do tego najróżniejszych technik. A czy coś takiego jest możliwe dzięki czystej sile bądź szybkości? Oczywiście, że nie. Nie są w stanie nawet trzymać świeczki przy potędze jaką jest energia. I właśnie nasz smok zamierzał się skupić głównie na niej. Dlatego też tak bardzo chciał się nauczyć latać oraz strzelać pociskami. Na całe szczęście już wcześniej postawił fundamenty pod swoją moc, więc miał całkiem spore jej zasoby. Na pewno pozwolą mu na znacznie więcej. Tym bardziej że nie chciał umrzeć i dążył do nieśmiertelności. Co mu jednakże po potężnym ciele, jeśli nie będzie mógł sobie dopomóc żadną techniką. Nie ważne jak silne jest ciało, w końcu zostanie zranione na tyle, że ostatni oddech ucieknie z istoty żywej. Dlatego mając techniki obronne dla przykładu przeżyje coś, czego nie byłby w stanie przeżyć, opierając się na zwyczajnej wytrzymałości własnego ciała. Co prawda jak skończy mu się energia to będzie bezużyteczny, więc mimo wszystko nie może iść tylko w jednym kierunku. Musi zwiększać nie tylko siłę swojego ciała, ale również jego szybkość, wytrzymałość, staminę, a nawet wewnętrzną energię.

Tym bardziej, że kruczowłosy zainteresował się energią, gdy wcześniej czuł w sobie niewyobrażalną potęgę właśnie z jej powodu. W końcu coś takiego może bardzo szybko sprawić, że każdy, przez po prostu takie wspaniałe uczucie postanowiłby zrobić wszystko, aby czuć je za każdym razem i dlatego skupiałby się na KI, a niestety większości, by to nawet nie wychodziło. No ale kto, by nie chciał czuć w sobie niewyobrażalnej, wręcz nieskończonej potęgi. Mocy która jest w stanie zniszczyć dosłownie wszystko na swojej drodze. Energii której nie można nawet próbować zrozumieć logicznie, oraz która ma w sobie wręcz nieskończony potencjał. Czuje się wtedy, że jest się w stanie zrobić wszystko. Dosłownie wszystko. Młody Altair wręcz upił się wtedy tą mocą, co może się skończyć dla niego źle, jeśli w porę nie zrozumie jej, jako takiej jaką naprawdę jest, a nie za jaką ta moc się podaje oraz na jaką wygląda. W końcu nie jest to tylko moc niszcząca. Oj nie. Można jej użyć na wiele sposób. Jednym z nich jest właśnie latanie. Kolejnym, była ta fala która dała mu wygraną przeciwko o wiele silniejszemu przeciwnikowi. Kolejny powód odnośnie tego, by pójść w tym kierunku i ją okiełznać, nie ważne jak ciężkie i mozolne, by to nie było. No i strzelanie pociskami KI które to właśnie zamierzał się w końcu nauczyć. Chociaż był pewien, że na tym wszystkim się możliwość tej mocy nie kończy. Także pytając jeszcze raz. Kto, by nie chciał poczuć ponownie czegoś takiego co młody smok wcześniej? Raczej nie ma takiej osoby. Nawet podczas latania czuł się niewyobrażalnie wspaniale. Czuł się jakby patrzył na wszystko dumnie, i arogancko. Na cały świat i jego mieszkańców który byli pod nim. Mógł na to wszystko patrzeć z góry. Dosłownie i w przenośni. Dlatego miał nadzieję, że zdoła się tego wszystkiego w końcu nauczyć perfekcyjnie. Taki był jego plan na najbliższy czas.

Czuł się zaprawdę dziwnie podczas tego całego treningu. Po chwili całkowicie nie wiedział, gdzie się znajduje. Stracił poczucie nie tylko czasu, ale i przestrzeni. Czuł się jakby otaczała go nieskończona i przeraźliwie straszna pustka. Tak jakby był zupełnie sam w całym wszechświecie, a oprócz niego nic innego nie istniało. Czy tak się czuł prawdziwy Bóg przed dziełem stworzenia? Jeśli tak to nic dziwnego, czemu w wielu mitologiach różnych ras bogowie stworzyli świat. Zupełnie im się nie dziwił. On zrobiłby to samo na ich miejscu. Tak czy inaczej nie wiedział nawet ile czasu minęło. O ile w ogóle czas leciał. Jakby ktoś mu powiedział, że podczas jego medytacji minęło sto lat albo i więcej to by się nie zdziwił. Ba. jakby mu powiedziano, że nie minęła nawet sekunda to również, by w to uwierzył skoro on sam zupełnie nie ogarnia tutaj upływu czasu. Nawet nie wiedział w jaki sposób mógłby się poruszać w tej dziwnej przestrzeni. Chociaż to uczucie było na początku trochę straszne, to potem zaczęło się to wszystko zmieniać. Jego uczucia przerodziły się w melancholijne a dopiero potem, czuł jakby czegoś w tym dziwnym świecie poszukiwał. Pytanie tylko, czego? Do tego co dziwniejsze działało to na niego jak jakiś narkotyk. W ogóle niczego tutaj nie pojmował.

Każdy bowiem raczej wie, że podczas nauki czegokolwiek należy zacząć od podstaw. Nauka panowania nad energią nie jest inna. A co jest lepsze podczas takiej nauki, jeśli nie stara, dobra, medytacja. Prawda? Nic dziwnego, że coś takiego istniało i podobno faktycznie pomagała. Najwięksi mędrcy członków wielu ras oddawali się medytacji, nie tylko na początku, ale również i na końcu co tylko utwierdza w przekonaniu, że tylko ona pozwala osiągnąć prawdziwe oświecenie. Właśnie tego nasz młody smok szukał. Oświecenia na temat energii KI. Jeśli ją uda mu się uzyskać, to będzie nawet w stanie wreszcie opanować nie tylko energię KI, ale również wyćwiczyć swoje latanie i strzelanie jeszcze bardziej. Na razie nie ogarniał praktycznie nic, i miał nadzieję, że ten pradawny sposób wewnętrznego wyciszania, pomoże mu tego dokonać. A nawet jeśli nie, to przynajmniej naprowadzi na drogę, dzięki której mu się to wszystko uda. Oby. Porażka nie wchodzi w grę. Jeśli nie opanuje chociaż tego, to będzie bezużyteczny i nie będzie zasługiwał nie tylko na miano geniusza, ale również nie będzie się nadawała zwyczajnego członka rasy saiyan, a tego nie chciał. Nie chciał, by jego rodzina, oraz możliwy pień, bądź gałąź dynastii również okryły się hańbą. Co to, to nie! Dlatego też tak bardzo się starał i starał, a końca nie było widać.

Na początku trzeba sobie zadać pytanie czym jest KI. Co z tego, że zadawał sobie je wcześniej. Nigdy nie zrobił tego podczas medytacji więc się nie liczy! Tak czy inaczej to pytanie wydawało się proste jak i bardzo skomplikowane jednocześnie. Na tyle skomplikowane, że do tej pory nikt nie odnalazł na to żadnej odpowiedzi. I co ma w tym wypadku zrobić? Oczywiście, że ją znaleźć! To, że nikt tego nie dokonał, a przynajmniej tak sądził, to nie znaczy, że mu również się to nie uda. Oj nie. On jest zupełnie inny od wszystkich. Nawet jeśli, by był taki sam, to i tak mówiłby, że nikt nie będzie nigdy do niego, aż tak podobnym, z czego sam się cieszył. Nie chce możliwego rywala co do swoich przyszłych planów. Musiałby się go pozbyć, a jakby walczył na Siebie to mogłoby to być trochę trudne do zrealizowania. Niestety chociaż i tak zadał sobie to pytanie, to wciąż nie mógł znaleźć na to żadnej odpowiedzi. Ale co ciekawe, ani się tym nie zdenerwował, ani nie zasmucił. W ogóle się tym nie przejął. Jakby nic nie czuł. Może głęboko wierzył, że i tak w końcu pozna najważniejszą tajemnicę tego wszechświata? Jeśli tak to skąd wzięło się to przekonanie. Jeśli nie to czemu, w ogóle to olał i na to nie zareagował? Pytań coraz więcej, a odpowiedzi dalej żadnej nie ma.

Więc czym jest KI? Drake dalej się zastanawiał, ale na nic mądrego nie mógł wpaść. Odpowiedzi było niby mnóstwo, ale żadnej która by w pełni do tego wszystkiego pasowała. Jak było? Chciałby się tego dowiedzieć, ale jak tak dalej pójdzie to na pewno nic się w ogóle nie dowie, ani niczego nie osiągnie. Co powinien zrobić? Nagle jednak dziwne myśli znalazły się znikąd w jego głowie. Ba. One wciąż przybywały! I dotyczyły właśnie KI! Może coś się uda mu z tym zrobić? Jedną z odpowiedzi, było to, że energia ta przenika wszystkie osoby i znajduje się w każdej żywej istocie. Ba, nawet w broniach jest możliwe jej zamknięcie. Nawet Ziemia podobno pod naszymi stopami jest jej pełna. Ile w tym prawdy to niestety nie wie nic,a nic. Kolejną odpowiedzią, było to, że jest to niepowstrzymana, przepotężna moc, zdolna zniszczyć wszystko co się znajduje na jej drodze. W sumie całkowicie się z tym zgadzał. Poczuł to przecież na samym początku podczas testu do akademii. Następna myśl mówiła o tym, że Ki ma w sobie nieograniczony, nieskończony wręcz potencjał i można być w stanie zrobić z jej pomocą wszystko. Dokonać wszystkiego. Tylko wyobraźnia może nas ograniczać. Z tym również się zgadzał. W końcu latał prawda? To samo w sobie nie jest logiczne. Kolejną rzeczą, było to, że za jej pomocą można ochronić wszystko co dla nas ważne. Słyszał wiele o technikach defensywnych i sam siebie również nią przypadkowo uratował więc i z tym się zgadzał. Takich rzeczy było więcej i więcej, ale prawdziwego oświecenia wciąż nie dane mu było doznać. Nie podobało mu się to. Chociaż wiedział coraz to więcej, i inaczej patrzył na to wszystko, to jednak w ogóle jeszcze nie dokonał tego co planował. A to mu się wcale, a wcale nie podobało. W sumie co ciekawe, odnośnie wewnętrznej energii, zgadzał się ze wszystkim co dane mu było odczuć na własnej skórze, tego doświadczyć, bądź chociaż dokonać. Jeśli zaś w ogóle nie miał z czymś do czynienia i, ani tego nie odczuł, ani nie doświadczył, to w ogóle nie zawierzał takim niby odpowiedziom. Nie i koniec. Niedowiarek? Możliwe. Takie życie. Nie uwierzy, dopóki nie zobaczy lub nie poczuje na własnej skórze.

Przez ten cały czas znajdował się wciąż w pustce. Był pośrodku niczego. Dosłownie. Jedno, wielkie nic. Musiał przyznać, że było tu strasznie nudno, ale wręcz było to idealne miejsce do wyciszenia się i rozmyśleń o wszystkim. Dorównywało prawie legendarnej świątyni dumania. Co prawda, żadne miejsce jej nie dorówna jeśli chodzi o myślenie nad sensem życia, no ale było blisko. Nagle z dziwnego i nieznanego powodu doszło do zmiany scenerii w której się znajdował. Z mrocznej, pustej nicości, nagle był otoczony poprzez dziwną energię. Dopiero po paru chwilach udało mu się dojść do wniosku, że to co go teraz otaczało, to była energia KI w swojej najczystszej, pierwotnej postaci. Nie spodziewał się zupełnie, że ni z gruchy ni z pietruchy znajdzie się właśnie w takim miejscu. Miejscu idealnym do pojęcia, czymże tak naprawdę jest ta cała energia. Chociaż wyglądała na coś co jeśli z czymś się zetknie, to dokona całkowitej dezintegracji tej rzeczy, to coś mu mówiło, że nic mu nie grozi i powinien to zrobić. Jego dłoń zaczęła powoli iść w kierunku tej mocy. Ponownie stało się coś dziwnego, i jakby popchnięty przez niewidzialną siłę, znalazł się w samym środku nieposkromionej i nieskończonej, pierwotnej esencji całego wszechświata.

Co ciekawe nie czuł żadnego bólu. Nawet najmniejszego. O nie. Stało się coś zupełnie innego. Gdy znajdował się w Tej całej dziwnej energii czuł się bardzo dziwnie. Niestety nie potrafił nazwać tego uczucia które w tym właśnie momencie odczuwał, ale wiedział jedno. Nie było ono złe. Ba. Dziwnym trafem, coś wewnątrz niego mu mówiło, żeby się nie bał, tylko rozluźnił całkowicie. Zaczął nawet wierzyć, że to coś w czym się znajdował będzie dla niego bardzo przydatne, i tylko mu pomoże. Tak sądził, ale nie wiedział czy coś go przypadkowo nie okłamuje. Postanowił jednakże zawierzyć tej całej mocy i zrobił to co mu powiedziano, a przy okazji ponownie zamknął oczy, żeby lepiej się w to wszystko wczuć. I jak na razie szło znakomicie! Nie wiadomo ile to wszystko trwało, lecz po pewnym czasie ponownie znalazł się w dobrze mu znanym miejscu, a mianowicie pustce kosmicznej. Nagle otworzył oczy.
"- Teraz wszystko rozumiem. Czym jest energia KI? Odpowiedź jest prosta."
Wreszcie wszystko było jasne niczym słońce. Po spędzeniu ogromnej ilości czasu, a przynajmniej mu się wydawało jakby spędził tam co najmniej rok wreszcie poznał odpowiedź na te podstawowe jak i nurtujące wszystkich pytanie.
"- Ki jest Mną, a Ja jestem Ki!"
Po tym stwierdzeniu które teraz wydawało się oczywiste, mroczny świat się rozpadł, a On otworzył oczy w prawdziwym świecie. Teraz rozumiał dlaczego był taki słaby w kontrolowaniu własnej mocy. Przecież fundamenty i podstawy są najważniejsze. Bez tego nic się nie da zrobić. Skoro On nie miał fundamentów, i nie znał podstaw jakim jest takie pytanie, to jak mógł czegokolwiek dokonać związanego z właśnie czymś takim. Przecież to niemożliwe. Ale teraz wszystko ulegnie zmianie. Wreszcie mu się uda!

Po nie wiadomo jakim dokładnie czasie, w realnym świecie wstał, wręcz dumnie patrząc przed Siebie. Teraz się wszystko okaże, czy faktycznie opanował to co chciał, czy może jednak poległ i tylko mu się zdawało, że zrozumiał to co musiał. Patrząc na cel który dał mu wcześniej generał, wystawił dłoń przed Siebie w jej kierunku i zaczął zbierać swoją energię we własnej dłoni. To nie było wszystko! Formował bowiem z niej kulisty pocisk wielkości praktycznie całej jego dłoni. Z zaskoczeniem i radością w oczach dojrzał, że kulka zaczęła się formować, będąc również koloru czarnego co samo w Sobie było raczej niespotykane i bardzo rzadkie, chociaż dla niego to było normalne, nawet nie przejmował się kolorem, tym bardziej, że i tak mu się podobał. Bądź co bądź to była jego własna energia prawda? Gdy ki blast został uformowany to od razu go wystrzelił, trafiając prosto w cel zupełnie go dezintegrując. Altair o mało co nie skoczył do góry. Wreszcie opanował technikę zwaną ki blastami!

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Kwi 05, 2017 11:36 pm

Krwistooki był niewiarygodnie szczęśliwy. Prawie, by z tego wszystkiego zaczął skakać, ale udało mu się ogarnąć. Co jak co, wciąż był dzieciakiem. A, że dokonał dla niego praktycznie niemożliwego w krótkim czasie to był z Siebie dumny, a to była dla niego rzadkość. Wreszcie tego dokonał. Nauczył się w końcu tego co od zawsze było jego bolączką. Nie spodziewał się jednakże, że tak szybko mu się to powiedzie. Najwidoczniej ta moc od zawsze w nim była, tylko nie potrafił z niej korzystać i dopiero teraz ją zrozumiał. A przynajmniej trochę zrozumiał bo wiadomo, że od razu wszystkiego magicznie nie pojmie prawda? No właśnie. Ale nic to. To mu wcale nie przeszkadzało, a kiedyś i tak wszystko będzie dla niego jasne. Był tego pewien. Czemu był? Tego nie wie nikt, zapewne nawet On sam tego nie wie. Po prostu był pewien i koniec. Tyle w tym temacie.

Pierwsze co postanowił po tym wszystkim zrobić to przetestować umiejętności które wreszcie udało mu się zdobyć. Po tylu latach, próbach, przelanym pocie i łzach. Udało mu się nauczyć latać i używać energii do atakowania. Oczywiście musiał to wszystko doszlifować prawda? W tym celu będzie musiał trenować i trenować, ale lepszy rydz niż nic. Z czasem nie powinien odstawać od nikogo, a może nawet przez to, że inaczej do tego wszystkiego podszedł będzie lepszy. Kto wie. Nie był tego pewien, ale sądził, że faktycznie tak może być. W końcu naprawdę się starał i nie korzystał tylko z instynktu, ale starał się zrozumieć jaką moc w sobie posiadał, a nie każdy się tym interesował. Dlatego był prawie pewien, że fundacje może mieć jedne z najlepszych w całym kosmosie. Nawet jeśli było inaczej, to i tak On będzie uważał inaczej. Taka jego natura. Ale raczej po tym wszystkim co się wydarzyło na arenie, można mu pozwolić na odrobinkę samozadowolenia co?

Po krótkiej chwili wzniósł się w powietrze. Tym razem to wszystko poszło mu znacznie, ale to znacznie szybciej. Jego ciało, było opatulone przez mało widoczną czarną poświatę która wskazywała na to, że ki było używane do latania. Wprawne oko to zauważy, ale nie każdy tak ma. Dlatego radary z taką łatwością mogły wyłapać osoby latające, a te podróżujące po ziemii znaczniej gorzej odnajdywało. Musiał się nauczyć latać tak, by w czasie walki, ucieczki, bądź wyścigu, nie zostać daleko w tyle. Przeczytał kiedyś wiele książek na temat latania i teraz postanowił to zrobić. Nawet generał dał mu co do sposobu latania parę wskazówek, za które on sam był wdzięczny. Zaczął od czegoś prostego, by z czasem przejść w przeróżne korkociągu i dziwne zwody, które nawet go oszukiwały, co nie świadczyło o tym dobrze. Wykorzystywał wszystko to, co przeczytał w książkach i musiał przyznać, że było to bardzo przydatne. Po dłuższej chwili wreszcie wylądował na podłodze. Na razie to tyle co do latania. Dopiero w kolejnych technikach będzie ćwiczył dalej. Nic na szybko, inaczej sobie może wiele rzeczy pogorszyć, aniżeli polepszyć.

Teraz przyszedł czas na używanie energii. Ustawił się w miejscu przed celami i zaczął do nich celować. Generał ponownie dał mu paręnaście rad odnośnie kontroli jak i używania ki. On sam przeczytał również w książkach najróżniejsze rzeczy na ten temat, gdy wcześniej starał się to wszystko ogarnąć. Mianowicie nie musiał formować tylko kul, ale również mogły to być pale, pociski, gwiazdki, i inne rzeczy które tylko sobie, by wymyślił. Wszystko to zależało od jego wyobraźni. Postanowił spróbować swoich sił i najpierw zaczął od prostej rzeczy jaką było formowanie kuli. Nie poszło mu tak źle i szybko wystrzelił w kierunku wskazanego celu. Ale to nie był koniec. Od razu po tym uformował coś w rodzaju mini dzidy, którą przebił kolejny cel. Faktycznie było tak jak mu powiedziano i jak przeczytał. Ucieszył się z tego powodu i tym razem formował kolejne najróżniejsze rzeczy. Od gwiazdek w stylu Ziemskich Shurikenów, po pociski z broni palnej, a nawet najróżniejsze figury geometryczne również były wystrzeliwane z jego dłoni. Podobno nie tylko mógł to wszystko robić dłoniami, ale również innymi częściami ciała, aczkolwiek to na razie zostawił w spokoju. Jeszcze nie czas na to. Gdy upłynęło dostatecznie dużo czasu to również i tu zakończył w końcu trening. Przynajmniej na razie.

Chłopak po zakończeniu swojego treningu. Tak. Dopiero teraz to co robił można było nazwać treningiem. Wcześniej była próba opanowania tych technik, ale, że nikt tego praktycznie nie widział, to wcale to nie wyglądało jakby trenował. Prędzej jakby zasnął i sobie wszystko olał co nie było prawdą, ale zwyczajni saiyanie w ogóle, by mu nie uwierzyli. Dopiero teraz pewnie otworzyliby oczy ze zdumienia bo mało kto spodziewałby się, że uda mu się opanować podstawy tak szybko. Zaprawdę zasługiwał na miano geniusza. Co z tego, że jest geniuszem skoro nic nie przychodziło mu za darmo i z każdą nawet najdrobniejszą rzeczą ogromnie się starał. Wszystko to co zdobył, to uzyskał je ciężko na nie pracując. Normalnie w pocie czoła się starał i wreszcie to przyniosło skutki. W końcu nic w tym wszechświecie nie jest za darmo. Niektórzy nawet na łomot nie zasługują. Jeśli zaprawdę ktoś, by do niego powiedział, że wszystko to co ma, zawdzięcza innym i uzyskał je w ogóle się na te umiejętności nie starając to przywaliłby kiedyś temu komuś w końcu w twarz i to bardzo mocno. Tak mocno, że odwiedziłby Kenzurana który się znajdował na innej planecie, a tego raczej nikt nie chciał. W końcu cała ta nauka którą miał niedawno u innych była straszliwie trudna i ledwo dał radę. Tak samo było teraz. Naprawdę ktoś mu w tym wszystkim zapewne dopomógł, ale jakby nie miał tej swojej upartości to niczego, by nie dokonał, nawet gdyby go wrzucili do biblioteki z darmowymi technikami.

Gdy już wszystko to zakończył to podszedł do trenera, stanął na baczność i zasalutował.
- Kadet Altair Drake melduje zakończenie treningu i opanowanie latania oraz strzelania pociskami ki. Sir!
Zanim nawet generał zdążyłby coś odpowiedzieć to Drake popatrzył się na jego twarz z wdzięcznością nie przerywając salutu.
- Dziękuję Sir za Pańskie porady odnośnie tych dwóch technik. Dzięki nim udało mi się w końcu pozbyć mojego słabego punktu jakim były właśnie te dwie rzeczy. Gdyby nie one, to wole nawet nie myśleć ile, by mi to mogło zająć czasu, a dzięki temu udało mi się tego dokonać prawie od razu. Bardzo dziękuję jeszcze raz Sir!
To wszystko mówił z ogromnym przekonaniem i wdzięcznością w głosie oraz nieukrywanym szczęściem. Co jak co, ale On zawsze traktuje innych tak, jak oni traktują go. Ktoś był dla niego dobry? On będzie jeszcze lepszy! Ktoś był wredni i chamski w jego stosunku, albo coś mu złego zrobił? Lepiej, by się ponownie nie spotkali, bo będzie ta osoba cierpieć z powodu języka młodego smoka. Młodzieniec był straszliwie pamiętliwy do dobrych jak i złych rzeczy. Niczym Ziemska żmija. Ma to swoje plusy jak i minusy, ale jak dla niego, były to praktycznie same plusy. Tym bardziej, że wreszcie udało mu się zrobić to co chciał od zawsze. Opanować te dwie jakże mu potrzebne podstawowe techniki. Teraz, gdy będzie na kogoś walczył to nie powinien być, w aż tak złym położeniu jak dawniej i choć rywale będą mieli nad nim przewagę, to nie będzie ona, aż tak wielka jak na początku.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Kwi 06, 2017 5:28 pm


Generał czuwał nad edukacją jednego z kadetów, by ten mógł w końcu opanować podstawy wykorzystywania i kontroli własnej energii Ki bądź co bądź, ale bez tego ani rusz zwłaszcza w tej armii. Oprócz porad dla młodego kadeta występował również porządny opierdol, kiedy temu nie specjalnie wychodziło. To drugie było wywołane parszywym humorem generała, ale to był dość drobny szczegół, gdyż nawet gdy się wściekał nie był aż tak przerażający. Mężczyzna był zadowolony z efektów szkolenia Drake'a nawet jak trochę mu zeszło na opanowaniu techniki latania oraz użytkowania Ki blastów.
-W końcu ci się udało.
Oczywiście saiyan z majestatyczną peleryną miał już nowe zajęcie dla swoich podopiecznych, którzy raczej nie będą zachwyceni, z tego cóż im zaplanował, ale mało go to obchodziło. Zwołał on całą tą dzieciarnię, a kiedy już wszyscy ustawili się w szeregu, mógł im przedstawić ich nową rozrywkę.
-Urządzicie sobie mały wyścig! Rozpoczniecie stąd aż do pustyni i z powrotem. A i żadnego latania! Uważajcie na czerwie.
Po tych słowach mężczyzna odsunął się na bok, by utorować młodzikom drogę, a następnie ryknął chyba na pół akademii krótkie „Start!”, pozwalając im rozpocząć mini wyścig.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Kwi 08, 2017 4:30 pm

Chłopak bardzo się starał, ale wreszcie tego dokonał, i był prawie pewien, że jeśli ktoś również tego nie potrafił i by zaczął się tego wszystkiego uczyć, to Drake zrobił to i tak najszybciej ze wszystkich. Przynajmniej tak mu się wydawało, a jak było to cóż. Tego nie wie. Ale co z tego. Ważne, że mu się wreszcie udało i nie będzie w tyle. Jego szansa przeżycia diametralnie wzrosła i powinien mieć większą możliwość ucieczki, lub walki. Z takimi zdolnościami powinien być w stanie stworzyć więcej planów dotyczących walki i nie tylko. To jest najważniejsze, bowiem reszta co potrafiła latać i używać pocisków Ki miała nad nim ogromną przewagę, więc niemożliwość ich użycia niekorzystanie na niego wpływała. Dlatego jeśli walczyli bez użycia energii, to miał o wiele łatwiej, ale w prawdziwych walkach tak nigdy nie będzie, więc bądź co bądź dobrze, że wreszcie się tego wszystkiego nauczył, nawet jak nie został pochwalony ani razu, to wciąż nic nie znaczy, tym bardziej, że generał i tak ma bardzo kiepski humor, więc trochę go rozumie. Sam miał podobnie po zdarzeniu na arenie. Może więc tylko się domyślać, co się stało, ale raczej nigdy nie pozna odpowiedzi czemu ma taki słaby humor. Nie żeby go specjalnie to obchodziło, jaki kto ma humor, ale zdążył tego generała polubić i uważa, że jest fajną i dobrą osobą którą szanuje. Gdy usłyszał słowa, że w końcu się mu udało to nic nie odpowiedział na to, tylko stał wciąż salutując. Dopiero, gdy kazał im się ustawić w szeregu to posłusznie to zrobił razem z resztą osób na sali treningowej. Ciekawe co im takiego przygotował.

Długo nie musiał czekać, aby się dowiedzieć co im takiego przygotował. Był to ponownie wyścig.
"-Znowu?"
Pomyślał krwistooki. Spodziewał się czegoś lepszego i nowego, bo przecież poprzednio również mieli coś w stylu wyścigu. Trochę się zawiódł. Westchnął. Ale co zrobić. Musi mimo wszystko to zrobić. Rozkaz to rozkaz. Na kolejne słowa jednak się zdziwił.
"-Dobra. Może jednak nie będzie, aż tak źle jak myślałem."
Wyścig do pustyni i z powrotem. Ciekawe. Jeszcze tam ani razu nie był więc w sumie nawet mu to odpowiadało. Zwiedzanie nowych terenów będzie ciekawe. Tylko najgorsze jest to, że nie idzie tam zwiedzać, tylko musi przez nią się przedostać i wrócić. Nie ma nawet czasu się przygotować i lepiej ubrać, a raczej pozbyć się ubrania. Każda sekunda jest ważna! No nic przynajmniej sobie poleci. Jednakże, gdy tylko usłyszał, że nie mogą latać to uśmiech mu zniknął z twarzy.
"-No kurna!"

Przeklął lekko w myślach. Nie odważyłby się bowiem nawet odezwać słowem, gdy jego dowódca miał taki humor. Co to, to nie. Ale naprawdę. Nie mogą nawet latać? To po cholerę się tego uczył! Skoro to potrafił, to chciał to wreszcie wykorzystać! Tym bardziej, że nie idą sobie na normalny wyścig w bezpieczne miejsce, lecz w bardzo, ale to bardzo niebezpieczne miejsce, bo jest jeden problem co do tej całej sprawy. Ten problem nosi miano Pustynnych czerwi. Nie jest to coś, co chciałby zobaczyć. Chyba, że nauczyłyby go przemieszczać się pod ziemią, gdyby jakimś cudem Kenzuran wrócił na Vegete i znów odwalił coś grubego. Chociaż niestety jest to prawie pewne, że prędzej skończy jako ich posiłek, a tego nie chce. Nawet nie chciałby wiedzieć jak one smakują. Ponownie westchnął, ale mimo wszystko przygotował się do biegu, z braku innych możliwości.

Zważywszy na to, że wojownicy dopiero ustawiali się w linii w miejscu startowym to korzystając z chwili rozejrzał się wokół. Nie zdziwiło go to, że sporo osób w tym uczestniczyło. Jego cały oddział również brał w tym udział. Była ich razem około setka. Ale czy podróż przez pustynie nie jest zbyt niebezpieczna? Chociaż czuł, że mimo wszystko ktoś będzie nad nimi czuwał i obserwował, czy aby nie oszukują i próbują latać, bo o walce i pociskach Ki nie było mowy, że nie można ich używać. Na to Drake tylko wrednie się uśmiechnął. Co prawda raczej nie jest to mega interesujące zdarzenie, bo myślał, że może nauczy się po tym wszystkim nowych technik, gdyż żadnej, ale to żadnej nie miał. Instynktownie potrafił użyć technikę obronną, ale to wszystko. I tylko przypadkiem, jeśli ma szczęście, a nie może polegać na szczęściu, bo kiedyś przez to może zginąć. A wolałby tego uniknąć. Nie spieszy mu się na tamten świat. Zresztą komu normalnemu, by się śpieszyło. Normalnemu. Właśnie.

W końcu, gdy reszta się ustawiła to przygotował się razem z nimi do biegu w odpowiedniej pozycji, by jak najszybciej wystrzelić do przodu, a przy okazji stracić jak najmniej staminy. Najważniejsza jest technika. nawet podczas biegu. Co z tego, że jesteś szybki, jak odpadniesz zanim dobiegniesz do końca. Nic to Ci nie da, a technika pozwala na utrzymanie właśnie oddechu i utraty jak najmniejszej wytrzymałości swojego ciała. Idealne dla tych, co w ogóle nie są wytrzymali. Drake po treningu bardzo mocno się trzymał, więc powinien bez problemu dobiegnąć do końca. Pytanie jest jedno. Który dobiegnie do mety. A ważniejszym pytaniem jest jeszcze inne. Czy przetrwają na pustyni z robactwem. To jest właśnie najważniejsze. Sam bieg to pikuś, ale przeciwnicy podczas tego wyścigu, są bardzo, ale to bardzo niebezpieczni. Zmora ogoniastych. Wieczni ich przeciwnicy, tak jak dawniej Tsufule, a teraz gady. Mimo wszystko sądził, że będą nad nimi czuwać inni trenerzy. Nie zostawiliby ich raczej na pastwę niegodziwych i głodnych stworzeń. Oby. Inaczej może nie być za ciekawie, jeśli młodzi wojownicy zostaną olani, ale to by było po prostu głupie i bezsensowne. Nawet jeśli są mięsem wojennym, to najpierw muszą przeżyć, by się na coś przydać prawda? No właśnie. A kto wie. Kiedyś z tego mięska, może się zjawić ktoś, albo paru ktosiów, którzy staną się bohaterami, i będą naprawdę potężni. Dlatego też istniała ta akademia. Vegeta nie chce przegrać z demonami mrozu, więc nie mogą sobie pozwolić na utratę siły saiyańskiej w tak głupi sposób, tym bardziej, że ich elita została rozgromiona, więc niedługo znajdą się w naprawdę nieciekawym położeniu jak tak dalej pójdzie.

W końcu trener przeszedł i utorował im drogę, a następnie ryknął głośno dając rozkaz do rozpoczęcia wyścigu. Drake od razu będąc przygotowanym wybił się z obu nóg i szybko znalazł się na prowadzeniu. Niestety chociaż miał dobrą taktykę, to niewiele to dało, bo po paru chwilach został prześcignięty przez resztę, którzy chyba nie pomyśleli o tym, że nawet z dobrym startem, nie oznacza to nic, a nic, że dobiegną do końca jako pierwsi. Ba. Mogą w ogóle nie dobiec na miejsce. To by było dopiero zabawne. Altair się tym nie przejmował i po prostu biegł swoim tempem, dokładnie pilnując swojego oddechu oraz sposobu biegu, przystosowując go do panującego tutaj miejsca. W innym miejscu, będzie trzeba użyć innej techniki, ale jak na razie ta będzie tutaj najlepsza. I tak tym samym rozpoczął się wyścig młodych kadetów. Kto dobiegnie na miejsce? Kto dobiegnie pierwszy? Chłopak miał nadzieję, że to będzie On, ale to dopiero się okaże wkrótce. Po swojej stronie ma doświadczenie i mózg. Coś czego nie ma tutaj reszta z tego co widział, bo każdy walczył w prześciganiu się z innymi. Tylko inni biegli własnym tempem. Niektórzy po prostu nie chcieli się zmęczyć, ale inni trzymali swoje siły na prawdziwy wyścig, i to będą jego prawdziwi przeciwnicy. Jednakże nie spodziewają się, że młody smok, ma parę asów w swoim rękawie. Jakże niemiła to będzie dla nich niespodzianka.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Kwi 25, 2017 4:49 pm

Krwistooki grzecznie kontynuował wyścig razem z innymi. Tym razem nikt nie miał tak wielkich jaj, by zdecydować się na ponowne brudne sztuczki. Bali się, że znów zostaną wysłani na pustynię czego nikt nie chciał. Kolejny powód to każdy był zmęczony i to nawet o wiele bardziej od Altaira. Jak to możliwe? On sporo czasu spędził na obijaniu się i odpoczywaniu oraz rozmyślaniu nad planem, gdy tamci byli zajęci unikaniem czerwi. Plus latali. Co sprawiło, że zmarnowali o wiele więcej sił i energii niż On. To kolejny powód czemu byli bardziej zmęczeni, nawet biorąc pod uwagę to jak walczył o przeżycie z ogromnymi bestiami. Niestety to nie jest pewne, czy zwycięstwo jest w zasięgu jego ręki, ale na pewno o to się postara.

Wyścig dalej trwał i znów musieli podróżować przez całą pustynię. Tym razem nic nie wyskoczyło im takiego i mogli w pełni się skupić na wyścigu. Niestety, a może i stety sporo z nich odpadło z powodu wyczerpania, albo gorąca, i musieli zostać zebrani przez innych. Zbyt dużo sił stracili na to wszystko. Inni też byli u kresu wytrzymałości. Nawet Drake który miał najgorzej z nich. Tylko, że go trzymała czysta siła woli. To był jedyny jego plus. Ale i to ma swoje ograniczenia, aczkolwiek miał największe szanse na wygrane ze wszystkich. Przynajmniej tak mu się zdawało. Niektórzy mieli takiego pecha, że prawie utonęli w wydmach, nawet Drake prawie w nie wpadł i ledwo się z nich wydostał. Było niezbyt dobrze. Ale wreszcie w oddali widział koniec tej głupiej pustyni. Ten widok, był oczekiwany przez każdego z nich i w końcu opuszczą to złe i niebezpieczne miejsce i wielu z nich nie będzie chciało to już nigdy powrócić. A przynajmniej nie z pechowym saiyanem. Pod koniec złapała ich jeszcze burza piaskowa i ledwo dotarli na koniec. Altair jakoś zdołał się okryć i uratować twarz, a nawet biegł tyłem przez co prawie się wywalił, ale dzięki temu nie poległ w niej.

W końcu musieli przebiec przez puste tereny, pustkowi. Wszystko lepsze od poprzedniego terenu. Tutaj nic nie było, ale to może nawet dobrze. Przynajmniej mieli nadzieję, że nie ma tutaj żadnych czerwi, inaczej większość z nich wypluje krew z tego wkurzenia, gdy tak będzie. Dopiero po jakimś czasie zauważyli w oddali miasto do którego każdy to wbiegł, ciesząc się niczym dzieci, że ukończyli ten wyścig. Coś mu się zdawało, że nawet starsi kadeci, nie mieli takiego wyścigu jak ten teraz. Zastanawiało go to, czy faktycznie miał takiego pecha, czy może było to przygotowane przez innych. Kto wie. Wszystko jest możliwe. W końcu gdy dotarli do miasta, to chłopak od razu korzystał z uliczek i tajnych przejść, czego inni nie ogarnęli i zostali daleko w tyle za nim, tym bardziej, że nawet tam niektórzy odpadali. Czarnowłosy również ledwo dawał radę, ale jest już tak blisko. Nie może sobie pozwolić, by się zatrzymać. W końcu udało mu się opuścić miasto, będąc daleko na prowadzeniu, ale i tak biegł i biegł dalej, aż prawie dotarł do akademii.

Jak zwykle jego oczom ukazała się masa pomników i ponownie zwolnił, i zaczął normalnie iść oddając też tym samym hołd tym wielkim bohaterom. Dopiero, gdy przekroczył głównie wejście to ponownie ruszył dalej. Niestety większość nadrobiła stracony czas i już byli prawie, że przed nim. Tym razem Drake wiedział gdzie ma biec i ponownie korzystając z zapamiętanej drogi, udało mu się objąć prowadzenie, przynajmniej na razie, i był blisko zakończenia wyścigu. Po paru minutach, gdy prawie każdy stracił całą swoją siłę to zauważyli wrota sali treningowej. Drake używając swojej siły woli gwałtownie przyśpieszył pędząc w kierunku mety i mając nadzieję, że to wszystko czego dokonał pozwoli mu na wygranie tego wyścigu. Jak będzie to wszystko się okaże już niebawem.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Kwi 25, 2017 6:21 pm


Biorący udział w wyścigu kadeci zbliżali się do drzwi Sali Treningowej, kiedy to Altair miał wielką nadzieję, że uda mu się dotrzeć tam jako pierwszemu dosłownie w ostatniej chwili wyprzedziła go grupka rekrutów o dłuższym stażu, którzy zachowali sobie nieco sił na sam koniec. Niestety biedny Drake dotarł na metę jako szósty zaraz po tej cwanej mini grupce, która wiedziała, co ich czeka w trakcie ów wyścigu. Kiedy już wszyscy zwalili się do pomieszczenia, generał jedynie zaklaskał w dłonie z podziwem, w końcu niewielu kadetów zwykle potrafi przetrwać swój wyścig w jednym kawałku, a tu proszę cała banda nowicjuszy, jakoś dała radę.
-Brawo zakończyliście wyścig bez używania przekrętów. Dobra robota.
Powiedział jedynie te słowa i tylko tyle zdążył, gdyż w pewnej chwili kiedy to miał w zamiarze coś dodać, dosłownie cały budynek zaczął się trząść, tak jakby po dachu łaził naćpany bądź wściekły Oozaru, a to nie wróżyło niczego dobrego. Oczywiście generał wiedział doskonale, na co się zanosi i zwyczajnie się ulotnił, korzystając z chwili kiedy kadeci byli kompletnie zajęci gapieniem się na sufit z obawą czy zaraz nie jebnie i zastanawianiem się co tak naprawdę się dzieje. Nie minęło wiele czasu kiedy oprócz wstrząsów budynku dało się usłyszeć, iż ktoś najwyraźniej porządnie wkurzony zbliża się do sali treningowej, co wróżyło jeszcze większe problemy. No przynajmniej tak mógł wywnioskować ten, który się schował, wiedząc na co się zanosi.


A kiedy już drzwi do pomieszczenia się otworzyły, w nich ukazał się postawny mężczyzna odziany w iście epicką zbroję, na której zaś widniał medalion przedstawiający złotego smoka powijającego czerwoną planetę Vegetę. Był on cały poplamiony krwią, a na jego gębie widniała tak wkurwioną miną, że większość zebranych w pomieszczeniu kadecików omal nie popuściła w gacie, choć niektórym raczej się nie udało tego powstrzymać. Mężczyzna wlazł w głąb pomieszczenia i dokładnie rozejrzał się po tych przerażonych mordach, z czego większości nie znał, ale chuj z tym. Każdy z ów dzieciaków mógł wtedy dokładnie dostrzec, iż w dłoni trzyma on charakterystyczny model scoutera, który był dosłownie cały skąpany we krwi. Rozwścieczony saiyanin wiedząc dokładnie, gdzie to się skitrał jego podwładny z teamu od razu skierował wzrok w kierunku tajnego składziku na sprzęt, którego drzwi zwykle wydawały się po prostu ścianą.
-TARRAGON! TY JEBANY MAMINSYNKU WYŁAŹ, NIM WYCIĄGNĘ CIĘ SIŁĄ!
Po tym, jak ów wkurwiony mężczyzna rykną, wszyscy kadeci po prostu skulili się, jakby za chwilę mieli zostać rozdeptani przez naprawdę wkurwionego Oozaru, któremu ktoś nadepną na ogon, tudzież wbił sporawy gwóźdź w łapę. Oczywiście nawet po takowym krzyku generał nie opuścił bezpiecznej kryjówki, a to wiązało się z tym iż czarnowłosy natychmiast podszedł do ów drzwi, które jednym lekkim jak na niego kopniakiem rozwalił na proch, następnie wyciągając Tarragona z kantorka za fraki i ciskając nim w grupkę kadetów, a następnie doń podszedł, wywołując błyskawiczną ucieczkę rekrutów z tamtego miejsca.
-Masz się maminsynku stawić u Króla za swoje niedopatrzenia, ale to później.
Rzekł, kopiąc niby wyższego rangą, który tak naprawdę nie powinien jeszcze otrzymać awansu a pozycję, którą obecnie miał zawdzięczał właśnie temu, który bezkarnie go kopał. Mając to z głowy, skierował wzrok na wszystkich pozostałych, prezentując im ufajdany krwią, a nawet z kawałkiem ucha ostatniego właściciela scouter.
-Ci, których rekrutował oszust noszący ten scouter, wystąp! NATYCHMIAST!
Po tym zdaniu wcale nie czekał długo na reakcję wszyscy, którym kazał wystąpić, natychmiast to uczynili łącznie z grupką, w której znajdował się Drake.
-Was wszystkich rekrutował oszust! Teraz ja ocenię czy nadajecie się, by służyć w Armii Vegety! Przeprowadzimy szybki sprawdzian waszych umiejętności. Wszyscy na wszystkich, wszystkie chwyty dozwolone, a dwudziestka, która będzie najlepsza, ma spróbować choć raz trafić mnie. Proste. Do roboty!

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Kwi 29, 2017 4:17 pm

Już był blisko zwycięstwa, dobiegał prawie do mety, wydawało się jakby nic nie stało mu na jego drodze. Nagle jednak stało się coś co nawet go zdziwiło. Gdy dotykał mety to w ostatniej sekundzie ktoś go wyprzedził. Aż nie wiedział jak na to ma zareagować. Krwistookiemu nigdy szczęście nie dopisywało. Dziwnym trafem, został wyprzedzony przez jakiś starszych kadecików którzy trzymali siły na końcówkę. Ale przecież On również trzymał siły na końcówkę i to od samego początku, więc tak to jest niby do cholery możliwe!? Westchnął. Został wyprzedzony cudem w ostatniej sekundzie, i był wkurwiony. Jakby został pokonany, bo był za słaby to spoko, to co innego. Ale wyprzedzili go tylko dlatego, że był zajęty ratowaniem ich tyłków przed czerwiami! W sumie mógł olać ich i kontynuować wyścig, to by bez problemu zwyciężył. Nawet jeśli by goniło go stado czerwi to potrafiąc wykorzystać teren dla swoich potrzeb, był pewien, że bez problemu dałby radę. Ale nie. Jak zwykle musi mieć pecha. Nie podobało mu się to. Tyle zrobił. Tak się starał, tylko po to, by zostać wyprzedzonym przed bandę idiotów którzy podczas ataku czerwi palcem nie kiwnęli, by coś zrobić, ani by komuś pomóc. Na razie, był straszliwie wkurzony. Nienawidził przegrywać. A tym bardziej nienawidził przegrywać o włos. Jakby był słaby i bezużyteczny to co innego. Tym bardziej osobie tak dumnej i aroganckiej jak On. Porażka to jedno. Brak szczęścia to drugie. Ale chociaż może narzekać pod nosem na świat i swoje szczęście to nic to nie da. Tylko niesmak po tym wyścigu. Tym bardziej, że nikt nawet nie docenił tego co zrobił z czerwiami. To, że nadepnął na jednego to co innego. Był pewien, że jakby tego nie zrobił, to z całą pewnością, by zostali i tak zaatakowani tylko w mniejszej ilości. Dlatego też lepiej go w tej chwili nie denerwować, bo jak walnie to zabije. A przynajmniej dopóki mu to nie przejdzie. Coś czuł, że przez Swoją arogancję nie przejdzie nad tym do porządku dziennego od razu. Pokiwał głową z niedowierzania, ale nie dawał nic po sobie poznać. Wyglądał dla innych tak jakby ten wyścig w ogóle go nie obchodził. W sumie porażka, nic by go nie obchodziła, gdyby nie fart jego rywali i porażka o włos. Tylko to sprawiło, że się tym przejmował, inaczej po prostu, by to olał. Westchnął i dołączył do reszty, słuchając tego co generał miał mu do powiedzenia. Nie wiedział tylko czy się śmiać czy płakać, gdy powiedział, że wygrali wyścig bez przekrętów. Jasne. Ktoś chyba, miał klapki na oczach. Dalej miał za złe, że wygrali Ci co nie pomagali drużynie z czerwiami. Niby wszystko zrobili według zasad, ale niesmak pozostał. No i oczywiście nikt nie zauważył tego genialnego planu wykonanego przez niego w celu pozbycia się zagrożenia, co jeszcze bardziej go poddenerwowało. Ale był na tyle dumny, że Sam o tym nie wspomni. Po prostu nie cierpi olewania i nie dostrzegania jego starań. Z resztą jak każdy. Ale to też dlatego, że po pierwsze był od zawsze nazywany geniuszem, ale co gorsze rodzina go nie chwaliła, i to co dokonał to było według nich najzwyczajniej w świecie normalne. Co jeszcze gorsze, stracił rodziców, a nawet wcześniej nie miał dzieciństwa, co wszystko sprawiło, że stał jaki się stał, no i był całkiem młody. Musi tylko uważać, by ta arogancja go kiedyś nie zgubiła. Co prawda potrafi głęboko w sobie ją ukryć, gdy trzeba, ale bywa różnie.

W pewnym momencie usłyszał bardzo dziwne dźwięki, następnie cały budynek zaczął się trząść. Z tego wszystkiego przypomniał mu się horror z czerwiami w roli głównej, gdy cała pustynia drżała. Ale to niemożliwe, by i tutaj znalazły się robale! Czy zostali zaatakowani? Nie, to też odpada. Inaczej, by wiedzieli wcześniej, i by byli przygotowani. A nawet jeśli to, by nie było tutaj tak cicho. Nie miał pojęcia co się mogło tutaj stać. Wyglądało to tak jakby potworna bestia została przebudzona z długiego snu i była bardzo głodna i wkurzona. Altair zaczął się obawiać o swoje życie. I nie, nie był tchórzem. Po prostu dążył do nieśmiertelności więc nie chciał zginąć przedwcześnie i cenił swoje życie. Zresztą zawsze każdy najbardziej się obawia nieznanego i tak też było w tym przypadku. Drake bał się tylko dlatego, że nie wiedział co się dzieje więc nie może stworzyć żadnego planu. Nienawidził, gdy coś szło nie po jego myśli, albo nie miał kontroli nad sytuacją. Nawet na pustyni wszystko kontrolował, chociaż został zaskoczony i miał lekki problem. A teraz? Nic nie wie, i może tylko czekać. Normalnie pewnie, gdyby gniew tej bestii byłby wymierzony w niego to byłby przerażony, ale skoro nie odczuwał tego, że jest to skierowane do niego, to nie bał się, aż tak. Przynajmniej na razie, bo nie było takiej potrzeby. Ale kto wie, czy nagle jego oczom nie ukaże się stwór który próbuje się wydostać z akademii na świat, i to On znajdzie się w niebezpieczeństwie? Z niecierpliwością, lekkim strachem i pewną dozą ciekawości, wyczekiwał tego co niedługo nastąpi. Oczywiście sam znajdował się w pozycji gotowej do jak najszybciej ucieczki. Gdyby się okazało, że zagrożenie jest wymierzone w niego to od razu będzie uciekać. Przy okazji chciał popatrzyć się na generała, by wiedzieć co On o tym wszystkim sądzi, ale ze zdziwieniem odkrył, że nigdzie nie mógł go dostrzec. Nawet założył swój scouter i zaczął go szukać, niestety bezskutecznie. Westchnął i zaprzestał swoich poszukiwań. Coś czuł, że ich dowódca wiedział co się niedługo zdarzy i korzystając z chwili postanowił się ulotnić. Dobry pomysł. Sam by tak zrobił, gdyby nie to, że raczej jest za późno, bo te odgłosy się nasilały i słyszał je tak, jakby ta niebezpieczna istota która je wydawała była coraz to bliżej. Westchnął znów. Nie pozostało mu nic innego jak czekać. To wszystko co może w tej chwili zrobić.

W końcu drzwi sali treningowej się otworzyły, a w nich dostrzegł wysokiego mężczyznę który wyglądał dziwnie znajomo, tylko nie mógł sobie przypomnieć gdzie go widział, albo czy faktycznie go już widział. Jego wzrok za to przykuła zajebista wręcz według niego zbroja, o czarno-złotym kolorze. Musiał przyznać, że ten niebezpieczny osobnik wyglądający na saiyana, miał bardzo dobry gust, bowiem i mu coś takiego, by odpowiadało. Jakże wielkie miał zdziwienie, gdy zauważył, że ma założony pewien bardzo dobrze mu znany medalion. Teraz już wiedział, czemu ta osoba wydawała mu się znajoma. Widział podobną na zdjęciu! A przynajmniej tak mu się wydawało. Możliwe, że albo to była jego dalsza rodzina, albo... w sumie miał wiele pomysłów odnośnie tego, ale nie wiedząc czemu czuł wewnątrz Siebie jakby, ten saiya-jin należał do jego rodziny. Bardzo dziwne uczucie. Z tego wszystkiego sam dotknął swoimi dłońmi ukrytego pod jego zbroją czarnego medalionu, na twarzy zaś miał założony scouter. Uważnie obserwował tego faceta, mając nadzieję, że może dzięki temu dowie się więcej. Z tego wszystkiego nawet olał całą tą krew którą zaobserwował wcześniej. Też przyuważył, że w dłoni trzyma również zaplamiony krwią dziwny scouter. Co dziwne swoje kroki kierował w kierunku ściany. Tylko w jakim celu. Czyżby ta ściana czymś mu się naraziła? Już jej współczuł.

Gdy usłyszał ten ryk małpy to aż się skulił zasłaniając swoje uszy. Nie skulił się ze strachu, tylko z tego powodu, że mu prawie bębenki wybuchły. Chociaż, aż tak się nie bał jak reszta, to i tak odczuwał lekkie przerażenie. Ale sama myśl, że ta persona najwidoczniej była jego dalekim krewnym, sprawiła, że aż tak się nie bał. No i dziękował istocie która nad nim czuwała, że ten gniew nie był wymierzony w jego kierunku, bo pewnie umarłby z przerażenia, czego nie chciał. Tarragon. Czy to nie było przypadkiem imię pewnego generała? Jeszcze oprócz tego, że go wyzwał to nazwał maminsynkiem. Czyżby był postawiony wyżej rangą? Zauważył jak dobrze mu znany trener został wyciągnięty z ukrytego pomieszczenia, rzucony w stronę kadetów a następnie skopany niczym stóg siana. Można to trochę nazwać karmą, po tym co zrobił z Kenzuranem który również na to zasłużył. Mimo wszystko w duchu mu współczuł, a nawet się za nim prawie, że modlił, aczkolwiek był wdzięczny, że nic mu się dzięki temu nie stało. Miał się stawić u króla za niedopatrzenie. Ale jakie niedopatrzenie? Ale ogromnie się zdziwił, gdy usłyszał, że osoba która posiadała znany mu scouter z egzaminu, była oszustem, i do tego mają wystąpić. Zanim nawet minęła setna sekundy to już dawno wystąpił, do tego jako pierwszy, co potem jego oddział zrobił to samo. Nie chciał się narażać, ani też kusić losu nawet sekundą spóźnienia. Nie wiedząc czemu, miał niestety bardzo złe przeczucia. I nie mylił się. Ponownie mieli przejść egzamin. Na to wszystko westchnął. Znowu musiał to robić. Przecież to niesprawiedliwość! To nie ich wina, że było to niedopatrzenie z ich strony, bo byli idiotami którzy nie mogli rozpoznać jednej osoby. Aż mu ręce opadły, że dowództwo zostało również oszukane. Zabrakło mu słów. Ale nie odezwał się na ten temat słowem. Dobrze wiedział, że jak powie, że to niesprawiedliwość, to dla niego egzamin się zakończy i to będzie tyle z jego podróży. Nie może na to pozwolić! Zacisnął dłonie myśląc co powinien zrobić i słuchał słów dowódcy. Wszyscy na wszystkich? Wszystkie chwyty dozwolone? Dwudziestka najlepszych ma trafić go chociaż raz? Co prawda pod koniec uśmiech zniknął z jego twarzy, to co do reszty, wpadł mu całkiem dobry pomysł. Wymienił się wzrokiem ze swoim dawnym oddziałem i kiwnął do nich głową. Byli zżyci ze sobą przez pewne sytuacje, więc nawet jak teraz byli osobno, to wcale to nie oznacza, że tak pozostanie. Do jego głowy bowiem wpadł całkiem ciekawy pomysł który zamierza wykorzystać. Co jak co, ale Drake nie jest dobry w walkach indywidualnych, ale gdy trzeba dowodzić i nie tylko to nie ma u niego równych. Po za tym uczestniczył w podobnej walce więc tym bardziej uznał, że dadzą radę. Przynajmniej miał taką nadzieję. Wziął głęboki wdech. To dopiero będzie prawdziwy sprawdzian jego umiejętności. Stanął na baczność, zasalutował i odezwał się jako pierwszy.
- Tak jest Sir!
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Kwi 29, 2017 5:37 pm

Po odezwaniu się i zrobienia tego co powinien zrobić ustawił się razem z innymi i schował scouter. Niby każdy chwyt dozwolony, ale nie wiedział czy chodzi tylko o zagrywki, czy może również o urządzenia, a wolał nie ryzykować i dokonać tego wszystkiego za pomocą własnej siły. No i przy wykorzystaniu innych. Większość małp to idioci. Jeśli dobrze to rozegra to powinien móc ich wykorzystać do swoich celów, tym bardziej, że przez ten cały czas zastanawiał się co powinien zrobić i w głowie już tworzył do tego wszystkiego plan, i co powinien z tym wszystkim zrobić. Niestety nie będzie to łatwe, tego był pewien. Tym bardziej, że test składał się z dwóch części, a ta pierwsza była według niego najłatwiejsza, więc jeśli tutaj polegnie, to był pewien, że będzie to oznaczało, że po prostu się nie nadaje. Co gorsze, był pewien jeszcze jednej rzeczy. Wiedział, że z innymi nie jest, aż tak zżyty z tej grupy, i tylko ze swoim oddział potrafią się porozumiewać na różne sposoby, a czasem podczas walki rozumieją się nawet bez słów. Co było dla nich ogromną, ale to ogromną przewagą. Szczerze wątpił, że inny oddział zwyczajnych kadetów ma podobnie. Nawet wątpił, że tak jest ze starszymi kadetami. Co najwyżej, szeregowi i wyżej od nich postawieni, mogą tak dobrze się ze sobą dogadywać, ale poniżej? Nie wydawało mu się to. Był prawie pewien, że ich oddział jest jedyny w tym wypadku. Tym bardziej, że mieli go jako dowódce. Powiedziano też, że wszystkie chwyty dozwolone, więc tymczasowe sojusze nie powinny być problemem. Tym bardziej, że i tak musiało ich na polu bitwy pozostać co najmniej dwudziestu, nie mniej i nie więcej, a On doskonale wiedział, że te miejsca należą do niego i jego dawnego oddziału. Do nikogo innego! Nie mógł sobie pozwolić nawet na inną osobę, ponieważ ich szansa na dotknięcie tamtego groźnego osobnika będzie bliższa zeru. Skupił się i wyglądał w końcu na straszliwie poważnego. Było wiadome to, że zabawa dla niego się skończyła. Nawet podczas walki na pustyni nie było, aż tak źle. Cało to zdarzenie potraktował jak jedno wielkie pole bitwy, gdzie jego oddział udaje szpiegów innej armii i podczas chaosu każdy walczy na każdego. Nie wiedział czy mogą tworzyć tymczasowe sojusze czy też nie, ale sądził, że jak ktoś komuś przypadkiem pomoże i wykorzysta sytuacje, by pozbyć się innego to raczej będzie to podlegało co do zasad. Drake zamierzał to wszystko wykorzystać więc tylko czekał na rozkaz do startu, będąc jeszcze bardziej skupionym niż wcześniej.

W końcu dostali sygnał do rozpoczęcia testu i w jednej chwili był ogromny chaos na tym polu walki i każdy bił się z każdym. Saiyanie wręcz to uwielbiali, ale Altair wiedział, że nie mogą stracić zbyt dużo siły i muszą się oszczędzać inaczej odpadną w drugim etapie. Uważał, że ten test dla normalnych saiya-jinów jest za trudny, i tylko geniusze będą mogli dojrzeć pułapkę w tym teście. Najpierw zostanie zmniejszona ich liczba, a następnie każdy z nich zostanie wcześniej osłabiony, żeby potem w drugi etapie nie mieli w ogóle sił. Co z tego, że przejdą przez pierwszy etap, skoro odpadną w drugim i przez to nie zaliczą testu? Dlatego sądził, że ten egzamin jest niewyobrażalnie trudny i kto wie, może nawet ten cały trener nie spodziewa się, że dadzą radę tego dokonać. Kto wie, może ten młody smok da mu całkiem miłą niespodziankę. Skoro musi oszczędzać siły to wycofał się bardzo szybko na pewną odległość i poleciał w górę, obserwując całą tą sytuację z wysokiego punktu. Nikt o tym pewnie nie pomyślał od razu, bo każdy był zajęty tym co uwielbiają najbardziej, czyli nawalaniem po mordzie. Czemu mają lecieć w powietrze, skoro walczą na dole? Tylko krwistooki miał na to wylane, i dlatego skorzystał, że każdy chwyt jest dozwolony i całkowicie ich olał. Wyglądało to tak jakby nie miał zamiaru brać udziału w teście, i jakby znudziło mu się życie, że tak postąpił. Tylko Ci inteligentniejsi zobaczyliby, że jest niewyobrażalnie skupiony i z lotu ptaka obserwuje całą tę sytuację. Tak naprawdę, przez to, że był tu burdel to nikogo nie widział, a teraz wiedział, gdzie kto z jego oddziału się znajduje, co mu pozwoli na szybką interwencje, która będzie wyglądała tak jakby przypadkowo wykorzystał okazje i zaatakował tego co był najbardziej podatny na uderzenie.

Niczym smok patrzący na bitwę śmiertelników, niczym bóg patrząc na istoty śmiertelne toczące wieczne między sobą wojny, obserwował tą całą sytuację. W końcu zauważył możliwość ataku i wysłał czarnego ki blasta w dół. Gdy jeden z jego rywali szykował się do ataku na inną osobę należącą do jego drużyny, to w pewnym momencie oberwał prosto w mordę, przez co aż się obrócił w jego stronę. Na jego nieszczęście nie docenił przeciwnika i ponownie oberwał w twarz i upadł na ziemię po czym już nie wstał. Prychnął z tego wszystkiego. To był dobry moment na doszlifowanie jego umiejętności kontrolowania energii Ki. Wysłał kolejny pocisk który sprawił, że inna persona zaprzestała swojego ataku, bo oberwała w stopę, a następnie jej przeciwnik również się go pozbył z rozgrywki. Kolejny strzał trafił w wysuniętą dłoń chłopaka, gdy ten szykował się do ataku, przez co nie trafił i uderzył w ścianę, a potem... cóż. To było tyle dla niego. Wiele innych wojowników odpadło bez jego ingerencji w to wszystko. On tylko reagował wtedy, kiedy to było konieczne. Kolejny strzał sprawił, że inny rywal musiał się przed nim obronić, co z kolei zaowocowało tym, że nie zdołał się obronić przed innym atakiem z zaskoczenia. Członkowie oddziału również przypadkiem sobie pomagali. Tym razem wysłał dwa pociski prosto w nogi innego wojownika, przez co ten stracił równowagę i upadł na ziemię, a reszta wręcz po nim przebiegła nie zauważając go. Tak dobrze mu szło, bo nikt nie spodziewał się, że zostaną zaatakowani z góry, bo nikt inny nie próbował walczyć w powietrzu co okazało się błędem. Tym razem widząc silniejszego rywala, który gotował się do kończącego ciosu, to nawet nie zdążył się obejrzeć za siebie, gdy Drake wleciał w jego plecy i posłał go w powietrze. Wiedział bowiem, że w tym wypadku zwykłe ki blasty nic nie zdziałają. Niestety, to pokazało, że wiedzieli gdzie on się znajdował więc już nie będzie mu szło tak dobrze jak wcześniej.

Krótko po tym, gdy się wycofał, to inny mężczyzna i do tego najsilniejszy w ich grupce podleciał również do niego wrednie się uśmiechając i zapraszając do pojedynku w powietrzu. Drake prychnął arogancko, ale przyjął wyzwanie widząc, że chaos trochę się uspokoił, a członkowie jego oddziału również sobie nawzajem pomagali, więc nie powinni tak łatwo odpaść. Tym bardziej, że ta persona była najsilniejsza w ich grupce, więc jeśli się go pozbędzie to szanse na zwycięstwo gwałtownie wzrosną, co zamierzał oczywiście wykorzystać. W ciągu sekundy już podlecieli do Siebie i zderzyli się w powietrzu. Wyglądało to tak jakby dwa Smoki, z których jeden był mroczny niczym noc, walczyły w powietrzu o dominację nad tym światem. Niczym dwie mityczne bestie ciągle zderzali się ze sobą i nikt nie spowalniał nawet odrobinkę. Drake korzystał z niego jak z osełki do naostrzenia miecza, tylko, że w tym wypadku to On i jego umiejętności, były mieczem który był ostrzony właśnie przez tego osobnika. Proszę. Wygrał z weteranem. Jakiś zwykły kadecik uważa, że jest silniejszy od weterana i da mu radę? Jego niedoczekanie! Przyśpieszył swoje ruchy, i chociaż tamten miał większe doświadczenie w lataniu to Altair, znał różne sztuczki których tamten w ogóle nie znał. Jedna z tych sztuczek w powietrzu która wyglądała tak, jakby zaczął się wycofywać sprawiła, że wróg poleciał w jego kierunku goniąc go. Jakże się zdziwił, gdy chłopak zrobił nagła nawrotkę i nawet nie wytracił szybkości. Przeciwnik rubinowookiego był tym nieźle zaskoczony i chociaż próbował się obronić, to nie zdążył i został posłany prosto w grupkę kadetów. Potrzebował szybkiego zwycięstwa, a udało mu się je tylko dlatego, że walczyli w powietrzu i miał przewagę taką, że czytał książki i znał różne sztuczki i możliwości walk w powietrzu. Tamten potrafił tylko latać. Na ziemi walka trwałaby znacznie dłużej, ale na jego szczęście walczyli właśnie tutaj. Niestety reszta to zauważyła i już poleciała w jego kierunku, na co Drake odpowiedział tym, że uciekał od nich i ponownie używał swoich sztuczek tak, że reszta nawet powpadała na Siebie i spadła w dół. Dopiero, gdy uznał, że bycie w powietrzu nie ma sensu to w końcu wylądował.

Tym razem zamierzał pozbywać się innych będąc na ziemi. Unikał walki i ataków innych, nawet nie odpowiadając na nie, przez co nie tracił swojej energii, ale inni z nudów zrezygnowali pościgu i uznali, że chłopak jest nudziarzem i nie walczy jak saiyan. Go to nie obchodziło. To nie była normalna walka tylko test. Nie zamierza przegrać bo da się ponieść emocjom. Gdy tylko jednakże zauważył możliwość to zaraz wyprowadzał atak. Swoją pięścią trafił z zaskoczenia w innego wojownika i znokautował go jednym ciosem. Innego natomiast odrzucił kopnięciem i posłał na inną grupkę, która zaraz się z nim rozprawiła. Wyglądało to tak jakby poszukiwał najłatwiejszych celów, ale prawda była tylko w połowie taka jak myśleli, drugą częścią, było to, że wciąż pomagał swojemu oddziałowi, gdy zauważył, że tego potrzebują. Jeszcze innemu przywalił z dyńki, gdy tamten przebiegał blisko niego i chociaż głowa go bolała to tamten już nie wstał. Innego nawet najzwyczajniej w świecie popchnął, że stracił równowagę a jego przeciwnik dokończył dzieła. Chaos trwał w najlepsze i wciąż leciały jakieś pociski i nie tylko. Uśmiechnął się bo wszystko jak na razie szło z jego planem, co mu bardzo odpowiadało. Innego przypadkowo podciął podczas normalnego przechodzenia, a kolejnego złapał za ogon co skończyło się dla tamtego tragicznie w skutkach. Niestety ponownie tym wszystkim zwrócił na Siebie uwagę innych.

Zaraz podbiegł do niego pewien wkurzony ogoniasty. Był to ten sam którego jeszcze niedawno zrzucił z powietrza. Najwidoczniej nie pogodził się z porażką i uznał, że tym razem da radę. Na jego nieszczęście upadek i łomot od jego pobratymców sprawiła, że nie był tak silny jak wcześniej, więc jeśli czarnowłosy to ogarnie, to powinien bez problemu dać radę i pokonać tego najgorszego rywala. Od razu doszło pomiędzy nimi do wymiany ciosów, ale nikt nie zamierzał tutaj interweniować i po prostu zajęli się sobą. W porównaniu do czerwonookiego, byli prości i zwyczajne nawalanie po mordach im starczyło, nie potrzebowali wymyślać specjalnych planów do odniesienia zwycięstwa. Co jak co, ale nawet Drake mimo wszystko był saiyanem i uwielbiał walczyć, tym bardziej z silnymi przeciwnikami, więc cieszył się Swoją walką na tyle ile tylko mógł. Starał się unikać i bronić przed ciosami, oraz samemu wyprowadzał kontry. Przy okazji denerwował swojego przeciwnika, tak że tamten powoli tracił kontrolę i nie myślał nad tym co robi i walczył niczym bestia. Bił mocniej to prawda, był silniejszy i szybszy, ale męczył się szybciej i było go łatwiej znokautować. Nagle chłopak zniknął spod oczu tej bestii i gdy tamten ze zdziwieniem się obejrzał to został uderzony prosto w szczękę i posłany w górę, a następnie kopnięty w brzuch i posłany na pobliską ścianę. Nie wiedział jak do tego wszystkiego doszło, że przegrał, był prawie pewien, że będzie na sto procent w tej dwudziestce. Niestety trafił na kogoś takiego. Za to Altair korzystając z ciał walczących kosmicznych wojowników, chował się przed wzrokiem rywala i, by szybko zakończyć walkę znokautował rywala. Na polu bitwy, skończyłoby się to dla niego śmiercią, więc jedyne kogo mógł winić to swoje niewystarczające umiejętności.

Mimo wszystko jeszcze wielu wojowników zostało, bo nie każdy zamierzał tak łatwo się poddać. Inni zmęczeni walką członkowie jego oddziału korzystali z pomocy jaką otrzymali wcześniej i dzięki temu zbierali siły. Gdyby nie interwencja ich dowódcy, to sporo z nich już dawno, by odpadło. Drake'owi przyszedł jeszcze jeden wredny pomysł do głowy. Zaproponował współpracę innym saiyanom, lecz co ciekawe nie należeli do jego dawnego oddziału. Więc czemu tak było? Odpowiedź była prosta. Mimo wszystko korzystając z nich zaatakował własny oddział. Chore? Niestety to był blef, bo gdy wymieniał się ciosami z niby dowódcą wrogiej drużyny, to nikt nikogo nie trafiał, a chłopak przypadkowo trącał tych którzy mu pomagali, przez co wypadali z rytmu i zostali niszczeni przez resztę. Tym bardziej dając rozkazy wysyłał ich prosto w pułapkę jego prawdziwego oddziału i o po paru chwilach, walka między nimi została zakończona. Blef udał się znakomicie i już niewielu ich zostało. Jeszcze tylko garstka, i zakończą pierwszy etap. Jest już tak blisko. Jeszcze tylko troszeczkę.

Na jego nieszczęście reszta zobaczyła, że to był blef i postanowili pozbyć się największego zagrożenia jakim był saiyanin o czerwonych oczach i wszyscy zaprzestali swoich walk i okrążyli go, gdy tylko tamten znalazł się za daleko od swojego oddziału. Mimo wszystko tamci, byli zbyt daleko, by dobiec na czas. Czyżby egzamin miał się dla niego zakończyć? Był spokojny. Za spokojny. Ale tak na prawdę we wnętrzu w nim aż kipiało. Jak śmią, go okrążać. Myślą, że gdy wszyscy się na niego rzucą, to powinni bez problemu się go pozbyć? Żałosne! Nawet nie wiedzieli jak bardzo się mylili. Drake mimo wszystko nie ruszał się, ale instynkt wojownika dał o sobie znać. Gdy wszyscy z okrzykiem się na niego rzucili to ten już wcześniej zbierał w sobie energię. Teraz agresywnie ją wypuścił i każdy z nich został posłany przez falę powietrza na wszystkie strony świata, a ich ataki zwróciły się przeciwko im, przez co odpadli z rozgrywki. On sam korzystając z chwili zaczął się uspokajać i odzyskiwać moc. Dalej nie potrafił kontrolować tej techniki. Dopiero teraz dał radę jej użyć niestety. Westchnął. Niestety większość nie miała zamiaru dać za wygraną i już mieli zamiar wrócić do walki, gdy nagle na twarzy młodego smoka pojawił się uśmiech.
- Pora to zakończyć.
Powiedział do swojego oddziału i kiwnął do nich głową. Każdy z nich wytworzył w swoich dłoniach po jednym ki blaście tak, że każdy wystrzelił przynajmniej dwa. Ogromna fala pocisków zasłoniła niebo dla tych co wstawali i zostali wręcz zbombardowani przez oddział Altaira. Po tym wszystkim nikt już nie wstał. Było ich równo dwudziestu. Oznaczało to jedno. Przeszli przez etap pierwszy. Pora na drugi etap, który był najtrudniejszy dotychczas. W końcu mieli trafić przynajmniej raz wysoko postawionego dowódce. Nie zapowiadało się to wszystko zbyt pięknie.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Kwi 29, 2017 6:44 pm

Chłopak niestety wiedział, że teraz czekało ich najtrudniejsze zadanie jakim było trafienie chociaż raz ich egzaminatora. Wydawało mu się to niemożliwe do zrealizowania, więc pewnie jeśli faktycznie da się tego dokonać to będzie dawał im fory, albo zostanie złapany poprzez zaskoczenie. Był prawie pewien, że jeśli miałoby im się udać to zrobić, to będzie to tylko poprzez zaskoczenie, i nic innego. Westchnął. Przynajmniej przeszli przez pierwszy etap, to już jest powód do dumy. Każdy z jego oddziału był tutaj razem z nim. Tyle dobrego. Dzięki temu, że były z nim osoby które znał, szansa na przejście drugiego etapu wzrosła z zeru procent do jednego. Uważał, że i tak jest to ogromny skok, a ich przyszłość rysowała się w kolorowych barwach. Żarty na bok. Tak naprawdę ich przyszłość była w ciemnych barwach, czemu oczywiście nic a nic się nie zdziwił. Mimo to nie powiedział im, ile mają czasu na zaatakowanie go, a On sam po prostu stał w miejscu i nie zamierzał robić pierwszego ruchu. Wcale mu to nie przeszkadzało bo każdy korzystał z okazji, by być w pełni sił. Gdy każdy odpoczął to po krótkiej chwili byli gotowi do działania. Oczywiście młody smok już wcześniej tworzył masę planów, ale na nic dobrego nie mógł wpaść. Miał tylko jeden pomysł, ale był strasznie ryzykowny i jeśli mu się nie uda to przegrają, czego wolałby uniknąć. Niestety nie miał chyba innego wyboru, więc wszystko postanowi z czasem postawić na jedną kartę, ale to jeszcze nie pora na to.

Na razie każdy z nich rozstawił się tak, że okrążyli egzaminatora, co on praktycznie olał i stał sobie jakby nigdy nic, zupełnie nie przejmując się działaniami mrówek. W końcu młodzieniec dał rozkaz do ataku i każdy w tej samej chwili wystrzelił pociski ki. Tak jak się spodziewał, chociaż egzaminator stał w miejscu i nie wyglądało jakby się ruszył, to i tak pociski wybuchnęły obok niego. Spróbował jeszcze raz, tym razem z bliższej odległości. Nawet nie zauważył, jak te strzały zostały w mniej niż sekundę odbite w ich stronę i każdy musiał je zblokować. To tylko udowodniło mu, że jest to bezsensowne działanie, aczkolwiek niestety się spodziewał, że nie będzie tak łatwo. Ale nie przejmował się tym. Wiedział, że nie będzie tak łatwo. Ba. Z dziwiłby się jakby było inaczej. W końcu to był najcięższy test w jakim brał udział. Ten co miał na samym wejściu do akademii to był przy tym prosty niczym spacer w parku. Nieporównywalnie prosty. Altairowi zaczęło brakować tych starych prostych czasów. Ale wbrew pozorom nawet mu się podobało, że uczestniczy w czymś takim. To tylko sprawi, że będzie coraz to potężniejszy. Ale pytanie jest takie. Czy zaliczą to?

Tym razem zmienili trochę działanie i po prostu się na niego rzucili w tym samym momencie próbując go trafić chociaż raz, ale ten najzwyczajniej w świecie zniknął tak, że każdy powpadał na każdego i po chwili leżeli na podłodze, nie wiedząc co się w ogóle dzieje. Gdy się obejrzeli to ze zgrozą widzieli, że trener nie ruszył się z tego miejsca w którym stał od samego początku nawet o milimetr. Teraz chłopak zaczął się trochę bać i to nie na żarty. Jaka to musi być siła, że nawet nie zmusili go do ruchu o chociaż milimetr. Nie wyglądało to dobrze. Wiedział, że będzie ciężko, ale nie wiedział, że będzie aż tak ciężko. Czy istnieje dla nich nadzieja? Wydawało mu się to, że ten drugi etap miał być niemożliwy dla nich do ukończenia. Ot cel dla nich, by nie byli zbyt aroganccy, albo by zobaczyć na co ich stać. Może co najwyżej im się podłoży w co szczerze wątpił. Jeśli tak to będzie wyglądać, to faktycznie uważał, że zatrzymają się na drugim etapie i tyle. Czego w ogóle nie chciał. Ale czy miał coś do gadania do tej sprawy? Nie.

Ponownie wstali, a następnie zaczęli biec niczym fala, w pewnej odległości od Siebie. Krwistooki chciał bowiem wiedzieć jak dokładnie On tego wszystkiego unika. Lecz teraz stało się coś niewiarygodnego. On zamiast ich uniknąć jak wcześniej to po prostu, złapał jednego z nich za rękę i rzucił w kierunku ich grupki co rozwaliło część ich fali. Drake miał ochotę przekląć. Chciał wiedzieć, jak tamten tego wszystkiego uniknął, to teraz najzwyczajniej w świecie ich złapał i zniszczył formację. To się nazywa absolutna siła. Przeciwko absolutnej sile nawet genialne taktyki nie mają szansy bytu, ale to tylko sprawi, że zwycięstwo będzie jeszcze słodsze. O ile w ogóle mu się uda. Tak czy inaczej reszta dalej kontynuowała bieg. Innemu została podstawiona noga tak, że aż poturlał się do swoich i walnął w nich przez co tamci również się wywrócili. Wyglądało to tak jakby grał w kręgle. Gdy został tylko Altair, to najzwyczajniej w świecie został złapany za fraki i rzucony niczym worek ziemniaków prosto do swoich żołnierzy ponownie każdego z nich przewalając. Jak to dobrze, że trzymał siłę właśnie na do i dane było im odpocząć. Inaczej w ogóle, by nie dali rady nawet do niego podbiec. Powoli tracił pomysły co powinien zrobić.

Każdy z nich poderwał się do lotu i korzystając z przewagi jakim było powietrze to zbombardowali egzaminatora, masą pocisków. Oczywiście niektóre z nich po prostu magicznym sposobem go nie trafiły, natomiast reszta została odbita w ich kierunku. Chłopak postanowił, że zostaną one zatrzymanie ich własna mocą i ich pociski zderzyły się z tymi które zostały odbite. Niestety zostali wykiwani, i tych pocisków było więcej niż się spodziewali, przez co oni sami zostali zbombardowani z dołu. Jak to możliwe, że te pociski skryły się przed ich wzrokiem? Młodzieniec w ogóle tego nie potrafił teraz zrozumieć. Westchnął. Musi być jakiś sposób! A on sam zamierza go znaleźć! Wiedział jednak, że nawet używanie ki z góry na nic się nie zda. Spodziewał się tego, ale wolał przynajmniej spróbować. Teraz się upewnił, że to faktycznie bezsensowne.

Postanowili, że zaatakują z góry i tak też zrobili. Polecieli w powietrze, by nagle zapikować w stronę mężczyzny który wciąż nie ruszył się w ogóle ze swojego starego miejsca, a nawet zaczął ziewać. Oni sami się nie dziwili, też by zaczęli ziewać, gdyby ich wrogowie nie mogli nawet zmusić ich do zmiany miejsca. Ale co mogą zrobić na kogoś tak potężnego? Nic. Dlatego działali razem i współpracowali ze sobą. Niestety nawet tutaj, dwója została chwycona zanim chociaż go dotknęli i posłał ich prosto w dwie drużyny co sprawiło, że pospadali niczym kaczki. Smoczek miał gorzej, bo jak został złapany, to dowódca zakręcił nim w miejscu tak, że chłopak miał ochotę wymiotować i wysłał go niczym samolocik z papieru prosto do góry. Niestety walnął w sufit, co prawie sprawiło, że utracił przytomność, a potem spadł na ziemię. Oba te uderzenia prawie go znokautowały. Już ledwo wstawał. Najwidoczniej egzaminator chciał przetestować jak będą sobie radzili bez jego rozkazów, dlatego pewnie skończy się tym, że odpadnie jako pierwszy.

Nie chciał tak skończyć więc tym razem zaatakowali go wszyscy razem ze wszystkich stron i każdy był gotowy do przechwycenia ataku trenera, gdyby tamten chciał ich powstrzymać. Więc chociaż powstrzyma jednego, to przynajmniej drugi, albo go ocali, albo wykorzysta okazje i zaatakuje. Coś takiego może tylko się odbyć, gdy wojownicy faktycznie się rozumieją bez słów. Długo nad tym wszystkim z nimi pracował i to wszystko teraz przynosiło upragnione skutki, miał nadzieję, że chociaż uda im się go dotknąć, albo sprawić, by się ruszył. Jakże wielki to był horror dla smoka, który to został złapany i ponownie zaserwowano mu karuzelę, tak że każdego ze swoich walnął własnym ciałem co sprawiło, że jego plan się ponownie nie powiódł i tym razem wysłano go na drugą ścianę, co sprawiło mu niewyobrażalny ból.

Chłopak powoli naprawdę tracił siły, ale czuł, że jest blisko wymyślenia sposobu który sprawi, że odniosą zwycięstwo. Jeszcze nigdy się nie mierzył z tak potężnym i niemożliwym do pokonania przeciwnikiem. W końcu nie biegli na niego jak jacyś idioci tylko szli powoli i po prostu wyglądało to tak jakby, ten cały dowódca uczestniczył w chaosie walki, takim jak było parę minut wcześniej. Ataki szły z każdej strony w jego kierunku, ale ten magicznym sposobem znikał i nie został trafiony nawet raz. Nawet nie oddawał, ani żadnego z nich nie łapał. Dopiero, gdy dostatecznie się zmęczyli tym, że nie mogli trafić go ani razu, to chyba mu się to wszystko znudziło i nie wiadomo jak, ale odepchnął każdego z nich z dosyć dużą siła tak, że prawie odpadli łącznie z młodym.

Mimo wszystko tak łatwo nie zamierzał zrezygnować i korzystając z tego, że jeszcze nie odleciał to złapał się nogami o ziemię i od razu skoczył w kierunku wojownika, będąc na jego tyłach i próbując złapać go za jego ogon. Niestety On się tego dziwnym trafem spodziewał, tak jakby miał oczy z tyłu głowy i nawet się nie przejął nędznymi próbami tego dzieciaka, i wciąż nie ruszając się postanowił dać mu nauczkę, że nie łapie się za ogon elity pod żadnym pozorem i złapał go za twarz i następnie wbił agresywnie w ziemię. Co prawda nie tak mocno, by go połamać, mimo wszystko się zlitował nad osobnikiem o sile królika, ale i tak dał mu dostatecznie dużą nauczkę. Każdy stara się złapać ogon saiyana. Z resztą nawet jakby został złapany, to i tak nie straciłby siły, ani trochę. Pewnie Drake tego się spodziewał, ale chyba znudziło mu się życie skoro i tak to zrobił. Mu to nie przeszkadzało. W końcu i tak chciał ich przetestować. Nie spodziewał się, że uda im się go raz trafić. Według niego to i tak było niemożliwe.

Wiedział, że nie mają już praktycznie siły. Może im tylko starczy na ostatni atak i to będzie wszystko. Musiał więc wszystko postawić na ten ostatni śmiały plan! Jak się teraz nie uda, to już w ogóle im się nie powiedzie! Każdy z nich ruszył korzystając z całej swojej siły i zasłonili widok swoich pobratymców i dowódcy, tak by egzaminujący nie mógł dojrzeć co oni kombinują. Niestety ich ataki na niewiele się zdały i szybko zostali wyrzuceni z rozgrywki po czym już nie wstali. Ale taki był plan. Nie mieli go uderzyć. Mieli tylko ukryć Altaira przed jego wzrokiem. Dorosły mężczyzna mógł się trochę zdziwić, tym, gdy zauważył, że reszta korzystając z ostatków sił po odrzuceniu trzymała Drake'a w dłoniach i rzucili nim niczym workiem ziemniaków który był bardzo niego blisko i leciał w jego stronę. Korzystał nie tylko z siły wyrzucenia najsilniejszych w jego oddziale, ale także z własnej podczas latania, i gdy był już blisko to instynktownie użył fali powietrza, by zmusić go do poruszenia się. Czarnowłosy lider złapał się mocniej stopami podłoża i wyglądało to tak jakby wciąż nie ruszył się z miejsca, ale czerwonooki był niezmiernie szczęśliwy, bo zauważył, że ruszył go o milimetr! Niby nic, ale to zawsze milimetr! Był trochę szczęśliwy nawet jeśli im się nie udało, go trafić ani razu.

Niestety egzaminatorowi się to nie podobało i wbił łokciem tego młokosa w ziemię, a następnie złapał go za szyję i poniósł wysoko w górę. Widział bowiem, że cały jego oddział leżał w rozsypce i On był ostatnim który jeszcze się trzymał. Ale taki był plan! Ryknął nagle głośno tak, że nikt się nawet, by nie spodziewał, że została w nim chociaż odrobina siły.
- Nie zamierzam przegrać!
Wyglądało to tak jakby się poruszył i miał walnąć całym swoim ciałem, każdą dłonią i nogą, a nawet głową w tego wojownika, ale to był tylko blef. Blef w który nawet sam Drake, prawie uwierzył, że właśnie to planował od samego początku. Mimo wszystko wykombinował zupełnie coś innego. I korzystając z tak zwanego ślepego punktu wzroku który posiadała prawie każda rasa miał zamiar zadać niespodziewanego przez nikogo uderzenie. Nawet On by się czegoś takiego nie spodziewał! Każda istota ma pewien promień widzenia, i jest coś takiego u saiyan, ludzi i humanoidów, że w pewnym promieniu w ogóle nic nie widzą, korzystając właśnie z tego wyprowadził swój atak. Osobnik z medalionem mógł, ale nie musiał odczuć na swoim karku lekkie uderzenie. Co ciekawe jakby się obejrzał, to zauważyłby, że został, albo prawie został uderzony przez czarny ogon naszego młodzieńca, który udając, że rzucił wszystko, by zaatakować go swoim całym ciałem, tak naprawdę użył ogona do wyprowadzenia takiego ataku. Nawet On się nie spodziewałby czegoś takiego, więc miał tylko nadzieję, że mu się chociaż to powiedzie.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Kwi 29, 2017 9:17 pm


Najpierw uważnie obserwował tą szopkę z likwidowaniem kolejnych stojących na drodze do finałowej dwudziestki. To mu nawet nieco poprawiło humor po tym, co zastał chwilę temu. Kiedy pozostali już tylko ci, których niby spodziewał się zastać w owej finałowej grupce, nadszedł dla niego czas, by pokazać, jak bardzo są słabi, by uświadomili sobie dobitnie, iż nawet najlepsza taktyka im nie pomoże. Miał również w planie zdeptanie rosnącej w nich arogancji, która bardzo przeszkadzała w prawdziwej walce. Tak arogancja i głupota były niczym rodzeństwo jedno i drugie utrudnia zwycięstwo. Oczywiście każdy atak co do jednego był albo odpierany, albo zwyczajnie unikany przez zwierzchnika wszystkich trenerów. Mężczyzna przy ostatniej próbie ataku dosłownie w ostatniej sekundzie pochwycił młodego Drake'a za ogon, którym próbował go tyknąć, po czym jebną nim o podłogę z konkretną siłą, ale nie na tyle dużą by ten mógł utracić świadomość. Zaraz po tym ponownie zajął swoją ulubioną w obecnej chwili miejscówkę, lustrując wszystkich testowanych kadetów co do jednego, nie tylko tych, którzy byli tą finałową dwudziestką.
-To, co musieliście zrobić, było tylko małym testem waszych umiejętności po całym szkoleniu, jakie do tej pory przeszliście.
Rzekł, cierpliwie czekając, aż wszyscy w końcu pozbierają się z podłoża, nie miał zamiaru kontynuować, kiedy ci leżą niczym naleśniki na patelni. Kiedy już się pozbierali, mógł w spokoju kontynuować swoją myśl.
-Teraz czeka was prawdziwa próba. BACZNOŚĆ!
Rykną ostatnie słowo na całe gardło, a wszyscy obecni w sali treningowej wykonali owy rozkaz łącznie z nadal obecnym w pomieszczeniu generałem, który miał opuścić to miejsce dopiero po zakończeniu testowania kadecików.
-Teraz złożycie przysięgę, którą normalnie składalibyście dopiero przy awansie na stopień szeregowego.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Kwi 29, 2017 10:09 pm

Atak z zaskoczenia krwistookiego został zatrzymany w ostatniej sekundzie. Znowu! Ale niestety nie mógł zwalić tego na szczęście dowodzącego. Tym bardziej, że był trzymany na szyję. Na swoje nieszczęście, gdy atak ogonem się nie udał to został za niego chwycony i walnięty mocno o ziemię. Prawie po tym wszystkim odpadł. No nic dzięki temu wszystkiemu parę rzeczy się nauczył. Dzięki taktyce przetrwał dłużej i prawie mu się udało trafić dowódce. Prawie. Niestety prawie to za mało i poległ nie mając nawet dla Siebie grobu. Oczywiście w przenośni. Po pewnym czasie jednakże wreszcie wstał i otrzepał się z tego całego brudu. Tak jak sądził, to była po prostu pułapka. Kłamstwo, z tym, żeby go trafić. W sumie gdyby miał wybór to i tak, by spróbował mimo wszystko arogancji ze smoka nie wyplenisz.

Kto jednakże, by się spodziewał, że to oddział Drake'a zwycięży w tej rozgrywce. Oczywiście tylko korzystając z tego, że wszystkie chwyty były dozwolone. Altair jak zwykle był inny niż reszta. Wiedział doskonale, że wroga nie będzie obchodziło granie fair, i jak będziesz grał według zasad to możesz skończyć martwy, czego on nie chciał. Posłuchał również słów lidera, gdy powoli się podnosił z ziemi. Mały test ich możliwości. Jasne. Bardzo mały. On już dobrze wie, czego ten test dotyczył. Gdy usłyszał o kolejnej próbie to nie wiedział w sumie co to może być, ale na ostatnie słowa to, aż podskoczył. Prawie znów mu bębenki umarły. Słysząc, że teraz złożą przysięgę wojskową nieźle się zdziwił, ale w sumie nawet nie czekał sekundy, gdy zaczął recytować saiyańska przysięgę Vegety, a następnie pod koniec zrobił salut wojownika.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Kwi 29, 2017 11:06 pm


Mężczyzna przy wypowiadaniu przez kadetów słów przysięgi dokładnie obserwował każdego z nich, by upewnić się, że wszyscy szerze i na głos przysięgają. Z tego, co widział, wychodziło na to, iż żaden z tej grupy rekrutów nie próbuje udawać, co zwyczajnie go uspokoiło. Po tym, jak skończyli wygłaszać słowa i oddali odpowiedni salut na twarzy zawitała dość poważna mina.
-Doskonale. Złożyliście przysięgę, więc pamiętajcie, jej złamanie nie skończy się dla was najlepiej.
Delikatnie ich ostrzegł przed próbą łamania tej przysięgi, po czym skierował swój wzrok na grupkę, która wykazała znaczne umiejętności mimo dość krótkiego stażu w akademii. Chwilę później jego spojrzenie padło na generała i zaraz na ową grupkę. Mężczyzna ujął w dwa palce swój medalion, prezentując go w pełnej krasie owej grupce.
-Nazywam się Hayato Draconus, jestem Kapitanem oraz zwierzchnikiem wszystkich trenerów. Wasza grupa wykazała się znacznymi umiejętnościami, więc postanowiłem was wszystkich nagrodzić w odpowiedni sposób.
Zostawiwszy medalion w spokoju, zlustrował wzrokiem każdego z grupki bardzo dokładnie, aż jego ślepia zatrzymały się na najmniejszym z nich, który wyglądał na ogarniętego, co zauważył już wcześniej.
-Udacie się teraz całą grupką do kwatermistrza, odbierzecie co tam dla was ma i powrócicie tu. Wykonać.
Mężczyzna odszedł na bok, przy czym gestem dłoni również spławił generała, by ten zajął się wizytą u Króla na dywaniku, a zaraz po tym popędził młodzików.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Kwi 30, 2017 12:03 am

Czarnowłosy wypowiedział słowa przysięgi bez problemu nawet nie próbując udawać. W końcu uważał, że ta planeta z czasem będzie należeć do niego, więc czemu miałby kłamać? No właśnie. Nie było takiej w ogóle potrzeby, więc nasz krwistooki powiedział wszystko zgodnie z prawdą. Nie wiedział tylko, czemu mieli zrobić to teraz, a nie jako prawdziwi żołnierze z krwi i gości. W ogóle tego nie rozumiał. Ale zrobił to co mu powiedziano, nie chciał żadnych problemów, tym bardziej, że coś mu tu nie odpowiadało, ale najgorsze było to, że nie wiedział co tutaj nie gra. Westchnął. Został ostrzeżony, by nie łamać przysięgi. To raczej jest wiadome. Tylko buntownicy, rebelianci i zdrajcy, by coś takiego zrobili. On nie był żadnym z nich. Mimo wszystko ten nieznany mu jeszcze z imienia osobnik popatrzył się w ich stronę oraz na Tarragona.

Dopiero po pewnej chwili przedstawił się i powiedział kim jest, a nawet dodał, że ich odpowiednio wynagrodzi. Chłopak myślał o tym wszystkim co mu powiedziano. Hayato Draconus. Draconus. Czy nie widział nazwy tej rodziny u Siebie przypadkiem? Czy faktycznie są ze sobą spokrewnieni? To była tylko mała myśl, ale te podobieństwa amuletów i wspólne zdjęcie. Faktycznie mogło tak być. Do tego zastanawiał się jak jak zostaną nagrodzeni. Nagle poczuł zimne dreszcze na swoim ciele. Tak jakby spoglądała na niego niebezpieczna, pradawna bestia. Straszne. Dopiero kątem oka dojrzał, że w jego stronę patrzył Hayato. Czyżby miał coś na twarzy? Cholera go wie, ale czuł jakby był w niebezpieczeństwie, gdy ten na niego spoglądał. Nie odczuwał oczywiście żądzy krwi jak od tamtych zabójców. To było coś zupełnie innego. Westchnął. Powiedziano mu, że mają udać się cała grupką do kwatermistrza, odebrać to co ma dla nich i wrócić. Krwistooki zasalutował pod koniec stojąc na baczność.

- Tak jest Sir!
A następnie po tych słowach ulotnił się jak tylko najszybciej mógł razem z resztą pędząc w stronę magazynu. Wzrok Draconusa był straszny. Co prawda nie czuł, jakby miał zginąć z jego powodu, ale czuł, że jak coś zrobi źle, to będzie miał taki trening, że treningi w piekle przy nim, to będzie jak piknik dla saiyańskich panienek. Tego najbardziej się obawiał. Dlatego postanowił jak najszybciej stamtąd spadać. Nie chciał kusić srogiego losu, tym bardziej, że najwidoczniej był strasznie pechowym ogoniastym.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Kwi 30, 2017 3:20 am

Warto dodać, że chłopak i tak wziął ze sobą scouter który otrzymał razem z resztą, bo kto wie, czy może nie przyda mu się w jakimś interesującym planie. Wciąż będąc bardzo szczęśliwym ruszył w stronę wyjścia, żegnając się z nauczycielem i ruszył w stronę sali treningowej. Chociaż miał ogromną ochotę korzystać z tego urządzenia i go testować to wiedział, żeby lepiej tego nie robić i to samo polecił swojemu oddziałowi. Coś mu tu śmierdziało coraz bardziej. Czemu dostają taki dobry ekwipunek. Czyżby byli szykowani do jakiejś pierwszej niebezpiecznej misji? Czy faktycznie tak było? Szczerze wątpił, ale sądził, że faktycznie będzie to jakaś misja, aczkolwiek pewnie będzie ktoś nad nimi czuwać. Albo zostaną rozdzieleni, by zobaczyć jak działają razem. To też jest możliwe. W sumie mu to nie przeszkadzało. Chciałby przetestować swoje możliwości w prawdziwej walce. Miał ogromną na to chrapkę.

Po paru minutach wolnej drogi rozmyślania i zabawy oraz ogromnej radości, dotarli do sali treningowej, oczywiście każdy z nich był przebrany i miał założony scouter. Drake z nudów założył nawet dwa, chociaż zabawnie to wyglądało. W sumie chciał tylko przetestować, co by było, gdyby tak faktycznie zrobił, i musiał przyznać, że bardzo dziwnie się czuł, więc zdjął ten gorszy i go uprzednio schował i założył ten lepszy, aby jakoś się wyróżniać i pokazać, ze faktycznie jest dowódcą. Nawet ślepy zauważyłby, że każdy z jego oddziału był straszliwie szczęśliwy. Jaką też ogromną zazdrość musieli odczuwać inni. To było piękne i im strasznie to odpowiadało. Z dumą kroczył dalej, niczym władca oglądający swoich poddanych. Oczywiście to wszystko pękło, gdy zauważył Hayato. Nie był na tyle odważny, by robić to samo przy nim co robił teraz więc zmienił postawę na taką jak u idealnego żołnierza tak samo jego oddział i wręcz idealnie stanęli na baczność i zasalutowali.
- Sir! Altair Drake i jego oddział meldują się Sir!
Ledwo ukrywał całą Swoją radość w Sobie tak samo jak reszta, ale nie chciał dać Draconusowi, żadnego powodu do łomotu czy piekielnego treningu więc zachowywał się jak najlepiej mógł. Tym bardziej, że gdy ten się na niego tak patrzył to trochę się bał. Nawet lepiej nie wspominać o reszcie, każdy pamiętał jego epickie wejście. Nikt nie planował zobaczyć go takiego wkurzonego jak wcześniej.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Kwi 30, 2017 11:09 am


Grupka dzieciarni powróciła z odebranymi gratami, a Hayato dokładnie im się wtedy przyjrzał, w końcu musiał sprawdzić, czy to, co otrzymali od kwatermistrza, było tym, o co go prosił. Po upewnieniu się tego skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej, przy czym dalej zwyczajnie gapiąc się na tą grupkę.
-Bardzo dobrze, odebraliście swój ekwipunek. Możemy więc przejść do ważniejszych spraw.
Rzekł, zbliżając się do tej grupki, pochylając się, przeszył najmłodszego z nich swym przerażającym spojrzeniem i już tak się nań gapił z niezwykle poważną miną.
-Dam wam wybór. Zdecydujcie czy chcecie misję dla prawdziwych wojowników, czy może dla bandy rozpieszczonych dzieciaków.
Po tych właśnie słowach mężczyzna wyprostował się, robiąc jednocześnie kilka kroków w tył, tak by móc widzieć reakcje całej tej grupki.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala Treningowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Miejsca Treningowe-
Skocz do: