DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Kwi 30, 2017 11:47 am

Chłopak spokojnie z cierpliwością czekał na to co powie im Draconus. Aczkolwiek wciąż dziwnie się czuł, gdy się tak na nich patrzył. Cieszył się w duchu, że nie jest to wróg inaczej nikt z nich nie miałby nawet sekundy pozostałego życia. To mu tylko pokazało jak wciąż słaby jest, i musi dalej trenować, bo jak nie to nigdy takim nie dorówna i wciąż nie będzie mógł decydować o swoim życiu. Mimo wszystko wciąż się patrzył w jego stronę, nie ukazywał strachu, czy tego dziwnego uczucia które odczuwał. Także okazywał mu szacunkiem patrząc w jego stronę, a nie odwracając wzrok. Widział, że upewniał się zapewne co do otrzymanego ekwipunku. Tym samym, gdy powiedział, że mogą przejść do ważniejszych spraw to wziął głębszy oddech. Wiedział, jakie mogą być jego dalsze słowa.

Jakże zimne ciarki przeszły po jego plecach, gdy ten zbliżył się do nich i pochylił się nad nim, patrząc się na niego niczym pradawna, niebezpieczna bestia. Oczywiście dalej nie odwracał wzroku, ale ciarki były. Współczuł wrogom Hayato. Wiedział jedno. Nie chciał być jego wrogiem. Widząc jego poważną minę, aż sam zrobił się poważny. W końcu nadeszły słowa których się spodziewał. Mieli zdecydować odnośnie misji. Zaśmiał się w duchu bo odpowiedź była prosta. I nie. Nie była to druga opcja. Nawet sekundy nie zajęło mu zdecydowanie, tym bardziej, że oddział mu ufał i zrobią to co zdecyduje. W końcu jest liderem. Nawet nie próbując rozmyślać nad tym co byłoby dla nich najlepsze od razu odpowiedział.
- Sir! Nawet jeśli jesteśmy dla każdego zwyczajnymi kadetami, wręcz dzieciakami to wciąż jesteśmy członkami najpotężniejszej rasy we wszechświecie! Odpowiedź jest prosta, i jedyna. Decydujemy się na misję dla prawdziwych wojowników. Prawdziwy Saiya-jin tylko taką opcję uznaję za prawdziwą.
Odpowiedział z nieukrywaną dumą odnośnie swojej rasy i przekonaniem. Nawet jakby miał tego żałować to i tak wybrałby pierwszą opcję. Jest członkiem nie tylko rasy wojowników, ale i potomkiem rodu generałów. Jakże mógłby sprofanować ich honor i wybrać drugą opcję! To nie wchodzi w rachubę! Dlatego odpowiedź dla niego była prosta i jasna. Cokolwiek to będzie to da radę. Z resztą nie wierzył, że dostaną niewyobrażalnie trudną misję chociaż może się mylić. A nawet jeśli, to i tak nie będzie żałował swojego wyboru. No chyba, że w misji wezmą udział ogromne igły.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Kwi 30, 2017 11:57 am


Mężczyzna właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał od tej grupki, przynajmniej pokazali, że nie są rozpieszczonymi dzieciakami i chcą pokazać, na co ich stać przy poważnej misji.
-Bardzo dobrze. Teraz chodźcie za mną.
Mężczyzna na tym skończył bezsensowne gadanie i skierował swe kroki do wyjścia, przy czym pośpieszył tą grupkę, ażeby nie ociągali się i szli za nim tam, gdzie rozpoczynała się ich misja.

Z/t --->Port
Powrót do góry Go down
Nekomi
Kadet
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 17/09/2015
Age : 25
Skąd : Z czelości jej chorego łepka

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Maj 05, 2017 11:45 am

po zwiedzaniu udała się tutaj, cóż nie ma to jak po przerwie potrenować sobie. No była na ziemi na troszkę innym treningu, jeśli można to tak nazwać. Ale nie zaniedbywała normalnych, no cóż pod okiem ojca nie mogła ich zaniedbywać. Wlazła wiec do sali i rozejrzała się była ciekawa jak tu będzie trenowała. Nie raz ojciec porównywał treningi, mówiąc '' a bo na vegecie nie miała byś szans, tu a tam to niebo i piekło. Dlatego teraz była nakręcona by spróbować, jednak zamiast drzeć mordkę jak to miała w zwyczaju weszła i rozejrzała się, wzięła pare oddechów i zanim jakiś trener podszedł ona już łaziła i patrzyła co fajnego tu dają. Ale dość zwiedzania czas do trenowania! Zauważyła jakiegoś manekina który się walał na ziemi, podniosła go hmm dobry obiekt do treningu, to nic ze już ledwo stał i był zasłużony w bojach. No nic, jak to mówią jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Dlatego tez Neko wzięła oddech i zaczęła, uderzała manekina w wielu miejscach, jednak było to zaplanowane zupełnie jak się uczyła, uderzając własnie w poszczególne miejsca a nie jak wszyscy by zabić. Ona też mogła ale w troszku inny sposób, dla kogoś innego mogło to się wydawać dziwne, ale ona własnie tak uczyła się walki. Koncentrowała się teraz na zabiciu owego przeciwnika, nie musiał być żywy ważne było ze było w co uderzać, ona teraz wyobraziła sobie ze znów bije się z własnym ojcem. A to nie należało do miłych potyczek, dlatego tym bardziej chciał rozwalić ta kukłę. Uderzała jeszcze mocniej niż przedtem, udało jej się rozwalić manekina ale mzoę temu ze był już stary? A kto to wie. Spojrzała na truchło kukły i wkurzyła się, jak tak to będzie wyglądać nic się nie zmieni a ojciec nadal będzie ją miał za słabą i nic nie wartą. W złości uderzyła w ścianę, klnąc pod nosem, niestety teraz jej ojciec musiał zdać raport dlaczego go tak długo nie było i czy ona się czegoś nauczyła, bo była dla innych tutaj specjalnym przypadkiem, czyli niczym. Chciał udowodnić ze coś potrafi no poza zszywaniem i tyłków, no ale jak udoskonali swoją nową sztukę walki pokona każdego a co! Ale nie ma co teraz na laurach spoczywać, trzeba się wziąć za trening, bo okaże się ze nie da rady nikomu a to dopiero będzie porażka, choć zdziwiło ją ze nikogo tu nie było. Może mieli przerwę? A czort to wie, poprawiła włoski i kopnęła to co zostało z manekina.
-i co gościu łyso ci teraz co nie? Mówiłam co zemną się nie zadziera.
pogroziła mu palcem z wyszczerzem na twarzy zamachała ogonem, chyba zaczynała się nudzić.
-Hop hop jest tu kuźwa ktoś?!
Zaczęła drzeć japę, a może ktoś wyskoczy? A co niezła taktyka ryczeć a potem tłumaczyć się ze to nie ja jak nikogo tu nie ma genialne po prostu.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Maj 06, 2017 11:01 pm

Kiedy halfka zawzięcie znęcała się nad manekinem, do pomieszczenia wszedł taki typowy woźny uzbrojony w miotłę. Mężczyzna przyjrzał się dziewczęciu, bardzo zaskoczony obecnością kogokolwiek w tym miejscu w końcu wszyscy kadeci mieli obecnie spotkanie na placu przed akademią.
-Ej mała kadeci mieli stawić się przed akademią! Co ty tu do diabła robisz?! Szukasz kłopotów?!
Staruszek skrzyczał dziewczynę i poszedł zająć się swoją robotą, jaką było sprzątanie.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Nekomi
Kadet
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 17/09/2015
Age : 25
Skąd : Z czelości jej chorego łepka

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Maj 06, 2017 11:52 pm

Już Neko cieszyła się z jakże małej wygranej, jednak coś przerwało jej radość. A mianowicie przyszedł jakiś tam staruch i zaczął się drzeć na nią. No niy dobrze bo wie gdzie ma isc teraz, no nic spojrzała na manekina a potem na dziada.
-Tylko nie mała staruchu.
Warknęła pod nosem i poprawiła włoski, rozejrzała się jeszcze chwile i skierowała swoje kroczki na plac. A niech straci pójdzie, mimo ze dopiero co przyszła tutaj więc skąd miała wiedzieć że akurat ma tam być nikt jej nie powiedział. Nie ważne, szybko tam poszła by nie mieć kłopotów, choć moze to jej specjalność?

zt
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Cze 07, 2017 9:28 pm

Stał jak ta sierota nameczańska przed Akademią dobre pół godziny. Nie jego wina, że na samą myśl o tym, co zrobi mu Hayato, czuł paraliż wszystkich części ciała. Nie mógł jednak uciekać, bo i tak go kapitan dorwie i tak, a wtedy może być jeszcze gorzej.
Nie pozostało mu nic innego, jak wejść a teren ośrodka. Wylegitymował się przy wejściu, po czym skierował kroki dalej. Zapytał się od razu, gdzie może znaleźc kapitana Hayato. Cały czas układał w głowie swoje wytumaczenie. Chociaż czy takie w ogóle będzie konieczne? Z tego co słyszał Hayato był bardzo surowy i guzik go obchodziły tłumaczenia. Zatem, powoli zaczął z tego rezygnować. Lepiej się tylko przyznać, że się spierdoliło sprawę i przyszło przyjąć karę. W takim przypadku pokora będzie najlepszym rozwiązaniem. Przynajmniej tak uważał chłopak.
Szedł korytarzami w kierunku sal treningowym, bo tam miał być kapitan. Po drodze mijał innych, a niektórym musiał salutować, więc to robił.
Im bliżej był celu, tym wolniejsze stawiał kroki. Zatrzymał się salą, po czym kucnął przy drzwiach. Owinłą ogon wokół pasa. Zaczął rozmyślać, czy czekać, czy wejść. Chociaż z drugiej strony, nie wypadało wpieprzać się na trening kapitana, bez wcześniejszego pozwolenia, zatem wybrał opcje, w której zdecydowałsię poczekać.
Westchnął głośno. Zastanawiał się ile czasu będzie musiał czekać na kapitana. Nie chciał tutaj spędzić kilku godzin, bo się zanudzi na śmierć. Zaczął więc, rozglądać się dookoła. Wtedy, dostrzegł, że drzwi od sali są nieznacznie odsunięte, na tyle, żeby mógł zobaczyć co dzieje się w środku. Zatem, zrobił to. Patrzył ukradkiem na to, co tam się wyprawiało. Chciał wiedzieć, jakie ćwiczenia wymyśla kadetom kapitan Hayato. Trwał tak dobrą chwilę, p oczym zaprzestał podglądania.
Odchylił głowę do tyłu, po czym zaczął myśleć nad swoim ostanim postępowaniem i ogółem, nad swoim zachowaniem. Wiedział, że był teraz trochę zagubionym chłopakiem, który został wrzucony w zupełnie nowy świat, nowe obowiązki i miał niejako problem, żeby się w tym odnaleźć. Nie rozumiał, czemu nagle pomyślał, że może Hayato mógłby go doprowadzić do pionu. Skracił się w myślach. Przecież kapitan miał lepsze rzeczy do roboty, niż niańczyć takiego nieodpowiedzialnego chłopaka jak on. Pokiwał tylko głową na boki. To było głupie, nawet bardzo.
Zerknął, na jakim etapie jest trening i nie zapowiadało się, że szybko się skończy, zatem musiał się czymś zająć. Rozejrzał się dookoła. Dostrzegł ławkę niedaleko sali. W sumie, może przecież czekanie na kapitana spożytkować. Zatem, ustawił ławkę tak, aby nie walnąć o ścianę. Stanął na jednej ręce, drugą położył za plecy, w pasie i zaczął ćwiczyć. Co jakiś czas zmieniał ręcę. Wszystko szło Xalowi dobrze, nawet nie zwrócił uwagi na uciekający czas, dopóki uparta mucha nie zaczęła latać mu przed nosem. Starał się ją ignorować, ale łatwe to nie było. W końcu, zapomniał się i machnął wolną reką. Stracił równowagę i zleciał z ławki, przewracając ją i robiąc przy tym niezły hałas. Zarył czołem o posadzke i przetarł je sobie.  Złapał się za obolałe miejsce, na którym pojawiła się nieznaczna ilość krwi.
-Kuurwaaa...-przeklnął pod nosem, leżąc na posadzce.-C..co za popierdolony dzień...-syknął nadal trzymając się za cholernie bolące i rozwalone czoło.-Zachciało mi się kurwa ćwiczyć...to teraz mam...-był zły sam na siebie, że dał się rozproszyć pieprzonej musze, która siedziała sobie na ścianie na przeciwko i wpatrywała się w Xala, zapewne ciesząc się, że ten dwónożny gnojek leży teraz na ziemi z raną na czole.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Cze 08, 2017 6:23 pm


Kapitan, prowadząc trening całej tej bandy dzieciaków, a ci, którzy musieli ćwiczyć pod jego okiem, niezwykle tego żałowali z racji tego, jaki surowy i bezwzględny był on jako trener. Tego można się spodziewać po zwierzchniku wszystkich trenerów, jacy tylko stąpali po Vegecie, a nawet tych spoza planety. Niestety mężczyzna w pewnej chwili musiał przerwać trening, kiedy to usłyszał od jednego z żołnierzy, że jakiś pajac zamiast wejść do sali treningowej ćwiczył na korytarzu i jeszcze się wypierdolił. Poirytowany trener opuścił pomieszczenie, wychodząc na korytarz, gdzie zastał nieodpowiedzialnego kadeta-dyplomatę, który znów odwalał dziwne rzeczy. Chwycił go jedynie za fraki i wciągnął go do pomieszczenia, gdzie w ramach szybkiego opierdolu za trening poza tym miejscem pierdolną nim o ścianę.
-Zapamiętaj! Trenujesz tylko tu! Powinienem upierdolić ci racje żywnościowe za to, co przed chwilą zrobiłeś!
Wkurzony trener podszedł do kadeta, którego tu nie obowiązywał dyplomatyczny immunitet i zwyczajnie go kopnął, nim ten zdążył się pozbierać po zderzeniu ze ścianą.
-A za to, że wychlałeś mi trunek, będąc na służbie, będziesz szorował wszystkie powierzchnie płaskie swoją prywatną szczoteczką do zębów W CAŁYM OŚRODKU!
Po tym tekście od Hayato wszyscy inni rekruci będący w pomieszczeniu zaczęli zwyczajnie się śmiać, nikt nie pojmował, jak na służbie można było pić alkohol, a tym bardziej żaden nie rozumiał, jak można było okraść z niego kapitana Draconusa. Sam smok po prostu kucnął przez zwijającym się z bólu rekrutem.
-Nawet nie próbuj się tłumaczyć ani płaszczyć, to nie przedszkole.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Cze 08, 2017 7:17 pm

No cóż, przekonał się jak bardzo surowy potrafi być Hayato, ale nie zdziwił się za bardzo. Czy raczej nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia, bo jego ojciec robił z nim dokładnie to samo, a może nawet i gorzej. Mało to razy, przez ojca wylądował na oddzialne szpitalny, ledwo żywy? Wiele razy. Dlatego, cóż dostawianie wpierdolu, nie robiło na nim żadnego wrażenia.
Xal tylko skrzywił się, kiedy jeszcze oberwał kopniakiem. Znowu przypomniał mu się ojciec, tak bardzo, że cała złość zaczełą w nim rosnąć na potęgę. Musiał się uspokoić, bo mógłby sobie jeszcze bardziej nagrabić.
Spróbował wstać, a wtedy jego wzrok spotkał się ze wzrokiem Hayato. Wpatrywał się w jego oczy bez najmniejszego strachu. Cięzko oddychął, bo cios kapitana był naprawdę solidny.
Oparł się plecami o ścianę, aby się podnieść. Splunął krwią przed sobą.
-Zasłużę sobie na pana szacunek...nie ważne ile razy mi pan przypierdoli...-jeszcze raz splunął krwią na posadzkę.
Z wielkim trudem udało mu się stanąć na równe nogi. Nadal wpatrywał się w kapitana Hayato.
Zasalutował.
-Tak jest, sir.-musiał się jednak złapać w pasie, żeby jakoś iść.
Mimo, że było mu słabo od solidnego ciosu, nie miał zamiaru się poddawać. Obrał sobie za cel zdobyć szacunek Hayato. Wiedział, że jeśli się postara, to na pewno mu się to uda. W końcu, samo spotkanie z tym facetem coś w nim zmieniło. Nie wiedział co, ale się dowie.
Zanim wyszedł z sali odwrócił się. Miał na twarzy zadziorny uśmiech.
-Śmiejcie się dowoli, ja przynajmniej miałem jaja, żeby to zrobić.-pokazał im jezyk-I mimo, że leczę jeszcze kaca, było warto.-wyszedł opierając się o ścianę.
Pozostało mu teraz doczłapać się do domu, po szczoteczkę. W sumie, to Xal był trochę cwany w tym momencie. Miał w domu dwie swoje szczoteczki, starą, którą lada moment miał zmieniać, a także nówkę sztukę. Skoro Hayato kazał prywatną szczotką, to proszę bardzo. Przy okazji z domy przyniósł środek do szorowania podłóg. Nie powiedział przecież, pan kapitan, że nie może czegoś takiego używać. Rozkaz brzmiał jasno, że ma posprzątać wszystkie podłogi, szczoteczką, ale nie zabronił używać środków chemicznych.
Wrócił do Akademii i zaczął od parteru. Pożyczył od siostry odtwarzacz muzyki, żeby mu się lepiej pracowało.

z.t-> to lecę szorować podłogi od parteru zaczynając
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pią Cze 09, 2017 1:02 am

Przyczłapał do sali treningowej. Zajrzał do środka, a że trening jeszcze trwał, to zabrał się za pucowanie korytarzy przy sali. Przynajmniej czas oczekiwania mu szybciej minie.
I nie mylił się. Nim sie obejrzał, kadeci zostali wypuszczeni, a on mógł sprzątać.
Nie zwracał w tej chwili uwagi na kapitana Hayato. Skupił się na sprzątaniu. I tak jak poprzednio robił to powoli i dokładnie. Nadal przy tym słuchał muzyki. Poruszał ręką mniej więcej w rytm muzyki.
Miał od cholery sprzątania, bo wszędzie było sporo krwi, szczątków pancerza, więc musiał odłożyć szorowanie podłogi, póki jej nie ogarnie. Poleciał po miotłę, a jak tylko ją dorwał, zaczął zamiatać. To także robił bardzo dokładnie. Zupełnie zapomniał, że Hayato może być w pobliżu więc czasami wywijał sobie tyłkiem i ogonem w rytm muzyki, ale dalej sprzątał.
Jak zmiótł podłogę z niepotrzebniej rzeczy, zgarnął do worka i wywalił, to zaczął na nowo szorować posadzkę szczotkę do zębów. Robił to dokładnie, a kiedy nie mógł zszorować krwi wspomagał się płynem do szorowania kibli. Używał go jednak mało, aby nie wyżarło kolorów w posadzce.
W połowie, musiał zrobić przerwę, bo zakręciło mu się w głowie. Musiał się podeprzeć,  żeby się nie przewrócić. Serce przyspieszyło nieznacznie, a on zaczał szybciej oddychać. Musiał usiąść na kolanach. Przetarł czoło wierzchnią częścią dłoni, skrytej pod rękawiczką. Wziął kilka wdechów oraz wydechów i wrócił po chwili do pracy.
Jak skończył, wszystko  było wypucowane, a sala wyglądała czysto i schludnie.
-Moje nogi...-z ledwością wstał z kolan, bo nogi miał jak z waty, więc rozjechał się nieznacznie.
Musiał utrzymać równowagę, żeby się utrzymać. Zabrał cały sprzęt do sprzątania, po czym wrócił do Hayato. Zasalutował przed nim.
-Melduję, że wykonałem zadanie, sir kapitanie. Posprzątałem każdą podłogę w akademii, nie licząc sali grawitacjynej. Wysprzątałem też maszyny w ośrodku medycznym, a także  wymieniłem pościel na czystą. Wysprzątałem także łazienki i toalety, sir kapitanie, sprzątnąłem w magazynie, a także na stołówcę, a także przygotowałem salem spotkań do kolejnej wizytacji, sir.-Xalanth wpatrywał się w Hayato.-Mam nadzieję sir, że nie pominąłem żadnego pomieszczenia. Strój oddam ja uzna pan, że kara jest należycie wykonana.-po zameldowaniu wykonania zadania, Xal spuścił nieco wzrok w dół.
Nie miał zamiaru, znowu patrzeć na Hayato,bo teraz byli w akademii i mógł za to oberwać. Miał jednak inny problem. Ból, zadany wcześniej przez Hayato dał o sobie porządnie znać. Xal, aż się zgiął w pół, łapiąc się przy tym w okolicy zakończenia żeber.
-Ale boli...-dał kilka kroków w tył.
Pobladł cały. W sumie co się dziwić, mimo bólu zmuszał się bardziej, niż powinien do pracy. Zaczął ciężko oddychać. Zaczął się zastanawiać, czy Hayato nie pogruchotał mu czegoś w środku. Mimo, że kurewsko bolało, jakoś się wyprostował, byle tylko stać prosto przed swoim przełożonym, ale to nie było takie łatwe. Kiedy ból dawał o sobie cholernie znać i nawet cicha muzyka nie była już w stanie odwrócić uwagi od uderzonego miejsca.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Cze 10, 2017 11:10 am


Draconus absolutnie nie wierzył w to, że ten tu emo dyplomata w ogóle cokolwiek posprzątał, tak więc dla własnej pewności polazł na obchód, pozostawiając kadecika samego w sali treningowej. Przy tej przechadzce omal się nie wypierdolił na wypucowanej podłodze, która nie, tyle że była czysta, a wręcz błyszczała się jak psie wypolerowane jajca. Tego to jeszcze nie było, ta podłoga to nawet nie pamiętała takiej czystości no, chyba że w chwili nowości, a i to było dość wątpliwe. Przeszedł przez calutki ośrodek byle tylko przekonać się, że ten kadet-dyplomata wyszorował wszystko na błysk jako jedyny. No tego to jeszcze nie widział a przez tyle lat swojej służby. Najbardziej zamurował go widok w kiblach, to wywołało jedynie prosty monolog „o cię w chuj...”. Po tym obchodzie Hayato powrócił do sali treningowej, gdzie to zatrzymał się naprzeciw Xala mającego wrażenie, że zaraz zdechnie.
-Skoro tak lubisz sprzątać, to zobaczymy, jak spodoba ci się pomoc na stołówce. Zasuwaj tam.
Po tych słowach mężczyzna jedynie wpuścił do pomieszczenia oczekujących na prywatny trening żołnierzy, a dyplomatę zwyczajnie wypchnął za drzwi, zamykając je za nim oraz blokując przed niechcianą widownią.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Cze 10, 2017 9:31 pm

On nie był emo, był tylk otrochę zagubionym chłopakiem to wszystko.
Dostrzegł w oczach Hayato, że ten mu nie wierzy. Sam nie wiedział, ale tak jakby mu się przykro zrobiło? Możliwe, całkiem możliwe.
Wodził wzrokiem za kapitanem i jak ten mało nie wyrżnął orła to Xalowi się śmiać chciało. Uważał jednak, aby ten tego nies dostrzegł.
Trochę czasu zajmie Hayato, zanim obejdzie cała akademię, więc ogoniasty usiadł na podłodze, tuż przy wejściu. Coraz bardziej odczuwał cios zadany przez kapitana. Chociaż mógł sobie trochę odpocząć. Nie spodziewał się jednak, kto zajrzy do sali treningowej.
-Proszę, proszę kogo my tu mamy.-Daiko był tym, który zawitał do sali trenignowej.-Xaluś, mały Xaluś.-nim Xal się poderwał został złapany za włosy i podniesiony do góry.
-Kurwa, Daiko! Odpierdol się!-Xal chciał przywalić Daiko, ale ten zrobił unik.
-Mały Xaluś, a jaki zadziorny. No proszę. W ogóle, kto cię tak urzadził, co malutki?-Daiko podniósł odbródek Xala, aby spojrzeć mu w oczy.
-Spieprzaj!-Xalanth wyczekał na odpowiedni momenty i z całej siły, no tyle ile jej miał uderzył Daiko w twarz.
Rozciął mu przy tym wargę.
-Ty mała kurwo!-Daiko z całej sił rzucił Xalem tak, że ten wbił się w ścianę na przeciwko, zostawiając przy tym wgniecenie.-Zapłacisz za to! Poczekaj tylko, jak skończe obchód, zakało jedna.-Daiko pogroził Xalowi, po czym wyszedł.
Xal z ledwością wstał z podłogi. Nie dość, że wcześniej Hayato to teraz ten musiał mu przywalić.
-Nie ma sprawy, ta mała kurwa pokaże ci, co potrafi.-Xal wziął kilka większych wdechów oraz wydechów.
Jak Hayato wrócił, móg dostrzec, że coś w zachowaniu Xala się zmieniło. Nieznacznie, ale jednak.
-Tak, kapitanie lubię sprzątać, zwłaszcza takie ścierwa, które włażą pod nogi.-zmierzył Hayato wzrokiem, w którym była iskra walki.
Xalanth zdjął szmatę, którą miał przewiązaną na głowie. Zrobił to bardzo energicznie i nerwowo. Widać było, że Xalanth był podkurwiony, nawet bardzo. Mimo, że zwijał się z bólu, to udał się na stołówkę. Cały czas miał przed sobą obraz tego, co ojciec Daiko mu zrobił. Na samą myśl zacisnął pięści, aż mu rękawiczki zaskrzypiały. On się zemści na Daiko,za to co zrobił mu jego ojciec.
Xalanth dotknął swojej szyi. Nadal to pamiętał, jak do dzisiaj. Warknął tylko głośno, jak rozjuszony kocur.
Teraz jednak miał co innego do roboty, więc udał się na stołówkę, w której jakiśczas temu był.

z.t -> stołówka zatem
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lip 06, 2017 3:26 pm

Xalanth zwrócił uwagę wszystkich, którzy się napatoczyli na jego drodze. Szeptali i komentowali cicho to jak wyglądał. On jednak, nie zwracał na to uwagi. Targały nim emocje, a doteg ciągle miał przed oczami widok tego, co zrobił na pustyni. Jego serce mało nie uciekło z klatki piersiowej. Mało tego, obawiał się, co zrobi Hayato, kiedy powie mu, co nabroił. Wyglądało to teraz tak, jakby Małpiszon wdał się w jakąś bijatykę, w której było naprawdę dosc gorąco. Niemniej, dało się dostrzec, że nie ma saiyanskiej krwi tylko poworów, bo walił na kilometr zapachem pustyni oraz bestii, które zmasakrował, dosłownie.
Spojrzał na swoje dłonie, które nadal były usmarowane fragmentami mózgu. Drżały mu, podobnie jak i palce. Nie potrafił zrozumieć, co tak naprawdę mu się stało, co jakiś czas temu zrobił.
Zostawiał krwawe ślady, kiedy szedł przed siebie. Zatrzymał się w końcu. Miał jeszcze kawałek do sali treningowej, ale im był bliżej, tym się bardziej bał reakcji Hayato.  Zakrył twarz dłońmi, więc jeszcze bardziej się usmarował. Starał się uspokoić, ale to nie było łatwe. Podkulił ogon pod siebie i ruszył, bardzo powoli. Opierał się ramieniem o ścianę, więc w sumie snuł się po niej.

-----
-Dzień dobry panie kapitanie!-Art zasalutował Hayato, kiedy Mexmera przyprowadziła małego.-Tatuś przyjdzie później, bo ciocia mówiła, że tatuś musi troszkę być sam.
-Panie kapitanie!-Mexmera także zasalutowała, a potem odstawiła z boku rzeczy Xala i Arta, raczej to co mieli w szpitalu i to, co ocalało-Mój brat potrzebował pobyć trochę sam, aby poukładać myśli. Zjawi się jednak na czas, tak jak pan prosił.-Mex położyła dłonnie na ramionach Arta-Poczekaj grzecznie z panem kapitanem na tatusia, dobrze? I tak jak tatuś cię uczył, nie przeszkadzaj panu kapitanowi w pracy.-pogłaskała chłopca po głowie-Odmeldowuję się panie kapitanie, aby wrócić do obowiązków!-Mex znowu zasalutowała, po czym wyszła.
Nie wiedziała jeszcze, że Xalanth jest w Akademii, bo udała się w zupełnie innym kierunku niż ten, z którego szedł on.
Art patrzył jak ciotka wychodzi. Spojrzał na Hayato, a potem na medalion. Podszedł do kapitana i spojrzał na niego z dołu.
-Dziękuję za prezent, panie kapitanie. Będę o niego dbać!-Articho, po tym jak podziękował za prezent, poszedł tam, gdzie stały jego i ojca rzeczy.
Zaczął sie rozglądać po rzecach, jakby czegoś szukał. No i tak było. Wycyganił wielkiego smoka, którego posadził i poklepał po łbie.
-Siedź grzecznie. Ciocia mówiła, żeby nie przeszkadzać panu kapitanowi to się nie będziemy bawić.-Art dalej klepał pluszaka po głowie-Poćwiczę jak tatuś! Patrz na mnie Smoczusiu!-chłopiec wygrzebał takie małe ciężarki, które założył sobie na nadgarstki i na kostki.
Zaczął robić przysiady, potem pompki, a potem zrobił kilka rundek w okół całej sali. Co jakiś czas zagadywał do pluszaka, jak to dzieci mają w zwyczaju, a potem stanął niedaleko swoich i ojca rzeczy, po czym zaczął wyprowadzać cios piąstkami albo nogą. Starał się naśladować ojca, co zabawnie to wyglądało. Jak się przewrócił, to nie płakał, tylko nadął policzki i dalej trenował.
Hayato mógł teraz zobaczyć, że nie dość, że Art miał silną więź z ojcem to jeszcze Xal dbał o niego i od małego go trenował. Plus był taki, że Articho chciał to robić, bo mimo wszystko chciał być jak ojciec. Mimo, że ten zdawał się być czasami durny, za co ciotka klotka trzepała go po łepetynie.

Xalanth w końcu dotarł do sali treningowej. Nie wszedł jednak od razu. Nadal się bał, panicznie się bał. Zapomniał też o tym, że jego syn też miał z nim być. Wahał się, ale w koncu otworzył drzwi. Stanał w przejściu, patrząc wprost na kapitana, któremu z trudem zasalutował.
Art na widok ojca się ucieszył, ale kiedy dostrzegł, że z tatą jest coś nie tak cofnął się.
-Tatusiu, czemu jesteś brudny i dziwnie pachniesz?-Art złapał ojca za ogon.-Tatusiu, czemu jesteś taki? Tatuś się czegoś boi?
Xal na widok syna chwilowo oniemiał, ale dotarło do niego, że Hayato prosił, aby syn był z nim.
-Tak...tatuś się boi, bo tatuś zrobił coś, czego nie rozumie...i nie potrafi się pozbierać...-Xal stał tak jeszcze chwię, po czym wszedł do sali i zamknął przy tym drzwi.
Nic nie mówił, tylko pogłaskał syna po głowie, a potem kazał mu iść usiąść czy porobić co tam chciał, byle stał z boku. Art jednak tego nie zrobił. Podszedł do Hayato i delikatnie pociągnął za ogon.
-Pan kapitan wie, co się dzieje z tatusiem? Tatuś nigdy taki nie był? Pomoże pan tatusiowi? Proszę, chcę żeby tatuś był jak wcześniej, żeby się uśmiechał, a nie żeby był smutny.-Art puścił ogon Hayato-Czy tatuś jest smutny, bo go boli, bo nie ma obok mamusi i cierpi? Tata mówił, że go boli i płacze, jak patrzy na zdjęcie mamy. To dlatego tatuś taki jest?
Xalanth nie podszedł do Hayato, bo się w tym momencie, po prostu go bał. Zerknął tylko ukradkiem po czym spuścił głowę, a ogon skulił pod siebie. Przygotował się na to, że Hayato podejdzie do niego i najzwyczajniej mu wpierdoli. Jeszcze jak słyszał słowa syna, to w ogóle czuł się tak beznadziejnie, że zaczął sobie opowiadać w myślach, że lepiej by było, gdyby to wtedy on umarł, a nie May i jego rodzice.


Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Hayato

avatar

Liczba postów : 1
Join date : 11/07/2017

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lip 15, 2017 8:24 pm

Standardowo zajmował się swoimi obowiązkami, a tym razem raczej tylko obserwował walki pomiędzy st. szeregowymi, którzy oddawali się wykańczającym treningom przed nadchodzącymi misjami. Gdzie byli wszyscy kadeci? Ano przejebali sobie u kapitana, który to uczynił z nich tymczasowo CSV – Czyszczące Służby Vegety. W chwili pojawienia się w sali treningowej pewnej dwójki w tym dzieciaka, który to zasalutował, choć brakowało temu salutowi wiele do idealnego, a jednak nieco zdziwiło to Draconusa. Również przybyła kobieta zasalutowała, więc na oba saluty jedynie skinął głową, wysłuchując tego, co ma mu do powiedzenia niewiasta. Na co również tylko skinął łbem, bo nie miał po co się odzywać. Po wyjściu kobiety jedynie posłuchał podziękowań dzieciaka, a potem zajmował się dalej obserwacją swoich podopiecznych, którzy nieźle sobie poczynali. Uśmiechał się z widoczną satysfakcją, gdyż ta banda zdążyła zrobić ogromne postępy od ostatniego razu, gdy ich obserwował. Dostrzegał również całkiem poprawny trening dzieciaka, choć popełniał sporo błędów, to jak na swój wiek nieźle sobie radził. Miał nawet w zamyśle pomóc dzieciakowi skorygować popełniane błędy, jednak nim to zrobił, w pomieszczeniu zawitał kadet-dyplomata upierdolony i cuchnący jakby wpadł do śmietnika z truchłami i innymi mało przyjemnymi rzeczami. Na taki widok Hayato odruchowo skrzywił się, jakby ktoś mu właśnie nasrał tuż pod nogami. No na razie tego nie komentował, przyzwolił na pogawędkę ojca z synem oraz na bełkot dzieciaka o powodach smutku tatuśka, który nie powinien być tu wnoszony, bo to wojsko, a nie poradnia psychiatryczna czy co tam innego. Zaraz po tym mężczyzna skierował, ponownie wzrok na kadeta, mając na ryju wciąż ten sam wyraz twarzy.
-Z jakiej paki wlazłeś tu tak upierdolony?! Won pod prysznic i do pralni! Póki nie doprowadzisz się do porządku, nawet nie pokazuj mi się na oczy!

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sob Lip 15, 2017 11:42 pm

Mexmera, jak tylko usłyszała w jakim stanie jej brat zjawił się w Akademii, od razu pobiegła tam, gdzie mógł się pojawić. Dała także znać Paragu, aby przybył po małego.
Wszystko zaczęło się jej układać w głowie. Była wściekła na Hayato, że doprowadził Xalantha do takiego stanu. Jakby ten zadufany i pewny siebie dupek nie przyszedł do szpitala, to nic by się nie stało. Teraz wszystko szlag jasny trafił, bo jaśnie panu zachciało się wywyższać. Już ona mu wygarnie, co myśli na temat takiego zachowania. Jak ona żałowała, że jej serce wybrało właśnie takiego dupka. Wiedziała, że potrafi być gnojem, ale nie przypuszczała, że aż takim. Tak bardzo się pomyliła w jego ocenie.
-I po co ja tego dupka tak broniłam w rozmowie z dziewczynami? Po co? Mam za swoje. Ten skurwiel prawie zabił mi brata...już ja mu powiem, co myślę na temat takiego zachowania.-w tej chwili była wściekła.
Wściekła, nie na Xalantha, tylko na Hayato i gdyby mogła, to by go w tej chwili zajebała żywcem. Całe uczucie jakim do niego pałała po prostu pękło i przerodziło się w nienawiść.
Stanęła przed salą treningową. Wzięła kilka wdechów oraz wydechów, dopiero weszła. Przeraziła się, widząc swojego brata w takim stanie. Jednak szybko ten strach uleciał, kiedy dostrzegła Hayato. Zmarszczyła brwi i podeszła do nich. Kiedy szła, to nawet kilku kadetów się cofnęło do tyłu. Biła od niej nienawiść, a że była dużo silniejsza od Xala i dawno osiągnęła ten stan mocy, który on dopiero odkrył od razu go uruchomiła. Wszystkie lampy w Akademii poszły się, przysłowiowo jebać. Podeszła najpierw do przestraszonego Xalantha. Stanęła naprzeciwko niego. Ułożyła mu dłonie na policzkach.
-Już dobrze braciszku. Wszystko będzie dobrze. Twoja siostra jest tutaj.-przytuliła Xalantha, który dał się przytulać bez żadnych ceregieli.
Nie przeszkadzało jej to, że właśnie sama się usmarowała krwią i zaczęła śmierdzieć. Brat był teraz ważniejszy. Była dla niego zrobić wszystko, nawet zniszczyć swoją reputację. W końcu, poza nim i Articho mnie miała już nikogo z bliskiej rodziny.
Jak udało się jej uspokoić Xalantha, spojrzała na Arta.
-Odsuń się od niego.-spojrzała takim wzrokiem, że Art od razu odskoczył jak oparzony Hayato i nie miał zamiaru więcej podchodzić-A to...-zabrała z szyi chłopca medalion-...nie będzie ci potrzebne. Dziadek załatwi ci ładniejszy i co najważniejsze, nasz rodowy.-spojrzała na Hayato-...-podeszła do Hayato.
Nie bała się go ani trochę. Widać było, że ta kobieta nie będzie łatwa do złamania.
-Nie będę mieć szacunku do kogoś takiego jak pan.-nawet nie zamierzała używać jego tytułu-Gardzę takimi osobami jak pan, które wykorzystują dzieci, do swoich własnych celów, a potem udają, że nic się nie stało.-wyprostowała się-Żałuję, że moje serce wybrało kogoś takiego, jak pan.-powiedziała kapitanowi wprost, że się w nim zakochała, na co kadeci będący w sali rozdziawili gęby-Nie wybaczę panu tego, że przez pana cierpi mój brat. W sumie, to przez pana straciliśmy z Xalanthem rodziców. Żałuję, że wcześniej nic z tym nie zrobiłam, to może może moja matka i ojciec i żona mojego brata żyliby do tej pory.-zaczęła grzebać pod zbroją, po czym wyjęła złotą obręcz, którą wcisnęła Hayato w dłonie-Wiem przez kogo ma pan bliznę na szyi i szkoda, że nie stracił pan wtedy tego zakutego łba.-szepnęła do niego, by tylko on to słyszał-Żałuję, że wtedy panu pomogłam i zaniosłam do skrzydła szpitalnego. Byłam taka głupia...taka głupia...więcej nie dam się zwieść tym ładnym oczom.-cofnęła się.
Włączyła to, co wcisnęła Hayato w dłonie.
Złota obręcz zalśniła, zaskrzypiała po czym w jej środku pojawiła się niebieska kulka, w której był obraz, ale nie było głosu. To, co tam było widzieli tylko ci stojący blisko czyli ona sama, Mexmera i oczywiście Hayato. Na nagraniu widać było Mexmerę z przyjaciółką, która śledziła Hayato, a po pewnej chwili kapitan mógł dostrzec to, co prześladował go przez te kilka lat i uzyskał odpowiedź na swoje pytanie, kto dokonał na niego zamachu.
Mexmera, wykorzystała moment zaskoczenia i z całej siły wymierzyła Hayato z liścia, zostawiając mu czerwony ślad na twarzy.
-To, za mojego brata.-Mexmera objęła Xalantha i poszła z nim w stronę drzwi.
Art posłusznie szedł za nią. Wzięła torby należące do jej brata i Articho. Nim wyszła z Xalanthem, odwróciła się w stronę Hayato. Chciała coś zrobić z medalionem, który zabrała Artowi, ale zamiast tego, wepchała go Xalowi w ręce. Ona nie miała zamiaru dłużej trzymać czegoś, co budziło w niej obrzydzenie.
-Articho, dziadek czeka na ciebie przy centrum informacyjnym. Idź do niego. Akademia, to nie miejsce dla dzieci.-rzuciła do Arta, patrząc ukradkiem na Hayato-Chociaż ktoś uważa inaczej, to ja się z nim nie zgadzam. Masz dzieciństwo, które nie warto stracić na takie widoki. Szkoda, że ktoś dzieciństwo utracił i teraz sobie odbija na innych. Jakie to żałosne.-odparła z jadem w głosie.-I pomyśleć, że mój brat uważał pana za wzór do naśladowania, że chciał być jak pan. Już ja mu to z łba wybiję. Nie pozwolę by mój brat stał się tak żałosnym i bezdusznym dupkiem jak pan. I może sobie to pan uznawać za obrazę, mnie to nie obchodzi, tak samo jak nie obchodziło pana, kiedy obrażał pan mojego brata. Niech się pan trzyma z daleka od mojego brata, bo zrobię coś, czego będę żałować. I mam wyjebane, że mnie wyrzucą z Akademii. Nie pozwolę traktować w taki sposób mojego brata, nie ważne jaką jest osobą. Xalanth to Xalanth, mój brat i kocham go nad życie. I jeśli ktoś nie szanuje jego, ja nie będę szanować jego.-Mexmera wyszła z sali treningowej.
Nim jednak całkiem zniknęła, pokazała przez uchylone drzwi środkowy palec jaśnie panu kapitanowi. Wiedziała, że będzie musiała znosić jakieś chore kary, które ten idiota wymyśli, ale teraz to się nie liczyło. Najważniejsze było teraz zająć się bratem, który bardziej potrzebował pomocy niż ona.
Paragu faktycznie czekał na Arta, którego od razu zabrał z Akademii, podobnie jak rzeczy Xalantha.

z.t z Xalem do łazienki skoro i tak musi się ogarnąć i tak.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Lip 16, 2017 4:37 am

Wrócili do sali treningowej. Mexmera trzymała się za jego plecami Wiedział, że nie będzie to łatwe, bo Hayato najpewniej, a nawet bardziej niż najpewniej był rozjuszony na całego. Nie patrzył, czy są w sali kadeci czy też nie. Teraz było coś innego do zrobienia.
Stanął przed Hayato z lekko spuszczoną głową.
-Panie kapitanie przepraszam, że przyszedłem w takim stanie, ale nie wiedziałem co powinien zrobić.-spojrzał na swoje dłonie-Nie wiem co się ze mną dzieje. To wszystko zaczęło się tam, w szpitalu.-spojrzał nieznacznie na kapitana-Pan był pierwszą osobą, o której pomyślałem, żeby się zgłosić...-ściszył nieznacznie głos-...pomyślałem, że przy panu będę się czuć bezpiecznie.-Xalanth znowu przeniósł wzrok gdzieś na bok.
Podkulił nieznacznie ogon pod siebie. Spojrzał na stojącą za nim Mexmerę. Wziął głęboki wdech, potem wydech i jak na starszego brata przystało wziął wszystko no, prawie wszystko na siebie. Skłonił się przed Hayato.
-Przepraszam za zachowanie mojej siostry, kapitanie. Podobnie jak i ja, po stracie rodziców mamy tylko siebie i bywamy nieco zagubieni, jeśli coś złego staje się któremuś z nas. Wiem jednak, że to nie do końca tłumaczy zachowanie mojej siostry, sir. Mexmera przyjmie z pokorą każdą wyznaczoną przez pana karę.-Xal wyprostował się, po czym spojrzał na Hayato, a potem na siostrę.-Moja siostra chciałaby coś panu powiedzieć.-dał krok do tyłu, żeby Mexmera mogła stanąć przed Hayato.
Wiedział, że Mex się boi. Nie na darmo płakał tam w łazience, w jego ramionach. Znał swoją siostrę na tyle dobrze, że wiedział, że ona tylko udaje twardą i silną, bo ojciec nie tolerował tej delikatności jaką w sobie roztaczała. Chciał to w niej zabić. Mimo to, nadal uważał, że było bardzo niestosowne to, co zrobiła, tym bardziej, że ośmieliła się to zrobić w obecności innych kadetów i podważyła autorytet Hayato i to bardzo. Xal wiedział, że takie coś mogłaby nawet zostać wydalona z Akademii. Dostrzegł też jeszcze jedną rzecz, że wcześniej Mexmera miała jakby więcej wiary w siebie, jak byli w łazience, miał wrażenie, że to gdzieś uciekło i zaczął się zastanawiać, czy aby jego siostry nie spotkało coś złego, kiedy on został wysłany na kolonię w ramach kary zaserwowanej przez ojca za największą głupotę swojego życia.
Całej tej sytuacji, z ukrycia przyglądał się Paragu, który chciał mieć pewność, że to wszystko dobrze się skończy. Art był razem z nim, a na szyi miał zawieszony medalion rodu Braveheart, który kiedyś należał do jego babci.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Lip 16, 2017 5:01 am

Szła za Xalanthem, czując narastający strach. Zaczynało się jej przypominać coś, o czym wolałaby zapomnieć. I Xal dobrze się domyślał, że kiedy on był za karę na kolonii, to jego siostra przeżyła osobistą tragedię, o której nie wiedział nikt, nawet jej przyjaciółka.
Pokornie weszła za bratem do sali treningowej. Na sam widok kapitana zrobiło się jej gorąco, nie tylko dlatego, że czuła coś do niego, ale i dlatego, że się po prostu bała. Dobrze, że Xalanth był obok, to jakoś ten strach był niwelowany.
Patrzyła jak Xal przeprasza kapitana za swoje zachowanie oraz bierze jej zachowanie na siebie. Zrobiło się jej głupio, nawet bardzo. Podkuliła ogon pod siebie, nawet bardziej niż się jej to zdawało. Jak tylko braciszek skończył swój wywód, spuściła wzrok na swoje buty. Opuściła lekko głowę, po czym skłoniła się nisko.
-Proszę o wybaczenie za moje poprzednie zachowanie, panie kapitanie. Zachowałam się bardzo nieodpowiedzialnie.-zaczęła nieco pod denerwowanym głosem, ale było słychać w nim skruchę-Nic nie tłumaczy mojego zachowania panie kapitanie, przyjmę każdą karę z pokorą.-wyprostowała się i nieznacznie spojrzała na Hayato, w te oczy, które od samego początku ją pociągały w tym mężczyźnie-Przepraszam, to się nie powtórzy, sir.-mimo, że ciężko jej te słowa przechodziły przez gardło, bo przemawiał przez nią strach, to jednak zrobiła to.
Przeprosiła Hayato i okazała pokorę, a nie każdego było na to stać. Dlatego właśnie Braveheart mieli takie, a nie inne nazwisko i dlatego w ich symbolu rodowym widniało serce. Należeli do grona tych nielicznych saiyan, którzy potrafili dostrzec swoje błędy i się do nich przyznać. Hayato mógł się teraz o tym przekonać.
Mexmera cofnęła się kilka kroków do tyłu. Chciała uciekać, ale nie zamierzała tego pokazywać. Mało tego, jakby mogła to by teraz co chwilę przepraszała Hayato, a co może gorsze lub też nie chciała go przytulić. Zdała sobie sprawę z tego, jak wielką krzywdę mu wyrządziła i teraz w myślach, bardziej skupiała się na nim niż na sobie. Ona już tak miała, po prostu. Inni ponad nią.
-M...musiało być panu bardzo przykro z powodu...moich słów...-z nerwów zaczęła bawić się palcami u rąk.-...to nie było zamierzone...przepraszam...-gdyby nie obecność Xala, to pewno by co chwila teraz przepraszała.
Ugryzła się jednak w jęzor. Spojrzała ukradkiem na Hayato, ale znowu spuściła głowę. Czarna, długa grzywka zakryła jej twarz więc mało co było widać, ale jak kapitan się dobrze przyjrzał dostrzegł jedną, samotną łzę spływającą po jej policzku. Ona oczywiście jej nie wytarła i udawała, że nic takiego się nie stało, że nie uroniła łzy.  Skąd łza? Z tego powodu, że swoimi słowami zraniła faceta, którego pokochała i bardzo źle się z tym czuła. Dlatego nie chciała tutaj teraz być, chciała uciec, schować się, ale nie mogła pokazać, że można ją zranić. Przynajmniej tak sobie wmawiała, zwłaszcza teraz, stojąc przed zapewne nieziemsko wściekłym Hayato.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Lip 19, 2017 1:30 pm


Po przybyciu do sali treningowej owa dwójka zastała nic innego jak kompletną pustkę, nie licząc stojącego gdzieś z boku generała, który jakby nigdy nic najzwyczajniej się opierdalał, mogąc sobie na to w danej chwili pozwolić. Widząc ową dwójkę, zaprzestał chwilowo objania się, gdyż w końcu to na nich czekał, by jedynie przekazać proste informacje. Zbliżył się on do owej dwójki i obojgu przypierdolił tak mocno, iż zobaczyli gwiazdki.
-Za brak szacunku do wyższego stopniem. Kapitan Draconus już nie będzie marnował na was swojego cennego czasu.
Otrzepał dłonie w teatralny sposób, a następnie odszedł od tej dwójki. Nie miał zamiaru cackać się z nimi, to nie było ani przedszkole, ani plac zabaw a wojsko gdzie priorytetem była dyscyplina.
-Ty jesteś zdegradowana, a ty tracisz immunitet oraz stanowisko dyplomaty. To decyzja rady i króla. Dodatkowo oboje zawieszeni do odwołania, WYPIERDALAĆ MI STĄD!
Po tych, że słowach mężczyzna dosłownie na kopach wypierdolił zawieszonych z sali treningowej, by więcej nie tracić na nich czasu, po wykopaniu ich rzekł jeszcze.
-Póki nie nauczycie się co to SZACUNEK do wyższych stopniem, nie macie po co tu wracać!
Po tych słowach zniknął za szczelnie zamkniętymi drzwiami.

Xal i Mex z/t ---> Korytarze

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala Treningowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Miejsca Treningowe-
Skocz do: