DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Tor Przeszkód

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Tor Przeszkód   Sro Maj 20, 2015 8:12 pm

Jedyna ogromna i otwarta przestrzeń w całym Ośrodku Szkoleniowym przystosowana do ciężkich ćwiczeń terenowych. Właśnie tu młodzi rekruci uczą się jak korzystać z naturalnego bądź sztucznego ukształtowania terenu.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 12:24 am

Kenzuran po przejściu przez podwójne wejście, mógł zobaczyć naprawdę chyba jedną z większych sal jakie dotychczas widział. Stwierdził, że w tym pomieszczeniu znajduję się wszystko, ściany wspinaczkowe, płotki do przeskakiwania, jakiś inne niebezpieczna narzędzia, które mogą cię dość mocno zranić. Czarnowłosy starał się znaleźć jakiś zbiór jego rodaków, albo kogoś kto dość głośno drżę ryja, ponieważ na pewno by poznał że to jest ów trener. Syn Kellana machał już spokojniej swoim brązowym ogonkiem, patrzył tu i tam ,ale dla niego to miejsce było niesamowicie ogromne, przeczuwał że zastanie tutaj tego jegomościa z czerwonymi ślepiami. Z pierwszego punktu widzenia ów half mógł siać przerażenie i strach, ale ogoniasty dobrze wiedział, że to trzeba zwalczyć, jak nie siłą woli, to pięściami. Młody Saiyanin westchnął i starał się nie rozmyślać o tej sprawie, bo coś czuję, że jeszcze na pewno do niej wróci. Kiedy po upływie kilku minut tak chodził i chodził, dostrzegł w oddali jakąś grupkę osobników i każdy miał założone na siebie co innego.

To na pewno chodziło o tą właśnie grupę, to zapewne byli ci wszyscy nowi kadeci, którzy przyszli na trening. Czarnooki mruknął coś pod nosem i pokierował się w tamtą stronę, uważając tak by niczym niechcący nie dostać. Na szczęście, w przypadkowej chwili uniknął jakiegoś ki blasta, który prawie by osmalił mu twarz i pierwszego dnia, musiałby powędrować do centrum medycznego, które przeczytał że jest coś takiego na mapie. Młodzieniec wreszcie bezpiecznie i dość szybko dotarł na miejsce i widział, że chyba co poniektóre osoby się znają, choć on swoich znajomych tutaj nie widział. Wiedział, że na pewno będzie musiał kogoś poznać, bo samotnie raczej nie zdziała zbyt wiele, dlatego też jak najszybciej musi nasilić z kimś sojusze. Skrzyżował ręce na torsie i jak na razie, nie chciał jeszcze z nimi konwersować, wolał poczekać na trenera i dalsze od niego instrukcje.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 12:59 am

Chłopak na szczęście nie zgubił się po drodze, co go bardzo cieszyło. Oczywiście wszystko dzięki mapie inaczej już dawno znalazłby się pewnie na drugim końcu akademii, a tego nie chciał. Tego mu tylko brakowało, aby się zgubił i nie trafił na test. Wtedy na pewno nie zostałby przyjęty, a nie może sobie pozwolić na powrót do cywila. Inaczej zostanie zmuszonym do zostania najemnikiem, a jest całkowicie zielony, więc i to nie jest wcale takie dobre. Ale jeśli pokaże się z dobrej strony...pokaże że ma talent i nie jest głupcem. To raczej powinien bez problemu zaliczyć ten niby test. Tylko absolutne ciamajdy, podobno go nie zaliczają, a to jedyny tytuł jakiego Altair nie chce otrzymać. Po prostu nie i koniec! Dlatego będzie się starał i zaliczy egzamin bez żadnego problemu! Nawet jeśli nie potrafi latać i rzucać ki blastów...bo rodzice go tego nie zdążyli nauczyć. Westchnął na samo to wspomnienie. Ale tak czy inaczej wziął się w garść. Nie może sobie pozwolić na coś takiego.

W końcu znalazł się przed wielkimi drzwiami, a raczej wrotami z napisem "Tor Przeszkód". Nie bacząc na zbyt wiele pewnie, i dumnie, wręcz arogancko przekroczył je i znalazł się w środku. Oczywiście wygląd wcale go nie zdziwił. No może wielkość, bo ten tor naprawdę był ogromny! I to tak naprawdę, naprawdę! Oh. Nie dość to, że będzie sporo biegania, to jeszcze będzie skakał, robił fikołki i inne figury niczym, a nieważne. Wiadomo, że saiyanie kochają trening i pocenie się. Ale Drake to leń jeśli chodzi o coś takiego i nie lubi głupio tracić czasu. Jeśli trening przynosi efekty to faktycznie będzie dawał z Siebie wszystko, ale i tak będzie narzekał. A jeśli nic mu to nie da to pewnie to by olał. Co prawda i tak normalnie byłby leniwy, za leniwy, ale teraz nie może sobie na to pozwolić. Jeśli chce stać si silnym, i mieć władzę oraz dowiedzieć się prawdy o swoim rodzie, to musi, ale to musi trenować! I tak też ma zresztą zamiar.

Rozejrzał się, gdy znalazł się już dawno w środku szukając wzrokiem kogoś kto choć trochę przypominał trenera, bądź dowódcę. Niestety widział tylko bandę dzieciaków, oczywiście ze sobą włącznie i do tego w jednej grupie, a trener nawet jakby był młody to nie stałby z nimi w jednej grupie, głupio na kogoś czekając. Więc nie wiedząc czemu, no bardzo ciekawe, i niemożliwe, ale raczej sądził, że trenera wśród nich nie ma. Także podszedł do nich i stał w spokoju nie odzywając się nawet słowem. Pewnie normalnie pomyśleliby, że jest jakimś Halfem, ale Ci co znali jego ród wiedzieli, że mają u Siebie tylko czystokrwistych saiyan. To tak jakby ktoś się pytał.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 11:22 am

Do oczekującej na torze przeszkód dzieciarni dołączyło jeszcze kilkunastu innych przyszłych rekrutów, cała ta banda to jedynie przerośnięte dzieciaki. Owa gromadka najwyraźniej nie wiedziała nawet o tym, że nie są tu na pikniku a po to, by się szkolić, co oczywiście nie przeszkadzało im w tym by urządzać sobie bzdurne pogawędki czy też co do poniektórych pozwalać sobie na samozwańcze sparingi. Po dłuższej chwili w owym miejscu zjawiła się grupa saiyan plasujących się na najwyższych szczeblach kariery w armii którzy to na widok gromadki dzieciaków na pikniku nie mogli uwierzyć w to, że jeszcze nie odczuli powagi tego miejsca. Wśród owej grupki znajdował się również ten, który miał za nich odpowiadać, co kompletnie go nie bawiło.


Saiyanin odziany był w fioletowy uniform o dość niecodziennym kroju oraz czarnym pancerzu ze złoto-białymi wykończeniami, który to na pierwszy rzut oka wyglądał na przestarzały model. Na jego oku widniał scouter, który swoją budową nie specjalnie przypominał jakiś standardowy model, wręcz musiał być to próbny projekt, który to ów wojownik otrzymał do testów. Mężczyzna obszedł ową grupkę, uważnie przyglądając się każdemu z nich, od razu jego oczy dostrzegły kilku, którzy potrafili cierpliwie poczekać, a co do reszty to wolał on nawet nie komentować. Po okrążeniu dzieciarni zatrzymał się dokładnie przed nimi jednocześnie zakładając ręce za plecy i dalej ich obserwował, aż w końcu nie wytrzymał i koniecznie musiał zakończyć tą farsę.
-USTAWIĆ SIĘ!
Wydarł się tak głośno, iż słychać go było daleko od tego miejsca, a krzyk właśnie tego wojownika był czymś, czego nawet członkowie elity woleli nie słyszeć. Kiedy tylko część rekrutów ustawiła się to pozostali którzy zignorowali rozkaz swojego przełożonego natychmiast zostali potraktowani serią Ki Blastów, a następnie wyrzuceni z miejsca ćwiczeń. Zaraz po tym młody trener dokładnie przyjrzał się tej dzieciarni wyszukując kogoś, kto na pierwszy rzut oka mógłby kiedykolwiek wspiąć się znacznie wyżej niż innych, widział kilka takich osób jednak to, kim oni byli pozostało tylko w jego głowie.
-Dobra bando rozkapryszonych dzieciaków, piknik się właśnie skończył! Każdy, kto zlekceważy mój rozkaz skończy jak tamci kretyni, których przed chwilą wyrzucono. Teraz przejdziecie szybką selekcję! Macie po prostu wykonywać uniki a każdy, kto oberwie w ciągu pierwszych dziesięciu minut wraca do cywila! Pozostali zaś będą mogli pójść odebrać swoje umundurowanie z magazynu i rozpocząć prawdziwe szkolenie!

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 1:59 pm

Kenzuran kiedy tak czekał ze skrzyżowanymi rękoma, mógł dostrzec kątem oka, że czerwonooki także wyrobił się, jeśli chodzi o trening. To było dosyć ciekawe, będzie mógł go trochę poobserwować i zobaczy wtedy czy należy mu się szacunek jako czystokrwistemu saiyaninowi. Starał się na niego nie zwracać uwagi, lecz to nie było takie łatwe, przez jego kolor ślepi. Czarnowłosy wreszcie westchnął i mógł dostrzec, jak jakaś elitarna jednostka obok jego grupy, w tej której się znajdywał. No cóż, mógł ich podziwiać i oddać co najwyżej szacunek, bo co poniektórzy nosili jeszcze zbroję i zapewne należeli do oddziału jego Ojca, choć już zapomniał które to były dokładnie uniformy. Czarnooki wyprostował się tak jakby na baczność, lecz pewnie elitarny wojownicy nawet tego nie zauważyli, więc rozluźnił swoją pozę. Po jakimś tam upływie czasu, ogoniasty mógł stwierdzić, że ktoś z tutaj wszystkich zebranych wyszedł przed nich.

Mógł się wyróżniać tym, że nosił dość specyficznej budowy model detektora, jak i zbroje która nie należy raczej do Świeżaków. Syn Kellana przez jakiś czas na niego spoglądał, aż wreszcie ten wydarł mordę jakby był u siebie, ale on jednak wolał go usłuchać. Młody Saiyanin ustawił się z połowę reszty swojej grupy, gdyż co poniektórzy niestety nie usłuchali tego i zostali na kopach wykopani z terenu na którym było dość sporo przeszkód. Kiedy młodzieniec stał tak na baczność, kątem oka dostrzegł, że jego rodak z czerwonymi oczkami stoi kilka metrów od niego. Kenzuran już wiedział, że może jest haflem, to jest grzeczny i będzie się słuchał żeby tylko niechcący nie zostać wydalonym. Czarnowłosy chciał coś mruknąć do siebie, lecz powstrzymał się gdy usłyszał słowa ów nieznajomego pobratymca. W sumie stwierdził, że to był bardziej krzyk niż normalne przemówienie, ale i tak chciał się do tego dostosować.

Kiedy upłynęła jedna minuta jego przemowy, wszyscy jak grzeczne panienki usłuchali się i zaczęli biegać po olbrzymim torze, który mógł rozmiarem przypominać stadion. Syn Kellana nie mógł tego lekceważyć, widział że co poniektóre osoby z elity ustawiły się w takich dogodnych miejscach do wystrzelania pocisków ki. Czarnooki tylko westchnął, po czym wbił się jak na razie w tłum kadetów i musiał pokazać, że przez ponad dziesięć minut sprosta wyzwaniu, nie mógł zawieść swojego rodzinnego rodu.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 2:11 pm

Krwistooki w porównaniu do tej bandy idiotów stał prawie, że na baczność, a przynajmniej stał w pozycji spocznij i cierpliwie czekał, nie urządzając sobie nawet ani jednej pogawędki z nikim. W sumie i tak nikogo nie znał może to powód. Niestety na jego nieszczęście reszta tak nie myślała, i myślała, że przyszła tu na kółko różańcowe. Słyszał, że jest coś takiego na Ziemi. Sama nazwa jest straszna. I tylko coś tak strasznego oddaje to co się tutaj dzieje. Nienawidził pracować z taką dzieciarnią. On sam był młody to prawda, więc może to być lekka hipokryzja, ale on w porównaniu do innych się przynajmniej normalnie zachowywał i nie sprawiał, by całej reszcie padał słuch, a jest to bardzo ważne na polu bitwy nie podlega to wątpliwości. Niektórzy nawet się wygłupiali i robili z siebie akademickich klaunów, myśląc, że są zabawni. Inni się z nich śmieli, ale Altair tak nie uważał. Dla niego nie byli zabawni. Byli żałośni. Gdy do nich dołączyła reszta to było jeszcze coraz to gorzej i gorzej, a Drake'owi działało to powoli na nerwy. Na szczęście był cierpliwy i to bardzo, więc nie dał się dzieciarni wyprowadzić z równowagi i spokojnie wyciszony czekał sobie na kogoś kto choć trochę będzie mu przypominał trenera.

W końcu kątem oka dojrzał, że zjawili się wreszcie Ci wyżej postawieni na co chłopak przeszedł z pozycji spocznij do pozycji baczność i, gdy elita ustawiła się przed nimi to zasalutował.
-Sir! Altair Drake melduje się!
Nie był kadetem więc nie powiedział, że melduje się kadet. W końcu przyszedł tu na egzamin. Ale nie miał pojęcia czy ktokolwiek go przez ten wrzask dzieciaków usłyszał. Gdy usłyszał komendę by się ustawić która prawie rozwaliła mu bębenki słuchowe, to już dawno stał na baczność i do tego salutował, więc nie miał zbytnio nawet co tutaj zmieniać. Spojrzał oczywiście jak elita, a przynajmniej na takich wyglądali, traktuje tego co się odezwał, bowiem, był strasznie młody jak na trenera, ale wiek o niczym nie świadczy w sumie tylko przekazanie wiedzy i osobista siła i znajomość technik i innych rzeczy które sprawią, że przeżycie na polu bitwy będzie łatwiejsze.

Wyglądał na nieźle wkurzonego i mu się nie dziwił, jakby on był na jego miejscu i miałby spędzić z taką dzieciarnią trochę czasu to walnąłby już dawno jakąś falą uderzeniową na ich mordy. Nie no, żarty żartami, ale i pewnie mu nerwy by puściły, a ta osoba która podobno była trenerem, a przynajmniej stwierdził to po traktowaniu go z szacunkiem przez elitę i tak nieźle się trzymał. Tak czy inaczej spoglądał podczas stania wyprostowanego na osobę która stała przed nimi i znowu zasalutował.
-Sir!
Miał ciekawy krój pancerza. Fioletowy uniform, i czarny pancerz ze złoto-białymi wykończeniami. Nawet ciekawie to wyglądało. Ale raczej nie jego styl, chociaż kolor pancerza był według niego okey. Za to najciekawszą rzeczą był scouter. Widział wiele scouterów, ale jeszcze takiego nie. Czyżby eksperymentalny? To na sto procent pokazywało, że musi być wysoko postawiony. Wątpił, by zwykły żołnierz miał próbny scouter którego nigdzie nie było. Teraz był pewien, że jest to trener.

Ci co zignorowali jego rozkaz dostali ki blastami w mordę i zostali wyrzuceni. Szybka selekcja dzieciarni. Prawie, że szybka selekcja naturalna. W końcu też trener powiedział im na czym polega test. O mało co nie wybuchnął śmiechem, gdy tamten wspomniał, że piknik się właśnie skończył. i doskonale wiedział, że jak ktoś zignoruje jego rozkaz to stąd wyleci, szybciej niż wypuszczane przez nich pociski ki. Ale test nie wyglądał na zbyt ciężki. Mieli po prostu wykonywać uniki, a każdy kto oberwie w ciągu pierwszych dziesięciu minut stąd wyleci. W nagrodę po tym teście pójdą po umundurowanie i rozpoczną prawdziwe szkolenie. Ale nie oznaczało to oczywiście, że szkolenie trwać będzie te dziesięć minut. Lecz w ciągu nich, nie mogą dać się trafić, ale Altair za to miał już nawet pomysł, na co sam delikatnie się uśmiechnął. Ustawił się w pozycji z której będzie miał łatwiej unikać wystrzelonych pocisków i czekał na sygnał do rozpoczęcia egzaminu, choć kątem oka dojrzał, że nie każdy, był pewien tego, że ten mężczyzna był trenerem. Cóż. To ich nieszczęście. Nie jego problem. Dla niego nawet to lepiej. Niech selekcja trwa!
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 2:40 pm

Kenzuran nie miał zamiaru dłużej się bawić, dlatego też przez jakiś okres czasu tego wszystkiego, przebywał w tłumie damskich kadecików. Niestety, nie mógł tego inaczej określić, gdyż ta banda Świeżaków tak się zachowywała i musieli być traktowani jak damy. Nie rozumiał czemu nie mogli wziąć z niego przykładu, albo tego drugiego rodaka, który to miał czerwone oczy. Czarnowłosy widział, że tamten na pewno nie będzie chciał się tak łatwo poddać, dlatego też trochę przyśpieszył, lecz nadal skrywał się za innymi z tej bandy nierozgarniętych idiotów. Przyśpieszył swoje cztery litery, po czym prześlizgnął się pod jakąś przeszkodą, która to była przed jego nosem, a potem jeszcze zrobił kilka przeskoków nad płotkami, które także stanowiły część tutejszego terenu. Wreszcie młody saiyanin musiał wykorzystać przewagę w tym, że ukształtowanie terenu było tak dobre, że tak naprawdę nie musiał w ogóle oberwać pociskami ki, jeśli dobrze wykorzysta glebę i przedmioty, które torowały drogę.

Syn Kellana pokazał ząbki swoim tak jakby rywalom, po czym schował się za kolejną damską ofiarą, która właśnie w tym momencie dostała złotym pociskiem energii i runęła na powierzchnię piasku. Wojownik westchnął, a potem znów nasilił bardziej mięśnie i jego nogi zaczęły pracować jeszcze szybciej, lecz tak by za szybko też się nie zmęczyć. Kiedy ruszał ramionami, niechcący odczuł że kogoś szturchnął i tamten nadział się na aż dwie kule mocy, które go niemiłosiernie potraktowały. Nie miał zamiaru tego w ogóle robić, to było oczywiście wszystko przypadkiem, mimo iż on był jego rywalem w zajęcia miejscu w Armii Vegety. Ogoniasty mruknął coś do siebie, a potem widział jak jeden pocisk zmierza w jego stronę, więc odchylił trochę dłoń i kiedy kula zbliżyła się na tyle blisko, wybił ją gdzieś za siebie. To mu się tym razem fartownie udało, bo tak naprawdę mogło mu to nie wyjść i został by wyrzucony razem z pozostałymi słabeuszami.

Czarnooki odczuwał, że biegnie już około dwóch-trzech minut, mógł odczuwać delikatnie zmęczenie, lecz nie mógł się teraz wycofać, nie kiedy tak daleko zaszedł. Dostrzegł Czerwnookiego i widział w nim wielki temperament i silną wole, która nie pozwoli mu się tak łatwo poddać. Kenzuran wiedział już, że musi pokazać to samo i nie może zawieść tego osobnika, który wydał im takie polecenie, bo naprawdę mogłoby się wydawać, że należy do tutejszych trenerów. Młody Saiyanin po upływie kolejnej minuty, zrobił przeskok nad dwoma Świeżakami, po czym prześlizgnął się pod kilkoma przeszkodami i przeskoczył nad pagórkiem, unikając przy tym trzech pocisków ki. Widział też, ze co poniektórzy nie byli tak wyćwiczeni jak on, ponieważ jego trenowali w domu, miał do tego dość niewielki teren, ale to było zawsze coś niż nic. Miał nadzieje, że nie zawiedzie swojego rodu i pokaże, że ród Riverów jeszcze wejdzie wysoko, jeśli chodziło o hierarchie na planecie Vegecie.

Syn Kellana znów musiał się porządnie przyłożyć, bo widział że coraz to mniej osób zostaję w tej grupie biegaczy, która chciała zaliczyć test i dostać się wreszcie do Akademii pełnoprawnie. Ogoniasty sprężył się jeszcze bardziej, więc starał się wyrównać jako tako oddech, bo odczuwał coraz większą chęć by się zatrzymać i chwilę odsapnąć, a na pewno minęło około pięciu minut, jak nie więcej. Czarnowłosy przechylił delikatnie głowę, unikając przy tym oberwania od kulki mocy, a potem stając szybko na ręce, zrobił gwiazdę i uniknął kolejnych dwóch kulek energii. Dobrze, że jego siostra pokazywała mu te różne piruety, może wyglądały trochę babsko, ale jego to nie obchodziło, teraz nie mógł splamić swojej dumy. Po prostu chciał to zdać i mieć już to z głowy, bo wiedział że to jest dopiero początek i potem będzie coraz ciężej i trudniej. Wspinaczka właśnie tak wyglądała dla Kenzurana, miała być zawsze trudna i będzie coraz gorsza dla każdego z tutejszych osobników.

Czarnooki znów kolejno przeskoczył nad inną panienką co tutaj biegła, która przyjęła najwyraźniej jego dwa inne ki blasty na twarz i jeszcze dwa inne na brzuch i poniżej pasa. Syn Kellana odwrócił wzrok, bo nie mógł na to patrzeć jak młodzik cierpi i ruchem oczu spoglądał skąd nadlatują niebezpieczne kule mocy. Wiedział, że za niedługo minie dziesięć minut i nie będzie musiał się tak aż bardzo starać, choć coś mu się zdaję, że nawet jeśli minie dziesięć minut, to i tak będą musieli tego unikać.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 3:51 pm

Krwistooki czekał w pozycji do biegu, będąc gotowym do uników, czekając oczywiście na sygnał. Tym sygnałem był po prostu wystrzelony w jego kierunku pocisk energii. Od razu oczywiście uniknął go. W porównaniu do innych nie biegł jak reszta tylko stał w miejscu, ze spokojem i opanowaniem. Czyżby odmawiał wykonania rozkazu? Oczywiście, że nie! Rozkaz brzmiał. Unikaj! Nie daj się trafić bo wylecisz! Nic nie było powiedziane, że mają biec, a Altair nie zamierzał głupio tracić energię skoro może mu się ona przydać w dalszej części. Dlatego tylko uśmiechnął się, zważywszy na to, że uznał swój plan za całkiem ciekawy. Od razu gdy widział, że w jego stronę leci pocisk to uniknął go bez zbędnego problemu i bez potrzeby głupiego przemieszczania się. Stojąc w miejscu o wiele lepiej mu to pójdzie. Tym razem w jego stronę poleciał o wiele szybszy pocisk i uniknął go wręcz o włos. Albo to był test, albo elicie nie spodobało się jego myślenie. Oczywiście mu to nie przeszkadzało. Pragnął tego więcej! By przetestować potem to o czym myślał, bo to był tylko jeden z wielu jego planów. Ale najpierw zamieszał wykorzystać ten plan jak tylko najlepiej mógł. Przy okazji dostrzegł jak wielu innych już odpadło, a Drake który nie ruszył się nawet o milimetr miał się dobrze. Jednakże to miało się zakończyć bowiem w jego stronę poleciały dwa ki blasty, i chociaż je uniknął, to kolejna fala składała się z trzech, co jeszcze mu tez udało się uniknąć, ale było blisko. Dopiero, gdy zobaczył wręcz ostrzał w swoim kierunku wielu pocisków wiedział, że jego plan zakończył się, ale za to kupił mu dostatecznie dużo czasu, no i oznaczało to jedno, elita zamierza zobaczyć więcej co ma On do pokazania. Albo po prostu zaczął działać im na nerwy tym, że wykorzystywał mało staminy do unikania tego co mieli im do zaoferowania, więc tym samym wręcz zmusili go, do zmiany planu, ale i tutaj Drake miał coś gotowego. Także postanowił wreszcie ruszyć się i zmienić plan.

Początkowo po prostu sobie normalnie szedł i tym samym unikał bez problemowo pojedynczych wystrzałów ki w jego stronę. W końcu nie kazali im biec tylko unikać, a skoro nie mógł sobie stać w miejscu i nie tracić energii to po prostu sobie będzie szedł. Nawet chyba elita musiała przyznać, że ten gość był albo absolutnie leniwy, albo sprytny, bo w porównaniu do tych co odpadli albo stracili sporo energii, to on miał jej jeszcze mnóstwo w zanadrzu. Wręcz miał ochotę śmiać się z tych, bo przecież po tym egzaminie czekał ich dalszy trening. Jak tak dalej pójdzie to nie będą mieli energii i odpadną na treningu, a i to może ich zdyskwalifikować. Dlatego nasz krwistooki używał jak najmniejszej energii dla jak największych rezultatów, co pozwoliło mu być wręcz w pełni sił. Od czasu do czasu się schylał unikając tym samym zagubionego wystrzału. Innym razem po prostu zatrzymał się w miejscu, a pocisk obok niego przeleciał, bo był wystrzelony w kierunku gdzie miał się znaleźć, a nie gdzie był, a skoro się tam nie znalazł bo się zatrzymał to nie oberwie. Proste prawda? Ciekawe czy działał elicie na nerwy tym, że nie dość to, że nie używał całej swojej energii jak reszta, to jeszcze nie dał się ani razu trafić. Na pewno tym samym nieźle odstawał od reszty i się wyróżniał co ma swoje plusy jak i minusy. Pewnie zapamiętają go i kadeci i elita, czym może sobie narobić więcej wrogów niż zamierzał, ale sądził, że będzie tego warte. Kolejny pocisk przeleciał mu obok głowy i tylko dlatego, że Drake ją przekręcił, by zobaczyć jak sobie radzi reszta. Niby nie powinien tego robić, ale uznał, że skoro tak mu idzie i jest w pełnej gotowości to da radę. No i instynkt zadziałał. Chociaż nawet gdyby nie patrzył jak reszta sobie radzi to, mógłby tego nawet nie uniknąć. To było dopiero blisko. Chyba elitarnym nie podobało się to, że tak dobrze sobie radził i nie tracił energii, bo po tym szybkim pocisku nadleciało parę następnych, które uniknął z większym wysiłkiem, a ostatecznie dostałby z całej fali tych kul energii, a nie zamierzał dać się złapać. Następny jego plan kupił mu kolejne ważne dla niego minuty, więc i tym razem zmieni sobie plan na inny. Jak na razie wszystko idzie doskonale, więc zaczął w końcu biec.

Kolejny plan wydawał się zwykły bo po prostu unikał ki blastów robiąc w tym celu wręcz różne figury i uniki. Dla przykładu teraz jeden z pocisków leciał w jego stronę, na co on zareagował robiąc fikołek i przyśpieszył swoje ruchy tak, że pocisk przeleciał idealnie nad nim i nie zrobił mu nic, nawet go nie smyrnął. Leciał w jego stronę kolejny pocisk, ale nie próbował go nawet odbić bo skończyłoby się to dla niego dyskwalifikacją, a tego nie chciał. Zamierzał zdać ten test jak najlepiej się da! Dlatego na poczekaniu wymyślił parę planów które to teraz wprowadzał w życie. Znowu korzystając z małej ilości energii po prostu sobie biegał wokół nie korzystając na razie z przeszkód i robił zwyczajne uniki. Kolejny pocisk po prostu zwyczajnie przeskoczył. Następny pocisk bez problemu uniknął schylając się. Potem zrobił nawet obrót niczym...tancerz wojny! I uniknął bez większemu problemu kilku wystrzałów. Można rzec, że doskonale się przy tym bawił. Był nawet szczęśliwy, że wszystko szło według jego planu, a reszta wręcz tańczyła na jego dłoni. Nie dosłownie oczywiście. Ale uwielbiał, gdy wszystko szło po jego myśli. Zresztą każdy to lubił prawda? Widział, że gość co miał masę blizn na mordzie również sobie radził. Przynajmniej potrafił wykonywać rozkazy a to już coś. To często rzadkość u takich panienek jak ta cała dzieciarnia, a On w sumie wyglądał najstarzej i najdojrzalej. Można rzec taki senior, albo starszy brat w akademii. Hah. Jak jest to się dowie. Tak samo podczas uników i biegania bez problemu widział jak reszta panienek, bo inaczej ich się nie da nazwać, wywaliła się na jakichś płotkach, bo nie potrafiła przeskoczyć, ale wręcz walnęli o ścianę. Na ich nieszczęście to nie uratowało ich przed masą pocisków. Najwidoczniej elita również doskonale się bawiła, gdy mogła takich przypalić wręcz bez żadnych problemów i jeszcze im za to płacą. Zazdrościł im, że mogli przypalić takich gości. Jeden nawet który sobie jaja robił oberwał w tyłek. Oh. To musiało boleć, bo gościu wręcz podskoczył i dołączył do reszty. Dostał nauczkę. A nasz ogoniasty saiya-jin znowu sobie kupił masę minut, ale pewnie powoli znowu działał reszcie na nerwy bo nie starał się tak jak powinien. Instynkt znowu zadziałał i uniknął szybkiego pocisku który to walnął kogoś prosto w twarz. I znowu po paru strzałach przyszła kolej na wręcz fale strzałów w jego stronę. A to oznaczało tylko jedno. Trzeba przejść do ostatnich planów i pomysłów które mu zostały, bo cierpliwość dowódców się w jego kierunku zakończyła. Niech się nie martwią. On im jeszcze pokaże na co go stać. Uśmiechnął się diabelnie mając zamiar wykorzystać kolejną część planu.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 8:23 pm

Kenzuran nie chciał dać za wygraną czerwonookiemu, bo widział jego popisy i piruety. Chciał pokazać się z lepszej strony, ale zapewne ów osobnik, który wyglądał jak trener potem by go za to skarcił, bo nie ważne chodziło teraz kto jest lepszy, a kto jak najdłużej przetrwa. Czarnowłosy tylko westchnął, a potem zręcznym ruchem odbił za siebie dwa pociski ki, które co o niemal trafiły go w twarz, jak i brzuch. Niestety inne panienki nie miały tyle szczęścia co on sam, ponieważ gdy widział jak co poniektórzy dostają kulkami mocy tam gdzie nie powinni albo prosto w mordę, delikatnie im współczuł. Wiedział też, że przecież gdyby on sam tak dostał, został by posłany do domciu pod cyc Matki, które i tak już niestety umarła na jednej z trudniejszych zadań. Nie chciał o tym wspominać, dlatego zmienił grymas na twarzy na bardziej poważny i musiał przyłożyć się do tego co robił. Szybko podbiegł między dwóch Świeżaków, którzy chyba rozmawiali między sobą, a jak wiadomo, teraz to było zakazane i nie było na to pozwolenia.

Chwila nieuwagi i Syn Kellana trochę jednemu przeszkodził, gdyż podciął go delikatnie i ten wpadł na swojego towarzysza rozmowy, a potem dobiły ich ki blasty. Trochę miał z tego ubaw, ale to nie był czas i miejsce na damskie pogaduszki, teraz mieli trenować, stać się najlepsi i dołączyć do Armii Vegety, gdzie takie rzeczy na pewno byłyby traktowane karalne. Czarnooki znów przyśpieszył, odczuwał jak jego mięśnie od czasu do czasu nie odpowiadają na jego różne dziwne życzenia, czy też przeskoki albo ślizgi pod przeszkodami. Tym razem znowu mu się jakoś udało i kiedy znalazł dość specyficzny mostek, po prostu szybko przeszedł na tak zwane "cztery łapy" i przeszedł pod nim, unikając gradu energetycznych pocisków. Odczuwał, że biega już wieczność, że naprawdę mogło minąć te całe dziesięć minut, ale nie chciał dmuchać na zimne, widział też jak tamten się trochę męczy.

Młody Saiyanin starał się nie myśleć o swoim czerwonookim rywalu, który to doskonale jakoś radził sobie z tym wszystkim, zapewne miał podobne szkolenie do niego, kiedy jeszcze on przesiadywał w domu. Kenzuran wreszcie delikatnie spowolnił swój sprint, ponieważ musiał nabrać trochę powietrza i odpocząć podczas truchtu, albo jak kto woli marszu. Niestety, na to też nie było czasu, gdyż już kolejne kule mocy leciały w jego stronę by go wyeliminować z rozgrywki. On wiedział, że tak łatwo się nie da, dlatego też w dobrym momencie szybko przechylił głowę, a drugi blast odbił lewą ręką, przez co ten trafił w jakąś dziewuszkę. Oczywiście chodziło tutaj o kadeciaka, który niestety poturlał się po torze, bo dostał dość mocno przez impet w jakim odbił to czarnooki. Wojownik już nie mógł teraz dokładnie zrozumieć o co z tym chodzi, ale na pewno wiedział, że dawno minęło dziesięć minut, to czemu nie chciał się zatrzymać?

Kenzuran najwyraźniej chciał sobie coś udowodnić, pokazać że ród Riverów naprawdę poważnie podchodzi do tego co musi zostać wykonane i nie cacka się z tym, ani nie pieści. Napiął obydwie pięści, tak samo jak mięśnie w innym ciele, coś mruknął do siebie i znowu przyśpieszył w naprawdę szaleńczej szybkości. Przeskok przez przeszkodę, wślizg pod jakieś płotki, przeskoczenie głowy nad innym rodakiem, powtarzał te sekwencje kilkakrotnie. Nie zatrzyma się, nie podda się i pokaże że wytrzyma więcej niż jakieś tam marne dziesięć minut, a co mu tam szkodzi. Ogoniasty trochę warknął do siebie, że przypomnieć sobie o swojej sile woli, dlatego wyprostował wzrok, mimo iż ten latał na lewo i prawo i nie miał zamiaru teraz się zatrzymywać. Kiedy usłyszy dogodny rozkaz od tego pobratymca w czarnej zbroi, wtedy grzecznie się usłucha i będzie mógł na pewno stanąć i odetchnąć, ale teraz nie może tego zrobić.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 9:55 pm

Chłopak westchnął. Wiedział, że dopiero teraz zaczyna się prawdziwa część egzaminu, parę minut minęło obliczał sobie w pamięci mniej więcej. U niego na stanie w miejscu przypadły dwie minuty, tak samo na jego chód również dwie minuty. Bieg i inne piruety kolejne dwie minuty. A po każdej z nich, akurat to on dostawał największą falę pocisków. To oznaczało, że musi przetrwać jeszcze cztery minuty, i jeśli jego obliczenia są poprawne to jego pomysł wciąż się nie zakończył. Ba, teraz przechodzi na kolejne już jego ostatnie plany. Ostatnie pomysły. W sumie fazy pomysłów. Dziesięć minut to wbrew pozorom nie jest zbyt dużo, ale jeśli te dziesięć minut decyduje o tym, czy zostanie się przyjętym czy też nie to czasem ciągną się cała wieczność. I właśnie dla niego to tyle trwało. Gdyby nie to, że liczył sobie to wszystko wcześniej to nie wiedziałby ile czasu mu jeszcze zostało. Na szczęście przezorny zawsze ubezpieczony i wręcz robiąc za zegarek, dokładnie wiedział ile mu czasu zostało do szybkiego pocisku, a za nim kolejnej fali. Dziwnym trafem został obrany na cel. Czy to przez to, że stał w miejscu? Czyżby elita uznała, że się z nich nabijał, albo z ich testu? Co prawda tak nie było, ale kto wie co sobie pomyśleli. Po prostu uznał, że to najlepsza droga, by stracić jak najmniej energii. W końcu patrząc po tych co odpadli i po tych co dalej biegli to stracili o wiele, wiele więcej energii od niego, a Drake miał sobie w niej co niemiara. I dlatego nawet jakby cały ten biegł trwał o wiele, wiele więcej, albo jakby trening po egzaminie byłby ciężki, to chłopak powinien go przeżyć bez większych problemów, czego nie można powiedzieć o tych co głupio tracili swoją staminę na niepotrzebne ruchy. Tak to jest jak się ma zamiast mózgu mięśnie. Tym bardziej bez przerwy w jego kierunku się patrzył dziwny starszy brat z bliznami. Czy może...on się mu podobał? Aż dostał ciarki. A może, on gustował w młodych, przystojnych nastoletnich chłopakach? I znowu, i znowu. No on wszystko może zrozumieć, ale nie to. Najwyżej będzie musiał mu powiedzieć, że niestety dla niego, ale woli dziewczyny. Może zrozumie. W końcu jednakże wyrzucił z siebie te myśli i przystąpił do kolejnego planu.

Ten plan miał jakże piękną i prawdziwą nazwę, "żywe tarcze". W końcu na tym torze biega masa tarcz które, aż się proszą, wręcz błagają, aby ich użyć, a Altair miał taki zamiar. Oczywiście nie taki sam zamiar jak ten gość z bliznami odnośnie młodych chłopców, tylko troszeczkę będzie to inne. No i zaboli. Oj zaboli. Może to będzie ich pierwszy raz? Może pierwszy raz oberwą ki blastem w mordę. W końcu nie na co dzień można dostać pociskiem w twarz. Każdy wie jaka jest ta planeta i jakie są istoty na niej żyjące, ale jako taki spokój i ład tutaj panuje. Wyjątek to akademia, a raczej tory przeszkód bądź inne sale treningowe. Na samą myśl wrednie się uśmiechnął. Wszyscy tutaj zgromadzeni przysłużą się jego sprawie, nawet jeśli niezbyt tego chcą. Dlatego odliczając upływ czasu począł wykorzystywać innych jako swojego rodzaju ochronę. Gdy widział, że jakiś pocisk leci w jego stronę to od razu użył jakiejś panienki i to właśnie ona obrywała pociskiem w mordę. No i to było zazwyczaj na tyle bo nikt się nie podnosił po takim uderzeniu. Prawdziwa selekcja. A on w tej selekcji jeszcze dopomoże. Skoro są tacy słabi, że nie potrafią uniknąć pocisku to lepiej, by wrócili do cywila i inaczej się przysłużyli społeczeństwu, aniżeli zginęli zapomniani na jakimś polu bitwy. Kolejny pocisk, a Altair znalazł się obok jakiegoś gościa i tym razem on oberwał od bocznej strony. Innego przeskoczył i kolejny odpadł, jeszcze przed innym tak się zatrzymał, że sam wpadł na pocisk. I po wielu takich selekcjach wprowadził w grupie lekki strach, i uciekali przed nim jakby był jakąś szarańczą, a oni żywą roślinnością. Gdy widzieli, że chłopak się do nich zbliża to zaraz rozbiegali się w różne strony. Tym bardziej, strach wpisany w oczach mieli Ci których odwiedzał osobiście, bowiem każdego którego odwiedził, to każdy skończył z pociskiem ki w mordzie. Był niczym posłaniec przynoszący śmierć. A dla nich egzekucje i dyskwalifikacje z testu. Normalnie niczym choroba, prawdziwa zaraza. Nikt o zdrowym umyśle się do niego nie zbliżał nawet o metr. W końcu zniknął im z oczu, na co każdy odetchnął z ulgą, ale i mieszanymi uczuciami. Nagle z uśmiechem zjawił się w samym środku grupki. Jak tam się znalazł to oni do tej pory nie mieli pojęcia, ale było to proste. Po prostu wykorzystywał innych jako osłony i nikt tym samym go nie zauważył, aż było za późno, bo wielu po chwili odpadło będąc zwyczajnymi, żywymi tarczami dla tego wcielonego zła. Ale była też taka osoba która nic sobie z tego nie robiła i się śmiała z nich mówiąc coś, że taka osoba nie może być trenerem i tylko sobie robi z nich jaja. Na co sam Drake nie wiedział, czy się śmiać czy płakać, bo ten gościu sam niedawno jeszcze biegł. Może uznał, że wie coś czego oni nie wiedzą. Nagle do głowy wpadł mu diabelny pomysł i z uśmiechem na ustach który nawet diabła mógłby przerazić ruszył w stronę tamtego gościa.
-Jakbyś choć trochę pomyślał i popatrzył uważnie jak Sir jest traktowany przez elitę i jak na niego patrzą, to by Ci przyszło do głowy, że to faktycznie trener, a jakby i to Ci nie przyszło do głowy...to jakbyś choć trochę wiedział o scouterach i ekwipunku naszej rasy, to byś wiedział, że takiego scoutera jak Sir ma, to nigdzie indziej nie ma, a to oznacza tylko jedno! Jest to eksperymentalny scouter, a to samo w sobie świadczy o tym, że osoba go nosząca i testująca musi mieć wysoką pozycję! Ale dla Ciebie już za późno bowiem, test dla Ciebie się zakończył!
Ostatnie słowa dodał z demonicznym uśmiechem. Wszystko to wypowiedział oczywiście biegnąc w jego kierunku. Tamten gość nawet jeśli faktycznie uznałby, że chłopak może mieć rację, to nie wiedział co oznaczają jego ostatnie słowa. Jakże wielkie oczy zrobił, gdy zobaczył co ta osoba robi. Ale właśnie wtedy nasz saiya-jin zrobił wślizg pod tą osobą, a wkrótce po tym leciał w jego stronę ki blast, a że chłopak robił właśnie wślizg, to pocisk ki leciał w dół. No i na nieszczęście tamtego trafił go w jego klejnoty. Altair prawie sam odpadł, z biegu gdy to zobaczył i pierwszy raz myślał, że śmierć jest blisko. Tym bardziej gdy widział, że tamten cierpiał z bólu jakby go torturowali, a następnie się nie podnosił. Chłopak westchnął i kontynuował nie zatrzymując się nawet na sekundę. Nie chciał bowiem skończyć tak jak on. Ale wkrótce dwie minuty minęły. I akurat wtedy zrobił unik zgadując, że leci teraz w jego stronę ten super szybki strzał. I tak też było bowiem inny dostał tym strzałem w tyłek tak mocno, że aż wpadł na ścianę. Następnie poleciała w jego stronę masa innych strzałów o czym inni nie wiedzieli, ale on tak. Dlatego w pewnym momencie znalazł się w samym środku kiedyś przyszłych kadecików, na co Ci patrzyli z niedowierzaniem. Na ich nieszczęście nie zdołali uciec od niego i wkrótce potem cały ten tłum odpadł. I tym samym Altair przeżył kolejne dwie minuty fazy. Jego inteligencja jeszcze nigdy go nie zawiodła. Jednakże przyszedł czas na ostatnią fazę planu.

Ta ostatnia faza to było nic innego jak wykorzystanie terenu dla swoich potrzeb, bowiem tarcz zostało mało. Tam ty gość z bliznami po prostu się nimi zasłaniał o wiele bardziej chamsko niż robił to Altair. On zawsze dawał im szansę by to uniknęli, a ten po prostu ich na to wrzucał. Można i tak. Drake jednakże tego nie robił, bo nie miał takiej potrzeby. I tak Ci byli zbyt wykończeni i zbyt durni, by uniknąć tego co leci w ich stronę. Tym lepiej dla niego, no nic to ten osobnik sobie nieźle radził. Cóż może będzie odpowiednią osobą która mogłaby przydać się w jego planach. Czas pokaże czy będzie godzien. Tak czy inaczej wreszcie wleciał na specjalny tor z samymi przeszkodami. Sporo osób dało sobie z nimi spokój bo już nie wytrzymywało, ale chłopak miał staminy wystarczająco dużo, by dać radę z nimi. Tym bardziej tylko one są w stanie wytrzymać nadciągającą falę. Korzystając w terenu przeskoczył płotek i tym samym pocisk przeleciał pod nim. Ah teren bywa taki przydatny. Prawie tak przydatny jak żywe tarcze. Kolejna przeszkoda była czymś w rodzaju mostku linowego. Ciekawe, najpierw normalnie po nim biegł co samo w sobie było trudne, ale gdy widział nadlatujący pocisk to prawie spadł, i złapał się lin dłońmi, unikając tym samym wystrzelonych pocisków w jego stronę. Gdy leciały od dołu to zrobił skok i znów znalazł się na moście. Tym razem na jego drodze stał pagórek. Zrobił na nim fikołek i biedny pagórek oberwał pociskiem. Ale lepiej on, niż czarnowłosy. Kolejną przeszkodą, była swojego rodzaju rura, a raczej pomieszczenie w którym mógłby się chwilowo schować więc zaczął się pod tym czołgać. Usłyszał tylko uderzenia pocisków, ale przeszkoda była wytrzymała. Niestety inny strzał leciał od strony z której zaczynał się czołgać, więc przyśpieszył ruchy i szybko się wydostał z tej pułapki. Musi uważać. Nie zostało już zbyt wiele czasu. Tym razem było coś w rodzaju długiego, ale wąskiego kozła i bez problemu to przeskoczył unikając kolejnej energii. Kolejny kozioł tym razem szeroki, ten przeskoczył inaczej tak jakby chciał zanurkować, a następnie zrobił fikołek i uniknął kolejnego strzału. Następnie znalazł się na takiej wąskiej drodze, że prawie, by się wywalił. I przez utratę równowagi cudem uniknął innego ki blasta. Postanowił jedno, że zakończy ten cały tor przeszkód. Drabinka. Co to dla niego. Skoczył sobie i złapał się drabinki i szybko wspiął i zjechał z niej dzięki czemu nie dostał w twarz. Wielkie stojące metalowe pale, stały mu na drodze. Tak się ich złapał, że wręcz użył ich do zrobienia obrotu i tym samym uniknął dyskwalifikacji, chociaż musiał to robić parę razy. Po wyliczonym czasie wiedział, że fala jest blisko, a on sam był bliski ukończenia całego okrążenia toru. Niby nic wielkiego, ale...zawsze coś prawda? Wiedział, że tym razem będzie leciał w jego stronę najszybszy z tych pocisków. Ale znalazł coś co pomoże mu oszukać strzelającego. Zaczął biec przed siebie i obliczał sekundy. Gdy nastał czas na szybki pocisk to nagle spadł z czegoś co przypominało drabinki w dół co raczej skończyłoby się dla tego co spadł tym, że dostałby wieloma strzałami i tym samym zostałby dobity. Ale Drake wisiał trzymając się swoim czarnym ogonem niczym małpa, a na jego szczęście jego blef się powiódł bo szybki pocisk wtedy przeleciał właśnie, gdy spadał i złapał się ogonem. Od razu jednakże kontynuował bo to nie był koniec. Wreszcie widział ostatnią przeszkodę jakim była wielka ściana, a sekundy mijały i jeśli nie wespnie się na tę ścianę w przeciągu paru chwil, to oberwie taką falą, że się nie pozbiera. I przyśpieszył jak tylko najbardziej mógł i skoczył na ściankę starając się wspiąć. Było to mozolne i trudne, bo nie miał czego się łapać i prawie spadłby. Tylko jego siła woli sprawiła, że kontynuował wspinaczkę. Ostatnia sekunda. I właśnie nadlatywała fala. Drake wziął ogromny wdech i ryzykując wszystko odbił się od kamienia odstającego ze ścianki i poleciał do góry skokiem wyciągając ręce przed siebie. Było blisko. Tak blisko. Jego dłonie praktycznie ocierały się o ostatni kamień, ale go nie złapały. Tylko niewiadomą wolą wyciągnął obie dłonie i cudem się złapał, od razu skorzystał z tego i wspiął się na górę, a następnie zeskoczył. I zrobił to w ostatniej chwili, bo wkrótce tam gdzie się wspinał, walnęła cała chmara tych strzałów, jak normalnie w żadnej fazie tylu ich nie było. Miał farta, że zaryzykował bo to mu się opłaciło, a on sam ukończył bieg. Oczywiście planował kontynuować, gdy będzie to potrzebne. Więc ruszył dalej. Ale był już bezpieczny. Dziesięć minut minęło także zmierzał w kierunku elity, ale wyglądało to tak jakby kontynuował bieg. To na wypadek gdyby egzamin się zakończył, to będzie już blisko, a jak każą kontynuować, to i tak będzie to wyglądało jakby od początku miał taki zamiar. Wygrana sytuacja, ale prawie poległby. Nie spodziewał się, że aż tak się na nim skoncentrują. A może mu się to tylko tak zdawało? Kto tam wie. Na pewno nie On. Tak czy inaczej egzamin raczej zaliczony, skoro przetrwał wyznaczony przez dowódcę czas. Ale dopóki nie dostanie rozkazu, że egzamin zakończony to nie przestanie biec.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 10:26 pm

Hayato uważnie przyglądał się tej bandzie dzieciaków i nie był ani trochę zadowolony, przysyłali mu chyba największe ofermy, które nie potrafiły trzeźwo myśleć. Miał wrażenie, że ci z biura zapisów po prostu sobie z niego robią jaja i specjalnie przysyłają takich, z którymi nic nie da się zrobić. Na szczęście starsi stopniem sukcesywnie pozbywali się tych, którzy byli już kompletnie zbędni w tym miejscu. Młody trener widział wśród pozostałych testowanych kilka wyjątków, z czego mógł być względnie zadowolony zwłaszcza z tych nielicznych, którzy pomimo upływu dziesięciu minut dalej całkiem nieźle się trzymali. Kiedy ostrzał nadal trwał w owym miejscu zjawiło się kilku kolejnych wojowników, którzy na znak trenera wznieśli się w powietrze i szykowali do ataku na popisujących się przyszłych kadetów.
Minęła jakaś chwila, kiedy to ostrzał blastami został wstrzymany zaś pozostali na torze testowani usłyszeli za plecami okrzyki nowych wojowników, którzy właśnie poinformowali ich, iż zamierzają atakować z potężnych dział.
-GALICK GUN!
W tej właśnie chwili w kierunku pognało kilka dość potężnych fal energetycznych, których uniknięcie dla tych rekrutów graniczyło z cudem. Młody trener chciał w pełni sprawdzić, czy ta grupka, która pozostała jest aż tak dobra, czy może to jego współpracownicy byli aż tak pobłażliwi wobec nich.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Sob Lis 19, 2016 11:12 pm

Kenzuran kiedy tak biegał wraz z czerwonookim i innymi co się stali, zauważyli że coś zię zaczyna zmieniać. Czarnowłosy łapał teraz coraz dłuższe oddechy, dzięki czemu mógł trochę odsapnąć od tego bardzo długiego biegu, który nadal trwał i nie miał zamiaru się skończyć. Czarnooki nie wiedział ile konkretnie ostało się panieniek, ale nadal krążył przy nich, żeby w razie czego się jakoś osłonić, na tym polegały żywe tarcze. Ogoniasty kiedy tak biegał, dostrzegł naprawdę dziwną zmianę, ponieważ elitarni wojownicy nagle zaprzestali swojego strzału, od tak po prostu. Wojownik nie rozumiał o co w tym wszystkim chodzi, ale mu się to w ogóle nie podobało. Mimo to, nadal nie przestawał biegać, ponieważ nie chciał dostać opierdziela od ów rodaka, który to posiadał czarną zbroję i dość specyficzny detektor. Syn Kellana westchnął, a potem mógł usłyszeć, że jakieś osoby zmieniają swoje położenie. Mogło mu się zdawać, że to ktoś właśnie z elitarnych saiyanów, którzy przedtem tworzyli ostrzał dla młodocianych kadetów.

Młody Saiyanin coś wyczuł, nie podobała mu się ta zmiana ustawień, ale cóż, wzdrygnął ramiona olewając to i nie przejmując się jak na razie ki blastami, które przestały nagle strzelać, biegł dalej. Po upływie kilku minut, mógł znów usłyszeć, że co poniektórzy elitarni wybrańcy przemieszczają się za ich plecami, a on wiedział od Ojca, że trzeba być uważnym, mimo tego że kłęby dymu nadal wszystko przysłaniały i dalej unosiły się po pociskach energetycznych. Ogoniasty wreszcie naprawdę widział w oddali za nimi, że elita coś na pewno kombinuję, ale strasznie długo im to wszystko czasu zajmuje. Kenzuran nie wiedział o co kompletnie z tym chodzi, ale sądząc po czerwnookim koledze, także wyczuwał że coś mu tu śmierdzi. Czarnowłosy myślał, że to chodzi o co poniektóre panienki, gdyż naprawdę niektórzy wyglądali tak jakby prysznica nie widzieli z miesiąc. Starając sobie teraz nie zaprzątać tym głowy, biegł przed siebie i biegł, nie zatrzymując się.

Wreszcie czarnooki porządnie wypoczął, lecz tak jak przeczuwał, tak też się coś stało, bezimienny trener dał im od siebie niespodziankę. Elitarni rodacy czarnookiego tak naprawdę kumulowali energie w dłoniach i szykowali się na wystrzelenie techniki, a potem niestety energetyczne fale zostały wypuszczone pod nazwą Galick Guna. Tego to się Syn Kellana zupełnie nie spodziewał, tak jakby jeszcze coraz bardziej ktoś chciał utrudnić życie. Nie spodobało mu się to wcale a wcale, a kiedy widział że kilka fioletowych promieni ki leci w ich stronę, nie wiedział zbytnio co ma począć. Rozumiał fakt, że czasami Xander albo jego staruszek wystrzeliwali w niego zwykłe promień w czasach dzieciństwa, ale tego się zupełnie nie spodziewał. Nie miał innego wyboru, musiał działać natychmiastowo by przetrwać i nie zostać wykopanym z Ośrodka treningowe, nie taki był jego cel. Wziął się w garść, walnął sobie liścia w twarz, po czym nabrał powietrza i uskoczył przed siebie.

Widział, jak co poniektóre dziewczynki także uskoczyły, lecz zostały dosłownie zmiecione z powierzchni tutejszego terenu, ale na szczęście chyba ponad około dwadzieścia osób się ostało. Niestety, ogoniasty nie ostał się bez dość delikatnego zadrapania, dlatego też odczuwał że nie zostanie za to wydalony na cztery litery. Kiedy zaczął się podnosić, musiał pomasować trochę swoje obolałe ramię, ponieważ widział jak ma je całe osmalone, więc na szczęście nie wyglądało to na poważną ranę. Zaczął się rozglądać i naprawdę nie spodziewał się, że jego pobratymcy aż tak bardzo się wykażą, ponieważ stwierdził że widział czerwonookiego i minimum dwadzieścia osób. Był z siebie zadowolony, tak samo jak i z nich, mimo iż ciągle z nimi rywalizował i nie chciał wypaść najgorzej. Zapewne ten ów rodak, który miał czarną zbroję wszystko bacznie obserwował i widział, że nie zawiedli go.

Syn Kellana pokazał wesoły grymas na swojej twarzy, lecz zaraz zmienił ją na poważną i westchnął. Nie mógł okazywać dobrego serca, ciągle musiał być poważny, przynajmniej tak określał i także jego zimna krew nie mogła zostać zakłócona. Teraz za bardzo Kenzuran nie wiedział czy ma biegać, dlatego szedł marszem przed siebie i mógł co najwyżej wyczekiwać dalszych poleceń czy też rozkazów. Nie wiedział czy ma to dalej robić, czy nie, ale nie chciał komukolwiek podpaść, dlatego też przeszedł z marszu na trucht i wyczekiwał dalszych słów. Nie widział już tamtego saiyanina, którego ślepia były czerwone, więc po prostu nie zwracając na nikogo uwagę, dalej biegł i biegł, ponieważ nikt mu nie zakazał. Teraz Czarnowłosy miał nadzieję, że wreszcie skończy się tak jakby selekcja naturalna wśród tych wszystkich kobiecin i zacznie się prawdziwe wyzwania, czyli życie jako kadet w Ośrodku szkoleniowym.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Nie Lis 20, 2016 12:55 am

Myślał, że to już koniec testu. Szkoda, że nie wiedział jakże się mylił i już niedługo miał się o tym sam przekonać i dowiedzieć, że jeszcze wielu rzeczy nie wie. Spodziewał się wiele, ale nie spodziewał się tego co miało wkrótce nastąpić. Będzie to dla niego nauka, żeby zawsze spodziewać się wszystkiego, a najbardziej to niespodziewanego. Jednakże chłopak w głębi serca przeczuwał, że to jeszcze nie koniec i coś jeszcze nastąpi. Zmysły mu świrowały i wręcz mówiły, żeby wiał i za niczym się nie oglądał. By uciekał, bowiem śmierć nadciąga, jest już blisko, idzie po niego. Drake wiedział, że jest instynkt go nigdy jeszcze nie zawiódł, ale nie mógł przecież zwiać. Nie na egzaminie. Westchnął. Będzie musiał stawić czoła temu co nadciąga. Mógłby co prawda zwiewać stąd, ale nie po to się tak bardzo starał i myślał jak przezwyciężyć wszelkie przeciwności by teraz tak po prostu się poddać. Nie! Będzie walczył do końca! Cokolwiek i czymkolwiek by to nie było. Chociaż pewnie krwistooki chciałby się ugryźć w język za te słowa, gdyby wiedział co się tak na prawdę za ich plecami dzieje. Lepiej dla niego, że nie wiedział. Im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Jakże prawdziwe powiedzenie. Normalnie było już po dziesięciu minutach, ale ostrzał nadal trwał. A oznaczało to tylko tyle...egzamin dalej trwa! Chociaż była mowa o dyskwalifikacji po dziesięciu minutach, to w końcu nikt nie powiedział ile ten cały test będzie trwał. A już sporo osób odpadło. Co prawda dalej jacyś się trzymali dosyć nieźle i też nie byli tacy głupi i wykorzystywali albo osłony, albo innych. Ci co przyszli tu na piknik, albo poplotkować niczym panienki, już dawno odpadli w ciągu właśnie pierwszych minut, a oznaczało to, że selekcja zrobiła to co do niej należy. Ale w takim razie Ci co teraz oberwą nie powinni w pewnym sensie odpaść. Sami tak się wyrazili. Dziesięć minut. Doskonale to pamięta.

A więc Altair postanowił zrobić jedną ostatnią już rzecz. Zmierzy się bowiem z tym szybkim pociskiem ki! Tak. Bez przerwy to coś leciało w jego stronę równo po dwóch minutach, a teraz może się z tym zmierzyć z całą swoją siła woli. Uzna, że to będzie jego wielkie zwycięstwo, o ile da radę. Zamknął oczy. Kompletnie się wyciszył. Na polu walki to jest równe śmierci, ale nie jest na polu walki. Tylko na egzaminie. Zaczął powoli wyczuwać otaczający go świat. Słyszał obrywanie innych od pocisków KI, płacze, narzekanie, przekleństwa. Oprócz tego słyszał same pociski ki, jak walnęły o ziemie, albo w kogoś. Gdy dopiero leciały, słyszał ich świst w powietrzu, nawet bardzo cichy odgłos ich wystrzeliwania. Słyszał, że lecą w jego stronę. Zrobił krok. Pocisk walnął obok niego. Instynkt nie zawodzi. Ale nie na to czekał. Obliczał sobie sekundy do szybkiego pocisku...gdy nagle przestał. Głupota prawda? A jednak chciał postawić całkowicie na swój instynkt. i tak czekał i czekał w na tyle bezpiecznym miejscu, że nikt mu nie przeszkadzał. I w końcu dziwny odgłos wystrzału. Piskliwy świst powietrza. Oznacza to, że szybki pocisk nadciąga. Już jest przy krwistookim. Gdy nagle On wyciąga dłoń przed siebie! Łapie go od razu rzucając w kierunku drugiego! Bowiem to była podpucha i leciały w jego kierunku nie jeden lecz dwa bardzo szybkie i groźne pociski! No co za saiyanie. Chcieli go podpuścić. Gdyby ciągle sobie obliczał czas, to by oberwał w łeb od jednego z nich. Odetchnął z ulgą

Udało mu się przezwyciężyć to wyzwanie. Ale nie spodziewał się, że będą chcieli go oszukać. Wredne szuje. Pocisk prawie schowany za drugim. No tak po prostu nie można! Gdyby to był zwykłe pociski. Ale one były o wiele szybsze i groźniejsze! Tak się nie robi! Ale może sobie tak narzekać tylko nic mu to nie da. A na dodatek pozostało ostatnie wyzwanie i było to stawienie czoła chmarze ataków. Altair trochę się zastanawiał co z tym zrobić i uznał, że pozbędzie się ich wszystkich! I temu wyzwaniu stawi czoła! Chłopak układał sobie plan w głowie, gdy nagle jego oczom ukazała się największa do tej pory liczba ki blastów która zmierzała w jego kierunku. Naprawdę się na niego uwzięli. Chcieli by odpadł? By trafił do szpitala? Czy po prostu testowali go o wiele, wiele poważniej niż innych? A może to wszystko się mu zdawało? Mogło i tak być. Gdy gorące kule zmierzały w jego stronę to złapał dwie z nich i robiąc gwiazdę uniknął reszty i zestrzelił te które w niego nie trafiły. Przy kolejnych zrobił taki odrzut ciała, że prawie coś w plecach mu zaskrzypiało i łapiąc inne, szybko pozbył się kolejnych. Do kolejnych sam się rzucił, jakby chciał złapać piłkę sportową na jakimś meczu i od razu odrzucił w stronę innych. Jeszcze inne odbił po prostu nawierzchnią dłoni tak, ze poleciały w kolejne. I tak właśnie wszelkimi różnymi pomysłami pozbywał się coraz większej to ilości, aż w końcu żadna z tej liczby nie doleciała do niego. Znowu odetchnął z ulgą. Trochę go parzyło w ręce, ale w sumie mu przechodziło. Kolejnemu wyzwaniu podobał. Oczywiście wyzwaniu które sam sobie przed sobą postawił. Marnowanie staminy to prawda. Ale sam też był saiya-jinem. Chciał się zmierzyć z tym co go wcześniej trapiło i coś czuł, że to wszystko, czyli te dwa szybkie blasty były ostatnimi z szybkich pocisków i tak samo ta ogromna chmura strzałów również była ostatnią. Dlatego też chciał stawić czoła im niczym prawdziwy wojownik. I zrobił to. Dokonał tego. Zwyciężył! Ale czemu jego instynkt wciąż mówił, że śmierć się zbliża i jeśli czegoś nie zrobi może bardzo, ale to bardzo źle skończyć? Coś mu tu śmierdziało i zaczął przez to się oglądać po innych. Czy oni się nie umyli? Nie to, chyba nie o to chodziło...Coś mu się jawnie nie podobało i wyczuwał, że to jeszcze nie koniec tego co dla nich przygotowali. No proszę. Chyba nie zrobią im na koniec jakiejś pomniejszej fali energii, by pokazać im, że są tylko dzieciarnią, a oni elitą i my nic nie potrafimy, a oni mogą wszystko. Prawda? Ale w takim razie co mu nie dawało spokoju. Jakże tego nasz drogi saiya-jin nie wiedział, że był sam bardzo bliski odkrycia odpowiedzi na pytanie które sam sobie zadawał, zważywszy, że prawię trafił. Prawie. Bowiem prawda była zgoła inna.

Przywitała go cisza. Było cicho. Za cicho. Ki blasty nie leciały już w nikogo. Czy to koniec? Nie. To tylko cisza przed burzą. Deser bowiem na nich czekał. Prawdziwa niespodzianka i prezent od elity, za to, że prawie zaliczyli egzamin. Prawie. Bowiem to co ich czekało to zapewne był ostatni test. Usłyszał dwa słowa. "Galick Gun!" W końcu obejrzał się za Siebie mając bardzo złe przeczucia, to o mało co oczy mu prawie nie wyleciały z orbit, a szczęka prawie, że opadła. Sam słyszał masę przekleństw i złorzeczeń w stronę elity. W sumie nie dziwił się. To nie była zwyczajna fala. To była ogromna fala! Już chciał uciekać, gdy nagle zobaczył że z innych stron również nadciągają! Czy ich nie powaliło!? To nie jedna fala. To parę fal! Zachodził w głowę co mógłby zrobić by przetrwać. Nic dziwnego, że instynkt go ostrzegał, że jak zostanie złapany to będzie jego koniec. Teraz już wszystko wiedział. Potrzebował planu. I to szybko! Na razie biegł przed Siebie. Nie miał czasu patrzeć się na innych. Musiał wymyślić co zrobić, by wygrać! Nie spodziewał się tego. W sumie nikt się tego nie spodziewał. Ta elita chciała ich pozabijać? Na co im martwi żołnierze? Nie. To nie tak. Te fale wydawały się na tyle silne by ich zmieść, ale by przeżyli. A przynajmniej tak mu się wydawało. A więc to tak. Zachodził dalej w głowę co mógłby zrobić i co mógłby wykorzystać, ale raczej nic nie przetrwa na tym torze przeszkód. Gdy nagle do głowy wpadł mu pewien pomysł. Przypomniało mu się jak za pomocą ki blastów pozbywał się innych ki blastów. A może by tak. Wykorzystać punkt w którym zderzą się te wszystkie fale i tym samym wygrać? Ogień zwalczaj ogniem. Energię Ki zwalczaj energią ki! To jest to. Ale zaraz. A co z eksplozją. Nawet jak zderzenie fal sprawi, że eksplozje nie będą aż takie wielkie bo zderzy się ich masa co sprawi, że nie rozejdą się na ogromny dystans, ale nawet jakby padł na ziemię to nic by to nie dało. Chyba, że...no tak! Tor przeszkód! Na torze jest taka ogromna dziura którą trzeba było przeskoczyć. Inaczej jakby się spadło to koniec z Tobą! Genialne. Eksplozja nie będzie aż tak wielka by tam dotrzeć. Ale ta dziura. Jak tam wpadnie to co prawda nie zginie, ani się nie połamie, ale będzie musiał z niej jakoś wyjść. W sumie przecież wdrapywał się na ścianę skokiem. Da radę! Miał farta, punkt zderzenia nawet był przy tej dziurze! Czy to była taka furtka pozostawiona przez elitę dla myślących? To może się udać! Niewiele dalej myśląc zaczął biec przed siebie, a za nim podążała jak śmierć fioletowa fala energii. Nawet się nie oglądał za siebie, bo i tak wiedział co go goni. Kątem oka dojrzał, że w kierunku gdzie zmierzał leciały inne fale, tak samo przed nim również była fala. Na jego nieszczęście ta inna co go goniła już do niego zmierzała, już czuł jak go wręcz spala. Przyśpieszył używając całej swojej staminy którą miał w zanadrzu. Na jego genialną myśl i szczęście nie zużywał tej staminy poprzednio na egzaminie, i tylko dzięki tamtemu chodowi, czy staniu w miejscu miał energii w sobie na tyle dużo, by przyśpieszyć ogromnie ten jeden ostatni raz.
-Teraz albo nigdy!
Powiedział do Siebie, gdy był tak blisko tych fal, że czuł ogromną duchotę i gorąc ze wszelkich stron jakby był w centrum jakiejś gwiazdy. Widział prawie, że pod sobą ogromną dziurę. Zaryzykował. Wskoczył do niej. Używając ogona, dwóch rąk i nóg, zjechał na dół tej dziury. A fale zderzyły się w tym miejscu i ogromna połączona eksplozja wtedy nastąpiła. O wiele większa aniżeli się spodziewał i nawet docierała powoli do wnętrza tej dziury. Gdy już było mu gorąco to mimo wszystko i tak nie przestawał wierzyć w swój plan. W swój pomysł. Zawsze ratowała go nie siła lecz mózg, spryt oraz inteligencja! I wiedział, był pewien, że teraz będzie tak samo! I udało się. Eksplozja nie dotarła do niego. Odetchnął z ulgą. Był zmęczony, ale za to cieszył się. Cieszył się prawie jak dziecko. Tym bardziej był szczęśliwy, gdy widział, że można z tej dziury łatwo wyjść. Wystarczy się wdrapać! To też zrobił i znalazł się na górze, wychodząc ze swojej kryjówki. Otrzepał się jak gdyby nigdy nic i rozejrzał się po tym całym bajzlu. Stał dumnie. Pysznie. Arogancko. Ale miał do tego prawo prawda? W końcu wpadł na coś na co nie wpadł nikt i przetrwał! A to był nawet jak na niego wielki wyczyn. Dlatego czuł się, wygranym tego egzaminu, nawet jak sami egzaminujący, by go za takiego nie uważali. I tak czułby się dumnie z tego co dokonał. Na razie po prostu rozglądał się po okolicy, a zabawnie to wyglądało bo stał pośrodku całego tego burdelu i zapewne sporo osób mogłoby łatwo go zauważyć. A przynajmniej kadeci mogliby go łatwo zauważyć. Wątpił co prawda, by ktokolwiek zobaczył jak leciał specjalnie do dziury i do niej wpadł i się nie dziwił. Przez te fale raczej komukolwiek trudno, by było coś zobaczyć.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Nie Lis 20, 2016 1:44 am


Stojący w oddali Hayato uważnie obserwował rekrutów, którzy dawali z siebie ponad sto procent, co zadowalało go. Tuż przed atakiem pozostałych jego podkomendnych wzniósł się w powietrze by wszystko lepiej widzieć i móc ocenić zadatki każdego z nich. Po najwięszej z eksplozji fal uderzeniowych i zaraz po tym, jak wszyscy, którzy wyszli z tej ostatniej próby w najmniej opłakanym stanie pozbierali się, młody terener wylądował pomiędzy nimi wszystkimi, przy czym wręcz zaklaskał odnośnie popisu jednego z nich. Był naprawdę pod wrażeniem, że ktoś tak młody myśli w tak ekstremalnych sytuacjach.
-Brawo, wasza dwudziestka może od tej chwili nazywać siebie prawdziwymi rekrutami! Każdy z was ma od teraz prawo by nosić prawdziwy mundur akademii. Doprowadźcie się do porządku, łącznie z opatrzeniem ran i uzupełnieniem energii.
Te słowa zostały skierowane do wszystkich, zaraz po tym trener na dłuższą chwilę zamilkł, jakby się nad czymś zastanawiał, aż w końcu skierował swój wzrok jedynie na tego, który był najbardziej pomysłowy z nich wszystkich i zachował w pełni zimną krew.
-Ty, zostaniesz dowódcą tej bandy, odpowiadasz za ich wybryki i niepowodzenia. Jeśli ich dopilnujesz, zajdziesz daleko. Przy odbiorze umundurowania powiedz kwatermistrzowi, by dał ci odpowiedni mundur. To wszystko, rozejść się!
Zaraz po tym przekazaniu odpowiedzialności za całą dziewiętnastkę jednej osobie Hayato zwyczajnie skierował się do wyjścia, by zająć się innymi ważnymi sprawami, jakie miał do ogarnięcia.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Nie Lis 20, 2016 2:34 am

Tak jak wcześniej było wspomniane chłopak rozejrzał się po tym całym bajzlu jaki miał miejsce po uderzeniu technik zwanych "Galick Gun". Będzie musiał zapytać odnośnie tej techniki jakiegoś trenera czy coś. Wyglądała w końcu na silną, a to, że Drake'owi nic nie było to tylko jego pomysłowość inaczej skończyłby poturbowany jak reszta. A naprawdę inni wyglądali na takich co byli jedną nogą w grobie. Istna rzeź. Nawet ten saiya-jin z bliznami na mordzie oberwał, chociaż nie tak jak reszta. Musiał przyznać, że to sprawiło, że był na drugim miejscu, a warto wspomnieć, że Altair był geniuszem podobno, a to oznacza, że ta persona nie jest wcale o wiele gorsza od niego. Gdyby również uniknął lepiej to jest pewien, że nie wiadomo który z nich by zwyciężył na tym egzaminie. Oczywiście nieoficjalnie, bo to tylko Drake był bez obrażeń, chociaż był teraz zmęczony jak reszta. Westchnął. Było blisko. Gdyby dał się złapać przerażeniu to by odpadł. Z resztą już się martwił, że na nic nie wpadnie, ale jednak furtka elity która idealnie sprawiła, że dziura nie została wypełniona eksplozją, była wręcz idealna dla kogoś. I tym kimś był właśnie ten chłopak. Czy to szczęście, czy myślenie to zupełnie inna sprawa. Wszystko było prawie poniszczone. Altair co prawda myślał, by korzystać z otoczenia, ale to byłoby bardzo głupie patrząc po tym jak ten burdel wyglądał. Ale wiedział, że to był koniec. Nawet jego instynkt mu to podpowiadał. Więc teraz miał wreszcie czas by nabrać powietrza i odpocząć.

Wkrótce potem usłyszał klaskanie na co, aż sam stanął na baczność, bo trochę wystraszył się tego dźwięku, ale od razu odetchnął z ulgą. Po prostu jego ciało było w stanie całkowitej gotowości i każdy najmniejszy szmer sprawiał, że był gotowy dalej "unikać", w końcu nie mogło dojść do niego to, że to był koniec. Zasalutował gdy dojrzał tego jakże młodego trenera.
-Sir!
I czekał na werdykt. Co prawda nie wiedział, że ten oklask był dla niego, myślał, że był dla wszystkich za to, że zdali, ale shh.
Wysłuchał spokojnie tego co mu przekazano. Zostało ich dwudziestu. I zostali prawdziwymi rekrutami. Mieli doprowadzić się do porządku i opatrzyć rany no i coś zjeść. Jasne. Ma to sens.

Już myślał, że trener przekazał im wszystko a tu nagle młody saiyan wskazał w jego kierunku i powiedział, że zostaje dowódcą tej grupy i za nich odpowiada. Nie wiedział nawet co na to odpowiedzieć więc odpowiedział tylko parę słów.
-Tak jest Sir! Nie zawiodę Pana!
A przynajmniej sam miał taką nadzieję. Gdy kazano im się rozejść to Drake oczywiście prawie by to zrobił, ale zamierzał jeszcze zrobić małe zebranie tej grupy.

Popatrzył się na nich i stanął oczywiście na przeciw nich.
-Baczność żołnierze!
A potem z uśmiechem dodał.
-Żartowałem. Dobra robota. Nie spodziewałem się, że oprócz mnie przetrwa jeszcze tak wiele osób. Najwidoczniej zostali tylko Ci co prawdziwie mają talent, tym bardziej nie każdy może powiedzieć, że przetrwał uderzenie fali energetycznej. Tak czy inaczej jestem od teraz Waszym dowódcą i za Was odpowiadam. Wiec jakikolwiek bym rozkaz nie wydał macie go wykonać. Oczywiście jeśli komuś się coś nie podoba to zażalenia może składać do Naszego trenera, ale wątpię, by to był dobry pomysł. Kolejna sprawa. Nie obchodzi mnie to jeśli ktoś by mnie wyzwał odnośnie prawa do dowodzenia. Po to też idziecie się zgłosić do trenera. Nawet jakbym był najsłabszy w grupie to jestem Waszym mózgiem, i będę odpowiadał za to, byście przeżyli. Więc podążajcie za mną a czeka Was świetlana przyszłość. Obiecuje Wam to. Zrobię z Nas taki oddział, że będziemy znani na całej Vegecie, a następnie w całym wszechświecie! Oczywiście co do wyzwań, chętnie się z Wami zmierzę jak macie co do tego wątpliwości, ale nie teraz. Teraz odpoczynek.
Odetchnął trochę i kontynuował dalej.
-Sprawa ras. Nie obchodzi mnie to, czy ktoś jest Pół, czy też w całości saiyanem. Nawet jak ktoś byłby demonem to macie go traktować jak swojego kompana i towarzysza, za którego byście byli gotowi oddać życie! Jeśli coś się komuś nie podoba to zapraszam, może to ze mną obgadać. I przy okazji. Jestem czystokrwistym saiyanem, a moje oczy to cóż...tak wyszło. Przy okazji. Saiyanie z bliznami na twarzy. Jestem pewien, że gdybyś uniknął tamtej fali, to nie skończyłbyś wcale gorzej niż ja. Widziałem co robiłeś i tym samym postanowiłem, że będziesz godzien zostać moim zastępcą. Oczywiście o ile tego chcesz. Ostatnia sprawa. Pamiętajcie, że będziemy razem trenować, jeść, spędzać czas, wykonywać zadania i robić różne misję więc niech każdy z nas krótko się przedstawi. Zacznę Ja.
Nabrał trochę powietrza w płuca i dodał.
-Nazywam się Altair Drake, moje cele nie są istotne, ale kiedyś może je poznacie. Na razie chcę uzyskać jak największą siłę, doświadczenie i rangę, a potem...cóż będzie ciekawie. Kolejny co się przedstawia. To Ty mój zastępcą o ile zgadzasz się na taką role, a potem idziemy po kolei.

Sam w spokoju wysłuchiwał wszystkiego co mieli mu do powiedzenia, ich przedstawienie się i wszystkiego co się komu nie podobało.
-Jak macie jakieś problemy odnośnie mnie to załatwimy to później na sali treningowej. Na razie to tyle. Idźcie się wyleczyć, zjeść, odpocząć, umyć się i pójdźcie po umundurowanie. Po około sześciu godzinach spotkamy się na sali treningowej. Rozejść się!
Po czym sam ruszył w stronę wyjścia bo zamierzał odebrać swój własny krój.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Sro Lis 23, 2016 3:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   Nie Lis 20, 2016 2:54 am

Kenzuran wreszcie kiedy tak biegał i biegał, po jakimś okresie czasu zatrzymał się. Mógł zauważyć, że ów osobnik w czarnej zbroi, która miała kolorowe zdobienia, właśnie miał zamiar lądować. Czarnowłosy od początku coś przeczuwał, że coś z nim jest nie tak i teraz wszystko im wyjaśni. Kiedy już ów rodak dotknął stopami gruntu, gdzie znajdowały się przeszkody, przemówił do panienek. Ogoniasty skrzyżował ręce na torsie, starał się nie przejmować raną którą miał na przedramieniu, ponieważ musiał pokazać wszystkim, że jest twardy, a nie jakąś tam ciotą. Mógł usłyszeć taki fakt, że cała dwudziestka zdała tudzież egzamin, który właśnie przechodzili, a niestety reszta z płaczem wróciła do Mam, jak i do domów. Syn Kellana był z siebie bardzo zadowolony, nie zawiódł swojego rodu i będzie mógł jeszcze pokazać na co go stać. Młody Saiyanin widział, że osobnik jeszcze nie skończył swojej przemowy i jeszcze ma coś do powiedzenia.

Wojownik za bardzo nie wiedział o co może chodzić, ale i tak zamienił się w słuch i czekał aż ten wreszcie wydusi z siebie to co musi. Czarnooki przyzna, ze wreszcie będzie mógł zrzucić z siebie swoje stare łachy i otrzymać tutejszy uniform szeregowego, poczuję się wreszcie jak swój Ojciec lata temu. Keznuran mógł stwierdzić, że kolejne zdania padały w stronę pobratymca, który posiadał czerwone ślepia. Nadal nie mógł w to uwierzyć, czemu wybrał akurat jego, przecież tak naprawdę mógł być brudnym halfem, a jeszcze miał nimi przewodzić, też coś. Czarnowłosy wiedział, że niestety będzie musiał się dostosować do jego słów i będzie musiał go znosić jako swojego szefa. Ogoniasty westchnął cicho, a potem wyczekiwał jeszcze, gdyż najwyraźniej nowy Dowódca chciał coś powiedzieć. Syn Kellana zauważył, że tamten rodak z czarną zbroją po prostu sobie już teraz w tej właśnie chwili, olał grupę i pokierował się do wyjścia, zapewne zając się własnymi sprawami.

No cóż, czarnooki musiał to zaakceptować, więc podszedł do zgromadzonych bliżej i wyczekiwał na długie monologi tego saiyanina, który miał czerwone ślepia. Widać było, że to będzie naprawdę długi dzień, dlatego też sobie ziewnął, a potem w ciszy słuchał tego co mówi tamten. Teraz już wszystko było jasne, ale nie do końca, dowiedział się bowiem że tamten jest pełnokrwistym wojownikiem planety Vegety. Nie powiedział jednak nic, jeśli chodziło o oczy, więc to nadal trzymało taką nutkę tajemnicy i niepewności co do niego. Wojownik dostrzegł, że czerwonooki popatrzył w jego stronę i pochwalił to jak dzielnie uniknął tych wszystkich promieni Galick Guna, nie było to zbyt łatwe, ale starał się jak mógł. Kenzuran przełknął ślinę, a potem do jego ucha wpadła taka informacja, że mógłby zostać jego zastępcą, ale tak od razu i zastępcą czego? Marnych panienek, które to ledwo uszły z życiem i jeszcze nawet na niczym się nie znają?

Miał co do tego sporo wątpliwości, ale po chwili namysłu musiał to zaakceptować, ponieważ wiedział że lepiej wszystko przyjmować, bo potem mógłby pożałować. Syn Kellana tylko skinął głową, zrobił gest ręką przykładając ją do czoła i odpowiedział:
-Tak jest, Sir. Spróbuje Pana nie zawieść - nie wiedział w ogóle czemu był taki miły dla niego, bo ten wyglądał trochę młodziej od niego. Ogoniasty wiedział także od Ojca, że ich ród dwa razy wolniej się starzeję, tylko dlatego że to rasa wojowników i o to w tym właśnie chodzi, by przetrwać i podbijać planety, albo dążyć na niebezpieczne wojny. Teraz była forma przedstawiania się różnych kadecików, a także jego pora. Młody Saiyanin odchrząknął ślinę, a potem dopiero odpowiedział:
-Nazywam się Kenzuran z rodu Riverów, miło was wszystkich poznać. - powiedział, ale tak naprawdę nie było mu miło, to wszystko nadal byli jego rywale, a nawet jego nowy dowódca. Kiedy skończył mówić, usłyszał jeszcze kolejny monolog zdań. Po prostu powiedział, że wszyscy mają się ogarnąć i za sześć godzin spotkać się na sali treningowej. Oczywiście ogoniasty zrozumiał wszystko, więc tak samo jak jego szef, pokierował się w stronę wyjścia i udał się do magazynu. Po opuszczeniu toru przeszkód, wyjął zza pazuchy holograficzną mapę i kierował się tak by trafić tam gdzie znajdują się wszystkie uniformy dla wojska planety Vegety.

z/t - Magazyn
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tor Przeszkód   

Powrót do góry Go down
 
Tor Przeszkód
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Miejsca Treningowe-
Skocz do: