DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Arena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Arena   Sro Maj 20, 2015 8:12 pm

Ogromna arena służąca do przeprowadzania sparingów treningowych, jak również do organizowanie walk dla czystej rozrywki. Wokół areny znajduje się wolna skalista powierzchnia gdzie inni oczekują na swoją walkę bądź obserwują toczące się pojedynki. Sędzią w każdym pojedynku jest Zwierzchnik Trenerów.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 3:55 pm

No, no. Nie spodziewał się, że Kenzuran będzie ochraniał go własnym ciałem. Musiał przyznać, że po tym przeszło mu to z jego oczywiście przypadkowym omsknięciem ręki. Zmienił też zdanie o czarnowłosym. Może on tego nie wie, ale przez swoje czyny zaskarbił sobie zaufanie młodzieńca i ten zaczął go uważać nawet za towarzysza. W końcu nie na co dzień osoba którą ledwo znasz zasłania ciebie ciałem. Już chciał mu podziękować, ale nie zdążył bowiem zjawił się dowódca. Ale on zawsze pamięta o tym co robią dla niego inni. Tak czy inaczej teraz uznaje go za kompana.

Krwistooki razem z oddziałem na szczęście nie mieli, aż tak długiej drogi do przebycia. Znajdowało się to oczywiście w innym pomieszczeniu to wiadomo, ale jak przeszedł trochę dalej to zauważył ogromne wręcz wspaniale wykonane wejście. O wiele, lepsze niż gdziekolwiek indziej. Widać, że arena. W końcu saiyanie kochają takie rzeczy. Nawet Altair musiał przyznać, że mają w sobie to coś. Westchnął i wprowadził resztę do środka. Ciekawiło go to kiedy jeden z nich pozna skutki uboczne tego lekarstwa. Będzie zabawnie jak i ciekawie. Tak czy owak, po paru minutach dotarli na miejsce i oczywiście jako dowódca pierwszy wszedł pewnym krokiem do środka. Jego oczom ukazało się ogromne miejsce. Teraz byli na takiej wyższej półce, gdzie niedaleko mogli wejść wyżej, by oglądać walki. Za to niżej mogliby zobaczyć samą równie wielką arenę, gdzie przeprowadzane są nie tylko walki jeden na jednego, ale również walki duo, bądź zespołowe i drużynowe, a nawet tak zwane "Battle Royal".

Drake razem z grupką przez chwilę szukali tego trenera. O ile by go znaleźli, czy też nie to mimo wszystko rozkazał im, by stanęli na baczność i zasalutowali, gdy będą na miejscu, samemu robiąc to samo.
- Sir! Pastylki rozdane, pudełko wyrzucone. Przepraszam że pytam. Ale czyżby elita chciała sprawdzić jak walczymy jeden na jednego, zważywszy, że widziano nas jak walczymy w grupie? Czy jest może inny powód? Proszę wybaczyć moją ciekawość, i jeśli moje pytanie jest nie na miejscu to proszę je potraktować jakby go nigdy nie było.
Od razu dodał. Co prawda wiadomo, że trener nie musiał mu odpowiadać. Ale tylko zapytał z samej ciekawości. Strzelał, mimo wszystko, że jest tak jak sam mówił.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 4:54 pm

Kenzuran kiedy tak szedł, nie był obok Altaira. Miał go jak na razie w czterech literach, ponieważ sam był ciekawy ile muszą przejść. Po uruchomieniu holograficznej mapy, zauważył że naprawdę daleko nie musieli się przenosić. Arena była dość blisko sali treningowej, więc to chociaż skracało im czas chodzenia po całym obszarze Ośrodka szkoleniowego. Ogoniasty po chwili westchnął cicho, wyłączył cyber mapkę i przecisnąwszy się przez jego oddział, szedł teraz obok Drake'a, lecz wcale a wcale się nie odzywał. Po upływie kilku minut, wreszcie grupa początkujących wojowników dotarła tam gdzie miała dotrzeć. Syn Kellana zauważył, że wejście tutaj naprawdę było dość kunsztowne i bardzo mocno ozdobione. Chyba Król lubił takie rzeczy, albo nawet, jego Królowa. Po ominięciu progu, mógł stwierdzić i mieć minę podobną do Altaira, czyli naprawdę niezłe zdziwienie.

Kolejne miejsce, które było ogromna jak tor przeszkód, a na dodatek podzielone na kilka sektorów. Wszystko było dobrze uporządkowane, żeby potem najpewniej nie było tutaj żadnego burdelu, ani też żeby potyczki innych napotkały się na te drugie. Brat Klen kiwnął głową i naprawdę nie mógł uwierzyć, że będą coś oglądać, chwila relaksu na pewno im się przyda. Po tak ciężkim treningu jaki przeszedł czarnooki wraz ze swoim czerwonookim towarzyszem, odpoczynek da im się zrelaksować. Kenzuran wreszcie ustawił się obok Drake'a na baczność, ponieważ nie chcieli wypaść źle przed tym saiyaninem, który to miał pelerynę powiewającą na pleckach. Ogoniasty jak zwykle musiał słuchać długich monologów swojego lidera, ponieważ nie mogło być inaczej. Westchnął cicho, a potem wyczekiwał jak tamten zareaguję, oczywiście chodziło o rodaka postawionego wysoko rangą.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 5:21 pm



Saiyanin w oczekiwaniu na podopiecznych ze spokojem przyglądał się walce wyszkolonych już kadetów z poprzedniego naboru, który właśnie w tej chwili przechodzi egzamin, by uzyskać awans na wyższy stopień. Nawet po pojawieniu się tamtych mężczyzna z peleryną machnął jedynie ręką, by byli cicho i zwyczajnie wskazał im na arenę by uważnie obserwowali tę walkę.
Trwało to dłuższą chwilę jednak gdy tylko pojedynek się zakończył wcześniej walczący opuścili arenę, by odpocząć przed dalszą częścią ich egzaminu. Wtedy też saiyanin z peleryną spojrzał na podopiecznych a po tym, jak upewnił się, iż wszyscy już są wskazał na Altaira oraz Kenzurana.
-Wy dwaj na arenę, stoczycie mały sparing. Nie używacie energii KI.
Po wydaniu tego rozkazu wskazał im na arenę czekając, aż zaczną pojedynek. Tymczasem Kenzuran już w chwili kiedy wschodził na arenę mógł odczuć, iż z jego żołądkiem dzieje się coś bardzo niepokojącego.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 7:02 pm

W ogóle warto wiedzieć, że skutku uboczne na pudełku głosiły "Nie mieszać z gulaszem z kupą, gwarantowane przeczyszczenie" Drake kiwał na to głową. Zważywszy, że tego nie jadł, zupełnie zapomniał, że Kenzuran to jadł i dlatego nawet nie zdążył go ostrzec, dlatego niezbyt się przejmował tymi skutkami ubocznymi. Oddział chłopaka szybko odnalazł trenera który przy okazji, powiedział, by byli cicho i wskazał na arenę. Jednym słowem kazał im obserwować walkę i z tego co mu powiedziano była to walka egzaminacyjna.

Drake oczywiście korzystał z okazji, i w spokoju oglądał walkę, mając nadzieje, że nauczy się z niej jak najwięcej. No i wyniesie jak najwięcej. Jednakże niestety dla niego walka już dawno miała się ku końcowi o oboje z nich byli wykończeni i ledwo ze sobą walczyli. Dlatego wiedział, że zbyt długo sobie nie pooglądają, mimo wszystko te cenne sekundy mogą być tego warte. Klepnął lekko czarnowłosego, by też coś z tego miał. W końcu nie zapomniał tego co dla niego robił.
- Oglądaj tę walkę. Coś czuje, że możemy wiele z tego wynieść, tym bardziej, że pojedynek się kończy.
Powiedział do niego, bo mimo wszystko może razem podpatrzą jakieś techniki. Zawsze to coś. Idealna okazja. Pewnie sam ten dowódca o tym pomyślał.

Walka nie była, aż tak emocjonująca, widać było, że był to zwyczajny egzamin możliwe, że na starszego kadeta, szeregowego lub w ostateczności starszego szeregowego. Z tego co widział, nie powinno to być nic więcej. Ot zwyczajna walka. Ale musiał przyznać, że byli doświadczeni, bo nie robili zbędnych ruchów, i atakowali tak, by zrobić przeciwnikowi jak największe obrażenia. Każdy z nich równocześnie uważał, na każdy ruch rywala, zważywszy na to, że oboje byli wykończeni. W końcu jednakże, zaczęło się dziać coś ciekawego. Jednego z wojowników spowiła dziwna poświata i ruszył na swojego rywala. Tamten lekko się przeraził, ale nagle wyrzucił ręce przed siebie i wytworzył się podmuch który tym samym odrzucił wroga, przerywając mu atak i wrzucił na ścianę. Ciekawa technika. Tamten się tylko do niego uśmiechnął, i tym razem to go spowiła ta sama poświata i ruszył na wroga z zamiarem zakończenia tego pojedynku. Lecz ten również się uśmiechnął i wyrzucił dłonie tak, że przez cały obszar przeleciała fala energii i wyrzuciła drugiego wojownika daleko, o wiele dalej niż tamta technika i rzuciła nim o ścianę. Z tego co zaobserwował ta technika wydawała się potężniejsza, ale zabierała o wiele więcej energii.  Wiedział, że mogą się czegoś nauczyć. I był prawie pewien, że dowódca też wiedział, że jeśli są uważni to będą z tego mieli nagrodę. I miał rację. Widać, że trener z krwi i kości.

Po pewnym czasie walka została przerwana przez egzaminującego i tyle z tego było. Ale Drake się cieszył, bo był pewien, że będzie mógł użyć tej techniki z czasem. Więc się cieszył prawie jak dziecko. Na słowa, że mają stoczyć mały sparing ze sobą wcale się nie zdziwił.
" -Wiedziałem."
Nie wiedząc czemu, ale się spodziewał, że tak będzie. Takie przeczucie. Zasalutował.
- Tak jest Sir!
I ruszył na arenę idąc w ciszy obok Kenzurana. Gdy Ci się znaleźli po środku to wyciągnął do niego rękę.
- Powodzenia.
Tym razem szczerze mu życzył powodzenia. To był tylko sparing, nie walka na śmierć i życie. No i był ciekawy siły swojego zastępcy. Oraz musi mu pokazać, że jako dowódca jest tez silniejszy, by nie myślał sobie za wiele. Gdy znaleźli się parę kroków od Siebie to lekko się ukłonił, jak to robili podobno mistrzowie sztuk walk na Ziemi.
- Gotowy?

Poczekał na znak, że jest gotowy i ruszył biegiem w jego kierunku wystawiając lekko dłoń. Gdy znalazł się już blisko niego to udał, że atakuje go w w brzuch, lecz nagle jego dłoń poleciała do góry i przyśpieszył ją używając praktycznie całej swojej szybkości i siły wyprowadzając tym samym potężny atak i mając zamiar trafić go tym w szczękę, a następnie wysłać w powietrze. Nie marnowałby okazji i wyskoczył do góry pragnąć wjechać w niego z kolanka, by trafić go poziomym uderzeniem i tym samym posłać na pobliską ścianę. Gdyby ten jeszcze dobrze nie opadł to wjechałby w niego z kopa, trafiając go stopą w brzuch wbijając go bardziej w ścianę. Po skończonym ataku odskoczyłby na dalszą odległość. Stanął z jedną ręką schowaną za plecami, a drugą wyciągniętą przed Siebie i pokazał mu znak, że teraz jego kolei i zaprasza go do tańca.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Nie Lis 27, 2016 12:45 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 8:05 pm

Kenzuran kiedy spoglądał na ów saiyaniana z majestatyczną peleryną, to ten nie miał chyba czasu na specjalny oddział kadetów, tylko sobie oglądał jakiś spektakl tam na dole. Czarnowłosy nie mógł uwierzyć, że przebyli tak krótki odcinek między salą treningową a Areną i musieli jeszcze na dodatek czekać. Zauważył, że jego szef pokierował się w stronę tam gdzie stał ów wysokiej rangi rodak. On nie chciał być gorszy, dlatego też poszedł jego śladem i spoglądał się w dół tak samo jak jego towarzysze obok. Nikt nic nie komentował, po prostu stali sobie i oglądali tą nawet dość interesującą walkę. Czarnooki dostrzegł coś bardzo ciekawego w jednym z walczących, gdyż ten użył dziwnego podmuchu, który nawet dobrze poskutkował i wyglądał bardzo fajnie. Musiał to zapamiętać, bo na pewno będzie chciał się tego kiedyś nauczyć, ponieważ wiele może z tego wynieść.

Po zakończeniu ów potyczki dwóch nieznanych im saiyanów, wreszcie dostojny pobratymiec wysokiej rangi zbliżył się do nich i można było stwierdzić tylko jedno, patrzył się właśnie na Syna Kellana, jak i Drake'a. Brat Klen nie wiedział zbytnio o co temu może chodzić, lecz kiedy wreszcie ten ów dostojny rodak odezwał się w jego stronę, już wiedział jakie chce im dać zadanie. Kenzuran tylko westchnął, po czym kierował się wraz ze swoim liderem grupy schodami na arenę. Tym razem to oni będą w centrum uwagi, ale nie przeszkadzało mu to, może dzięki swojej sile, wyrwie jakieś ładne saiyanki albo nawet uda mu sie porozmawiać z Królową, to byłby wielki zaszczyt dla niego. Czarnowłosy rozmarzył się zbytnio i dopiero po chwili zauważył, że Altair stoi przed nim i życzy mu powodzenia. Ogoniasty nie chciał być gorszy, więc mu odpowiedział:
-Tak, powodzenia. Jestem gotowy jak nigdy!! - donośniejszym głosem już to powiedział i przybrał pozycję do walki.

Oczywiście jak zwykle wojownik zamyślił się, ponieważ ciekaw był tylko jak wyglądała Żona Króla Vegety. Młody Saiyanin myślał o tym, a kiedy się oprzytomnił, zobaczył że został zaatakowany przez czerwonookiego, który to zadał mocny cios w szczękę, przez co potem poleciał do tyłu. Ogoniasty pomasował się po szczęce, a potem zobaczył, że Altair planuje użyć swojego kolana by go gdzieś mocno przyszpilić. Niestety, jedyny fart był taki, że wykonał jedną akcję szybciej i kontrując tak jakby jego uderzenie, trafił swoją głową w jego dyńkę, odrzucając go. Czarnowłosy uśmiechnął się jak jakiś psychol, a potem szybko szybując w jego stronę zadał kilka ciosów po jego torsie, jak i brzuchu. Wiedział teraz, że nie może się z nim bawić, bo oni są dosłownie prawie tak samo silni. Czarnooki mimo to, dalej frunął za nim, aż wreszcie unosząc jedną nogę do góry i piętą trafiając go w górną część czaszki.

Jego oponent teraz runął na ziemie i powstał dość spory kłąb dymu, wszystko przysłaniając. Jeden mocny cios, potem kilka słabych i na samo zakończenie ostatni potężny. Kenzuran nauczył się tej strategii od Ojca, jak i od Xandera, lecz przyjaciel rodziny miał trochę inne style. Brat Klen westchnął, złapał kilka oddechów i wylądował przed znikającą chmurą kurzu, ponieważ był ciekaw co się dzieję z jego przeciwnikiem. Miał nadzieję, że jego szefuńcio sobie to zapamięta, że nie zadziera się z kimś kto pochodzi z rodu Riverów. Młody Saiyanin ustawił się w pozycji do obrony i wyczekiwał aż tamten się wreszcie pokaże i czymś go zaskoczy. Niestety nie wiedział co się teraz z nim zaczęło dziać, ale miał dziwne uczucie, które odczuwał w żołądku. Ogoniasty właśnie sobie przypomniał, że żarł ten obrzydliwy tak zwany przez kucharza, gówniany gulasz i możliwe, że właśnie teraz zaczynał oddziaływać. Nie podobało mu się to, ponieważ mogło to oddziaływać na jego dalszą walkę, która właśnie teraz przebiega. Czarnowłosy musiał wierzyć w to, że jego kichy go nie zawiodą i uda mu się wygrać ze swoim szefem.

OOC:
Kontratakowanie:
Obrażenia: suma ataku przeciwnika * 2
(siła + szybkość)*2 = (20+15)*2 = 35*2 = 70*2= 140 DMG Smile
Kondycja: 100 - 5 = 95
HP: 320 - 30 = 290
KI: 80
Kondycja: 95
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 9:06 pm

Po podaniu sobie rąk i życzeniu powodzenia, rozpoczął się pojedynek dwóch kompanów. Przywódcy i jego zastępcy. Dwóch osobników z tej samej, saiyańskiej rasy. Co nam pokażą? Zaraz się przekonamy. Tym bardziej, że nie mogli używać, energii ki, a Altair który głównie jest w niej dobry, miałby przerąbane. Oczywiście na całe szczęście i nieszczęście zbytnio go to nie obchodziło, bo ani nie potrafił używać ki blastów, był nielotem to i nie znał żadnej techniki. Więc w sumie...mu to obojętne. Okaże się kto ma więcej pary w rękach i kto ma większe doświadczenie w bitkach. A spodziewał się, że Kenzuran jest w tym akurat dobry.

Co ja co, ale znowu się nie mylił. Nie wiedząc jak, przejrzał plan Drake'a i choć lekko oberwał to jednak po tym dalej mu nic nie było i po prostu całej reszty jego ataków bez problemu uniknął, będąc lekko draśniętym. I cały misterny plan w dupę. No nic to przynajmniej trochę oberwał. Zawsze coś. Ale zaraz, zaraz. Chłopak prawie dał się, złapać na wredne ataki tej mendy która to postanowiła, że od razu wyprowadzi swoją kontrę na to. Zrobiło się niebezpiecznie i gorąco. I to bardzo. Na dodatek nie wiedział czemu, ale coś powoli zaczynało mu to śmierdzieć. Ale chyba mu się zdawało. Takie bardzo dziwne uczucie. Może śmierdział mu ten cały plan Kenzurana? Cholera go wie. Kontynuując, jego ataki były niebezpiecznie dla niego, bo całe te obrażenia które mógł przez to przyjąć skończyłyby się na tym, że byłby nieźle wypruty z siły, a nie może sobie na to pozwolić zważywszy, że nic nie jadł. Gdy widział, że głowa saiyana leci w jego stronę to sam również przywalił mu z dyńki, a następnie po jej pomasowaniu, zważywszy, że cholernie go bolała, to dokładniej widział jego ataki. Za każdym razem lekko odchylał je pięściami tak, że nie trafiały celu, a on sam korzystając z ruszania się ciała mężczyzny, wyprowadził swój atak w jego podbrzusze. Kolejnym atakiem który poleciał w jego stronę podczas kontrowania to był atak z kolanka, trafiając go w środkową część całej nogi, tak, ze aż kość chrupnęła. Nawet jego łokieć był w ruchu i wbił się w brzuch saiyańskiego wojownika. Na tym nie poprzestał, bo Kenzuran wypuszczał wiele ataków i na każdy z tych ataków przypadał kolejny krwistookiego, używając swojej dyńki ponownie trafił go w szczękę, a gdy ten był chwilowo zamroczony to szybko podbiegł za niego i podciął go. Czarnowłosy przez to powinien znaleźć się w powietrzu co również młody starał się wykorzystać. W tym celu złączył dłonie w młot i przypierdzielił mu z całej siły w kręgosłup, posyłając na ziemię.

Po tym wszystkim słyszał dziwny dźwięk jakby bąk, taki owad, gdzieś przeleciał. To było bardzo dziwne. W ogóle podczas walki widział, że saiya-jin dziwnie się zachowuje. A raczej bardzo dziwne rzeczy się z nim działy i trochę się niepokoił. Tym bardziej, gdy ten tak leżał na ziemi to miał nadzieję, że go nie zabił. Nie wybaczyłby sobie tego i lekko zaniepokojony i przestraszony zapytał.
- Żyjesz? Nie poturbowałem Cię za mocno?
Ogólnie spodziewał się, że tego wszystko uniknie, ale dziwnym trafem, nie robił sobie z jego ataków zupełnie nic. Czyżby go nie docenił? I był na tyle silny i wytrzymały, że mógł sobie pozwolić na bezproblemowe przyjęcie kolejnej kontry? Niesamowite. Drake powoli odczuwał do niego respekt. Nawet on nie byłby na tyle odważny, by przyjąć każdy z tych ataków o takiej mocy. Ale wciąż odczuwał dziwne uczucie odnośnie niego którego nie potrafił wytłumaczyć. Jakby coś dziwnego się działo w ciele jego towarzysza. I nie było to raczej dobre. Chyba, że nagle znalazł w sobie niesamowite pokłady mocy. Ciekawe co takiego mogło się dziać...Ah! Zenkai! Czyżby jego zastępca właśnie miał otrzymać zenkai i dlatego nie przejmował się jego ciosami? Tego to się w ogóle nie spodziewał.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Nie Lis 27, 2016 12:45 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 9:37 pm

Kenzurana ciosy niestety go zawiodły, ponieważ gdy on chciał zadać cios z dyńki, to jego oponent to wykorzystał i zrobił w sumie to samo, tylko dwa razy mocniej. Czarnowłosy nie spodziewał się tak nieczystego zagrania ze strony Altaira, ale czego się miał spodziewać, wreszcie pochodzili z tej samej rasy. Ogoniasty delikatnie jęknął, kiedy otrzymał cios na czoło, przez co nawet został mu taki delikatnie czerwony ślad, miał nadzieję że nie rozwalił mu głowy aż do krwi. Czarnooki nie poprzestawał i kiedy chciał wymierzyć zasłużoną sprawiedliwość, jego wszystkie pięści były zbijane na bok. Nie rozumiał czemu przegrywał, coś tutaj było nie halo, w sumie w pewnym sensie odczuwał jakąś słabość i ból gdzieś w okolicach żołądka. Dopiero po chwili wymierzania tak ciosów, Drake trafił wojownik w podbrzusze, przez co ten wypluł trochę śliny na ziemie i złapał się za brzuszek, gdyż ten teraz nie dawał mu spokoju.

Syn Kellana był w dość sporych tarapach, a gdy patrzył na czerwonookiego, ten wydawał się bardzo pewny siebie. Brat Klen nie mógł pozwolić na swoją porażkę, dlatego też głośno krzyknął i chciał zaszarżować na swojego przeciwnika, niestety z marnym skutkiem wszystko to wyszło. Altair użył jak zwykle blefu i podciął go po prostu, trafiając go w boczną głowę mięśnia brzuchatego łydki, przez co ten przechylił się na bok i zaczął lecieć ku piaskowej podłodze. Czarnooki nie spodziewał się kolejnego bardzo szybkiego ataku, który wylądował znowu na jego brzuchu, nieszczęsnym brzuchu, który zaczął dziwne reagować i nie wiedział czego to była wina. Ponownie Kenzuran wypluł trochę krwi i śliny, szybko zrobił przewrót na ziemi i ponownie zaczął wysyłać kolejne ciosy w stronę swojego rywala. Ten jednak jakoś bardziej przejrzyście widział jego ruchy w które dokładnie miejsce zaatakuje, przez co ogoniasty w ogóle nie mógł trafić swojego wroga.

Młody Saiyanin nagle otrzymał solidny cios w szczękę, na dodatek drugi raz został podcięty i jego noga znowu krzyczała z bólu. Wojownik nie wiedział co ma dalej robić, aż tu nagle, odczuł dziwne burczenie w swoim żołądku i wydał z siebie odgłos pierdnięcia, mógł to tylko usłyszeć czerwonooki. Na tym nie było końca, ponieważ gdy syn Kellana wisiał teraz w powietrzu, odczuwał że tak jakby cały czas zwolnił, a Altair wydawał się od niego dwa razy szybszy niż normalnie powinien być. Brat Klen chciał się obronić, więc próbował się obrócić w jego stronę, tak by przyjąć kolejny cios, niestety bez skutku. Drake w perfekcyjnym momencie przywalił mu obydwiema dłońmi w plecy, przez co ten jęknął znów z bólu i wypuścił kolejne gazy, ponieważ to nie od niego zależało, tylko od jego żołądka, który mówił mu że coś jest nie tak. Ogoniastego tak wszystko bolało, że nie miał prawa jak się ruszać, był po prostu nie dość, że mocno obity, to jeszcze jego brzuch odmawiał mu posłuszeństwa.

Czarnooki westchnął cicho, próbował się choć trochę ruszyć, lecz po prostu nie mógł, wszystkie jego mięśnie były przeciwne temu co on właśnie próbował zrobić. Nie wiedząc czemu, poczuł uczucie tak jakby rósł w siłę, albo stawał się coraz mocniejszy, ciężko mu było stwierdzić co to mogło być. Wiedział, że jego rasa wywodzi się z tego, że kiedy dochodzi co do czego, czyli jeśli któryś z jego rodaków albo on sam byłby w stanie krytyczny, wskakuje ich rasowa zdolność nazywana zenkai'em. Kenzuran przeczuwał, że właśnie dzięki temu, że dostał taki łomot od swojego szefa, możliwe że właśnie w tej chwili to osiągnie. Syn Kellana nie poddawał się, wyciągnął trochę rękę do przodu, lecz bardzo szybko wylądowała na piasku, który znajdywał się na Arenie i nie miał siły się ruszać. Na domiar tego, ogoniasty wreszcie ponownie wydał z siebie dźwięk pierdnięcia i jego uniform na jego czterech literach zrobił się trochę taki bardziej brązowawy, a nie powinno tak być.

Brat Klen wysilał się drugą ręką do swojego uniformu, sięgając po pastylkę, która by go uzdrowiła, lecz był zbyt poturbowany by to zrobić. Młody Saiyanin jeszcze miał trochę siły na obrócenie głowy i popatrzył teraz na Drake'a, który się pytał czy jest z nim wszystko w porządku, a on tylko na to:
-Khhh, n-nic mi.....c-chyba....n-nie....jest.. - odpowiedział mu po czym tak leżał i nie mógł się ruszać. Wojownik wierzył, że nawet mimo to iż jest teraz aktualnie w stanie krytycznym, uda mu się osiągnąć przypadkowo tego boosta zwanego zenkai'em, albo przy okazji się jeszcze mocniej zesra. Czarnooki teraz wzdychał i tak leżał, nie mogąc się ruszyć, ponieważ zaczął srać w gacie, no i chyba dostawać zenkaia, ale raczej mogło mu się zdawać. Teraz tylko czekał aż ktoś do nich zejdzie i rozstrzygnie mecz, a zapewne będzie to ten cały ich rodak z majestatyczną peleryną na plecach.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 10:05 pm

Chłopak co jak co, ale zauważył, że jego rywal był o wiele, ale to o wiele wolniejszy niż wcześniej. Jakby go coś trzymało i nie puszczało nie pozwalając na rozwinięcie jego skrzydeł i użycie całego swojego dostępnego potencjału. Chociaż uważał się za inteligentnego to nie miał pojęcia. Chociaż. W sumie nagle sobie przypomniał coś o skutkach ubocznych. Ale nie pamiętał za cholerę jakie one były. Czyżby sprawiały, że jest się wolniejszym i słabszym? Hmm. Nieciekawie. Tak czy owak, wciąż wierzył, że uniknie jakiegokolwiek ataku z jego strony, ale się mylił. Może naprawdę, był silniejszy od niego i to o wiele, i po prostu uznał, że pokaże, że z rodem Riverów się nie zadziera i przyjmie wszystko na klatę jak gdyby nigdy nic i jeszcze się wytrzepie z kurzu. Jeśli tak jest to faktycznie, może przegrać, bo te obrażenia normalnie sprawiłyby, że Drake znalazłby się na skraju swoich możliwości. Tym samym uznając, że naprawdę gość z bliznami jest tak silny, to jego respekt rósł. Wiedział, że dobrze wybrał. Jak zwykle jego intuicja go nie zawodziła, i River to był wielki talent wśród wojowników. Na dodatek jest w jego oddziale. Kto wie, może będzie mu przez pewne rzeczy wdzięczny i będzie miał zaplecze na wypadek ewentualnej pomocy? Kto wie. To jest całkiem możliwe. W końcu kto o zdrowym zmyśle, przyjąłby atak o takiej sile? No właśnie. Więc jego rywal zrobił to umyślnie, by tym samym udowodnić swoją wyższość. Altair zaczął lekko się obawiać, bo może jeszcze to przegrać i pokazać się oddziałowi, ze złej strony, że nawet jego zastępca może go pokonać. To byłoby przykre, więc nie może sobie pozwolić na przegraną! Będzie walczył do samego końca i pokaże, że nie jest wcale taki słaby! Udowodni każdemu swoją prawdziwą siłę!

Zastanawiał się co teraz powinien zrobić, lecz zauważył, że jego tymczasowy rywal się nie podnosił. Jednak mimo wszystko nie uniknął żadnego jego ataku. Czy jednak nie był taki silny jak myślał? Dziwne. To czemu przyjął jego ulepszoną kontrę? Coś mu to śmierdziało. Zaraz...coś tutaj faktycznie śmierdzi! Zaczął ruszać nosem, ale nie wiedział czy mu się wydaje czy jak. Uznał, że zmysły go oszukują. Albo tamten otworzył mordę i wydobył się z niej gulasz z kupą. Właśnie. Coś było o tym gulaszu z kupą, ale nie pamiętał co. Zapewne nic ważnego skoro nie pamięta. Na dodatek słyszał jakieś bardzo dziwne, ciche dźwięki. Zważywszy, że nie patrzył się na niego całego to nie widział brązowej plamy na uniformie. Widząc, że wszystko z nim okey, postanowił, że mimo wszystko mu pomoże. Chociaż czy powinien. Skoro chyba nic mu nie jest? A nieważne. Podszedł do niego i ze zgrozą się dowiedział, że smród był jeszcze większy. Im bliżej podchodził tym bardziej się nasilał. Naprawdę, aż tak bardzo mu capiło z mordy, że aż tak to czuje? Zatkał nos. Ale ni cholery, nawet to nie pomagało. Zaraz tutaj wykituje. Z wielką ledwością udało mu się wyciągnąć pastylkę z jego uniformu, i wsadził mu do mordy.
- Na zdrowie. Niedługo wrócisz do pełni sił.
Dodał z uśmiechem, i szybko się wycofał, na dużą odległość. Jednakże, dopiero teraz gdy się mu przypatrzył dojrzał coś nietypowego. Jego zdziwienie po tym było jeszcze większe niż te odnośnie trafienia dowódcy w kolano, albo tego, że wiedział, że nie potrafi używać Ki. Jego szczęka upadła prawie na ziemię, a jego oczy prawie wychodził z orbit, bowiem dojrzał dziwną brązową plamę na uniformie, a słysząc poprzednio dziwne dźwięki wiatru, i czując smród...
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 10:23 pm

Kenzuran kiedy tak leżał i cierpiał z powodów żołądkowych, nie wiedział co dalej będzie działo. Nie widział ani zbliżającego się wysokiej rangi saiyana z peleryną ani nawet nikogo kto by mu mógł pomóc z tym problemem. Czarnowłosy głośno westchnął, a potem tylko wyczekiwał dalszych reakcji kogokolwiek może na arenie. Po upływie kilku minut, zauważył jak czerwonooki zaczął się poruszać w jego stronę, najpierw szybko, a potem gdy podchodził coraz bliżej, od czasu do czasu zwalniał. Ogoniasty gdy wreszcie zobaczył nad sobą Altaira, widział ze ten przytyka nos ręką, albo nawet przedramieniem, nie widział dokładnie bo światło z dachu areny trochę go oślepiało. Poczuł, że dostaje coś do usta i to było nic innego jak pastylka, która regenerowała siły, ale nie wiedział czy czegoś jeszcze nie daję prócz tego. Po jakiejś niedługiej chwili, syn Kellana powstał jak nowo narodzony i przy okazyjnie sobie pierdnął, nie żałował sobie akurat tego.

Brat Klen teraz czuł niemiły dyskomfort w jego tylnej części gaci, wiedział że nawet się tam podrapać nie może. Czarnowłosy teraz strzelił sobie z knykci, dlatego też przybrał pozycję do walki i nie czekając ani chwili, ruszył. Czarnooki najchętniej zdjąłby z siebie dolną część uniformu z gatkami, ponieważ to nieprzyjemne uczucie nie pozwalało mu w stu procentach się ruszać. Po znalezieniu się przy swoim przeciwniku, nie obcyndalał się, zamachnął się mocno pięścią i trafił tym ciosem czerwonookiego w policzek, przez co ten odczuł ból i odleciał do tyłu. Na tym nie było widać końca, bo gdy podleciał znowu do niego, zadawał tak naprawdę byle jakie serie ataków na całe ciało Altaira. Kenzuran pozwolił sobie nawet pierdnąć, raz czy dwa, bo i tak kupa którą posiadał w swoich gaciach, strasznie mu przeszkadzała. Wiedział, że musi teraz do tego przywyknąć i pokazać wysokiemu rangą rodakowi, że walczyć można nawet najcięższych sytuacjach.

Ogoniasty wreszcie szybkim ruchem przykucnął, a potem odchylając jak najdalej całe przedramię, zamachnął się dość mocno, na tyle aby przywalić w podbródek czerwonookiego i posłać go wysoko w powietrze. Po najprawdopodobniej udanym ciosem, wzleciał do niego i raz a porządnie trafił swojego szefa w splot, by ten się trochę poddusił, szybko pierdnął i łącząc obydwie dłonie w młot, wbił go w piaskową podłogę. Po tych ciosach, wylądował i przykucnął na chwilę bo wydał z siebie dłuższe pierdnięcie, a potem znowu wstał, lecz nadal trzymał się za brzuch. Widział, że chmura kurzu zaraz zniknie i zobaczy czy jego szef trzyma się dobrze, czy może źle? Syn Kellana jeszcze tego nie wiedział, ale zobaczy gdy kurtyna uniesionego do góry piachu wreszcie opadnie.

OOC:
Atak Szybki:
Obrażenia: szybkość = 15 DMG
Punkty HP: 320
Punkty KI: 80
Punkty Kondycji: 95 - 2 = 93
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Arena   Wto Lis 22, 2016 11:00 pm

Jak wcześniej było wspomniane, młodzieńcowi oczy wychodziły z orbit a szczęka upadła i walnęła o ziemie. Przecierał jeszcze oczy ze zdziwienia, bo myślał, że przez smród widział fatamorganę. Czy Kenzuran właśnie...zrobił kleksa? Brązowa plama była całkiem nieźle widoczna nawet z góry zapewne. Saiya-jin popatrzył się w górę, i znowu na gościa z bliznami. Co za gówniana sprawa nie ma co. Taki duży mężczyzna się zesrał? O cholerę tutaj chodzi. No co jak co, ale nie może wykminić czemu tak jest. Dobrze, ze zwiał jak najdalej od niego. Modlił się tylko w duchu, by ten go oszczędził i do niego nawet nie podchodził. Niestety los chciał inaczej. Ale zanim to nastąpiła to pastylka zaczęła działać i chłopak wstał jak nowo narodzony. I stała się rzecz niesłychana. Pierdnął na cały głos tak, że na sto procent cała arena go słyszała, a na uniformie pojawił się kleks. Altair nie wytrzymał. No nie mógł tego wytrzymać. Nikt nie zdołałby tego wytrzymać. Wybuchnął śmiechem i złapał się za brzuch. Zaczął się śmiać, i nie mógł przestać. Nawet płakał ze śmiechu, i czuł, że jak tak dalej pójdzie to on się zesra. Ale nie przez pastylkę czy gulasz, lecz ze śmiechu. A tak na serio to po pewnej chwili upadł na ziemię i nie mogąc powstrzymać śmiechu turlał się po ziemi. Chociaż bardzo chciał. No nie mógł tego przerwać. Starał się. Nawet ogromna siła woli nie mogła mu w tym pomóc. Śmiał się i śmiał, nie mogąc przez to walczyć. W końcu jakoś cudem udało mu się wstać wciąż trzymając się za brzuch. Nie wyglądało to dla niego dobrze.

Jego rywal zaczął do niego biec, a on sam nagle poczuł przeogromny smród, na co zrobiło mu się niedobrze i chciało mu się rzygać. Przez to wszystko nie obronił się i choć widział atak, to śmiech robił swoje i nawet nie uniósł ręki do obrony. Oberwał w policzek i odleciał do tyłu. Tym razem nie dość to, że powstrzymywał śmiech, to jeszcze powstrzymywał wymioty bo ten smród był nie do wytrzymania i nie wiedząc czemu, ale czuł, tak czuł, że cała arena to czuje. I widzi wszystko dokładnie. Każdy jego atak popędzało głośnie pierdnięcie, a po tym zjawiał się kolejny kleksik, albo stary się powiększał, na co on sam reagował większym śmiechem i większą chęcią zwrócenia jedzenia. Ale nie mógł się obronić. Ani smród ani śmiech mu na to nie zezwalały. Gdy tamten przykucnął to wydawało mu się jakby jego uniform się rozpruł, a tak naprawdę zjawił się kolejny i to raczej dość spory kleks po tak gwałtownym ruchu dupnym. Bez problemu krwistooki nauczył się latać bez używania ki, a następnie oberwał w splot i lekko się poddusił, co sprawiło, że więcej smrodu wleciało do jego nosa i o mało co nie zwymiotował. Już miał się obronić, gdy nagle tamten znowu pierdnął, i śmiech powrócił, a smród miał o wiele większą moc. Czuł, że gdyby miał scouter, to scouter by się popłakał, przez poziom mocy tego smrodu. Gdy tamten znowu przykucnął i wydał większe pierdniecie to Drake się wypierdzielił i zaczął ponownie śmiać, nie mogąc przestać. Śmiał się i płakał. Śmiał z wiadomych powodów, a płakał bo smród był nie do wytrzymania. Dziwne, że planeta Vegeta nie zaczęła jeszcze płakać, bo arena pewnie również płakała z powodu tego zapachu.

Chłopak nie miał wyboru. Wciąż nie mogąc przestać się śmiać, nie był w stanie ani się obronić, ani tym bardziej zadać ciosu, przez co Kenzuran miał ogromną przewagę nad nim i jeśli tak dalej pójdzie to wygra. Trudno winić młodego prawda? Nie każdy może walczyć z przeciwnikiem takiego typu, a zatkanie nosa nie pomagało niestety. Dlatego nie przestając się śmiać, wyczołgał się i wpełzł w jakiś kąt areny i próbując wstać powstrzymywał się od upadku trzymając się ściany, pragnąc uciec przed tym smrodem. Nie mógł ani powstrzymać śmiechu, ani czucia tego zapachu, i za każdym razem gdy przestał się cudem śmiać i spojrzał w kierunku rywala, to jego radość powracała. Coś czuł, że ten saiya-jin będzie najbardziej znanym kadetem na całej Vegecie, a z czasem może nawet i we wszechświecie? Kto wie. Jedno jest pewne. Drake nie zapomni tego do końca swojego życia.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Nie Lis 27, 2016 12:45 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Arena   Sro Lis 23, 2016 12:11 am

Kenzuran nie spodziewał się, że jego ataki się powiodą i to bez problemów. Zapewne wina jego zabrudzonych gaci i smrodu, świadczyła o tym, że wygrane ma w kieszeni. Niestety, kupa która przeszkadzała mu w portkach, trochę nadal nie miło była odczytywana z jego strony. Czarnowłosy nie wiedział co począć, mógł tylko słyszeć śmiechy i jak ten trochę łzawi, sprawką pewnie był ten nieprzyjemny odór. Ogoniasty wreszcie westchnął, po czym przykucnął, ponieważ żołądek nadal nie dawał mu spokoju i tak jakby odczuwał jakby coś chciał się wreszcie z niego uwolnić, od tyłka strony. Syn Kellana coś mruknął do siebie, a potem stwierdził że jego dowódca odsunął się prawie na koniec areny, pod ścianę i najwyraźniej chyba chciał opuścić to miejsce. Brat Klen pomyślał przez chwile, wiedział że może tak wygrać tą potyczkę, ale nie miał zamiaru dłużej tego ciągnąć. Pokierował się powolnym krokiem w stronę przeciwną i oddalał się od swojego towarzysza broni z którym musiał się mierzyć. Kiedy doszedł do drugiego rogu areny, nie miał innego wyboru jak to zrobić, to przerastało wszystkie jego najśmielsze oczekiwania.

Popatrzył w górę, wiedział że jest obserwowany przez specjalną grupę w której był zastępcą Dowódcy, jak i tego rosłego saiyanina z peleryną na plecach. Naprawdę w tej chwili głośno wzdychał, a jego brzuch nadal turkotał w środku i wydawało mu się że zaraz wybuchnie. Popatrzył jeszcze na chwile na czerwonookiego, a potem zamknął oczy i wypuścił powietrze. Kenzuran po dłuższej chwili namysłu, zdjął dolną część swojego uniformu i jego trochę zabrudzony tyłek można było zobaczyć, zależy kto pod jakim kątem zajmował miejsce obserwacyjne. Napiął swoje wszystkie mięśnie, wydawał z siebie dźwięki, które brzmiały o tym jak się właśnie wysila. Po sekundzie, poczuł upust i jak opuszcza jego brzuch dość sporej brązowej masy z jego czterech liter, nigdy już od tak dawien dawna nie odczuł takiej ulgi jak ta. Czarnowłosy dawał jeszcze większy upust, aż wreszcie coś sobie przypomniał, że to wszystko mogło być spowodowane przez te cholerne pigułki.

Wyjął sobie tą którą zachował pod mundurem i po prostu z tej całej złości i wysiłku w jakim się teraz męczył, zgniótł ją w drobny mak. Po dosłownym wydaleniu z siebie wszystkiego, nacisk w połowie mu zelżał, dlatego teraz ogoniasty nie mógł się poddać i nadymał się coraz mocniej i mocniej. Jego brzuch tak jakby do niego gadał, żeby się nie poddawał, dlatego też on nie miał zamiaru tego robić. Czarnooki odczuwał, że końca nie było widać, gdyż trzymało go w napięciu od kilku minut. Wreszcie, kiedy upłynęło jeszcze z dwie-cztery minuty, niemiły ucisk w żołądku minął, aż wreszcie stęknął z ulgi i wstał. Szybko chciał założyć gacie i spodnie, ale zapomniał że trochę brązowej mazi ma nadal w gaciach. Nie wiedział za bardzo jak się jej pozbyć, dlatego też nachylił się ponownie tym razem nad czystą częścią piasku i wycierał tam swoje majtki. Po wytarciu ich, no cóż, musiał się pogodzić z faktem, że będzie odczuwał nieprzyjemne kłucie od piachu, ale najważniejsze było to, że kupa już stamtąd zniknęła.

Nieszczęsny ogoniasty nałożył swoje gacie i spodnie na cztery litery, strzelił sobie z karku i tak stał. Nie wiedział co ma dalej robić, bo wiedział że na pewno nie będzie mógł stoczyć tego pojedynku normalnie, gdyż capi od niego gównem. Skrzyżował ręce na wysokości torsu, a potem wyczekiwał czy ktoś łaskawie do nich zejdzie i powie, że to koniec, bo on nie ma zamiaru. Został ładnie wystawiony, nawet nie ostrzeżony, ponieważ domyślił się na pewno, że przez te pigułki jego bóle brzucha się nasiliły, zapewne była to tylko podpucha, że miał on to wziąć. Nie miał innego wyboru, dlatego też ogoniasty krzyknął w stronę Altaira:
-SŁUCHAJ, JEŚLI POZWOLĄ MI SIĘ OGARNĄĆ, MOGĘ DALEJ WALCZYĆ, ALE WIDZĄC TWÓJ STAN PRZERAŻENIA, SĄDZĘ ŻE TERAZ TO NIE MA SENSU. NIECH KTOŚ TUTAJ ZEJDZIE I COŚ OGŁOSI!!! - wykrzyknął i nadal miał tutaj stać i nic nie robić. Zapewne dostanie karę za to, że odmówił walki, ale w takim obrzydliwym stanie nie będzie tego robi, nawet jeśli by dostał porządne baty. Wyczekiwał ze skrzyżowanymi rękoma na torsie i miał nadzieję, że prędzej czy później ktoś do nich zejdzie, nawet w masce przeciwgazowej i to wszystko załatwi.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Arena   Sro Lis 23, 2016 1:04 am


Generał sobie stał i obserwował kompletnie niewzruszony tym, co działo się na arenie, jednak do czasu. Kiedy tylko poczuł on smród, od razu odsunął się do tyłu i szturchnął jednego z pozostałej gurpki kadetów, by go o coś zapytać.
-Czy on zjadł Gulasz z Kupą?
Po tym pytaniu ów mężczyzna z peleryną otrzymał potwierdzającą odpowiedź, a to nie wróżyło niczego dobrego, chciał nawet przerwać tą walkę i odesłać „wadliwego” kadeta do toalety by sobie ulżył. Nie miał jednak ku temu okazji, gdyż kadetowi została podana kolejna dawka leku, którego absolutnie nie wolno mieszać ze specjalnością powitalną kucharza. Sam generał przeraził się tego, bo czego jak czego, ale smrodu to on nie znosił. Ledwie chwilę później zaczęła się prawdziwa gówniana apokalipsa w akompaniamencie bąków co spowodowało natychmiastową ewakuację większości obecnych ba nawet daleko poza areną rozchodził się ów smród, przez co wszyscy, którzy tylko to poczuli od razu dawali dyla jak najdalej się tylko dało. Nawet sam generał znalazł się daleko od zasięgu rażenia najgorszego odoru, choć miał na twarzy maskę przeciwgazową, którą cholera wie, skąd wytrzasnął. Oprócz tego w dłoniach dzierżył dwa pokaźnych rozmiarów odświeżacze powietrza, które to jednak zupełnie nic nie pomagały. W chwili kiedy nastąpiło apogeum w postaci „FINAL SHIT!” biedny generał wyglądał na kompletnie załamanego. Kiedy apogeum się już zakończyło mężczyzna chwycił pierwszą lepszą łopatę, jaką znalazł i pomaszerował do kadetów, przy czym sprawcy tej gównianej sprawy wręczył ową łopatę.
-NASRAŁEŚ TO SPRZĄTAJ, A POTEM PORZĄDNIE SIĘ UMYJ!
Zaraz po wydaniu tego rozkazu zgarnął Altaira i wyniósł go z tego cuchnącego miejsca, aż na główny plac przed akademią, gdzie tego smrodu już na pewno nie można było poczuć.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Arena   Sro Lis 23, 2016 2:22 am

Kenzuran wreszcie mógł stwierdzić jakieś zamieszanie na trybunach. Najpewniej wreszcie ktoś zaczął działać w sprawie tego w sumie dość niewielkiego stolca, który znajdywał się teraz aktualnie na arenie. Ogoniasty za bardzo nie pojmował przez co było to zamieszanie, ale fakt, ten smród zaczął się rozprzestrzeniać po całym terenie. W sumie sam stworzyciel tego kupska nie mógł już wytrzymać, no ale smród był smrodem. Widział, że jego towarzysz który przewodził nim i nielicznej grupie specjalnego odziału chyba zaraz miał wy koziołkować i stracić przytomność, nie życzył mu tego. Syn Kellana głośno westchnął, po czym mógł stwierdzić, że nawet ten dostojny wojownik z peleryną, która dawała mu duży majestat, miał chyba urządzenie, które pozwoliło mu swobodnie oddychać. Brat Klen nie spodziewał się, że istnieję coś takiego, w sumie coś tam uczył się o innych przedmiotach z innych planet, które były zdobywane, ale nie pamiętał konkretnie wszystkich czy też nawet nazw.

Nie minęło zbyt wiele czasu, ponieważ czarnowłosy tylko spoglądał jak ów starszy rangą wojownik używa jakiś dziwnych puszek by wypuścić z nich jakiś detergent. Chyba to miało za zadanie odświeżacz powietrze czy jakoś tak, przynajmniej tak się zdawało czarnookiemu. Wojownik  nadal wyczekiwał jakiejś lepszej reakcji, ale zobaczył że gdy się wszystko uspokoiło, jego rodak z pelerynką sobie zleciał na dół, rzucił mu jakąś łopatę i kazał sprzątać to co z siebie wydalił. W sumie usłuchał się, dlatego też stanął na baczność i odpowiedział:
-Tak jest, Sir!! - rzekł i odwracając się do kupy gówna, myślał jak stąd to wynieść. Kątem oka jeszcze przedtem dostrzegł, że wojownik wysokiej rangi chwycił szybko za ramię Altaira i wyciągnął go stąd, w sumie nie wiedział po co, tylko jedyni się domyślał. Młody Saiyanin teraz musiał się tym zająć, ale nawet nie wiedział gdzie ma zgarniać swoje odchody.

Zaczął krążyć po całej arenie, w te i wew te i rozmyślał jak jakiś staruszek. Po upływie czasu, wreszcie wpadł na pomysł by znaleźć sobie coś do czego mógłby to pakować. Wyjął zza swoich gatek uczepione urządzenie, które pokazywało cały teren Ośrodka szkoleniowego. Wzniósł się ku górze i kiedy na mapie zobaczył jakiś niewielki budynek, udał się w jego stronę, bo sądząc po rozmiarach, mogło być tam coś przydatnego. Kiedy tak szybował, trochę jego smrodu z gaci roznosiło się poza teren areny, ale tylko troszkę, na szczęście już tak mocno nie było to odczuwalne. Po dotarciu na miejsce, zobaczył że to jest jakiś schowek albo coś takiego, w sumie nie wiedział jak ma to dokładnie określić. Kenzuran podszedł do drzwi i otworzył je, a po zobaczeniu co jest w środku, był zadowolony. Zobaczył, że jest tu sprzęt, który może mu się przydać, a to że był w pełni sił, dzięki toksycznej tabletce, nie będzie miał raczej z tym problemów.

Zauważył jakieś czarne opakowania, wyglądały na większe worki jeśli się je miało rozłożyć. Wziął sobie całą rolkę i wcisnął za pas, ponieważ wiedział że na pewno mu się przyda. Ogoniasty po tej czynności, starał się znaleźć coś dobrego, coś co pomieści jego wytworzone ekologiczne resztki jedzenia. Po chwili przeszukiwania małego pomieszczenia, dostrzegł w kącie jakieś wiadro, które i tak było puste i się tylko niepotrzebnie kurzyło. Czarnowłosy uradowany tym, szybko za nie chwycił i zastanawiał się czy coś jeszcze ze sobą wziąć. Tak myślał i myślał, aż wreszcie wpadł na taki pomysł i złapał za dość sporą butlę w której znajdywał się płyn. Włożył sobie butelkę dużych rozmiarów do wiadra i był gotowy do wykonania zadania karnego, na które sobie sam zapracował. Syn Kellana wiedział, że Ojciec na pewno opierdzielił by go i to dość solidne, ale teraz wiedział że jego tutaj nie ma. Brat Klen nie rozpamiętywał tego dłużej, dlatego też wyszedł z niewielkiego schowka i zamknął za sobą drzwi.

Po opuszczeniu niewielkiego składzika, pokierował się znowu szybkim lotem w miejsce zbrodni, czyli na arenę. Jego szybowanie pośród czerwonych chmur mu bardzo dobrze robiło, zrelaksował się trochę po całym tym napiętym i ciężkim dniu, aż wreszcie się tak rozmarzył, że prawie poleciał dalej niż za miejsce, gdzie występowały walki. Kiedy już wojownik wylądował na miejscu, wyjął zza tyłu swoich spodni worki na śmieci, oderwał jeden z nich i otworzył. Postawił też wiadro, włożył do niego worek i biorąc łopatę do ręki, zaczął szuflować własne gówno. Miał szczęście, że nie wydzielił takich pokładów odchodów jak zwierzęta, które były większe i pochodziły z innych planet, wreszcie się trochę o tym uczył i wiedział. Zbierał tą szpachlą swoją kupę i po upływie kilku minut już nie było żadnego syfu, tylko jeszcze brązowa plama, dlatego potrzebna mu była ów do tego woda czy płyn. Nie wiedział co konkretnie było w butli, ale nie obchodziło go to, miał szczęście że przynajmniej prawie dokładnie wyczyści to co zostawił po sobie.

Łopatę włożył do wiadra z całym łajnem, a potem odkręcając korek od butelki dużej wielkości, zaczął opłukiwać brązowy piasek. Kiedy ogoniasty tak na to spoglądał, widział że brud na szczęście jako tako w miarę schodzi, ale niestety teraz ci co tutaj byli i oglądali jego walkę, zapamiętają to na długo. Czarnooki starał się też nie przejmować za bardzo bólem jego czterech liter, ponieważ nie dość że odczuwał nadal niemiłe uczucia, to jeszcze wyczuwał że go delikatnie szczypie. Kenzuran musiał na pewno udać się potem do centrum medycznego, ale nie spodziewał się zbyt wiele że na pewno mu tam pomogą. Po obmyciu piachu na arenie, wreszcie wyglądał na czysty, a cała ta kupa znalazła się w wiadrze, więc swoje zadanie wykonał, dlatego udał się też do najbliższej toalety, która znajdowała się w tym miejscu by pozbyć się odpadków. Syn Kellana po jakiejś dłuższej chwili bieganiu z wiadrem by znaleźć kibel, udało mu się, bo arena nie była taka malutka.

Wziął wiadro, a potem chwycił za worek i strząchnął całe to gówno do wody, a potem ją po prostu spuścił. Brudny worek zgniótł i wrzucił do jednego z tutejszych śmietników, a łopatę opłukał i musiał ją niestety odnieść do schowka. Po udanym westchnięciu, młody saiyanin po ogarnięciu tutaj rzeczy, wyszedł z toalety i od razu wzlatują w powietrze, pofrunął w stronę małego pomieszczenia, które było nieopodal areny. Kolejne minuty minęły, aż wreszcie ogoniasty znów dotarł do tego samego miejsca, więc już się nie bawił w różne gierki, tylko otworzył drzwi, wiadro odstawił tam gdzie stało, worki tam samo wyjął zza tyłu spodni i położył na półkę, zaś łopatę oparł o ścianę. Był z siebie dumny, że aż położył zgniecione dłonie na biodra, a potem chwilę tak stojąc, rozmyślił się zbyt mocno, bo musiał jeszcze ogarnąć swoje łachy i siebie. Zgasił tutaj światło, wyszedł stąd i wreszcie nie myśląc już o powrocie na arenę, poszybował do Ośrodka i jak najszybciej chciał się znaleźć pod prysznicem. Podczas swojego lotu, widział że ten dostojny saiyanin z peleryną na plecach chyba rozmawiał o czymś z jego dowódcą, ale teraz totalnie ich zlał i nie miał czasu z nimi na pogaduszki, wiedział że na następny raz będzie bardziej ostrożniejszy zanim będzie łykał jakieś nieznane tabletki. Po upływie kolejnych pięciu minutek, wreszcie Kenzuran doleciał na miejsce, wylądował i wszedł do środka, od razu sprintem sunął przez korytarze i jak najszybciej chciał się znaleźć w toalecie.

z/t - Łazienki i Toalety.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Arena   Czw Cze 08, 2017 9:14 pm

Xalanth przytaszczył ze sobą z domu środki do pucowania, a w tym wiadro, żeby mu było wygodniej.
Od tego wszystkiego było mu słabo. Hayato naprawdę nieźle mu przypierdolił. Cały czas odczuwał silny cios zaserwowany przez kapitana. Miał tylko nadzieje, że nie zemdleje, zanim nie wykona swojej roboty. Musiał pokazać Hayato, że nawet taką robotę jak sprzątanie potrafi dobrze zrobić.
Wsadził sobie słuchawki do uszu, nastawił muzykę, ale tak, żeby ewetnaulnie słyszał to, co dzieje się dookoła. Z racji tego, że najlepiej sprzątać z dala od wejścia, tak też zrobił. Owinął sobie ogon wokół pasa, żeby mu było wygodniej. Przygotował sobie w wiadrze ciepłą wodę, po czym rozpuścił środki do szorowania. Wymieszał wszystko, a następnie, na kolanach zaczął szorować podłogi. Dla niego sprzątanie nie było niczym strasznym, bo go matka nauczyła sprzątać.
Zaczął od lewego górnego rogu, jak to się mówi. Szczoteczką przesuwał po kafelkach, nie omijając rzadnego fragmentu. Robił to powoli i dokładnie, a żeby było ciekawie, w rytm muzyki.
Włosie szczoteki poruszało się po kafelkach na rózne strony, zależne od tego, jak Xal poruszał ręką po posadzce. Jak mu coś nie pasowało, to pucował drugi raz. W końcu musiało być przecież czystyo czyż nie?
Czas mu leciał powoli, ale starał się nie zwracać na to uwagi. Miał ważniejszą rzecz do zrobienia. Przesuwał się powoli, na kolanach w stronę wyjścia. Robił wszystko, żeby nie ominąć ani jednego kafelka czy fragmentu podłogi. Nie chciał przecież robić wszystkiego od nowa. Wyszorował nawet szpary między kafelkami, a ścianą i podłogą.
Musiał się zatrzymać, tak jakoś w połowie, bo zaczęło mu się robić słabo. Ból jaki sprawił mu wcześniej Hayato, jednak dawał się we znaki chłopakowi.  Wziął kilka głębokich wdechów i wydechów. Starał sie odgonić ból z głowy, ale to nie było takie łatwe. Dlatego usiadł na kolanach, zaś dłonie wsparł na nie. Zamknął oczy. Skupił się na bolu jaki mu towarzyszył. Wiedział, że za długo tak siedzieć nie może, bo czekało go sprzątanie. Trwało to dwie trzy minuty, ten jego odpoczynek. Jednak przydał się, bo jakoś przyzwyczaił się do bólu i nabrał sił.
Wrócił zatem do sprzątania. Poruszał się na kolanach do tyłu, czyszcząc każdy fragment podłogi, bardzo dokładnie. I oczywiście, także się nie spieszył. Lepiej było robić coś wolniej, a dokładniej, tym bardziej, że na pewno kapitan wyśle kogoś, kto będzie go pilnować.
Przesuwał szczoteczką po posadzce, kierując się w stronę wejścia do pomieszczenia. Jak tylko znalazł jakiś ślad, robił wszystko, by go wyszorować, dlatego czasami przy jednym miejscu potrafił spędzić nieco dłużej czasu.
-Koniec...chyba...-wstał z klęczek, jak tylko znalazł się w przejściu, które też wypucował.
Rozejrzał się dokładnie po pomieszczeniu. Używając latania, przeleciał nad podłogą, aby sprawdzić czy na pewno, wszystko wyszorował jak należy. Jak coś mu nie pasowało, od razu to poprawiał.
-Dobra...na pewno jest dobrze.-wylądował  w przejściu do sali.-To idę dalej.-sięgnął po wiadro, a wtedy ból znowu się odezwał.
Złapał się za brzuch. Musiał się oprzeć jedną ręką o ścianę. Zrobiło mu się ciemno przed oczami.
-Kurwa...-zaklnął, starając się złapać oddech i nie dać się pokonać bólowi.
Udało mu się to. Miał nauczkę, że będzie musiał uważać. Zamyślił się przez chwilę. Skoro miał sprzątać, to może posprząta zdecydowanie więcej?
Xal zakasał rękawy. Skoro Hayato chciał, by posprzątał, dobra. Poszedł tylko wymienić wodę, bo ta, którą miał nadawała się tylko do wylania. Jak wrócił to zaczął szorować podłogę na korytarzu. Jak mu kazał wszystko, to wszystko.
Podobnie jak na arenie, pucował kawałek po kawałku każdy fragment podłogi. Nie ominłą żadnej szpary, żadneg złączenia. Wszystko szorował jak należy. Jak skończył, sprawdził wszystko, czy na pewno jest czyste.
Niestety, zanim pójdzie dalej znowu musiał odpocząć. Żałował, że nie miał przy sobie tabletek przeciwbólowych, ale uznał walkę z bólem za wyzwanie. Postara się wytrzymać, ile da rade, poza tym, prawdziwy wojownik nie powinien poddawać się bólowi, bo na polu walki nie będzie stać na jego odczuwanie.
Wymienił wodę w wiadrze, ponownie, po czym poszedł dalej zabierając ze sobą wszystko, co było mu potrzebne.

z.t -> idę sprzątać dalej
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Arena   

Powrót do góry Go down
 
Arena
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Miejsca Treningowe-
Skocz do: