DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Oddział Intensywnej Terapii Medycznej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   Sro Maj 20, 2015 8:16 pm

Tu trafiają wszyscy ci, których stan jest bliski śmierci. Znajduje się tu kilkanaście maszyn regeneracyjnych, których użytkowanie jest ściśle określone.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   Wto Lis 29, 2016 9:36 pm

Krwistooki wręcz przebijał się do akademii. Wszędzie widział to samo. Ogromną ilość lądujących i nawet poniszczonych kapsuł. Masa rannych którzy ledwo się wyczołgali i padli. Tak samo dużo było tych co jak On i jego oddział latali z noszami. Bardzo dużo. Musieli bardzo szybko się przemieszczać w tą i we w tą, aby była jak największa szansa ocalenia tych biednych żołnierzy. Przynajmniej nie musiał się przejmować, że to wszystko spowodował jego zastępca. Mimo wszystko zastanawiał się co z tymi kapsułkami. Co jak co, ale skoro jako kadeci. Mięso armatnie. Dostawali coś takiego. Oznaczało to tylko parę rzeczy. Po pierwsze pastylki innym mogą nie wiele dać, bo są tak naprawdę słabe. Czyli taki żołnierz niskiej rangi, zje i go przywróci do pełni sił. Ci co pewnie są na średnich, muszą być mimo wszystko mocni, i im nawet jeśli pomoże to raczej niewiele. A Elicie cóż. Nawet nie sprawi, że będą mogli się po nich podrapać, gdyby byli ranni. Może jakby się takiego nafaszerowało nimi, to coś by to dało. Dlatego pewnie tylko niskim rangom coś one dają. Westchnął. Bo nawet chcąc pomóc niewiele da. Lekarz chyba się domyślił o co mu chodzi i nawet rzekł, że te pastylki im niewiele dadzą. Mogą co najwyżej bardziej zaszkodzić niż pomóc. Było to zrozumiałe i już Altair przez swoje dobre serce, dla może jego przyszłych żołnierzy i tak posmutniał, że nie może im w ogóle pomóc. A nie chciał tracić nikogo na pastwę tych głupich jaszczurek. Ale co mógł takiego zrobić? Może się co najwyżej zemścić z czasem co zapewne zrobi.

Dotarli do akademii. Lekarz krzyknął, niektórym idiotom co nie wiedzieli co się robi, gdy jest alarm i próbowali przechodzić przez korytarze, że mają zejść z drogi. Ci co nie zdążyli wręcz zostali staranowani. Mogli winić tylko własną głupotę. Bo po co udać się tam gdzie reszta i pomóc. Lepiej być kretynem i iść w zupełnie innym kierunku. A na dodatek wiedzieli, że stało się coś niedobrego, to i tak muszą akurat zapełniać korytarze które to w takich momentach powinny być puste!

W końcu dotarli na miejsce i odstawili rannego wojownika i wzięli ze sobą inne nosze, by nie tracić głupio czasu. Jeszcze zanim to zdołał zrobić, to widział, że każdego z nich wkładano do kapsuł leczniczych, a było ich mnóstwo, chociaż i tak zapewne zabraknie miejsca, i tych co choć trochę się wyleczyli odłożą na łóżko. No i tak też było bo Ci co nie potrzebowali tego, już smacznie sobie spali. Pytanie ilu osobom uda im się uratować życie? Miał nadzieję, że nikt nie zginie, ale raczej to była nastoletnia naiwność, i nie każdemu uda się przetrwać. Westchnął i bardzo szybko ruszył z kolejnymi noszami. Nawet lekarz się zdziwił jego prędkością. Krwistooki po prostu wiedział, że czas nagli i starał się zrobić co w jego mocy, by pomóc jak największej ilości saiyan.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   Wto Lis 29, 2016 10:40 pm

Starał się jak najszybciej zabrać kolejnego rannego do tych komór regeneracyjnych. Bo wydawało mu się, że jak szybko tam nie dotrze to będzie po nim. Nawet jeśli jego słowa, by pozwoliły na dalszą walkę, to co z tego, jeśli nie dostanie pomocy lekarskiej? Sama siła woli chociaż utrzyma Cie przy życiu to nie wyleczy. Tylko to co w tej kapsule się znajduje, może go ocalić, albo lekarz. Westchnął i jeszcze bardziej przyśpieszył. Naprawdę starał się dotrzeć tam jak tylko najszybciej mógł, ale nie było to takie łatwe, aby dotrzeć z jednego końca na drugi. Z portu do akademii był kawał drogi. Chłopak po tym wszystkim tak strasznie się wymęczy zaraz, ze sam padnie. A tego wolał uniknąć. Nie miał zamiaru robić jeszcze większego kłopotu niż było to konieczne.

Ale na korytarzach był bajzel. Burdel na kółkach jakich mało. Jeszcze na podłogach wszędzie krew. Drake prawie się poślizgnąłby o to, tak samo lekarz, który siarczyście przeklął. Ale to nie był koniec bo klął cała drogę powrotną. I każde przekleństwo było inne! Czuł do niego respekt i podziw. Nawet on nie znał, aż tylu przekleństw, chociaż przeczytał masę książek. Potem mu się wydawało, że doktor zaczął przeklinać w innych językach. Tak był wkurzony, że prawie się poślizgnął i stracił życie pacjenta. Wyglądał jakby chciał kogoś wytarzać w tej krwi, by pokazać jak jest brudno. Sam Drake miał nadzieje, że Ci co nic nie robią, będą sprzątać cała akademie. Gdzie tylko jest krew. Bo można się zabić! A taka śmierć nie byłaby fajna. Stracić życie z powodu potknięcia się. Gorzej niż na wojnie. Na szczęście Drake wyrównał to i lekarz odzyskał wcześniej panowanie inaczej mogłoby być nieciekawie. Ale doktorek zmienił język i znów przeklinał całą drogę. Coś tam powiedział, że jakby stracił pacjenta, to znalazłby kogoś kto powinien wydać rozkaz do sprzątania jakimś kadecikom i wyrwałby mu nogi z dupy i zamieniłby z rękoma, i kazałby mu to sprzątać językiem, na klęczkach, albo nawet w innej dziwnej pozycji. Oczywiście za przecinek wstawiając inne brzydkie słowo. Chłopak miał ochotę się roześmiać, ale tego nie zrobił.

Dopiero, gdy dotarli na miejsce to przestał nadużywać języka i odłożyli kolejnego osobnika i mieli brać już trzecie nosze. Podobno ostatnia runda, bo po tym wszystkim każdy ranny zostanie już zabrany. Odetchnął z ulgą. Musiał jeszcze dać z siebie wszystko podczas tego jednego biegu. Na pewno nie pozwoli na to, by głupio stracili jakiekolwiek życie. A raczej, by życie zostało utracone przez to, że byli wolni! Bo to będzie wtedy jego wina, a sobie tego nigdy nie daruje. Pochwycił nosze i nie oglądając się za Siebie ruszył jeszcze szybciej od doktorka. Nawet go ta prędkość zadziwiła. Nie miał pojęcia skąd w chłopaku taka wytrzymałość i do tego taka siła woli, ani też czemu, aż tak starał się dla nieznanych mu wojowników.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   Sro Lis 30, 2016 12:05 am

Krwistooki pędził jak na złamanie karku z ostatnią osoba. Był prawie pewny, że po tym nie będzie nikogo musiał nosić z portu, chyba, że nagle coś się zmieni, aczkolwiek na to raczej się nie zapowiadało. Przynajmniej do czegoś się przydali, chociaż było to strasznie niespodziewane. Niestety burdel dalej był, i nikt nie kwapił się sprzątać tej krwi. Drake tym razem uważał, ale gdy tylko doktor zobaczył, że nic nie było sprzątnięte to zaczął przeklinać. Coś tam wspomniał, że jak złapie kogoś kto się obijał przez ten cały czas i nie mógł nawet choć trochę tego sprzątnąć to... tutaj Altair nawet wolałby tego nie opisywać, bo cały opis doktorka był cholernie straszny. Aż mu ciarki przeszły po plecach. Nie chciał zaleźć takiemu za skórę bo naprawdę, smutno, by skończył. Miał tylko nadzieję, że reszta się na coś też przyda, a nie będą jak jakieś gapie sprawdzać co się dzieje. Westchnął na to wszystko. Jak to się wszystko stało. Czy gady naprawdę były, aż takie silne? Ale dowództwo musi mieć urwanie głowy. Tak samo Król. No cóż. Współczuł im trochę, ale oni tez muszą od czegoś być, a nie położyć dupsko na krześle i inni będą robić wszystko za nich. Niech teraz myślą!

Wreszcie młodzieniec dotarł z ostatnim osobnikiem do tego pomieszczenia, i odłożył go bardzo wolno z noszami. Od razu zabrano go jeszcze co ciekawe żywego, na co każdy z nich się dziwił do pobliskiej komory regeneracyjnej. Wszystkie były zajęte. Nie było ani jednej pustej. Niesamowite. Do tego nawet każde łózko było zajęte. Nieźle się działo nie ma co. Te gady napsuły im krwi. Sam miał ochotę się za to wszystko zemścić, ale wiedział, że był za słaby. Westchnął. Jest bezużyteczny. Tylko siła się liczyła w tym świecie. Nie ma wyboru jak tylko zdobyć jej znacznie, ale to znacznie więcej, jeśli chce mieć jakikolwiek wpływ na otaczający go świat i wydarzenia.

Przybyła też reszta jego oddziału odstawiając nosze. Wyglądali na bardzo zmęczonych. W sumie on również taki był. Ale i tak musiał zasalutować.
- Możemy w czymś jeszcze pomóc Sir?
I zaczął odpoczywać. Korzystać z okazji jak najbardziej mógł, by być gotowym na resztę. Nawet jak nie będą mieli w czym pomagać to i tak powinni zjawić się u kwatermistrza prawda? Chyba tak...
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   Sro Lis 30, 2016 1:46 pm


Oddziały medyczne były bardzo wdzięczne za zaangażowanie większości żołnierzy niskich rang nawet kadetów, którzy w tym wypadku spisali się wzorowo. Do owej grupki podszedł jeden z medyków, który wręczył im pudełko, w którym znajdowały się małe tajemnicze fiolki z niebiesko-zieloną cieczą.
-To za waszą pomoc. Nie marnujcie tego na byle zadrapania.
Po wręczeniu owego prezentu medyk powrócił do swoich zajęć, które w tej chwili były naprawdę niesamowicie istotne.



W chwili kiedy to grupka kadetów miała opuścić owe miejsce do pomieszczenia wkroczył Generał, który na widok większości swoich podkomendnych mających ślady krwi rannych na ich rękach już wiedział, że sumiennie pomagali. Tak czy owak, był bardzo zadowolony z postawy tych tutaj którym miał zamiar pozwolić na zwyczajny odpoczynek, gdyż bezdyskusyjnie na to zasługiwali.
-Dobra robota. Idźcie doprowadzić się do porządku i odpocznijcie.
Kiedy już miał pójść sprawdzić stan elity, coś mu się przypomniało, przez co zatrzymał się w pół kroku oraz ponownie spojrzał na grupę kadetów. Zaraz po tym zdjął ze swojego oka scouter i wręczył go dowódcy owego oddziału. Sprawował władzę nad oddziałem doskonale i zasługiwał na nagrodę. Generał postanowił nagrodzić go tym przedmiotem w imieniu kwatermistrza.
-A zapomniałbym. Jeśli tylko kiedykolwiek będziecie w stanie zagrażającym życiu macie dostęp do tych maszyn bez względu na waszą rangę.
Po tych słowach saiyanin z majestatyczną peleryną poszedł do swoich ludzi, którzy ucierpieli w nagłym i najmniej spodziewanym ataku tych przeklętych gadów. Na szczęście tamci skończyli w znacznie gorszym stanie i bardzo przerzedzonych szeregach.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   Sro Lis 30, 2016 6:39 pm

Chłopak był cholernie zmęczony po tym biegu. Co gorsze oprócz tego, że był wykończony to jego strój był cały poplamiony krwią, od przenoszenia na noszach. A raczej braniu rannych na nosze. To nieźle się ubabrał w świeżej krwi. Jakby ktoś stał przed nim to mógłby zauważyć bardzo dziwną zmianę. Jego uśmiech stał się diabelski niczym u jakiegoś demona, a jego oczy zaświeciły się na ten sam czerwony kolor którym był teraz ubarwiony, i zmieniły na chwilę kształt jego źrenic na demoniczne. Nabrał ogromnej ochoty na zaatakowanie kogoś, aby jak najwięcej tej wspaniałej cudownej "wody" z kogoś upuścić. I nie tylko to. Chciał znacznie większego mordu. Całe to miejsce bardzo źle na niego zaczęło oddziaływać. Jakby nie był sobą. Normalnie zapewne gdyby nie był w ciągłym biegu, i nie pomagałby bez przerwy, a także gdyby nie zaskoczenie i szok, to to wszystko stałoby się już na lądowisku. Teraz gdy miał chwile wytchnienia to wszystko prawie w nim wybuchło. Ale to wszystko nie trwało długo, i z tego wszystkiego wybudził go lekarz, który był zbyt zajęty, żeby zobaczyć jakąkolwiek zmianę w nim. Drake nawet nie wiedział co się z nim chwilowo stało. Nic nie rozumiał. Bardzo dziwnie się czuł. Strasznie słabo. I nieswojo. Na szczęście został wybudzony z tego transu, ale nie wiedział czemu prawie stracił kontrole nad sobą. Co się z nim działo? Czyżby te pastylki mu zaszkodziły, ale inaczej niż Kenzuranowi? Westchnął. Postanowił na razie zostawić ten temat. Może tylko mu się zdawało. Jakieś złe myśli po tak ciężkim dniu. Tak. Na pewno mu się to zdawało. Po prostu takie miejsca, źle na niego działają bo jest dobrym dowódcą.

W sumie lekarz miał dla nich nagrodę za pomoc. Otrzymał kolejne pudełko myśląc, że znowu dostali pudełko pastylek. W sumie przyda się. Ale jednak to nie były pastylki, tylko dziwne fiolki. Pewnie wspomagały krzepnięcie krwi i regeneracje. Musiał przyznać, że mają ciekawe rzeczy. I do tego jako kadeci. Zasalutował i podziękował.
- Dziękuję Sir! Życzę powodzenia w ratowaniu naszych żołnierzy.
W sumie musiał jeszcze rozdzielić pastylki, ale co zrobić z fiolkami. Je również rozdzielić? Ktoś widząc to, że się nad tym zastanawia powiedział mu, że te fiolki są za ważne, by je rozdawać i tylko dowódca je trzyma u Ciebie i myśli nad ich rozdzieleniem dopiero, gdy jest to koniecznie. Pokiwał głową na znak, że rozumie i udał się do wyjścia. Niedługo rozdzieli również i pastylki.

Ale zanim wyszedł to jeszcze zobaczył Generała. Współczuł mu, bo pewnie musiał cholernie się czuć, i być wkurzonym, że tylu żołnierzy prawie stracił. Zasalutował i stanął na baczność.
- Sir. Przeklęte gady. Nie spodziewałem się, że tylu elitarnych żołnierzy wróci z takimi ranami. Mam nadzieję, że dostali gorzej od Nas. Ehh. Jestem bezużytecznie słaby, chciałbym się zemścić za Naszych, ale niewiele jestem w stanie zrobić.
Odpowiedział, z poczuciem niemocy. Wciąż miał zły humor przez to, co się stało, a na dodatek był ubabrany we krwi. Powiedział, że wykonali dobrą robotę i mają pójść doprowadzić się do porządku i odpocząć.
- Tak jest Sir!

I już miał ruszać dalej, gdy nagle zobaczył, że Generał zatrzymał się jakby coś mu się przypomniało. Popatrzył się na grupkę i samego dowódcę i nagle zdjął scouter i wręczył go Altairowi.
Drake'owi, aż zabrakło słów, szczęka suwała się po podłodze, gdyby mogła to, by znalazła się w porcie, a oczy prawie odleciały niczym saiyańskie kapsuły. Nie wiedział co powiedzieć. Doznał szoku. Większego szoku niż jakby Kenzuran powiedział, że jest jego ojcem. Nawet, gdy ten srał na arenie, to chłopak chociaż nie dowierzał własnym oczom, to dalej umiał to ogarnąć. Ale teraz? Scouter trenera? O co tutaj chodzi? Ktoś robi sobie z niego żarty? River przebrał się za trenera i magicznie wszedł w posiadanie scoutera? Ktoś umarł? Może zapomniano, że jest kadetem, a nie kapitanem i się pomylono. Przecież to jest niemożliwe, by dostać taką nagrodę! Jakby ktoś mu coś takiego powiedział, to by go wyśmiał, a następnie zbił, za robienie sobie z niego głupich żartów. Nawet on nie byłby, na tyle naiwny, by uwierzyć w takie wierutne kłamstwo! A tu coś takiego działo się na jego oczach. Są dziś jego urodziny? Jego urodziny mają urodziny? Dostał magicznie spadek po kimś. Generał jest tak naprawdę jego ojcem? Albo członkiem rodu? Nie potrafił wykrztusić z Siebie nic, i uważał, że śnił. Nie, nawet w snach tak by nie miał. Pozostałości po smrodzie? Ma zwidy i omamy. Tak, to musi być to. Nie ma innego wytłumaczenia. Zasrany zastępca. Jak go dorwie to mu nogi z dupy powyrywa, za to, że przez niego ma teraz problemy z sercem. Takie rzeczy spowodował ten szok. Przecież nie da się tego logicznie ogarnąć! Co jak co, ale jak to możliwe, że zwyczajny kadet dostaje w nagrodę, scouter samego G-E-N-E-R-A-Ł-A. Zwykły to by zrozumiał i tak ogromna nagroda. Ale Generała? Nie mógł w to uwierzyć, i zapomniał chyba jak się myśli. Nawet w sytuacji zagrożenia życiem pamiętał. A teraz stał się głupszy od Rivera. Nie no dobra, nie przesadzajmy. To nie była głupota. Tak czy inaczej wyglądał zabawnie. Bo jego radość mieszała się z szokiem, i wyglądał co najmniej komicznie. W końcu szok ustąpił, a w jego miejscu znalazła się radość. Cieszył się jak dzieciak. Nie potrafił utrzymać miny w pokerowym stylu. Przy żelkach nawet potrafił. A teraz!? To było niemożliwe! Nie potrafił się nie uśmiechać. I był to ogromny uśmiech, jakby dziecko dostało prezent na urodziny, który od zawsze chciało mieć. Chciał się cieszyć. Śmiać. Tańczyć, śpiewać, skakać, a nawet przytuliłby w ostateczności Kenzurana! Miał ochotę przytulić generała, ale to by było naprawdę dziwne i nie w jego stylu. Musiał nabrać parę oddechów, by uspokoić emocje. Nie wychodziło mu to. Trochę czasu mu to zajęło. Nawet więcej niż trochę. W końcu tylko troszeczkę się ogarnął i idealnie zasalutował stając na baczność tak, że nawet chyba rodzicom tak nie salutował.
- Dziękuję Sir! Będę tego pilnował i o to dbał jak o największy skarb mojego rodu!
Tyle udało mu się powiedzieć chociaż też ledwo. Czuł niesamowitą wdzięczność, łączoną z radością, szczęściem no i szokiem oraz niedowierzaniem. Nawet żelki, aż tak go nie ucieszyły, a już wtedy cieszył się jak dziecko. Naprawdę jeśli uważacie, że krwistooki nie mógł być bardziej szczęśliwy, niż to co widzieliście po żelkach, to nie widzieliście tego zaskoczenia, szoku radości i wszystkiego innego w jednym. Początkowo myślał, ze robią sobie z niego jakieś jaja, ale wątpił, żeby Trenerowi chciało się coś takiego robić. Jakby mógł to, by skakał z radości, ale nie zrobi tego, bo się ośmieszy bardziej niż jego zastępca. Ledwo ogarnął swoje emocje. Dostał personalny scouter! Używany przez jednego z największych dowódców Vegety! Ale mu będą zazdrościć. Był pewien, że nawet elita, by mu zazdrościła. Znając życie każdy, by rozpoznał ten scouter. To będzie dopiero respekt i szacunek. Chociaż głownie zazdrość. I wątpił, że ktoś, by mu to odebrał. Generał, chyba by takiego zamordował własnymi rękoma. Nikt nie byłby na tyle głupi, by to zrobić. Nawet pewnie podczas walki mogliby, uważać, by go sami nie uszkodzić. A i Drake będzie o niego dbał i to strasznie. Kenzuran chyba zzielenieje z zazdrości. Oj tak. Popatrzył się na oddział i również byli zdziwieni, nawet bardziej niż on. Zazdrościli mu, ale też gratulowali. W końcu ich lider według nich na to zasłużył i wiele dzięki niemu zyskali jako zwyczajni kadeci. Nawet chciał sobie śpiewać, że ma scouter generała i robić skoczny chód, jak robią szczęśliwe dzieci. Tylko siłą woli się powstrzymywał od takiej radości.

Ale to nie był koniec cały jego oddział oprócz jego zastępcy dostali możliwość skorzystania z kapsuł regeneracyjnych, gdy sytuacja będzie tego wymagać. Ci teraz nie mogli w To uwierzyć. Doznali równie ogromnego szoku co wtedy krwistooki. Zwykły kadet ma dostęp do użycia maszyny? Jakby mogli to pewnie wypluli, by krew, byleby tylko się w nich znaleźć. Chłopak miał nadzieję, że nie umrą od nadmiaru tego szoku. Tym razem się ogarnął szybko. Dalej był zdziwiony tą nagrodą, ale scouter był dla niego o wiele większym szokiem. Nie zamierza go stracić. Zasalutował.
- Dziękujemy Sir! Mam nadzieję, że Nasi żołnierze zostaną uratowani. Jakbym tylko był silniejszy...
Zacisnął pięść wciąż nie wierząc w Swoją słabość.
- Kadet Altair Drake i jego oddział odmeldowują się!
I ruszył w końcu do wyjścia ze swoim oddziałem. Każdy z nich miał bardzo zabawną minę. Teraz to czerwonookiego czuli ogromny szacunek i respekt. Który dowódca jest w stanie zapewnić kadetom takie traktowanie? Jak wcześniej podążali za nim tylko ze względu na rozkaz, a potem gdy wygrał, to ze względu na siłę. To teraz podążali z własnej woli, i z wdzięczności. To jest kolejna nagroda którą uzyskał. Ale jeszcze przed wyjściem na końcu dodał.
- Do widzenia Sir. Mam nadzieję, że zemścimy się na gadach. Jeśli mógłbym się przydać nawet będąc tak słabym jaki jestem teraz, i miałby Pan związaną z nimi misję to proszę, by dał mi Sir znać. Jeśli tylko będę w stanie się na coś przydać, to zamierzam dać z Siebie wszystko! Te jaszczurki muszą za to zapłacić! Kadet Altair Drake odmeldowuje się!
I w końcu wyszedł ze swoim oddziałem nie zawracając generałowi głowy. I tak nie wiedział, czy jego słów nie olał. W końcu był zwyczajnym kadetem. Co on takiego może zrobić potężnym gadom. Nawet nie dawałby rady robić za tarczę. Ale nawet On pragnął się zemścić na Changelingach. Ruszył dalej, trzymając emocje szczęścia na wodzy. Tym bardziej, że generał nie był szczęśliwy tym, co się wydarzyło. Musi stać się silniejszy. Inaczej kiedyś to On może być na ich miejscu. Albo nawet gorzej i nie przeżyje.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   Czw Cze 08, 2017 9:50 pm

Jak miał sprzątać wszędzie, to wszędzie.
Przyczłapał na oddział intensywnej terapii. Poprawił opadające rękawy i zaczął sprzątać. Podobnie jak na arenie, tutaj także zaczął sprzątać od górnego, lewego rogu sali. Jednakże, na chwilę zatrzymał się. Skoro już tutaj jest, skoro i tak sprząta, a nikogo nie było to mógł wypucować wszystkie maszyny. Jakby to zrobił potem, to musiałby od nowa sprzątać podłogę, dlatego najpierw musiał pucowanie wszystkiego dookoła.
W sumie to, Hayato nie mógł wiedzieć, że Xal niejako lubił sprzątać. Jak go już złapała zajawka, to mógł sprzątać. Gorzej tylko, jak kapitan się zorientuje, że ogonaisty to lubi, to może mu na tym punkcie dokuczać, ale z drugiej strony? Póki nie wiedział, nie musiał wiedzieć, że Xalowi ta kara przestawała przeszkadzać. Ba zaczynało mu się podobać, bo mógł się wyżyć na sprzątaniu.
Tanecznym krokiem poszedł po szmaty, które znalazł w szafce na akcesoria do sprzątania. Dorwał się do nich i zaczął pucować pierwszą maszynę.  Robił to w rytm słuchanej muzyki, więc nawet z boku wyglądało to zabawnie, kiedy Xal tańcząc sprzątał i jeszcze wychodziło mu to dobrze. Jednak, cały czas patrzył na to jak szoruje wszystko szmatą. Każdy element maszyny wyszorował bardzo dokładnie, aż lśniło. Dał kilka kroków do tyłu, aby sprawdzić jak wygląda jego robota i musiał przyznać, że nawet dobrze. Dotarł jeszcze w kilku miejsach, po czym zabrał się za kolejną maszynę. Tą również wyszorował bardzo dokładnie, tak samo jak i pozostałe, jakie znajdowaly się w pomieszczeniu. Ba, jak czegoś nie wyszorował szmatą, to doszorował szczotką, żeby wszystko było czyste jak ta lala!
Z tego wszystkiego ból nie był już dla niego tak odczuwalny jak wcześniej. Dopiero jak wyszorował maszyny, zabrał się za mycie podłóg szczoteczką.
W rytm muzyki poruszał swoim ogonem, sprzątać przy tym w najlepsze. Nawet jeśli ktoś na niego patrzył, to już w tej chwili miał to w dupie. Skupił się na zadaniu, jakie dał mu kapitan.
Tutaj też szorował każdy kawałek bardzo dokładnie. Nie pominął ani jednego fragmentu.  Wyszorował nawet szpary między kafelkami.
Jak skończył pomieszczenie, to używając latania sprawdził czy wszystko jest czyste. Uznając, że tak zabrał się za korytarz. W dupie miał upływający czas. Poza tym, na sprzątaniu też można wyrobić mięśnie, zatem kolejny plus zadania od Hayato.
-Kurwa mać...ujebałem mundur...-Xal patrzył na wielką plamę na mundurze.-Ja jebię, kapitan mnie zabije.-rozejrzał się dookoła.
Uderzył w otwartą dłoń pięścią. Śmignął do kanciapy, gdzie sprzątaczki miały swoje stroje. Wynalazł chustkę, po czym przewiązał ją przez głowę. Dorwał też fartuch, który założył, więc miał pewność, że bardziej munduru nie ujebie. Chociaż, mokrą wodą wypucował plame, żeby potem było ją łatwiej sprać. Jeszcze do tego rękawiczki, która wsunął na dłonie. Strzelił palcami u rak.
-Dobra panie kapitanie, już ja ci pokażę, jak potrafię sprzątać!-Xal wrócił na swoje miejsce, po czym zaczął dalej sprzątać korytarz przyległy do sali.
Jak tylko skończył, to zrobił rundkę, sprawdzając, czy jest czysto. Jak już miał pewność, że tak poczłapał w kolejne miejsce, z całym zestawem do sprzątania, a co!
Jak tak dalej pójdzie, to ktoś będzie tutaj miał konkurencję...

z.t -> idę dalej
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Oddział Intensywnej Terapii Medycznej   

Powrót do góry Go down
 
Oddział Intensywnej Terapii Medycznej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Ośrodek Medyczny-
Skocz do: