DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 ZOO - Ogród zoologiczny.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPCMG

avatar

Liczba postów : 37
Join date : 01/12/2016

PisanieTemat: ZOO - Ogród zoologiczny.   Pon Gru 05, 2016 2:02 pm

Jedno z największych centrum rozrywki całego West City. W tym miejscu znajdują się bardzo różnorodne zwierzęta z każdego środowiska naturalnego. Dodatkowym smaczkiem są kategorie niebezpieczeństwa danego zwierzęcia.
F- Poziom planktonu. E, D ,C ,B, A.
I najniebezpieczniejsze ze wszystkich rangi S, jak i SS.

Zoo podzielone na obszary:
- Część Gadów i płazów. Zwana "Egzotyczną wycieczką"
W tym miejscu znajduje się większość niebezpiecznych zwierząt. Wybiegi zostały posegregowane w sposób "Im głębiej tym niebezpieczniej". Formując jakby środowisko naturalne i wieżyczkę "układu pokarmowego".  
Można zauważyć tendencję ochrony opierająca się na odpowiednich rangach. Przy randze SS, jest to wysokiej jakości szyba "kuloodporna". Potrafi zanegować najprostsze ruchy "Ki blast'a". Jest to przeciwność wybiegów klasy F, które nie mają jej w ogóle- ( jakąś płytką fosę,  metalową klatkę jak w więzieniu. Itp.)

- Miejsce zamieszkania mieszkańców podwodnego świata. Część parku -  Oceanarium.
Jest to jedyne miejsce zbudowane w całości z wysoko jakościową szybą, która ma odeprzeć kilka niskopoziomowych ataków KI. Wszystko dla bezpieczeństwa ziemian.

Konstrukcja jest tak "forso-chłonna" przez to, że każdy zwiedzający- wchodzi w szklany podwodny tunel- oglądając nad sobą przepiękne widoki grupujących się ryb.
Znajduje się tam również okaz rangi SS, będącej wielkim niebezpiecznym wężem. Jego skóra jest Bardzo twarda. Trzeba byłoby w niego wpakować co najmniej kilkanaście Ki blastów, aby naruszyć choć jedna łuskę. (Sam pancerz pochłania około 300DMG)

- Obszar Ssaków lądowych.  Znajduje się głównie na obrzeżach i przy wejściu do obszaru zoologicznego.
"Część dziecinna". Jest zwana tak przez ziemian, ponieważ najwyższa znajdująca się tu  ranga to "C". (Moc około 5J)

Jest to też miejsce chronione przez zastępy ochroniarzy pilnujących porządku. Również z zasada "Im głębiej tym więcej".

W ogrodzie zoologicznym znajduje sie też kilka sklepów i punktów z pamiątkami/miejsc gastronomicznych.

W każdej sekcji znajduje się- przynajmniej jeden pracownik obsługi. Jego zadaniem jest odpowiadać na pytania i oprowadzać ludzi.
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Gru 06, 2016 3:28 pm

Panda została niesiona w klatce, jak faraon. Porykiwał co jakiś czas obrażając kłusowników, ale nie rozumieli kompletnie nic. Nadal mając zawroty głowy skupił się na obcym KI w swoim ciele. Ta kosmiczna moc siała spustoszenie w jego ciele, więc próbował to przekuć w siłę. Przybrał pozycję siadu tureckiego i skupiając się na oddechu- powoli kontrolował przeciwną siłę. Kawałek po kawałeczku łapał swoim Ki, prowadząc w kierunku swojego Meridiana. Miał bardzo dużo czasu na kultywację. Powoli i z troską pochłaniał coraz większe części brutalności pozostawionej przez wyższy byt. Meridian otoczył się osłoną z obcego KI, aby kompresować go próbując stworzyć obręcz. Coraz większe siły witalne były zapędzane do roboty koegzystując ze sobą. Uczucie było na tyle błogie, że mięśnie rozluźniły się osiągając niemal Nirvanę. Postrzeganie wzrosło niemal potęgując się w porównaniu do stanu poprzedniego. Mając zamknięte oczy wyczuwał obiekty znajdujące się obok niego. Czterech kłusowników otoczonych lasem bambusowym. Błogie uczucie wdzierało się do jego umysłu, falując i rozszerzając swoje „Szczęśliwe ja”.
Trach ~~ Słuchać było huk przewracającego się kłusownika. Kamień na jego drodze, to było za wiele. Dzięki temu zdarzeniu panda oprzytomniała i widziała lekkie światło wdzierające się z przodu. Byli już na skraju lasu. Strugi światła powoli zbliżały się, tworząc objęcia nieznanego świata w które wkracza panda. Siedząc i podnosząc głowę ku niebu. Zwierzę wiedziało, że kiedyś powróci do swojego środowiska naturalnego. Niby nie minęło wiele czasu, ale pandę dopadła nostalgia do jego nowego wierzchowca „Pisklaka”. Ma nadzieję na rychłe spotkanie z nim. Światła otoczenia powoli tłumiły się określając kres dnia. Zamyślając się nie zauważył uciekającego pięknego widoku nieba. Wszędobylska malująca się pomarańczowa>czerwona poświata. Powoli drobne dalekie szczegóły delikatnie się rozmazywały, pozostawiając na łaskę ciemności. Podróż mijała spokojnie, powoli brnąc krok za krokiem do przodu. Ku mieniącemu się celowi na obrzeżach wzroku.
Przemyślane niegdysiejsze zdarzenia spoglądał pusto w zbliżające się miasto. Wielokolorowe światła malowały się na horyzoncie. Teren zabudowany, był bardzo zagęszczony. Budynek przy budynku. Lampa przy lampie. Z takiej odległości nie było widać za wiele szczegółów, zważając na mrok nocy. Coraz potężniejsza monumentalna brama widniała na wprost klatki. Powietrze stało się cięższe atakując nozdrza pandy. Smród terenu zabudowanego atakował w nie czystej walce.  W porównaniu z poprzednim zapachem bambusa i polnych kwiatów, ten tu był poza wyobrażeniem i smakiem dobrego gustu. Atmosfera była gorszej jakości, od świeżej lasu. Panda miała ochotę czym szybciej zbiec z tego miejsca, ale kraty to nie umożliwiały. Nowe środowisko było jego zmorą i udręką.
Buuurkk~~~~~Jego brzuch nie wytrzymał i eksplodował dźwiękiem. Jego kiszki usilnie domagały się żarcia. Takie zwierzę jada dużo. Kłusownicy nie byli zadowoleni z dochodzących odgłosów więc kopnęli w klatkę próbując uciszyć marsza grającego przez żołądek. Buuuurrkkk~~ Irytacja doprowadziła ludzi do przyspieszenia kroku. Poniekąd zrobili to w najgorszym czasie. Pryyyyyyttttt~~~ Niektórzy kłusownicy zatykali nosy, będąc potraktowani rozchodzącemu się zapachowi sfermentowanych już bambusów. Z dwojga złego, poszło gorszą stroną. Nie docenili tak prostego ataku na ich zmysł. Odłożyli klatkę i na jakiś czas wędrowali kilka metrów od niej, aby znów nie być atakowanymi przez swąd. Wiedzieli już, że głodna panda- to zła panda. Po krótkiej przymusowej przerwie podnieśli i zbliżali powolnym krokiem się do miasta.
Ich pasja do pieniędzy zapłonęła, gdy zobaczyli przed nimi starca z workiem. Ich kres i cel sam w sobie. Za taki okaz można było otrzymać sporo Zeni, więc z czystą chęcią zysku pozostawili klatkę odbierając wcześniej przygotowaną sakwę. Miejsce spotkania, było już wcześniej ustalone. Wtedy z ciemności wyłonili się strażnicy Ogrodu Zoologicznego. Oczekiwali na sfinalizowanie transakcji. Jak wiadomo „czego nie widzą oczy, to kieszeń przyjmie”.
Nowa „wataha” niosąca nowy nabytek była już umówiona w głównej bramie. W końcu poprzedni ludzie byli z pogranicza prawa. Gdyby nie zmiana na bardziej oficjalny „transport”, kto wie co działoby się w mieście.
Panda zwróciła uwagę na wielki filar z plakatami „Osób poszukiwanych”. Łatwo tam było rozpoznać przynajmniej część z kłusowników. Widać ich wybryki nie należały do najmniejszych, gdyż „Najtańszy” z nich był wyceniany na 15 000 Zeni. Dla pandy wydawało się, że za sobie zbieranie rzadkich okazów nikt normalny nie zaoferowałby za nich aż tylu pieniędzy.
Jego „lektyka” zbliżała się już do części  z napisem „Ogród zoologiczny West City”. Trzeba było przyznać, że w nocy było wszystko tutaj dokładnie widać, poprzez grę świateł ulicznych. Wtedy zwrócił uwagę na jedną panią z dzieckiem.
- Mamusiu, dlaczego ten goryl tak się na nas patrzy?
Niewiasta z troską szarpnęła swoje dziecię do siebie i z podniesionym głosem odpowiedziała
- Uspokój się synku! To dopiero kasa!
Panda uśmiechnęła, przyglądając się dokładnie kasjerowi. Tak jak sądził, był to Half-Saiyan mający geny małpy. Jego wzrok niemalże zmaterializował grom w kierunku dzieciaka. Rzeczywiście był to straszny wzrok, którego taki młodziak nie chciałby doświadczyć. Przechodząc przez tą bramę, spotkał się z jeszcze dziwniejszą sytuacją.
Nagle ku zdumieniu wszystkich zwiedzających drzwi od klatki z dzikimi zwierzakami otworzyły się i wataha wściekłych zwierząt pobiegła w stronę wyjścia. Zwiedzający zaczęli uciekać w popłochu. Wszyscy oprócz pewnego staruszka.
Gdy sytuacja została opanowana przez strażników pandy, jeden z nich zdumiony zapytał dziadka:
- Panie, jak to się stało że pan się nie przestraszył, tylko spokojnie siedział?
- Łee... przyzwyczajony jestem, przez całe życie byłem opiekunem szkolnym.
Panda już wiedziała, że te miejsce może dostarczyć mu choć trochę rozrywki. Jeszcze nie wylądował w klatce a już się ubawił po pachy. Zabawniejszym jeszcze był widok wbijanego w ziemię klienta Ogrodu. To właśnie on dla zabawy otworzył jedną klatkę, aby zobaczyć co się stanie. Zabrany został za fraki do budynku przy kasie.
Panda została wreszcie przetransportowana i rzucona do swojej klatki. Zobaczyła tam drugie zwierzę swego gatunku. Dostał ŁĄCZNĄ ZAGRODĘ. Dwa osobniki znajdowały się na całkiem sporym terenie. W jego głowie włączył się radar „Zabawnych” zdarzeń i zwrócił uwagę na pewnego odwiedzającego zoo który zadał pytanie dozorcy:
- Panie, kiedy będzie pan karmił małpy?
- A co, głodny pan?
Jednak jego radar ciągle jest w boskim stanie. Postrzeganie miał bardzo rozwinięte. Chyba nic go dziś nie zaskoczy!
Panda zainteresowała się drugim osobnikiem swej rasy. Tamten wyraźnie nie zauważył jeszcze obcej obecności. Wszystko dla tego, że oddał się objęciom morfeusza na siedząco.
- Roar… roar… ( Wreszcie będę miał okazję na ten tegez).
Zadowolony porykując cicho, aby nie obudzić osobnika- podszedł na czterech łapach od tyłu i swoimi wielkimi rękami złapał go w torsie macając po części „cycnej”. Z niemałą zabawą jego ręce skierowały się niżej i coraz niżej…. Aż… Odskoczył i zaryczał tak bardzo że obudził… oponenta….
- ROAR! ( Qrwa…)
To co znalazł zaskoczyło go niemiłosiernie. Na jego wybiegu znajdował się MĘSKI CZŁONEK GATUNKU! Druga panda wreszcie się ocknęła i popatrzyła się na nowa osobistość w zagrodzie.
- Roar. (Yoł)
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Pią Sty 06, 2017 8:38 am

Nasz bohater miał bardzo dużo czasu, aby dokładnie i dogłębnie zapoznać się z osobnikiem tej samej płci. Jednak nie w sensie fizycznym, wy homo zboczuchy! Przyjaciela nie zdobywa się w TAKI sposób. Poniekąd jest to uwarunkowane odrazą do homoniewiadomo. Zresztą, o czym ja piszę… Ten akapit wystarcza, aby podsumować poprzednią cześć historii.
Panda dowiedziała się o równie powalonym życiu drugiej. Być może ścieżki wyznaczone przez Ate doprowadziły go do następnego „chorego pojeba”. Dokładnie tak można podsumować to co usłyszał. Historię o badaniach ziemian, próbujących nauczyć zwierzę ludzkiej mowy. Nie potrafili zrozumieć, że struny głosowe zostały zbudowana całkowicie odmiennie i nadają na innych częstotliwościach. Opowieść o związanym zwierzu na krześle, dla którego zostały pokazywane obrazy(Czynności, zwierząt itd.) i wypowiedziane słowa które je opisują. Niczym uczenie młodego dziecka nazywania przedmiotów. Takim oto sposobem ten osobnik potrafi zrozumieć słowa wypowiadane przez ludzi.
- Roar, roar Rooooar […] (Mnóstwo ryków)
- Roar, rooaaaar roooar?! (Pytanie)
- Roar, rooar roooaar roar! (Odpowiedz)
- ro..Ro…ro…ro…roar[…] Roar, roarrr, roar! (*Smiech*[…] No weź nie pird*l, naprawdę Gównozuran coś takiego odpie**olił?)
- Roar! – Powiedział potakując z szyderczym uśmiechem.
- Roar, roaar […] roor! ( Przecież nawet my nie sramy w swoich leżach… TO MY jesteśmy bardziej Ludzcy od niego!)
Codzienna wymiana ploteczek. Dzięki temu jegomościowi konkuro potrafił dowiedzieć się kilka ciekawych rzeczy. Dialog powyżej był jednym z niewielu, jednak najbardziej zapamiętanym przez postać. Bardzo miło było oddać się zwykłej rozmowie. Wcześniej nie miał tyle szczęścia, przez powarkiwanie tygrysa – „szramy” i piski-  szczura „Pisklaka”. Jednostronne rozkazy ku nim- istny monolog. Jak pewien facet na bezludnej wyspie, prowadzący super ciekawą rozmowę… Z papugą.
Jedna Rozmowa poganiała drugi monolog. Porykiwania latały w powietrzu tak często, że zwiedzający coraz tłoczniej przybywali pod klatkę rozgadanych pand. Dziewczynom miękły nogi, patrząc na zwierzęta mamroczące niczym ludzkie bobasy. Sytuacja roztaczała iście dziecinną aurę, przez co najpopularniejszym obiektem tego dnia, stał się właśnie ten wybieg. Ziemianie łapali za kamery i robili zdjęcia, bo sytuacja pozostawiała uśmiech na twarzach wszystkich.
mniej więcej tak wygląda:
 
Na usta pandy wkradł się uśmiech. Właśnie tego brakowało mu od jakiegoś czasu. Rozmowy na swoim poziomie. Z błyskiem w oku przyglądał się puchatemu stworzeniu, które wyglądało bardzo podobnie do niego. Otoczenie na zewnątrz klatki całkowicie go nie interesowało, jakby stała tam jakaś bariera innego świata.
Czas leciał niczym Sayan po niebie. Rozmowa trwała dobre kilka godzin, a panda ledwo zauważyła, że zaczęło się ściemniać. Temperatura spadła, a na jego skórze pojawiła się delikatna gęsia skórka zakryta przez futro. Wcześniej każdą noc spędzał w kawale żelastwa, przez co nie rozwinął wystarczającego futra na coraz chłodniejsze wieczory. Podszedł do prowizorycznej huśtawki z opony i zajumał z niej sznurek. Pozostawiając  tylko gumę na ziemi. Dzięki lince powiązał kilkanaście pędów bambusa i zrobił płachtę, którą rozłożył naokoło siebie narzekając w myślach.
- Zasrani ludzie, mogliby pierdyknąć jakieś pomieszczenie, a nie…  Piździ "
Ostatnie słowo niemalże wyszeptał. Jego ciałem wstrząsnęła gęsia skórka, więc rozglądając się za powodem dziwnego odczucia zauważył jak drugi osobnik patrzy na niego wielkimi oczami niczym rondle do patelni… (Cóż za romantyczne określenie, nie?) Jasne było to, że był napalony na kawałek cieplejszego okrycia. Konkuro z początku próbował to zignorować, ale gdy do jego uszu dochodził dźwięk sapania (Niczym narodowiec przed świętami słyszący o promocji w Li*lu na karpia za 5.99) westchnął w duchu i podszedł do Opony. Oparł się o zimną gumę i poklepał miejsce obok. Nim zdążył 3 raz uderzyć w ziemię, tamta panda niemalże usiadła mu na dłoń.
- roar, rooar roaar! (Pierwszy raz będę z kimś spał, proszę bądź delikatny!)
Konkuro z wielkim zaskoczeniem na twarzy, zobaczył jak wypowiadający się, odlatuje na jakieś trzy metry od niego. Po chwili jego prawa pięść zapulsowała bólem. Wtedy zrozumiał, że to on przyczynił się do jebn*cia mu w twarz.
- Co to za teksty?
Panda czuła się jakby czytała jakąś powieść Yaoi o zwierzętach…Ciekawe kto bardziej miałby zrytą banie – Ten co to czyta, czy ten co to napisał. (I don’t know…)
Czas leciał bardzo przyjemnie. Relaks pełna parą, wiec obaj oddali się objęciom morfeusza. Lekkie porykiwanie w czasie snu, rozbrzmiewało na zewnątrz klatki. Obaj z zadowoleniem śnili o byciu panem i władca nad lasem bambusowym. Każdy z nich miał tylko żarcie w głowie. Tak zakończył się dzień pierwszy w Zoo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Budząc się rano, nasz bohater był rozpalony do czerwoności. Noc była bardzo ciepła. Powodem był nie kto inny jak wielkie biało-czarne cielsko które grzało jego prawą stronę, tuląc się niczym spragniony miłości syn do matki. Kontrolując swoje ruchy główny bohater pozbył się części okrywającej jego ciało. Opatulił mocniej swojego nowego znajomka, próbując zachowywać się najciszej jak się dało.
Ranek to najbardziej odpowiedni czas na trening. Panda w siadzie tureckim powoli i jednakowo stabilizowała swój oddech, aby wyklarować umysł. Dźwięki coraz mocniej wpływały na oczyszczony umysł. Każda upływająca minuta została spędzona na zrozumieniu otoczenia. Słychać było odgłosy najbliżej usadowionego wybiegu małp. Im bardziej panda skupiała się, tym więcej miejsc potrafiła odczytać. Ryki niedźwiedzia znajdujące się za klatką. Warkot lwa który pociesznie pokazywał swoją dominację w okolicy wybiegu małp. Jego doniosły ryk uciszał wszystkie pobliskie zwierzęta. Następnie starał się zagłębiać coraz dalej i dalej. Nieokreślone dźwięki ptaków rozbrzmiewały już w dalszych częściach postrzegania jego zmysłu. Wreszcie doszedł do granicy swojego słuchu, dalsze części były już zbytnio niezrozumiałe.
Pamięć. Wyciszając swój oddech i zmysł słuchu. Zanurzył się we wspomnieniach. Przypomniał sobie Half-sayana kasjera, jako pół-małpę. Jego powoli merdający ogon. Zdenerwowaną postawę, która ociekała agresywnością. Małego chłopca i jego matkę. Przepiękną kobietę o średnich gabarytach. Jednak mimo to ociekała ogromnym ciepłem i miłością. Bardziej nęcące wydawały się właśnie te cechy, czyniąc z niej wartą uwagi istotę.  Naturalne piękno, cecha na ogromny plus. Zadbane dziecko uśmiechało się niczym mysz do sera. Jednak im głębiej panda wchodziła w niezmierzone wody umysłu, tym bardziej wątpił w otoczkę emanującą od tej parki. Jego postrzeganie wykryło nieprawidłowości, dlatego poczuł teraz oświecenie… Ta kobieta ma złego męża! Zacnie to wszystko zostało ukryte. Kilka szczegółów które zmieniły postrzeganie:
1. Włosy z rozdwojonymi końcówkami, jakby od dawna nie była u fryzjera. Drobne zmarszczki na czole, jakby często wykazywała zdenerwowanie. I delikatnie umalowanie miejsca pod oczami, ledwo skrywające wory od nieprzespanych mocy i prawdopodobnie łez wylanych po nocach. Drobny siniak po prawej stronie szyi przykryty dłuższym kołnierzykiem postawionym na sztorc.
2. Dzieciak co jakiś czas delikatnie masował swoje pośladki. Przez ułamek momentu, gdy to robił, było widać zaczerwienione miejsce powyżej nadgarstka, jakby po linie lub pasku. Dochodzi jeszcze fakt nieznajomości zwierząt, jakby pierwszy raz wychodził na zewnątrz. Co tłumaczy prze-fajną atmosferę która się udzielała przy nich. Jak to mówią szczęście dziecka jest szczęściem Matki.
Gdyby panda nie zagłębiała się tak bardzo, nadal miałaby wrażenie o idealnym modelu rodziny. O nieskalanej i pięknej matce. O silnym młodzieńcze nie bojącym się wyrażać zdanie.
To wszystko pokazuje nadal, jak słabe jest jego postrzeganie otaczającego świata. Jego nic nieznacząca siła. Być może dobrze się stało że wylądował w takim miejscu jak to!
Jego ciało nagle pod wpływem zewnętrznego ciężaru opadło na lewą stronę. Wybiło go to z rytmu i delikatnie przestraszyło. Wszystkie zmysły powróciły na swoje miejsca i dopiero zauważył swojego znajomka który na niego skoczył. To chyba koniec jego dzisiejszego treningu.
Przez następne pięć dni wstawał codziennie rano powoli i dokładnie opierając się na swoich zmysłach, poszerzał swoja kontrolę.
W ostatni dzień jego kontrola była nieporównywalna do stanu wcześniejszego. Zagłębiając się w wybrany zmysł, nadal pozostawał wrażliwy na otoczenie. Unikając przy tym ataków współwłaściciela z zaskoczenia.
OOC:
 



Ostatnio zmieniony przez Konkuro dnia Nie Mar 26, 2017 9:35 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Pon Mar 13, 2017 2:44 pm

Panda korzystając z chwilowej nieobecności współlokatora(Wyjazd do innego zoo z powodów reprodukcyjnych - ZAZDROSZCZĘ ) wreszcie mógł poświęcić całe dnie na rozwijaniu swojego ciała, zmysłów i umysłu. Przyglądał się dokładnie każdej istocie przechodzącej przy klatce trenując swoje zrozumienie. Jego wzrok skupiał się między innymi na chodzie klienteli zoo, ich drobnych gestach i wyglądzie. Ojciec który z niechęcią pośpieszał swojego syna zbytnio przyglądającemu się klatce niedźwiedzia. Jego garnitur i zapach perfum wskazywał, jakby wybierał się na rozmowę kwalifikacyjną, a nie do brudnego i śmierdzącego zoo. Kto wie? Może zajmuje się pasierbem swojej kochanki, aby tylko móc wpłynąć na głębokie wody morza czerwonego? Kto wie?x2 Innym razem wzrok wszedł na młodego jegomościa który w obdartym ubraniu zbierał z chodnika resztki orzechów rzucanych słoniowi. Był to jeden z najlepszych punktów do obserwacji. Jego zwinne ręce szybko wyzbywały się drobniaków z kieszeni innych. Jednak to nie jego najlepsza umiejętność. Potrafił zawsze w bliskiej do 100% dokładności stwierdzić, gdzie znajduje się ochrona na terenie zoo. Tym bardziej, że im bardziej Panda się temu przyglądała, tym wydawały się mu bardziej losowe -spacerki świty zoo. Ten dzieciak który przychodził tutaj średnio co dwa dni, stał się jego ulubionym obiektem. Do tego stopnia, że pewnego razu panda podchodząc do klatki podumała jakąś kanapkę dziecku, aby po tym wręczyć ja przez kraty obdartusowi. Ten ze zdziwieniem przyjął podarek od głównego bohatera i wszamał, jakby były to wysokiej jakości kraby, w 6 gwiazdkowej restauracji. Panda od tamtego czasu potrafiła wręczać mu trochę jedzenia. Niekiedy łup był większy, a niekiedy był tylko do połowy wyjedzony popcorn. Ludziom po kilku dniach  tak się ten widok spodobał, że niektóre osoby zostawiały specjalnie dla pandy trochę ludzkiego jedzenia. Wkrótce pojawiła się tabliczka z malowidłem dzielącej się pandy z obdartym i brudnym chłopcem. Zarząd zoo podłapał pomysł na reklamę swojego przedsięwzięcia i coraz szerzej zatoczyły się plotki o najnowszym nabytku(pandzie Salomonie) w tymże przybytku.
W tymże czasie, zawsze przed otwarciem Zoo, panda zamykała oczy i wytężała swój słuch, poznając coraz dalsze tereny przedsiębiorstwa. Miejsca pozostająca poza jej zasięgiem dotychczas, odkrywały się w mozolnym tempie poszerzając percepcję. Do wybiegu małp, lwa, niedźwiedzia i ptaków doszły: Hieny z wyciszonym chichotem, głosy saren i łosia.
Wszystko to wieczorami było wielokrotnie przypominane. Każdy nawet najdrobniejszy szczegół. Im więcej detali tym lepiej. Wygląd obdartego chłopczyka, z brudem pod paznokciami- które były niesymetryczne(prawdopodobnie przez obgryzanie). Początki- gdzie na twarzy malował się smutek, przez delikatny uśmiech, gdy Konkuro dawał mu drobne żywnościowe upominki. Aż do dnia jego zniknięcia… Wyglądał na wielce szczęśliwego, gdy rozmawiał z jakąś młodą parą. Byli wtedy otoczeni przez multum osób, którzy niemalże płakali. Sytuacja była na tyle dziwna, że zapisała się bardzo dokładnie w jego pamięci…
Po tygodniu spędzonym na kultywowaniu swojej wzroku, pamięci i słuchu, przyszedł czas na spotkanie się z innymi zmysłami.  Poprzednie miały na celu głównie zapamiętanie wzorców poruszania się alter-sayan, ziemian. Czyli nacisk na sztukę obserwacji, czyli studiowanie drugiej istoty. Próby poznania kłamcy, zwracanie uwagi na intonację i mowę ciała. Sposoby ubioru różnych klas społecznych. Raz nawet widział coś podobnego do monoklu. Nazywało się to bodajże „scouter”, tak to zapamiętał.
Trenując już ogólnie dwa tygodnie(licząc razem z poprzednim 1tyg time skip’ie), zauważył polepszenie się również jego zmysłu węchu. Wyczuwał tym razem bardziej subtelnie i wyrafinowane zapachy towarzyszące przechodniom. Być może to przez zwierzęcy instynkt, ale niekiedy jakby widział strugę zapachu ciągnącą się za każdą istotą. Były to jednak tylko przebłyski, gdy jego skupienie osiągało apogeum. Jest to tak ciężkie i przypadkowe do osiągniecia, że stało się dla niego bezużyteczne.
W planach na następny tydzień znalazła się równowaga, **propriocepcja, dotyk i smak. Głównym ćwiczeniem stało się stanie na przednich łapach zwisając łbem w dół... Już po kilku sekundach napięcie mięśni, tworzyło drgawki rozchodzące się na całe ciało. Siła zwierzęcia nie była zbyt imponująca,  dlatego powolnymi krokami trzeba było zwiększać również na nich silę. Ćwicząc naprzemiennie stanie na rękach, a robienie pompek. Najwięcej czasu zajmował odpoczynek i regeneracja.
Wieczorami panda zmagała się z coraz to większym bólem, zawrotami głowy. Był to zdecydowanie spartański trening, gdzie żaden normalny człowiek nie byłby wstanie sobie na to pozwolić… Jednak umięśnienie pandy jest wysokie, iż nieraz musiała się zmagać ze wspinaniem na drzewa, bambusy. Dlatego zbalansowanie ćwiczeń nie miało większego sensu. Z takim zamysłem Panda, naprzemiennie ćwiczyła różne zmysły w różnych porach dnia. Rano i pod wieczór był powyższy trening, a w porach otwarcia zoo zmieniał się, tak aby nie przyciągać uwagi widowni.
Panda widząc słońce będące w połowie na niebie, zamknęła oczy i skupiała się na każdym receptorze w mięśniu. Najpierw prawa łapa, potem lewa, druga lewa i druga prawa. Wizualizowała sobie dokładną wielkość każdej kończyny. To jak zaciskała łapy, jak luzowała. Wszystko to było częścią treningu. Następnie spróbowała wyobrazić sobie każdy kolejny mięsień. Każde pojedyncze ścięgno odkrywało powoli swoją tajemnicę. Niektóre pulsowały bólem, po wcześniejszych treningach, inne z kolei wyglądały jakby się regenerowały. Każda informacja była na wagę złota. Myśli krążyły w kierunkach ścięgien które były miejscami bólu w jego łapach. Dzięki wielkiemu skupieniu cierpienie odchodziło w sina dal, a zastępowało je błogie uczucie przyśpieszającej regeneracji.
Panda niemal namacalnie potrafiła stwierdzić ile siły pozostało w jego łapach. Nie wykorzystywał do tej pory pełnego potencjału swoich mięśni. Dzięki temu będzie mógł w najbliższym czasie bardzo je rozwinąć.
Tak wyglądało ćwiczenie: **Propriocepcji- zmysłu orientacji ułożenia części własnego ciała. Receptory tego zmysłu (proprioreceptory) ulokowane są w mięśniach i ścięgnach. Dostarczają mózgowi informacji o tonusie mięśniowym.
PO PIERWSZYM MIESIĄCU TIME SKIP’a
Panda potrafiła już o wiele więcej. Ćwiczyła stanie na jednej przedniej łapie, robiąc przy okazji co jakiś czas pompkę. Następnie zmieniała „rękę” i powtarzała ćwiczenie. Siła w porównaniu do tej sprzed miesiąca, nie miała wcale polotu. Kilka sekund a całe kilkanaście minut, jest bardzo obiecującym wynikiem. Wzrok, słuch węch i reszta zmysłów została również odpowiednio powiększona. Panda miała szczegółowe patrzenie na otaczający ją świat i każdego przechodnia który odwiedzał zoo.
Dzięki temu wszystkiemu samopoczucie pandy wywindowało hen daleko w górę. Był mega zadowolony i z uśmiechem patrzył na otaczający go świat. Endorfiny jak nigdy dotąd „leciały szeroką autostradą” w mózgu i rdzeniu kręgowym. Działały niczym mocny alkohol i doszczętne nim upojenie. Dziki tej niewrażliwości na ból, nie był wstanie odczuwać zmęczenia mięśni które nie potrafiły odpocząć. Panda była pewna swojego rozwoju więc postanowiła poświęcić cały tydzień na leżingu i plażingu.
Z kawałków bambusa i opony zrobił sobie prowizoryczny domek. Pręty wbite zostały delikatnie w ziemię i na samej górze został oparta guma od pojazdu. W środku leżała mata która kiedyś się przykrywał ze znajomym.  Na zewnątrz znajdował się wykopana dziura z kawałkiem płachty gdzie od jakiegoś czasu zbierała się woda tworząc prowizoryczne bajorko. Panda mogła codziennie choć trochę potaplać się w tym i odczuć ulgę po ćwiczeniach. Teraz służyło to za Jakuzzi, ale tylko wtedy gdy miał ochotę na gazy.
Panda wgramoliła się w bajorko i wtedy poczuła jak każdy dzień treningu wychodzi na światło dzienne. Całe ciało ogarnęły drgawki i ból wdzierał się w każdy zakątek ciała. Każde napięcie mięśni było istną torturą. Naprawdę przez ten kawał czasu się przetrenował. Złamał limity swojego ciała, a dopiero teraz, przy wypoczynku wszystko zaczęło odchodzić. Czuł wszech ogarniające ciepło, będąc niecałą minutę w wodzie, zauważył że bajoro zaczęło parować. Czy jest tu tak gorąco czy mu się wydaje?
Woda zaczęła bulgotać. Niemal się poparzył, więc natychmiast wyskoczył z bajora. Stojąc i przyglądając się dziwnemu zjawisku. Co tu „odjaniepawla”- pomyślał. Zachodząc w głowę i zastanawiając się przez dłuższa chwilę- zobaczył jak woda znów wróciła do normalności. Jego oczy zaszkliły się a sam bezwładnie opadł na ziemie tracąc przytomność.
W nocy można było zobaczyć delikatne światło jego aury które wdzierało się do ziemi. Naokoło pandy widać było spaloną ziemię. Wszystko to zadziało się bez jego wiedzy. Jego Ki przez ogromna ilość czasu była kierowana na regenerację i rozszczelniło jego wszystkie meridiany. To czym bezwiednie wzmacniał wymęczone do granic możliwości ciało, teraz uwolniło się i weszło w reakcję z otoczeniem. Jego ciało nie było wstanie pomieścić nowej ilości sił życiowych. Rozszczelnienie i poszerzenie granic duchowych zaszło bardzo gwałtownie, bo dopiero teraz nie zużywał ich na bieżąco. Jego duch przyzwyczajony do mniejszej ilości, bez doświadczenia nie mógł sobie poradzić z nowymi nabytkami. Dokładnie to się stało.
Świta zoo widząc pandę w takim stanie chciała cos poradzić, ale nie była w stanie. Nigdy czegoś takiego nie widzieli. Nowo ściągający eksperci do spraw zwierząt nie potrafili się nawet zbliżyć, iż panująca tam temperatura była bardzo wysoka. Jakby w pobliżu obrywali KI-blastami. Nie posiadali zbyt dużo energii, więc byli podatni nawet na mniejsze jej pokłady.
Panda obudziła się dopiero po prawie miesiącu. Czuła że jej Ki zdecydowanie weszło na szczyty, w jakich do tej pory nie był. Pewnie w najbliższym czasie i tak je przebije niezliczone razy. Jednak to nowe doświadczenie pozwoliło mu odetchnąć z ulga. Nie tylko powiększył swoje KI, ale jego ciało było zdecydowanie silniejsze i wytrzymalsze.
PO DRUGIM MIESIĄCU TIME SKIP'a
OOC:
 
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Mar 28, 2017 1:58 am

To co stało się z pandą na wybiegu bardzo zaniepokoiło pracowników Zoo. Gdy zwierze przez ten czas było nieprzytomne i świeciło niczym neon nad sklepem, to zjeżdżały się różne stacje telewizyjne by sfilmować niecodzienne zdarzenie. Każdy z każdym się prześcigali by zdobyć sensacje. Harmider owy przypominał kłótnie stadka wróbli z gołębiami o lepsze kąski chleba. Konkuro był totalnie nieświadomy zaistniałej sytuacji oraz tego, że stał się gwiazdą internetu (gdzie przeważnie były o nim memy). Gdy tylko biało-czarny misiek się wybudził i "pole siłowe" opadło, zabrali nie do końca świadomego zwierzaka na inny wybieg tymczasowo przystosowany dla niego. Współlokatora jeszcze trochę by miało nie być. Korzystał z okazji oczywiście.

Przez bite dwa tygodnie panda była pod stałą obserwacją personelu zoo, weterynarzy, naukowców, filozofów i innych z mniej poważnych dziedzin. Codzienne badania czy to krwi, moczu czy czego tam jeszcze, były dzień w dzień o stałych porach. Nic nie wykryli prócz lekkiej gorączki, która zeszła. Nic, a tym bardziej nie mogli wyjaśnić zjawiska fluorescencyjnego u Kona i wyładowania podłoża. Po tym czasie monochromatyczny misiek mógł w końcu wrócić na swój stary wybieg, który wyremontowali dobudowując oddzielne pomieszczenie gdzie pandy mogły posiedzieć i dodatkowo wewnętrzny mini wybieg dla ich prywatności. Dla bezpieczeństwa by nie doszło do kolejnych dziwnych incydentów: zamontowali stado kamer, ale tak by nie denerwowały zwierząt. Jak tylko panda się znalazł na przebudowanym starym wybiegu, w ten dzień wracał jego współlokator. Jak się potem okazało, nie przypasował samicy przez ponad dwa miesiące prób. Żalił się, że miała zbyt wysokie wymagania dla przyszłego partnera, a on ledwo kilka z tych warunków spełniał.

Z trzy dni po tym jak "nowy" wybieg zapełnił się starymi lokatorami i jak na ironie zoo odwiedziła rodzinka...  humanoidalnych pand, która przyglądała się swoim "kuzynom".


OOC:
pandzioro, masz pod górke chopie
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Mar 28, 2017 4:07 pm

Świadomość powoli zanikała, czasem dając prześwity świata realnego. Jego postrzeganie kołysało się i falowało. Na swoim ciele odczuwał ciężar czyiś dłoni, a potem zimnego żelaza. Takie informacje wskazywały tylko na jedno… Ktoś go gdzieś zabierał! Jednak jego ciało nie słuchało poleceń, był zbyt zmęczony i senny. PRZECIEŻ MIESIĄC SPANIA JEST TAAAAAAAKI MĘCZĄCY…
Otwierając oczy widział jakiś nowy wybieg, więc mimowolnie pomyślał, że został przesiedlony. Jego oczy kleiły się od wodnej zasolonej cieczy. Dopiero wtedy zrozumiał, że przez całe jego ciało przechodząc niekontrolowane bóle. Jego ciało będące zastygnięte na tak długo dopiero otwierało się na świat. Jak leniwy król miał siłę tylko spać. A propos tego, jego oczy znów zobaczyły ciemność, gdy powieki ociężale złączyły się w uścisku morfeusza.
Po kilku godzinach obudził się i rozruszał jeszcze ociężałe mięsnie. Jednak szybko odzyskał sprawność robiąc poranną serię ćwiczeń. Czuł lekkość i był o wiele szybszy niż wcześniej. Ten trening przynosił bardzo dobre wyniki. Spróbował więc wytworzyć Ki blasta i zauważył o wiele jaśniejszą i mocniejszą smugę światła. Widocznie ta przemiana wyszła mu dobrze.
Konkuro słysząc jakieś odgłosy szybko zaprzestał używania swoich nadnaturalnych zdolności. Skupiając się na kierunku skąd dochodził niepokojący głos, zobaczył niską postać o delikatnych kobiecych ruchach. Na nosie leżały dwa wielkie denka od butelek tworząc niepokojących rozmiarów staromodne okularki. Panda spojrzała w okolice klatki piersiowej i miała wrażenie że potrzeba było górnika, aby w ogóle spróbował coś tam odkryć. Była bardziej płaska niż tafla oceanu którą mierzy się wysokości (n.p.m. p.p.m.). Postać na głowie miał bujne blond włosy które powiewając na wietrze okazały strasznie delikatna cerę i właśnie wtedy panda usłyszała głos…
- No to trzeba będzie cię zbadać… Ohohohoho już się obudziłeś? To mi utrudni robotę…
Panda słysząc to przewróciła się na podłogę będąc w szoku! Przecież to… Ale… Zabrakło mu głosu w gardle… Przecież to… MĘSKI GŁOS! Już myślał o pięknej młodej osóbce, a jednak rzeczywistość bywa brutalna. Ta postać chwilę zastanowiła się jak pobrać próbki moczu, aż wpadła na nierealny pomysł według Konkuro. Przyniosła coś podobnego do kuwety dla kota, ze specjalnym żwirkiem do pobierania moczu (Tak. Istnieje cos takiego). Panda z zacieszem wpadła na pomysł i podeszła na czworaka do kuwety. Bardzo się starała i po chwili na żwirku rysowała się brązowa kleista masa i z nie mniejszą zabawą podeszła do krawędzi i tylnymi łapami zaczęła zakopywać swój gówniany „skarb”.
Mężczyzna złapał się za głowę i wydarł się z irytacją, w końcu jego plan spalił na panewce. Próba pobrania moczu się nie udała. Usiadł więc i przemyślał sprawę znów sugerując się na badaniach innych zwierząt. Podszedł z szyderczym, ale pięknym uśmiechem do jego obiektu badań i zaczął masować brzuch w części gdzie znajdował się pęcherz pandy. Zapomniał o jednym fakcie… Stosuje się to na spokojnych zwierzętach KTÓRE NIE SA OTYŁE. Jak wiadomo pandy do szczupłych nie należą. Następny jego plan spalił na panewce. Całe 30 minut masował Pandę co jej się całkiem podobało. Miał naprawdę kobiece delikatne dłonie! Konkuro miał niezła zabawę z terroryzowaniem niepoważnego weterynarza.
Wreszcie mężczyzna podstawił zwykły sterylizowany pojemnik dla Pandy, co już było bardziej prawidłowym pomysłem. Jednak gdyby nie miał do czynienia z inteligentnym stworzeniem by może natura by mu wypłaciła dobrocią. Konkuro z szyderczym uśmiechem (w myślach) złapał za pojemnik i zaczął nim stukać o podłogę. Bawił się nim i ukradkiem patrzył na zirytowanego mężczyznę. Ten wreszcie uderzył pięścią w ścianę i wyjął z kieszeni całkiem sporawą strzykawkę.
- Nie chciałem tego robić bo sam boję się strzykawek.. No to musimy bezpośrednio pobrać przez jamę brzuszną!
Mężczyzna jeszcze nigdy nie widział takich szybkich ruchów. Szybkie złapanie rzuconego pojemnika, szybki siad na nim i ogłuszający dźwięk obijania się wody o ścianę metalowego pojemnika.
- Jak dobrze że puściły mi zwieracze… Ehhh te niemiłe stare wspomnienia- Panda szybko podała pojemnik dla transa, złapała za jego ramiona i siłą wypchnęła z jego „nowego wybiegu”. Wtedy zdziwiony mężczyzna będący już za drzwiami na chwilę stał jak wryty o czymś intensywnie myśląc. Wreszcie cicho wypowiedział sam do siebie
- Ufff jednak szybko mi dzisiaj poszło. To dobrze, bo zawsze mam problem z wcelowaniem w pęcherz. – Pociesznie nucąc pod nosem skierował się ku laboratorium. ( Jak dobrze że jest idiotą i nie pomyślał o dziwnym zachowaniu pandy, nie?)
Następnego dnia ktoś inny badał mu krew, ale na jego szczęście gdy mocno spał. Wszystkie badania wychodziły zgodnie ze średnią próbek od zwykłych osobników gatunku pand. Nic nie wskazywało na jakieś problemy. Przedostatniego dnia została wykryta lekka gorączka, tylko przez to, ze Konkuro trochę przesadził z ćwiczeniami.
Gdy wreszcie znów umieścili go we własnych czterech kątach nie potrafił się odnaleźć. Tu i ówdzie były nowe maszyny, które miały na cele jego kontrolę. Rozpoznał kamery bo nie raz jakiś przechodzień używał dość podobnego optycznego urządzenia. Wiedział że nie będzie miał teraz prywatności za grama.  Usiadł na uboczu i wpatrywał się w nowe nabytki. Nie mogą znieść uwłaczania jego godności w takim stopniu spojrzał na prawo i zobaczył pewną brązową, mazistą  a niekiedy grudkowatą formę stałą. Złapał za jej cześć i celując w kamery rzucał zakrywając optykę. Jednak aby wyjść na bardziej zwierzęcego czekał przed każdym rzutem kręcąc się i udając wściekłego porykując w kierunkach nowych nabytków. Jak wszystko zostało zakryte podszedł znów do Brązowej papki i łapiąc ją zaczął się poważnie zastanawiać.
-od kiedy tutaj są pokłady gliny? Przydadzą się kiedyś. – Myśląc tak zakrył małą dziurę powstałą na skutek  wykopywania grudek gliny. Może istnieje szansa na to, że nie zostanie to wykryte. Zresztą po co zabierać pandzie glinę? Mimo że naprawdę do gównianie wygląda na kamerach… Konkuro był ciekaw czy jakimś cudem personel rozpozna to jako niezbyt wybredne ciało stałe wychodzące z tylnej części zwierzęcia…
Jeszcze zanim cokolwiek poczęli robić w działaniach związanych z zakryciem kamer do jego klatki wreszcie powrócił syn marnotrawny. Dziwiąc się, bo jego wybieg został przez ten czas tak ulepszony. Druga Panda natychmiast skoczyła na Konkuro przygniatając go do ziemi. Oczywiście dla głównego bohatera to było, jakby na nim usiadł koliber, w końcu jego siła już do najmniejszych nie należała. Wtedy też Solenizant wyrzucił swoje smutki z podróży
- Twoja sława sięgnęła nawet wybiegu odległego o eony! Ja tam poszedłem starać się o samicę, a ona „Czemu nie masz uroczych plam naokoło oczu? Czemu nie jesteś tak przystojny? Czemu nie jesteś aż tak popularny?” To twoja wina! Wszyscy mówili o naszym zoo, bo widzieli o tym że jeden z przyjedzie do nich! Dożo osób wyklinało, czemu ta panda nie jest tak zajebista jak na filmikach. Że jakąś ułomną  Pandę sprowadzili, a ona wszystko słyszała! Jestem niemal pewien że narzekała, że dostała tą gorszą partię i pluła gdy tylko nie patrzyłem! Miała tak wysokie wymagania, bo pragnęła ciebie! A ja nie byłem wstanie spełnić wszystkich absurdalnych wymagań. Wszystko było pod ciebie… Ty ty… Szczurze!
- Nie obrażaj mi tu szczurów! To wspaniałe stworzenia!
Panda lekko popchnęła agresywnego jegomościa, a ten przeleciał sporo w powietrzu i uderzył w kraty. Wtedy Konkuro podszedł do niego złapał za nogę i powlekł w kierunku nowego i czystego bajorka. Wrzucił go do wody, aby całe znerwicowanie odeszło.  Ten po chwili chlapania, ucichł… Chyba kon za długo przytrzymał go pod wodą… Wyciągnął go na powierzchnie a ten wykaszlał wodę, popatrzył się na głównego bohatera i umilkł. Po chwili położył się na skraju bajora i jeszcze ciężko dysząc powoli wracał mu spokój ducha. Wiedział że zareagował za bardzo emocjonalnie.
Całe trzy dni mieli „ciche dni” i ograniczali swoją rozmowę. Napięta atmosfera emanowała wokół nich. Wtedy obaj wyczuli Człeko-podobne osoby które wydzielały zapach ich  gatunku. Konkuro zastanawiał się czy potrafiliby zrozumieć ich język więc podszedł do krat i porykiwał chwaląc Pandmamę
- Ale ta panienka młodo i pięknie wygląda – Świdrował ja wzrokiem aby zobaczyć jej reakcję. Być może zobaczy jej rumieniec? A jeśli nie zrozumie to pandzioch ma chytry plan…
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Czw Mar 30, 2017 9:12 pm

Rodzinka pand: mama, tata, córeczka i małe nieznośne (oraz nabuzowane energią) bliźniaki obserwowali zwierzęta będące za ogrodzeniem. Nasz "bohater" próbował się z nimi komunikować wydzierając mordę zza krat co było trochę dziwne, bo takie miśki jak on wolały się zajmować sobą niż przejmować się zwiedzającymi. Mniejsi członkowie familii zaczęły go przedrzeźniać, a rodzice tylko ich strofowali, ale niewiele mogli zrobić przy pociechach w wieku przedszkolnym. Nikt nie rozumiał z nich co Kon do nich ryczy, tylko się śmiali, zajadali watę cukrową, parę słodkości, popkorn. No i robili sobie zdjęcia (sporo selfie pand na tle pandy) i komentowali. A owy "świdrujący" wzrok odebrali jako: o jak się słodko patrzy". Bowiem czarne niczym paciorki oczy na tle ciemnych plam były ledwo widoczne i raczej ciężko było wyczytać jakiekolwiek w nich emocje czy zamiary.

Pandzioch próbował jeszcze kilka razy prób komunikacji, ale nie szło mu. Potem dołączył do niego współlokator, który widać był nieco zaniedbany, ale miał to gdzieś. Jak zawodowiec zaczął pozować do fotek. Chciał też być popularny i to bardzo. Jego groteskowe pozy baletnicy na lodzie wywołały śmiech. Nawet się potknął i wpadł na Konka. Leżeli tak chwilę, bo jednak żaden z nich nie był na to gotowy. Po upadku nic się nie zapowiadało, ale potem...

Z czasem pandziosz czuł lekkie swędzenie skóry pod futrem, które było coraz bardziej uporczywe. Po kilku dniach było to tak nieznośne, że nawet zadem bardzo po zwierzęcemu "darł" drań byle przestało. Raz widział jak z jego nosa niczym użytego jako trampolina coś skoczyło. Potem zwrócił uwagę na jakieś drobne czarne kropeczki przemieszczające się po jego białym futrze. Starał się jak mógł by się nie drapać jak oszalały. Póki co udawało mu się robić dyskretnie, po misiemu. Nie chciał bowiem jakiś nieznośnych ludzi na swoim wybiegu. W końcu było kropek tak wiele i tak go świerzbiło, że nie wytrzymał. Dziwne, że jego współlokator nic nie reagował. Potem Kon odkrył coś STRASZNEGO.

Dostał pcheł, które się rozmnożyły. A co najgorsze, to już wiedział od kogo, bo widać wszystkie co do jednego z zaniedbanego miska (wskutek odrzucenia przez partnerkę) przeniosły się na niego jakby witały nowy i czysty ląd, który dosłownie opanowały. Gdy tylko Kon zaczął tańczyć jak dziki break dance albo inny nowoczesny taniec, dopiero pracownicy zoo zareagowali na zaistniałą sytuację. Już nie licząc gapiów co to nagrywali (oh, Kon znów na fali popularności, szanse na wygraną w Mam Talent ma zapewnioną).
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Sob Kwi 01, 2017 10:54 am

Post 1 kwietnia:
 

Ogłoszenie przed przeczytaniem posta:
 
Konkuro widząc brak zainteresowania ze strony rodziców pendraków, dowiedział się bardzo ważnej rzeczy. Żaden z nich nie był w stanie zrozumieć jego porykiwań, co było dla niego idealna sytuacją. Mógł wykrzyczeć obelgi bo i tak nie zostałby przez nich zrozumiany. Ta informacja była na wagę złota. Panda spoważniała, widząc jak dwa młode kutaśnosobniki zaczęły go przedrzeźniać. Natychmiast poruszał biodrami zataczając kuliste ruchy, a jego łapy wylądowały na biodrach. Małe durniaczki wszystko robiły w lustrzanym odbiciu. Zabawa mimo strofowania przez rodziców wydawała się rozwijać w szybkim tempie. Synchroniczne przysiady, podobne skłony w przód i boki. Małe skurczysynki nie dawały za wygraną… Panda szybko przemyślała sytuacje, jak wygrać małe zawody w „Pana i papugę”. Podszedł do swojego znajomka i z szyderczym zamiarem wlazł mu na plecy. Dzięki temu, że niedawno ciężko trenował był wstanie zachować równowagę na chwiejnym podłożu. Będąc na jego barach machał prawą dłonią niczym księżniczka wielkiej Brytanii do zebranych fanów z aparatami i kamerami. Skupiając wzrok na dwóch gówniakach zobaczył jak nie udolnie się wspinają, a potem twarzą po chwili malują i czyszczą chodnik. Mimo wszystko nie był to jego as w rękawie. Miał na myśli coś poważniejszego, aby małe Chędożliwodzieciory zapłaciły najwyższa cenę za swe butne zachowanie. Jego plan był jednym z najbardziej niebezpiecznych planów w jego życiu. Pozostało tylko modlić się w duchu, aby wszystko poszło zgodnie z planem.
Zrobił przed kamerą piękne salto do tyłu ustawiając się za Współlokatorem i z zacieszem zaszedł go od tyłu i pukał go niczym dwa kopulujące Nosorożce. Mimo, że nie było to naprawdę- widać było zaskoczonych ludzi na publice. Oczywiście dwa matołki podłapały temat, nie będąc nieświadomymi i również zaczęli takie dzikie harce w ubraniach. Ich chęć dobrej zabawy z połączeniem nieświadomości, zaczęła zbierać krwawe żniwo… Materiał zwiedzających zawierał dwie kotłujące się pandy i oba homo… Sorka-  humaidalne pandy które również kotłowały się przed wybiegiem.

Popularność tego już złożonego w całość filmiku po załadowaniu = wyskoczyła w kosmos. Dwoje męskich dzieci naśladujące dwie męskie pandy… Świta zoo wykorzystała to jako oficjalny spot i popularyzację swojego obiektu. Oczywiście słali prośby do właściciela strony o usuwanie niepochlebiających komentarzy. Wszystko w celu lepszej promocji i wyłożyli na to spory hajs. Z Internetu zniknęły takie komentarze jak:
Dokąd zaprowadzi nas ten „nowoczesny gender”? ~~ Kor*n Mik*e
Dokąd to wszystko zmierza? Czy to już koniec? ~~ twórca filmu „Koniec świata 2016”
Również chciałabym się tak pobawić z tymi pandami! ~~ Magda sześć lat
Chciałbym być tą pandą na dole ~~ Marian trzydzieści dwa lata, naukowiec badający zwierzęta, zgwałcony przez niedźwiedzicę.
Co za jaja, co najmniej rozmiar M! ~~ internetowa reklama jajek w bie*ron*e.
Imienia i nazwiska, nazwy własne w tekście jak i zawody wygenerowane automatycznie. Powiązywanie ich z czymkolwiek jest absurdem
Dobra dobra, ale wróćmy teraz do głównego bohatera, bo ZBOCZyłem z tematu.
Panda z uśmiechem patrzyła jak dwoje rodziców robi wielkiego buraka i siłą rozdziela małe trollątka. Najpewniej będą zadawać pytania- „A co to jest?” „Co to znaczy?” „co on robi?” Konkuro mimo wie, że ten fejm nie zniknie nigdy z czarnej dziury surferów sieciowych. -Jak dwie męskie pandy bawiły się w hetero-zabawy. Pewnie nawet naukowcy zrobią jakiś materiał, bo dane zdarzenie między tą samą płcią nie miało jeszcze miejsca.
Uwaga dla NPC:
 
Rodzinka wreszcie zniknęła gdzieś w tłumie. Z początkowej zabawy, zajadania popcornu teraz pewnie ze wstydu nie wrócą zbyt szybko. Panda nie wiedziała czy być zadowolony z wygranej z przedszkolakami, które nie mają świetlanej przyszłości związanej z netem… Czy być smutnym iż jego „Zabawy”, nawet jeśli całkowicie udawane również będą krążyć w sieci. Kon wzruszył ostatecznie ramionami, jakby mówiąc sobie „co ma być to będzie”. Jego współlokator popatrzył na niego, będąc zdziwiony. Niby chciał go z początku zrzucić, ale potem opadł cały z sił i dał się ponieść akcji. Wiedział, że nie zostanie tak brutalnie skrzywdzony przez inna pandę i ostatecznie zaufał, co było bardzo dziwne… Po chwili w klatce słychać było porykiwanie dwóch pand. W końcu jego współlokator obrażony podszedł do krawędzi klitki. Napinał mięśnie w prawym ręku, potem w lewym, jakby chciał pokazać swe mięśnie światu. Potem niczym baletnica odegrał scenę z „baletu łabędziego”. Główny bohater przyglądając się jego harcom pomyślał tylko „ No nawet ja nie jestem takim debilem… Albo HARDKOREM, aby odpierdzielić coś takiego.
~~ Notka autora: Przez chwilę pomódlmy się na głupotą pandziocha. Za jego skrzywione poczucie gustu, gdzie balet łabędzi jest absurdem, a jego zachowanie jest jak najbardziej w porządku.
Drogie bóstwo, proszę cię tylko o jedno
Niech zstąpią siarczyste mrozy i pierdolnie go jakiś piorun, CZY COŚ, bo już kur*a nie wytrzymuję jego zachowania.
~~
Panda jakby akceptując wyzwanie podeszła do krawędzi obok swojego tańczącego współlokatora. Popatrzył na niego z manią wyższości i przypominał sobie dwójkę młodych ziemian oglądających sobie filmiki. Dzięki treningowi pamięci, mógł sobie odtworzyć całość, jakby właśnie w swoim mózgu wcisnął „play” na odtwarzaczu. Widząc nachylającego się dość opasłego mezczyzne z
Czapką:
 
szybko wyciągnął łapę łapiąc za przedmiot i przywłaszczając sobie. Założył ja natychmiast na głowę, niczym francuski kasanowa.
Natychmiast po tym ukucnął robiąc wyrzut prawej nogi do przodu, a jego łapy zaplotły się na wysokości barków. Następnie podniósł się wracając do wyprostowanych nóg. Znów kucając zrobił wyrzut tym razem lewej nogi. Oczywiście pozostawiając  górne łapy cały czas w tej samej pozycji.
Przypomina wam to coś?:
 
Prawdziwy niedźwiedź federacji R.! Spoglądając w prawo, potem w lewo.  Widział jak obok niego powstawały właśnie źródła- wystrzelając w powietrze ropę naftową. Gdzieś w tłumie słychać było
-Aaaaaaaaaalaska! Patrzcie jaki piękny lachon!
Wtem ni stąd ni zowąd ,_,
Zerwał się bardzo silny podmuch podnosząc spódniczki niektórych ziemianek. Dla jakiegoś dzieciaka w tłumie wyrwał się kawał płótna,  który przeleciał przez kraty. Dopiero za tańczącą pandą płótno rozwinęło się pokazując całą klasę i zaczepiła się o kawał wbitego bambusa robiąc coś na wzór flagi. Panda tańczyła teraz na czerwonym tle które wyglądało dokładnie tak
Tło tańca:
 
Wśród tłumu wzniosły się okrzyki niczym te przy próbie wyzwolenia Kazach i stanu. Wszyscy albo bili brawo, albo wykrzykiwali swoje zadowolenie. Widzieli właśnie bitwę miedzy Baletandą, a Razpandą.
Wtem ni stąd ni zowąd ,_,
Pojawiła się świta zoo niosąc ciężkie barierki. Kilkanaście ochroniarzy robiąc ludzki mur między zwiedzającymi a klatką przesuwali ich co najmniej o kilka metrów. Mimo sprzeciwów zostali odsunięci siłą. Kilkanaście osób ze świty natychmiast postawiło krzesła w strefie „zero”. Kierownik postawił ciężkim ruchem tabliczkę. Wszyscy na chwilę na nią spojrzeli
Tabliczka:
 
Wiele pan rąk natychmiast podniosło ręce z banknotami chcąc się dostać bliżej. Kierownik widząc to podszedł do tablicy 130 ZENI i napisał pod spodem: 300 ZENI. Widząc jak wiele dłoni opada przytaknął z zadowoleniem. Wiedział że było zbyt mało miejsc, więc było to dobrą zagrywką. Tylko niektórzy z poprzednich podnieśli znów ręce z większa ilość banknotów i przepychali się w stronę wejścia do sfery vip. Około trzynaście osób usiadło w pierwszym rzędzie oglądając spektakl.
Wtem ni stąd ni zowąd ,_,
W mordach 8 z 13 ludzi pojawiły się tlące się cygara. Siedzieli wietrząc swe jaja(Czytaj w rozkroku niczym samce alfa). Reszta miała profesjonalne kamery i/lub aparaty wysokiej jakości. Tzw. Lustrzanki. Byli to zapewnię Fotoreporterzy gazet, być może i nawet kuriera saiyańskiego. Loża szyderców i wiele osób ze świty przyciągało wiele nowych odwiedzających. Widać było bieganie paniczne kierownika, który załatwił zaopatrzenie Vipów. Niedługo ściągnęły osoby z barów przynosząc drogo wyglądające tace z okropnie drogim winem. Jak i ekipa sprzątająca która przed każdym siedzeniem palaczy postawili popielniczkę. Niektórzy za barierką krztusili się od odoru cygar, ale mimo tego z zadowoleniem przyglądali się wydarzeniom na wybiegu.
Wtem… ekhu ekhu… Kur*a co za smród fajek ,_,
Tymczasem na wybiegu pandy nawet nie zauważyli jak zbliżyli się do siebie. Obaj spocili się niczym Dr. Slump przy pięknej nauczycielce. Panda mimo wielkiego postrzegania przestrzeni, nie zdołała przetwarzać tylu informacji. Konfrontacja była nieunikniona. Współlokator potknął się robiąc n’ty piruet i lodując prosto na konie. Będąc pod spodem pandzioch czul się niekomfortowo, w końcu to nie on był **Uke w tej przyjaźni. Obaj patrzyli się sobie w oczy. Jego kompan miał oczy świecące… niczym dwa rondla patelni (Ahhh romantic!) A ich oczy przyciągały się niczym magnes neodymowy do lodówki <3
Publika zamarła na ten widok. Cisza nawet na wybiegu Vip. Napięcie osiągnęło punkt krytyczny, aż wreszcie odezwały się kołasznikowo flesze aparatów. Wiele błysków czy to ze strony zwykłych odwiedzających, czy to z loży szyderców. Panda nawet nie wiedziała, że właśnie te zdjęcie znów doprowadzi do oszalenia osób z netu. Wiele różnych przeróbek tego zdjęcia, a nawet jakiś szaleniec szybko nakręcił całe Anime na ten temat. Otworzyło to ogromne drzwi nowego forumowo-internetowego nurtu zwanego:
***Pandoi
wątek poboczny:
 
Panda z bardzo wyczulonym węchem czuła dziwny swąd palonej świni. Zapach był delikatny, ale jednak tylko przez niego wyczuwalny. Tak jakby na jego skórze ktoś rozpalał tysiące małych ognisk… Nie zagłębiał się w te dziwne odczucia i po chwili o tym zapomniał. Wreszcie zrzucił z siebie pandę, ale z nim działo się coś bardzo dziwnego… Ustał chwilę próbując zrozumieć co się dzieje. Wtedy jego nos wyczuł coraz większy smród i zobaczył drobną strużkę dymu ulatniającego się z jego brzucha. Zwiedzający na pewno nie odnotowali tego, iż stróżka była nie widoczna z takiej odległości. Panda natychmiast rzuciła się na ziemie i kręciła się wkoło na swoim brzuchu. Konkuro robił również przewroty, stanie na ręku, aż w końcu wykręcił się tak, że zrobił z osiem piruetów na samej głowie! Wszystko, aby zgasić ten mały ogień, ale im bardziej się ruszał, tym więcej smrodu czuł. Powiewy wiatru w jego dzikich harcach nasilały małą iskierkę na jego skórze.  
A tak naprawdę to kilka pcheł ogrzewało się przy ognisku chlip chlip ;_; A teraz mieli problem, bo ogień był coraz bardziej gorący i ich spalił! Wszystko przez to, że byli młodzi i zapalili ognisko przy włosie! A mama mówiła, że nie wolno bawić się ogniskiem w pobliżu włosa, bo spłonie cały las!
Panda swoimi dzikimi ruchami ciągle uszczuplała ilość pchełek.
Po półgodzinnym zmaganiu z problemem wreszcie padł na ziemie zmęczony i zachwycony, bo udało mu się w końcu zgasić ta małą iskierkę. Wtedy zobaczył, że przez cały ten czas było cicho jak makiem zasiał. Widząc loże szyderców zdziwił się widząc jak oni STOJĄ!
Wielki ocean braw rozległ się na publice. Wiele dłoni wzniosło w górę popcorn i shake i zaczeli wiwat którego jeszcze panda nie widziała. Nawet najbardziej zatwardziali na miejscach Vipów ZGASILI CYGARA, aby móc mieć przyjemność zaklaskania. Cały pokaz był lepszy niż cokolwiek  co widzieli. Gdy wiele osobistości wychodziło już bramką między barierkami burczeli pod nosem
- Mają rozmach skur*syny w tym zoo! Mimo że w swoich gazetach smaruje po wszystkim, nie mam sił napisać choćby jednego złego słowa… o tym pokazie…
- 300 Zeni za to w loży Vipów… Chyba sobie robią jaja! [chwila ciszy. Gra koników polnych] 3000 Zeni to za mało!
- Chyba poproszę kierownika o sprzedaż wizerunku tej pandy do reklamy.
- Jeszcze jeden taki pokaz a chyba zostanę zoofilem  ~~Marian trzydzieści dwa lata, naukowiec badający zwierzęta, zgwałcony przez niedźwiedzicę. [itd.]
Wtem ni stąd ni zowąd ,_, pojawiła się część dla NPC, a potem dla czytelnika :
 
Po kilku dniach panda była bardzo wyczerpana tym swędzeniem. Jednak tego dnia tak bardzo pchły ucztowały na jego skórze, że zrobił cos niemożliwego dla jego gatunku. Na szczęście nikt z szoku nie włączył kamery, lub nie robił zdjęć. Użył swojej umiejętności latania w dość niecodzienny sposób, bo wg wszystkich miotało nim jak zwykłym ziemianinem w starciu z potężnym Saiyanem. Kon Poleciał w kraty i cały czas dotykając ich plecami podnosił się w górę po sam sufit. Kilka razy zarył głową o górną część klatki, aż w końcu zgiął się tak, że plecy napierały na tą część. Oglądający widzieli jak panda jeździ po każdej części sufitu, przy tym drgając szybciej niż w czasie ataku epilepsji. Wokół niego tworzyły się iskry o dość niecodziennym kształtem… CZARNE ISKRY.
- To jest właśnie ten jedyny moment w życiu… w którym masz dwie opcje i nie wiesz co wybrać…  Lecieć po Kierownika zoo, czy Egzorcystę?
Jeden odwiedzająca uraczył tymi słowami i poleciał do świty zoo. Zwiedzający patrzyli jak z pandziocha wyskakiwały CZARNE ISKRY, jednak żadyn ale to naprawdę żadyn z nich! Nie pomyślał, o prawdziwym powodzie. Byli pewni, że te zwierzę zostało opętane, a te czarne iskry to pewnie JEGO PLUGAWA KREW CIEKNIE, w końcu miotało nim niczym księdzem w czasie egzorcystów. Panda przeleciała już z cztery razy po swojej „plebani”, aż w końcu upadła na ziemie.
Wtedy nagle świadomość wróciła do każdego z odwiedzających i wyciągnęli wszystko co mogli nagrywając i robiąc zdjęcia. (W PORE LUDZIE W PORE!). Widząc że znów coś się dzieje przy jego klatce było coraz więcej zwiedzających i podążali za tłumem wyciągając i nagrywając Pandziocha. Jednak kierunek w którym to poszło całkowicie ich zaskoczył. Te dziwne czarne iskry okazały się PCHŁAMI! Wszyscy pochowali swoje sprzęty, ale i tak jakiś debil śmieszek wrzucił to  z tytułem „Odkryto nową pozaziemską istotę!”. Z wielkim zawiedzeniem wszyscy powoli się rozchodzili. Świta zoo założyła mu opaskę przeciw-pchelną, niczym jakiemuś zwykłemu kundlowi.
Wtem ni stąd ni zowąd ,_,
Przybył odwiedzający, ten który poinformował o całej sytuacji kierownika. Wyszedł na głupka kiedy wszystko to opowiadał. Obok niego stał dość niski jegomość spoglądający na Pandę iskrzącą się czymś czarnym jak smoła. Natychmiast pocałował swój krzyż i poprawił koloratkę. Jego modlitwa Rozchodziła się echem po całym zoo. Inkantując od całej godziny wreszcie zauważył efekt swoich egzorcyzmów. Z pandy już nic nie „wyskakiwało”, nie „ulatniało się”. Zadowolony ze swojej pracy zaczął wracać do kościoła.
Odwiedzający patrzący na sytuacje tylko wymruczał pod nosem
- Chyba od dziś przestaje być ateistą. Zadziałało. Leżał z bólem przez całą modlitwę!
~~ A tak naprawdę, to wszystkie pchły zdechły dzięki opasce ;_; Chlip chlip ;_;
Panda czuła okropny swąd i palący ból. – CHOLERNE ZNICZE- właśnie by tak pomyślał gdyby wiedział, że to przez ostatnie zapalenie zniczy wszystkich pcheł ;_; chlip takie smutne. One nie żyją! Umarły! Nie rusza cię to czytelniku?! Ja płacze ja niebo w czasie deszczu ;_; chlip chlip ;_;
Jakby napisał mi to najbardziej hardkorowy, najlepszy kumpel we wszechświecie i super uper duper zajebisty koleś, którego nie zamieniłbym nawet na śmiej-żelka ;_; Chociaż… Za dwa to bym się zastanowił. [ ha ha, i nastrój szlag trafił nie? Wink ]
A najlepsiejszy napisałby tak:
Smuteg soł macz ( + dzisiejsze „ ;_; ” 1554652432464232442363 razy wymienione w tekście)
Sztama bracie <3 Żartowałem, nigdy bym cię nie oddał za tyle <3333 Nigdy za dwa śmiej żelki! Za trzy, tez nie! Za cztery też nie! Za paczkę jak najbardziej, ale mniej nie! <3
Dobra NPC Zadowolony, śmieje się, Brachol krwi płacze ze szczęścia ;_; (Ał coś mnie plecy zabolały jakby ktoś mnie mentalnie jebnął…) Jest dobrze! Przecież o nikim nie zapomniałem ! ~~ (Ał ale te plecy mnie dziś napitalają ;_Wink
P.S. Drogi boże dziękuje za spełnienie mojej modlitwy. Może to nie był piorun(jesteśmy w zoo nie zadziałałoby), ani siarczyste mrozy (lato), ale ten… DOSTAŁ ZA SWOJE! PCHŁY! Nawet ja bym tak dobrze tego nie wymyślił! Dziękuję za spełnienie moich próśb. Będę dalej na tobie polegał!
Jako że przetrwaliście do tej pory odcinek bonusowy (Dla NPC <3):

Panda siedziała w swojej klitce pełna zadowolenia i zapału. Radośnie pożerała n’te kilo bambusa, aż
Wtem ni stąd ni zowąd ,_,
Poczuła silny ból w okolicy brzucha. Od razu zastanowiła się, czy te zasrane pchły wróciły, ale wtedy usłyszała stuknięcie… Następnie ból prawej łapy… Lewej… Stuknięcie koło niej, jeszcze jedne. Aż wreszcie zobaczyła kamyk który uderzył prosto w jego czoło. To właśnie taki ból! Co się dzieje? Panda spojrzała przed siebie i zobaczyła Humanoida dziwnie znajomego… To ten pandzioch z rodzinki! Ojciec małych Homosiątek rzucał w niego kamieniami z grymasem złości na twarzy. Konkuro niesamowicie się zezłościł, widząc że był nawet groszy i bardziej dziecinny niż młodociani. Panda wstała ściskając bambus i stukając nim o ziemie. Humanoid rzucił kamieniem, a panda wzięła zamach i… nie trafiła, kamień przeleciał za nią.
PIERWSZY BŁĄD
Panda ścisnęła mocniej swojego bambusa i widząc drugi rzut posłała zamach bambusem, ale niestety dostała w brzuch a jego kij świsnął lecąc obok głowy „Rzutnikagnojem”. Ten zdziwił się, ale w pore zrobił unik.
DRUGI BŁĄD, ale było blisko znokautowania.
Panda napluła na swoje łapy, aby tym razem kij się nie wyśliznął i złapała za cięższego bambusa. Znów zapukała kijem o ziemie i użyła doświadczenia z treningów, aby zwolnić delikatnie czas. Tym razem kij leciał prosto w kamień i było słychać piękny dla uszu odgłos
Buuuuuuuuuuuuuuuummmm
Czyste przyłożenie, kamień został trafiony idealnie i nabrał ogromnego pędu przy okazji całkowicie rozjebując bambusowy kij. Na torze lotu znalazł się metalowy pręt klatki jednak
Zgrzyt, jebut
Pręt puścił pod ta przeogromną siłą i Humanoid widząc coś absurdalnego chciał zejść z toru lotu, ale po prostu… „no have time!”. Kamień trafił prosto w jego brzuch i z wielkim impetem wyleciał w powietrze.
Wtem ni stąd ni zowąd ,_,
-Mamo! Mamo patrz! Spadająca gwiazda
- Synku co ty prawisz? W dzień? … WOW rzeczywiście! Pomyślałeś życzenie?
- Chce ta pandę z zoo! – Pomyślał młodziak
Na szczęście głównego bohatera to nie była spadająca gwiazda… Życzenie się nie spełni!
Odcinek specjalny Nr.2 (Dla brachola. Przystojnego pana A.D. Znanego pod imieniem B.)

Początek
Środek
Koniec
Dziękuje za uwagę
Odcinek specjalny Nr3.  ( Ten właściwy dla wiadomo, ale se jaja dziś robię.  >:C)
Pada uśmiechała się widząc jak znajomy humanoid został małą gwiazdką na niebie. Kon miał jakieś ciche przekonanie, że jeżeli nie wymyśli nic ciekawego, to istota wyższa zaprowadzi taki ład i porządek, że nie zostanie kamień na kamieniu. Był pewien, że dzisiejsze pozbycie się złej rodzinki wpłynie niekorzystnie na jego los. Jak to mówią potrzeba jest matką wynalazków.
Pandzioch zastanawiał się intensywnie nad ratowaniem swojego zada, aż nagle doznał olśnienia tylko dzięki zwykłemu przechodniowi. Na koszulce facet miał wydrukowane zdjęcie, prawdopodobnie jakiegoś bohatera. Panda wiedząc już co ma robić podeszła do kamienia i złapała za bambus. Obgryzła końcówkę tak, aby zrobić szpikulec. Popatrzyła na wielki, twardy i ciężki obiekt. Kamień miał co najmniej metr wysokości i szerokości. Cisza zawisła w powietrzu, a panda szykowała się do zdobycia archivmentu rzeźbiarza. Delikatnie i płynnymi ruchami skrobała bambusem w kamieniu odłupując jego małe części. Dłubała tak z trzydzieści minut i prawie zakończyła robotę… Już miała właśnie zrobić ostatnia rysę, gdy nagle pomyślała:
- Chwila! Przecież to jest bambus, jak do janiepawła mogłem nim rzeźbić w kamieniu?!?!
Z dziwną miną wymalowaną na twarzy popatrzyła na swojego bambusa, który po chwili eksplodował. Ta roślina została zbytnio przesiąknięta jego energią Ki. Zbyt ścisłe przymusowe ułożenie atomów doprowadziło do katastrofy w postaci nagłego rozprzężenia zwrotnego. Panda złapała za następny bambus ponownie obgryzając czubek. Zrobiła ostatnia ryskę w zbitym piaskowcu (to też kamień nie?) i z zadowoleniem spojrzała na swoje dzieło. Było to wielkie popiersie zwykłego Kadeta. Panda nie miała świadomości, że zrobiła autoportret Altaira Drake'a.
Konkuro będąc zadowolony ze swojego dzieła natychmiast padł na kolana bijąc trzy głębokie pokłony do swego nowego bożka wypowiadając frazę
- Wnoszę moje modły do ciebie, o wielki. Ja uniżony proszę o uspokojenie innych bogów, abym tylko nie został kolacją jakiegoś krokodyla czy innego Saiyana. Już pchły dla mnie były niestosowną i okrutną karą, więc błagam odpowiedz mi czy poradziłbyś coś na to?!
Wtedy słup słońca padł prosto na Pandę i dostał objawienia patrząc w niebo.
objawienie:
 
Widząc to Konkuro gorzko zapłakał.
Tymczasem w pomieszczeniu kierownika. Dwie osoby prowadzą gorliwą rozmowę :
-K Wpadłem właśnie na niesamowity pomysł! A co jeśliby użyć naszą pandę jako oficjalną maskotkę zoo? Wysyłalibyśmy ją do różnych vipów za sowitą zapłatę. Zwierzątko do wynajęcia na plan filmowy, do zabawy w domu… Myślę, że można byłoby chociaż spróbować co ty na to?
- kierowniku myślę że to bardzo ciekawy pomysł




POJĘCIA:
*dupa konkwistadora- Narząd wydalniczy służący do pozbywania się niestrawionych resztek bambusa. Specjalne narzędzie Saiyana, do tworzenia brązowych znaków na kartach historii. P.S. Tak wiem, w tekście nigdzie nie było pojedynczej „*”. Jeśli to odkryłeś to good rekt! A jeśli dopiero to zauważyłeś(aś) to chce ci powiedzieć… że…  śmiesznie wyglądasz mając taką bekę Wink

**Uke, tak wiem że to „dominator”, a nie osoba zdominowana – patrz strona „kobieca” w męskim związku. Mylne pojęcie wstawione celowo. Jeśli to zauważyłeś(aś) i znałeś(aś) to wiedz Drogi czytelniku, że jesteś pojebanym zboczkiem! <3

***Pandoi – Odmana Yaoi. Jak wyżej, mylne pojęcie. Yaoi jest to związek między kobietami.  Jeśli[…] to wiedz drogi czytelniku, że mianuję cię mianem Króla/królowej zboczków na całym świecie! Twoje poczucie gustu doprowadziło mnie właśnie na podłogę z palpitacją serca! Nie mogę uwierzyć, że istnieja osoby z takimi preferencjami.. Tak więc drogi świecie, chciałbym wam przekazać swoje ostatnie słowa. Zakopałem swój cały dorobek w rodzimym mieście, sosnowcu, a jego umiejscowienie to współrzędne 01 43 q3[nq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q qq q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q
Dopisek policjanta: KONIEC
Ps. „q” ciągnęło się jeszcze przez około 16901,31 strony w wordzie. Czemu tak długo?  Pisarz nie miał nikogo znajomego, żadnej rodziny, przyjaciół itd. Dopiero pracownik elektrowni znalazł go martwego przy biurku. W końcu przez ten czas im nie płacił ,_,
Spytacie czemu po prostu nie odcięli mu tego prądu w skrzynce?  Bo ten Ch*j podpierdalał prąd prosto ze słupa.
P..S..s.. Ale kuźwa zajebisty towar dziś wybrałem pisząc tego posta.


Ostatnio zmieniony przez Konkuro dnia Sro Kwi 05, 2017 10:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Sob Kwi 22, 2017 2:58 am

Mocny skrót informacyjny (nie mam weny na rozpiskę, sorry):
 
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Pon Kwi 24, 2017 7:36 pm

Panda pewnego razu z uśmiechem na ustach podeszła do posagu i błotem dorysowała wąsy na twarzy. Będąc zadowolony ze swojego dzieła usadziła swojego znajomka obok (drugą pandę). Na środku widniał stos bambusów postawionych w indiański namiot. Był to szwedzki stół jadalny. Konkuro nakładał sobie na okrągły kamienny talerz surówkę – pocięte łyko bambusa, makaron – rozmiękczony i zagotowany w bajorze giętki bambus, ryż – małe drobno posiekane kawałki bambusa, parówki – około dwudziesto-centymetrowe młode pędy bambusa, Kanapkę z serem – trzy sklejone ze sobą krótkie pędy bambusa, Solone paluszki – kawałki bambusa posypane solą. Jego znajomy był bardzo podekscytowany ilością potraw. Był dumny z Konkuro, bo nigdy jeszcze nie widział tak syto zastawionego stołu, aż mu ślina ciekła. Widok był zabawny, iż z jego ust wydobywał się wodospad Niagara. Główny bohater częstował również rzeźbę zastawnym jedzeniem. Wsadzał mu bambus do ust i wydobywał się dźwięk
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrttttttt
Uchem wylatywały opiłki bambusa, a konkuro patrzył na idealnie i dokładnie zaostrzony koniec rośliny. Zastanowił się od kiedy to działa jak temperówka?
~~~~~~~~~~~~~~~TIME SKIP~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Panda była świadkiem wbicia tajemniczego jegomościa do zoo. Obserwowała całą sytuację z zadumą.
Dwóch rosłych mężczyzn z bliznami trzymali sztylet na szyi dziecka. Jeszcze inny latał od budynku do budynku z kanistrem benzyny i podpalał wszystko co się działo. Kilka osób było tak podjaranych, że z krzykiem tarzali się po ziemi, aby tylko ugasić palące się ubrania.  
Nagle ni stąd ni zowąd przyleciał jegomość zwany Taro.
-Zaczekaj, coś tu nie gra. - Mruknął do siebie.
Lustrował ich od stup do głów. Coś ewidentnie tu nie grało…
Złoczyńcy patrzyli się nie wprost na Taro, ale gdzieś o wiele w dal. Sprawdził czy nie było czegoś za nim, ale jak sądził było pusto. Rzucił więc nóż w kierunku podpalacza. Ten nawet nie patrząc na narzędzie zrobił unik i nadal zajmował się swoimi sprawami. Dziwniejsza była jeszcze dziewczyna zakładnik. Patrzyła się na każde zachowanie Taro i lamentowała, przy okazji się szarpiąc. Gdy jegomość przyglądał się coraz bardziej nie zauważył, żeby choć przez chwilę się trzęsła w strachu. Patrzyła tak spokojnie…
-trzeba atakować… Tą dziewczynkę – Szepnął do siebie. Wtedy też Taro używając latania poleciał w kierunku uwięzionej dziewczynki i będąc już blisko rzucił sztylet. Tak jak sądził „porywacze” natychmiast osłonili ją własnym ciałem.
- No i plan szlag trafił. Nie jesteś zwykłym żołnierzykiem nie?
Taro tylko posłał blady uśmiech. Nazwać go "żołnierzykiem". Dla każdego z TSV jest nieskazitelnym bohaterem!
Gdy przyszło co do czego zatłukł małą dziewczynkę, jak bezbronnego pieska.
Po tej akcji rozpłynęli się w powietrzu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~TIME SKIP~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Panda zobaczyła jak ekipa dwójki ludzi (Dwa bandziory wynajęte przez TSV) ustała przed metalowymi kratami i wlepiają gały w ludzką temperówkę. Widocznie bardzo im się spodobała bo wyciągnęli z kieszeni 5 metrową piłkę do metalu, jednak ta okazała się za duża. Grzebali jeszcze chwilę i wyciągali cztero, trzy, dwu metrową, aż w końcu wyciągnęli piłkę o wymiarach ostrza 2 cm x 3cm x 0,5 cm. Wzruszyli ramionami i tą niewielką rzeczą piłowali kratę na zmianę. Jednak żarło to absurdalną ilość czasu, bo po piętnastu minutach zobaczyli dopiero małą rysę. Z wkurwem w oczach rzucili piłką w pręta…
Skkkkkrrrzzzzyyypp
Jak wryci popatrzyli na otwarte wrota… Jeden z drugim mieli wyrazy zażenowania na twarzy mrucząc.
- Mam nadzieje że nie wspomnisz o tym w raporcie… Ten koleś pośrednik jest strasznie upierdliwy, jakby od tego zależało jego życie.
Obaj zamruczeli podśmiechując, aby rozwiać napiętą atmosferę. KAżdy z nich gdzieś głęboko był świadomy, że nie ma bata aby zostali przyjęci do tak elitarnej grupy jak TSV. Ta dwójka to profesjonaliści pełną gębą, a pokonała ich zwykła furtka. Być może przez takie coś zwani byli "bandziorami". Jednak kto wiedział, że furtka jest podłączona do elektryki i da się otworzyć ją tylko z zewnątrz? Weszli do środka już z uśmiechem i kulturalnie zamknęli za sobą drzwi. Ich wzrok nie patrzył na Pandę siedzącą obok, tylko na Portret Pana X. Panda widząc ich myślała że chcą również oddać mu należytą część jednak to co usłyszał po chwili doprowadziło go do stanu niczym ZENKAI.
- Nie pomyślałem, że znajdziemy tu popiersie Saiyańskiego żołnierza. Jednak rozkaz to rozkaz. „Usuwania bohaterstwa Taro z mediów.” Nie wiem czy ma to z tym czymś związek, ale trzeba się tego pozbyć. Nieźle nam za to chłopak zabuli (Pośrednik).
TYM CZYMŚ?! POZBYĆ?! Chyba w snach! Pedały! Muhahahahahahahahahahahaha – Panda osiągając granice wściekłości zaryczała, przez co na przeciwników narzuciła 3 sekundowego snarfa (Ogłuszenie). Dzięki uzyskanemu czasowi zdołała dobiec i rzucić się na posąg od tyłu. Jedna ręka spoczywała na ramieniu, a łapami stała na ziemie. Prawa dłoń wbiła się nad szyją, przez co jego łapa znajdowała się w jamie ustnej. Z przodu nie było jej widać, bo rozdziawione usta skrywały czerń ciemności. Dwójka jeszcze nie wiedziała. Jak gdyby nigdy nic podchodzili pewnym krokiem gdy stało się to…
Piiiiiiiiiiiiiizzzzzzzzzzzzzzddddddddddd
Niczym z karabinu kałasznikowa z ust kamiennego Saiyanina leciały KI blasty. Obaj „czyściciele” ledwo uniknęli pierwszej serii z twarzami wykrzywionymi zaskoczeniem. Na usta cisnęły się przekleństwa typu „co kur?”. Jednak dopiero teraz widać było prawdziwe piękno Bandytów. Unikali każdego Ki-blasta. Ich ruchy wyglądały na przepiękny taniec wśród białych błysków światła. Byli niczym zawodowcy na koncercie odbijając się od prętów i poruszając się tak szybko tworząc powidoki w miejscach „upadku” białych promieni. Panda z hełmem żołnierza wystająca znad posągu plującego białymi laserami wyglądała na wariata. Z porykiwaniem tworzyła prawdziwą wojenną atmosferę.
~~~~~~~~WTRĄCENIE~~~~~~~~~~~
Hej jestem "Bandziorem" na usługach jakiegoś zioma. Pewnie jest za nim ktoś wyżej ale nie wolno było nam zadawać pytań. Brudna robota...
Tak więc... Dzisiejszy dzień był naprawdę okropny. Misja szła sobie w najlepsze~, dopóki nie wkroczyliśmy na teren zoo…. Od kilku lat nie byłem tak strasznie zaskoczony wojennym zgiełkiem. Już nie pamiętam kiedy każda taktyka nie działała na polu bitwy.
Spotkałem dziwny posąg który chyba był nowym wynalazkiem technicznym z kosmosu. Pieprzeni Saiyanie – Pluję na nich! W zwykłym popiersiu ładować jakieś pieprzone lasery siłą przypominające całkiem niezłe Ki-Blasty! Gdyby tylko tak to wyglądało to uwinęlibyśmy się bardzo szybko, ale po niecałej minucie zobaczyłem KI blasta który nie leciał w moim kierunku tylko nade mną, więc zatrzymałem się. To był błąd, iż usłyszałem wybuch i kule ognia. Płomienie spadały z nieba, niczym w czasie apokalipsy. Pierwszy raz od dawna użyłem swojej umiejętności latania, aby szybciej uniknąć dziwnego ataku. Teraz trzeba było być jeszcze pilniejszym przez obszarowe ataki. W końcu po kilkuminutowej batalii zdołaliśmy przeciąć posąg. Wtedy też zauważyliśmy Pandę która stała za pomnikiem. Miała na łbie papierową czapkę w kształcie łódki. Trzymała tez prawą łapę po której ciekła mała struga krwi. Chyba byłem nieostrożny i przeciąłem posąg za głęboko, ale była to bardzo niepokojąca(denerwująca też) maszyna. Gdyby ziemia miała takie cuda techniki…

Co było najgorsze?!?! To że zanim przyszedł ktoś ze świty zoo byliśmy zamknięci w tej klatce… PIEPRZONA FURTKA Z ZATRZASKIEM!

~~~~~~~~~~~~POWRÓT DO AKCJI~~~~~~~~~~~~~~~


O co chodzi z kulą ognia spytacie? Cofnijmy się trochę.

Konkuro zauważył że Ki blasty nie działają. Piękno ich uników nie umywało się do niego. Oni byli na zupełnie innym poziomie. Tak silni, a zarazem tak niesamowici. Gdyby tylko nie obrażali jego dzieła, to Konkuro pozwoliłby im żyć. Jednak nazwanie jego wspaniałej rzeźby tym czymś sprawiło w jego sercu ogromną nienawiść i żądze mordu. Potrzebował większego jebnęcia. Wtedy obok swojej tali zauważył kanistry benzyny, więc lewą ręką łapał i posyłał je wysoko w powietrze celując w nie ki blastami. Z początku odniosło to skutek lekko przypiekając bandziora który był nieostrożny i stanął w miejscu, myśląc że Ki-B go nie dosięgnie... Taktyka jednak okazała się nieskuteczna. Ich szybkość jeszcze wzrosła, a nawet lewitowali robiąc uniki. To umiejętność latania! Ale takie coś… KIM ONI SĄ?!

Kilka chwil później skończyłem z zakrwawioną dłonią i szlochem pod nosem. Łapa spływała szkarłatem robiąc mała kałuże. Przez jakiś czas patrzyłem się na nich z nienawiścią. Jak i czułem ich karę boską, będąc w jednej klatce ze mną. Jednak nie wykonałem żadnego ruchu…
Światło okalało całe moje ciało a ja prowadziłem wewnętrzny monolog.
Kiedyś was dopadnę i zapłacicie mi wysoką cenę za ten żal, ból, stratę mojego posążku boga. Moja zemsta będzie okrutna, a ja będę o was zbierał każdy skrawek informacji. Będę waszym wrogiem działającym zza krat. Może będę torturował, albo wyjawię na światło dziennie każdy mrok waszego życia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~TIME SKIP~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trzech ochroniarzy weszło do Klatki gdzie kiedyś znajdywały się Pandy. Jednak dzisiejszego dnia zniknęła największa chluba tego Zoo. Popularność tego zwierzaka musiała doprowadzić w końcu do jego porwania. Najgorsze było to, że ta klatka nie posiadała żadnych zabezpieczeń. Wszystkie kamery szlag trafił przez dziwne zjawisko z księżycem pozwalające zadziałać niepostrzeżenie komuś, kto przywłaszczył sobie własność ogólno-miastową.
Na środku na kolanach był rosły mężczyzna o przystojnych rysach twarzy. Jego oczy i usta okazywały bycie bardzo przybitym, tak jakby kilka dni temu stracił coś cennego. Jakby jego sens życia wyparował. Od razu stał się podejrzanym, lub dobrym źródłem informacji. Konkuro podniósł dłonie w kierunku nowo przybyłych osób.
Trzech mężczyzn założyło mu na ręce kajdanki. Okrążyli go i złapali pod pachami podnosząc w górę. Mężczyzna w biało czarnym futrzanym płaszczu szorował nogami po ziemi będąc ciągnięty w nieznanym kierunku. On…On… Wyniesiony został z Zoo

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Didi "Smoczur"

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 14/12/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Sro Maj 03, 2017 11:23 pm

Klatka ze smokiem wylądowała w ZOO, a było to ciekawe miejsce, pełne woni zwierząt. Smoczór słyszał że ida o nim z kimś rozmawiać ale jakoś nie miał psychicznej siły skupić się na rozmowie. Jednak moment od wejścia łowcy do zabrania klatki z nią tam, był wyjątkowo krótki. A osoba której jeszcze nie znała i nie była jednym z łowców długo ją oglądała przez kraty i szturchał czymś co gad szybko pochwycił i wciągnął do klatki by pogryźć
"Umie używać łap, ciekawe. Biorę" Usłyszała nim znów ją przeniesiono do jakiegoś ciemnego pomieszczenia. No ale dano jej jeść przez kraty. Nie od razu ale dano. Mięso było smaczne lecz po nim zakręciło jej się w głowie i straciła przytomność. Nie mogła się ruszyć i mało do niej docierało lecz czuła że jakieś ręce ją dotykają, mierzą, ważą. Nie kontaktowała na tyle cy zrozumieć co się dzieje ale jedno było dla niej pewne ściągnęli jej płaszcz. Na jej szczęście leżała na nim w klatce gdy znów wróciła do siebie.
Czuła się teraz obserwowana, a ciasna klatka nie pomagała. Zwinęła się i nakryła płaszczem. Co prawda znów dano jej jeść lecz nie tknęła mięsa. Poprzednio było tylko mięso i było w nim coś dziwnego, temu teraz zjadła owoce i jakąś dziwną kleikową maź lecz mięsa nie tknęła nauczona poprzednim razem. Naliczyła jeszcze cztery posiłki nim poczuła ukłucie i świat zawirował. Znów zatopiła sie w ciemności.
Smoczór powoli otworzył oczy. Jego klatka była otwarta? Zdziwił się srodze tym faktem i niepewnie z niej wylazł lecz to co ujrzała nie było wolnością. Jej jedno oko wyraźnie widziało siatkę i jakiś tłum patrzący w jej kierunku. To było dziwne i kilkoma skokami. omal się nie wywracając, znalazła się przy niej. To wywołało nie małe poruszenie i dziwne ale podobało jej się jak ludzie nagle odskoczyli od zabezpieczenie.
Zaciekawiona Didi uniosła łapę i przejechała po siatce zbrojną w pazury łapą. Siatka była zbyt gruba by jej działania ją uszkodziły ale musiała sprawdzić. No może była nawet zawiedziona że nic to nie dało, Odskoczyła i rozglądnęła się po większej klatce. Miała dach więc odlecenie odpadało. No ale była też woda i chyba coś na kształt jaskini. To ostatnie zaciekawiło Didi i tam kilkoma susami podskoczyła i zaczęła ją oglądać, węszyć. Nie podobała jej się ale było coś w niej znajomego. Weszła zaciekawiona zapachem i znalazła to. Jej serce zabiło radośnie gdy okazało się że jej płaszcz był w środku. Przez radość nie zauważyła jednego. Szklanej powierzchni na końcu i przyklejonych do niej małych twarzyczek. Były to dzieci, coś co jak zobaczyła to szybko uciekała z nory. No jeszcze nie tak szybko bo cofnęła się po płaszcz.  To miejsce zaczynało ją niepokoić. Czemu aż tyle oczu na nią patrzy? Zaczęła biegać na około klatki aż w końcu znalazła jakiś ciemnu kąt gdzie zakrywając się płaszczem nie była aż tak widoczna. Dopiero gdy zjawił się posiłek to ostrożnie do niego podeszła. Ryba? Zaczęła ją jeść. Wiedziała że ją obserwują, cały czas to robią a to strasznie drażniące. No i te wszystkie zapachy. Środek otępiający powoli tracił swoją moc i już mogła wyczuć że w okolicy jest co zjeść. Te wszystkie zapach drażniły jej nos i znów czuła mocny głód mimo jedzenia. Przyspieszyła jedzenia i gdy już skończyła podeszła do wody która robiła za coś w rodzaju basenu w klatce. Cały ten czas poruszała się powoli obserwując ludzi. Chwilę później szybko odrzuciła płaszcz i poskoczyła do góry używając skrzydeł, odbiła się od "sufitu", by z wielkim rozpryskiem wskoczyć do wody. Chociaż kontakt z wodą był dość mocny i bolesny to się zaśmiała. ochlapała ludzi i się odsunęli. Jednak miała tu jakąś władzę. Musi ką tylko wykorzystać. Nabrała wody w pysk i podeszła bliżej krat. Zaczęła nią sikać i co dziwne ci mali ludzie. Miniaturki o małych twarzyczkach i niskim wzroście, ze śmiechem zaczęli celowo biegać i unikać jej "strzałów". No ci dorośli i chyba ich opiekunowie, reagowali na swa sposoby. Albo im pozwalali albo brali. Didi uznała to za dobrą zabawę i trening celności.
I wszystko było by dobrze gdyby nie jakiś geniusz co oblał ją jakimś dziwnym ciemnym napojem z butelki o czerwonej etykiecie. Reakcja mogła być jedna! Tylko ona ma prawo kogoś oblewać, a ten kto to robi jej to musi spłonąć. Smoczur nabrał powietrza i chwile później zionął ogniem, co wywołało ciekawą reakcję i popłoch, no i coś czego się nie spodziewała. Siatka, a ścisłej jej plastikowa obudowa zaczęła płonąć, może nie cała ale wystarczyło nieco kapiącego plastiku by zapaliło się nieco ściółki i podłoże klatki. W pierwszym odruchy smoczur odskoczył. Nie bał się o siebie lecz o płaszcz, który szybko zamoczył w wodzie. Myślała o tym jak zabawnie ludzie panikują i że będzie musiała to powtórzyć. Żałowała też że zabawa z oblewaniem dzieci się skończyła. No i coś sobie uświadomiła. Dym jej dokuczał i przydało by się ugasić ogień. Płaszcz zostawiła w wodzie i podeszła do ognia. Nie czuła strachu lecz fascynacje. Powoli włożyła łapę w ogień. Dla niej jako dla smoka było to dość przyjemne uczucie tylko ten dym... Usłyszała jakiś krzyk i po chwili jakaś pianka pokrywała ją i miejsce gdzie przed chwila był ogień, a po drugiej stronie krat stał pracownik ZOO z gaśnicą. Na jego szczęście zdążył zareagować i gdy Didi miała już zionąć ogniem nagle pianka znalazła się w jej ustach, prze co jej zemsta nie wypaliła i sama gadzina odskoczyła i wpadała do wody. Rozwścieczyła się i po wypłukaniu ust już miała znów próbować zionąć gdy coś wpadło w jej pysk. Widziała że to rzucił ten kto potraktował ją tym białym świństwem, lecz to co rzucił było smaczne! zaskoczyło ją to i wyciągnęła pazurami z pyska ten mały, okrągły przedmiot, nie znała go ale był dobry. Spojrzała na opiekuna. Ten pokazywał chyba ze trzeba go ssać, więc spróbowała i kąciki jej pyska uniosły się. To było jeszcze lepsze jak się ssało. No ale się skończyło i otwarła pysk licząc na więcej
"Ostatni"
Padło jedno słowo nim dostała kolejnego łakocia. Już z nim podbiegła do wody, by wydobyć z niej połaszcz i razem z nim udać się do imitacji nory. Tam zasłoniła właśnie płaszczem szybę i zwinęła się w kłębek. Czuła się zmęczona i radosna. To był jej zdaniem miły dzień. No ale mogło być lepiej. Żadna jej zemsta nie przyniosła pożądanego efektu lecz jutro też jest dzień.
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Maj 09, 2017 5:50 pm

Konkuro ledwie zaopatrzył się w swój strój a usłyszał już o problemach z nowym nabytkiem Zoo. Była panda nie pamiętał, aby kiedykolwiek usłyszał ryk smoka, albo trzepotanie skrzydeł. Właśnie dlatego dokładnie wypytał się zabieganych ludzi. Pobiegł natychmiast do spiżarni, myśląc że smoczek jest po prostu głodny. Zastanawiał się na głos, co on może jeść.
-Najprawdopodobniej je mięso. Przecież takie stworzenia powinny zywić się innymi i byc na szczycie łańcucha pokarmowego, a nie jak zwykłe cioty zajadać się jabłkami/owocami/warzywami. Taka istota powinna wpierdzielać inne mocne stwory i rosnąc w siłę. Jednak wtedy nie wyjaśniałoby to faktu, że do tej pory jest głodny... Czyżby nikt już na to nie wpadł?
Pierd*ę wezmę cukierki owocowe.

Kierując się pokrętną logiką i łutem szczęścia zabrał to. Wędrując zobaczył jeszcze zajebistrzy okaz ludzkiej "MONDROŚCI". Smoka ziejącego ogniem... Zabrać do klatki z Plastiku... GJ! Zarząd tego Zoo, jest naprawdę na OGROMNYM poziomie! Podbiegł w swoim uniformie pracownika Zoo i rozdarł mordę na cały głos
- Dajcie do uja Pana gaśnicę!
Konkuro gasząc najpierw na zewnątrz, po chwili wskoczył do środka z cukierkami rozwalającymi mu kieszenie. Zobaczył młodego smoka który zaczął rozdziawiać w jego kierunku paszczę! Konkuro o mały włos zdążył tylko użyć gaśnicy prosto w ta "lwią" paszczę. Widać gaśniczy detergent nie przypadł smokowi do gustu, bo ten wskoczył do wody czyszcząc paszczę.
Właśnie po tym główny bohater wykluczył karmienie jej gaśnicą. Natychmiast skoczył sprawdzając swoje przeczucie i upychając jej do gardła smakołyk. O mało nie zemdlał gdy smoczur wypluł to! Czyli jednak lubi mięso! Jak bardzo mam przesrane?!
Wtedy Konkuro zaczął się krztusić, bo mucha wpadła mu do gardła. Z niechęcią musiał to przełknąć. Smakowało to trochę jak mięsko z kury. Dziwnym trafem zwierzę załapało, że cukierka trzeba było ssać. Stała teraz z rozdziawioną paszczą, a Konkuro trzymał kurczowo gaśnice obawiając się, że zionie zaraz ogniem. Jednak gdy wywaliła język i zachowała sie jak uroczy piesek, wiedział już co ma zrobić.
- Ostatni- Wymruczał i rzucił w górę. Trochę niechętnie ale podszedł i pogłaskał smoczka na główce.
Wieczorem Konkuro zabrał się do zmiany klatki, na wysoko hartowane szkło, z domieszka kilku specjalnych składników, które zwiększyły odporność na wysoką temperaturę. Można było to ewentualnie lekko ubrudzić sadzą! Na ranek przed norą smoczka przygotował prawdziwą ucztę. Wyłożył wiele gatunków warzyw, owoców, a nawet mięs, aby sprawdzić co ten gatunek lubi spożywać! Jednak nigdzie tam, nie było żadnych słodkości. Zamiast tego poczekał, aż smoczek wyjdzie, ruszy coś z tego jedzenia. Da mu wskazówki co ma następnym razem przynieść, a potem dopiero wejdzie i da w nagrodę jakiegoś łakoci'a. Konkuro wpadł również na ciekawy pomysł, mając jeszcze jednego Asa w rękawie.
Powrót do góry Go down
Didi "Smoczur"

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 14/12/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Maj 09, 2017 6:53 pm

Smoczur po wydarzeniach ostatniego dnia spał smacznie. Na tyle smacznie że nie zauważył że coś się działo z jego klatką. Dopiero rankiem gdy wyszła okazało się że jest inaczej niż wczoraj. Jeszcze nie była głodna więc jedynie popatrzyła na jedzenie i podbiegła ku szklanemu ogrodzeniu. Było ciekawsze niż siatka i dotknęła je łapą. To było dziwne. Znała szkło z laboratorium lecz to zdawało się inne. Ciekawsze bo o wiele większe niż w oknach. Tylko czemu nie siatka? Wtedy mogła przynajmniej bawić się z tymi karłowatymi ludzi, czy jak kto woli dziećmi.
Przejechała po szklanej powierzchni parę razy pazurem i zeszła ku jedzeniu. Zaczęła je oglądać i oceniać. Wzięła w łapę kilka owoców i powoli je obrała dzieląc na kawałki. Te wedle sobie znanej logiki przydzieliła do mięs i zaczęła zjadać zaczynając od boczku z jabłkiem. Nie ograniczyła się do pojedynczej potrawy, lecz wmusiła w siebie wszystko. Od krwistych steków, przez ryby po owoce, a nawet szpinak, chociaż ten ostatni bardziej z łakomstwa. Potem położyła się brzuchem do góry mrucząc bardzo cicho
-Dużo-
Tak teraz czuła się najedzona, a nawet przejedzona jednakże szkoda jej było by jedzenie się zmarnowało. Przecież było takie bezbronne i na jej terenie. Tak logika smoków jest ciężka do ogarnięcia. Ale jak dają to czemu nie zjeść? Gadzina po pewnym czasie poruszyła się i podeszła do wody by się napić. Tak to był dobry pomysł i poczuła się o wiele lepiej. No zjadła by jeszcze coś słodkiego, no ale z tym może być problem bo teraz nie ma jak wrzucić jej słodyczy co nie? To może być problem.
Smoczek wstał i spojrzał w stronę legowiska. Płaszcz był w nim bezpieczny więc gad zainteresowany po wczorajszym zdarzeniu ział ogniem w podłogę, lecz nic nie zapaliło się i nie miał jak pobawić się z ogniem. Podrapał się za uchem myśląc "czemu wczoraj się udało coś zapalić a dziś nie?" Didi była wielce zawiedziona swoim niepowodzeniem. Jednakże po chwili znów poczęła szukać i co jakiś czas zionąć ogniem i znalazła. Coś się zapaliło i smoczór z ciekawością zaczął zabawę ogniem. najpierw dotknął go łapą, a smocza skór nie zrobiła sobie z niego nic, lecz był to młody smok i czuł ciepło. Za wiele ciepła by długo trzymać w nim łapę, jednakże chwila po za nim wystarczyła by całe gorąco zniknęło i smok znów zaczął zabawę z ogniem i podnoszeniem węgielka. Ciekawiło go to zjawisko i zaskakiwało, "ludzie wcześniej tak dziwnie zareagowali na ogień, może im coś robi? Muszę to przetestować". Pomyślała samica i wzrokiem zaczęła szukać jakiegoś "obiektu badań" który byłby w zasięgu i nie byłby schowany za powierzchnią szkła.
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Czw Maj 11, 2017 2:46 pm

Konkuro widząc jak smoczek zjadł wszystko co przygotował, dowiedział się że jest wszystkożerny. Była to ważna informacja. Był zadowolony ze swoich krótkich aczkolwiek badań, więc przeszedł przez furtkę.
Na jego prawej nodze zwisała gaśnica, w razie kłopotów. W kieszeniach znów miał po cukierku. Na jego plecach zwisała ciężka i spora rzecz podobna do karabinu z wielkim baniakiem nad nim. Po jego lewej stronie była płyta sięgająca mu od ziemi aż po pachę. Była lekko wyprofilowana. Konkuro zamierzał wykorzystać swojego Asa z rękawa, aby przypodobać się zwierzęciu. Rzucił mu w bajoro Smakołyk, cuksa który ostatnio mu tak posmakował. Zapewne będzie musiał po niego zanurkować. W tym momencie wystartował do jego jaskini/leża. Na spodzie położył ta lekko wyprofilowaną płytę, tworząc wyglądem miskę. Zadowolony z miejsca które wybrał stanął w wejściu i pomachał do smoczka, próbując zaprosić go do środka. Wyjął cuksa nim machając i położył go dokładnie przed nową płytą. Gestykulując rekami chciał pokazać istocie, aby zionęła ogniem na "nowe leże" - uwaga stop używany do płyt indukcyjnych!-. Dzięki temu będzie mógł zachować w Jaskini wysoką temperaturę, i wygrzewać się gdy będzie to potrzebne. Dla Konkuro wydawało się, że Smoki Ogniowe potrzebują gorącego otoczenia, dzięki czemu wpadł na ten pomysł.
~~~~Jakiś czas później
Konkuro stał naprzeciw smoka ściśle trzymając swoją broń uwieszoną poprzednio na plecach. Pociągnął za kurek i w stronę smoka poleciał strumień wody pod ciśnieniem, a sam po tym dał dyla i schował się za skałą. Czuł się jakby rozgrywał udawaną bitwę między łowcą a zwierzyną. Każdy z nich pewnie coś wyniesie z tego... Co najmniej trochę dobrej zabawy! W końcu dzień wcześniej sikał na ludzi patrząc, jak się śmiesznie zachowują. To teraz ma prawdziwą zagwozdkę, bo ziemianin oddaje mu pryskając i porusza się od skały do skały.
Kilka osób zebrało się naokoło klatki oglądając udawaną bitwę i kibicowało a to ziemianinowi, a to młodej istocie, która nabierała wody w paszcze i psikała w Konkuro. W pewnym momencie były pandzich dostał takim ciśnieniem, ze odbił się od wzmacnianej szyby. Z uśmiechem na ustach popatrzył na smoczka i ukłonił się. Kontynuując po chwili i przyśpieszając swoje ruchy. Wleciał do jego jaskini i mocno ściskając rękojeść. Czekał, aż ten pojawi się w przejściu.

OCC: Zadanie dla ciebie, opisania walki rodem ze śmigusa dyngusa.
Powrót do góry Go down
Didi "Smoczur"

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 14/12/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Sob Maj 13, 2017 11:27 pm

Smok niemal od razu gdy zobaczył jakiś ruch na wybiegu, co przy jednym oku było utrudnione, spojrzał w tamtym kierunku. Chyba kojarzyła tego człowieka! A tak miała go spalić. Smoczur pewnym ruchem chwycił płonący przedmiot i zaczął zbliżać się ku człowiekowi. Miał konkretny cel i nie miał zamiaru dać się obłasa... Cuks! I całe zamiary szlak trafił, a gad przy wtórze dźwięku gaszenia ognia wskoczył do wody. Skrzydłami niczym rozgarnął wodę i dorwał smakołyk. Uwinął się i gdy znów nabrał powietrza dostrzegł coś niepokojącego. No i wkurzającego. Człowiek był w jego leżu! Ta zniewaga krwi wymaka! Didi ruszyła podskokami lecz cel z spalenia twarzy na dorwanie cuksa dość szybko się zmienił. O tak te były dobre i nie mogła się powstrzymać. No i te gesty opiekuna. Jednooka uniosła brew starając się go zrozumieć. "Co to za debil? Mam na to napluć? O co mu biega?" Zastanawiała się i dopiero za którymś razem gdy chyba udawał podpalonego przez ogień załapała. No w sumie nie ziała w legowisku to czemu nie? Jednak najpierw weszła do środka i wyciągnęła swój płaszcz. Wolała nie ryzykować. Położyła płaszcz za sobą i rozłożyła skrzydła niczym ścianę  przeciw ogniową. Z pyska wydobył się ogień i gadzina poczuła rozczarowanie. Nie paliło się ale... Dotknęła płyty czując ciepło pod łapą. To było ciekawe. Badała to coś dłuższy czas lecz chwila... On tu dalej był?

Powoli opuściła leże patrząc na samca. Ciekawy osobnik ale co on robi! Nie zdążyła się uchylić jednak odruchowo zamknęła oczy. To nie był strzał z czegoś bolesnego? Dotknęła łusek, były mokre co ją nieco wkurzyło, przecież to jej teren, a on śmiał ją zaatakować?  Zionęła w jego kierunku dalej dotykając mokrego i myśląc. Przecież to nie jest lepkie więc to nie to czym zaatakował ją tamten młodzik wtedy. Uniosła łapę i powąchała, nic nie poczuła po za własnym zapachem i już miała polizać łapę gdy padł drugi strzał w nią. Poczuła to na języku. Zwykła woda, a samiec chował się za skałą? Czy on chce wodnej wojny? Niech mu będzie. Smoczur w paru susach był przy wodzie i nabrał jej w usta. Czas na zemstę. Tak też dopadła do skały gdzie był poprzednio panda i... Nie ma go? Dostała z boku więc popatrzyła tam i skoczyła w jego kierunku, teraz go miała! Chwila co? Nie było go już? Dostrzegła ruch i zaatakowała wodą. O ta trafienie. Ucieszył ja ten fakt i znów zaatakowała lecz odskoczył i sam zaatakował. Tym razem smoczur użył skrzydeł jak parasola po czym pobiegł do wody nabierając jej na kolejne strzały. Powiedzieć jednak że smok nie czuł się zirytowany to nieco za wiele. Wkurzało ją że wodna amunicja samca zdawała się nie mieć końca gdy jej już sie skończyła. Przecież będąc tu była wystawiona na atak więc musiała być czujna. dostrzegła ruch i podskoczyła, tak dobrze jej się wydawało. Niestety jej atak z lotu też nie sięgnął celu i szybko zanurkowała w tym, kierunku by z ziemi zaatakować. Czy dobrze jej się wydawało że się potoczył? ciekawe jej się to zdało i może kiedyś to wykorzysta do obrony ale teraz ważniejsze, znów brak amunicji, a samiec wystawił broń i głowę zza skały. Udała że ma ziać i uśmiechnęła się do siebie odskakując do wody. Nabrała go i gdy znów się wystawił zaatakowała strumieniem wystrzelonym do góry. Niestety ten jedynie trafił tuż przed skałą. Nieco za duży kąt i za słabo. Lecz to da się naprawić. Drugi strzał trafił za skałę lecz nie w samca. Jego już tam nie było. Był płochliwy i szybki jak zając. Skoczyła ku wodzie i odwróciła się niespodziewanie rozwierając szczęki. Złapała w nie wodny strzał i wystrzeliła go z powrotem. Tego się nie spodziewał, a gadzina uśmiechnęła się patrząc na mokrą twarz. Wyglądał zabawnie ale nie było czasu. Doskoczyła do wody i zaatakowała ponownie. Otrzeźwiał dość szybko by zrobić unik i zaatakować. Smoczur jednak się przetoczył i połknął resztę wody lekko się krztusząc. Nie spodziewał się że przetoczenie to takie dziwne uczycie. Chwile minęło nim Didi doszła do siebie, a otrzeźwiło ja kibicowanie. "Smoczek! Smoczek!" ktoś skandował. Ciekawe to było i postanowiła zrobić coś ciekawszego. Nabrała wody i skoczyła za skałę. Zaatakowała raz. Nie trafiła i przeskoczyła za inna skałę, samiec też się poruszał, zaatakował, ona też odpowiedziała wodnym atakiem. Ataki się minęły i młoda skoczyła w stronę wodopoju, jej jedno oko zaobserwowało że samiec się wychylił. Poczuła ciepło w gardle jak przed ognistym strzałem, a woda która była w jej pysku wystrzeliła pod dużym ciśnieniem. Musiała zapamiętać że tak się da bo to może się przydać. Ciśnienie odbiło samca od szyby ale skąd ta woda? Wystarczyło zmniejszyć ilość wystrzelanej w poprzednich strzałkach i nieco zwiększyć ciśnienie. Ciekawe czy samiec zauważył że woda zaczęła być podgrzana? Widziała jak ten się jej kłania gdy nabierała wody i jak pędzi do jej jaskini. To złe. Pobiegła za nim i nie podtrzymując się zaatakowała ciągłym strumieniem wody. Zasłaniała się skrzydłami przed jego pociskiem, a gdy już była w przejściu rozłożyła je blokując mu drogę ucieczki
-Teraz cię mam-
Zwróciła się do niego powoli idąc w jego kierunku.
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Maj 16, 2017 10:17 pm

Nie wiadomo dlaczego ale w swoich myślach mały diabełek cały poprzedni czas nawijał jakieś farmazony w stylu
" Debil, debil, debil, co to za debil? Mam na to naszczać? O co mu interere? No debil jakiś no!. Były pandzioch wcześniej na spokojnie próbował tłumaczyć dalej, przy tym robiąc takie pozy, gdzie Kim Kardas**n by się powstydziła, a nawet ten Łysy z brezz*s! W pewnym monecie nawet zatańczył próbując pokazać, "że się pali". Wreszcie coś zaczęło się dziać, bo smoczek wyjął najpierw swój płaszcz, a dopiero potem nareszcie zionął ogniem. Konkuro zdziwił się wyrazem paszczy smoka, jakby mu się nie podobało... NOSZ W DUPE a chciał takim mykiem polepszyć jego bytowanie. Już miał się zabierać do wyjścia z jaskini, jak ten łapą dotknął płyty! Konkuro patrzył się na smoczka który z zadowoleniem sprawdzał ciepło nabytku w leżu. Zamyślając się został wyrwany dopiero jak poczuł swąd żądzy zbicia kogoś na kwaśne jabłko. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że istoty nie lubują się za bardzo gdy ktoś nachodzi je na chacie. To jak tacy nieskromni "jeho*i", gdy tylko lekko uchylisz drzwi to przez pół dnia będziesz odpowiadał na głupie pytania, a na końcu wyprany z emocji pójdziesz spalić obiad i prasować naczynia. To właśnie jedno z tych odczuć wyczuwał w atmosferze. Szybko biorąc w tył zwrot, na wyższym biegu przeleciał przez wejście.
Konkuro o mało nie zszedł na zawał, gdy przed sobą zobaczył ogień z paszczy istoty. Gaśnica jednak uratowała mu dupę, dziękuje ci o łaskawy wynalazco narzędzi do tresowania smoka... Tej oto gaśnicy i tych smakowitych cuksów. Konkuro widząc smoka nabierającego wody, obliczył mniej więcej czas potrzebny na podejście i wyskoczenie za skałę, aby w odpowiednim momencie zajść zboku... (Drogi czytelniku, wiem że napisałem "zboku", ale zapewniam- główny bohater nie jest gejem)
Konkuro lekko spanikował, gdy widział odruch smoka, jakby chciał ziać ogniem - Ale tak się nie bawię! To niezgodne z zasadami! - Wypuścił z rak spluwę i już miał łapać za gaśnicę, martwiąc się czy zdąży. Stał przez chwilę wryty, patrząc się jak istota zamiast tego doskakuje do wody, bo skończyła się jej amunicja... Ehhh a była taka piękna okazja do ataku. -  CWANIE!
Konkuro wyczuwał lekkie podniesienie temperatury, ale było to mu na rękę, iż poprzednie strzały delikatnie mówiąc - piździ*ły!- Woda była na tyle chłodna, że aż dziwne. W duszy dziękował smoczkowi, że dobierał specjalnie pod niego temperaturę. Na pewno tej istocie podobała się ta zabawa w udawaną wojnę.
Konkuro podobała się akcja, gdy widział przed sobą smoka który był dla niego jak jadący na niego czołg. Strzelał w niego wodą, ale ten zasłaniał się pod "grubym pancerzem", będącym jego skrzydłami. z samego początku miał plan uciec małym otworem wentylacyjnym na końcu jaskini, w sam raz dla człowieka, ale widząc dumę smoka i jego paszczę w wygranym geście pomyślał, że nie jest wstanie zrobić czegoś takiego... Jednak pragnąc uhonorować ciekawe zawody jego ciało lekko się uniosło i zawisło w powietrzu. Pierwszy raz użył umiejętności latania. Na pewno zostało to zauważone, więc znów buty zetknęły się z podłogą a sam konkuro pokazał uśmiech. Schował swoją broń, za plecy i podnosząc ręce do góry w geście kapitulacji.
Rękę włożył do kieszeni i wyciągnął ostatni smakołyk powoli podchodząc do smoczka.
- Świetnie się bawiłem. To twoja nagroda i przekupstwo.
Rzucając to tej istocie zbliżał się powoli robiąc małe kroczki. Poczekał na koniec konsumpcji i podszedł do smoka delikatnie obejmując jego paszczę i dotykając swoją "mordą" wykonał gest "Tuliiimy". Tak jak wcześniej powiedział "I przekupstwo", za pozwolenie na dotknięcie i delikatnego tulaska do smoka.
- Mam nadzieję że się zaprzyjaźnimy, jeśli rozumiesz co mówię.
Konkuro w głębi duszy nie był do końca pewny, czy istota zaraz go nie dziabnie, albo nie będzie próbowała ziać ogniem. Jednak nawet przez chwilę nie położył łap na gaśnicy, jakby ufając temu drugiemu. Miał nadzieje, że improwizowana wojenka, choć odrobinę zbliżył opiekuna do zwierzaczka. W końcu, gdyby mu się coś stało, kto dawałby istocie te cukierki? Lub który próbowałby nawiązać kontakt ze zwierzęciem zamiast zwykłego dokarmiania?
Dla konkuro ten smok był młody i też musiał się wyszaleć. Pewnie jest mu trochę smutno z tego powodu, więc dobry opiekun powinien "czytać w myślach" swojego zwierzaczka. Pełna wiedza o drugim na pewno nie jest możliwa od tak. Każdy z nich musi się starać i próbować łapać kontakt.
W końcu były pandzioch nawet przez chwilę nie próbował zrobić krzywdy, a za to poświęcał swój cenny czas w którym mógłby już obrobić większość klatek. A może po prostu się obija?

P.S. Edytuj profil i dodaj swoje Staty, aby było je widać jak i życie, Ki itd.
Powrót do góry Go down
Didi "Smoczur"

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 14/12/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Sro Maj 17, 2017 2:19 pm

Didi nieco się zdziwiła widząc unoszącego się nad ziemia opiekuna ale czy znała ludzi na tyle by to wykluczyć z normalnych zachowań? Niestety, a może stety, nie. Cukierki były czymś czego smoczek sobie nie odmówił. Smakowały jej więc bez jakich kol wiek zahamowań zaczęła je jeść. Zdziwiło ją że po wszystkim samiec do niej podszedł. Ale czy to źle? Mówił że dobrze się bawił, a więc nie narzekał, a to już plus. No i te cukierki to jej nagroda. Aż miło się jej zrobiło. Tylko ten gest który zrobił, nie była przyzwyczajona i musiała zapytać
-Czy ty mnie podrywasz?-
Powiedziała poważnym tonem mową ludzką. Cały czas rozumiała co do niej mówią i mogła coś powiedzieć ale ludzka mowa zdawała się taka dziwna. Skrzeczenie wyrażające słowa z naciskiem na emocje było znacznie lepsze.
-Po za tym czym jest przyjaźń w twoim rozumieniu?-
Zadała pytanie w pełni poważna. Wszak w tym momencie ich przyjaźń była by czymś w rodzaju relacji więźnia z dobrym opiekunem, a to już przerabiała i tracić drugiego oka nie zamierzała. Postarała się odsunąć lecz dalej grodzić wyjście "pandzie". Jeśli by ją przekonał że jego definicja przyjaźni może przynieść jej korzyści to pewnie dała by mu się znów przytulić, a sama objęła go skrzydłami. W końcu czemu nie? Jak na człowieka zaliczał sie do tych miłych. No po za tą oszukiwaną wodną bronią którą by najchętniej spaliła.
Właściwie zastanawiało ją jak samiec zareaguje na jej pierwsze pytanie, wiedziała że powinien się co najmniej zawstydzić lub poczuć lekkie zażenowanie, chociaż kto go tam właściwie wie, to człowiek, a z tą rasa nie ma dobrych relacji i może to kolejna osoba o dziwnej obsesji lub pasji? No kto normalny wchodzi do klatki smoka by walczyć z nim na wodę? Czy on był rąbnięty? Może lecz Didi nie chciała rozważać go pod tym kątem, wierzyła że po prostu jego instynkt samozachowawczy został uszkodzony, a samiec jest nie szkodliwy
-Didi, tak mnie nazwali-
Przedstawiła się, w końcu znajomość imion to chyba podstawa do budowy relacji. No przynajmniej tak jej się wydawało. Jednakże to może być tylko coś co sobie ubzdurała, chociaż była pewna że gdzieś to czytała lub usłyszała.
Z niecierpliwością popatrzyła na samca. Ciekawe czy jakby uciekał tym małym tunelem(wentylacją) to jej ogień upiekłby go czy spalił doszczętnie. Nieco szkoda by go było lecz pewnie gdyby nie to że się poddał i jakby zaczął uciekać, to nie miała by oporów w ataku. W końcu to ona tu jest najwyżej w hierarchii żywieniowej, a wszystko inne da się zjeść(przynajmniej tak jej się wydawało, temu ludzie i ich metody łapania smoków irytowały ją do granic możliwości)
Ostatecznie jednak usiadła owijając przednie łapy ogonem i czekając. Ta sytuacja przypominała jej nieco pierwszy moment gdy się odezwała. Był równie niespodziewany, ale ludzka mowa jest taka dziana i mało skomplikowana, nie wyraża żadnych uczuć. Można nią manipulować jak się chce. Zwierzęca to dawka emocjonalna mówiąca co chcesz powiedzieć, chociaż nie mogła zaprzeczyć że nikt nią nie manipuluje. Nie słyszała jeszcze żadnego smoka po za sobą więc nie była pewna czy smoki też tego nie robią. One gdyby się postarała to pewnie zmanipulowała by przekaz zwierzęcej mowy. Tylko jedno co było w ludzkiej, a w zwierzęcej było żmudne do wyrażenia, stanowiło jej ubolewanie i odczucie braku w tej mowie. Sarkazm. Przecież to było takie ciekawe. Jedna z tych rzeczy które można powiedzieć że mądry wyśmieje a głupi nie zrozumie. Wśród zwierząt czuła się mądra i nie mogła wręcz potrzymać uśmiechu myśląc jak wiele z nich nie zrozumiało by sarkazmów.
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Czw Maj 18, 2017 4:46 pm

Konkuro stał przez chwilę jak wryty słysząc jej ludzkie słowa. Przez jego głowę myśli latały niczym na niem*eck*ej autostradzie. Najpierw zastanawiał się nad bezsensownością podrzucania jej jedzenia, gdy mógł prosto z mostu zapytać! Potem czuł się jak Kenz... Wróć! Idiota który pokazywał działanie płyty grzewczej, zamiast po ludzku wytłumaczyć w kilku słowach. NO WŁAŚNIE?! Czemu za uja, nie mógł porostu cokolwiek powiedzieć, a bawił się w gów... Wróć! Głupie szarady! Czuł się jakby uszło z niego życie a sam opuścił swoją głowę wpatrując się w ziemię. Zabawa w udawaną wojnę była spoko, jednakże w tej sytuacji mógłby używać słownych utarczek! Ale do uja pana, skąd miał wiedzieć?!?! Czując napięcie na całym ciele ledwo wymówił odpowiedz na pierwsze pytanie smoka.
- Nie, wybacz nie jestem Gejem.
Jego myśli rozpierzchały się w każdą możliwą stronę i myślał o bezsensowności swojej egzystencji. Popełnić tyle błędów z powodu swojej niewiedzy, to przechodzi Pandziochowe pojęcie. Wyrwany z konsternacji dopiero po  następnych słowach smoczka wyprostował się i stawił dzielnie czoła pytaniu.
- W moim rozumieniu, jest to osoba która troszczy się bardziej niż matka, opierdziela bardziej niż ojciec, dokucza i irytuje jak rodzeństwo. Czasem wystarczy tylko ich obecność, a czasem ma się ochotę potraktować ich jak największy skarb! Czyli zakopać jakieś dwa metry pod ziemią, tam gdzie nikt nie znajdzie ciała.
Odpowiedział całkiem poważnie, tylko w dzisiejszych czasach ciężko znaleźć dobrą łopatę i niezłe miejsce na dziurę. Z absolutnym uśmiechem spojrzał wymownie na smoka i rozwalił pistolet na wodę o nogę. Było mu go trochę szkoda, ale czasem zdobycie swojego nowego wierzchowca... Wróć! przyjaciela może być o wiele bardziej opłacalne. Inteligentną istotę taką jak smok trzeba traktować co najmniej na równi, jak nie stawiać odrobinę wyżej. Jednakże ten smok wydawał się młody, więc potrzebował bardziej kogoś z kim może się zaznajomić, niż niewolnika który by mu tylko cuksy donosił, ale kto tam wie? Konkuro zastanowił się nad swoim usprawiedliwieniem w kierunku walki na wodę. Zastanawiając się przez kilka chwil odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Po pierwsze. Rano podrzuciłem ci wiele rodzai jedzenia, bo nie wiedziałem w czym gustujesz. Po drugie pomyślałem, że w chłodne dni w leżu może być przeciąg. Widząc poprzedniego dnia zionięcie ogniem, to pomyślałem o wstawieniu płyty która bardzo dobrze przyjmuje ciepło i wolno je oddaje. Przez co miejsce by podniosło komfort. Po trzecie, pomyślałem że jest potrzeba zabawy, gdy wczoraj widziałem wiele mokrych przechodniów. Każdy ma własne potrzeby i pomyślałem o zawodach, aby wynagrodzić jakoś - nudę.
Opowiedział o każdym aspekcie, który wcześniej przemyślał. Nie było już sensu, aby stać z dala i tylko ciągać za sznurki, gdy mógł wszystko załatwić dialogiem. Konkuro poniekąd był zadowolony z tego, że smoczek odezwał się do niego ludzkim głosem. Siara by była, gdyby przez cały czas palił głupa dziwnie gestykulując. Chyba już wystarczająco jego myśli zostały brutalnie sprowadzone na glebę.
Gdy usłyszał jak Smoczek się przedstawił, to zamyślił się na jakiś czas. W końcu po kilku własnych rozważaniach i toku myślenia wypalił:
- Didi? Dziwne imię jak na samca... Pal licho! Jestem Konkuro, pracuję tu jako opiekun i karmiciel zwierząt.
Ukłonił się delikatnie, w końcu znajomość imion to podstawa do budowania relacji z istota inteligentną. Miał nadzieję, że zachował się z odpowiednim szacunkiem, więc z niecierpliwością popatrzył na tego SAMCA(P.S. Przekonanie Głównego bohatera).
Powrót do góry Go down
Didi "Smoczur"

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 14/12/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Czw Maj 18, 2017 5:18 pm

Didi słuchała Kona zastanawiając się nad jego słowami. Gej? Czym to coś u licha jest i tym bardziej czemu on nim nie jest? To źle czy dobrze? Lecz nim zapytała padło jego tłumaczenie czym jest przyjaciel i tylko część o skarbie była jako taka zrozumiała
-Wiesz nie wiem czym jest matka, ojciec czy rodzeństwo ale to o skarbie to ciekawe-
Powiedziała szczerze, a widząc jak rozwala pistolet uśmiechnęła się szerzej. Sama to chciała zrobić ale wersja zniszczenie broni gdzie była tylko obserwatorem nie była taka zła.
Gdy mówił o tym co i dlaczego robił powoli podchodziła do niego by objąć go skrzydłami
-Najbardziej lubię ryby i jagnięcinę. Tą drugą bardziej. Wiesz dobra owca nie jest zła-
Zaśmiała się mówiąc to i zamyśliła sie nad kolejnymi słowami
-Nigdy nie miałam problemu z ciepłem czy zimnem. Ogień po prostu mnie pasjonuje. Wiem że pali wiele rzeczy lecz odkryłam że mogę go dotykać i to jest niezwykłe i mnie zaciekawiło. No może czasem zaczynam się czuć nie komfortowo ale chwila po za ogniem i jest już dobrze. Jeszcze jak żyłam w jaskiniach to nurkowałam w zimnych jeziorach i nie miałam problemu z ciepłem-
Przy kolejnych słowach przekręciła głowę lekko na bok i zaczęła się śmiać
-Miniaturowi ludzie tak zabawnie reagowali na wodne ataki i czułam że panuję nad okolica. To mi się podobało. Jak wpadłeś z tą bronią na wodę top myślałam że chcesz walczyć o terytorium-
Mówiła prostując łeb i unosząc brew. Kolejne słowa sprawiły że zaczęła się śmiać do tego stopnia iż wylądowała na ziemi. Krótko powiedziała
-Jestem samicą, jak kto woli smoczycą-
Teraz ją konkretnie rozbawił i nie mogła powstrzymać napadu śmiechu. Jak można było pomylić jej płeć. Co on jakiś nie ogarnięty? Ale jest zabawny, to mu musi przyznać. Starała się powstrzymać śmiech ale ciężko jej to szło. Wszak to było takie zabawne pomylić ją z samcem. No może temu że smoków było mało, a Didi jedynego jakiego widziała to w odbiciu lustra, ale jeśli wierzyć że smoki to gady to samcze genitalia są dobrze widoczne
-Nie wiem czy nie powinnam się obrazić-
O tak, tak chyba powinna zrobić. A może powinna się do niego odwrócić i unieść ogon? Ze śmiechem powiedziała
-Samce mają dwa ogony, nie jeden-
Chyba go polubi, zdawał się takim nie szkodliwym idiotą, no i miał cukierki. A to było coś dla czego warto nie zabijać go jeszcze. No i dodatkowo zaczął ją ciekawić. Wszak chciał jej wynagrodzić nudę, nawet jeśli nie świadomie ryzykował życie to chwali mu się to ze o niej pomyślał. Zupełnie jak dziewczyna z laboratorium. A może by go wykorzystać?
-Umiesz czytać? Wybaczę ci gafę jak mnie nauczysz-
Tak to był dobry pomysł. Umiejętność cztania może jej się przydać
Powrót do góry Go down
Konkuro
JęczyPanda
avatar

Liczba postów : 28
Join date : 28/11/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Pią Maj 19, 2017 4:51 pm

Konkuro opowiadał kim jest matka, ojciec i rodzeństwo. Próbował wytłumaczyć na swoim przykładzie:
Matka. Jest to istota wyższa z którego łona się powstało. U ludzi przez okres dziewięciu miesięcy było się noszonym jak u kangura, w brzuchu. To właśnie do smaku jej potraw się wraca, to właśnie taka istota która za młodu, robiła za ciebie wszystko. Przypominała o każdej zwykłej czynności ucząc ciebie podstaw. W końcu bóg nie mógł być wszędzie i się każdym opiekować - Więc stworzył Matkę.
Ojciec to taka postać która natychmiast cię zabierze znad urwiska. To on wydrze jape, jak będziesz jadł z podłogi cukier mówiąc "Smacne".  To on chodzi do pracy zarabiając pieniądze, lub w innych wypadkach przynosząc jedzenie dla rodziny. To jego kazania zapamiętuje się do końca życia. W końcu- Jeden ojciec znaczy więcej niż stu nauczycieli.
A co do rodzeństwa tu sprawa ma się inaczej...Jak się na nich patrzy to ziemniaki w piwnicy gniją. Każdy z nich choć raz zadał pytanie: - czemu nie założyłeś dzisiaj majtek? - A sorry, zapomniałem, to twój ryj... To za rodzeństwo oddaje się życie. Najlepiej Cudze... To własnie brat i siostra mają twarze idealnie dopasowane do rozmiaru twojego buta... PRZYPADEK?! To właśnie im co roku się życzy: "Wszystkiego najlepszego z okazji twoich OSTATNICH urodzin".

~~ Konkuro czuł ciepło będąc otoczony przez skrzydła. Temperatura była o wiele wyższa niż otoczenia, więc czuł przyjemne ciepło. Widać zaskarbił sobie znajomość z dumnym smokiem, a jest to już jakieś osiągnięcie. Nieskromnie mówiąc, był zadowolony. Zapisał sobie w głowie wszystkie nawyki żywieniowe "Ala najlepiej smakuje jagnięcina, rybki, owce, no i jagnięcina. Bym zapomniał o jagnięcinie.". Słuchając również o fascynacją ogniem, na siłę w jego głowę wparowało użycie Ki Blasta na Smoczku. Po chwili potrząsając makówką wyrzucił ta myśl, bo nie chciałby go zranić. Chociaż jako "brat", powinien tego spróbować, aby zobaczyć efekt.
~~Fakt, że Smok to samica zaskoczył go miłosiernie. W końcu ani razu nie próbował zaglądać mu pod skrzydła i brzuch... To byłoby w końcu niegrzeczne nie? Po chwili, już rozwodził się nad tym, czy można w ich gatunku rozróżnić "takie" cechy jak u ludzi. Kolejnym zaskoczeniem dla niego była ilość "ogonów". Teraz jego poprzednie rozmyślania okazały się bezużyteczne.
~~ Konkuro wyszedł na zewnątrz i rysował za pomocą kija cały alfabet, z jedną małą różnicą. Zaczynał od a,b,c do x,y,z. Jednakże tylko litera "T" różniła się od normalnej...
Litera T:
 
Nie ma to jak uczyć "młodsza siorę" liter, sposobów ich czytania i pisania. Powoli i dokładnie tłumaczył i dawał wykład dokładnie tłumacząc zależności.
Powrót do góry Go down
Didi "Smoczur"

avatar

Liczba postów : 23
Join date : 14/12/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Maj 23, 2017 12:16 pm

Smoczyca słuchała opowieści starając się ją dobrze zrozumieć. Nie było łatwo i nie jednokrotnie wchodziła w słowa pandziochy dopytując się niby błahostek, lecz dla kogoś kto nie zna tych pojąć bardzo ważnych kwestii. Inną kwestia było dopytywanie czym są majtki a czym idzie czym jest bielizna i dlaczego niby ktoś miałby ją nosić na głowie. Dopiero po krótkim tłumaczeniu załapała jak bardzo wredny to miałby być tekst. Przy tym wszystkim smoczur zaczął się zastanawiać po co ludziom buty, przecież tracą możliwość chwytanie czegoś tylnymi kończynami.
-Pazury chyba wyrządza więcej szkód niż podeszwa buta. Nie wiem czemu ludzie tak się ograniczają-
Zdawało jej się że podoba mu się pod smoczymi skrzydłami, musi to zapamiętać, bo może się przydać jako nagradzanie go za jakieś pozytywne czyny. Czy myślała o nim jak o zwierzęciu? Nie, ludzie to potwory z małymi wyjątkami. Zwierzęta są jednak bardziej cywilizowane mimo iż nie mieszkają w miastach.
Widząc jak samiec pisze alfabet zaczęła go naśladować używając ogona, co zostawiało za sobą bardzo niezdarne znaki.
-Będę musiała długo ćwiczyć nim mój ogon nabierze wprawi. Do przebijanie ryb w wodzie się nadaje ale robić nim coś precyzyjnie to gorzej.-
Cóż smoczyca mówiąc o ogonach nie wiedziała jak Kuro to odbierze, a że jego myśli obrały nieco dziwny kurs to już nie jej wina. Ona mówiła o widocznej części ciała u samicy, a jak ktoś myślał o czymś innym to już nie jej wina.
-Coś czyje że na jednej lekcji się to nie skończy. Miałam ten sam problem jak pierwszy raz dopasowywałam klocki do otworów. Niektóre znaki są takie podobne. Głowa mi pęka-
Powiedziała smoczyca już po 30 minutach nauki i położyła się na grzbiecie jakby protestując przed dalszym poznawaniem zależności między literami i sylabami.
Powrót do góry Go down
NPCMG

avatar

Liczba postów : 37
Join date : 01/12/2016

PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   Wto Cze 06, 2017 7:17 am

Inny pracownik przyszedł pod klatkę Smoczka, wyraźnie miał jakąś pilną sprawę. Zawołał Konkuro do siebie, mówiąc coś o pilnym spotkaniu zarządu zoo, któremu trzeba będzie "Służyć". Oznaczało to pana przynieś, podaj, pozamiataj.
Konkuro wyszedł z klatki pędząc ku nowemu doświadczeniu. Rozpierała go pozytywna energia.
OCC:
 
Przeprosiny:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: ZOO - Ogród zoologiczny.   

Powrót do góry Go down
 
ZOO - Ogród zoologiczny.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zapomniany Ogród Venusaura

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Ziemia :: West City-
Skocz do: