DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Medyczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Sala Medyczna   Sro Maj 20, 2015 8:17 pm

Miejsce gdzie przebywają wszyscy mniej lub bardziej poszkodowani w czasie trwania treningów bądź szkolenia. Gdzie nie spojrzeć znajdują się łóżka oraz sprzęty medyczne, a także cała masa różnych preparatów leczniczych. Ci którzy nie wymagają natychmiastowej pomocy medycznej zmuszeni są cierpliwie oczekiwać na swoja kolej.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Wto Lis 29, 2016 2:53 pm

Wojownik miał całkiem dobry pomysł, aby wybrać tak zwany skrót i znaleźć się przed swoim oddziałem który to dostał jakby saiyańskiej kapsuły w dupie. Miał tylko nadzieję, że po całym tym wysiłku i wylądowaniu kapsuły, zwieracze im nie puszczą. Bo to by była gówniana zagrywka z ich strony i chciał jej uniknąć. Jakby teraz cały jego oddział się zesrał, to chyba, by popełnił seppuku i harakiri jednocześnie, i spalił się na proch. Prosił opatrzność, by nic takiego się nie stało. O pudła się nie bał, nic nawet nie leciało u nich na boki, więc nic się nie zepsuje. Sami się o to postarali bo wiedzieli czym to grozi. A on nie musiał im tego przypominać. Nie chciał, żeby przyspieszyli jeszcze bardziej, bo jakby włączyli tylni brązowy dopalacz, aby znaleźć się na miejscu jeszcze szybciej, to by sobie tego w ogóle już nie darował. I tak przesadził. Będzie musiał wiedzieć kiedy dokładnie użyć słów związanych ze swoim zastępcą, by dało to jak największe efekty. Pewnie sami woleliby uczyć się pod okiem, albo oczami, czerwia. Czyli jak przemieszczać się pod ziemią, niż jakby to River miałby być ich nauczycielem. A nawet Drake nie chciał zostać znienawidzony przez swój oddział. Co jak co, ale rzadko kadet jest dowódcą kadetów. Zazwyczaj to starszy kadet jest dowódcą. Teraz go to ciekawiło, czy na pewno został wybrany na niego przez to, że tak dobrze mu poszedł egzamin, czy może z powodu jego sławnego rodu? Jedno z tych. No i kwatermistrz w końcu nic nie powiedział, na przyjecie odpowiedzialności, ani na przeprosiny. Olał go? A może olał po prostu sprawę, bo nie chciał się bardziej denerwować. Cóż.

W końcu udało mu się dotrzeć do ośrodka medycznego. Uderzył w jego nozdrza zapach wszelkich leków, medykamentów, chorych, oraz krwi. No i było słychać płacze i pojękiwania innych ogoniastych. Smutne. Oczywiście żartował. Tak naprawdę to nie było smutne. W końcu też jego oddział dotarł na miejsce, a wszyscy inni mieli dziwnie otwarte oczy. Nie spodziewali się najwidoczniej dojrzeć ich z pakunkami tak szybko. Za to jego podkomendni mieli, dziwny wyraz twarzy, gdy zobaczyli, że ich dowódca magicznym cudem znalazł się tutaj przed nimi. Czyżby potrafił się poruszać pod ziemią czy jak? Ten ich przywitał tylko uśmiechem i pokazał, że mają iść za nim. Ci tak też zrobili.

Niby informacje były, żeby gdzieś tutaj dotrzeć z pakunkami. Jak najszybciej. Na szczęście inni pracujący tutaj, wskazywali mu palcem w którą stronę mają iść i tak też zrobili. Tutaj już nie biegli w ogóle, tylko szli normalnie. Jakby na kogoś przypadkowo wpadli, albo cokolwiek innego zrobili, to byłoby bardzo źle. A wśród lekarzy też nie chciał mieć wrogów. Kto wie, kiedy będzie potrzebował ich pomocy. A jak sobie u nich nagrabi, to wtedy dopiero będzie przekichane. W sumie był tutaj pierwszy raz. Kiedyś musiał być ten pierwszy raz i tak, prawda? A lepiej późno niż wcale. Chociaż osobiście nie chciał tutaj, się znaleźć, z takich powodów, że pewnie wylądowałby tutaj po walce, a chciał uniknąć tego, że byłby w naprawdę złej sytuacji. Wciąż nie zrobił tego co planował i był zwyczajnym kadetem. Wolał nie wiedzieć, jakimi to sposobami, przywróciliby go do sprawności. Dopiero po jakimś czasie znalazł się tam gdzie mu kazano. Ogarnął się razem z oddziałem i zapukał. Gdy usłyszał, że mogą wejść to zrobił to, ale dalej niczego nie odłożyli bo i tak nie wiedzieli gdzie.
- Kadet Altair Drake i jego oddział meldują się. Mieliśmy tutaj dostarczyć te pudła, od kwatermistrza, jak najszybciej. A więc jesteśmy. Gdzie mamy to zostawić?
Zapytał się praktycznie w eter i czekał, aż się ktoś zjawi, albo im powie.

Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Wto Lis 29, 2016 5:24 pm

Po przybyciu oddziału kadetów grupka mężczyzn w lekarskich kitlach odebrała owe pudła, zaś przed nimi zjawił się główny medyk, który w swoich pazurach trzymał opakowanie testowych pastylek. Owe pudełko zostało przekazane liderowi owej grypy.
-Wasza pomoc jest nieoceniona kadeci. Te pastylki pomogą wam w razie kryzysu na polu walki. Uprzedzam jednak, byście pod żadnym pozorem nie zażywali ich po zjedzeniu „Gulaszu z kupą”, bo zakończy się to tak jak w przypadku tamtego. Możecie iść.
Główny medyk wrócił do swojej jakże ważnej pracy pozostawiając tą grupkę samą sobie. Oni jednak nie zdążyli nawet skierować się do wyjścia, kiedy to usłyszeli ryk syreny. Zaraz po tym cały personel medyczny zaczął biegać jak szalony, a owa grupka mogła jedynie usłyszeć rozkaz ze strony jednego z lekarzy.
-Ej wy tam! Weźcie nosze i biegiem do portu pomóc w przenoszeniu rannych! Na co czekacie?! Ruchy!


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Wto Lis 29, 2016 7:45 pm

Warto wspomnieć, że te pudła nie były jakoś specjalnie ciężkie. Nawet podczas biegu nie mieli z nimi specjalnych problemów. Chłopak i jego oddział oddali pakunki lekarzom, a następnie zasalutowali. Teraz robili za tragarzy, ale nie dziwił się. Nie spodziewał się nie wiadomo jakiego zadania, zważywszy, że są tylko kadetami. Co do nagrody, to spodziewał się, że albo dostaną podziękowania, co i tak nie zdarza się często. Zależy na kogo trafisz. Albo zapewne pastylki, albo inne medykamenty. W sumie przydadzą się. Mu została tylko jedna, a kto wie kiedy będzie potrzebował kolejnej. A może będzie walczył z kimś tak silnym, że by wygrać będzie musiał ich zjeść całą masę? No właśnie. Może być problem. Więc im więcej tym lepiej. Także dbał o swój oddział i oni sami również potrzebowali dodatkowych, więc o ile cokolwiek dostaną to pewnie będą to pastylki, i sam uważał, że były one testowe i niedopracowane. Również nie mylił się. Dostał pudełko pastylek. Na dodatek uprzedzono go o skutkach ubocznych. Ta. Zakończy się to tak jak w przypadku tamtego. Tamtego, czyli jego zastępcy obsrańca.
- Dziękujemy Sir! Życzymy miłego dnia.

Zasalutował i już miał iść razem z drużyną i je rozdać, gdy nagle usłyszał okropny dźwięk syren. I to nie syren, żyjących istot. Tylko alarmów, które prawie rozwaliły mu łeb. Po tym wszystkim, w cichym i prawie pustawym ośrodku medycznym, nagle zaczęło być tłoczno i głośno. W jednej chwili wszystko się tak bardzo zmieniło. Drake, nie wiedział co się dzieje i co robić zbytnio. Nie był lekarzem przecież. Jak by musiał kogoś operować, bo by go pomylili z lekarzem to wtedy dopiero, by było zabawnie. Dlatego postanowił, jak najszybciej stamtąd zwiać, a raczej po prostu przejść, by lekarze mogli robić to co mogą bez przeszkadzających im kadetów. Na dodatek nie wiedział, czy te syreny często tak wyją, czy może jednak jest to rzadkością. Jeśli często, to zamierzał to i tak olać. Jeśli było tak tylko w ważnych sytuacjach, to co takiego się stało? Ale nawet nie zdążył dać dyla, gdy usłyszał rozkaz jednego z lekarzy. Jego oddział nie wiedział, czy mają się posłuchać czy nie, ale gdy zostali popędzeni to Drake zasalutował.
- Tak jest Sir.
I wszystkim kazał biec za sobą. W jednej szybkiej chwili wzięli ze sobą nosze. Każdy jego oddział podzielił się na równo, ale on został sam, bo było ich normalne dwudziestka. Bez Rivera, brakowało mu jednej osoby do noszy. Jakiś lekarz widząc to pogonił go, i wskazał mu na nosze, że ma mu w tym wszystkim pomóc, na co on pokiwał głową. Pewnie je chwycił i ruszył razem z resztą i tą jedną dodatkową osobą w stronę portu. Ciekawe co musiało się takiego zdarzyć. Kenzuran znowu się zesrał, ale tym razem jego smród powalił kogoś w porcie? Uszkodził kapsuły? Nie miał pojęcia, ale jeśli dotyczyło to wszystko jego zastępcy to nie chciał wiedzieć. Przekona się, gdy już tam się znajdzie!

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Sro Lis 30, 2016 5:43 pm

Ogoniasty kiedy sobie tak siedział, widział że lekarze i pielęgniarki latają w tą i drugą stronę, normalnie miał rozdwojone oczy, bo wszystko mu przelatywało przed nimi. Zmrużył je delikatnie, a potem starał się przyglądać uważnie wszystkiemu co się tutaj działo. Wiedział, że zaraz może odlecieć, bo po prostu nie wytrzymywał tego całego bólu, który mu sprawowała ta twarz. Nie mógł się domyślić ile tak będzie z nią siedział, ale wreszcie jakiś lekarzyna się nim zainteresuję i przygarnie go do jednego z pokoi w którym to dokona się jakiś zabieg. Po upływie kilku minut, może nawet z dwunastu, czarnooki nadal siedział i siedział, patrzył tylko jak to co poniektórzy doktorzy i higienistki są pełne we krwi, no po prostu byli nieźle pobrudzeni. Najwyraźniej elita dostała porządny łomot, był ciekaw co spowodowało to że im się tak oberwało, oczywiście nie chciał znać tego na własnej skórze. 

Wreszcie, po krotce Syn Kellana usłyszał głos od swojej lewej strony i dlatego też, spojrzał się tam i dosłyszał w ten sposób lepiej:
-Kadet Kenzuran, tak... proszę tędy, za mną i bez żadnych sztuczek, już ja się panem zajmę... - powiedział doktor i tak jak usłyszał jego głos, posłuchał swojego głosu rozsądku, ruszył za nim. Czarnowłosy nie wiedział za bardzo gdzie się udają, ale wiedział po prostu, że wszystko teraz z nim będzie okej i jako tako w miarę wydobrzeje. Po dotarciu na miejsce, lekarzyk zamknął drzwi za nimi i chyba wiedział co robi, bo nie wyglądał za dobrze. Jego kitel był delikatnie pokrwawiony, ale młody saiyanin starał się tym raczej nie przejmować, choć mógł odczuwać jakieś takie nieprzyjemne uczucie. Nie wiedział co to jest, przez co na jego całym jego ciele odczuł dreszcz i przez to, delikatnie jęknął z bólu, jaki mu sprawiała twarz.
-No już już, zaraz się tym zajmiemy.... proszę się położyć na łóżku, nie mam zbyt wiele czasu, jeszcze inni pacjenci czekają, a nie jest na zbyt wielu - powiedział doktor, a potem przyciągnął ruchomy metalowy stolik, na którym znajdowały się różnego typu narzędzia. Ogoniasty dostrzegł, że są także tam igły, wiedział że podobno czasami mogły być niebezpiecznie, ale tak po prawdzie, nie znalazł się po takim nadzorem lekarza. Wreszcie doktorek uśmiechnął się psychodeliczne w jego stronę, przez co mógł się delikatnie przerazić i tylko usłyszał słowa takie jak:
-Raz raz, proszę ściągnąć spodnie i nie ma co przedłużać, zabawa dopiero się zaczyna.... - powiedział to dziwnym i mrocznym głosem, przez co wojownik miał co do niego wątpliwości. Niestety, jednak dopiero po chwili usłuchał się osobnika, który znał się na medycynie, choć miał co do tego pewnie wątpliwości. Wreszcie kiedy zsunął z siebie portki, poczuł jak ostra jak naostrzona broń igła wbija mu się w zadek, dlatego też znowu warknął z bólu, aż poczuł jak narzędzie wychodzi z jego ciała.
-Musisz tak chwilę pobyć.....to tylko po to, byś nie dostał żadnej infekcji, przecież nie chcemy byś dostał jakiegoś syfu....prawda?? - pokazał tylko swój zwariowany uśmieszek i zajął się dalszym szykowaniem narzędzi. Brat Klen nie wiedział co będzie dalej, ale czuł się dość dziwnie, miał pozytywne nadzieję, że doktorek nie wbił mu jakiegoś środka przeciwbólowego, bo czuł się naprawdę jak chory. Teraz musiał wyczekiwać co będzie następne, a to co dostrzegł to jakieś dziwne urządzenie, które to mogło wyglądać jak zgniatarka, lecz nie spodziewał się że może do tego służyć. Widział jak rodak poszedł na chwilę za parawan i zabierał kolejne przyrządy do dalszych badań, a mówił nie dawno że będą one krótkie.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Sro Lis 30, 2016 9:29 pm

Wreszcie Czarnooki mógł stwierdzić, że doktor wracał wraz z naciągniętymi niebieskimi gumowymi rękawicami. Nie podobało mu się to wcale a wcale, więc starał się zejść z łóżka, lecz ten dziwny środek, który przedtem został mu podany, tak jakby paraliżował jego ruchy. Teraz już na bank wiedział, że coś tutaj śmierdzi, lecz gdy doktorek zbliżył się do niego, dotknął jego twarzy, to ten nic nie poczuł, żadnego bólu, ani nawet tego że ma swoją twarz. Coraz bardziej Kenzuranowi się ta cała sytuacja nie podobała, więc chciał się jakoś ulotnić, ale ów maszynka, która stała obok, wreszcie się na coś przydała. Saiyanin z kitlem umieścił tam wpierw nogę wojownika, a potem delikatnie przycisnął, bo musiał mieć pewność że ten nie ucieknie. Popatrzył w stronę Syna Kellana i z uśmieszkiem zabójcy na twarzy, rzekł:
-Możesz poczuć nieprzyjemne uczucie, więc najlepiej powstrzymuj się od krzyku - po powiedzeniu tego, młody saiyanin poczuł niesamowite boleśnie uczucie, przez które chciał się dość mocno wydrzeć. 

Wiedział, że jeśliby teraz krzyknął, dostałby ochrzan od lekarzyny, więc przycisnął sobie dłonie do ust i starał się jak najbardziej powstrzymywać. Odczuwał, że jego kości się delikatnie przemieszczają, mimo iż to go bolało jak nigdy dotąd.
-Tak...tak..i już po krzyku, a nie mówiłem?? Widzisz, przestawianie kości nie jest takie łatwe, a ta była naprawdę krzywo, już w porządku...hihi.... - powiedział, lecz nadal miał na sobie grymas mordercy, jak i jakiegoś psychopaty wyciągniętego z prawdziwego zdarzenia. Teraz spojrzał się w oczy Czarnookiego i znowu do niego powiedział:
-Ohh, a co my tu mamy, chciałeś ukryć swoje przekrzywione ramie....nie ładnie z twojej strony, teraz będzie boleć.... - opuszki palców opukiwały siebie nawzajem w obydwu dłoniach,a potem przemieszczając maszynkę, która służyła do nastawiania kości, powędrowała wyżej do prawego ramienia, którego nie wyglądało najlepiej. 

Wreszcie z dwojga złego, został mocno poturbowany przez rodaka z peleryną zamontowaną na plecach, więc nic dziwnego że jego ciało musiało mieć niejaki remanent. Po dotarciu dziwnego i małego urządzenia do jego ramienia u prawej ręki, chciał powiedzieć jakiś sprzeciw, lecz lekarz tylko ułożył palec wskazujący na swoich usteczkach i wypowiedział się za niego:
-No już, uspokój się i nie zachowuj jak baba, uwierz mi że ty jeszcze masz tutaj rozkosz, a inni przeżywają katusze, albo siedzą w kabinach....tobą zajmę się osobiście więc shhhhh... - uciszył go, a potem zaczął zaciskać zgniatarkę, która przysłużyła mu jako nastawiacz kości. Po zaciśnięciu jak najlepiej, chwycił on teraz dłońmi miejsce przy barku, a potem po prostu zaczął się tak bawić kością, jakby to była jakaś układanka albo puzzle. Kenzuran przeżywał niesamowite bóle, tak jakby miał zaraz urodzić albo wysrać z siebie jakieś jajo albo gównokalipśe, to było bardzo niemiłe doznanie i nie chciał nigdy więcej przez to przechodzić. 

Brat Klen wreszcie złapał dech, odpoczywał, bo już było po wszystkim, jego noga i ramię były wyprostowane i gotowe do dalszego działania z resztą ciała, tyle było w tym dobrego, ale co będzie dalej?? Ogoniasty widział, że lekarzyna odstawił już maszynkę i teraz położył jakąś tacę, na której było ponad pięćdziesiąt igiełek. Nie wiedział co będzie chciał z nimi zrobić, ale to chyba nie będzie miłe uczucie. Doktor przez chwilę się nad czymś zastanawiał, gdyż miał ułożoną dłoń na podbródku, najwyraźniej chyba czegoś zapomniał albo coś spartolił, ciężko było stwierdzić wojownikowi. Syn Kellana wreszcie wypuścił kolejne powietrze, a potem usłyszał jak profesjonalista z dziedziny medycny, strzelił knykciami i z grymasem wesołego psychola wypowiedział się teraz znowu:
-Przejdźmy zatem do twojego ciała, no i...twarzyczki....strasznie wygląda i będę musiał ją odtworzyć...hi hi hi.. - zaśmiał się cicho, przysłaniać na wszelki wypadek usta, lecz Kenzuran niestety to widział i delikatnie był przerażony. Wiedział już na co stać tego lekarzynę, na ból i cierpienie, które dawał innym kadetom, jak i wojownikom, jeśli narozrabiali, tak zwany medyczny kat od siedmiu boleści. No nic, Czarnowłosy tylko kiwnął głową że się zgadza, bo jego usta całkowicie zdrętwiały i nie mógł nic powiedzieć, pewnie przez ten środek który otrzymał w zad.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Sro Lis 30, 2016 10:19 pm

Doktorek już był gotowy, ale widział po minie czarnookiego, że ten nie chce i ma już dość i chcę się stąd ulotnić jak najdalej. Młody saiyanin tylko jedynie kiwał głową, że już nie chciał, lecz niestety nie miał innego wyboru, wiedział że ten ma co do niego inne play i chciał na pewno przed nimi zbiec. Niestety, Kenzuran spojrzał na niego poważnie, jakby teraz znajdywał się na jakiejś poważnej misji i brawura musiała tutaj działać. Braciszek Klen teraz dopiero zauważył, że na pierwszy ogień szły te wszystkie igły, które to lądowały w jego ciele, a dokładniej w punktach witalnych. Czarnowłosy delikatnie rozszerzył oczy, gdyż odczuwał ten ból, wreszcie otrzymywał małymi przedmiotami i to na dodatek ostrymi w najbardziej czułe punkty, czyli w skrócie robiono mu medyczną akupunkturę. najwyraźniej doktorkowi się nie śpieszyło, gdyż kiedy wbijał igły, robił to powoli i z gracją, jak jakiś narcyz oglądający się w lustereczku. 

Młody Saiyanin stwierdził, że ów lekarzyna gra na nim i to wszystko jest spektaklem, mogło ciągnąć się przez końca. Po upływie prawie dziesięciu minut, czarnooki wyglądał teraz aktualnie jak jeż, nadziany na mini igiełki, które także śmiesznie i straszni wyglądały wbite w jego ciało. Ogoniasty już miał zamiar stąd uciec, lecz zaraz otrzymał prawie wrzącą szmatę na twarz i pisnął jak mała dziewczynka, albo jak mysz. Ból był nie do opisania, a potem starając się nie łzawiąc, usłyszał słowa saiyana w kitlu:
-Ohh, przepraszam....zapomniałem, że to jest jeszcze wrzące, mój błąd. Teraz....musimy odparzyć ci wszystkie zarazki z twarzy, by ta mogła wrócić do normy i się zregenerować. - powiedział i z grymasem szaleńca na twarzy, dalej robił swoje. Powolutku, tak by wojownik mógł trochę pocierpieć i powydawać jęki meczarni z siebie, nieśpiesznie wyciągał igły i odkładał je na tace.

 Doktór nie mógł także zapomnieć o twarzyczce rannego ogoniastego, więc zdjął już prawie zimną szmatkę z twarzy i kolejna porcja wrzącego materiału wylądowała na jego twarzy. Chciał jakoś chwycić za ten materiał i go zdjąć z twarzy, bo ból jaki dawał ciepło, był straszny i on już miał dosyć, nie wytrzymywał tego i chciał iść stąd. Keznuran teraz będzie wiedział, że będzie musiał na pewno uważać, by nie natrafić na tego samego kata lekarzynę co zawsze, bo przejrzał go już całkowicie i wiedział, że to ktoś kto niszczy psychikę innych rodaków, jak i pobratymców. Czarnooki się przez jakaś okres czasu delikatnie wiercił, no i przez to wszystko, usłyszał głos doktorka:
-No już....nie wiercimy się podczas wyjmowania igieł....chyba że chcesz....bym ci niechcący jakaś wbił głębiej... - po tych słowach, zamarł jak jakiś kamień i nie ruszał się. Musiał teraz czuć się jakby był spetryfikowany, dlatego też pokazywał to jak najbardziej mógł, ale nie dało się tak.

 Po otrzymaniu trzeciej szmaty na twarz, która pałała wrzątkiem, jęknął mimo tego, a wiedział że lekarzyna go uprzedzał i tylko machał palcem i znowu się oddalił za parawan, więc nie wiedział co tym razem go może czekać. Brat Klen tylko i wyłącznie chciał zrzucić się jakoś swoim cielskiem z łożka, lecz nadal efekt dziwnego paraliżu na jego ciele działał, więc musiał poczekać aż powróci. Wojownik z kitlem właśnie wracał i widział, że kiedy zdjął ów ścierkę z twarzy ogoniastego, jego buzia wyglądała znacznie lepiej niż przedtem. Pacjent teraz otrzymał coś dziwnego, ponieważ doktorek wycisnął trochę tubki i posmarował na twarzyczkę czarnookiego i ten nawet czuł ciepłe, ale tym razem cieplutko uczucie, które to oddziaływało z jego skórą.
-Przez to, że tak cierpiałeś, posmarowałem cie naszym specyfikiem, ponieważ już nie chciałem cie tak męczyć....jeszcze kiedyś do mnie wrócisz i to mi.... wystarczy... A teraz jeszcze jedna niewielka rzecz.....jaką muszę zrobić... - powiedział i przekrecając delikatnie głowę Kenzurana na bok, trafił go w jeden z czułych punktów na szyi. 

Jego całe ciało przeszedł dreszcz, lecz nie czuł się już słaby, podniósł się do siadu prostego, sprawdzał czy jego wszystkie kończyny są odczuwalne. Ten lekarz naprawdę go zadziwiał, wbił mu narkotyk w tyłek, a żeby go dezaktywować, po prostu trafił gdzieś na tyłach jego szyi, to mogło by być dobrze wykorzystane na wrogów, ale on wiedział że nie należy do strategów, więc nie przejmował się tym razem. Brat Klen jeszcze na chwilę się położył, gdyż doktór chwycił biały i czysty materiał zwany bandażem i obwinął tylko te najbardziej ucierpiałe miejsca. Mimo iż otrzymał maść na twarz, to i tak musiała minąć dość sporo czasu zanim lekarstwo zacznie działać, bo nic nie mogło być od razu. 
-Teraz kazano mi przekazać, żebyś wrócił do swojej kwatery....potem jak wydobrzejesz, obudzisz się czy cokolwiek....zdejmij opatrunki i udał się na salę treningową...No już już....inni pacjenci czekają... - wyszczerzył kły w złowrogim mniemaniu o nich, a ogoniasty kiedy usłyszał jego słowa, zgodził się z nimi i się stąd ulotnił. Przez chwilę nie mógł się przystosować do chodzenia, ponieważ jego nogi były jak z waty, ale kiedy na nowo przywykł, szedł wyprostowanym krokiem. Wiedząc, że już mu nic nie grozi ze strony lekarzyny, z uradowaną miną, która znajdowała się pod świeżymi bandażami, pokierował się w stronę swojego pokoiku wypocząć.

OOC:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Czw Cze 08, 2017 10:06 pm

To teraz mu przyszło sprzątać salę medyczną. Uprzednio jednak upewnił się, że może tu sprzątać, bo jakby nie patrzeć co chwilę się tutaj ktoś kręcił.
Musiał jednak poczekać te kilka minut, aż zwolni się pomieszczenie. Jak tylko to się stało, od razu zabrał się do roboty. Jak by tego było mało, siedzący tutaj pielegniarz, korzystając, że Xal tutaj jest kazał mu jeszcze powymieniać poszewki i przygotować łóżka, ogółem oporządzić salę.
Zatem najpierw zabrał się za wymianę pościeli, więc po kolei z każdej pościeli ściągnął poszewki. Zabrał wszystko do pralni, po czym wrócił mając ze sobą czyste zamienniki. Nawlekł poszewki, wytrzepał kołdry oraz poduszki, nałożył prześcieradła. Poukładał wszystko jak należy. Skinął do siebie głową, a następnie zabrał się za szorowanie szafek i układanie wszystkiego, tak jak mu nakazał pielęgniarz. Szafki wyszorował na tip to, a wszelkie leki, przedmioty i tym podobne rzeczy, poukładał należycie. Jak coś miało datę wsteczną od razu lądowało do śmietnika. Oczywiście zapisał wszystko na kartce, więc jak pielgniarz wróci, będzie wiedział co Xalanth takiego zrobił.
Jak wykonał zlecone przez saiyanskiego lekarza polecenie, zabrał się za pucowanie podłogi. Zaczął tak jak wcześniej, kierując się spokojnie w stronę wyjścia. Posprzątał nawet pod łóżkami, przesuwając przy tym tak, aby mieć dostęp do tych miejsc.
Musiał jednak zrobić chwilę przerwy, bo jakby nie patrzeć, nadal odczuwał ból jaki zafundował mu kapitan Hayato. Trwało to ledwie, niecałe pięć dziesieć minut.
-Dobra! lecimy dalej z tym koksem.-Xal wystawił język.-Już ja ci pokażę...hehehe...-poruszał ogonem na wszystkie strony i wrócił do sprzątania.
Jak tylko wypucował całe pomieszczenie, wyszorował korytarze. Dopiero potem, używając latania zabrał worki ze śmieciami, a te wyniósł poza akademię, do śmietnika.
Zdarzyło się, że przeleciał obok sali treningowej, więc Hayato mógł go bez problem dostrzec, kiedy tak latał z worami na śmieci.
Jak ogarnął kolejne pomieszczenie, zabrał swoje zabawki i udał się do kolejnego pomieszczenia.

z.t -> dalsze sprzątanko
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Wto Cze 13, 2017 12:55 am

Logiczne było, że nie powiedział o złym stanie zdrowia. Przecież musiał wykonać polecenia z rozkazu kapitana. Nie było mowy, żeby się zasłaniał chorobą.
Nie dał się tak łatwo zaciągnąć młodemu kadetowi. Nie chciał iść do lekarza. Musiał przecież zameldować, że wykonał zadanie. Dlatego jak tylko mógł, zapierał się nogami i rękami, żeby tylko nie dać zaprowadzić się do medyka. Kadet miał nie lada wyzwanie, żeby zaprowadzić ogoniastego uparciucha we wskazane miejsce.
-Nie chcę tam iść! Zostaw mnie!- Xal znowu zaczął zapierać się nogami.
Ba nawet kilka razy odpychał kadeta, aby ten wreszcie go zostawił, acz nie było tak dobrze. Młodzian zamierzał się solidnie wykazać z zadania, tym bardziej, że czekała na niego nagroda.
Wycieńczony walką Xalanth, nie miał w końcu wyjścia i poddał się. Wszystko go bolało, nawet plecy oraz klatka piersiowa, w którą został kopnięty przez Hayato. Poza tym temperatura mu tak dowaliła, że miał wrażenie jakby jego łeb wykonany był z ołowiu.
W pomieszczeniu, póki co nikogo nie było. Kadecik posadził go na ławce i już miał odejść, kiedy Xalanth złapał go za rękę. Wcisnął mu w dłoń około tysiąc kredytów i powiedział, żeby jego teściowa (nazywana mamą) kupił za to najładniejszą piersiówkę dla kapitana Hayato. Wynalazł małą kartkę, na której napisał zwykłe dziękuję panu kapitanie Hayato. Kazał dobrze zapakować. Z początku kadet nie wiedział, czy powinien tak postąpić, ale w końcu zrobił to jak skończył służbę poprosił teściową Xala to zostawił trunek z kartką na recepcji, gdzie przekazał info, żeby przekazać małe zawiniątko kapitanowi Hayato.
Xalanth zaś siedział na ławeczce czekając na kogoś. Zaczynał już mieć tego dość. Chciał stąd wyjść i pójść jak najdalej od tego cholernego miejsca. Przecież on uważał, że wszystko jest z nim w porządku i nie musi być pod opieką lekarza. Dlatego wstał. Dał kilka kroków, po czym mało co nie wywalił orła. Złapał się rękami o blat stolika, z którego pozwalał medykamenty i lekarskie przedmioty.
-Nic mi nie jest...nic mi nie jest...-Xalanth w kółko to sobie powtarzał, póki znowu nie poczuł ciepła pod nosem.
Palcami dotknął owego miejsca i znowu zobaczył krew. Ostatnie co zapamiętał, to twarz kadetki saiyanki, która wcześniej na niego wpadła. Akurat przyszła do medyka po podpaski, bo sama takich przy sobie nie miała.
-Ej!-krzyknęła głośno-Doktora! Doktora! Jakiś kadet jest nieprzytomny!-nie znała imienia Xala, więc nie używała go.
Podeszła szybkim krokiem do leżącego, zapominając o swoim problemie. Dotknęła czoła chłopaka. Wiedziała, że jest rozpalony. Spróbowała go zatachać na siedzisko, ale z racji tego, że nie miała zbytnio siły, to Xalanth przygniótł ją swoim ciężarem.
Musiała się spiąć, żeby podnieść siebie i jego. Pech chciał, że walnęła go w głowę, nabijając mu solidnego guza. Jednak to, nie sprawiło, że Xalanth oprzytomniał. Dziewczyna zaś, dalej próbowała przetachać chłopaka. Wprawdzie się jej to udało, ale poobijała Xalantha, dosłownie. Nabiła mu ze trzy guzy na głowie, nabiła mu niechcący limo pod okiem, kiedy to wpadł twarzą w jej biust, a kiedy go sadzała, zrobiła to tak nieudolnie, że wdepnęła mu na ogon. Xalanth tylko się przebudził, żeby nieludzko krzyknąć, po czym znowu zemdlał.
-No...siedzisz...-patrzyła jak Xal siedzi z opartą głową o najbliższą szafkę medyczną.
Jednak, nie trwało to długo, bo Xal wywalił się do przodu i zarył twarzą o kafelki. Rozbił sobie nos i nabił guza centralnie na czole.
Dziewczyna zakryła dłońmi usta. Szybko próbowała ogarnąć krwotok z nosa chłopaka, ale marnie jej to szło, dlatego zwinęła chusteczki i wsadziła mu je do nosa, po czym usadziła go na podłodze. Usiadł tak, żeby objąć go nogami. Teraz miała pewność, że Xalanth się nie przewróci, nie wyślizgnie i tym podobne rzeczy.
O ironio losu...Xalanth trafił do sali medycznej, w której został poturbowany na całego. Dziewczyna wiedziała, że jak Xal się obudzi, to odczuje jej poprzednie wyczyny, które były mimo wszystko w dobrej mierze, prawda?
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Wto Cze 13, 2017 12:38 pm

Po jakimś czasie Xal został przeniesiony na łóżko oraz odpowiednio opatrzony, jak również potraktowany środkami przeciwbólowymi, które zapobiegną nieprzyjemnej pobudce kadeta. Zaraz po udzieleniu mu odpowiedniej opieki medycznej został pozostawiony na łóżku aż do chwili kiedy się wybudzi i medycy stwierdzą, iż może stąd wyjść. Pewne było jednak to, że nim powróci do pełni sił minie dłuższa chwila.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Wto Cze 13, 2017 5:45 pm

Xalanth przespał wszystko, co z nim robiono. Dla niego, to w sumie i lepiej. Mógł w końcu odpocząć. Wprawdzie pod przymusem, ale jednak. Może nie było tego widać, ale Xalanth był tak samo uparty jak jego ojciec za młodu. Niemniej, doszedł wysoko, dzięki właśnie swojej upartości, a także temu, że z każdej porażki wyciągał wnioski. Mimo, że Xalanth przeszedł sporo w życiu, to chciałbyć keidyś kimś tak poważanym, jak ojciec. Mimo, że tego już nie było.
Ogoniasty kręcił się i wiercił przez sen. Nie miał zbyt przyjemncyh snów. Znowu, w marach przeżywał utratę żony oraz rodziców. Potem zaś, biegł ciemnymi korytarzami, myśląc, że zdoła ich dogonić i złapać. Jednak tak się nie udało, gdyż po kolana stał we krwi, a na przeciwko niego byli ci, których koochał, a raczej ich ciała.
Ogonaisty obudził się z krzykiem, a był przy tym cały spocony. Zakrył twarz dłońmi. Wiedział, że mimo, iż minęły trzy lata od tego wydarzenia, to będzie ono wracać, jednak był tym już zmęczony. Pogodził się z ich odejściem, wprawdzie brutalnym, ale jednak. Nie rozumiał, czemu cały czas miał takie sny. Tylko tym razem, było coś innego. Jak Xal przypomniał sobie cały sen, był tam jakiś cień. Stojący daleko, patrzący na to wszystko. Chłopak nie rozumiał, kim on jest. Zaczął się czuć nieswojo, a do tego pojawiła się obawa, że coś przeoczył. Nie wiedział jednak co to było. Czyżby to wszystko, strata rodziców nie była zwykłym wypadkiem, tylko czymś zupełnie innym? W końcu nigdy ciała jego bliskich nie powróciły na Vegetę, podobnie jak i statek, a cała ceremonia pogrzebowa była tylko symboliczna. No i jedyne co mu pozostało, to rzeczy należące do rodziców, które zostawili jemu i Mexmerze, ale to jak jeszcze żyli.
Xalanth oprzytomniał dopiero po chwili, kiedy ktoś spytał czy wszystko w porządku. Zdał sobie sprawę, że jest w sali medycznej. Nie pamiętał zbytnio, jak się tutaj znalazł i teraz go w sumie mało obchodziło. Legł na pościel, dając do zrozumienia, że chce spokoju. Zgiął nogi w kolanach, zwijając się nieznacznie w tak zwany kłębuszek. Ogon zwinął pod siebie. Otulił się szczelnie kołdrą. Niestety, nie było mu długo dane tak się wylegiwać. Musiał przyjąć kolejną porcję leków na wzmocnienie. Potem, znowu się ukrył pod kołdrą.
Leżał tak cały czas, póki pielęgniarka nie sprawdziła jego temperatury. Nie chciał się dać, ale nie miał wyjścia, kiedy kobieta uraczyła go, jakże uroczym spojrzeniem.
Ogoniasty ułożył wygodniej głowę na poduszce. Patrzył na kręcących się pielęgniarzy. Powieki powoli zaczynały mu opadać. Zrobił się senny. Ziewnął kilka razy i nawet nie zauważył, kiedy znowu smacznie spać.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Wto Cze 13, 2017 9:48 pm

Xalanth przespał kolejne kilka godzin. Tym razem jednak sen miał spokojny, więc niejako się wyspał.
Jak tylko się obudził, ziewnął przeciągle, po czym usiadł na łóżku. Zaczął przecierać oczy pięściami, trochę jak małe dziecko. Poruszył przy tym ogonem, który wił się na wszystkie strony.
Chłopak rozejrzał się po pomieszczeniu.
-No tak, ciągle tu jestem.-spojrzał na pielęgniarza wymownie.
Ten tylko skinął głową, żeby Xal poszedł, gdzie musi i ma zaraz wracać. Ogoniasty w trybie błyskawicy poleciał do toalety, a następnie wrócił do łóżka.
Położył się na prawym boku, tyłem do wejścia. Nie miał w ogóle ochoty stąd wychodzić, paradoks co nie? Jeszcze kilka godzin temu, był gotowy uciekać, a teraz leżał grzecznie w łóżku, pod kołderką.
Poruszał powoli ogonem. Robił tak zawsze, kiedy myślał. Ten cały sen, jaki poprzednio mu się śnił nie dawał mu spokoju. Zwłaszcza, ta tajemnicza osoba, która się tam pojawiła. Przygryzł kciuk prawej dłoni, zastanawiając się, co pominął, o czym zapomniał i czego nie widział. Może powinien z kimś porozmawiać o tym? Tylko komu? Jeśli się nie mylił i miał rację, że to wcale nie wyglądało na to, co wszyscy znają, to może być w tarapatach i to nie małych. Nie wiedział przecież, komu może zaufać tak naprawdę. No, przyszła mu do głowy jedna osoba, poza rodziną...szybko jednak odgonił te myśli. Ktoś taki, raczej, a nawet na pewno nie przejmowałby się takim kimś jak Xalanth. Nawet, gdy jego mama była dyplomatką...
-"Właśnie! Dyplomaci mają dostępu do niektórych akt, pomieszczeń...Sam już się przekonałem, że są miejsca, do których tylko ja mogę wejść. Mają możliwość przebywania na spotkaniach z władcami, tak jak to robiła moja mama...co jeśli, moja mama coś odkryła? Dlaczego, ta sprawa ucichła? Dlaczego nikt potem, poza teściową się mną nie interesował? Jak pytałem potem o sprawę to mnie zbywali...dlaczego? Do kogo, ze swoimi wątpliwościami powinienem iść? Dlaczego król nie zareagował na to w jakiś sposób, skoro zginął ktoś tak ważny jak moja mama? A może król....nie...to głupie, to za poważne oskarżenia...jeszcze mnie mogą o zdradę posądzić, jak by się to okazało nieprawdą...co ja mam robić? Skąd nagle ten strach i niepewność? Dlaczego teraz mam takie wątpliwości?"-Xalanth skulił się.
Wyglądał tak, jakby było mu zimno, ale tak nie było. Raczej, poczuł nagle strach. Wszechogarniający strach. Chciał o tym komuś powiedzieć, ale nie był pewien komu może zaufać, skoro miał syna, którym musiał się opiekować. Nie chciał, żeby coś się stało młodemu. Nie zniósł by kolejnej straty. Jednak czuł, że powinien poszukać informacji, ale będzie to musiał zrobić tak, żeby nikt niczego nie podejrzewał.
Myślał cały czas, komu może zaufać, ale nie wiedział komu, a jedyna osoba, która przychodziła mu na myśl, raczej nie była by skłonna do pomocy.
Xal zamknął powieki. Starał się odgonić wszystkie myśli, ale nie było łatwo. Tym bardziej, że pod powiekami widział wiele dokumentów jakie dostał w spadku od matki. Do tego jeszcze spotkania dyplomatyczne. I tu pojawiło się kolejne pytanie, które nie dało Xalowi spokoju. Czemu, król tak szybko zgodził się, żeby Xal podróżował z matką? Skoro nawet jemu nie pozwolił, by Articho, chociaż zobaczył teren akademii i budynek z zewnątrz. Dlaczego na terenie przestrzeni kosmicznej, należącej do saiyanów zawitał, niepostrzeżenie changelinski statek i nic z tym nikt nie zrobił?
Chłopak skulił ogon pod siebie. Teraz, z czasem, gdy na spokojnie na to wszystko patrzył zaczynało się robić wiele rozbieżności, dziwnych rzeczy, niewyjaśnionych zagrań. To wszystko, tak zaczęło zaprzątać głowę ogoniastego, że zaczęło mu się robić naprawdę zimno. Skulił się jeszcze bardziej. Jak już będzie w domu, to przejrzy jeszcze raz dokumenty matki. Wiedział, że jeśli coś odkryła, to na pewno to w jakiś sposób ukryła, tak, żeby tylko Xal i Mexmera mogli odczytać przesłanie.
Póki co, Xal trząsł się z zimna, otulił się szczelniej kołdrą. Ile on by teraz dał, żeby skryć się w ramionach żony, którą w taki sposób mu zabrano...

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Sob Cze 17, 2017 12:32 pm

Do pomieszczenia, w którym wylegiwał się obecnie Xal, jak również wielu wielu innych rannych rekrutów wkroczył jeden z pomniejszych medyków. Mężczyzna zatrzymał się dopiero przy łóżku kadeta-dyplomaty, któremu przyjrzał się dokładnie, sprawdził coś w swym „podręcznym” elektronicznym notatniku, a zaraz po tym odchrząknął znacząco.
-Kapitan Draconus zarządził, że masz iść do domu i tam dojść do siebie.
Po tych słowach doktorek odszedł do innych łóżek, w końcu musiał zająć się bardziej wymagającymi pacjentami.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   Sob Cze 17, 2017 6:46 pm

Mógł się wylegiwać, bo co innego miał tutaj robić?
Nim się zorientował, znowu spał. Tym razem nie miał żadnych koszmarów. Spokojny sen, kóry pozwolił mu się zdrzemnąć około dwóch godzin.
Obudził się w chwili, kiedy do sali medycznej wszedł medyk. Xalanth przetarł oczy, a potem ziewną przeciągle zakrywając przy tym usta dłonią.
W momencie, kiedy medyk podszedł do niego zaczął mu się uważnie przyglądać. Zmierzył go od góry do dołu i obserwował przy tym jego poczynania.
Otworzył lekko usta, kiedy usłyszał, co medyk ma do powiedzenia. Z początku nie dowierzał temu, co usłyszał. Dopiero po chwili dotarło do niego, że ma wolne i może wrócić do domu. Podrapał się po policzku, zastanawiając się, co takiego się stało, że kapitan Hayato pozwolil mu iść do domu. W każdym razie, zebrał dupę z wyrwa. Porpawił pościel, bo nie wypadało zostawiać bałaganu, nawet jak się było tymczasowym pacjentem.
Skoro musieli go opatrzeć, to przebrali go medyczne ciuszki. Musiał więc, najpierw się przebrać, zatem zawinął swoje rzeczy i poczłapał do łazienki. Rozbebeszył się z medycznego stroju i wskoczył w zbroję. Ubranie poszedł zanieść pralni, po czym udał się w stronę wyjścia.
Przechodząc obok sali treningowej, zajrzał ukradkiem zobaczyć, czy jest w niej kapitan Hayato. Chciał go chwilę po podglądać, ale nie dane mu było długo to robić, bo oberwał kopniaka w tyłek i został popędzony przez innego, starszego stopniem żołnierza.
Xalanth, jak tylko wyszedł z Akademii, skierował kroki w stronę miasta. Musiał coś kupić małemu, skoro ten nie widział go, aż tyle czasu! Nie miał jeszcze pojęcia co takiego może sprawić małemu. Póki co, miał trochę czasu, nim wróci do domu, więc zdąży coś wymyślić.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala Medyczna   

Powrót do góry Go down
 
Sala Medyczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Ośrodek Medyczny-
Skocz do: