DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Rzeka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Rzeka   Nie Maj 07, 2017 2:37 pm

Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Rzeka   Pon Maj 08, 2017 3:09 pm

Chłopak szedł w górę rzeki zza morza. Czemu to zrobił? Powód był prosty. Zwiedzał całą tę okolicę, więc musiał mieć jakiś punkt zaczepienia który mógłby wykorzystać prawda? No właśnie. Tym idealnym punktem gdzie mógł się udać i pozwiedzać była rzeka która wpadała do morza. Drake postanowił, że skoro i tak nie ma nic lepszego do roboty, to chętnie zwiedzi wszystko co miała do zaoferowania ta planeta. Głównie po to, żeby nie mieć problemów z innymi misjami. W końcu teren trzeba znać prawda? Więc trzeba najpierw przeprowadzić rozpoznanie tym bardziej, że szukał pewnego Kenzurana. Jak igła w stogu siana. Albo w gównie. W każdym bądź razie nie był łatwy do znalezienia, a jego jedyny trop się urwał, więc niewiele mógł z tym zrobić. Wiedział tyle, że został gdzieś zabrany razem z kapsułą zapewne poduszkowcem, albo pojazdem latającym. Nie wiedział gdzie i przez kogo, chociaż mógł mieć domysły, że było to w okolicy pustkowi i jeśli wspomni o katastrofie ekologicznej i osobie która miała się tym zająć, to powinien wpaść na jakiś trop. Na razie jednakże nie był taki chętny do łażenia po miastach, zamiast tego skupił się na rozmaitych terenach tej planety. Zróżnicowana nie ma co. Nie jak na Vegecie, gdzie masz tylko pustynie, pustkowie i znów pustynie. Oprócz tego jest też pustynia, no i pustynia. A właśnie, żeby nie zapomnieć mają przecież pustynie! No dobra może to lekka przesada, ale o takie rzeczy jak tutaj to trudno. Mimo to, to był jego dom. Planeta na której się urodził i wychował. Dom to, dom nieważne jaki.

Chłopak nie spotykał żadnych nieprzyjemnych rzeczy co go w sumie cieszyło. Już miał iść dalej, gdy nagle w oddali zauważył, że wody rzeki się rozstąpiły, a z niej samej wyłonił się wielki...krab. Drake, aż przecierał oczy ze zdumienia. Czemu gdziekolwiek nie pójdzie to spotykał dziwne stwory? Zaraz też tak jak się spodziewał ogromne szczypce już prawie go złapały i zmiażdżyły, gdyby nie to, że uniknął tego za w czasu. Od razu z broni utworzył sporą maczugę i podleciał do kraba którego zaczął okładać po domniemanym łbie. Wiedział, że to nic nie da, ale chciał po prostu się wyżyć. Kto wie, może nagle krab zgłupieje jak dostatecznie długo będzie go nawalał w łeb i sam pójdzie się zabić z głupoty. Warto spróbować. Nawet jeśli tak nie będzie to Altair i tak próbował różnych ciosów i ataków pozostając za szczypcami stwora. Nie spodziewał się jednakże, że ten nagle skoczy do góry i wpadnie i walnie z łoskotem o ziemie. W czasie, gdy Drake znajdował się w powietrzu to szczypce prawie go złapały i zgniotły. To było blisko. Nawet za blisko co mu w ogóle się nie podobało. Z tego wszystkiego wylądował i ponownie go okładał jeszcze mocniej niż wcześniej. Krabowi, chyba się to znudziło bo ponownie skoczył i wpadł do wody, a fale które tym obudził walnęły w Drake'a i pochwyciły go, a następnie małpiasty został porwany przez strumień i nie mógł z tym zbytnio nic zrobić bo fala sama w sobie, była całkiem długa. Przynajmniej tyle dobrego, że kiedyś się zatrzyma. Pytanie tylko gdzie?

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Rzeka   Sob Maj 20, 2017 1:41 am

Po dłuższym upływie czasu, wreszcie brat Klen zaczął się wybudzać od efektu, który na niego działał. Kenzuran po powstaniu, zauważył że dziwny worek z jego głowy zniknął, a po dziewczynce nie było już ani śladu. Trochę to wszystko było dla niego dziwne, gdyż miał odpracować cztery zadania, a praktycznie zrobił tylko jedno. Podrapał się po czuprynie, a potem wstał widząc że znajduję się nad jakimś źródłem, które sobie spokojnie biegło z nurtem. Po chwili namysłu, wojownik powąchał się pod pachami i to był naprawdę stanowczy błąd. Faktycznie, nie pomyślał o tym, że powinien teraz dbać o higienę, wreszcie gdyby nie ten przemiły doktorek, który mu pomógł, nadal by cuchnął jak siedem nieszczęść. Tym razem to on miał jakiś dziwny fart, gdyż akurat mała dziewczynka wyrzuciła go przy wodzie, mógł to wykorzystać.

Ogoniasty nie myśląc nad tym dłużej, zdjął ciuchy które przyjął od dobrego lekarza, a potem szybko popędził do rzeki, która tutaj płynęła i wskoczył do niej. Było trochę mu wpierw lodowato, ale jego ciało nie było takie słabe, więc po upływie czasu, przystosował się do tej temperatury. Trochę ciarki tu i ówdzie mu powyskakiwały, ale jakoś zbytnio go to nie obchodziło. Po obmyciu się wszędzie, tak naprawdę solidnie, wypuścił powietrze z ust, a potem czas przyszedł na opuszczenie nurtu, nie chciał przecież by ten go gdzieś niechcący porwał. Po wynurzeniu się z wody, już tak mocno od niego nie capiło, więc tylko westchnął, ponieważ mógł poprosić jeszcze małą dziewuszkę o jakiś środek, który odświeżył by całe jego ciało. Nie przejmując się tym dalej, po prostu dosłownie na chwilę włączył białą aurę, gdyż chciał się na szybko wysuszyć, wreszcie nie chciał mieć przemoczonych ubrań.

Po upłynięciu niedługiej chwili, wreszcie Kenzuran był już suchy, podszedł do swoich wszystkich ubrań i po prostu założył je na siebie. Nie wiedział co miał ze sobą począć, nie dostał od profesorka żadnej tutejszej waluty, został pozostawiony samemu sobie. Ogoniasty odszedł trochę od rzeki, ponieważ przysiadł sobie przy jakimś większym głazie i oglądał sobie jak ciepłe światło ogrzewa jego ciało. Nie spodziewał się, że może otrzymać od tej gwiazdy taką temperaturę, dlatego też wygrzewał się i delektował w pewnym sensie jej światłem. Wreszcie znowu był wolny, ale co on teraz będzie robił, sam jeszcze tego nie wiedział. Na szczęście, lekarstwa które otrzymał kilkanaście dni temu, przypomniały mu kim naprawdę jest i skąd podchodzi. Dziwne by dla nie było to, że miałby ogon i byłby człowiekiem, na szczęście wszystko sprowadzało się do jednego, był kosmiczny wojownikiem.

Syn Kellana wypuścił powietrze z ust, przez to że światło gorąca go tak ładnie ogrzewało, odczuwał to, że zaraz odleci i zaśnie. No cóż, należał mu się naprawdę porządny odpoczynek, żałował także że nie zabrał ze sobą jakiegoś jedzenie. Nie przejmował się tym jednak, ponieważ teraz już wiedział na co może polować, a na co nie. Z uśmiechniętą twarzą, Czarnowłosy spoglądał na drzewa, które były dość trochę daleko i mógł się domyślać, że tam żyję jakakolwiek zwierzyna, którą mógłby w stanie upolować. Jednak teraz nie myśląc o niczym i odrzucając wszystkie troski na bok, po prostu zamknął swoje oczka i poszedł spać, chciał się porządnie wyspać i ruszyć w dalszą drogę.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Rzeka   Nie Maj 21, 2017 2:41 am

Po przespaniu kilku godzin, wojownik wreszcie zaczął się wybudzać. Kiedy się podniósł, rozciągnął swoje ciało i strzelił sobie kośćmi szyjnymi. Po powstaniu z suchej gleby, strzelił knykciami i walnął sobie równocześnie z liścia w obydwa policzki na rozbudzenie. To od razu pomogło mu podczas myślenia, lecz jednak saiyanin podszedł do rzeki i po prostu opłukał sobie twarz. Po udanej czynności, Kenzuran spojrzał w górę i znów zerknął sobie na tą chmarę drzew, które były tam w dal. Widział także, że przyjemne światło już dawno zniknęło i na niebie pojawiło się coś białego, lecz także mocno rozświetlało tutejszą noc. Ogoniasty nie wiedział zbytnio jest, ale chyba przeczuwał że może być to księżyc. Podrapał się po tyle swojej głowy, a potem kiedy uniósł się delikatnie w górę, zastanawiał się gdzie może się teraz udać. Wreszcie nie wiedział ile tutaj będzie przebywać, a o żarcie jakoś musi zawalczyć.

Odczuwał, że powoli to co dostał od profesorka i małej dziewczynki przestaje działać, więc znów będzie musiał zacząć polować, a to że wie kim jest i jak bardzo silny jest, nie będzie stanowiło dla niego żadnego problemu. Syn Kellana zastanawiał się gdzie może dorwać jakąś zwierzynę, ale odczuwał że musi wpierw wybrać bardziej zalesione miejsce. Skupił się i od razu wystrzelił jak kometa, po to by bardzo szybko coś sobie upolować i wtranżolić. Podczas swojego lotu, podziwiał krajobraz planety, ale także od czasu do czasu jego myśli gdzie zagubiły się i ukazywały mu się miejsca z jego rodzinnego domu. Potrząsnął mocno głową, bo jak na razie nie chciał zbytnio do tego wracać, gdyż teraz był tutaj w tej chwili, musiał walczyć o przetrwanie, znowu. Brat Klen skupił zwrok na miejscu do którego leciał, ponieważ nic innego nie był dla niego ważne jak jakiekolwiek jedzenie w ustach. Przyśpieszył swojego szybowania w przestrzeni powietrznej i chciał jak najprędzej coś dorwać.

z/t - las
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Pią Cze 09, 2017 11:55 pm

Reakcje były jak najbardziej normalne, sam cios w jego nos był wręcz idealnym i dość bolesnym. Późniejsze zawieszenie dziewczyny trwało dość długo a jak już się odwiesiła, zaczęła płakać, a zaraz potem oczywiście krzyczeć na niego. Później, kiedy już się do niego zbliżyła, zaczęła okładać go pięściami, ale tylko po to, by nieco się wyżyć, a to już wcale nie bolało. Pozwolił jej się wyładować, a kiedy już się zmęczyła, pochwycił ją, by nie opadła na ziemię i po prostu mocno przytulił. Mogąc znów zobaczyć jej uśmiech, również się uśmiechnął, jednocześnie ocierając jej policzki z łez. Na reakcję nie musiał długo czekać, najwyraźniej już się na niego nie złościła za tamte słowa. Pocałunek bez wahania oddał, bo czemuż miałby zrobić cokolwiek innego? Nie miał do tego powodu. Po pewnym czasie z niezwykłym trudem oderwali się od siebie, a kiedy już to zrobili, ona wzleciała ku górze, zaczynając kręcić piruety w powietrzu. Była najwyraźniej niezwykle szczęśliwa a mu to absolutnie nie przeszkadzało. Kiedy już skończyła wariować i do niego wróciła, zafundowała mu oczywiście pstryczka w nos, na co jedynie lekko się skrzywił, ale zaraz uśmiech wrócił na jego gębę. Ani myślał znów tak pomyśleć, ale nie podobało mu się to jej twierdzenie, że nie ma żadnego wyboru. Miała! Była wolna! Niestety nie zdołał jej nic odpowiedzieć, gdyż ta zwyczajnie dała mu buziaka, kradnąc scouter z nosa i dała dylcia. Nie mając większego wyjścia, wzruszając ramionami — ruszył za nią w niby pościg, niby bo miał nad nią przewagę szybkości i z łatwością mógłby ją złapać. Po dogonieniu jej trzymał się trochę z tyłu, ale nie trwało to długo, bo zaraz ją pochwycił, mając przy okazji szansę odpowiedzieć na to, co mu chwilę wcześniej powiedziała.
-Rozumiem, ale masz wybór… jesteś wolna i nikt ci tego nie ma prawa odebrać zwłaszcza twój ojciec i jego „widzi mi się”.
Tyle powiedział w trakcie lotu przed siebie, po czym nawrócił z powrotem do rezydencji, żeby móc zabrać swoje graty co oczywiście wyjaśnił dziewczynie, kiedy ta o to zapytała. Droga powrotna nie zajęła wiele czasu, a będąc na miejscu, on wszedł do budynku, by pozbierać swoje rzeczy, zaś ona pozostała na zewnątrz. Szybko pozbierał wszystkie swoje rzeczy i ponownie opuścił rezydencję, chwilę musiał poczekać na dziewczynę, która jak do niego dołączyła, miała dodatkowo kwiatek we włosach i całkiem jej pasował. Na jej lekką zaczepkę z wystawieniem języka jedynie się uśmiechnął. Po chwili już byli w drodze nad rzekę gdzie była jedyna szansa na jakiś darmowy obiad.


Z racji długiej podróży Eni po prostu zasnęła, dzięki czemu on zyskał okazję do tego, by wygodniej dla siebie ją pochwycić i tak też zrobił. W czasie podróży skorzystał również z okazji przelatywania drogą w pobliżu chatki, tak więc zajrzał tam, by zgarnąć z niej swój nóż, sądził, że ten mu się zwyczajnie przyda. Po niemal błyskawicznej wizycie w chatce i zgarnięciu tego, czego potrzebował, wyruszył w dalszą drogę. Wtedy mógł lecieć już pełną prędkością i tak właśnie uczynił, po dalszej krótkiej podróży dotarli na miejsce. Będąc tam, ułożył śpiącą dziewczynę na trawie, a sam zajął się przygotowaniem tego, co było konieczne, czyli miejsca na ognisko nazbierania odpowiednio suchego drewna, jak i gałązek. Po ogarnięciu tego nie marnując czasu, naostrzył tak na zaś odpowiedniej długości kij przy użyciu swego noża i ułożył go w pobliżu brzegu. Nie zwlekając, wyskoczył ze spodni, pozbył się koszulki i wlazł do rzeki z początkowym zamiarem złapania ryb przy użyciu rąk. Nie był w tym zbyt dobry, ale miał wystarczająco dobry refleks, by jakoś zdobyć żarcie bez żadnych narzędzi. Trochę czasu spędził w wodzie, łapiąc te sprytne rybki, które tu najwyraźniej były jakieś tresowane, bo za cholerę nie dawały mu się tak łatwo złapać. Po prostu nie współpracowały! Kiedy już udało mu się jakąś dorodną dopaść, to oczywiście musiał zauważyć, że Eni już się zbudziła ze snu, a rybka na tym skorzystała, prezentując saiyanowi kilka plaskaczy ogonem w nos i czmychnęła z powrotem do wody, a sam Nathaniel wylądował dupskiem w wyjątkowo zimnej i rwącej cieczy.
-Cholera!
Wkurzony podniósł się, ta woda była niemalże lodowata, ale czego to się nie robi dla zdobycia żarcia. Podszedł do brzegu dość mozolnie i zabrał z niego przygotowany wcześniej kij, którym to miał zamiar teraz dźgać ryby. Teraz już poszło mu szybciej i cała góra rybek znalazła się wystarczająco daleko by te, które jeszcze dychały, nie mogły powrócić do wody. Mając wystarczającą ilość rybek, opuścił wodę, będąc na brzegu, otrząsnął się.
-Brrr! Nie wracam tam!
Podniósł z podłoża swój nóż i klapnął dupskiem przy stosie ryb, które to zaczął patroszyć, w międzyczasie ki blastem rozpalił przygotowane ognisko. Kiedy to on rozprawiał się z czyszczeniem ryb oraz ich późniejszym myciem poprosił dziewczynę, by zajęła się przygotowaniem odpowiedniej grubości patyków oraz pieczeniem gotowych już rybek. Po jakimś czasie wszystko było już gotowe, a oni mogli w końcu podjeść. Najedzeni przez chwilę zwyczajnie wylegiwali się, leżąc na trawie, choć to nie trwało zbyt długo, gdyż zaraz zaczęli się wygłupiać niczym dzieciaki. Najgorsze dla chłopaka było jednak to, że przez owe wygłupy przypadkiem znów wylądował w wodzie, przez co wrzasnął tak, jakby wpadł do wrzątku, a nie zimnej wody. Kiedy się już ogarnął i wychodził na brzeg, miał zamiar brzydko się zemścić, chwycił ją za rękę i bezczelnie wrzucił do wody. Stojąc chwilę na brzegu, śmiał się z jej nieszczęścia z tytułu mokrego ubrania. Po chwili dobrowolnie wskoczył do wody, uniemożliwiając dziewczynie wyjście — w prosty sposób po prostu ją ochlapał, za co od razu dostał dokładnie to samo. Na takiej zabawie spędzili całkiem sporo czasu, mając przy tym mnóstwo śmiechu. Po prostu dobrze się bawili, zwłaszcza że fale chłodnej wody stały się idealne dla panującej wysokiej temperatury powietrza, która na szczęście nie dawała im się teraz we znaki. Mając dość wody, w końcu oboje wrócili na brzeg, tam jednak Nat nie miał ani chwili na odpoczynek od śmiechu, gdyż zaraz Eni dopadła go, mszcząc się na nim przy użyciu łaskotek za przemoczenie jej ubrania. Nie było mu wiele potrzeba, by niemal płakał ze śmiechu, ale nawet najtwardsi w końcu ulegają sile tej tortury i zwyczajnie śmiejąc się, jednocześnie przez to płakał.
-Nie...no weź… przestań! BŁAGAM!
Nie mogąc już wytrzymać, zaczął po prostu błagać, a po błaganiu jedynie czekał na ewentualny akt łaski i zaprzestanie łaskotkowych tortur.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Online
Draculestia

avatar

Liczba postów : 62
Join date : 05/10/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Amator
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Rzeka   Nie Cze 11, 2017 11:36 pm

Była bardzo niezadowolona zachowaniem saiyana tym bardziej, że woda w rzece była okropnie zimna w porównaniu do panującej dusznej pogody. Było to dość dziwne, lecz prawdopodobnie szybko płynące ciecze tak już miały. No nic, po wyjściu z wody dopadając czarnowłosego nie miała zamiaru dać mu jakichkolwiek for za zmoczenie jej ubrania. Dręczyła go łaskotkami tak długo, aż oboje nie opadli z sił, bo jakoś jego błaganie na nic się zdało.
Tak więc minęło około półgodziny porządnego łaskotania, a jako Eni posiadała długie paznokcie porządnie podrapała przy tym saiyana. Gdy padła obok niego na trawie przyglądała się poruszającym po niebie białym obłoczkom odezwała się dychając.
-Następnym razem uduszę cię.
Odpoczywając kilka minut w końcu wstała musząc jakoś wysuszyć swoje ciuszki, by jakoś funkcjonować. Nie mając innego wyjścia była zmuszona rozebrać się i wywiesić poszczególne części stroju na patykach wokół ogniska. W tym stanie skulona oczekiwała nadejścia upragnionego momentu w którym się ubierze, jednak nim nadszedł zdecydowała się wleźć mimo wszystko do rzeki, by nie paradować nago na niepewnym terenie.
Wchodząc do wody odczuła ponowne nieprzyjemne odczucie zimna przeszywającego jej ciało. Siedząc tak obserwowała jak wokół niej przepływają różnej wielkości ryby. Nudząc się jak mops nagle zdała sobie z prawe, że ma na nosie scouter. Westchnąwszy zaczęła przyciskać guziki, byleby coś zadziałało i miała jakieś zajęcie, bo obserwowanie wszystkiego wokół jakoś nie było szczególnie interesujące. Nawet chrapiący Nathaniel z dodatkiem bitów dla urozmaicenia czasu zrobił się nudy. To już coś znaczyło, bo początkowo dawało wielki ubaw.
Nie mogąc już wytrzymać zimna postanowiła wyjść, gdzie rozłożyła koszulkę chłopaka na trawie, by służyła jej jako ręcznik. Wylegując się na słoneczku postanowiła jeszcze raz poprzyciskać wszystko i poszukać rozrywki, choć wątpiła w to. Wtedy wlazła w bazę danych zdobywając wiedzę jaką jej ród nie powinien posiadać, co dało jej przewagę o której nie śniła. Uśmiechając się zerknęła tylko w stronę śpiocha, by upewnić się o jego nieświadomości. Będąc jej pewna, bo tak udawać chrapania się nie da, przepatrzyła jeszcze inne informację upewniając się o prawdomówności ojca. Jednak jedna rzecz się nie zgadzała, co ją bardzo zastanowiło, lecz postanowiła to wyciągnąć jako asa, gdyby nie poskutkowały prośby na temat jej niechcianego ślubu. Wyłączając zabaweczkę podumała jeszcze przez chwilę, układając plany na przyszłości. Wzdychając zmęczona tym wszystkim wstała ubierając się, gotowa odłożyła scouter do plecaka saiyana. Nie była to jej rzecz, więc nie przywłaszczała  jej jakoś szczególnie, choć nie czuła jakiegoś oporu przed używaniem.
Nie mogąc tak usiedzieć samej, zbliżyła się do śpiącego już jakoś ciszej czarnowłosego, który znienacka pochwycił jej nogę. Upadając na niego roześmiała się odczuwając znów bliskość tego zboka. Jednak trudno było mu się jakoś oprzeć, głównie z powodu tego uśmiechu, który pojawiał się coraz częściej na jego twarzy. Pogłaskawszy go po poliku tak wtulona w niego postanowiła o coś zapytać. Jednak wcześniej wolała spytać o coś zupełnie innego.
-Twoje uczucie do mnie jest pewne? Nie było pretekstem bym tylko pozostała u twego boku? Nie chcę być pilnowana przez Draconusa, który boi się mojej wiedzy... i tylko dlatego trzyma mnie na pewną odległość.
Uśmiechnąwszy się po tych słowach ucałowała go we wcześniej głaskany polik siadając blisko przyglądając się jego ogonkowi, który poruszał się niczym zachęcająca zabawka dla kota.
-Ty już wiesz, że ja nie żartuje, ani się nie bawię. Jednak co do ciebie nie mam pewności. W żaden sposób dotychczas nie upewniłeś mnie... że bierzesz mnie na poważnie. Bym na przykład starała się bardziej... odstąpić od tego głupiego ślubu. Bo... jest ktoś... komu zależy...bardziej na mnie i moim szczęściu.
Mówiąc to bawiła się źdźbłem trawy zerkając na saiyana dość tajemniczo, czekając na jego reakcję, którą miała nadzieję zauważyć. Robiąc w końcu słodką minkę zaczęła łaskotać go po nosie trzymają trawą, by tyle nie myślał.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Rzeka   Pon Cze 12, 2017 12:36 am

Bawiącej się dwójce, z daleka przyglądała się para oczu skrytyk w krzakach. Coś lub ktoś uważnie się przyglądała dziwnym, dwunożnym postaciom. Niemniej, owy stalker siedział cichutko wyczekując okazji do zbliżenia się.
Podczas obserwacji zakochanej parki, tajemniczy stalker zainteresował się zabawką, którą miała Eni. Dla obserwatora zdawało się to być czymś ciekawym. Zatem, skradając się, będąc bardzo cichutko, nadal w swoim ukryciu, zbliżył się na tyle, żeby zabrać plecach. Brązowa łapka wysunęła się z krzaków i pochwyciła plecach i powoli, przesuwała w swoją stronę, aż w końcu wciągnęła go.
Wiadome było, że mały stalker od razu zainteresował się tym, co było w środku. Jednak, żeby nie dać się łatwo złapać, przemieścił się, bardzo cichutko. Mimo to, mógł zostać zauważony, ale został uratowany przez dwa ptaki, które wyleciały z krzaków, tuż nad głowami migdalącej się parki.
Mały kradzież zaczął zaglądać do plecaka, wyciągając wszystko. Jak dorwał się do scoutera, zaczął się nim bawić. Z racji, że nie potrafił go włączyć, rzucił go przed siebie. Scouter idealnie trafił Nata w czoło, zostawiając przy tym bolesny, czerwony ślad.
Złodziejaszek dalej przetrzepywał plecack i wyrzucał na wszystkie strony całą jego zawartość na wszystkie możliwe strony. Jak ten został pusty, to też został wyrzucony w przeciwnim kierunku niż ten, w którym siedziała zakochana parka.
Wiedząc, że nicpoń może zostać zdemaskowany, przemieścił się błyskawicznie. Znowu parka oczu wptatrywała się w zakochaną parkę i wtedy dostrzegła puchaty dodatek Nata. oczyska wodziły za nim na prawo i lewo, aż w końcu gdy ogon znalazł się blisko krzaków został złapany brązowymi łapkami i mocno ugryziony. Mały nicpoń od razu zaczął wypluwać kłaki, które dostały się do jego mordki. Łapkami pomachał na prawo i lewo. Spojrzał znowu na zdezorientowaną parkę i jak dostrzegł jak urokliwa jest Eni, wyskoczył z krzaków wprost w jej ramiona.
Małym urwisem okazała się być małpką, która miałą czerwoną kokardkę na szyi.
Wpatrywała się w Eni. Ujęła jej policzki w łapki i ucałowała w policzek, po czym przytuliła się jak dziecko, zamykając przy tym powieki, bo Eni była przecież taka cieplutka!
Wychodziło na to, że małpka komus uciekła, tylko komu?
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Pon Cze 12, 2017 6:54 pm

Półgodzinne tortury łaskotkami doprowadziły go do takiego zmęczenie, że marzył o chwili snu, a jakby tego było mało, jeszcze dodatkowo go przy tym podrapała. Na szczęście w końcu dała mu spokój z tym dręczeniem oraz zakomunikowała, iż następnym razem go udusi, ale nie przejął się tym.
-Dobrze dobrze, udusisz.
Roześmiał się, zakładając ręce za głowę i zamykając oczy, po prostu miał zamiar odpocząć, a to czy zaśnie, czy nie było już mniej istotne. Nim w ogóle przysnął, ona już zajęła się po prostu sobą, a raczej swoimi ciuszkami przynajmniej tyle wywnioskował z tego, co słyszał. Korzystając z tego, po prostu sobie leżał, aż zasnął, co było dla niego na plus, bo mógł zregenerować utraconą w czasie tortur energię. Trochę trwało, nim się wybudził, ale przynajmniej mógł uznać, że odpoczął, mimo to dalej sobie leżał aż do chwili kiedy usłyszał, jak dziewczyna się do niego zbliża. Postanowił zrobić jej małego psikusa i chwycił ją za nogę, co doprowadziło do tego, co chciał osiągnąć, a mianowicie jej upadek. To, że stał się miejscem lądowania, zupełnie mu nie przeszkadzało, kiedy się roześmiała, w odpowiedzi na jego gębie pojawił się uśmiech, który ostatnimi czasy był niemal ciągle obecny – nie licząc chwili, gdy prowadzili między sobą mini wojnę. Było miło, nie mógł temu zaprzeczyć, ale oczywiście musiały paść poważne pytania, na które on musiał odpowiedzieć. Oczywiście odpowiedź była prosta i nawet nie zamierzał szukać jakiejś okrężnej drogi.
-Oczywiście, że jest pewne, inaczej bym tego nie powiedział. Nie jest to żaden pretekst.
Tyle odpowiedział, nie odpowiadały mu zarzuty, że powiedział coś, tylko po to by przy nim została, żeby mógł jej pilnować jako Draconus, bo ma jakąś wiedzę. Nie obchodziło go to, jaką ma wiedzę, jak również nie obchodził go ten cały konflikt rodów, o czym już wspominał. Westchnął, zastanawiając się, skąd jej w ogóle przyszło do głowy, że jej pilnuje bądź coś w tym stylu.
-Nie pilnuję cię, nawet przez myśl mi coś takiego nie przeszło.
Dodał jeszcze, żeby miała jasność, że to, co ona wymyśliła, to nawet nie przyszło mu do łba. Przy kolejnych jej słowach jeszcze bardziej się zdziwił. Nawet nie skończyła mówić, kiedy to oberwał on w czoło swoim własnym scouterem, co wcale nie było przyjemne! Chwycił się ręką za czoło, rozmasowując obolałe miejsce.
-Co do diabła?!
Wrzasnął, podnosząc się do siadu, nadal rozmasowując czoło, rozejrzał się w poszukiwaniu sprawcy, ale zamiast tego dostrzegł jedynie brak swojego plecaka, co go zirytowało, jednak na razie milczał. Oczywiście sens jej słów do niego dotarł mimo tego nieprzyjemnego zajścia z niespodziewanym atakiem na jego osobę przy użyciu jego własności.
Nie wierzyła mu, że bierze ją na poważnie? Musiał jej to jakoś udowodnić? No cóż, skoro nie miał wyjścia, to będzie musiał coś wymyślić. Nie zdążył się zastanowić, kiedy to coś użarło go w jego puchaty ogonek, a to wywołało niezbyt przyjemny dla ucha wrzask saiyana. Nawet jeśli miał już ogonek uodporniony na ucisk to wbicie zębisk będzie bolało zawsze! Już po chwili dostrzegł sprawcę swojej boleści, widząc jakąś małpę, która władowała się Eni w ramiona.
-Ty mały pieprzony futrzaku! Przerobię cię na czapkę!
Miał ochotę rozszarpać tego futrzaka i zrobić z niego czapeczkę albo cokolwiek innego! Miał kompletnie gdzieś, że to tylko małe zwierzątko! Użarło go w ogon i musiało ponieść za to karę! Chwilowa wściekłość minęła w chwili ustąpienia bólu na ogonie. Chętnie zrobiłby z tego zwierzaka krwawą miazgę, ale był prawie pewien, że halfka by mu na to nie pozwoliła
-Twoje szczęście głupi futrzaku, żeś znalazł sobie odpowiednią ochronę.
Uspokajając się, zamachał swym ogonem, jednocześnie sięgając po swój scouter, który położył bliżej siebie, by nie walał się gdziekolwiek. Westchnął jedynie, kierując wzrok na Eni, która jakby nigdy nic tuliła owego wrednego i złodziejskiego małpiszona. Zignorował tą całą sytuację, mając zamiar wrócić do wcześniejszego tematu.
-Jeśli nadal cię interesuje… Traktuję cię bardzo poważnie, bardziej już się nie da…
Urwał swoją wypowiedź, nie do końca wiedząc, co ma powiedzieć. Podrapał się w głowę z dość dziwną miną na gębie, zastanawiał się, co mógłby jeszcze powiedzieć na ten temat, ale jakoś nie bardzo cokolwiek przychodziło mu do łba. Nie mając jakoś pomysłów, z powrotem położył się, zakładając obie ręce za głowę. Mógł jedynie powiedzieć jej, to co myślał, choć nie był pewien czy warto to mówić, jednak zdecydował się jej o tym powiedzieć.
-Zwyczajnie chcę z tobą być. Nawet jeśli tylko chwilę, gdybyś zdecydowała jednak posłuchać ojca.
Nic więcej nie powiedział, po prostu sobie leżał i gapił się w niebo, zastanawiając się co robić dalej.
Powrót do góry Go down
Online
Draculestia

avatar

Liczba postów : 62
Join date : 05/10/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Amator
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Rzeka   Wto Cze 13, 2017 12:55 am

Sytuacja wydawała się wyjątkowo romantyczna, kiedy saiyan ją upewniał o swoim uczuciu, do momentu zderzenia czegoś z jego czołem. I choć nie było to śmieszne, Eni musiała się nieźle wysilić, by ukryć cichy chichot. Z drugiej strony stała się czujniejsza zastanawiając się kto postanowił tak brzydko zabawić się ich kosztem. Mając nadzieję, że to nikt jej znany. Nie mogąc nikogo dojrzeć była zmuszona dać sobie spokój, choć pozostała jakaś niepewność która rozwiązała się przy okazji okropnego krzyku chłopaka. Nastolatka potrafiła wiele znieść głównie przez głośne słuchanie muzyki, jednak tym razem zatkała uszy, by nie uszkodzić bębenków. I nim się zorientowała, co się właściwie stało w jej ramiona wpadła mała małpka. Była zaskoczona tym faktem, ale szybko przywiązała się do zwierzątka, która było w końcu takie słodkie. Słysząc jednak wrogość ze strony czarnowłosego, postanowiła zareagować.
-Nie waż się tykać małpki! To tylko malutkie stworzonko. Na pewno jest jej... jemu przykro. Plus sam kusisz majtając tym ogonem.
Widząc zmianę w nastawieniu saiyana uspokoiła się głaskając po łebku nowego towarzysza. Słuchając uważnie, co miał do dopowiedzenia Nathaniel w temacie poprzedniej rozmowy nim została ona przerwana, była miło zaskoczona. Jego słowa były bardzo miłe i nie wydawało się jej by kłamał. Uśmiechając się delikatnie i rumieniąc dość mocno na policzkach spojrzała na niego jednoznacznie, choć w sercu czuła okropny mętlik z którym musiała poradzić sobie sama.
Siedząc tak przyglądała się ciału chłopaka, który najwyraźniej postanowił się po wylegiwać jeszcze trochę. Jednak trzymając na sobie śpiącą małpkę zauważyła na jej szyi czerwoną kokardkę, co od razu zasugerowało posiadanie właściciela, który z pewnością martwi się o nią. Westchnąwszy przybliżyła się maksymalnie do saiyana mówiąc dość niechętnie.
-Ta małpka ma właściciela. Trzeba go odnaleźć. Zgodzisz się ze mną, prawda?
Wstając rozejrzała się zastanawiając w ogóle, gdzie mogła oddzielić się od od rodziny, kiedy to małpka niespodziewanie wyskoczyła jej z rąk. Wprost na brzuch saiyana, gdzie postanowiła poskakać wydając głośne odgłosy. Oczywiście wkurzyła tym zachowaniem chłopaka, co raczej nie pomagało jej pozostać z nimi. Eni próbowała ją pochwycić, lecz małpie figle okazały się szybsze niż refleks obojga, który spowodował tylko zderzenie czołowe. Jedynym wyjściem okazało się podniesienie dupska, co zrobił za namową nastolatki, która starała się uspokoić sytuację rozmasowując obolałe miejsce.
Kolejnym ruchem małpki okazało się skakanie po głowie Nathaniela i ciąganie za włosy, na co niebieskowłosa już zasłoniła oczy, by nie widzieć zbierającego się wybuchu ze strony czarnowłosego, torturowanego wręcz przez stworzonko. Kiedy znów wydarł się rozwścieczony tym cyrkiem, przestraszył małpkę do tego stopnia, że zsiusiała się wprost na niego. Na ten widok Eni stanęła jak słup nie wiedząc, co właściwie ma zrobić. Na szczęście zwierzątko wskoczyło ponownie w jej ramiona, przytulając je mocno uśmiechnęła się do chłopaka .
-Natuś... to tylko mała małpka... uspokój się. Oddychaj. Wdech i wydech... proszę...
Z każdym kolejnym słowem wykonywała krok do tyłu widząc brak opanowania w jego oczach. Jednak miała wielką nadzieję, że zdoła się uspokoić niż zrobi coś czego może żałować. Osłaniając zwierzaczka, które trzęsło się niczym galaretka, czekała na jakieś słowa z jego strony niż czyny. Biorąc głęboki wdech postanowiła ponownie odezwać się.
-Natuś... proszę... wynagrodzę ci jej zachowanie... jak tylko będziesz chciał. Tylko nie krzywdź jej.
Małpka natomiast nie pomagała wystawiając mu język i robiąc innego głupie miny, których dziewczyna nie zauważyła.
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Wto Cze 13, 2017 12:00 pm

Chciał się w spokoju polenić, ale nie było mu to dane, gdyż w ciągu krótkiej chwili dziewczyna postanowiła mu poprzeszkadzać stwierdzeniem, że małpka ma właściciela i trzeba go odnaleźć. Na to jedynie westchnął, gdyż nie miał absolutnie najmniejszej ochoty na to, by przeczesywać najbliższą okolicę w poszukiwaniu właściciela niesfornego zwierzaka. Może i mu się nie chciało, ale jakby go poprosiła, to zrobiłby to, w sumie nawet nie musiała go prosić, bo domyślił się, że swoim pytaniem wyraziła jasno oczekiwania. Westchnął, drapiąc się palcem w czubek nosa, udając, że się zastanawia na tym, czy się zgodzić.
-No nie mam zamiaru niańczyć tego futrzaka, więc odnalezienie jego właściciela będzie najlepszym rozwiązaniem. Byle szybko.
Po tych słowach zwyczajnie przeciągnął się, ziewając, tak bardzo miał ochotę sobie poleżeć, ale niestety nawet to nie było mu dane. Nawet podnieść się nie zdążył, kiedy ta przeklęta małpa znalazła się na jego brzuchu, robiąc sobie z niego plac do małpich zabaw!
-Ty mały cholerny małpiszonie!
To ani trochę się mu nie podobało i próbował dorwać owego małpiszona i nie tylko on próbował to zrobić. Ze schwytania bawiącej się przednio małpki nic im nie wyszło, a jedynie znów zderzyli się czołami, co nie było w ogóle przyjemne. Za namową, a raczej przymusem podniósł się na nogi, ale to nic nie dało. Głupi futrzak wlazł mu dosłownie na łeb, skacząc i ciągnąc go za włosy! No tego to było za wiele! Saiyanin miał serdecznie dość tych śmieszków stworzonka z jego osoby! Jakby nie wystarczyło to, że halfka uwielbia go torturować to teraz jeszcze to upierdliwe zwierzę. Był już wystarczająco wkurwiony, by nastąpił wybuch przejawiający się porządnym wkurwionym krzykiem. To jednak nic nie dało oprócz tego, że małpiszon zwyczajnie się na niego zlał… Po tym czynie ze strony irytująco-wkurwiającego zwierzątka miał ochotę tylko na jedno. Na mielone z małpy!
-Zabiję cię futrzaku!!! Zabiję i przerobię na mielone!!!
Był wściekły! Oj dawno się już tak bardzo nie wkurzył! I raczej mało prawdopodobne było to, żeby przepuścił temu ssakowi, nie miał takiego zamiaru. Jego zamysł jednak powoli umykał, kiedy słyszał prośby dziewczyny, która nie tyle, że mówiła, to jeszcze cofała się, jakby to jej miał coś zrobić. Prośby ani groźby nie były wystarczającym powodem, żeby odciągnąć go od jego postanowienie o zrobieniu porządnego kuku owemu futrzakowi. Nie obchodziło go przerażenie zwierzątka, miał ochotę je rozszarpać, tak że nie będzie możliwości rozpoznać czym to było wcześniej. Oczywiście nim w ogóle cokolwiek zrobił czy powiedział, to musiał błyskawicznie reagować, by ciągle cofająca się nastolatka nie wylądowała ponownie w lodowatej wodzie. Na szczęście udało mu się ją zatrzymać, nim wykonała ostatni krok, który wywołałby nieprzyjemna kąpiel. To nieco go ocuciło z furii, jednak nadal był wściekły, chociaż słysząc jej następne słowa, wyraził swoje zainteresowanie lekkim uśmieszkiem. Prośba jak prośba mógłby na nią przystać, ale ta oferta była jak oznaczona wielgachnym czerwonym napisem mówiącym wprost „oferta nie do odrzucenia”. Sam do końca nie wiedział, czy to prośba wywołała w nim to, że się uspokoił, ale przynajmniej minęła mu chęć ukatrupienia futrzaka. Wziął głęboki wdech, a następnie spokojnie wypuścił powietrze przez nos, by kompletnie się uspokoić.
-Dobrze nie ukatrupię małpki.
Uśmiechnął się i cmoknął dziewczynę w policzek, a zaraz po tym zwyczajnie zaczął szukać swoich gratów, które to zostały zapewne jumnięte przez tą małpę. Trochę mu zajęło poszukiwanie samego plecaka, a po drodze zdążył odnaleźć całą jego zawartość, nadal był wkurzony na futrzaka i z wielką przyjemnością zrobiłby mu krzywdę. Mając już wszystkie swoje graty łącznie z plecakiem, upchnął całą resztę do niego, pozostawiając sobie tylko to, czego potrzebował. Uzbrojony wskoczył do lodowatej wody byle tylko zmyć z siebie te małpie szczyny. Spędził w cieczy dość dużo czasu, praktycznie większość z niego spędzał pod wodą by woda płynąca z prądem jakoś zmyła z niego owe nieczystości. Niestety sama woda to jeszcze nie kąpiel, nawet jeśli wspomagał proces względnego oczyszczania rękoma. Nie mając więc wyjścia, postanowił użyć tego, w co się uzbroił, a mianowicie najzwyklejszego mydła byle tylko być znów czystym. To już przyniosło lepszy efekt, choć nieco zanieczyścił wodę samym mydłem, ale co go to obchodziło? Ta planeta już miała gorsze skażenia od tej drobnostki. Po doprowadzeniu się do stanu używalności wyrzucił mydło na brzeg, a zaraz po tym sam wyszedł. Będąc już na twardym gruncie, potrząsnął lekko głową w celu pozbycia się nadmiaru wody z włosów. Tak można go nazwać czyściochem, jak na saiyana czy nawet jak na faceta, ale przynajmniej nie łaził śmierdzący, jakby rok mydła nie widział, a z takimi przypadkami to już się zetknął na swoje nieszczęście. Podszedł od do dziewczyny, która nadal zajmowała się tym głupim małpiszonem, a zatrzymując się naprzeciw niej, sprzedał jej bardzo lekkiego pstryczka w nos.
-Nie myśl sobie, że nie skorzystam z oferty...zrobię to, ale później.
Chytrze się uśmiechnął, wykonując kilka kroków w tył i zwyczajnie padając na trawę, musiał wyschnąć by móc cokolwiek zrobić, a że był wystarczająco rozleniwiony, to wcale nie chciało mu się przyśpieszać tego procesu. Założył ręce za głowę, nadal mając na gębie ten chytry uśmieszek, który najwyraźniej nie miał zamiaru zniknąć.
-Masz pomysł jak odnaleźć właścicieli tego futrzaka?

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Online
Draculestia

avatar

Liczba postów : 62
Join date : 05/10/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Amator
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Rzeka   Sro Cze 14, 2017 12:50 am

W pewnej chwili niemal miała pewność, że będzie światkiem czegoś koszmarnego, ale ku jej zaskoczeniu chłopak uspokoił się. Odetchnąwszy z ulgą otrzymała buziaka w policzek, co spowodowało momentalnie uśmiech na jej twarzy. Trzymając małpkę i głaszcząc ją po łebki szepnęła jej parę słów na temat osoby dla której była taka niedobra. Kiedy Nathaniel zbierał swoje graty porozrzucane prawie wszędzie po polance przy rzece, gdzie się znajdowali, ona postanowiła pobawić się z bananożercą. Siadając wygodnie na trawie i usadzając stworzonko naprzeciw siebie klaskała nucąc pewne melodie, co widocznie przypadło do gustu małpce. Bawiąc się z nią w ten sposób przez cały czas szorowania się saiyana w rzece, zaczęła się zastanawiać nad czymś. Mianowicie prócz uśmiechu i zmiany nastawienia czarnowłosego nie usłyszała niczego związanego z jej propozycją. Uznając, że nie było to konieczne odetchnęła ponownie. Wstając postanowiła przemyć mordkę zwierzaczkowi, który niespodziewanie zaczął wcinać resztki, a raczej odpady z ryb, wcześniej zjedzonych przez dwójkę. Robiąc niezadowoloną minę, choć przypominała chwilę przed puszczeniem pawia szybko odebrała wszelkie paskudztwa z łapek mając zamiar opłukać ją jednak całą. Kierując się do wody i trzymając małpkę na pewną odległość otrzymała pstryczka w nos od saiyan. Miała ochotę mu oddać, ale wtedy usłyszała te słowa i zobaczyła specyficzny tylko dla niej uśmiech. Zarumieniając się niczym dojrzała truskaweczka robiąc minę jakby zszokowanej nie spuszczając przez chwilę z niego wzroku, zaczęła ponownie rozmyślać. Czerwieniąc się coraz mocniej zbliżając się z bananożercą do brzegu mając niesamowicie grzeszne myśli, co spowodowało w pewnym momencie upuszczenie małpki do wody, by zakryć swoją twarz. Uspokajając się na sekundę wpadła w panikę musząc wyciągnąć z rwącej rzeki zwierzaczka, który znajdując sposobność zaraz przykleił się do niej niczym rzep drżąc. Uspokajając się kucnęła delikatnie przemywając dokładnie jej pyszczek starając się już nie myśleć. Odkładając ją jakimś cudem obok siebie usiadła wygodnie oddychając i licząc do dziesięciu.
Wtedy padło pytanie na które nie znała odpowiedzi. I choć zastanawiała się parę dobrych minut odwróciwszy się do niego miała pustkę w głowie. Do chwili powrotu nagannych myśli, widząc ponownie jego ciało ociekające kroplami wody, co sprawiało brak możliwości skupienia się na czymkolwiek. Musząc skupić się na małpce i jej nowej formie zabawy jaką było skakanie między patykami wokół ogniska. Oczywiście widok takiej sytuacji od razu sprowokował Eni do działania, zabierając ją z daleka od ognia. Mając dosyć obowiązków jakie nałożył na nią los i olewania saiyana niespodziewanie dziewczyna wybuchnęła wściekłością. Jej krzyk, a raczej pisk rozszedł się w szybkim tempie na wystarczająco odległość, by skupić uwagę właścicielki na szukaniu swojego zwierzaczka w tym rejonie, a nie innym.
Po około pięciu minutach na polankę wyjechała wprost z krzaków terenówka, wyjątkowo nowiusieńka, a wysiadł z niej jakiś koleś w markowych ciuszkach zdejmując przeciwsłoneczne okulary przyglądając się Eni. Jej mina sugerowała, by nie podchodził chyba, że chce stracić rodowód. Zaraz po nim z pojazdu wysiadła damulka w szpileczkach, bardzo króciutkiej sukience z takim makijażem, że nastolatka nie wierzyła jak to się trzyma. Po chwili również dało się usłyszeć piskliwy głosić paniusiu wołający swojego pupilka, małpka szybko ruszyła w stronę samochodu robiąc w nim istną dżungle. Niebieskowłosa tylko pomachała nie ruszając się z miejsca, jakoś nie mając ochoty wnikać w cokolwiek.
Po odjeździe dziwolągów podeszła do Nathaniela i przyglądając się mu z góry, zasłaniając przy tym padające na niego słoneczko odezwała się.
-Chyba wystarczy tego opalania się... co?
Po wyprostowaniu się wyczuła ruch saiyana i przeskoczyła jego ponowne usiłowanie obmacywanie jej. Zaśmiawszy uniosła się nad ziemię, lewitując sobie tak nad nim wystawiając mu język mając ochotę sprawdzić jego refleks. Jak pomyślała tak zrobiła, jednak miała nadzieję innej reakcji, właściwie miała nadzieję na jakąkolwiek reakcję. W jej głowie to wyglądało na oczywiste i proste, ale wyszło jak zawsze. Po zamachnięciu się z półobrotu miała przywalić w ziemię, kiedy chłopak miał wykonać unik. Jednak po potężnym uderzeniu go w brzuch znieruchomiała automatycznie padając na cztery litery, znów przywalając mu ciężarem w obolałe miejsce. Schodząc szybko zakryła usta dłońmi wpatrując się w niego przerażona.
-Ja... ja byłam pewna, że... zrobisz unik. Czemu nie zrobiłeś tego?
Czując się winna pogłaskała go po głowie dając masę buziaczków, byleby nie był zły. Siedząc tak nie wiedziała, co zrobić, więc słodkim głosikiem odezwała się.
-Wszystko dobrze? Natuś? Odezwij się...


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Sro Cze 14, 2017 3:05 pm

Leżał sobie w spokoju, nie wadząc nikomu, a raczej próbując przeczekać obecność tej okropnej małpy tak, iż trzymał się, jak najdalej tylko mógł. Nadal miał wielką ochotę ją ukatrupić, ale nie mógł tego zrobić, bo powiedział Eni, że tego nie uczyni. Musiał więc dotrzymać słowa, choć było to trudne. Sprawiał wrażenie, że olewa na tę chwilę wszystko, co tylko się da, ale wcale tak nie było, wiedział doskonale co dzieje się wokół niego. W chwili kiedy dziewczyna już nie wytrzymała i sama porządnie się wkurzyła tym razem, to on musiał zakryć uszy, by nie ogłuchnąć albo cokolwiek innego, nie chciał żadnego uszczerbku na zdrowiu, zwłaszcza jeśli chodzi o tak przydatny zmysł, jak słuch. Po całym tym potężnym wrzasku dziewczyny nie trzeba było długo czekać, gdy z krzaków wyłoniła się terenówka. Nathaniel nie widział, kto wysiadł z ów pojazdu, ale słyszał głosik najwyraźniej jakiejś paniusi, na co jedynie niemiłosiernie się skrzywił, jakby właśnie pożarł ileś kilogramów cytryn czy innych potwornie kwaśnych owoców. Tak czy siak, owy głosik nie był ani trochę przyjemny dla ucha. Na szczęście jak szybko ów pojazd się zjawił tak i zniknął razem z tą przeklętą małpą. Kiedy halfka do niego podeszła zasłaniając, jakże przyjemne słońce od razu na nią spojrzał, a na jej słowa po prostu się uśmiechnął.
-Czy ja wiem? Wygodnie mi się tu leży.
Ledwie się ruszył, kiedy ona chyba źle odebrała jego zamiary, a zaraz po tym zwyczajnie nad nim lewitowała, oczywiście musiała również pokazać mu język, bo jakże inaczej. Czy spodziewał się tego nagłego ataku na jego osobę z jej strony? A gdzie tam! Był pewien, że może przy niej po prostu rozluźnić się i opuścić gardę w końcu przecież nie miała go za wroga. Chyba? Sam już nie wiedział, zwłaszcza kiedy to dostał porządnym ciosem z półobrotu prosto w brzuch. Jedyną jego reakcją było zaciśnięcie zębów i skrzywienie się z bólu. Był zbyt rozluźniony, by nie odczuć ataku z pełną parą, jaką to dziewczyna władowała w niego. Kiedy jeszcze dodatkowo na niego spadła to tak jakby dodatkowo chciała go dobić, ale raczej nie było to w jej zamiarze, gdyż błyskawicznie się z niego ulotniła. Dostrzegając jej przerażenie, jak również słysząc słowa, że była pewna, iż wykona unik, prychnął, bo niby skąd on miał wytrzasnąć pomysł na to, że ona znajdzie kaprys na sprawdzanie jego reakcji na nagłe ataki? W ogóle nie przyszło mu do łba, że po tym wszystkim jeszcze w ogóle wpadnie na pomysł, by go zaatakować! Choć jej próby udobruchania go by nie był na nią zły, trochę pomogły to jednak ani myślał przepuścić jej takiego czynu jak władowania w niego całej siły ot tak.
-Powiedzmy, że nic mi nie jest...
Przewrócił się z pleców na brzuch, choć na nim nie wylądował, gdyż zaparł się rękoma oraz kolanami, od tego uderzenia zrobiło mu się przez chwilę po prostu niedobrze i miał wrażenie, że za chwilę zwróci wszystko, co zjadł. Na szczęście to się nie stało. W tej chwili miał wielką ochotę jej po prostu oddać, ale nie zrobił tego. Jedną ręką rozmasował obolałe po ciosie miejsce, bolało – nie mógł temu zaprzeczyć. Miał jednak już teraz powód do tego, by nawet przy niej nie rozluźniać się, tak jak zrobił to chwilę temu. Teraz żałował, że w ogóle sobie na to pozwolił. Jak tylko się pozbierał, od razu podniósł się na nogi i dalej rozmasowując swój brzuch, polazł do miejsca, w którym były jego ciuchy. W spokoju się ubrał, choć zrobił to powoli, bo nadal odczuwał skutki uderzenia, co wcale nie było przyjemne. Po skompletowaniu ubrań, jak również całej reszty podszedł do nadal przerażonej dziewczyny, przed którą kucnął.
-Ten atak to jakaś sugestia, że lepiej bym się przy tobie nie rozluźniał?
Zadał to pytanie ze zwykłej konieczności, choć i tak nie miał zamiaru pozwolić sobie więcej na coś takiego, jak nadmierne rozluźnienie się, tym atakiem w pewnym sensie przypomniała mu, że nawet jeśli jest oficjalnym trupem to i tak musi pozostać czujny.
Powrót do góry Go down
Online
Draculestia

avatar

Liczba postów : 62
Join date : 05/10/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Amator
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Rzeka   Pią Cze 16, 2017 12:36 am

Widząc, że zbyt dużej krzywdy mu nie zrobiła uśmiechnęła się cwaniacko kiedy tak kucnął przed nią zadając dość dziwne pytanie. Podnosząc się i widząc go tak niemal przed nią na kolanach odezwała się spoglądać w niebo.
-Nie możesz sobie na to pozwalać. Nigdy!
Zerkając na niego zacisnęła dłonie mocno w pięści, wyglądając bardzo poważnie.
-Nigdy nie wiesz, czy wróg nie czai się tuż za rogiem! Co by powiedział... - zamyśliła się. -… twoi rodzice albo ktokolwiek inny. Nie możesz! Inaczej zginiemy...bądź poważny.
Po czym pacnęła go po głowie niczym upierdliwą muchę, wzdychając ciężko. Rozmasowując czoło zamyślona oddała się dumaniu, nie mogąc zrozumieć takiego braku dyscypliny nawet podczas zabawy. Nie mając pojęcia, jak przetłumaczyć saiyanowi, że nawet przyjaciel potrafi okazać się największym wrogiem, odpuściła sobie rozmowę w tym temacie.
Rozejrzawszy się wokoło miała dziwne uczucie obserwacji, skąd? Znała je doskonale ze szkoły, głównie z lekcji wychowania fizycznego, gdzie podczas ćwiczeń dziewczęta często obserwowane są przez swoich zboczonych rówieśników. Nie mając jednak stu procentowej pewności milczała zerkając na Nathaniela, który wyglądał na zamyślonego. Nudząc się jednak jak mops postanowiła sprawdzić coś. W końcu skoro on chce z nią być, musi być gotowy zawsze i to na wszystko. Dlatego wykorzystując bliską odległość, dzielące ich niemal centymetry rzuciła się na niego, niczym tygrysica na swoją ofiarę. Gdy tylko saiyan wylądował na trawie „przygniatany” ciałem halfki oczywiście pierwsze co zrobił to uśmiechnął się. Eni odwzajemniając ten gest bardzo subtelnie dorwała się do jego ust, całując go bardzo namiętnie. Czas trwania się nie liczył, ale reakcja na zaskoczenie. Nie odrywając się od niego ani na chwilę postanowiła zrobić dodatkowy krok, by rozproszyć chłopaka. Najłatwiejszym sposobem było powolne rozbieranie go i muskanie ciała w przyjemny sposób, już wiedziała jak sprawić u niego taki efekt.
Kiedy tylko stracił koszulkę i do połowy spodnie postanowiła działać. Pierwszym ruchem usiłowała go uderzyć porządnie w brzuch, ale przejął cios unieruchamiając jej nadgarstek tuż nad głową. Uśmiechając się zdesperowana zdała sobie sprawę, że chyba jednak coś jej nie wyszło. Wygiąwszy się mocno do tyłu zamachnęła się, by kopnąć go w dzwoneczki, ale mocno pochwycona jej noga została pokierowała w innym kierunku. Leżąc tak pomrugała kilkakrotnie nie dowierzając całej tej sytuacji, gdzie Nat właśnie znalazł się nad nią i niemal wsuwał dłoń pod jej koszulkę. Dlatego też wycofała się szybko spod niego zakrywając ciało dłońmi i sycząc na niego jadowicie. Znajdując się niecały metr od niego odezwała się oddychając dość ciężko.
-Nu nu nu! Nie to... nie oto mi... ehh! Zboczuch jesteś!
Wypiszczawszy odpowiedź zarumieniła się mocno na policzkach poprawiając koszulkę i zapinając bluzę po samą szyję. Krzyżując nogi wystawiła mu język, po czym jeszcze fuknęła dalej mając lekkiego buraka na twarzy. Nagle przyglądając się mu uważnie zauważyła jak wyglądał tak rozkojarzony i niemal nagi. Zagryzając dolną wargę ust odwróciła się momentalnie tyłem do niego zakrywając dłońmi twarz.
-Ty mnie rozpraszasz!
W myślach dusiła go, jednak po chwili widziała to ciało i krew szła z nosa. Czując się wykorzystana przez los w mało przyjemny sposób, miała ochotę spłonąć. Wzdychając spojrzała na saiyan chcąc mu wyjaśnić, że chciała z zaskoczenia z nim powalczyć, ale nie wyszło. Wtem ujrzała jak się podniósł, tło jakby zmieniło kolor na różowy, a spodnie zjechały mu całkiem do kostek, a bielizna delikatnie odsłoniła biodro. Eni padła pod wpływem potoku z nosa na trawę będąc zła, gdy już jej przechodziło niespodziewanie nad nią pojawił się Nathaniel. Rumieńce pojawiły się ponownie jak i słodki zawstydzony wyraz twarzy.
-Coś zgubiłeś pod... moją bluzą?
Przyglądała mu się zaciekawiona tym jak zaczął rozpinać jej bluzę z tym jego uśmieszkiem, jakby nigdy nic. Czyżby coś planował? Tym bardziej, że nie wykorzystał tej okazji, którą mu zaproponowała, by nie robił krzywdy biednemu zwierzaczkowi.



OOC:
 
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Sob Cze 17, 2017 2:25 am

Jej słowa go trochę rozbawiły, w końcu nie chodziło mu o ogólne rozluźnienie się i pozwolenie wrogom na łatwe zabicie go a o to by mógł być rozluźniony tylko wobec niej. Nie miał jednak zamiaru dyskutować na ten temat, skoro uważała, że powinien być wiecznie czujny to niech i tak będzie. Nie miał jednak możliwości, by odpowiedzieć, bo po prostu jakoś się zamyślił i ostatecznie przemilczał ten temat. Czy przejmował się faktem, iż ktoś za nimi ciągle łazi? Ani trochę, miał to kompletnie gdzieś, póki nie atakował, niech sobie łazi. Czy to był powód słów dziewczyny? To tego „ogona” miał się wystrzegać i dla niego pozostawać czujnym? No cóż, skoro tego od niego oczekiwała, to miał zamiar to zrobić i pozostać gotowym do walki nawet w trakcie wypoczynku.
W ogóle z zamyślenia to ocknął się, dopiero kiedy został przewrócony a ona go „przygniotła”, na co tylko się uśmiechnął. Późniejsze jej poczynania były jak najbardziej na plus, po prostu temu ulegał, ale to nie oznaczało, iż stracił na czujności. Tak jak chciała, był czujny przez cały czas. Pozwalał jej na to, czerpiąc sporo przyjemności, ba nawet standardowo dla siebie chwilami pomrukiwał niczym kotek.
Będąc rozebranym do połowy, został przez nią tak po prostu zaatakowany, zatrzymał jej rękę i unieruchomił odpowiednio tuż nad głową. Późniejszy kopniak również został udaremniony, a dziewczyna wylądowała na ziemi, a on znalazł się nad nią, mając zamiar teraz samemu ją porozpraszać. Już niemal wsuwał dłoń pod jej koszulkę, kiedy to ona po prostu uciekła na raka, przy okazji okrywając się, jakby nigdy w życiu nikt jej nie tykał. Jakby tego było mało, jeszcze zaczęła na niego syczeć jak jakaś kobra, czy inny mało sympatyczny wąż. To wszystko w połączeniu ze słowami wywołało śmiech saiyana, który naprawdę już nie mógł się powstrzymać, choć początkowo próbował, to jednak nie dał rady. Na szczęście długo się nie śmiał, nawet nie dałby rady śmiać się dłużej.
-Ja wcale nie jestem zboczony, to ty zaczęłaś.
Oczywiście mimo chwilowego śmieszku wciąż pozostawał rozkojarzony, po tym, co miało miejsce, jak również niezbyt kompletnie ubrany za sprawą dziewczyny, która najwyraźniej uznała jego stan za coś złego i odwróciwszy się plecami, zwyczajnie stwierdziła, że to on ją rozprasza. Pozostawał w takim położeniu, jak wcześniej aż w końcu postanowił wstać na nogi, a to spowodowało, iż jego spodnie zleciały do kostek. Nie przejął się tym, a jedynie przestąpił przeszkadzającą część ubrania, podchodząc do Eni która pod wpływem widoków padła? Podszedł do niej, a chwilę później będąc już nad nią, mógł dostrzec to jej urocze oblicze. Na jego twarzy zawitał ten chytry uśmieszek, przy czym jednocześnie dobrał się do zamka jej bluzy, który jakby nigdy nic zaczął rozpinać. Jej pytanie nie zyskało odpowiedzi a jedynie potakujące mruknięcie wraz z pochyleniem się czarnowłosego, który tak po prostu złożył kilka pocałunków na szyi halfki. W tej chwili tylko ją podpuszczał, tak naprawdę nie miał zamiaru zmarnować jej oferty na coś, co już miał, to byłoby mało rozsądne z jego strony. Nie robił niczego, co mogłoby nadmiernie rozbudzić dziewczynę, w końcu nie do tego zmierzał przynajmniej nie teraz. W pewnej chwili zaprzestał wszelkich działań i spojrzał jej w oczy z wymalowanym na gębie wciąż tym samym charakterystycznym uśmieszkiem.
-Chyba pora bym odebrał zapłatę…
Nie zdradzając jej jeszcze, czego tak naprawdę chce, jeszcze chciał się z nią podroczyć, żeby myślała, że chce od niej tak oczywistej rzeczy. By utwierdzić ją w mylnym przekonaniu, tym razem to on dorwał się do jej ust, namiętnie ją całując. Ile to trwało, nie miał pojęcia, wystarczająco długo by uświadczyć ją w przekonaniu o jego zamiarach. Wtedy też, choć z trudem oderwał się od niej, tak by móc ponownie spojrzeć w jej oczy.
-A teraz poważnie. Powiedziałaś, że wynagrodzisz mi zachowanie tego futrzaka, jak tylko będę chciał...
W tej chwili ona mogła zauważyć, jak bardzo spoważniał, w sumie chyba nie był jeszcze, aż tak poważny będąc przy niej. Mogło to ją zaniepokoić nawet bardzo, w końcu nikt bez powodu aż tak nie poważnieje. Chłopak wciąż wpatrywał się w jej oczy, będąc śmiertelnie poważnym.
-Jedyne czego chcę, to żebyś nie wracała do domu i pozostała ze mną. Bez względu na konsekwencje.
Powrót do góry Go down
Online
Draculestia

avatar

Liczba postów : 62
Join date : 05/10/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Amator
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Rzeka   Nie Cze 18, 2017 12:35 am

Jego spojrzenie, dotyk, a nawet uśmiech, ogólnie mowa ciała mówiły wszystko nawet bez dodatkowych słów. Dlatego z taką łatwością mógł zrobił z nią, co tylko chciał, bo działał na nią niczym uzależniający narkotyk. A z takiego nałogu bardzo trudno wyjść, skoro wciąż było jej mało. Zaraz po połączeniu się ich ust, czas zatrzymał się dla nastolatki, więc oderwanie się tak nagle od niej, było bardzo nieprzyjemne. Spoglądając na niego z uśmiechem już miała wyrazić swoją chęć do dalszych przyjemności, kiedy dostrzegła w jego oczach dziwną powagę. Zlękła się go momentalnie, wyglądając niczym wystraszona owieczka ujrzawszy wygłodniałego wilka przed sobą. Słysząc wypowiadane przez saiyana słowa w takiej tonacji jakby miał ją zaraz zabić, więc odruchowo odczuła nagły skurcz w brzuchu. Jednak wszystko miało skończyć się w przeciwny sposób nim się zapowiadało? Kiedy wypowiedział ostatnie zdanie nim zamilknął Eni zamurowało, dosłownie miała ochotę go udusić za nastraszenie jej do stopnia skrętu kiszek. Westchnąwszy naburmuszyła się będąc bardzo niezadowolona, po czym szybkim ruchem dłonie uderzyła go w twarz. Wydychając powietrze spojrzała w niebo jednak tylko na ułamek sekundy, bo postanowiła zamknąć oczy i pomyśleć przez chwilę. Trwało to krótko jak na nią, jednak Nathaniel musiał się naczekać, aż spojrzała na niego ponownie odzywając się.
-Jesteś nienormalny... W pewnej chwili zaczęłam bać się.... że jednak... ah nie ważne. Nie rób tak więcej, dobrze? Brzuch mnie teraz boli.
Wzdychając głośno objęła dłońmi jego twarz przyciągając do siebie maksymalnie. Gdy jego głowa znalazła się na jej klatce piersiowej dało się usłyszeć walenie jej serca. Było szybkie, nieregularne, jednak stopniowo się uspokajało.
-To twoja wina... nie rób więcej takich min... bo... zaczynam się bać.
Patrząc w niebo, musiała przyznać wyglądało cudownie, takie bezchmurne i błękitne. Głaszcząc go po czuprynie i leżąc spokojnie postanowiła również dodać coś na jego prośbę.
-Jesteś gotowy zaryzykować życie... byleby mieć mnie dla siebie? Bo tak się stanie, kiedy nie pojawię się w domu... a za zdradę... i mnie czeka kara.
Przełykając ślinę pomyślała o wszelkich konsekwencjach jakie czekałyby ją, kiedy ojciec dowiedziałby się, co ona właściwie wyrabia. Po zastanowieniu się, musiała upewnić jakie oczekiwania wiąże z nią czarnowłosy, by mogła tak ryzykować.
-On chce mnie za żonę... dać mi dom i zabezpieczenie finansowe z czasem dzieci. A ty jak to widzisz? Chcesz mnie... ale jaką ja mam pewność, że za dzień lub dwa, tydzień może rok... inna nie stanie się tą jedyną dla ciebie. Jaką ja mam gwarancję, że twoja miłość jest prawdziwa? Bym stawała naprzeciw ojcu... rodzinie... bym ryzykowała wszystkim.
To było oczywiste, że po tej wypowiedzi spojrzą sobie w oczy, by wyjaśnić wszelkie niejasności. Klęcząc przed sobą wpatrzeni jakby nic się nie liczyło, głównie ona czekała z niecierpliwością na jego odpowiedź. Nim jednak to nastąpiło na jej twarzy pojawił się uśmiech pełen nadziei, by było mu łatwiej. Przed nimi pojawiło się wiele możliwości, wszystko zależało od tego momentu, który przerwał dźwięk klaskania. Oboje zdziwieni spojrzeli w stronę zarośli z których wyłonił się młody mężczyzna. Wszystko byłoby normalne, gdyby nie jeden szczegół, który nasuwał się po jego zobaczeniu. Mianowicie jego wygląd, był niczym lustrzane odbicie halfki z małymi różnicami dotyczącymi płci. Eni wstając nie mogła uwierzyć, że osobą śledzącą ich był jej własny brat.
-Więc to nie przypadek... że wpadłam na ciebie w klubie, ta?
Kiedy Len skończył ich oklaskiwać ładnie przeprosił gestem ukłonu odwracając się i wymiotując w krzaki. Wycierając usta jednym ruchem kciuka oraz poprawił również stary model scoutera widniejący na jego oku. Westchnąwszy głośno zerkną tylko w stronę saiyana poprawiając skórzaną kurtkę.
-Wybaczcie moje zachowanie, ale dłużej nie wytrzymałbym słuchania tych ckliwych pierdoł. Samo przez się nasuwa się... rzyganie tęczą. Wracając do tematu, tak to nie był przypadek siostrzyczko.
Uśmiechając się szyderczo zrobił parę kroków w ich kierunku czekając spokojnie na pytania, nie słysząc ich, postanowił więc sam zaspokoić ciekawość obojga bez ich udziału.
-Tak, to stary scouter ojca. I tak, to on kazał mi cię śledzić. Nie, nie zdałem żadnych zaobserwowanych zdarzeń. Tak, ojciec nie jest idiotą, nie puściłby cię samą. Tak, obserwuję cię od początku... i żałuję, bo słyszałem zbyt wiele. Skąd? Masz wpięty w saszetkę podsłuch synchronizowany ze scouterem. Nie oszczędzaliście się... ani mnie.
Po tym wszystkim nastolatka poczuła, że to wszystko było tylko snem. Nigdy nie była wolna, nawet na sekundę. Zaciskając pięści wydarła się wściekła.
-Czy nikt mi nie ufa w tej rodzinie!?
Len najpierw zaśmiał się głupawkowato, by spoważnieć do stopnia straszenia miną.
-Twoje zadanie było proste. Odnaleźć cel wykryty przez ojca i go zweryfikować. Podać jego dane, położenie i wrócić.
Dziewczyna spuściła wzrok nie mając ochoty rozmawiać na ten temat. Jednak Len nie skończył rozmowy, dlatego podszedł do niej chwytając mocno za szyję. Patrząc jej w oczy wyglądał nieprzyjemnie.
-Ojciec cię posłał, bo jako jedyna jesteś zdolna wyciągać informację! Jeko jedyna zawsze mogłaś podejść do wroga i nie wzbudzać podejrzeń! Dlaczego nie wykonałaś rozkazu!?
I choć to wszystko rozgrywało się na oczach saiyana, bliźniak zerknął nagle w jego stronę i odezwał się.
-To sprawy rodzinne, nie musisz być ich świadkiem. Odejdź.
Wracając spojrzeniem na siostrę dusił ją nieprzerwanie, aż w końcu puścił by nie zabić. Kiedy upadła na trawę kucnął przyglądając się jak łapie łapczywie oddech.
-Znasz zasadę... zdrada rodziny oznacza wykluczenie, poprzez śmierć. Jednak... widziałem jak grzebiesz w jego scouterze... zebrałaś chociaż informację?
Leżąc patrzyła bratu w oczy nie poznając go.
-Co ty odwalasz?! Wszystko szło tak pięknie, ale musiałeś zjebać, co nie?
Len zaśmiał się po czym pogłaskał głowę siostry podnosząc się.
-Nie mogłem już słuchać tego pierdolenia i twoich wymysłów na temat kogoś kto nie istnieje... siora wybacz, ale nawet temu dupkowi należy się... normalna śmierć. A nie ochrona takiej kłamczuchy.
Wstając i otrzepując się wzięła głęboki wdech i odwracając się w stronę Nathaniela zbyt się bała, by podejść jednak odezwała się wprost do niego.
-Przepraszam. Nie powinnam była cię w sobie rozkochiwać, ani... pewnie i tak już mi nie uwierzysz, ale sama również się zakochałam..
-Proszę... litości...
-Wiele było kłamstwem... nie istnieje koleś z którym mam wziąć ślub, to były mnie dręczy, jego również spotkałam w klubie i musiałam mu skopać tyłek bo się do mnie przystawiał. Serio spadłam ze schodów. Prawdą również był zwierz który mnie zaatakował przed naszym spotkaniem... oraz fakt, że od początku byłeś moim celem. I tak, sprawdziłam twój scouter, wiem bardzo dużo. I tak chętnie uciekłabym z tobą... choćby teraz.
Wyrzuciwszy to z siebie nie wierzyła w cuda, ale odczuła niesamowitą ulgę. Len w tym czasie poczuł się niepotrzebny i jakoś olany.
-Wiecie, co? Pozabijajcie się i wtedy będę pewien, że nie odpowiem za śmierć żadnego z was. Bo nie wydam cię, choćbyś przespała się z... nie chcę nawet o tym myśleć. Walę tę robotę... muszę się napić.
Unosząc się w powietrze ciekawiło go, czy widzi ją ostatni raz, jednak musiał się wtrąć, bo miał dość. W ten sposób Eni stojąc około pięciu metrów od Nathaniela czekała na cokolwiek, byleby odezwał się lub zabił ją.
-Nat? Czy ty...?
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Nie Cze 18, 2017 5:16 pm

Jej reakcja na jego słowa nie była taka, jakiej by się spodziewał, choć raczej była to reakcja na sam wyraz jego gęby i spojrzenie, ale nie przejmował się tym. Raczej był nieco rozbawiony, że jednak potrafi ją czasem przestraszyć, nawet nie używając do tego słów ani tym bardziej krzyków. Od samego spoliczkowania do chwili aż raczyła się odezwać, minęło trochę czasu. Jej słowa o jego nienormalności były jak najbardziej na miejscu – nie był normalny. Przynajmniej w swoim własnym mniemaniu w końcu zakochał się w dziewczynie z rodu, który najchętniej posłałby go do diabła i jeszcze tam dobił. Nie żałował jednak swojej decyzji, a raczej tego, że pozwolił sobie na uczucia miast zwykłej rozrywki.
-Hehe… no masz rację, nie należę do normalnych.
Tyle zdołał jej powiedzieć, nim jego ucho zostało przytknięte do jej klatki piersiowej, ażeby mógł usłyszeć, jak szybko bije jej serce. No nie dziwił się, że mogła się przestraszyć, choć tego nie chciał. To, że było to jego winą, no nie mógł zaprzeczyć – doprowadził do tego. Nic jednak nie powiedział, bo po co miał przytakiwać. Leżał tak sobie grzecznie, dając się głaskać, co było całkiem przyjemne, wystarczająco by nawet przymknął oczy. Kolejna jej wypowiedź wcale go nie zaskoczyła, oczywiste pytanie, czy jest w stanie ryzykować swoim życiem. Skoro przedstawił swoją prośbę, to był gotów na wszelkie konsekwencje zwłaszcza w ich położeniu.
-Jestem gotów zaryzykować bardzo wiele łącznie z życiem.
Po swojej odpowiedzi liczył, że chociaż chwilę sobie tak jeszcze poleżą, ale gdzie tam, bo ona oczywiście musiała dalej się upewniać, tym razem kierując się tym, co mogło być w dość dalekiej przyszłości. Oczywiście był w stanie zrobić to wszystko, o czym mówiła – czyli w skrócie zapewnić stabilizację. Niby dlaczego miałby nie móc zrobić czegoś takiego? Bo był saiyanem? Czy jak? Nim zdążył w ogóle pomyśleć dobrze nad tym, co jej odpowiedzieć przy okazji wpatrując się w jej oczy oraz widząc ten jej uśmiech… Coś, a raczej ktoś postanowił im przerwać jakąś pieprzoną salwą oklasków. No tego to oni nie potrzebowali. Zdziwiony, a raczej już zirytowany skierował wzrok w stronę krzaków, z których to wyłonił się typ będący lustrzanym odbiciem dziewczyny. No tylko ich zlotu rodzinnego mu brakowało. Jakby jego chujowe pojawienie się nie było wystarczającym problemem, to jeszcze zachowywał się tak, jakby wychował się w chlewie, albo jeszcze gorzej. Na gębie saiyana pojawił się wyraźny grymas zniesmaczenia, kiedy ten tak po prostu zrzygał się w krzaki, no brakowało tylko tego, by zesrał się na samym środku polany, by dorównać brakiem ogłady pewnemu obsrańcowi. Dał sobie spokój ze słuchaniem rozmowy rodzeństwa, po prostu zajął się skompletowaniem swoich łachów, bo nic lepszego nie miał do roboty. Niestety dla siebie mimowolnie i tak słyszał każde słowo, czego bardzo szybko pożałował…
W chwili kiedy wiązał buty, znajdował się kilka metrów od nich, a jednak to nie pozwoliło mu nie usłyszeć tego stwierdzenia. Był jednak tylko celem jej zadania? No ładnie sobie z nim pogrywała przez ten czas. Pozostawał dalej w pewnej odległości i słuchał tej jakże wspaniałej dyskusji, nie zareagował na to, że on ją dusił ani tym bardziej nie obeszły go słowa, że ma sobie iść. Cała ta ich rozmowa wywołała w Nathanielu tylko jedno – wielki wkurw! Pozostając dalej w sporej odległości, wciąż przebywał w przyklęku, bo w końcu dopiero co wiązał buty, ale teraz nie było to istotne, bo w końcu krew zaczęła się w nim gotować ze wściekłości. Ledwie powstrzymywał się przed prawdziwym wybuchem, co było nie lada wyczynem. Przez chwilę zupełnie nie mógł w to uwierzyć, a raczej nie chciał tego robić. Wiedział w końcu, by po tym rodzie spodziewać się wszystkiego, a i tak jak skończony debil zaryzykował. Chciał końca pieprzonego konfliktu, a zamiast tego został oszukany. W jednej chwili jego obie dłonie zacisnęły się w pięści, a robiąc to coraz mocniej, w końcu skóra nie wytrzymała nacisku, wskutek czego zaczęła się z nich sączyć krew. Równie mocno zaciśnięta szczęka powodowała wydobywanie się powtarzalnego dźwięku zgrzytania zębami, który nie był przyjemny nawet dla uszu zwykłego człowieka, a co mówiąc o saiyanach, czy halfach, którzy mieli wyostrzony zmysł słuchu. Nie, nie wkurwiło go to wszystko, nawet nie wkurzyłby się o grzebanie w scouterze – wkurwił go jedynie fakt kłamstwa i to takiego, którego na tę chwilę nie szło wybaczyć. O ile jakoś uspokoiłby się i byłby w stanie po ludzku rozmawiać, to słowa Eni jedynie dolały oliwy do ognia. Już po jej drugim zdaniu z ciała czarnowłosego buchnęła złota energia, która jak szybko się zjawiła, tak również zniknęła. Nastolatek nadal walczył ze swoją wściekłością, która jednak cały czas tylko rosła i rosła, nie mógł nad tym zapanować, nawet jeśli bardzo się starał. Był po prostu wkurwiony! Na nią wkurwiony! Do tego stopnia, by być zdolnym nawet zabić! Okłamała go! Zrobiła kompletnego debila, wmawiając mu jakieś pieprzone nieszczęście przymuszania do ślubu. No zrobiła go! Zwyczajnie go zrobiła! Dosłownie dał się wydymać! Jeszcze nigdy tak bardzo nie żałował swoich słów i czynów! Nigdy tak bardzo nie pragnął cofnąć czasu! Nigdy tak bardzo nie chciał kogoś zabić, jak właśnie w tej chwili. Chciał zabić dziewczynę za to, że tak bardzo zabawiła się jego kosztem!
Negatywne emocje wciąż w nim wzrastały, a on sam powoli tracił panowanie nad sobą. Kolejny raz pod wpływem wściekłości z jego ciała wydobyła się złota energia, której towarzyszyło również uniesienie się włosów młodego. Powtarzało się to, co jakąś chwilę. Chwilowo przestał ogarniać sytuację, nie bardzo rozumiał, co się do niego mówi. Był jej celem, to potwierdziła, więc od razu przez łeb przeleciały mu proste pytania. Skoro był jej celem, to czemu nie skorzystała z pierwszej okazji, by pozyskać informacje?! Dał jej przecież taką możliwość! Dał jej swój scouter i pozwolił w nim legalnie grzebać! A ona co?! Postanowiła się zabawić jego kosztem?! No najwyraźniej. Kiedy postanowiła dowalić mu już z naprawdę grubej armaty, po prostu pękł, nie mógł już wytrzymać dłużej tego wszystkiego.
-Jak mogłaś? Jak mogłaś?!
Z każdą kolejną chwilą uwalniania przez niego energii czerpanej chyba znikąd Ziemia dosłownie zaczęła drżeć, a wszelakie niezbyt duże elementy w jakiś „magiczny” sposób zaczęły unosić się wokół niego. Dotychczas pojawiająca się na chwilę złota energia zmieniła się w otaczającą go aurę, a jego włosy wciąż unosiły się i opadały, pod wpływem koloru aury zmieniając swą barwę z czarnego na niemal brązowy. Był naprawdę wkurwiony! Stwierdzenie, że ona może z nim uciec, uwolniło całą kipiącą w nim wściekłość! Nie był tchórzem! Nie uciekał! Nie mówił nic, jedynie podniósł się na nogi, wrzeszcząc wkurwiony, pozwalając gniewowi znaleźć ujście w krzyku.
-DOŚĆ TEGO! TERAZ TO MNIE WKURWIŁAŚ!
Ziemia porządnie zadrżała, a nagły wzrost mocy saiyana, spowodował stworzenie wokół niego całkiem pokaźnego krateru, niewątpliwie w najbliższej okolicy również wywołało to rozpierdolenie wszelakich włączonych urządzeń elektrycznych. Krzyk jednak okazał się bezsensowny. W chwili kiedy skierował wzrok na dziewczynę, ta mogła dostrzec kompletny brak źrenic, otaczająca go aura nie zniknęła, a jedynie zwiększyła się, zaś jego kudły dumnie sobie sterczały. Jego masa mięśniowa widocznie zwiększyła się, ale nie na tyle, by utrudniać ruchy i ograniczać szybkość, większe mięśnie to jakby skutek uboczny tego, co właśnie się z nim działo. W tej chwili wyraz twarzy wkurwionego chłopaka przeraziłby najbardziej zatwardziałych, a co mówiąc taką dziewczynę jak ta halfka. Nathaniel nawet nie miał po co podchodzić do dziewczyny, by zdmuchnąć ją z powierzchni ziemi. A jednak to zrobił, powoli podszedł do niej, z każdym krokiem wywołując w niej na pewno coś bliskiego uczuciu ataku serca bądź czegokolwiek innego kierowanego nadmiernym strachem.
-Ostatni raz zabawiłaś się moim kosztem!
Zatrzymał się wnet, po czym szybko uniósł rękę, która do tej pory wciąż była zaciśnięta w pięść, przez małą odległość między tą dwójką ona miała okazje zobaczyć doskonale widoczną wciąż kapiąca krew, która wypływała z rany zadanej sobie własną siłą zacisku dłoni. Jednak nie na długo, gdyż saiyan powoli otworzył dłoń, zbierając w niej energię ki, którą miał zamiar wykorzystać, by zniszczyć wszystko i wszystkich świadczących o jego marnie dokonanym wyborze. W ciągu chwili miał już zebraną niezbędną energię, ale rozmyślił się i w mgnieniu oka zjawił się dokładnie przed dziewczyną, wykonując zamach, by własnoręcznie wszystko zakończyć. Już wyprowadzał cios, kiedy nagle nic… znieruchomiał – nie mógł się poruszyć, coś zwyczajnie mu na to nie pozwoliło. Niby nadal był tak samo rozjuszony, jak wcześniej, ale jednak nie potrafił zrobić jej krzywdy. Nie umiał, zwyczajnie nie potrafił, nawet jeśli bardzo chciał. W jednej chwili jego źrenice ponownie pojawiły się na swoim miejscu, otaczająca go aura zniknęła, a włosy bez niej powróciły do swej naturalnej barwy, jak i ułożenia. Będąc wciąż w poprzedniej pozycji, unieruchomiony w chwili wyprowadzania ataku w końcu jakby odzyskał kontrolę nad swoim ciałem — pojął, dlaczego nie może niczego zrobić, zwyczajnie opuścił rękę. Pojął, że przez to, na jakie uczucie sobie pozwolił to przez nie, nawet kompletnie wkurwiony z zamiarem zabicia nie potrafił jej skrzywdzić, nawet jeśli bardzo żałował swoich wyborów pod wpływem emocji, to jednak nie mógł zmienić swoich uczuć. Wypuścił spokojnie powietrze, jednocześnie wykonując trzy kroki w tył, by przypadkiem znów go nie poniosło.
-Ciesz się, nie umiem cię zabić...
Ponownie zacisnął pięści, czując się bezradnym wobec tej dziewczyny, wobec której pozwolił sobie na jakiekolwiek uczucia, które teraz okażą się dla niego zgubne. Teraz nie potrafił jej skrzywdzić, mimo iż cały ten czas zwyczajnie się bawiła i to jeszcze przy użyciu tak wspaniałej bajeczki. Nic więcej nie powiedział, nie czuł się na siłach, by prowadzić jakąkolwiek rozmowę, więc dał sobie z tym spokój, by znów się nie wkurwić i tym razem naprawdę nie stracić panowania. Westchnął ponownie, podchodząc do brzegu rzeki, w której zanurzył obie dłonie, by spłukać z nich krew. Nie obchodziło go teraz to czy halfka nadal tu jest i czeka na okazję, żeby go jeszcze czymś zaskoczyć, czy może sobie odleciała zaraz za braciszkiem. Chwilę mu zajęło dojście do siebie, a raczej uspokojenie wciąż ogromnego gniewu, który nie został wykorzystany a stłamszony przez coś innego. Nie wiedział, ile tak sterczał z rękoma zanurzonymi w wodzie, ale w końcu je wyciągnął, po czym dyskretnie spojrzał w stronę, gdzie wcześniej znajdowała się dziewczyna – i o dziwo nadal tam była.
-Żeby było jasne, wkurwiło mnie kłamstwo, a nie cała reszta. Na to bym w cokolwiek ci uwierzył, musisz sobie zasłużyć — o ile dalej twierdzisz to samo co wcześniej…
Urwał swoją wypowiedź, zastanawiając się nad jej sensem, nie wiedział sam, po kiego to powiedział, bo było to bardziej niż oczywiste. Nie wnikał dalej w sens tego, co mówi, bo to było jeszcze bardziej idiotyczne, iż on sam.
-Ostatni debil — Nathaniel skończony idiota.
Prychnął na siebie pod nosem, znów zaciskając pięści, ledwie utrzymywał kontrolę nad sobą. Pałał chęcią rozjebania czegoś bądź kogoś w drobny mak, a najlepiej ojca tej dziewczyny, choć wiedział, że raczej nie jest w stanie tego zrobić. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Online
Draculestia

avatar

Liczba postów : 62
Join date : 05/10/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Amator
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Rzeka   Nie Cze 18, 2017 11:52 pm

Miała ogromną nadzieję, że pozbawi ją życia, kiedy zbliżył się do niej celując dużą energią. Nie przymknęła nawet na chwilę oczu, nie mogła pozwolić, by strach, a może nawet przerażenie pozbawił ją godnej śmierci. Biorąc ostatni raz głębszy wdech w jej mniemaniu marzyła, by ta chwila zakończyła się, bo dalsze kłamstwa i życie w świadomości zdrady nie dawało jej spokoju od dłuższego czasu. I choć łgała w żywe oczy saiyanowi dla ich wspólnego dobra, ale bardziej dla swojej rodziny czuła się z tym okropnie. Gdy już miała zakończyć żywot jedynie uśmiechnęła się do niego tak słodko jak w momentach dla nich wyjątkowych, a chwilę później usłyszała o jego niezdolności do jej zabicia. Zamurowało ją, nie wiedziała nawet jak ma zareagować. Po jego odejściu wszelkie jej nerwy, stres i niemal załamanie nerwowe jebnęło z całą siłą, powodując nogi jak z waty. Padając na dupsko oddychała niespokojnie szukając wzrokiem jakiegoś punktu zaczepienia, by wyłączyć się. Mając z tym duży problem zakryła twarz dłońmi zagłuszając szalejące w niej emocje.
Z trudem wsłuchała się w jego nagłe odezwanie się do niej, a tym bardziej chęć zrozumienia prostego przekazu. Co na to nastolatka? To oczywiste w końcu, ujawniła swoje prawdziwe oblicze chcąc mu pokazać kogo oszczędził. Wybuchając śmiechem trzymanym tak długo od momentu odrętwienia spowodowanego dużym przeżyciem. Niemal tarzając się w trawie przez parę chwil podniosła się poprawiając włosy i zerkając na kucającego przy brzegu rzeki saiyana. Jeszcze nic się nie odezwała wiedząc, że pewnie tym śmiechem podkurzyła go bardziej. Jednak mówi się trudno. Eni zmieniła się w słodką dziewczynkę na polecenia ojca i chciała nią pozostać tak długo jak to możliwe, byleby osiągnąć cel jaki sobie wyznaczyła. Dlaczego? Nie spodobało się jej zadanie, kto chciałby robić za laleczkę do wyciągania podstawowych informacji? Nikt! Jej marzyło się wejście w szeregi wroga i zlikwidowanie go z zaskoczenia, co dałoby jej większe umiłowanie ze strony rodu. Oczywiście brat musiał się wtrąć niszcząc wszystko! Nie było łatwo wzbudzić uczucie w tak krótkim czasie w saiyanie! To wyzwanie jednak podjęła i podołała, robiąc wszystko by jego uczucie rosło tak samo jak pragnienie. W tym celu nawet była skłonna ryzykować szalą powodzenia misji, wieloma kłótniami. Grając niczym zawodowa aktorka w wysokobudżetowym filmie, wykonała poprawnie swoje założenia. Tylko Len musiał zjebać! Wściekła na brata za brak poczucia czasu, musiała jednak przyznać mu rację. Miłość jaka powstała w czarnowłosym do niej zrobiła się dość ryzykowana i choć chciała grać dalej, musiała zastanowić się nad swoimi uczuciami.
Ruszając w stronę chłopaka zamyślona, lecz czujna w razie zmiany w jego nastawieniu. Stając za nim zrzuciła kurtkę od buchającego gorąca od emocji jakie w niej kipiały, kiedy znajdowała się tak blisko niego. Westchnąwszy odezwała się jakby od niechcenia.
-Nie musisz mi ufać. Nie wymagam nawet tego od ciebie.
Kucnąwszy tuż za nim pochyliła się, by szeptać mu do ucha w specyficzny sposób. Chciała by skupił się głównie na jej głosie i nie myślał przez chwilę o złości.
-Masz ufać sobie... i temu, co czujesz... czego pragniesz... a już zwłaszcza ufać sumieniu. Jednak kładłabym bardziej nacisk na pragnienie... lecz to moje zdanie.
Kończąc wypowiedź nim zdążył zareagować, prawdopodobnie nieprzyjemną paplaniną niespójnych słów chwyciła go za czuprynę i przyciągnęła do siebie. A jako, że kucał dość niestabilnie łatwo było obalić go na kolana podnosząc się samemu. Kiedy pochylając się miała go przed sobą na kolanach z tym cudownym wyrazem niezadowolenia niemal nie zapragnęła pocałować go. Powstrzymując się szarpnęła go usztywniając jego głowę, trzymając pewnie i mocno, by patrzył jak do niego mówiła. Uśmiechając się szyderczo z tym niepasującym do jej poprzedniego wizerunku blasku w oczu odezwała się ponownie.
-Kochanie, ale uspokój się. Choć przyznam ta złość... ten gniew... i niemoc zarazem, niesamowicie rozpala we mnie pragnienie, to skończy ten cyrk. Nie jesteś dzieckiem... chyba nie sądziłeś, że los postanowił zesłać ci miłość gdzieś w środku lasu? Nie oczekując zapłaty? Misiaczku ty mój, to tak między nami... życie tak nie działa.
Nie puszczając go kucnęła pochylając jego głowę bardziej do tyłu, by spojrzał w niebo. Ona sama przyglądając się mu takiemu słabemu, niemal oddanemu śmierci westchnęła zniesmaczona.
-Saiyan... Draconus... mężczyzna... i taki słaby przez uczucie. Którego normalnie nie powinno być... ale wdarło się i sprawia tylko ból. Nie wolałbyś wyrzec się go? Pozbyć się przeciwka i poczuć znów wolność?
Zbliżając się delikatnie językiem przejechała po jego szyi, kierując się do brody, by skończyć przy ustach. Jednak nie tknęła ich, choć pokusa była tak silna, by znów zasmakować tego wyjątkowego pocałunku. Puszczając czuprynę chwyciła za poliki przyciągając jego twarz jeszcze bliżej jej robiąc mu z ust dzióbek. Patrząc na tę obojętność sama padła na kolana mając go między swoimi nogami, by być bliżej. Poprawiając wolną dłonią włosy na bok, odsłaniając z jednej strony szyję odezwała się robiąc słodką minkę.
-Mnie ta obojętność nie rani... jednak zadawanie sobie bólu nosi nazwę masochizmu, wiesz? A ja wiem, że taki nie jesteś. Wolisz zdecydowanie bliskość... więc odpuść sobie te foszki... i pokaż mi tego saiyana, który skradł moje serce. Pokaż swoje uczucia... wściekłość, ból... ale również miłość, delikatność i to pragnienie. Do cholery!
Czując złość odpuściła sobie dotyk, by nie wbić mu paznokci w skórę, jednak nie mogła się powstrzymać przed uderzeniem w twarz. Po jednym ciosie, który skierował jego spojrzenie w bok, postanowiła zaryzykować, by uwolnić go od złości dając możliwość.
-Zrobisz to... co chcesz...
Chwytając jego dłoń pokierowała nią od swoich nóg, po brzuch przez klatkę piersiową do szyi muskając swoje ciało, by czuł. Ona w tym czasie jedynie mruczała zagryzając dolną wargę ust. Nie musiał widzieć, miał być świadomy. Zaciskając ją na krtani odchyliła lekko głowę do tyłu dodając.
-Możesz mnie zniszczyć... pozbyć się problemu w jednej chwili... lub mieć... co wiąże się z zapomnieniem złego. Wybór należy do ciebie... bo ja wraku nie chce, a tym bardziej obrażonej małpki... bo możliwe jest zaczęcie od nowa... to jest ten moment. Decyduj!
Nie była tą samą halfą, raczej pewną siebie i agresywną kobietą wiedzącą czego wymaga, pytanie czy Nathaniel jest gotów na taką zmianę? Eni właśnie pokazała naturę z którą będzie musiał się zmierzyć i zapomnieć o dotychczasowych słodkościach.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Pon Cze 19, 2017 5:41 pm

He? Najpierw się po prostu śmieje, a potem twierdzi, że nie musi jej ufać, że tego od niego nie wymaga? Ok. rozjaśniła mu od razu spojrzenie na dalszą sytuację. Ani myślał ufać sobie, zwłaszcza będąc przy niej, tym bardziej nie pozwoli sobie kierować się uczuciami a jeszcze bardziej pragnieniami. Mimo iż pozwolił jej, jakby robić co sobie chciała łącznie z dość nieprzyjemnym tarmoszeniem jego czupryny, to jednak nie był pozbawiony czujności i gdyby tylko spróbowała go w jakikolwiek sposób zaatakować, sama by tylko na tym ucierpiała. Nie miał już najmniejszego zamiaru, być taki jak wcześniej wobec niej, a już na pewno nie był w stanie, by jej cokolwiek zapomnieć. Słuchał tej jej paplaniny z zupełną obojętnością, jedyne co zaprzątało teraz jego myśli to to, czy warto w ogóle tu pozostawać. Może i pokazywał po sobie, jedynie obojętność, jednak cały czas był niesamowicie wkurwiony to, że to, co nim owładnęło, ustąpiło przez jego niemoc zabicia jej, nie oznaczało wcale tego, że złość minęła. Nic nie minęło, a już na pewno nie złość. Oczywiście zarzuty o jego naiwności, że coś dostanie za darmo od losu, było zbędne, nie był naiwny jednak to ona przy nim była i zamiast zgarnąć potrzebne info i spieprzać została. Prychnął na te słowa, jednak niczego więcej nie zrobił, bo i po co? Przez ten czas, kiedy to ona sobie gadała, w jego głowie brzmiało to po prostu jak jakieś bezsensowne trajkotanie. Czemu jakoś specjalnie jej nie słuchał? A no bo próbował się uspokoić nie dla niej – tylko i wyłącznie dla siebie. Oprócz tego jego myśli odpłynęły aż do pewnych wydarzeń, które miały miejsce na Vegecie chwilę przed tym nim trafił w kosmos a później na tę planetę. Coś zaczęło nie dawać mu spokoju, ale nie mógł sprecyzować co takiego. Czyżby trafił tu przez niekompetentność kogoś z RedRose? Czy może taki był zamiar by później albo go dobić, albo zniszczyć od wewnątrz? Zbyt wiele myśli miotało się obecnie w jego łbie, a to nie pozwalało na uspokojenie się. Dopiero w chwili kiedy przestał skupiać się na czymkolwiek związanym ze zbędnym myśleniem, udało mu się uspokoić, chyba.
Już się niby uspokoił, ale na wybitnie krótko, bo znów się wkurzył, dokładnie w chwili, gdy dostał w pysk, co wywołało przekręcenie się jego głowy w bok. W reakcji jedynie zazgrzytał zębami, jednak niczego jeszcze nie powiedział. No wystarczyła mu chwila zwracania na nią uwagi, by znów się wkurzyć. Już chciał coś powiedzieć i uwolnić się od niej, ale nie zdążył, kiedy to ona sobie postanowiła jego ręką po prostu się obmacać! Kiedy jego dłoń w końcu znalazła się na jej krtani, mimowolnie jego dłoń zacisnęła się mocniej, wszystko przez powrót gniewu, który znów wzrastał na sam dźwięk jej głosu, a wcześniejsze pomrukiwanie doprowadziło go do ponownej chęci zabicia jej. Dodatkowo jej stwierdzenie, że stał się wrakiem czy też obrażoną małpą było podwójnym ubliżeniem i rozkurwieniem go w jednym zdaniu – mistrzostwo.
-Nie jestem ani wrakiem, ani obrażoną małpą. Jestem wkurwiony!
Nie szło wyobrazić sobie, jak bardzo w tej chwili pragnął zobaczyć, jak ucieka z niej życie za sprawą jego własnych dłoni. Tylko co z tego, że pragnął to zrobić, jak nie potrafił?! Teraz miał możliwość po prostu się jej ot tak pozbyć, ale to nie było takie proste, zabiłby ją i co? Nie zapomni przecież tego wszystkiego, a jedynie przyprawi sobie kolejne dawki nieprzyjemnych uczuć. Podniósł się na nogi, ciągnąc ją za sobą do góry. Kiedy oboje już stali przez chwilę miał naprawdę niepohamowaną ochotę zacisnąć dłoń tak by przestała mieć możliwość złapania oddechu. Skoro ona pokazywała mu taką, a nie inną odsłonę siebie to i on wcale nie musiał być miły. Oprócz tego miał obecnie wiele wątpliwości co do jej osoby nie sądził, żeby mógł jej kiedykolwiek znów choćby w minimalnym stopniu zaufać. Najlepsze było jednak to, że postawiła go przed niby prostym wyborem, który dla niego był w tej chwili bardzo trudny, bo targające nim emocje nie pozwalały wszystkiego na spokojnie przemyśleć. Na tą chwilę nie wierzył jej w to, by mogli zacząć od nowa, nie wierzył jej w tej chwili w żadne słowo, nie był gotów by uwierzyć jej w cokolwiek. Nadal przepełniała go wściekłość tylko przez fakt, że go okłamała i wzbudziła w nim coś, na co do tej pory nigdy sobie nie pozwolił. Jak on tego żałował! Puścił ją, by przypadkiem nie doprowadzić do jej śmierci przez uduszenie, gdyż powoli tracił panowanie nad własną dłonią, która do tej pory stopniowo zwiększała siłę nacisku. Po uwolnieniu jej dystans między nimi nieco się zwiększyła, ale to taki szczegół. Czarnowłosy jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się, ale zrobił to w taki sposób, że bardziej przypominał on uśmiech szaleńca-psychopaty niż cokolwiek innego, chwyciwszy ją za brodę, przyciągnął do siebie. Postanowił zdradzić jej w tej chwili taki malutki szczegół.
-Powiem ci coś w sekrecie… Kochanie.
Wypowiedział kilka słów, urywając swoją wypowiedź, a zaraz po tym przysunął twarz do jej ucha. Jednak nim zaczął ponownie cokolwiek mówić, chwycił ją za włosy dokładnie u nasady, tak jak to ona sobie wcześniej poczynała z jego kudłami. Nie miał zamiaru być miłym ani grzecznym – była ona w końcu połowiczną saiyanką i mógł sobie ją potraktować tak jak saiyankę, bo w końcu ona nie była lepsza.
-Wybór, przed którym mnie postawiłaś — dla mnie jako saiyana nie ma żadnego znaczenia. Niech jednak będzie od nowa.
Każde słowo wypowiadał wprost do jej ucha w taki sposób, by wywołać konkretną reakcję, ale jako że jeszcze nie skończył, to kontynuował.
-I tak na przyszłość, żeby nie było niedomówień… Jeśli myślisz, że muszę pytać cię lub kogokolwiek o zdanie to wyprowadzę cię z błędu – wystarczy, że zechcę, to sobie cię wezmę jak saiyankę. Wezmę w każdym znaczeniu tego słowa.
Puścił ją, co zrobił dość niedelikatnie — powodując, iż wylądowała dość boleśnie na podłożu, co go jakoś nie obeszło. Ten mało przyjemny uśmieszek nie znikał z gęby saiyana, który to kucnął obok dziewczyny, chwytając ją dłonią za twarz. Nie miał ochoty być już grzecznym małpiszonem, który nie szkodzi ziemianom tylko na polecenie mistrza, który to ulotnił się i cholera wie, gdzie obecnie się podziewa. Najbardziej nie miał jednak ochoty udawać przed nią, że jest grzeczny i miły – nigdy nie był.
-Wybacz Kochanie...ale... Po pierwsze: Nie myśl sobie, że zrobisz sobie ze mnie tresowane zwierzątko tylko dlatego, że uczucie powstrzymuje mnie przed zrobieniem ci krzywdy. Po drugie: To nie ty masz tu prawo stawiać jakiekolwiek warunki. Po trzecie: Mam dość bycia grzecznym i miłym zwłaszcza wobec kogoś, kto zrobił ze mnie durnia.
Puścił ją, wstając i zwyczajnie odszedł, spokojnie podszedł sobie do miejsca, w którym to leżał jego scouter, podniósł go i założył po prostu, by już nikt niepowołany go nie dotykał. Warknął pod nosem wkurwiony nie dość, że na nią to teraz jeszcze na siebie za to, że próbował cokolwiek pozytywnego zrobić, by chociaż jedną osobę z wrogiego rodu przekonać do próby zakończenia tej błazenady. Nie wyszło, a płakać z tego powodu nie miał zamiaru. Jako że stał do niej w tej chwili plecami, mogła uznać, że jest odsłonięty oraz spokojnie zaatakować, gdyby to nagle nie spodobało jej się zachowanie saiyana, który po prostu przestał bawić się w bycie potulnym.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Online
Draculestia

avatar

Liczba postów : 62
Join date : 05/10/2016

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Amator
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Rzeka   Wto Cze 20, 2017 1:10 am

Jego zachowanie wobec niej nie wzbudziło strachu, może przez chwilę, kiedy nie była pewna dalszej egzystencji do tego porządnego chwytu na jej szyi. Późniejsza paplanina jedynie zaogniła sytuację między nimi, ale w pozytywny sposób w jej mniemaniu. Bowiem pierwszy raz od kiedy się spotkali wzbudził w niej prawdziwe pożądanie, nie wymuszony aktorski gest. Dlatego gdy mówił prost do jej ucha, na jej ustach pojawił się szyderczy uśmieszek i nie znikał do momentu jego odsunięcia się od niej całkowicie. Musiała wtedy przyznać, że dawno nie odczuwa takich emocji względem kogokolwiek. Nie wstając przez dłuższy czas, by się uspokoić, bo od tych dreszczy przechodzących po ciele przez jego ciepły oddech i te stanowcze słowa, jakby chciał ją zniewolić zrobiło się jej duszno. Mruknąwszy podnosząc się bez chwilowej pogadanki na temat jego zachowania weszła do rzeki. Nie rozbierała się coś, nie miała po co, a woda wciąż była lodowata, co wywołało przyjemne ochłodzenie. Zanurzywszy się na chwilę cała wyszła na trawę poprawiając jedynie włosy, by nie zasłaniały jej widoczności. Odczuwając skutek przyklejenia się mokrych ubrań do jej ciała przez co z małym trudem poruszała się. Musząc rozpiąć rozporek u spodenek odczuła luz chodząc, dodatkowo trochę wycisnęła nadmiar wody na koszulce mającej za zadanie zasłaniać górną część bielizny, zamiast tego prezentowała wszystko. Jakby było mało zawiązała u dołu supeł, by odsłonić brzuch, w końcu czas skorzystać z daru słońca.
Wyprostowawszy się podeszła do wcześniej rzuconej bluzy, by schować ją do kapsułki z innymi pierdołami. W takim stanie zerknęła na obrażoną małpkę stojącą do niej tyłem i bawiącą się swoimi zabawkami. Splunąwszy w jego kierunku, lecz nie w niego odezwała się lekko rozbawiona z tego, co w ogóle do niej wcześniej powiedział.
-Kochanie... pomarzyć możesz, że uda ci się tknąć to ciało, kiedy tobie się zechce. Nie należę do ciebie i nie będę... chyba, że będę miała taki kaprys. I jeszcze jedno, nie porównuj mnie do saiyan... nie jestem taka jak wy.
Bawiąc się chwilę kosmykami włosów zauważyła jak zerkną na nią ukradkiem z wymalowanym uśmieszkiem, co tylko ją wkurwiło. Nie lubiła jak się z nią pogrywa. Odwracając wzrok za siebie wyszukując w krzakach czegoś, co zbiło ją chwilowo z tropu. Zauważając jedynie króliczka westchnęła niezadowolona dodatkowo. Wracając do czarnowłosego, który najwyraźniej miał się za jakieś bóstwo, postanowiła zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół.
-Mam takie samo prawo do stawiania warunków jak ty! A pierwszy jest szacunek do mnie... a durnia to ja dopiero mogę z ciebie zrobić, ale to nie jest moim planem. Nie w tej chwili... ...k o c h a n i e.
Wyciągając z malutkiej kieszonki spodenek z wielkim zadowoleniem ostatnią gumę do żucia. Żując sobie niczym mistrzyni szybko mogła zacząć strzelać ulubione balony. Nie mając co z sobą począć kucnęła przy brzegu rzeki obserwując szczęśliwie pływające rybki.
-Wy to macie fajnie... pływanie, rozmnażacie się... a jak macie pecha lądujecie na patelni. Zero stresu. Pełny luz...
Gadała sobie pod nosem mając wielką ochotę zjeść jedną, albo z dziesięć na kolację. Jednak ani myślała ponownie wchodzić do tej lodowatej wody. Wzdychając wpadła na świetny pomysł. Odwracając się do saiyana z wymalowanym uśmieszkiem cwaniaczka odezwała się.
-Mam propozycję! Dam ci buziaka jak złowisz mi kolację, co ty na to?
Mimo, że się wygłupiała miała nadzieję na zjedzenie czegoś w dniu dzisiejszym jeszcze przed zapadnięciem zmroku. Czemu? Bo od tych nerwów, czułości i wkurzającej małpy, która dała wiele momentów od których ze śmiechu brzuch bolał, Eni była zwyczajnie głodna. A skoro nic za darmo, to wolała coś zaproponować. Widząc brak reakcji machnęła ręką zastanawiając się czy warto było robić cokolwiek w kwestii odbudowania relacji. Tym bardziej, że zależało jej głównie na czymś innym. Czy była przez to zakłamaną siksą? Nie ukrywała tego, w końcu rodzina liczyła się przede wszystkim, a utrudnienia dodawały smaczku każdemu zadaniu. I wtedy zrozumiała, jej brat był zazdrosny, dlatego zrobił jej takie świństwo! Momentalnie zagotowało się w niej i postanowiła zgubić ogon, niszcząc nadajnik i jak się okazało podsłuch w jednym znajdujący się przypięty na jej uchu. Ściskając go porządnie nie wyczuwając rozpięcie została zmuszona do oderwania. Ból był niesamowity, małżowina uszna najwyraźniej była ukrwiona bardziej niż się spodziewała. Zgniatając urządzenie w dłoni wywaliła resztki do rzeki, w której również starała się zatamować krwawienie. Nie widząc rezultatu postanowiła odpuścić, choć cieknąca krew po szyi nie była zbyt przyjemna. Normalnie żałowała, że to nie palec z łatwością possałaby chwilę i miała kłopot z głowy, ale nie! Widząc jak zabrudziła koszulkę miała ochotę zanurzyć głowę w wodzie, ale wolała nie. Ściągając górną część ubrania zwinęła ją przykładając do krwawiącego miejsca. Siadając tak nad brzegiem po turecku niemal przysypiała mając gdzieś, co się już stanie. Straciła wszelaki humor zaczynając się żalić pod nosem.
-Wszystko idzie źle... miałam tylko zdobyć informację... chwilę poudawać i wrócić do domu. Tam chociaż miałabym, co jeść. Ale nie... braciszek musiał, bo kurwa nie wytrzymałby... zniszczyć wszystko nad czym pracowałam ponad tydzień. Jakby było mało... trochę kosztowało mnie to. Stres... duuuużo stresu. Ale bzykanko było fajne... nie mogę narzekać, powiedzmy forma nagrody za trud. Hmmm... Trochę momentami przesadziłam z graniem biednej i zranionej.... skrzywdzonej przez los. Jednak łykał wszystko jak leci, a ja... kurczę zakręciłam się. Niemal sama uwierzyłam we własne brednie. I te wyznanie miłości... mogłam sobie oszczędzić... powinnam zostać aktorką po skończeniu szkoły. Choć początkowo mało płacą... ehh... same kłody. A właści....wie
Wygięła się do tyłu widząc za sobą stojącego saiyana widocznie uważnie słuchającego jej pierdolenia do siebie. Wyszczerzając się głupawkowato, po czym patrząc na niego obojętnie odezwała się bezpośrednio.
-Wiem... jestem okropna. I nie powinnam była się urodzić. Każdy były mi to mówi, nie będziesz więc pierwszy. Możesz również mi nawrzucać, a później... odejść. Wiem przecież, że masz mnie gdzieś. Po mnie i tak niedługo przylecą... niszcząc to cholerstwo nagrabiłam pewnie sobie u ojca.
Wzdychając usiadła normalnie skulając się wpatrzona w nurt wody.
-I tak, próbowałam dalej... kłamać. Jednak mam dość. Nie chce mi się od nowa pracować nad tobą. Ehh... zmęczona jestem. I choć nie darzę cię tym samym uczuciem, co ty mnie... to nie znaczy... znaczy podobasz mi się i nawet cię lubię.
Wydając dźwięk zniecierpliwienia podniosła się, odwróciła w jego stronę patrząc mu w oczy.
-Odejdź, nim tylko będziesz bardziej cierpiał... w końcu zapomnisz... wolę to i wpierdol od ojca niż widok jak próbujesz i starasz się mnie kochać.
Niepewnie podnosząc się na palcach dała mu tylko buziaka w polik, poklepała w ramię uśmiechając się ciepło.
-Kiedy następnym razem się spotkamy, skopię ci dupsko.
Wystawiła mu dodatkowo język mijając go i ruszyła w stronę którą uznała za mniej krzaczastą.
-Spoko, nie wydam informacji ze scoutera... bywaj Nathanielu.
Znikając w zalesionej części czuła się tragicznie, głównie z powodu zdrady brata. Nie chciała zadać takiego bólu saiyanowi, choć to w co brnęła stawało się wyjątkowo niebezpieczne. Jego zachowanie pchało go do czynu z którego mogła się nie wykaraskać. Idąc spokojnie przez las włożyła zakrwawioną koszulkę oraz bluzę zapinając ją pod samą szyję. Cały czas miała jednak przed oczami jego uśmiech, kiedy mówił jak mocno ją kocha, co powodowało rumieńce na jej polikach.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Nat
Admin Kat
avatar

Liczba postów : 153
Join date : 17/06/2015

Scouter
Walka Wręcz: Ekspert
Walka Bronią: Zaawansowany
Kontrola KI: Zaawansowany

PisanieTemat: Re: Rzeka   Sro Cze 21, 2017 2:42 am

Jako że nie zastał ciosu ani niczego co mogłoby go w jakiś sposób zaskoczyć, to po prostu klapnął sobie dupskiem na trawie i bawił się scouterem, sprawdzając dokładnie, co to ona przeglądała. Nie, tyle że go to obchodziło, chciał tylko wiedzieć, co ona wie – nic poza tym. Będąc jakże zajętym swoimi zabawkami, nie zwracał uwagi na dziewczynę, ale pozostawał czujny na wypadek jakiegoś ataku na jego osobę czy to z jej strony, czy też kogoś innego. Słysząc w końcu jej słowa, jedynie zerknął na nią z wymalowanym na gębie uśmieszkiem, ależ musiał ją wkurzyć takim podejściem, choć na pewno nie bardziej niż ona w tej chwili wkurzała jego. Późniejsze słowa o szacunku jego do niej wywołały tylko śmiech czarnowłosego. O szacunku to mogła sobie pomarzyć, bo na to trzeba sobie zasłużyć a póki co ona nie zasługiwała. Praktycznie to zlewał na nią przez bardzo długi czas, aż do chwili kiedy do jego uszu dotarło jej pierdolenie, to znaczy użalanie się nad sobą jaka to ona biedna i nieszczęśliwa. Chcąc po prostu prędzej wrzucić ją do tej lodowatej wody niż posłuchać tego biadolenia, podszedł do niej, zatrzymując się dokładnie za jej plecami. Zamiast zrobić to, co zamierzał, postał sobie chwilę za nią, słuchając jakiż to jest był naiwny. Kiedy ta zorientowała się, że jest tu obecny i na niego spojrzała, on jedynie wsadził dłonie do kieszeni i tak sobie stał, słuchając tego, co to jeszcze ma do powiedzenia. Nie specjalnie go obchodziło, że wszyscy jej powtarzali, że nie powinna się urodzić – może i tak byłoby lepiej, ale czasu się cofnąć nie da. Miałby jej nawrzucać? Nie chciało mu się. No i po cóż miałby sam powodować ponowne dolewanie oliwy do przygasającego w końcu ognia wściekłości? Jeszcze nie zdurniał do reszty. Nie zaskoczyło go jej przyznanie się, że dalej próbowała ściemniać, w końcu spodziewał się tego bardziej niż kolejnego wschodu słońca. Czy teraz się tym przejął? A gdzie tam! Spłynęło po nim jak po kaczce. Nie odezwał się nawet w chwili kiedy ta po prostu sobie odeszła uciekając czy może chciała odciągnąć od niego uwagę jej tatusia? Obchodziło go to tyle, co piasek na pustyni – wcale go nie obchodziło. Kiedy zniknęła gdzieś w zaroślach on ani drgnął, póki co nie miał zamiaru jej zatrzymywać, a raczej jeszcze nie wiedział, co ma zrobić. Westchnął, wyciągając dłoń z kieszeni i podrapał się po łbie, myśląc co tu teraz zrobić. Ta dziewczyna potrafiła w jednej chwili wkurwić go tak, że tracił nad sobą panowanie a w innej wręcz na odwrót albo jeszcze co innego w nim rozbudzić. W tej chwili miał wrażenie, jakby jednocześnie kochał i nienawidził to dopiero mieszanka wybuchowa. Po chwili dumania spokojnym krokiem ruszył za dziewczyną, na razie pozwalając, by mogła oddalić się jak najdalej, nie śpieszył się, tylko szedł ileś tam metrów za nią, tak że nawet nie miała szans go zobaczyć. Ani myślał pozwolić jej tak łatwo sobie zniknąć, a i z wielką „przyjemnością” poznałby tego skurwysyna będącego jej ojcem. Przy okazji tego jakże relaksacyjnego spacerku do jego łba wpadł bardzo niecny plan pt. „Jak wkurwić cały ród RedRose”. Sama myśl o wkurwieniu ich wszystkich za jednym zamachem wywołała na gębie saiyana diabelski uśmieszek, który to raczej niezbyt szybko raczy go opuścić. Nie miał jednak zamiaru tak szybko przechodzić do wykonania swoich planów. Mając jednak dość już takiego łażenia za nią, zwyczajnie uniósł się w powietrze, wyprzedzając ją i lądując dokładnie przed nią, czym uniemożliwił jej dalszą wędrówkę. Nawet kiedy próbowała go wyminąć, to na to nie pozwalał, aż w końcu po prostu pochwycił ją i zarzucił ją ramię niczym worek ziemniaków. Jej sprzeciwy w tej chwili nie ruszały go ani trochę, nawet bicie nie pomogło jej w tym, by zyskała chociaż niewielką okazję do uwolnienia się.
-Mówiłem przecież... Nie muszę pytać nikogo o zdanie – wystarczy, że zechcę i sobie cię wezmę.
Zaśmiał się niczym diabeł i ruszył w drogę powrotną do tymczasowego obozowiska miał gdzieś jej wszystkie krzyki, wulgaryzmy czy też obrażanie go i bicie. Nie przejmował się tym, tylko spokojnie sobie szedł, nawet jakby nigdy nic przez chwilę wesoło sobie pogwizdywał. Jako że się nie śpieszył, trochę zajmował ten kolejny jakże relaksacyjny spacerek a do tego połączony z masażem pleców, który nieświadomie fundowała mu wkurzona nastolatka, obijając pięściami jego plecy. Zupełnie nic nie mówił, a jej zachowanie ignorował, w końcu nawet ona się musi zmęczyć.
-Jeśli myślisz, że z tym jaką wiedzę posiadłaś, pozwolę ci tak po prostu sobie pójść, to grubo się mylisz.
Tak zwyczajnie poinformował ją, by nie myślała sobie, że może ot tak zniknąć, po tym, jak zdobyła wiedzę, której nawet większość członków jego rodziny nie posiadała. Tak naprawdę nikt, oprócz tych, którzy spotkali pewnego osobnika osobiście. Czyli w sumie z siedem może osiem osób a z nią doinformowaną przez bazę danych to już dziewięć, czyli stanowczo za dużo. W sumie to wiedziało o te dziewięć osób za dużo, ale niektórzy najwyraźniej musieli, choć umieszczanie takich informacji na serwerach było największą głupotą, jaką można zrobić. Oczywiście po poinformowaniu jej oraz swoich własnych przemyśleniach w końcu przyśpieszył kroku, bo nudził go ten spacerek, a chciał jak najszybciej dotrzeć do swoich zostawionych gratów. Po dotarciu do tymczasowego obozu jedynie zgarnął swoje graty, następnie unosząc się w powietrze, by poszukać odpowiedniej miejscówki do wprowadzenia zamiaru w życie.

z/t x2 ---> ???
Powrót do góry Go down
Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rzeka   

Powrót do góry Go down
 
Rzeka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Ziemia :: Pozostałe Miejsca-
Skocz do: