DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stołówka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Stołówka   Sro Maj 20, 2015 8:23 pm

Wielkie pomieszczenie wypełnione stolikami gdzie na samym końcu znajduje się lada przy której wiecznie widoczna jest niekończąca się kolejka po posiłek. Tak! To właśnie tu każdy wygłodniały żołnierz otrzyma pełnowartościowy posiłek.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 20, 2016 5:53 pm

Znowu miał do przejścia sporą odległość, lecz tym razem był trochę szczęśliwy. Szczęśliwy bo wreszcie coś zje, trochę bo nie wiedział jak zjadliwe to będzie. On nie prosi o wiele, tylko o to by nie dostać gulaszu z kupą, lub innej mało zjadliwej potrawy. Jak coś da się zjeść i nawet nie będzie miało smaku, bo lepiej jeść coś co nie ma smaku, niż coś co smakuje jak...wiadomo co. Przynajmniej miał taką nadzieję, a że był głodny niczym Oozaru to zje nawet i bezsmakową papkę. Nie jest wybredny naprawdę. Ale też nie popadajmy w skrajności. Nawet nie dotarł do stołówki, gdy słyszał harmider już stąd. Doskonale wiedział, że powoli się zbliża. Eh ta rasa. Z resztą był pewien, że będzie tak głośno właśnie na stołówce. Ba, nawet był pewien, że na stołówce jest więcej osób aniżeli na salach treningowych. Smutna prawda, ale prawda. Powoli mu zaczęło burczeć w brzuchu. Przyśpieszył więc swój krok, by jak najszybciej znaleźć się na miejscu prosząc w duchu kogokolwiek o coś czego nie będzie musiał wyrzygać. W końcu dotarł na miejsce. Zrobił głęboki wdech w sumie sam nie wiedząc czemu i wszedł do środka.

Tak jak się spodziewał, saiyanów była masa. Naprawdę ogromna ich ilość. Sam wziął jakąś tacę i ustawił się po posiłek. Zauważył ponownie paru ze swojego oddziału i pomachali do niego, na co on sam również do nich pomachał. No i czekał. Wydawało mu się jakby kolejka się zwiększała i rosła, a nie zmniejszała. Na co tylko westchnął. Kolejna rzecz która w ogóle go nie dziwiła. Ale wreszcie dotarł na miejsce więc sobie coś zje. Jeszcze trochę i umarłby z głodu, a tego wolałby uniknąć. Gdy tylko kolejka zaczęła się zmniejszać to odetchnął z ulgą. Jednak jeszcze sobie trochę pożyje. Gdy tylko był kolejny po odbiór żarcia, zasalutował.

-Kadet Altair Drake przyszedł prosić, o posiłek o ile to nie problem.
Wciąż trzymał jedną dłonią tak zwany salut. Nawet kucharz jest od niego wyższym rangą więc z szacunkiem traktuje każdego. Chyba, że ktoś nie traktuje młodzieńca z szacunkiem wtedy to inna sprawa. Wtedy tylko, by udawał, ale w głębi serca tak, by nie było. Spokojnie czekał na wydzielenie posiłku, nikogo nie popędzał. Wręcz wyglądało to tak jakby sam był trochę nieśmiały w pytaniu o takie rzeczy. A tak naprawdę był po prostu strasznie głodny. Tak głodny, że zjadłby zapewne żarcia wszystkim innym. Czego zapewne, by nie przeżył. Ale przynajmniej byłby najedzony.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 20, 2016 7:27 pm

Kenzuran wreszcie szedł przed siebie, ponieważ tak kierowała go mapa. Nie narzekał, wreszcie wszystko znajdywało się na tym samym piętrze, co mu ułatwiało bardzo sprawę i nie musiał nigdzie indziej schodzić na niższe piętra. Czarnowłosy znowu ziewnął sobie, bo delikatnie zmęczenie go brało, ale nie był aż tak zmęczonym by nie zmieścić sobie czegoś w żołądku. Kiedy wojownik sobie tak maszerował, chyba mógł słyszeć jakieś odgłosy w oddali, wiedział już że to może nie być nic innego jak miejsce gdzie jego rodacy biesiadowali. Nieśpiesznym krokiem powolutku już docierał na miejsce, dlatego też triumfalnie przyśpieszył i nie czekając ani chwili dłużej, popedził przed siebie. Syn Kellana nareszcie dotarł na miejsce, chwilę poczekał aż podwójne drzwi rozejdą się na boki, a potem dopiero przeszedł przez ich próg i znalazł się w środku. No tak jak on właśnie myślał, była tutaj głośno jak jasna Królowa planety Vegety, którą każdy by chciał mieć dla siebie.

Nie przejmują cię resztą panienek, starszych wojowników, czy też nawet generałami, przecisnął się jakoś przez ten tłum i wreszcie dotarł na miejsce. Zauważył, że jego szef w czerwonych oczach nawet tu jest, a to ci dopiero niespodzianka. Kiedy zbliżył się na jego tyły, poczuł że ten także brał prysznic, ponieważ mógł od niego odczuwać przyjemny zapach bodajże lawendy. Niestety Syn kellana nie był nawet ani trochę jak jego siostrzyczka, dlatego za bardzo nie znał się na zapachach różnych kwiatków i innych krzewów. Wzruszył ramionami, po czym klępnął Altaira w ramię i powiedział:
-No proszę proszę, ktoś tutaj zgłodniał, to tak samo jak ja. - powiedział i pokazał swoje kły. Potem całkiem olał Drake'a i wychylając zza niego, rzekł w stronę kucharza:
-Kadet Kenzuran stawia się po otrzymanie strawy, mości Kucharzu, jeśli nie będzie żadnego z tym kłopotu. - powiedział i schował znowu głowę za swojego szefa. Teraz będą we dwóch musieli czekać, aż wreszcie albo tłusty albo chudy kucharzyna przyszykuje im jakąś strawę, która będzie zdatna do przełknięcia. Skrzyżował ręce na wysokości torsu, a potem wyczekiwał aż wreszcie jego przywódca dostanie jedzenie, a potem on sam.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 20, 2016 8:10 pm

Kucharz nie mając innego wyjścia spokojnie wykonywał swoją pracę wydając jedzenie wygłodniałym saiyanom, oczywiście wokół krążyli również kadeci ustrojeni w fikuśne różowe fartuszki od razu po ich minach można było wywnioskować, iż są tu po prostu za karę. A wracając do kucharza to ten widząc kolejną grupkę kadetów sięgnął po wielki gar, który ustawił na blacie, a następnie uzbroił się w cały arsenał misek. Począł nakładać do owych misek pokaźną chochlą mało smakowicie wyglądającą papkę, która również nie pachniała zbyt dobrze. Owe napełnione miski lądowały na tacach kadetów, którzy z minami jakby mieli za chwilę zwymiotować odchodzili od lady, aż w końcu nadeszła kolej zarówno Altaira, jak i Kenzurana. Każdy z nich jak cała reszta kadetów otrzymali michę z ową nieprzyjemnie zapowiadającą się zawartością.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 20, 2016 8:29 pm

Chłopak tak sobie czekając myślał co takiego dostanie. Nie spodziewał się rarytasów. Modlił, się tylko o to by było to coś co może zjeść. Jak nie to cóż. Najwyżej umrze z głodu. Nawet on nie jest w stanie zjeść wszystkiego. Nie jest psem który je kupę. Na samą myśl mu niedobrze. Poczuł klepnięcie w ramię i usłyszał dobrze znajomy mu głos odnośnie tego, że ktoś zgłodniał, na co sam lekko się uśmiechnął.
-Powiedzmy. Nie jestem, aż tak głodny bowiem zanim się tutaj znalazłem specjalnie się najadłem do syta. Ten jeden ostatni raz. Mam nadzieję, że dostaniemy coś zjadliwego. Niestety słyszałem pogłoski o słynnym Gulaszu z kupy, który jest przysmakiem kadetów.
Na samą myśl zrobił się blady jak ściana.

W końcu dostał miskę z żarłem. Smród unosił się na kilometr, a przynajmniej tak mu się zdawało. Jego twarz zmieniała kolor, to na blady, to następnie na lekko czerwony, potem na zielony, i w końcu na żółty. I tak jak się obawiał to słynny gulasz z kupą.
-Dziękuję Sir. Życzę miłego dnia.
Ale tak naprawdę mu nie był wdzięczny, ani w głębi serca nie dziękował, no i nie życzył miłego dnia. To tylko dobre wychowanie. Ruszył wolnym krokiem tak jakby wracał z poważnej bitwy, a jego nogi cudem nie zostały złamane, aż dziw, że nie musiał się czołgać. Jeszcze raz spojrzał na jedzenie. Zbierało mu się na wymioty. Prawie sił mu zabrakło i wywalił się po drodze. Zapewne Kenzuran szedł razem z nim.

W końcu dotarł do swojego oddziału. Po ich minach wiedział, że raczej każdy tutaj obecny dostał ten gulasz. Na sali nastała grobowa cisza. Nikt nie rozmawiał. Dosłownie nikt. Każdy patrzył tylko na to co dostał. Nie tylko ten jeden oddział. Każdy na tej stołówce nie wiedział co ze sobą zrobić. Altair tak patrzył w swoją miskę, ale nie mógł znaleźć w sobie siły. W końcu padł i walnął głową o stół i tak leżał. To było lepsze od tego jedzenia. Uznał, że jednak nie jest tak głodny. Na jego ogromne, ale to ogromne szczęście, zanim tutaj wyruszył najadł się do syta. Na egzaminie specjalnie nie tracił energii więc jeszcze nie zdążył zgłodnieć. Na razie nie będzie jadł. Dopiero gdy nie będzie miał wyboru przemyśli czy lepiej umrzeć z głodu, czy jednak to zjeść. W sumie śmierć z głodu to nie jest, aż taki zły pomysł jakby o tym dłużej pomyślał. Ktoś się go zapytał czy będzie to jadł. Nawet nie odpowiedział. Jego miska zniknęła, i tak samo ten smród. Drake westchnął i bez słowa, jak jakaś osoba ogromnie chora, albo mająca na karku karę śmierci, ruszył przed siebie z tacką, by ją odłożyć. I tak samo bez zbędnego słowa wyszedł ze stołówki. Nie miał ochoty na nic. Westchnął. Chyba zostanie kanibalem.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Sro Lis 23, 2016 2:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 20, 2016 8:57 pm

Kenzuran nie musiał czekać długo na reakcję czerwonookiego, ponieważ po chwili usłyszał słowa jego. Czarnowłosy kiedy tak słuchał, usłyszał że ten się najadł przedtem, więc nawet jeśli coś dostanie obrzydliwego, to i tak to zje. Ogoniasty go naprawdę podziwiał, gdyż ten zachowywał się dzielnie, w tak trudnej i niebezpiecznej dla żołądka sytuacji. Wyczekiwał, aż wreszcie zauważył, że jego dowódca dostał naprawdę niezłe żarcie, a jeśli chodziło o niezłe, miał na myśli tragedie. Kiedy czarnooki widział tą brązową breję, jego twarz nabrała kolory tęczy, ponieważ jakoś nie widziało mu się by musiał to zjeść. Nie miał niestety innego wyboru, ponieważ musiał się wysilić i spróbować tego co upichcił kucharz, któremu pomagały panienki w różowych fartuszkach. Kiedy wreszcie była jego kolej, nie chciał nawet zabierać przez chwile tacy z jedzeniem, lecz nie miał innego wyboru.

Pochwycił metalowe naczynie i ruszył za swoim szefem do stołu, gdzie siedział oddział słabeuszy i damskich kadecików, którzy to chyba też nie chcieli tego jeść. Nie mieli innego wyboru, chyba że woleli paść ze zmęczenie, bo się nie najedli, ale to już był ich wybór. Syn Kellana niestety, ale jako jedyny niezręcznie się czuł, gdyż chwycił za sztućce i pierwszy kęs jaki spróbował, chciał to zaraz zwrócić. Niestety, nie zrobił tego, bo powstrzymał się od solidnego wystrzelenia rzyga na kogokolwiek i wysilając się dalej, zatkał nos palcami i łapczywie zajadał dalej. jadł i jadł, a końca nie było widać, a musiał się bardzo postarać i skończyć to by móc dogonić swojego lidera. Po upływie dwóch-trzech minut, wreszcie młody saiyanin ledwo zjadł gównianą papke, która była gulaszem. Wstał, odstawił metalową tacę z misą w której niegdyś jeszcze znajdował się obrzydliwe jedzonko, po czym podziękował, tylko kiwając głową, bo nadal jeszcze mu było nie dobrze i ruszył z buta w stronę wyjścia. Za chwilę, kiedy wyszedł z jadalni, pokierował się w stronę schodów, ponieważ wiedział że sala treningowa na pewno będzie na dole

z/t - Sala Treningowa.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Lis 26, 2016 3:42 am

Po pewnym czasie w końcu dotarł na miejsce gdzie się wszystko zaczęła. A przynajmniej to najgorsze. Powoli miał koszmary związane z tym miejscem. Cieszył się też, że nie zjadł tego całego gulaszu, bo inaczej to on teraz miałby tą całą sraczkę. Ale tym razem wrócił jako zwycięzca! W końcu tez zgłodniał po tej całej walce, a że wtedy nic nie jadł to mu zaburczało w brzuchu, na co trochę się zaczerwienił, ale nic nie powiedział. Jego oddziału to nawet nie ruszyło. Byli szczęśliwi i gratulowali młodemu zwycięstwa. Co prawda to nie oni zwyciężyli, ale przez to, że mogli sobie normalnie pojeść, to czuli się jakby to oni roznieśli tamtego gościa w drobny mak. Na co Drake tylko pokazał gorzki uśmiech. Cała droga nie trwała jakoś super długo i w końcu dotarli na miejsce. Wkroczyli jak jakiś oddział który właśnie wrócił zwycięsko z samobójczej misji, każdy był z siebie dumny. Altair mimo wszystko też. Bo czemu miałoby tak nie być. Nie był dumny z innych rzeczy, ale nieważne. Jako dobry lider sprawił, że Kenzuran miał na wszelki wypadek pastylkę, no i go nie zgniotą przez przypadek. Co będzie dalej to nie jego sprawa.

W końcu podszedł bliżej okienka. Tego samego okienka gdzie jeszcze niedawno dostał gulasz z kupą. Na samo wspomnienie jego twarz zmieniła kolor na zielony, i dopiero po pewnym czasie przeszła. Stanęli oczywiście przed tym w kolejce. Gdy była ich kolej to zasalutował.
- Kadet Altair Drake i jego oddział meldują się. Przybyliśmy tu po odbiór "nagrody" podobno.
Wszystko powiedział wciąż miłym jak na kadeta tonem, mimo wszystko posiadał jako taki szacunek do osób tutaj pracujących. O ile Ci na to zasługiwali.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Lis 26, 2016 11:00 am

Na stołówce jak zwykle był tłok, a poirytowany zbyt dużą ilością żółtodziobów kucharz, nie był w najlepszym nastroju. Oczywiście został on już poinformowany o tym, by wydać lepsze jedzenie pewnej grupce kadetów. Nie minęło wiele czasu kiedy to przed obliczem kuchty pojawiła się owa grupka, na której czele stał ten, który najbardziej zasługiwał na porządną strawę.
-Widzę, że się przykładacie do treningów.
Postawny mężczyzna roześmiał się a zaraz po tym od razu zajął się nałożeniem na talerze odpowiednich porcji porządnego żarcia, które później wydawał, jak również uraczył cały oddział sporawym dzbanem, w którym znajdował się sok z ziemskich owoców, przy czym rozdał również odpowiednie naczynia, ażeby nie chłeptali prosto z dzbana.
-Smacznego.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Lis 26, 2016 1:40 pm

Krwistooki spokojnie czekał, aż dojrzał kucharza. Nie wyglądał on w najlepszym nastroju. Altair mu się nie dziwił, kadetów i innych żołtodziobów, była jak zwykle masa, i na takiego kucharza jego grupę to było za dużo zapewne. Drake w sumie nie dziwił się, że dostali gulaszyk. Pewnie łatwo go przyrządzić, a co będzie się starał dla tych co nawet nie czy kiedykolwiek awansują. W sumie jeśli się nie było skończonym idiotą to awansowanie do starszego szeregowego jeszcze nie było takie trudne. Gorzej z tak zwanym wbiciem się w rangi średnie. W końcu od kadeta od starszego szeregowego, to wciąż były to niskie rangi, i nie trzeba było specjalnie myśleć, by się tam dostać. Wiadomo oczywiście, że trzeba mieć przynajmniej mózg i opanowane podstawy logicznego myślenia. Co innego z pozostałymi rangami. I dlatego właśnie, skok z ostatniej niskiej rangi, do pierwszej ze średnich, był znacznie, ale to znacznie trudniejszy niż ten ze zwykłego szeregowca do starszego. Naprawdę znacznie trudniejszy i większość żołnierzy zostawała jeśli już to na tej randze maksymalnie. Dopiero gdy ktoś nauczył się używać mózgu miał szansę zostać kimś więcej.

Oczywiście Altair mierzył w znacznie więcej. Największą rangą pozostawała ranga generała, i tych osób nie było więcej niż dziesięć na cała ich rasę, ale mógł się mylić. Niestety saiyanie dopiero musieli być bardzo długo w akademii, by rozpoznawać rangi, bowiem elita się tym w większości przypadków nie szczyciła, co innego średni. Ci to byli dumni, jakby osiągnęli co najmniej rangę generalską i mogli robić za królewski podnóżek. Drake'owi jednakże nawet ranga generała nie wystarczyła. Pragnął czegoś znacznie, ale to znacznie więcej. Co gorsze był niesamowicie pewien, że jest w stanie to osiągnąć, o ile wcześniej nie zginie.

W końcu co ciekawe kucharz był bardzo miły. Ciekawe czy to dlatego, że saiya-jin był w centrum wydarzeń na arenie, czy może jego zwycięstwo jednak sprawiło, że był trochę sławny w akademii. Chociaż w to wątpił. Kogo interesują jakieś walki kadetów. Tak czy inaczej uśmiechnął się do kucharza, gdy ten powiedział, że widzi, że przykładają się do treningów.
- Staramy się Sir.
Powiedział, wciąż z szacunkiem. Czemu miałoby być inaczej. Był co prawda często dumny i arogancki jak każdy, ale to nie oznacza, że nie może odzywać się do innych z szacunkiem. A kucharz swojego robi, skoro musi wykarmić tę dzieciarnię. Gdy życzył im smacznego to zasalutował znowu.
- Dziękujemy Sir. Życzę miłego dnia. I naprawdę współczuje Panu i się nie dziwię. Wykarmić masę takich dzieciaków jak My jest naprawdę ciężko. Mam nadzieję, że Ja i mój oddział szybko awansujemy i już nie będziemy robić za żółtodziobów.
Tym samym pożegnał się i biorąc oczywiście tacę, wdychał ten jakże cudowny zapach. Oczywiście nie tarasował kolejki, tak samo jego saiyanie. Ten zapach był cudowny! W przeciwieństwie do tego co czuł na arenie, albo poprzednio na stołówce. Wiedział, że to tylko jeden raz tak mają więc ma zamiar delektować się posiłkiem bowiem kolejnego równie dobrego, może szybko nie zjeść. Z resztą jego drużyna robiła dokładnie to samo, a miny mieli, jakby wdychali jakoś super ładnie pachnące nawet jak dla saiyan kwiatki. Albo jakby coś ćpali. Jedno z tych.

Usiedli na miejscach. Drake w końcu w spokoju mógł się delektować posiłkiem. Najpierw wszystko sobie obaczył. Wielki dzban ładnie pachnącego napoju. To był bodajże sok z ziemskich owoców, bo na Vegecie trudno o coś takiego. A on sam również pił takie rzeczy. W końcu jego rodzina miała rangi generałów. Co prawda, nie cieszyli się tą rangą zbyt długo. Oprócz tego miał dziwną biała breję. Ale nawet dobrze pachniała. Ziemniaki? Albo coś podobnego? O tym głównie czytał. No i oczywiście dosyć duży kawał mięsa. W skrócie był to stek. Stek z jakiegoś zwierzęcia, ale cholera wie z którego. Aż tak dobrze, nie znał się na wyglądzie mięsa. Może to był stek z krowy, albo wołu? Tak czy inaczej jest to coś co każdy saiya-jin pragnął. Raczej to nie był stek z czerwia. Ale mógł się mylić. W sumie ciekawiło go to jak taki smażony pustynny czerw, smakował. Pragnął kiedyś się tego dowiedzieć, ale raczej nie teraz. Inaczej to on, by skończył w jego trzewiach.

W końcu zaczął jeść. Wolno. Każdy kęs bardzo wolno przeżuwając i delektując się smakiem. Nie patrzył na resztę, ale był pewien, że robią to samo. Czuł, też na sobie zawistne spojrzenia. Kadeci zazdrościli im czegoś tak dobrego. I w sumie nie dziwił im się. Ale teraz go to nie obchodziło. Liczył się tylko smak. A był naprawdę nievegetański! Tudzież nieziemski, ale nieważne. Najpierw kawałki tych ziemniaków, potem kęs soczystego, pysznego mięsa, który był idealnie wysmażony, tak zwany "medium rare", naprawdę pyszności, a następnie po nalaniu wcześniejszym do szklanek soku również nim popijał. Nie wiedział jak długo to wszystko jadł, ale korzystał z wolnego czasu. Naprawdę nie śpieszył się. Po prostu bardzo powoli jadł, i pozwolił jego kubkom smakowym również cieszyć się z jedzenia. Tak jedli, że aż im się prawie uszy trzęsły, i machali ogonkami co pokazywało, że nawet jakby trzymali pokerową twarz, że nawet coś takiego ich nie rusza, to ich włochaci towarzysze, zdradzaliby ich prawdziwą naturę. Do tego ten zapach wciąż się unosił i walczył z tym, żeby przypadkiem nie pośpieszyć się z jedzeniem i nie wszamać tego na raz. Bo naje się, ale to tyle. A on oprócz tego, chce spędzić jak najwięcej czasu, i jak najlepiej wykorzystać to, że w nagrodę dostali takie dobre żarcie. W takich chwilach warto być dowódcą. Który dla swojego oddziału wręcz wygrał jedzenie bogów. Dobrze, że nie przegrał. Inaczej ich honor, by spadł poniżej poziomu piasku na Vegecie, i byliby uważani zapewne za najgorszy oddział wszechczasów. A tak, może nawet jeśli będą znani z zastępcy która zesrał się na arenie i ewakuował cała akademie, to ich lider jakoś to naprawi. Ale to będzie naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Na pewno gdyby, oglądał jego walkę to sam, by się spalił ze wstydu. Aż współczuł jego trenerowi, w końcu to On ich tam zabrał. Nawet nie chciał sobie wyobrażać, tego co musiał czuć.

Co prawda zajęło to trochę czasu, ale komu, by nie zajęło prawda? W końcu wszystko zniknęło, z talerzy, a jego oddział wyglądał jakby dostali niedawno awans. Tak im się mordy cieszyły. Ale trzeba było się ruszać wreszcie. Także razem ze swoim oddziałem ruszyli z tacami i położyli je w wyznaczonym miejscu. Naprawdę szczęście było na twarzy każdego z nich.
- Dziękujemy Sir, za tak pyszne danie. Jeszcze raz życzę miłego dnia i powodzenia.
Zasalutował, żegnając się i dziękując, bowiem to normalne, że jeśli smakowało, to mówiło się to szefowi kuchni. Nawet jeśli to była nagroda. Ruszyli do wyjścia.
- Macie trochę wolnego czasu. Za około sześć godzin spotykamy się ponownie na sali. Odmaszerować.
Powiedział dając im prawie, że wolną rękę i miał zamiar wyjść ze stołówki, a następnie ruszyć w stronę łazienek. Musiał się w końcu umyć po walce prawda? Nagle jednak przed wyjściem sobie coś przypomniał.
- Cholera. No i w końcu nie wiem, czemu nie noszą pancerzy.
Westchnął i wyszedł ze stołówki.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 12:14 am

Saiya-jin zastanawiał się przez chwilę do kogo pójść jako pierwszego. Z jednej strony kucharz. Dostawałby może lepsze żarcie, dzięki czemu miałby siłę na trening i nie musiałby obawiać się ponownego starcia z niesławnym gulaszem. Z innej kwatermistrz mógłby dać mu lepsze "zabawki" co tym bardziej poprawiłoby możliwości jego przeżycia. Tak się zastanawiał i zastanawiał, ale w końcu wybór padł na kucharza. Jak na prawdziwego saiyana przystało najpierw wybrał żołądek, a nie większą możliwość przeżycia...myśląc, że jakoś to będzie, a z żarciem nigdy nie wiadomo. Razem ze swoim oddziałem trochę przeszli, aż w końcu dotarli na stołówkę. Tym razem jednak nie przyszli tu, żeby jeść. Chociaż jego drużyna, zastanawiała się nad wiadomą prośbą.

Po pewnym czasie, nie biorąc tacy, czekał na ich kolej. Nie chciał przeszkadzać kucharzowi w jego pracy. Ma wystarczająco spraw na głowie, bez jego ingerencji. Po co ma mu przeszkadzać. Dlatego po prostu sobie spokojnie czekał. Kolejka jak zwykle szybko nie mijała, ale mu się nie śpieszyło, jak zwykle był cierpliwy. No i w końcu się najadł wcześniej, więc miał doskonały humor. Na dodatek czuł, że po tamtej walce stał się silniejszy. Teraz był prawie pewien, że jakby walczyli, bez używania technik to byłby w stanie go pokonać normalną czystą siłą i pomysłowością. A przynajmniej tak czuł głęboko w sobie. Może było inaczej. Kto wie.

Gdy nadeszła ich kolej to stanął na baczność i zasalutował.
- Kadet Altair Drake i jego oddział meldują się Sir! Słyszałem, że podobno potrzebuje Pan pomocy. Czy to prawda? Jeśli tak to oferujemy swoją pomoc, o ile Pan ją chce.
Zapytał mimo wszystko pragnąc potwierdzenia co do tych informacji i czy nic po drodze nagle się nie zmieniło. Bo kto wie. Może już niczego nie potrzebował, a oni przyszli tu na darmo. Tak samo z kwatermistrzem może być. Ale jeszcze to obaczy. Na razie zwyczajnie zapyta.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 1:59 pm

Kucharz na widok przybyłego oddziału, który niedawno się tu stołował zaprzestał wydawania posiłków, jak również jednoczesnego poczytywania najświeższej prasy, po czym bez słowa pomaszerował na zaplecze. Po krótkiej chwili powrócił on do tej grupki wręczając dowódcy kartkę z listą zakupów odraz plik gotówki, żeby miał czym płacić.
-Zrobicie mi zakupy, przez ten ostatni smród musiałem pozbyć się wszystkiego, co przesiąknęło tym odorem.
Mężczyzna po przekazaniu owej informacji wrócił do swojej pracy nie przejmując się tym, że kolejnych kadetów w ramach powitania częstuje gulaszem z kupą.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 3:01 pm

Chłopak czekał na to, co ma dla nich kucharz. Aczkolwiek domyślał się co to może być za misja. Raczej w końcu nie kazałby im komuś wpierdzielić, aczkolwiek może się mylić. Spodziewał się raczej, że będzie to dotyczyło czegoś związanego z jedzeniem, a sam był zajęty. Więc albo dostarczenie jedzenia np, ze spiżarni do kuchni, albo kupno nowego. W sumie przez ten odór całe jedzenie w kuchni mogło się zepsuć. Więc mogą się wybrać na zakupy. Co jak co, ale nie było trudno się domyśleć, czego sprawa dla kucharza ma dotyczyć.

I też się nie mylił zbytnio. Dostał informacje czego potrzebują na kartce oraz gotówke. Drake kiwnął głową słuchając tego wszystkiego, ale był trochę czerwony na twarzy i chciał się zapaść pod ziemię mimo wszystko.
- Tak jest Sir! Odmeldowujemy się!
I ruszył razem z oddziałem zostawiając kucharza w spokoju. Gdy tylko poczuł znajomy zapach i popatrzył się na kadetów to nawet lekko im współczuł. Tak samo zresztą jego oddział. Oddalili się jeszcze szybciej, jakby chcieli uciec zanim, kucharz postanowi dać również im tego specjału. A, ze Altair jadł pastylkę która smakowała niczym, bo była bezsmakowa, ale z połączeniem tych dwóch specyfików wychodziła istna mieszanka wybuchowa z tyłka, to wolał tego nie doświadczyć i bardzo szybko ulotnił się z tamtego miejsca, nie patrząc się za siebie ani razu.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 5:46 pm

W końcu po dłuższej chwili dotarli na miejsce. A mianowicie na stołówkę. Tutaj bowiem, trzeba było poinformować kucharza, który i tak zapewne wszystko wiedział o zakończeniu misji. A raczej po prostu o zjawieniu się na jej zakończeniu. Cała drużyna była z siebie zadowolona, i nie mogli się doczekać tego, Co powiem im kucharz. Ale jednakże oczywiście spokojnie sobie czekali, aż będzie ich kolej. Nie chciał się głupio wpierdzielać w kolejkę i przeszkadzać mu w pracy. A jak sobie troszkę poczekają to nic im nie zaszkodzi. Przy okazji takim czekaniem zbiorą siły, i korzystając z chwili odpoczną, i oczywiście tak właśnie zrobili. Altair teraz się zastanawiał, czy jeszcze coś dla nich będzie miał, czy już raczej to koniec. Jeśli to będzie koniec, to gdy ruszą do kwatermistrza, to czy ten będzie coś dla nich miał. Czy może się okaże, że się spóźnili. To by było bardzo smutne. Jednakże, gdy będzie wciąż potrzebował pomocy, to co W tym wypadku będą musieli zrobić. Przetestować prototypy. Coś kupić? A może raczej...komuś coś dostarczyć? To też jest całkiem możliwe. No nic niedługo zapewne się przekonają.

Gdy w końcu nadeszła ich kolej to stanął na baczność i zasalutował.
- Sir. Kadet Altair Drake i jego oddział meldują zakończenie zadania. Wkrótce powinien Pan dostać listę i informację odnośnie tego. A przynajmniej tak mi się zdaję.
Po powiedzeniu tego wszystkiego. Spokojnie sobie czekał, na to co im powie. Ważne było, że to zadanie mieli z głowy.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 10:04 pm

Kenzuran kiedy już wreszcie był ubrany i gotowy do dalszego treningu, odczuwał pragnienie głodu, dlatego też postanowił się tam udać. Ogoniasty przechodził przez korytarze i niestety wiedział, że mimo to iż był przez jakiś okres czasu prawie nagi, to wiedział że nadal jego pobratymcy mają z niego ubaw. Strasznie go to wkurzało, musiał wiedzieć jak stać się silniejszym, no i oczywiście odzyskać swoją saiyańską dumę. Czarnowłosy starał sobie nie zaprzątać jak na razie swojego mózgu takim wielkim drobiazgiem i starał się skupić na swojej drodze. Czarnooki kiedy już praktycznie nie używał tak bardzo często mapy, wiedział że musi wejść po schodach, potem przejść na parterze przez kilka korytarze i znowu na górę i wtedy dopiero dostanie się tam gdzie chce. Syn Kellana starając się nie przejmować wszystkimi wyzwiskami i wzrokami swoich braci czy też sióstr, nadal podążał wyprostowany i przed siebie. 

Wiedział, że musi teraz nieść to brzemię, oczywiście starał się powstrzymać tą kupę, która miał w czterech literach, ale przez to że dwie pastylki na raz się aktywowały w układzie pokarmowym jego, nie mógł tego dłużej wytrzymać. Gdyby nie to, że nie zdjąłby spodni, zesrałby się pewnie w swoje gatki, jak i spodnie.Po dotarciu na parter, wreszcie Braciszek Klen szedł w kierunku kolejnych schodów, gdyż najwyraźniej nikomu się nie chciało montować jakiegoś szybszego przejścia, albo też windy. Kenzuran westchnął, po czym przyśpieszył swój krok i za chwile, po upływie dwóch minut, trafił na schody, które prowadziły na pierwsze piętro. Oczywiście wszedł po nich normalnie, jak gdyby nigdy nic, nie potknął się też ani nic sobie nie zrobił. Bezpiecznie wszedł tam gdzie chciał i swoimi nogami pokierował się w stronę jadłodajni. Nadal jego wzrok nie zmieniał kierunku, po czym kierował się przed siebie jak jakiś koks, którym oczywiście nie był. 

Po upływie kolejnych minut, wreszcie mógł zobaczyć tabliczkę u góry nad drzwiami, która wykazywała że w tym właśnie miejscu można było się najeść. Czarnooki westchnął, a potem wszedł wreszcie do środka i ustawił się w kolejce. Czekał jak każdy kto był głodny i kto chciał się porządnie najeść, oczywiście ci z wyższą rangę, czyli generałowie i takie tam, nie musieli wyczekiwać, mieli pierwszeństwo przez to jak wysoko byli w hierarchii Ośrodka. Wreszcie, kiedy to ów wojownik wyczekał swoje w kolejeczce, która to prowadziła do kuchmistrza, wyprostował się na baczność i powiedział:
-Kadet Kenzuran melduje się, Sir. Prosi o podanie posiłku, Sir! - powiedział trochę głośniej, ale nadal poważnie i kulturalnie się zachował, przynajmniej tutaj coś pokazał. Teraz i tak musiał czekać, bo był ciekaw co ciekawego dostanie do żarcia, miał nadzieję że to nie będzie znowu cholerna gulaszowa papka, bo chyba połamał by kucharzynę za to, że sobie z niego żartuje.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 10:29 pm

Kucharz zwyczajnie po złości nie wydawał posiłków żołnierzom, którzy wręcz wrzeszczeli o jedzenie, byli oni z rangi szeregowych chyba świeżo po awansie, a już puszyli się jakby dostali stołek kapitana czy nawet generała. Taka bezrobotność mężczyzny trwała aż do chwili kiedy to nie dostrzegł grupki, którą posłał po zakupy, oczywiście dostał już wiadomość na scouter, iż wszystko zostało zakupione. Gestem ręki pokazał dowódcy owych kadetów by podeszli. Jak tylko się zbliżyli, kuchta podniósł się ze swego siedziska i wręczył każdemu z tych kadetów mini pakunek.
-Dobra robota panowie. Rozpakujecie to dopiero po wyjściu, a również przy kolejnych posiłkach możecie liczyć na coś smacznego.
Po tych słowach mężczyzna powrócił do swojego strajku, który dotyczył nieobsługiwania tych głupich wciąż dzieciaków, jedynie wydawał posiłki tym którzy umieli się zachować.


Po odejściu tamtych w owym miejscu zjawił się osławiony swym niekulturalnym sraniem poza wyznaczonymi do tego miejscami kadet, który to chciał dostać coś do jedzenia. Mimo wszystko kucharz został powiadomiony przez generała o tym by wydać mu coś zjadliwego, bo akcja mogłaby się powtórzyć, czego nikt nie chciał. Nie wiele myśląc mężczyzna sięgnął chochlą do większego gara i do całkiem sporej michy nałożył dość dużą ilość dziwnej papki która, nawet jeśli wyglądała paskudnie to jej zapach był przyjemny, a nawet apetyczny, smak wcale nie był gorszy od zapachu.
-Ciesz się, że generał ma litość.
Cisnął miską z zawartością na tacę i dość niegrzecznie wepchnął ją w łapy kadeta, przez co omal go nie przewrócił, no ale na jego szczęście nie używał ku temu zbyt wielkiej siły. Zaraz po tym poszedł znów strajkować.

OOC1:
 


OOC2:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 11:11 pm

Kenzuran wreszcie doczekał się swojej kolejki, a nawet zobaczył że jego dowódca tutaj jest i wyglądało na to, że właśnie chyba pomagał kuchcikowi. Czarnowłosy nie spodziewał się, że jego dowódca będzie robił coś takiego, no ale to było jego sprawa, nie mieszał się w nią. Podszedł wreszcie, zobaczył że Kucharz tutaj podał mu tacę z najwyraźniej zjadliwym żarełkiem, dzięki czemu kiwnął w podzięce i oddalił się do najbliższego pustego stołu, który był wolny. Po dotarciu na miejsce, przysiadł sobie i złapał za sztućce, wreszcie mógł na spokojnie się najeść czymś normalny, czymś co nie smakowało jak jego kupsko, które niegdyś zrobił na arenie. Nie chciał o tym dużo rozmyślać, pewnie jego rodzina wstydziła by się za niego, ale że dwoje członków rodzinki zaginęło, a jego matka zginęła, to cóż, nikt nie mógł zakopać się pod ziemie jak czerwie. Zaklął po cichu i dalej zaczął pałaszować posiłek, który to otrzymał od grubego wojownika, który to sprawował się w tworzeniu wspaniałych dań.

 Niestety można było natrafić na specyficzne wyjątki, przez które można było mieć zgagę. Po nażarciu się bardzo dobrym posiłkiem, który to smakował wreszcie normalnie, wojownik sobie beknął, a potem odstawił tacę na inne brudne i nie wiedział zbytnio gdzie się ma teraz udać. Usiadł sobie jeszcze na trochę tutaj, znalazł sobie kąt na stołówce i postanowił tu chwilę zostać, może jego czerwonooki znajomy będzie miał do niego sprawę albo co. Jeśli jednak będzie inaczej, uda się zapewne do siebie do kwatery trochę się polenić, wreszcie będzie mógł zobaczyć jak wygląda jego mały pokoik. Ziewnął sobie, a potem myślał czy aby na pewno stąd nie pójść, ale jednak wolał trochę tutaj posiedzieć.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Lis 27, 2016 11:55 pm

Altair i jego oddział spokojnie sobie czekali, a przy okazji widzieli, że kucharz robił tak zwany strajk. Nie wydawał posiłku tym co byli nie kulturalni wobec niego. Wcale mu się nie dziwił. Na jego miejscu, jakby nie mieli do niego szacunku, a gotowałby dla tych panienek cały czas, to również takim nie wydawałby posiłków. Pokiwał głową. W końcu kucharz zwrócił się w ich stronę. Każdy dostał jakiś dziwny pakunek, którym każdy praktycznie potrząsnął, ale nikt nie wiedział zbytnio co tam jest. Mieli to rozpakować po wyjściu. Na dodatek powiedział, że będą mogli liczyć na coś smacznego, na co każdy z nich się mocno uśmiechnął i każdy składał swoje podziękowania. Dopiero Drake ich ogarnął, by nie zakrzyczeli biednego kucharza. Pokiwał głową na znak, że rozumie i zasalutował.
- Bardzo dziękujemy Sir! Życzymy miłego dnia.
I ruszył ze swoją drużyną dalej, ale przed wyjściem jeszcze rzucił.
- Rozumiem Pana Sir, i bardzo współczuję. Życzę powodzenia w Pańskim strajku. Dobrze Pan robi. Nie warto wydawać posiłków tym, co nie potrafią okazać nawet odrobiny szacunku.
I udał się do wyjścia ze stołówki, a każdy zastanawiał się co jest w pakunku.

Z tego wszystkiego nasz młodzieniec nawet nie zauważył Kenzurana. I tak ten nie przyszedł nawet się przywitać, więc Drake nie wiedział, że on tutaj jest. Co innego jakby sam podszedł i dał znać, że w ogóle żyje i dołączył do drużyny. Ale po co. Lepiej olać swoich kompanów i nawet nie powiedzieć do nich ani słowa. A, że każdy z nich był zainteresowany pakunkiem to go sami nie dali rady zauważyć. Wydawało mu się, że słyszy znajomy głos Rivera, ale przez ten tłum i kolejkę niczego nie widział. Usłyszał słowa kucharza, że ktoś ma się cieszyć, że generał ma litość. Czyżby ten ich trener miał rangę generalską? Naprawdę był niesamowity. Tylko najlepsi z najlepszych mieli taką rangę, i było ich niewielu. Ale jak to możliwe, że ktoś tak potężny, i wpływowy zajmował się kadetami? W ogóle tego nie rozumiał. Gdy w końcu dojrzał okienko kucharza, to nie było tam ani żywej duszy. Drake po prostu uznał, że się przesłyszał. W końcu jego zastępca na pewno, by do nich dołączył i się przywitał prawda? No właśnie. Na pewno tak by zrobił. Skoro nic takiego się nie stało, znaczy, że go nie ma. Pewnie jeszcze siedzi na sali treningowej. Będzie musiał się tam udać po magazynie. Mając zamiar szybciej się z nim spotkać, by czegoś znowu nie odwalił ruszył z oddziałem w stronę piwnic.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pon Lis 28, 2016 5:20 pm

Kenzuran kiedy to dostrzegł, jak jego dowódca zaczął wychodzić, nie mógł uwierzyć w to że ten go olał i go nie zauważył. Nie daruję mu tego na następny raz i powie kilka nieprzyjemnych słówek, ale nie chciał się tym przejmować i położył się na chwile na stole. Niechcący, przez to że się najadł, przysnęło mu się na stole, ale nie trwało to zbyt długo. Wojownika obudził hałas przenoszonych garów i przecierając oczy wstał od stolika i postanowił opuścić to przyjemne miejsce jadła i innych dobry dóbr. Syn Kellana po przejściu przez próg, wreszcie znalazł się na korytarzu i szedł przed siebie, za bardzo nie wiedział co ma ze sobą począć. W sumie mógłby zażyć tej pastylki od swojego szefa, ale jej nie potrzebował, rany i blizny zbytnio mu nie przeszkadzały. Podrapał się po tyle swoich kłaków, po czym pokierował się przed siebie i nie wiedział nadal co ze sobą ma zrobić.

 Postanowił niestety wreszcie jednak pójść do swojej kwatery, zobaczyć jak ona wygląda i z czym to się je. Po przejściu już kilku minut, nie wiedział zbytnio gdzie ma się udać, dlatego też wyjął zza tyłu swojego cyber mapkę, a potem szedł tam gdzie go nogi niosły. Zauważył, że to jest całkiem inny budynek, dlatego też wyszedł całkiem stąd i pokierował się do przejścia, które łączyło skrzydło z kwaterami, jak i ośrodkiem. Czas powolutku mu bardzo leciał, albo może nawet i szybko, aż wreszcie znalazł ten ów korytarz łączący Ośrodek i miejsce, gdzie śpią wszyscy kadeci, ogólnie całe wojsko zapewne. Brat Klen wzruszył ramionami, wyłączył już mu niepotrzebną holograficzną mapkę i po prostu szedł, nie miał zamiaru się zatrzymywać. Wiedział, że nadal go obserwują to co poniektórzy saiyanie, jak i te brudne halfy, które miały z niego beke i miał chęć po prostu rozkwasić im nos na ziemi. Niestety, nie mógł wszczynać żadnych bójek, bo zapewne jakąś karę by dostał, a wystarczyło mu to, że został pośmiewiskiem przez cholerne pastylki, które jego czerwonook kolega otrzymał od tego wysokiego rangą saiyanina z peleryną na plecach.

z/t - Kwatera Kenzurana
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Sro Lis 30, 2016 10:36 pm

Prawie zapomniał włączyć scouter, oczywiście przypomniał sobie, gdy musiał włączyć mapkę. Co prawda trochę tam już pamiętał drogi, ale przez ten cholerny burdel na korytarzach i wręcz korki do stołówki. Heh. Korki. Tak czy siak, było ciężko się tam dostać. Najwidoczniej każdy był straszliwie głodny po tamtej pomocy chyba, że ktoś się obijał. Ale mimo wszystko większość była zmęczona i głodna. I każdy zmierzał w kierunku stołówki. Na dodatek, chyba byli tak głodni, że nie widzieli, że zwyczajny kadet ma scouter. Ale w sumie go to nie obchodziło. On sam się niesamowicie dobrze czuł. Ciekawe co był z czarnowłosym. Nie widział go odkąd zakończył walczyć. Ciekawe, czy też miał coś do roboty, czy cały dzień się obijał. Z resztą ja się obijał, to nie będzie wzrastał na sile, a to niedobrze dla niego.

W końcu udało mu się dotrzeć jakoś do stołówki i przecisnąć. Stanął w kolejne. Wyglądało to tak, że jakby ktoś ba siłę chciał się wbić w kolejkę, to dojdzie do niezłej bójki. Drake musiał czekać. Ale to mu nie przeszkadzało. Był cierpliwy, a dobry humor się go wciąż trzymał. Nie widział tylko swojego oddziału, taka ta kolejka była duża. Ale nie martwił się. Wiedział, że pojawią się na sali. A może zjedli wcześniej? Oby tylko nie musiał szukać swojego zastępcy w tym całym burdelu, bo będzie dopiero słabo. Wolał tego uniknąć.

Kolejka ruszała się bardzo wolno. I w sumie wpadł mu do głowy pewien pomysł. A raczej ciekawość nim kierowała. Jaki to był planik? Niedługo wszystko będzie jasne. Gdy tylko widział kucharza, i był pewien, że ten go nie widzi. Chociaż i tak pewnie widział. To sprawdzał jego poziom mocy. Był straszliwie ciekaw, jak silny jest. Ale nie zmienia to faktu, że i tak będzie się odnosił do niego z szacunkiem. Bo czemu, by nie prawda? Gdy była jego kolej to stanął na baczność i zasalutował.
- Sir! Przyszedłem prosić o wydanie posiłku. Oraz mam nadzieję co do informacji, że wszystko ze składnikami, i nie tylko jest dobrze. Ale raczej lista wszystkiego przyszła do Pana już dawno.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Czw Gru 01, 2016 12:15 pm

Kucharz oczywiście miał mnóstwo pracy, nie miał nawet czasu, by pójść i się wysrać. Oczywiście był podirytowany tym niecodziennym tłokiem, ale nie mógł narzekać, zwłaszcza kiedy ci wszyscy żołnierze pomagali przy transporcie rannych. Wydawał więc w spokoju posiłki aż do chwili kiedy nadeszła kolej Drake'a, wtedy to kuchta załadował na talerz bardzo zacny posiłek, po czym naczynie podał kadetowi.
-Co składników oraz listy, wszystko jest w porządku. Nawet lepiej niż w porządku.
Kuchta zaśmiał się, po czym odprawił Altaira i wrócił do swojej pracy, w końcu kolejce jakby nie było końca, a wszystkie te wygłodniałe gęby trza było nakarmić.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Gru 02, 2016 2:02 am

Krwistooki spokojnie sobie czekał. Nie śpieszyło mu się. I tak miał taki humor, że nikt i nic mu tego nie zepsuje. No chyba, że Kenzuran zesrałby się drugi raz, ale tym razem na sali treningowej. Oby tak się nie stało nasz krwistooki, chciał mieć dobry humor jeszcze przez pewien czas. I tak nie ogarniał co mu wczoraj się stało. Może to było zmęczenie i głód. Zmęczenia się pozbył teraz zamierzał się pozbyć również kolejnego niedobrego odczucia. Oczywiście spokojnie czekał i nawet się uśmiechał przez ten czas. Jakby ktoś go nie znał to, by myślał, że jest idiotą ciągle chodząc uśmiechniętym. Ale gdy widzieli kolor i kształt scoutera, ze tylko generałowie taki nosili to prawie zakrztusili się własną krwią. Jak taki zwyczajny kadecik wszedł w posiadanie czegoś takiego? Dzień stał się nocą, a noc dniem? Ziemia zamieniła się z niebem, a niebo z ziemią? A może to Ziemskie Słońce "wzeszło" na zachodzie? Już chcieli sprawdzać, czy Vegeta dalej ma swoje dwie gwiazdy bo coś im tutaj nie pasiło. Patrzyli na siebie z co najmniej dziwnymi minami. I dopiero potem usłyszał zapytania innych, którzy gadali między sobą, czy to nie był scouter tego najmłodszego generała, na co reszta kiwała głową i była wciąż w wielkim szoku. Ale bali się mu to odebrać. Byliby głupsi od tej gwiazdeczki na arenie, który miał własny kącik. I każdy już słyszał jak tamten skończył, po niedawnym łomocie. Nikt nie chciał tego samego, także skoro dostał, znaczyło, że to miało w tym swój cel. Uważali, że to tylko tymczasowo, na przechowanie, albo generał miał dzień dobroci dla małp, a oni się nie załapali. Najgorsze dla nich było to, że jakby spuścili łomot temu kadetowi, to okey, ale jakby uszkodzili urządzenie które było warte zapewne więcej niż ich żywota i stołówka razem wzięte, to wiedzieli, że do końca swoich dni, by się nie wypłacili. A nie planowali robić za darmo. Więc poczekają, aż dowódcy się odwidzi i mu to odbierze. Bo przecież zwyczajne mięso armatnie nie mogło mieć dostępu do czegoś takiego prawda?

Po pewnym czasie kucharz nałożył mu kolejne pachnące żarcie. Ma jeszcze tylko parę takich posiłków więc musi korzystać. Wdychał ten piękny zapach. Jakże cudownie, mieć plecy u kucharza! Przynajmniej jakiś czas. No i powiedziano mu, że jest dobrze. Pokiwał głową radośnie, że nie ma żadnych problemów.
- Ciesze się Sir.
I poczekał, aż mu nałoży wszystko, a następnie zasalutował i wdzięcznością w głosie i oczach podziękował.
- Dziękuję Sir. Życzę miłego dnia i powodzenia w pracy. Teraz każdy jest jeszcze głodniejszy niż zwykle przez to co się wczoraj stało.
Pokiwał głową i poszedł szukać wolnego miejsca mówiąc jeszcze na koniec.
- Głupie gady...
W sumie bardziej szeptał. Ale nieważne. Przy okazji spotkał członków swojego oddziału którzy to opowiadali sobie bardzo ciekawą historyjkę. Jeden z nich nawet uśmiechnął się do Drake'a by ten usiadł obok nich, z czego też młodzieniec skorzystał.

W sumie tylko dowodził własnym oddziałem, ale nie poznał ich tak dobrze. Każdy był starszy od niego. Wiek...około osiemnastu lat? Może więcej. Każdy jadł sobie spokojnie, bo i tak podobno mieli jeszcze dużo czasu. Tym razem odpoczynek był dłuższy, za to, że wczoraj tak pomagali wszystkim. Najwidoczniej dowództwo to zauważyło i dało im odsapnąć. Jeden z nich zapytał się krwistookiego, czy wie co się wczoraj stało. Ten zaprzeczył głową. Dwóch którzy wyglądali na najbardziej rozbawionych uśmiechnęli się do Siebie i poczęli mu opowiadać niedawne wydarzenia. Chłopak tego słuchał i słuchał i myślał, że robią sobie z niego jaja. Przecież nikt nie mógłby być na tyle głupi, by to zrobić. Mianowicie chodziło o to, że podobno River, był na tyle głupi, że podczas alarmu przeciskał się w zupełnie drugą stronę. Mało tego. Nie zapytał nikogo co się dzieje. Nie wyszedł na plac, a tam zazwyczaj mają się zbierać wszyscy podczas dziwnych sytuacji, nie na sali treningowej. Jakby akademia została zaatakowana to co, poszliby na sale treningową, albo arenę? Jakby fala leciała w ich stronę, to by byli dalej w budynku? I czekali na śmierć? No więc właśnie. Najwidoczniej nie pomyślał. On wiedział, że tamten nie zrobił tego specjalnie. Tylko przypadkiem. Może nie przeczytał regulaminu a powinien. Nie znał komunikatów, ani jak działa alarm, i że każdy saiyan ma się zjawić na placu przed akademią. Spoko. Ale naprawdę, teraz się wkopał. Słuchał jednakże dalej.

Dowiedział się, że po przeciskaniu się i ogromnie ciężkiej według niego walce, by przejść przez korytarz, znalazł się na sali i czekał. W końcu wszedł tam naprawdę wkurzony generał, i myśląc, że się tamten obija, a jego wojowników prawie wybito do nogi...każdy się może domyślić co się stało. River latał, bez używania ki. Następnie jego ciało przybrało postać ameby na ścianie. Blizny, na jego twarzy były znacznie piękniejsze, niż cała jego twarz. A to o czymś świadczy. Jednym słowem nawet najbrzydszy Oozaru na Vegecie, wyglądał przy nim jak jakiś włochaty model. Potem miał sprzątać krew, swoją również. Ale nie to było najlepsze. Nikt nie wie jakim cudem udało mu się rozwalić swój kombinezon, ale dokonał tego! Każdy mu zazdrościł mocy. Nawet oni nie byliby w takim stanie, mogli tego zrobić. Na jego nieszczęście to nie podziałało i zlała go babcia klozetowa, która została oficjalnie postrachem wśród kadetów i starszych kadetów. Nawet szeregowi i starsi rangą od nich kłaniali się i byli strasznie mili. Średnie rangi po prostu omijały ją szerokim łukiem. Ale patrzyli na nią zupełnie inaczej niż wcześniej. Miała nawet swój własny fanklub wśród tych co wręcz kochali czystość i sprzątanie, bo nie wyglądała brzydko, a do tego zlała osobę o której dotknięciu wszyscy inni się bali. To był wyczyn! Oprócz tego słyszeli, że działo się coś dziwnego z nim w pokoju medyka, bo wyszedł dziwnie roztrzęsiony, jakby się bał i ktoś się nad nim niedawno znęcał. Niestety nikt nie miało tym informacji, a doktorek od którego wyszedł, powiedział tylko, że naprawił jego twarzyczkę, by ktokolwiek go jeszcze zechciał. I tak był bardzo delikatny. Miał nadzieję, że tamten jeszcze do niego powróci, w sumie był pewien, że jeszcze się spotkają. Oczywiście też będzie delikatny i każdego zaprasza do Siebie jak ktoś jest ranny. Jakoś nikt nie miał zamiaru się do niego zbliżać. Podobno nawet generałowie omijali tego typka szerokim łukiem, jakby był jakimś potworem którego nie można przypadkowo zbudzić. Altair też nie zamierzał go odwiedzać.

Po wysłuchani całej opowieści do końca walnął się dłonią w twarz. Znowu chciał zostać czerwiem. Zazdrościł im. Wpierdzielają się pod ziemię i tyle ich widziano. Kurna musi go postawić do pionu. Już On z nim o tym wszystkim pogada! Członkowie jego oddział zajadali się i śmiali. Mu nie było do śmiechu. Nawet apetyt prawie mu uciekł. Prawie. Nie wie co powinno się stać, aby stracił apetyt. A jednak już wie... i nie chce tego. Dziękował opatrzności za dobre jedzenie i zaczął jeść. Znowu dostali sok. Smak ziemskich pomarańczy. Niebo w gębie. Mógłby wypić cały dzbanek i, by było mu jeszcze mało. Idealnie słodkie. A uwielbiał słodkie rzeczy. Tym bardziej napoje! Coś podobnego do ryżu. Uważał to za bardzo dziwną rzecz. I...bambus? Czy on dostał kawałek bambusa? Czy wyglądał na pandę? Może i był małpą. Ale małpa to nie panda!? Na szczęście to było tylko dla smaku. Nie mieli tego jeść. Kucharz zna się w końcu na rzeczy. Przyszedł czas na mięso. Mmm. To było dopiero smaczne. Smaczniejszej rzeczy już dawno nie jadł! Nie licząc słodyczy. Zapytał się, aż co to jest. Członek jego oddziału który był znawcą jedzenia, powiedział, że to pandzie mięso. Prawdziwy przysmak! Jakby tylko mieli coś takiego na Vegecie. Był pewien, że nawet elita, za tym by ruszyła swoje ociężałe zadki. Podobno dostali też dobry posiłek, zważywszy na to, że pomagali w tak bardzo ważnej rzeczy jak ratowanie rannych i to doceniono. Altair oczywiście każdym kęsem się delektował. Ale te mięso naprawdę było zacne! Miał ochotę na więcej. Ale niestety na Vegecie nigdzie nie było pandy. A może, by jakąś złapać kiedyś na ziemi, a następnie utuczyć? Miałby masę tego mięsa w zapasie... warto się nad tym zastanowić.

Po zjedzeniu odstawił tacę tam gdzie powinno się zostawiać rzeczy i ruszył dalej. Ten obiad był dopiero smakowity. Chciałby częściej taki jeść, ale wie, że może je jeść tylko dlatego, że pomógł kucharzowi. Ale kiedyś to się zakończy. Co wtedy. Będzie musiał awansować, by mieć normalne żarcie, a o to trudno. Najwyżej coś wymyśli. Musi. Nie potrzebuje specjalnych dań. Wystarczy mu coś co jest zjadliwe, pożywne i smaczne. Jak nie będzie smaczne, ale zwyczajne to też będzie dobrze. Na razie nie jest chciwy. I tak dostał najlepszy prezent w całym wszechświecie! Normalnie jak na urodziny. Ale już dawno ich nie obchodził. Od bardzo dawna. W sumie przypomniało mu się. Że na osiągnięcie pełnoletności miał dostać specjalny rodowy prezent, który tylko członkowie jego rodziny posiadali, i podobno inna rodzina miała podobnie, ale nie wyjaśniono mu czemu tak jest. Miał się dowiedzieć z czasem. Podszedł pod koniec do kucharza.
- Dziękuję Sir, jak zwykle było przepyszne. Życzę miłego dnia i powodzenia w wykarmianiu niewdzięczników.
Po pożegnaniu ruszył się w stronę sali treningowej, a za nim ruszyła reszta, dalej gadając o tej samej opowieści co wcześniej. Ciekawe ile będą jeszcze o tym gadać, aż im się znudzi. Naprawdę najadł się wstydu. Miał ich pilnować Ale co on mógł zrobić. Musiał zostawić tego zasranego kadecika, bo tamten naprawiał. A potem nie miał o nim informacji, bo do niego nie przyszedł nawet! Gdy chciał go szukać to kolejny problem, bo lądowisko. Nagle w scouterze usłyszał pikanie. Czyżby miał zamontowaną bombę, i miała wybuchnąć? Jednak nie. Dostał wiadomość. Jedno kliknięcie i pokiwał głową.
- Panowie zmiana planów. Idziemy na plac. Mam co do tego złe przeczucia...
Zaśmiał się gorzko. Wiadomość brzmiała, że ma się znaleźć na placu przed ośrodkiem szkoleniowym razem z całym oddziałem. Jego zastępca również niby tam się udaje. A skoro wspomniano o nim. To oznaczało, że Kenzuran miał kłopoty. A razem z nim pewnie czarnowłosy. Ale przyjmie to na klatę. Niech tylko mu scoutera nie zabierają i będzie dobrze. Nawet jak pozbawią go dowództwa to ich zrozumie. Westchnął i ruszył w stronę niespodziewanego celu.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Stołówka   Pią Cze 09, 2017 12:22 am

Skierował kroki na stołówkę. Musiał jednak poczekać, aż nadejdzie troche przerwy, bo w takim momencie, to nie miał nawet jak sprzątać. Wystarczyło popatrzeć na tych wygłodniałych żołnierzy.
Jak tylko skończyli od razu wszedł do środka. I tutaj też go wykorzystano. Teraz kazano mu posprzątać stoiliki i pozbierać naczynia. Pomagał sobie lataniem. Xal śmiał się w duchu, bo był pewien, że kapitan Hayato za czorta mu nie uwierzy, że porobił tyle rzeczy. No cóż, obiecał sobie coś i zamierzał tego dokonać.
Ogonisty najpierw pozabierał wszystkie naczynia, sztućce i co jeszcze warlało się po stołówce. Potem wypucował dokładnie wszystkie stoliki oraz krzes a, a żeby mieć łatwiej z szorowaniem podlogi, wszystkie siedziska wylądowały na blatach.
Poruszał rękami, bo zaczynały go boleć, więc trzeba było chiwlę przerwy zrobić. Poprosił obsługę stołówki o szklankę czystej wody. Jak tylko sie napił, zabrał się za szorowanie podłóg.
Nadal słuchał przy tym muzki i nie zwracał uwagi na uciekający czas. Za mocno wkręcił się w sprzątanie. Poza tym, Xalanth był uparty i zamierzał swoje zadanie wykonać najlepiej jak potrafił. Nawet, jeśli to była kara.
Szorował podłogę bardzo dokładnie. Niestety miał tutaj zdecydowanie więcej do sprzątania, niz w innych miejsach. Mało tego, natknął się na żarcie, które dawno dostało nóżek i żyło własnym życiem. Od zapachu mało pawia nie puścił, ale był dzielny i jakoś sobie poradził.
Jak wszystko wyszorował, to dokładnie sprawdził. Tak, było idealnie, bo podłoga, aż lśniła.
Widząc zapał Xala, obsługa poprosiła go, żeby skoczył do spiżarki po brakujące składniki. Dali mu nawet kartę i do tego upoważnienie, żeby nie miał problemów. Zatem, zrobił to, a że przelatywał obok sali treningowej, to Hayato znów mógł go widzieć, tym razem jak śmiga z zapasami jedzenia na stołówkę.
Po wykonaniu tego zadania, zabrał manatki i poszedł dalej sprzątać. Tanecznym krokiem udał się do kolejnego pomieszczenia.

z.t -> dalej idę
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Stołówka   Sob Cze 10, 2017 9:44 pm

Szedł powoli, gdyż wszesniejszy cios, jaki zafundował mu Daiko, sprawił, że teraz wszystko go bolało. Plus był taki, że ta cała sytuacja go mocno pobudziła. Już nie mógł się doczekać, żeby dorwac Daiko i wytrzeć nim podłogę. Najlepiej jego durnym ryjem. Drugi raz nie da się temu zawszonemu skurwielowi. Do tej pory nie rozumiał, jak mógł się kochać w takim dupku i być zaślepionym jak ostatni idiota.
Starał się jednak odwrócić uwagę od Daiko, ale nie było to łatwe. Samo patrzenie na niego powodowało wzrost poziomu agresji u Xalantha. Chłopak zawsze, kiedy trenował przyświecał mu cel, żeby kiedys odpłacić się Daiko za to, co mu zrobił, a także jego ojciec. Szkoda tylko, że nie udało się chłopakowi znaleźć dowodów, że to ojciec Daiko rozpowiedział te wszystkie plotki na niego. Jakby tylko miał taką możliwość, to by to niezwłocznie zgłosił. Jednak póki co, nic takiego nie mógł zrobić.
Jak dotarł do stołówki, to musiał na chwilę ustać. Oparł się ręką o framugę drzwi, gdyż zrobiło mu się ciemno przed oczyma. Mówił sobie w myślach, że wszystko jest w porządku i tylko tymczasowe.
Jak mu nieznacznie przeszło, wszedł do środka. Rozejrzał się dookoła. Szukał wzrokiem kogos, z kim mógłby porozmawiać. Jak tylko mu się udało, podszedł do lady.
-Mam tutaj coś porobić z rozkazu kapitana Hayato, więc chciałbym spytać co mogę zrobić.-Xal rozmasował dłonią kark.
Xalanth rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu, w którym jakiś czas temu spędził czas. Poruszał powoli ogonem, w sumie robił tak zawsze kiedy myślał intensywnie, tudzież gdy go coś fascynowało.
Zastanawiał się, co jeszcze miałby robić, skoro już trochę rzeczy porobił. Zaczął rozmyślać o chyba, wszystkich możliwościach, przynajmniej tak mu się wydawało.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Cze 11, 2017 1:19 pm

Kucharz zaprzestał wykonywanych czynności, widząc iż zjawił się jego nowy pomocnik, a raczej ktoś od czarnej roboty. Chwycił więc wolny fartuch, którym cisnął na łeb przybyłego, a kiedy ten się wystroił, zabrał go na kuchnię. Tam oczom Xala ukazał się przeogromny stos cebuli, następnie zaprezentowano mu jeszcze większą stertę czegoś o specyfikacji ziemniaków, a dalej reszta przeróżnych warzyw.
-Obierz to wszystko do kolacji.
Po tych słowach kuchta wskazał jeszcze wszelakie niezbędne narzędzia do pracy, a następnie opuścił kuchnię, wracając do swojego poprzedniego zajęcia.


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Cze 11, 2017 3:14 pm

Zaraz czarna robota. Pomaganie w kuchni było zdecydowanie przyjemniejsze niż pucowanie szczoteczką podłóg w całej Akademii.
Jak został uraczony fartuchem, od razu się w niego wystroił, po tym jak odłożył ten, który miał wcześniej.
-Tak jest, proszę pana.-Xal jakos zbytnio się nie przeraził stertą warzyw.
Przypomniały mu się czasy, gdy był nastolatkiem i co chwila tutaj lądował, za swoje wybryki i nieposłuszeństwo. Zaśmiał się w duchu.
-Heh, nic się tutaj nie zmieniło.-rozejrzał się po kuchni-Dobra, co jeszcze mi będzie ptorzebne....worek na śmieci, gary, to od razu to wszystko posegreguję...co jeszcze...-Xal szukał rzeczy, które na pewno będą mu potrzebne.
Jak się przygotował, przeciągnął się nieznacznie. Zanim zaczął obierać warzywa, wyszorował wszystkie gary, a potem poustawiał je zdłóż jednej ze ścian, obok siebie.
-Dobra, to mam.-policzył garnki, czy na pewno ma tyle, ile warzyw do obrania.-Tak, zgadza się. Teraz tak, worek, a najlepiej kosz na śmieci...-rozejrzał się po pomieszczeniu.-Ach! Tam jesteś!-ogoniasty dotachał sobie sporej wielkości kosz na śmieci.
Włożył słuchawki w uszy, po czym włączył muzykę. Złapał za obieraczkę, podrzucił po czym złapał.
-Dobra, biorę się do roboty.-poruszył ogonem na wszystkie strony.
Zanim zaczął obierać cebulę od której płakał, wrzucił ją do kilku worków z siatki, po czym zaniósł do mroźni. Matka go tego nauczyła. Jeśli cebula była lekko wychłodzona, to nie wywoływała płacza, a do tego, podczas krojenia nie rozwalała się. Zatem, akurat gdy obierze i przygotuje ziemniaki, cebula będzie gotowa do obierania i krojenia.
Użył latania, aby "usiąść" w powietrzu, blisko kosza. Zaczął obierać ziemniaki, patrząc gdzie i do którego garnka wrzuca ziemniaki.
Słodkie do jednego, te zwykłe do drugiego. Poruszał głową w rytm muzyki, to samo ogonem. Jakoś nie marudził na to, że miał coś robić w kuchni. W sumie, przypomniało mu się jak to z matką spędzał czas, kiedy coś gotowała. Poza tym, nie był już dzieckiem, żeby się buntować przed takimi zadaniami. Wiek zobowiązywał do tego, żeby odpowiednio się zachowywać, do tego jeszcze by mogło mu, takie buntowanie się zaszkodzić. Zatem, kolejny powód, żeby nie narzekać, tylko zrobić co się miało i tyle.
Xal, co jakiś czas sprawdzał, czy nie będzie musiał zaraz przerzucać ziemniaków, do dwóch innych garnków. Na szczęście, szybko to nie nastąpiło. Jak już uporał się z ziemniakami, to musiał je umyć.
Dlatego ustał na podłodze. Przysunął pierwszy gar, po czym za pomocą wyciąganego kranu nalał do niego wody. Przykrył pokrywą, po czym zaczął energicznie poruszać garnkiem. Powtórzył tą czynność dopóki woda, którą nie wylewał nie zrobiła się czysta. Dopiero wtedy zalał wodą, rpzykrył pokrywką i odstawił na bok. Wiedział, że ten zabieg sprawi, że ziemniaki nie zczernieją do kolacji, a i od razu są gotowe do ugotowania. To samo powtórzył z pozostałymi, trzema garnkami i ziemniakami, które były w środku. Wypłukał porzadnie warzywa, a następnie ustawił z drugiej strony pomieszczenia, żeby mu się nie pomyliło. Dla pewności na garnkach z ziemniakami słodkimi położył czerwone pokrywki, na pozostałych czarne. W ten sposób, on będzie miał potem łatwiej, jakby kucharz pytał, gdzie co jest.
Przetarł dłonią kark.
-Dobra, to teraz cebula.-udał się do mroźni po cebulę.-Idealnie!-obejrzał jedne warzywo-Rany, mamo, jesteś genialna.-wytachał worki do miejsca, w którym zajmował się krojeniem.
Tak jak przy obieraniu ziemniaków, lewitował kiedy obierał cebulę. Jego matka nie pomyliła się. Jak zdejmował łupinki z cebuli, to w ogóle nie płakał. Nadal słuchał muzyki, kiedy wykonywał swoją robotę. Jak nieco mu się nabałaganiło łupinkami, czy wcześniej skórkami z ziemniaków, to od razu sprzątał. Nie chciał sobie dokładać roboty.
Jak uporał się z cebulą, to podobnie jak z wczesniej, wypłukał je w taki sam sposób, a następnie odstawił garnki obok tych, z ziemniakami. Na tych położył pokrywyki z okragłymi uchwytami. Zawsze jakaś różnica będzie.
-To może teraz zajmę się marchewką i pietruszką.-zaczął myśleć.
Rozejrzał się po pomieszczeniu. Jak natrafił na kamery to uśmiechnął się i pomachał do niej, a dopiero potem wrócił do roboty.
Obierał najpierw marchewkę, a dopiero potem pietruszkę. Tutaj też powtórzył wcześniejszą opcję płukania. I kolejne garnki wylądowały pod ścianą z gotowymi i obranymi warzywami.
-Musze na chwilę usiaść.-Xalowi zrobiło się słabo, a nawet zrobił się nico blady na twarzy.
Usiadł na niewielkim krzesełku. Rozstawił nogi, a następnie pochylił się tak, aby utrzymać głowę między nogami. Zamknął powieki, a następnie zaczął brać duży wdech oraz wydech. Nie mógł sobie pozwalać na chwilę słabości, bo się najzwyczajniej w świecie nie wyrobi. Myśląc, że jest juz wszystko w porządku, podniósł się z siedziska. Jednak, jak na złość zakręciło mu się w głowie. Mało co nie przewrócił się o krzesełko, jednak tak niefortunnie położył lewą dłoń, że rozciął ją sobie w zdłuż.
-Kurwa no.-szybko wsadził rękę pod kran z zimna wodą.
Rozejrzał się dookoła, za jakąś apteczką. Na szczęście, ta była na ścianie, na drugim końcu pomieszczenia. Jak tylko krew przestała, tak mocno wypłwać z rozciętej dłoni, poszedł po bandaż. Zawinał sobie dłoń.
-Ja pierdole, jaka dzisiaj ze mnie pierdoła.-mruknął do siebie, po czym zaczął obierać kolejne warzywa, coś co przypominało buraki.
-Xalanth, jesteś tutaj?-na znajomy głos, Xal podniósł się.
-Tata? Tak jestem.-chłopak zasalutował na widok swojego teścia.
-Mówiłem ci, żebyś tego nie robił.-Paragu wszedł do kuchni-Z resztą, to nie istotne. Nie mogłem cię złapać od rana, ale dobrze, że w końcu mi się to udało.
-Tato, jesteśmy w akademii, wiesz, że tak trzeba.-Xal patrzył na teścia-Stało się coś z małym?
-Nie, z młodym wszystko w porządku. Chodzi o ciebie. Ja teraz muszę lecieć na misję do jednej z kolonii. Wrócę za trzy dni. Jak to się stanie, to będziesz trenować pod moich okiem.-Paragu zmierzył Xala wzrokiem-Jak ty wyglądasz, weź się natychmiast oporządź.-skarcił chłopaka-Także, nie odwalaj żadnych głupot przez te trzy dni, kiedy mnie nie będzie, bo jak wrócę masz być na siłach. Jasne?-pogroził Xalowi palcem-Odpuszczę ci tym razem, za tą akcję z kapitanem Hayato, ale następnego nie będzie.-Paragu udał się do wyjścia-Zrobiliśmy zakupy dla młodego, więc nie musisz się martwić, że mu czegoś brakuje. Wracaj do roboty.-uśmiechnął się do Xala-Ale ze sprzątaniem, to już zdecydowanie przesadziłeś.
-Dobrze, tato. -na słowa, jak wygląda Xal od razu się wyprostował i poprawił nieco-Nie będe bałaganić, słowo, tato! Aj...tam...-Xal się lekko zarumienił-Chciałem pokazać sir kapitnaowi Hayato, że...
-Xalanth, nie takimi rzeczami zdobywa się szacunek. Pamiętaj, co ci mówiłem o szacunku, dzieciaku.-Paragu wyszedł z kuchni, zostawiając Xalantha samego.
-Hmmm...-ogoniasty wrócił do obierania buraków.-Co go tak nagle naszło, na ten trening? Czy ja coś ominąłem, czy jak?-zaczął rozmyślać nad słowami teścia.-Skoro nie tak, to niby jak?-rzucił do siebie-Co, mam panu Hayato pokazać, że jestem dobrym wojownikiem czy jak? Przecież pan kapitan może to uznać, za wchodzenie w dupę, a tego nie chcę.-wrzucił energicznie buraka do garnka-Póki co, muszę się uporać z tymi wszystkimi warzywami.-westchnął.
Suchając muzyki dalej obierał buraki, które wypłukał, tak jak poprzednie warzywa, a dopiero potem zabrał się za selera.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stołówka   

Powrót do góry Go down
 
Stołówka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: I Piętro-
Skocz do: