DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Stołówka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Cze 11, 2017 5:00 pm

Xalanth skończył obierać selera. Zalał wodą garnki, wypułkał, potem powtórzył to jeszcze trzy razy, a kiedy już przezroczysta ciecz była czysta, zalał nią ponownie selera i odstawił gary obok pozostałych.
Przetarł czoło ręką. Zaczynał odczuwać zmęczenie, a także głód. Na to drugie, znał jednak dosyć sprytny sposób. Wziął jakąś szklankę, nalał sobie wody z kranu, ale najpierw nieco jej troche upuścił, a następnie wypił. Na trochę zapomni o jedzeniu, jak sobie wodą nieco napełni żołądek. Musiał jeszcze zmienić opatrunek na dłoni, ale żeby to zrobić musiał iść do łazienki. Dlatego, zabrał z apteczki co było potrzebne. Na małej kartce zostawił informacje, że zaraz wróci, tylko idzie do łazienki obmyć dłoń, bo sobie rozciął i musi zmienić opatrunek, a nie chce nabrudzić w kuchni.
Jak tylko znalazł się w łazience, od razu zdjął zakrwawiony opatrunek i wyrzucił do śmietniczki. Zmoczył dłoń pod zimną wodą, aby obmyć z nitek poprzyklejanych do rany. Następnie wytarł dłoń, a potem przemył wodą utlenioną. Myślał, że się wścieknie od tego, jak bardzo szczypała rana. Tak bardzo, że ogon mu się najerzył nieznacznie. Bardzo powoli owinął dłoń czystym bandażem, który związał na nadgarstku. Poruszał dłonią sprawdzić, czy może w jakiś sposób nią ruszać.
-Mogę wracać do pracy.-spojrzał jeszcze na swoje odbicie-Tato, o co ci chodziło z moim wyglądam?-poprawił się porządnie.-Nie moja wina, że dostałem łomot od kapitana.-Xal przyjrzał się swojemu odbicu jeszcze raz.
Skoro już był w łazience, to przy okazji się załatwił. Oporządził się jeszcze raz, dokładnie, po czym wyszedł z pomieszczenia. Nie było mu dane zaznać spokoju, bo ktoś wpadł na niego.
-Ej no!-dał kilka krokó do tyłu.-Patrz, gdzie chodzisz.
-Ja...przepraszam!-pod nogami Xala, na dupie siedziała na podłodze jakaś saiyanka.
Xal widział ja tutaj pierwszy raz. Może była jakaś nowa?
W momencie, gdy zdecydował się jej pomóc, dostrzegł, że dookoła niej warlały się jakieś papiery.
-Zgubiłaś się?-patrzył jak dziewczyna, niepewnie zbiera wszystko z podłogi.
-T...tak...nie mogę znaleźć sali treningowej...-saiyanka miała śliczne, ciemne, błękitne oczy.-...-dziewczyna wlepiła oczy w Xala.
-Mam coś na twarzy?-Xal pokazał na siebie-A sala treningowa jest na dole. Musisz zejsć na dół, a jak stoisz tyłem do schodów, to idziesz prosto, a potem skręcasz w lewo i trzecie drzwi na lewo.-ogoniasty wytłumaczył dziewczynie, która dalej się na niego patrzyła.-...Um wybacz, muszę wracać do pracy...-dał kilka kroków w tył, po czym odwrócił się na pięcie i wrócił do kuchni.
Dziewczyna tylko patrzyła, jak ten znika z jej oczu, postała tak chwilę, po czym poszła szukać miejsca docelowego według wskazówek Xala.
-Ci nowi rekruci z każdym nowym pokoleniem są coraz bardziej dziwni.-jak tylko znalazł się w kuchni zatrzymał się.
Zmarszczył brwi.
-Ty...-dostrzegł gryzonia siedzącego na środku i wpierdalającego sałatę-Ty mały skurwielu, wypierdalaj mi stąd, w podskokach! Psujesz mi robotę!
-Pika?-myszopodobne stwordzenie spojrzało na Xala.
-To, co powiedziałem szczurze! Wypieprzaj z tej kuchni i zostaw tą sałatę!-ogonaisty ruszył w stronę zwierzaka, który, jakby nigdy nic dalej wpieprzał sałatę.-Coś powiedziałem! Wygibuj stąd i to już!-Xal złapał za miotłę i popędził małe stworzenie.-Jeszcze mi się dostanie za tego futrzaka.-ogoniasty, mając pewność, że już ma spokój, zabrał się za sałatę.
Pozbył się uszkodzonych liści, a potem obmył w wielkim garze, po czym odstawił na bok.
Jak zabrał się za obieranie rzepy, to małe stworzonko postanowiło się zemścić, za tak brudalne potraktownie. Jak wbiło swoje zęby w puchaty ogon Xala. Ten, w ostatniej chwili zakrył usta dłonią, bo wiedzial, że kucharz śpi, a jak go obudzi, to będzie miał przesrane. Zwierzak pognał na wysoko zawieszoną pułkę i patrzył na dmuchającego spuchięty ogon Xala.
-Chcesz wojny, mały sierściuchu? Dobrze. Poczekaj, tylko tu zejdziesz na dół. -Xal pogroził zwierzęciu i wrócił, wijąc się delikatnie z bólu do obierania rzepy.
Jak to zrobił, to przepłukał w garach, tak jak to robił wcześniej, po czym zaczął obierać ogórki. Nadal jednak, obserwował ukradkiem upierdliwego sierściucha, który teraz mył sobie futerko. Wiedział, że ta, jakże perfidna bestia znowu spróbuje go zaatakować, ale tym razem, będzie na to przygotowany.
Z racji tego, że zabrakło mu czystych garnków, musiał przygotować kolejne. Umył je, ustawił pod ścianą. Dopiero potem wykończył obieranie ogórków, które wypłukał należycie. Koniec końców, zapomniał o sierściuchu, który teraz smacznie spał na górnej półce i miał gdzieś krzątajacego się po pomieszczeniu ogoniastego.
Chłopak nie zauważył, kiedy zaczęło świtać. Spojrzał na efekt swojej pracy. Jeszcze sporo przed nim było. Obawiał się, że może z tym nie zdążyć. Niemniej, nie miał zamiaru się poddawać.
Obmył i przygotował brokuły, potem przygotował kapustę, którą także posegregował, to samo zrobił z rzodkiewką.
Mimo, że się spinał, musiał zrobić przerwę na wyskok do łazienki, odlać się i zmienić opatrunek, a także by się napić i po prostu złapać oddech. Xal nie traktował w sumie tego zajęcia jak kary, a bardziej jak pracę, którą ma wykonać. Był pewien, że jego podejście dlatego się zmieniło, bo jednak wydoroślał. Zatem, mimo, że niejako była to kara, nie doszedł w sumie dlaczego, to brał to na poważnie. Nie tak jak kiedyś.
Jak dostrzegł, że kucharz się obudzil i znów był w zasięgu jego wzroku, wychylił się nieznacznie.
-Proszę pana, czy mam przygotować konkretniej te wszystkie warzywa do jedzenia? W sensie pokroić nie wiem, w kostkę, paski?-wlepił oczy w kucharza.
Chciał się upewnić, czy kiedy skończy jedno czy nie będzie musiał robić drugiego. Dlatego, wolał spytać od razu.

drugi post
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Stołówka   Nie Cze 11, 2017 11:43 pm

Cóż, kucharz najwidoczniej był zajęty swoją robotą albo Xal nie miał juz tyle siły w głosie, żeby został usłyszany. W każdym razie wrócił do swojej roboty. Dorwał się do brokułów, które najpierw odpowiednio przyciął, pozbył się listków, a oczyszczone warzywa wrzucał do garnka. Podobnie jak wcześniej, jak tylko skończył, to płukał je w wodzie wlanej do garnka, powtórzył to kilkakrotnie, po czym gary odstawił na bok.
Zerknął za okno, żeby wiedzieć, mniej więcej ile ma czasu. Nie podobało mu się to, bo był pewien, że nie zdąży. Tym bardziej, że siły coraz bardziej go opuszczały. Mimo tych trudności, zabrał się za brukiew. Obrał, a następnie opłukał w garach i także odstawił na bok.
Cały czas, kiedy obierał warzywa używał latania, żeby lewitować nad ziemią, a do tego zapomniał o złośliwym futrzaku, który to bolesnie pogryzł go w ogon.
Jarmuż, kalafior oraz kalarepa były następnymi warzywami, którymi Xalanth się zajął. Obrał, oczyścił, wrzucał do garów, płukał, a potem wstawiał do wody, a gary odstawiał na bok. Kolejnie zabrał się za pora, czosnek oraz szczypiorek. Z tym ostatnim miał, według niego najmniej kłopotów, ale jak się zaczął przyklejać do jego palców, to nie było tak ciekawie. Poradził sobie jednak.
Przetarł ręką czoło. Musiał znowu usiaść na krzesełku i spuścić głowę, gdyż kolejny raz zrobiło mu się słabo. Wziął kilka głębszych wdechów i wydechów, dzięki temu poczuł się zdecydowanie lepiej. Dla pewności, napił się wody z kranu.
-Czy to przez ten cios od kapitana, tak źle się czuję?-rzucił do siebie, wracając do pracy.
Jednak nie szło mu już tak szybko, jak wcześniej. Zajął się cykorią, portulaką, roszponką, pieprzycą i rukwią. Wszystko obrał, oczyścił wypłukał, a potem w garnku pełnym wody zanużył i odstawił obok pozostałych garów.
-Nie ma mowy, żebym zdążył...-westchnął-Grunt, żebym zrobił jak najwięcej, tak myślę...-przetarł ponownie czoło ręką.
Jakoś tak zrobiło mu się gorąco, ewentualnie w pomieszczeniu podniosła się temperatura. Niemniej musiał wrócić do pracy. Przygotował, jak poprzednio szpinak, rukolę i mniszek, chociaż nie wiedział, za cholerę to ostatnie, ale skoro też leżało na stercie, to się tym zajął.
Zerknął na świat za oknem. Zmierzył palcami ile jeszcze czasu, tak mniej więcej ma do kolacji czyli ustawił dłonie tak, aby jego palce mierzyły odległość między ognistą kulą, a horyzontem. Nie był zadowolony z wyników pomiaru. Starał się jednak o tym nie myśleć i wrócił do pracy.
Dobrze, że bateria w urządzeniu od siostry trzymała długo, więc muzyka jakoś pozwalała mu trzymać się na nogach.
Zabrał się za kolejne warzywa, którymi były maniok, wilec, maranta, pasternak, salep i kozibród. Obrał, oczyścił, wypłukał, a następnie wrzucił do garów.  Zorientował się też, że gary mu się kończą, więc poszedł przygotować kolejne. Jak to zrobił, musiał wynieść śmieci, bo lada moment, nie będzie miał gdzie wrzucać obranych kawałków warzyw.
Przy okazji poszedł do łazienki opłukać twarz zimną wodą. Zrobiło mu się dość gorąco, tak jakby miał temperaturę. Spojrzał w swoje odbicie i faktycznie, nieco zbladł na twarzy. Skoro już był, gdzie był to odlał się i zmienił opatrunek na dłoni. Musiał to robić, gdyż podczas pracy w kuchni bandaż się brudził, a czasami jeszcze popłynęła mu krew z rany. Nie mógł pozwolić na to, żeby jego krew zapaskudziła jedzenie.
-Błagam, nie chce się przeziębić.-wyszedł z łazienki, kierując się do kuchni.
gdy znalazł się w pomieszczeniu, wrócił do pracy, bo czas nagli. Zabrał się za słonecznika bulwiastego, wężymorda czarny korzeń, bakłażany, paprykę, którą podzielił według rodzajów, to samo pomidory, rodzynki oraz miechunki. Powtarzał wszystkie czynności tak jak wcześniej, obrać, oczyścić jak była potrzeba, opłukać, wstawić do garów i postawił tam, gdzie przygotowane wcześniej pozostałe warzywa.
Zabrał się za kolejne, dyniami, które podzielił według rodzaju,  melonami, arbuzami zwyczajnymi, bóbem, ciecierzycą. Jednak, kiedy i te warzywa przygotował, znowu musiał odpocząć. Z godziny na godzinę, czuł się coraz gorzej. I nie podobało mu się to, bo jeśli złapał jakieś choróbsko, to mógły zarazić młodego, a tego nie chciał.
Zaczął oczyszczać fasolkę, groszek, soczewicę jadalną, a potem soję. Tutaj też, powtarzał wszystko jak z automatu. Zerkał także co jakiś czas na godzinę, zarówno na zegar jak i na ognistą kulę, która teraz świeciła wprost do pomieszczenia, w którym był Xalanth.
Warzywa, które w głównej mierze były typowo liściastymi rzeczami układał do wielkich misek, ale te musiał myć pod bieżącą wodą, bo inaczej się po prostu nie dało. Dlatego chrzan, rabarbar, szczaw znalazły się na jednym z blatów zanurzone w wodzie, w naczyniu. Szparagi wypucował pod wodą, a nastepnie włożył po podłóżnych, metalowych pojemników, także zalanych czystą cieczą.
Na wielkiej desce do krojenia ułożył umyty cząber, kminek koper oraz majeran. Przebrał jeszcze wszystko, aby mieć pewność, że nie znalazło się tam jakiś brzydki liść.
Znowu przetarł ręką czoło. Spojrza na zegar. Ogon mu się zjeżył, widząc, że ma naprawdę mało czasu, a jeszcze tyle rzeczy mu zostało do ogarnięcia!
Nieco spanikował w duchu, ale powiedział sobie kilka razy w myślach, żeby był spokojny i jakoś mu się to udało. Jeszcze uspokajająca muzyka leciała w tle, to jakoś się ogarnął, na tyle by zaczął ogarniać kapary, karczochy, które także podzielił na rodzaje, kukurydzę, oliwki czy pochrzyn. Oliwki oraz pochrzyn wylądowały w wielkcih misakch, które ustawiał obok siebie.
-Za chuja, nie dam rady. Jest coraz gorzej.-oparł się dłońmi o blat jednej z szafek.
Oddychał ciężko. Poczuł nagle ciepło na wargach. Dotknął dłonią okolic nosa.
-Kurwa, tego mi jeszcze brakowało.-spojrzał na krew na swoich palcach.
Szybko odchylił głowę do tyłu, licząc, że zatrzyma  niewielki krwotok. Na jego szczęście, czerwona cień w miarę szybko przestała dawać o sobie znać. Musiał jednak iść pójść porządnie umyć dłonie, bo te były ubrudzone krwią.
Jak wrócił, zabrał się za pieczarki, pieprzniki, grzyby borowikowate, uszaki oraz trzęsaki. Część wylądowała w garze, po tym jak zrobił z nimi to samo co z innymi warzywami, natomaist część na miskach, a jeszcze inne na deskach do krojenia.
Nie był pewien, czy wszystko zrobił, ale czas kolacji już praktycznie się zaczynał. Znowu oparł się dłonmi o blat jednej z szafek. Oddychało mu się ciężko i było dość słabo. Odsapnął chwilę i zaczął sprzątać bałagan jaki zrobił. Pomył brudne naczynia, blaty szafek wypucował szmatą. Ścinki z warzym zgarnął lub zamiótł i wyrzucił do kosza.
Usiadł na małym krzesełku. Opuści głowę w dół. Nie przestawło być mu słabo, a do tego ból od ciosu kapitana, a także Daiko dał o sobie znać. Koniec końców, zszedł z krzesełka. Zmoczył szmatę zimną wodą. Kucnał przy zimnej ścianie, a namoczony materiał położył sobie na czole. Licząc, że nieco zelżeje mu temperatura. Wyłączył także muzykę, a słuchawki wyjął z uszu. Co jakiś czas zerkał ukradkiem na drzwi wejściowe wypatrując kucharza. Miał nadzieję, że zrobił wszystko dobrze, bo sobie nie daruje, jak o czymś zapomniał.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Stołówka   Wto Cze 13, 2017 12:11 am

Kucharz, przybywszy do miejsca pracy kadeta-dyplomaty sprawdził wszystko po kolei. Dokładnie oglądał warzywa, upewniając się, czy wszystko jest, jak należy. Był zadowolony z efektów pracy przysłanego kadecika, przynajmniej jeden przykładał się do roboty.
-Dobrze sobie poradziłeś.
Tak skomentował pracę rekruta, po czym spojrzał na tego, który to zrobi, a widząc, że ledwie dycha pokręcił jedynie głową z dezaprobatą.
-Dlaczego, żeś nie powiedział, że nie jesteś w stanie wykonywać prac? Nie ważne, zgłoś się po nagrodę, jak wydobrzejesz.
Mężczyzna wychylił się z kuchni, wołając jednego z kadetów, któremu kazał odeskortować Xala do medyków, oczywiście posłuszny kadecik skuszony nagrodą w te pędy przerwał posiłek, by zająć się ledwie przytomnym dyplomatą, którego zaraz zabrał, gdzie trzeba.

Xal z/t --->Sala Medyczna

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stołówka   

Powrót do góry Go down
 
Stołówka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: I Piętro-
Skocz do: