DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Przestrzeń Kosmiczna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Przestrzeń Kosmiczna   Wto Maj 19, 2015 7:17 pm

Kosmos, który jest pusty, nadal będzie pusty. Przestrzeń ów jest wielką próżnią, przez którą można lecieć i lecieć, niektórzy nawet kosmonauci nawet stracili przy tym życie. Można także dostrzec i podziwiać piękne gwiazdy, które się omija, czy tez natrafić na deszcz asteroid-ów, które będą chciały zniszczyć twój statek.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Pią Gru 09, 2016 6:30 pm

Kenzuran na nowo się obudził, ponieważ i tak nie miał nic lepszego do roboty. Po co miał siedzieć i rozmyślać, skoro nawet nie mógł się oprzeć o ścianę, która by go niestety poraziła, co go bardzo smuciło. Wojownik cicho westchnął, a potem starał się jako tako ogarnąć. Przetarł oczy, ziewnął sobie i mógł to usłyszeć. Ciężki kroki zbliżały się coraz bliżej i bliżej, a ona już dokładnie wiedział do kogo ów one należały Syn Kellana z tym akurat nie mógł się pomylić, to był nikt inny jak sam generał. Teraz przyszła wreszcie jego kolej, dowie się co będą chcieli z nim zrobić, co planują i jakie mają zamiary względem jego osoby. Brat Klen starał się sam podnieść, lecz nadal był osłabiony, nie zregenerowało się jeszcze porządnie jego ciało, ale ważne jest to, że chociaż mógł coś przynajmniej zjeść. Wreszcie drzwi otworzyły się, padło na jego oczy oślepiające światło, ledwo widział, a tak naprawdę je musiał zamknąć, gdyż miał chorobę przez ciemnie. 

Poczuł, że rodak z wysoką rangą wyciąga go za włosy i gdzieś ciągnie, gdyż nie miał na sobie nadal żadnych ubrań i nie mógł go gdzie indziej złapać. Młody Saiyanin nawet nie miał siły by się szarpać, czy też nawet zadać cios, a z chęcią by to w tej chwili zrobił. Osłabiony wojownik cicho coś mruknął do siebie, a potem, po dłuższym czasie ocierania tyłka po ziemi, zaczął otwierać oczy. Czarnowłosy w tej chwili je mrużył, ale widział co nieco i mógł stwierdzić, że znajdują się w sekcji portowej, gdzie znajdowały się wszystkie kapsuły i inne pojazdy, którymi można było podróżować po kosmosie.  Czarnooki wreszcie otworzył oczy w pełni, lecz trochę czasu zajęło, kiedy te doszły do siebie. Na dodatek, miał prawo marudzić coś pod nosem, bo przez to że jego sylwetka była naga, było mu zimno i chciał otrzymać wreszcie jakieś ubrania. 

Zobaczył swoimi ślepiami, że tak naprawdę nie został zaciągnięty do żadnej kapsuł, tylko do kontenera na którym były zamontowane dopalacze, najwyraźniej to będzie jego transport. Poczuł, że jego ciało unosi się do góry, wreszcie będzie mógł sam dojść do swojego pojazdu strachu, ale jednak to nie było to. Generał pewnie był na niego naprawdę wkurzony, dlatego też bezogonowy chciał się odwrócić, lecz nie zdążył i poczuł solidne uderzenie gdzieś w okolicach potylicy. Po ponownym straceniu przytomności, znów syn Kellana nie wiedział co się wokół niego jedzie, poczuł tylko jak jego ciało ktoś wrzuca do miejsca, gdzie naprawdę nie był zbyt przyjemny fetor. Brat Klen teraz tylko znajdywał się w swojej podświadomości, gdyż na jawie otrzymał takie uderzenie, że nie mógł sam z siebie się obudzić. Odczuwał tylko, jak jakaś maszyna właśnie wystartowała i gdzieś zmierzała. Nie wiedział także, gdzie ów maszynka się teraz w tej chwili kieruje, zapewne tam gdzie wszystkie śmieci są zbierane.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Pią Gru 09, 2016 8:15 pm

DZIEŃ I


Otaczała go nicość, czerń i ponura ciemność, no i nie mógł także zapomnieć smrodu. Nadal tak jakby widział siebie, jak znajduję się w swojej podświadomości i nic nie robi, nie rusza się, mógł tylko i wyłącznie obserwować samego siebie, co wydawało się dość dziwne. Kenzuran długo tak leżał, nieprzytomny po dość porządny ciosie od strony generała. Wojownik wreszcie po upływie najpewniej całego dnia, albo nawet dłużej, zaczął się wybudzać. Znów musiał mrużyć oczy, gdyż no cóż, pojawił się na nowo w mrokach oto tego całego pojazdu, który zajmował się przewozem śmieci. Brat Klen zebrało się oczywiście na zwrócenie tego co nie dawno jadł, a tak naprawdę już nie pamiętał jaka była jego sprawa, ale wiedział że była ohydna. Odczuwał ten smak w swoich ustach, a nawet już w gardle, kiedy to właśnie dawno pochłonięta potrawa chciała znów zobaczyć światło dzienne, a raczej mroki kontenera ze śmieciami.

 Starał się cokolwiek zrobić, chociaż na chwilę stanąć na nogi, ale niestety, jego siły nawet jeszcze nie wróciły do pełni, musiał zatem czekać naprawdę dość długi czas. Wojownik nie miał zamiaru się poddać, dlatego też gdy już uporał się z wymiotami, które chciały wyjść przez jego gardziel, zaczął czołgać się przed siebie. Nie było tu nawet okien, lecz powietrze musiało którędyś wlatywać, dlatego też starał się to znaleźć. Po upływie czasu, nie znalazł żadnego otworu ani też nie chciał nic naciskać, jakby coś takiego znalazł. Młody Saiyanin poczuł nieprzyjemne bóle w tylnej część jego głowy, więc zaczął się tam intensywnie masować. Poczuł, że ma dość sporego guza i kiedy go dotknął, poczuł nieprzyjemne uczucia i jęknął z bólu. Nie chciał jak na razie dotykać tego miejsca, ale co gorsza, musiał się przyzwyczaić do nieprzyjemne tutaj zapachu, bo od czasu do czasu, zbierało mu się na wydalenie z siebie tego co zjadł nie dawno. 

Niestety Brat Klen nie pamiętał co takiego zjadł, ani też jak miał w tej chwili na imię, więc był w wielkiej kropce i musiał odnaleźć kogoś kto wiedział coś o nim. Zapomniał nawet czemu się tutaj znalazł i czemu w ogól tutaj był, gdzie te całe ustrojstwo ze śmieciami chciało go zabrać i dlaczego?? Było tyle pytań i nikogo by mu ktoś odpowiedział, więc musiał jak na razie wypoczywać, bo nie dość, że nie miał siły by o tym myśleć, to nadal czuł że jego organizm był osłabiony. Kiedy bezimienny się tak czołgał po odpadkach, dotarł do ściany ów pojazdu, więc  chciał tutaj zostać. Zebrał sobie trochę śmieci, tak by mieć taką ala poduszkę pod głowę, wreszcie nie będzie spał na metalowej podłodze. Kiedy już wszystko uczynił, by zrobić sobie takie miejsce noclegowe, ułożył się tak by niechcący nie dotknąć tego guza, którego miał na tyle swojej czaszki, a potem żeby już o niczym nie myśleć, ułożył się do snu i zamknął oczy.

DZIEŃ II


Po upływie jednego dnia, albo może nawet dwudziestu godzin, Czarnowłosy zaczął się przebudzać. Ziewnął sobie głośno, a potem mógł tylko zobaczyć, że nadal znajduje się w mrocznym miejscu, gdzie ledwo coś mógł zobaczyć. Zbyt wielka ciemność tutaj panowała, więc raczej nic nie mógł tutaj zrobić, ponieważ nawet nie miał siły by cokolwiek uczynić. Czarnooki westchnął, a potem przecierając oczy, nadal jego ciało nie doszło do siebie, co było dziwne. Nie pamiętał czy otrzymał jakieś solidne obrażenia i przez co był taki osłabiony, a chciał sobie wszystko przypomnieć. Niestety nie wiedział jak to zrobić, a bał się że jak się znowu walnie o ścianę tego pojazdu swoją głową, to jeszcze bardziej coś zapomni. Takiego typu rzecz zupełnie odpadała, ale mógł zawsze spróbować. Nie wiedział czy jest gotowy by poświęcić się na takie ryzyko, więc odstawił ten plan na potem i starał się ogarnąć, co mógłby tutaj porobić. 

Raczej nic ciekawego tutaj nie znajdzie, w tych wszystkich śmieciach i tym całym syfie, który się tutaj znajdował. Wojownik wiedział, że trochę tyłek i inne części ciała mu marzną, zapewne maszyna podróżowała gdzieś w kosmosie, w sumie on sam konkretnie nie wiedział. Postanowił, że zacznie się czołgać i będzie przeszukiwać te śmieci, żeby znaleźć coś do okrycia i założenia na siebie. Nie miał innego wyboru, musiał tutaj przetrwać, a wiedział że to co kiedyś tam zjadł, na pewno jeszcze przytrzyma go na siłach, chociaż trochę. Niestety, po czołganiu się tu i tam i rozwalaniu worków, zapach coraz bardziej nasilał się gdyż worki go przytłaczały. No cóż, sam chciał sprawdzić co się w nich znajduję i teraz bardzo tego żałował, dlatego też przyciskał nos palcami, bo już nie mógł wytrzymać. Wiedział, że jak zwróci zjedzone coś o czymś zapomniał, jego ciało się tak szybko nie odnowi po dość mocnym oberwaniu, także nie pamiętał kto mu to zrobił. Tyle rzeczy na które chciał znać odpowiedź, a niestety nie mógł, bo nikogo oprócz niego tutaj nie było. Nie miał co o tym rozmyślać, wolał żeby ta podróż minęła mu szybciej. Bezogonowy znowu przyczołgał się tam, gdzie miał miejscówkę na spanie, potem ułożył się wygodnie, uważając jak zwykle na guza i zamykając oczy, zapadł w sen.

DZIEŃ III


Po upływie kolejnych kilkunastu godzin, na nowo czarnowłosy zaczął się wybudzać. Tym razem także mu się nic nie śniło, tak jakby jego głowa była pusta i nie posiadała wyobraźni. Nie wiedział czemu tak jest, możliwe że przez wielki bąbel, jaki znajdował się na tyle jego czaszki. Bezimienny wzruszył ramionami, usiadł w siadzie prostym i się rozciągnął, oczywiście nie zapominał też o przecieraniu swoich oczu, bo to było dość istotne by mógł cokolwiek widzieć. Tak naprawdę jego wzrok nie był mu tutaj naprawdę potrzebny, gdyż otaczała go mroczna ciemność i straszliwie cuchnący smród, jak delikatny chłód, który przeszkadzał jemu nagiemu ciału. Westchnął cicho do siebie i nie wiedział o czym miał myśleć. Musiał być jakiś sposób, by się dowiedzieć co zaszło kilka dni wcześniej, albo nawet tygodni. Nie wiedział też ile już tą maszyną leci, jeśli można było to tak nazwać, wreszcie wszędzie wokół niego znajdowały się wory ze śmieciami, oraz odpadki które leżały luźno. 

Fetor wyniszczał powoli nozdrza wojownika, dlatego też ten musiał się do niego przystosować, bo inaczej umrze tutaj od nieprzyjemnego zapachu, jakoś musiał sobie poradzić. Zaczął się rozglądać tu i tam, lecz nic nie widział pożytecznego, żeby mógł cokolwiek chociaż zrobić. Chciał móc cokolwiek zrobić, ale był zbyt słaby by na osiągnięcie czegokolwiek. Nie mógł także tutaj znaleźć nic ciekawego, więc zaklął pod nosem i znowu zaczął przeczołgiwać się przez nieprzyjemnie pachnące wory z resztkami. Syn Kellana powrócił na swoje wygodne miejsce, po czym poprawił sobie worki na których spał i ułożył się tak jak przedtem, bo mu po prostu tak było wygodnie. Znów zamknął swoje ślepia i chciał żeby wreszcie te urządzenie dotarło tam gdzie miało dotrzeć, bo nie miał zamiaru tutaj spędzić wieczności.

DZIEŃ IV


Kolejny dzień był za bratem Klen, kolejny dzień w podróży do niewiadomego miejsca. Wojownik po przebudzeniu się, ledwo patrzył na oczy i nie miał siły na cokolwiek. Nie wiedział, że przez to czy jest nagi, nie dorwał jakiegoś przeziębienia, albo czegoś innego. Możliwe, że mógł otrzymać jakiegoś syfa, przez to że znajdywał się w odpadkach po żarciu, ale to i tak było śmieciami i tak. Bezogonowy jak zwykle rozciągnął swoje kości, ponieważ nie mógł przecież leżeć przez ten cały czas, musiał sobie jakąś rozrywkę znaleźć, by chociaż przez kilkanaście godzin coś porobić. To nie było takie łatwe, ale po prostu robił sobie taka coś jakby na kształt ćwiczeń. Przez to, że otrzymał cios w głowę, od kogoś chyba kogo naprawdę nie cierpiał, jakieś obrazy czasami pojawiały mu się przed oczami. Starał się przypomnieć co to mogło być, ale kiedy się bardziej nasilał, rozbolała go bardziej głowa. 

Potrząsnął nią, a potem masując się znowu na tyle, by jakoś osłabić ból guza, zastanawiał się dalej co to takiego było. Po chwili wszedł w głąb swojej podświadomości, tak jakby w trans, albo nawet też medytację, nie wiedział konkretnie jak to określić. Mógł tylko zobaczyć jakiegoś dzieciaka, który ćwiczył bardzo ciężko, a potem obraz rozmazał się tak jakby telewizor, który to przestał odbierać przez zniszczoną antenę. No cóż, po prostu jego zadanie było łatwe i nie zbyt trudne, czołgać się, przynajmniej jego kości wszystkie będą pracować i ciało nie sflaczeje. Po upływie kilku godzin, wreszcie wojownik poczuł się zmęczony, już nie miał siły tego dalej ciągnąć, gdyż praktycznie nie zregenerował się w pełni, a jedyną rzeczą jaka mu pomagał było nic innego, jak sen. Zastanawiał się też jak uzyska więcej wspomnień, bo chciał wiedzieć więcej, pragnął tego z cały sił, lecz po prostu nie mógł, nie mógł sobie przypomnieć. Brat Klen znów westchnął, a potem przeciskał się przez śmieci i dotarł do swojego miejsca, bo już rozpoznawał że jego miejscówka już jest wyleżana. Po ułożeniu się na swojej miejscówce, jeszcze raz przed snem sobie ziewnął, a potem zamknął ślepia i zasnął jak gdyby nigdy nic. 

DZIEŃ V


Hałas jak obudził Bezimiennego, był mu nieznany. Po prostu tak jakby odruchowo szybko się podniósł, dziwnym trafem wyszło na to, że jego ręce przybrały formę do obrony. Nie pamiętał czemu tak zareagował, ani też czy w ogóle trenował sztuki walki. To było wszystko dla nie dziwne, najwyraźniej na pewno stracił pamięć, tak bynajmniej mu się wydawało. Chłód mu teraz coraz mocniej dawał w kość, jak tak dalej pójdzie, to naprawdę nie będzie mógł tutaj wytrzymać i zginie przez zamarznięcie. Nie chciałby tego z całych sił, dlatego wrócił do swoich wczorajszych ćwiczeń i znów zaczął się czołgać, miał trochę siły chociaż na to. Wykorzystywał całą swoją energię na tą jedyną czynność, gdyż tak naprawdę nie znał się na mechanice czy też elektronice, a gdyby nawet, to i tak wszystko zapomniał. Zaczął się bez powodu wkurzać i niepotrzebnie to robił, ponieważ tylko tracił życiową moc i coraz bardziej odczuwał słabość. 

Zaczął powoli przymrużać oczy, smród drapał go po nosie i znowu zaczęło mu się zbierać na rzygi. Po prostu nie wytrzymał tego odoru, a tak bardzo chciał, ciężko mu było się do tego przyzwyczaić. Starał się chwilę wytężyć umysł, lecz nic mu nie przychodziło do głowy, czemu tutaj jest i dlaczego. Próbował wszystkiego by sobie przypomnieć, ale nie wiedział czy na pewno drugie uderzenie w głowę będzie tak genialny pomysłem. Młody Saiyanin wreszcie opadł z sił, już nie miał jak się czołgać, dlatego tym razem spał kilka metrów od swojego miejsca snu. Zamknął bardzo szybko ślepia, ba, one same mu w szybkim tępię opadły i ten zapadł się w głęboki sen.

DZIEŃ VI

Kolejny dzień minął, kolejne dwadzieścia-cztery godziny były za nim. Wojownik zaczął otwierać oczy i zauważył, że nie leżał tam gdzie zawsze. Jego siniak mu się czasami upominał, gdyż tył głowy od czasu do czasu mu zaczął pulsować, tak po prostu. Starał się podnieść, lecz czuł jak bardzo ma watę w ramionach i od razu upadł twarzą znowu w worki. Smród mu wtargnął na nowo do jego nozdrzy, przez co ten przeturlał się niestety na drugą stronę i dotknął guzem o metalowe podłoże maszyny. Poczuł nieprzyjemny ból i bardzo tego żałował, lecz nadal starał się ogarnąć czemu zawinił i w jaki sposób. Zaczął się znów masować po zranionym miejscu, a potem nadal ledwo patrząc ślepiami w sufit kontenera, myślał co może dalej ze sobą począć. Syn Kellana jak zwykle westchnął, a potem z resztką sił, poczołgał się tam gdzie spał. 

Kiedy czuł, że nadal dziwnym sposobem, nie może odzyskać tych resztek energii, z dość mocno zmęczonymi ślepiami, położył się na nowo, bo to jedynie mu pozostało. Zanim jednak zasnął, otworzył jeszcze na chwilę oczy i myślał, zadumał się czemu akurat jego to spotkało. W pierwszej chwili, myślał że to wszystko tylko jego zwidy i że się zaraz przebudzi w łóżko, które miało normalny materac, jak i poduszkę czy coś w tym guście. Niestety to musiało wszystko dziać się naprawdę. Bezimienny znów zaklął pod głośno, tak że niewielkie echo odbiło się w tym miejscu, a przecież wiedział że znajduje się tutaj sam. Nie przejmując się dalszymi myślami, które tak bardzo chciał odzyskać, odwrócił się raną w przeciwną stronę ściany, zamknął swoje czarne oczy i zapadł się w kolejny sen, bo to była jedyna rzeczy by minął wreszcie ten koszmar.

DZIEŃ VII


Kolejny dzień był za nim, kolejny godziny lecenia w tym zaśmieconym pojeździe mu mijały. Bezogonowy mruknął coś do siebie, a potem beknął nawet i przełożył się na bok. Po obudzeniu się, czuł się już troszkę lepiej, mimo to iż nie wiedział ile konkretnie dni minęły, czy też nawet własnie tygodni. W tym cały był sęk, chciał wiedzieć dokąd te urządzenie zmierza, gdzie go zabiera, czy to miejsce właśnie będzie jego sarkofagiem, znowu masa pytań które krążyły po jego mózgu. Syn Kellana znów miał migrenę, przez co wdychał i wydychał powietrze, tak by nie robić tego nosem, nadal go sobie przyciskał i starał się wyłącznie używać do tego swoich ust. Próbował przystosować się do tego panującego tutaj smrodu po odpadkach, które to były niedojedzone, czy też właśnie spleśniałe, ale nie mógł się do nich przyzwyczaić. Braciszek Klen jednak nie chciał się tak łatwo poddać, nawet jeśli potrzebował pomocy medycznej, bo już przestał czuć nogi, tak mu było zimno.

 Jego niektóre miejsca na ciele zrobiły się czerwone, przez to że wcale nie było tutaj tak ciepło, chłód musiał dawać o sobie znać, od czasu do czasu oczywiście. Czarnooki wypuścił kolejną parę z ust, a potem postanowił wrócić do swoich ćwiczeń, musiał trenować i spowodować tak, by jego ciało jeszcze się do czegoś nadawało. Nie próbował robić pompek i brzuszków, bo wiedział że zbyt dużo energii duchowej by na to zmarnował, dlatego też na nowo zaczął się czołgać wokół syfu, który był niedojedzonym jedzeniem. Patrzył przed siebie, nie robił on kółek, gdyż znajdował się w prostokątnym pojeździe, którego zadaniem było wywożenie śmieci w inne miejsca, albo jedno miejsce. Nagle poczuł dziwne uczucie, ale nie w swoim ciele,  tylko wokół siebie, tak jakby maszynka coś robiła, czyżby to był koniec jego podróży i dolatywał na miejsce. 

Ciężko mu było stwierdzić, przecież znajdował się mrocznej ciemności i nic praktycznie nie widział, musiał wyczuwać co się znajduję pod jego nogami, jak i rękoma. Nie przejmował się tym jak na razie, więc kiedy upłynęło jeszcze kilka krótszych godzin, znów opadł z sił. Nie czuł się zbyt dobrze, zbierało mu się na wymioty, tym razem przez to że się chyba przećwiczył i nie miał na nic ochoty. Jedyna rzecz jaka go ratowała, to sen, gdyż jego ciało tak jakby się na trochę hibernowało i nie przejmowało się ani ciepłem, ani chłodem, dlatego też jeszcze użył swojej siły woli by doczołgać się na swoje miejsce spoczynku. Kiedy na nie dotarł, nie miał innego wyboru i na wszelki wypadek położył na swoje ciało kilka worków, by nie zmarznąć na amen. Ułożył się wygodnie i kiedy już był na to przygotowany, mrużył oczy, aż po chwili je zamknął i udał się spać.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Nie Kwi 30, 2017 2:38 pm

Gdy wreszcie opuścili Vegete, Hayato powiedział im, że teraz mogą korzystać z czasu który mają, zanim dolecą tam gdzie mają dolecieć i mogą rozejrzeć się po statku. Oczywiście, mężczyzna nie mając najwidoczniej nic lepszego do roboty, a może bał się, zostawić ich samych, że mu dla przykładu coś rozwalą, bądź zarysują to postanowił, że na wszelki wypadek sam ich oprowadzi. W sumie Drake mu się nie dziwił. Co prawda wątpił, by zwyczajny kadet mógł przebić się przez tarczę statku kosmicznego, ale rozwalenie pojazdu od wewnątrz było trochę prostsze, aczkolwiek uważał, że z powodu materiału z którego jest stworzony to nawet nie dadzą go rady zarysować, ale kto wie jak tak naprawdę jest.

Cały oddział oczywiście ruszył za wojownikiem który to najpierw pokazał im to gdzie się znajdowali aktualnie czyli mostek. Był oczywiście tak jak wcześniej sądził w formie koła, gdzie też było całkiem sporo wolnego miejsca, tak że każdy z nich zmieścił się tutaj bez problemu. Oprócz tego dane im było ujrzeć masę najnowocześniejszych komputerów i ludzi którzy się tym wszystkim zajmowali. W końcu czemu Hayato miałby to robić sam, skoro może podczas podróży się zrelaksować i robić co innego. Niech sterowaniem i cała resztą zajmują się inni. Na sam wprost znajdowała się też ogromna szyba ze specjalnego tworzywa, która nie była wcale łatwa do zniszczenia, a na dodatek pozwalała na jako takie spojrzenie na wszechświat. W końcu i tak muszą wiedzieć gdzie lecą prawda?

Gdy wyszli z mostku to zauważyli również po pewnej chwili wejście do kajuty kapitana, czyli właściciela tego pojazdu. Na co Draconus tylko się uśmiechnął, ale zamierzał to zostawić jako tajemnicę dla nich i po prostu ruszył dalej. Zjechali windą na dół, aż w końcu dojechali na kolejne piętro pojazdu kosmicznego. Musiał przyznać, ze nie tylko był wielki na zewnątrz, ale również pojemny wewnątrz. Widać, że majstersztyk ogoniastych, sam miał nadzieję mieć kiedyś podobny, a może nawet lepszy statek. Tym bardziej, że kto wie czy jego plan się powiedzie z czasem.

Kolejne co odwiedzili to była kafeteria. Ulubione miejsce wszystkich saiyan. Była tam mini kuchnia która miała wystarczyć dla wojowników, a także miejsce jadalne ze stołami, i krzesłami, by było gdzie usiąść. Samo miejsce przypominało skrzyżowanie baru, jadalni, restauracji, oraz kuchni, aczkolwiek wszystko było upchnięte, by wykorzystać jak najlepiej całe to pomieszczenie. Wyglądało na to, że miejsca starczy praktycznie dla każdego, a i jeszcze się coś dla kogoś znajdzie. Tyle dobrego. Aczkolwiek jeśli będzie ich za dużo, to niestety będzie problem. A głodny saiyan to zły saiyan.

Po pewnym czasie znaleźli się w kajucie załogi. Było tutaj naprawdę sporo miejsca, czego się nie spodziewał. A raczej było dostatecznie dużo miejsc do spania Ot wiele łóżek które były dostatecznie duże, by pomieścić dorosłego mężczyznę bez zbędnego problemu. Oczywiście nad łóżkami, znajdowały się kolejne łóżka, wszystko w celu jak najlepszego zagospodarowania pomieszczenia, i by każdy mógł się wyspać, gdyby była taka konieczność.

Potem zostali zabrani do małego szpitala, dla rannych, gdzie urzędował medyk który sprawował piecze, nad zazwyczaj rannymi wojownikami. Oprócz takich łóżek znajdowała się nawet zapewne prywatna maszyna regeneracyjna która była dostępna tylko za zgodą właściciela pojazdu, i tylko dlatego jeśli sytuacja tego wymagała. Oprócz tego widział różne systemy mające na celu podtrzymanie życia rannych. W skrócie był to po prostu mały ośrodek medyczny z prywatną maszyną regeneracyjną.

Po chwili przeszli do kolejnego pomieszczenia który to był zapewne zbrojownią na urządzenia oraz broń najczęściej białą dla wojowników, a także z różnymi gadżetami typu scoutery, oraz nawet urządzenia które sami teraz dostali, a także te których nawet nie dane mu było jeszcze poznać. Nad wszystkim tutaj czuwał kwatermistrz, lub inny zbrojmistrz załogi. Nie było to jakieś ogromne miejsce, ale na pewno było na tyle spore, by każdemu przetrzymać broń oraz nie tylko broń.

Zjechali ponownie na dół windą, aż znaleźli się w ogromnym okrągłym pomieszczeniu, który był zwany salą spotkań, czy czymś podobnym. Tutaj przed główną misją, były tworzone jak i wyjaśniane plany oraz szczegóły misji, bądź po prostu jeśli coś się stało to spotykała się ze sobą cała załoga w celu przedyskutowania możliwego problemu, lub po prostu nowego wydarzenia które niedawno miało miejsce. Nawet znajdowało się na środku ogromne miejsce służące do holo-komunikacji za pomocą specjalnych hologramów, mające kontakt z główną bazą wojskową Vegety. Niesamowite.

W końcu zjechali na jeszcze niższe piętro będąc już prawie na samym dole tego środka transportu. Tym razem zostali oprowadzeni po co ciekawe, specjalnych laboratoriach! Były tutaj badane wszelkie próbki z planet lub pozyskane na misji technologie. Całe te wielkie laboratorium składało się z trzech różnych, ale połączonych ze sobą pomieszczeń. Pierwsze z nich dotyczyło badań nad fauną i florą, oraz wszystkimi rzeczami typu bio. Druga zaś, dotyczyła badać na temat technologii innych raz, ich broni, oraz wszelkich gadżetów i podobnych tym samym rzeczy. Trzecia, ostatnia oraz najważniejsza dotyczyła badań nad nowymi gadżetami i technologiami dla załogi, oraz do ich powstawania, gdy zaszła taka konieczność, korzystając często z informacji od bazy wojskowej, a także technologii innych ras.

Zjechali w końcu na sam dół, ale zostało im tylko pokazane to, że znajdował się tutaj wielki magazyn na rzeczy które były za duże, by pomieścić się w zbrojowni, a także za zamkniętymi drzwiami, gdzie ich nie wpuszczono znajdował się specjalny pojazd do działania na niebezpiecznych planetach, gdzie nie ma ani powietrza, ani grawitacji. Specjalnie o niego dbano, bo jego uszkodzenie mogło się zakończyć śmiercią tych co brali udział w misji na jednej z tych niebezpiecznych planet. Tam dalej w najbardziej strzeżonym miejscu znajdował się reaktor który był sercem tego statku kosmicznego więc z wiadomych powodów nikt oprócz danych osób i właściciela nie miał tam wstępu.

Po obejrzeniu całego statku zostali zabrani do sali spotkań. Altair korzystając z okazji i tego, że prowadziła go ciekawość to zasalutował.
- Sir! Czy mogę wiedzieć, czego będzie dotyczyła ta misja, oraz gdzie będzie miała miejsce?
Z wiadomych przyczyn nie pytał przy wszystkich o możliwe pokrewieństwo. Tak na wszelki wypadek. Ale o misję musiał zapytać. W końcu chciał wiedzieć przynajmniej najważniejsze rzeczy, czego ono może dotyczyć, i między innymi co to może być za planeta, bądź inne miejsce.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Nie Kwi 30, 2017 3:05 pm


Draconus oprowadził swoich „gości” po pokładzie dla świętego spokoju i dla pewności, że przy samowolnej wycieczce niczego nie zniszczą. Mogli sobie oni podziwiać te wszelakie cuda techniki, które posiadał do prywatnych, jak i służbowych celów tylko jeden ogoniasty. Po całej tej przechadzce zebrali się w sali spotkań, gdzie to mężczyzna usłyszał z ust najmłodszego z grupki bardzo ciekawskie pytanie. Nie miał jednak zamiaru informować ich o tym, gdzie właśnie zmierzają, gdyż nie powinni oni znać miejsca docelowego, gdyż tylko niewielu znało choćby nazwę tej planety.
-Nie mogę wam tego powiedzieć.
Tyle odpowiedział na zadane pytanie, odprawiając wszystkich młodzików do ich kajuty, ażeby odpoczęli przed czekającą ich pracą, sam zaś zajął się swoją powinnością na tym statku..

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Nie Kwi 30, 2017 3:19 pm

Chłopak spodziewał się, że nie dostanie odpowiedzi na swoje pytanie. Zdziwił się tylko, że jest to aż takie tajne. Nic im nie mógł powiedzieć. Czy to był jakiś test? Bardzo dziwiło go to, że są wysyłani na bardzo dziwną misję o której jeszcze pewnie niewiele osób wie. Czyżby była związana z saiyańskimi buntownikami? Nie. To raczej niemożliwe. Był coraz to bardziej ciekawszy i ciekawszy, ale mimo wszystko wiedział, że nie powinien przesadzać i pytać, skoro mu wprost powiedziano, że nie może tego zdradzić. Zasalutował na to wszystko i pożegnał się z dowodzacym.
- Tak jest Sir! Życzę miłej podróży Sir!

Aczkolwiek sam miał nadzieję, że ta podróż będzie miła. Raczej nie dostanie nagle choroby lokomocyjnej prawda? Co innego jakby podróżował w kapsule. Ale jakże większość pewnie będzie zazdrosna. W końcu ich pierwsza podróż kosmiczna, była na pokładzie prywatnego statku nie zwyczajnej kapsuły! Ale to tym bardziej pokazywało, że misja może nie być wcale tak prosta jak wcześniej sądził. Nawet mu nie zdradzono nazwy planety. Jakby to była Ziemia to, by istniała szansa, że spotka Kenzurana. Ciekawiło go w sumie to, czy jakby po niego wrócił bo dostałby taki rozkaz, to czy ten głupiec chciałby posłusznie wrócić. Znając życie Drake musiałby użyć siły, by go do tego przekonać. Aż na to wszystko się uśmiechnął. Gdy walczyli ze sobą, to byli prawie równi w sile. Teraz Altair był znacznie, ale to znacznie potężniejszy niż wcześniej, więc chciał przetestować czarnowłosego jak tamten bardzo urósł w siłę po ich ostatnim spotkaniu. Wręcz nie mógł się doczekać ich kolejnego spotkania i zemsty za całe to jego pyskowanie i wkurzanie go. Postanowił, że jak tamten nie będzie chciał wrócić posłusznie to przekona go trochę inaczej. Mimo wszystko mężczyzna z blizną nie będzie miał innego wyboru. Chłopak był trochę wredny, ale czy to źle?

Podróż trwała w najlepsze, każdy z nich został wysłany do kajuty i po zmianie ubiorów mogli się wreszcie położyć spać i odpocząć. Te łózka, były o wiele bardziej wygodne od tego co mieli w kwaterach i niestety go to w ogóle nie dziwiło. Po wyspaniu się poszli się załatwić i umyć. Tak, posiadali tutaj nawet coś takiego jak łazienkę dla wszystkich. Musiał przyznać, że ten statek miał chyba każdą możliwą wygodę na dłuższe podróże. Trochę zazdrościł innym. Jak bardzo będzie zazdrościł, gdy będzie musiał się poruszać kapsułą? Tak. Po tym wszystkim zostali poczęstowani posiłkiem. Był to normalny posiłek dla załogi, ale dla oddziału normalnie niebo w gębie. Każdy tym jedzeniem się wręcz delektował, co sprawiło, że załoga patrzyła się na nich z nieukrywanym współczuciem. Po tym wszystkim wreszcie ponownie dostali sygnał, żeby znaleźli się w punkcie spotkań, co od razu w pełnym rynsztunku uczynili i czekali spokojnie na dowódcę, albo też na możliwe zakończenie tej podróży.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Pią Maj 05, 2017 4:57 pm

Kapsuła w chwilę znalazła się w przestrzeni kosmicznej. Drake niestety wiedział, że podróż trochę mu zajmie, ale nie przejmował się tym. Nie zabrał też ze sobą jedzenia. Po pierwsze nic nie dostał, a po drugie nie było takiej potrzeby. Na pewnej planecie jedzenie jest wszędzie, jeśli wiesz gdzie go szukać. Korzystając z wolnej chwili ustawił autopilota we wskazane wcześniej koordynaty, a sam zaczął po zdjęciu temblaka i nie tylko, nakładać specjalny płyn otrzymany od doktorka. Miał nadzieję, że faktycznie to mu z czasem pomoże. Gdy już to zrobił to ponownie wszystko założył i postanowił, że sobie odpocznie. Najpierw jednakże dotknął swój medalion. To było jedyne co zostało mu po rodzicach. Westchnął. Następnie wyjął pewne urządzenie które może okazać mu się przydatne podczas misji. Wyglądała jak bojowa rękawica. Drake założył ją na lewą rękę i zacisnął pieść. Idealnie. Trochę po tym wszystkim co się stało, był niewyobrażalnie zmęczony więc postanowił zrobić jak Hayato i po prostu zasnął. Niestety dalej go męczył jeden i ten sam koszmar, ale do tego dołączył drugi. Był to ten koszmar który niestety dotyczył sprawy której dla niego lepiej, by było jakby nigdy nie widział. W miejscu gdzie się wybierał miał specjalne zadanie. Wątpił, że mu się nie uda. Po prostu był jeden mały problem. Nie miał ze sobą scoutera, przez co nie będzie mógł znaleźć tego czego szuka. Może nie być tak łatwo jak mu się zdaje. Z resztą wszystko się okaże w najbliższej przyszłości.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Shien

avatar

Liczba postów : 19
Join date : 27/05/2017
Age : 16

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Amator

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Wto Cze 20, 2017 9:57 pm

Lot statkiem trwał i trwał a Shiena wreszcie musiała dopaść nuda. Krótka drzemka w znacznym stopniu nie pomogła. Nadal był zamknięty w tej metalowej puszcze pośrodku niczego. Jego nowy znajomy chyba jakoś to znosił. On w końcu miał trochę praktyki. Chang postanowił zachować "kamienną twarz" i nie pokazywać, że umiera z nudów.
Poza tym uczuciem było coś jeszcze. Strach połączony z ciekawością. To pierwsze dotyczyło oczywiście sławnego obrońcy błękitnej planety,  W końcu, kto się go nie bał? Nikt nie znał jego prawdziwego imienia a pseudonim jaki mu nadano nawet u najlepszych wojowników wywoływał dreszcze.
Ciekawość również dotyczyła Saiyanina a konkretniej sposobu w jaki Arctic zamierzał sobie z nim poradzić. Wreszcie zwrócił się do swojego dowódcy.
-Jeśli można wiedzieć... jaki masz plan?
Shien z trudem nadał wypowiedzi ton jaki prosty sługa używa gdy zwraca się do swojego pana. Rzadko z tego korzystał i o dziwo nigdy podczas rozmów z ojcem. Robił tak tylko gdy chciał podbudować czyjeś ego, schlebić i przy okazji wyciągnąć jakąś informację.
Chang wątpił, że Arctic zamierza po prostu wylądować na planecie, opuścić pokład statku i zacząć niszczyć wszystko w zasięgu jego pola widzenia. Nie był dzikusem czy idiotą, a przynajmniej na takiego nie wyglądał. Chociaż pozory często mylą....
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   Sro Cze 21, 2017 8:23 pm


O ile jeden z gadów jakoś to znosił, to ten bardziej doświadczony po prostu sobie kimał od chwili startu, to była jedyna opcja przetrwania długiego lotu. Chang zbudził się dopiero krótko przed dotarciem do celu, a przypadkowo niezbyt kontaktując, usłyszał pytanie o tym, czy ma jakiś plan. Spojrzał na towarzysza z dziwną miną na gębie, ale dopiero po chwili przypomniał sobie o jego braku powiązań z armią, na co niemal prychnął.
-Widać, że przez brak powiązań z armią jesteś niedoinformowany.
Dowódca roześmiał się, opuszczając wygodne siedzisko, po czym podszedł do wielkiego okna dającego im już widok na błękitną planetę.
-Otóż zostaliśmy wysłani tylko dlatego, że mamy okazję – nic poza tym. Mamy uwinąć się szybko.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Przestrzeń Kosmiczna   

Powrót do góry Go down
 
Przestrzeń Kosmiczna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Przestrzeń Kosmiczna :: Kosmos-
Skocz do: