DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 289
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Park   Sro Maj 20, 2015 8:28 pm

Jedyne miejsce w Saiyańskim mieście, gdzie występuje roślinność w tak dużych ilościach. Wypełnione drzewami, krzewami oraz alejkami, przy których znajduje się cała masa ławek miejsce gdzie każdy wolny obywatel Vegety może spędzić czas wolny, czy to cywil, czy też żołnierz każdy znajdzie tu chwilę dla ukojenia ciała i umysłu.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 225
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Park   Nie Gru 04, 2016 11:29 pm

Chłopak wracał z targu po tym gdy niczego niestety nie znalazł. Miał jeszcze trochę czasu, więc postanowił, że odwiedzi jeszcze jedno miejsce. Bardzo rzadko odwiedzane przez członków jego rasy. Głównie pary i rodziny tutaj bywały. I to były halfy, albo saiyanie którzy byli bardziej rodzinni niż reszta. W ostateczności Ci co chcieli trochę spokoju i odpoczynku. Park! Nie zajęło mu dużo czasu dojście tutaj. Chyba teren z największą ilością roślinności na tej połowie planety. Bowiem Tsufule na pewno mieli o wiele większe ogrody. Mimo to idealne miejsce na odpoczynek i rozmyślanie, z czego postanowił skorzystać.

Czerwonooki był trochę przybity tym wszystkim. Jego dawny dowódca został wygnany, a na domiar złego przypomniał sobie to wszystko o jego rodzinie. I dalej nic nie wiedział. Wiedział tylko tyle, że jest sam. Jego dziadkowie również zaginęli na misjach. Cały jego ród zaginął! Przecież to wszystko się nie trzymało kupy! Jak cały ród mógł zaginąć na misjach. Ciągle coś mu to nie grało. To nie mógł być przypadek. Jakby tylko jego rodzice zaginęli to jeszcze. Ale wszyscy zaginęli! Z jego rodu został tylko On sam. Westchnął. Musiał poznać prawdę. Tylko jak? Jakby miał informację o planecie na którą się udali i poszukał śladów. Może, by mu się udało. Ale wiedział, że dopóki jest kadetem to niczego nie zrobi. Ba. Dopóki jest zwyczajnym żołnierzem nic nie jest w stanie zrobić. Dopiero od średnich rang, byłby w stanie coś zdziałać, ale i tak niewiele. Chyba dopiero posiadając rangę elitarną mógłby dostać te jakże potrzebne mu informacje i pozwolenie na lot. Ale na to się nie zapowiadało.

A może... wcale nie potrzebuje wyższej rangi? Drake teraz tak sobie to wszystko przemyślał. W samej akademii mogą znajdować się jakiekolwiek poszlaki. Może kucharz, kwatermistrz, albo lekarz coś wiedza. Może generał również, miałby jakieś informacje? Chyba, że są tajne. Ale jako członek rodziny i tak ma prawo wiedzieć cokolwiek! Nawet jeśli nic od nich, by nie dostał. To przecież zostało mu jeszcze jedno miejsce. Że też nie pomyślał o tym wcześniej. Cóż to też dlatego, że nie miał czasu, by to zrobić. Więc teraz jest idealna okazja dopóki ma wolne. Te miejsce to...Rezydencja Rodowa Drake'ów! Dokładnie! Genialny pomysł. Nie przeszukiwał poprzednio własnego domu, bo po pierwsze musiał go jakoś opłacić, a po drugie był zbyt przybity. W końcu też poszedł do akademii, więc nie miał kiedy to zrobić. Ale teraz była na to idealna okazja. Oczywiście planował to wykorzystać. Bezsprzecznie.

Aż się uśmiechnął na tę myśl. Faktycznie to może się udać. Mogły się tam ostać jakieś informacje. Chyba, że ktoś wyczyścił jego dawny dom przed nim i nie znajdzie kompletnie nic. Ale znał tajne przejścia i skróty o których inni nie mieli pojęcia. Tylko jego własna rodzina. A on śledził ich, gdy był dzieciakiem. Co prawda specjalnie mu pokazali to wszystko na wszelki wypadek, i wiedzieli, że nie będzie się tutaj sam zabierał, bo od razu, by o tym wiedzieli. Teraz, gdy ich niestety już nie było, to może odwiedzić i tamte miejsca. Musi to zrobić. Po prostu musi. Wręcz nie mógł się doczekać. Ale czas mijał. Scouter mu o tym zakomunikował. Mimo wszystko wciąż miał jeszcze czas, dlatego też postanowił rozejrzeć się po dawnym domostwie.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Xalanth
Dyplomata
avatar

Liczba postów : 84
Join date : 17/11/2015

Scouter
Walka Wręcz: Amator
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Park   Nie Cze 18, 2017 8:11 pm

Xalanth zabrał Articho do restauracji. Miał trochę odłożonych pieniędzy, więc mógł nieco więcej wydać. W sumie, czego nie robi się dla ukochanego dziecka. Articho był w niebowzięty, że spędzał z ojcem tyle czasu, a przede wszystkim tak jak chciał.
Po obiedzie, zrobili sobie spacer po mieście. Art decydował gdzie mieli się udać i ile czasu spędzić w danym miejscu. Xalowi to w ogóle nie przeszkadzało. Korzystał na całego z wolnego czasu, jaki otrzymał od kapitana Hayato.
Koniec koniec, obaj wylądowali w parku. Xal siedział na trawie, patrząc jak Art bawi się koło niego. W sumie, jak się tak by rozejrzał to o tej porze był jedynym ojcem, który spędzał czas z dzieckiem. Dlatego kilku rezydentów parku przyglądało mu się z uwagą. Xal wyłapał nawet, że kilka osób rzuciło tekstem, że jest biedny, poszkodowany, bo to jemu changelingi zabrały rodzinę, w tym matkę jego dziecka. Jak go to irytowało strasznie, bo jakby nie mogli znaleźć lepszego tematu do rozmów, tylko akurat jak stracił rodzinę.
Przez takie właśnie gadanie, znowu wrócił myślami do tamtych wydarzeń. Siedząć po turecku, na trawie, obserwując przy tym bawiącego się syna rozmyślał nad tym wszystkim. Już postanowił, że na pewno przejrzy wszystkie dokumenty pozostawione przez matkę. Nie wierzył, że to od tak się to wszystko stało.
Z rozmyślań wybił go Art, który uwiesił się na jego plecach, śmiejąc przy tym głośno.
-Mam tatusia!-Art wtulał się w plecy Xala.
-Tak, masz tatusia. I co ja teraz biedny pocznę?-Xalanth pogłaskał syna po głowie.
-Tylko mnie kochaj, tatusiu!-Articho zamknął powieki, po czym zaczął się ocierać policzkiem o ojcowskie plecy.
-Chodź tutaj, łobuzie.-Xal złapał syna i usadził na kolanach.-Ukradniesz mi zaraz całe ciepełko i co wtedy będzie?-zrobił wielkie oczy, a Art tylko się śmiał.
-Piciu chcem!-Art pokazał palcem na torbę leżąca obok.
-Już się robi, królewiczu.-Xal wyjął karton z napojem i kubek syna, po czym przelał sok.-Och, nie ma już więcej.-zajrzał do opanowania, a kubek podał synowi.-Wypiłeś wszystko, nicponiu.
-Tata kupi nowy i znłów będzie piciu!-Art spojrzał na ojca, po czym zaczał pić.
-Bardzo śmieszne.-Xal potarmosił syna po włosach-Tata idzie wyrzucić pudełko do kosza, o tam widzisz?-niedaleko nich była śmietniczka, a Xal pokazał synowi gdzie zamierza iść.-Nie ruszaj się stąd, tata będzie na ciebie patrzeć.-posadził syna na trawie.
Kosz na śmieci był naprawdę blisko, zatem cały czas Xal mógł widzieć syna. Nie spodziewał się jednak, że wpadnie na kogos, na kogo nie chciałby wpaść.
-Prosze, proszę tatuś na spacerku. Och, jaki to uroczy widoczek, chyba zaraz pruchnicy dostanę.- niedaleko nich stał nie kto inny tylko Daiko.
Wyczekał, aż Xal na chwilę oddali się od syna, aby go najnormalnie w świecie zaczepić. Do tego, jakoś tak pusto się zrobiło w parku.
-...-Xal nic nie powiedział.
Wrzucił karton do kosza na śmieci ignorując upierdliwego saiyana, po czym najzwyczajniej w świecie odwrócił się do niego tyłem, aby wrócić do syna.
-Nie odwracaj się, kiedy mówię do ciebie!-Daiko wpadł w niemałą irytację, kiedy  Xalanth go zignorował.
Saiyan nadal miał go gdzieś. Nie będzie się przy dziecku wykłócać z tym idiotą. Później się z nim rozprawi.
-Widzę, że twój synalek dalej uważa, że go kochasz. Czym tym razem , zamydliłeś dzieciaczkowi oczka?-Daiko bezczelnie się uśmiechnął.
Xalanth zatrzymał się.
-...-coś Xal chciał powiedzieć, ale uznał, że nie będzie strzępić języka na debila, dlatego znowu ruszył przed siebie, do syna.
-Cóż, skoro nie chcesz ze mna rozmawiać, zrobię to inaczej.-Daiko wyprostował rękę, a na jego dłoni rozbłysła niewielka, złota kulka.-Zobaczymy, jak szybki jesteś, gnojku.-złota kula energi, którą wystrzelił przeleciała obok Xalantha.
Xal widząc w jakim kierunku została przystrzelona pognał najszybciej jak potrafił. Zasłonił syna swoim ciałem. Energia wbiła się w jego zbroję, niszcząc ją. Kawałki plasitku rozsypały się dookoła upadając na trawę, zaś materiał znajdujący się pod plastikiem spalił się, przez co ogoniasty  miał czerwony ślad na plecach.
-Teraz zwróciłem twoją uwagę, Xalusiu?-Daiko skrzyżował ręce na piersiach, czując się dumnym z tego, co właśnie zrobił.
Starszy Braveheart ciężko oddychał, bowiem rana była bardzo bolesna. Jakby kula energii trafiła małego, to mogłoby to się bardzo źle skończyć. Xal czuł jak rośnie w nim gniew. Ten skurwiel chciał mu zabić syna! I to jeszcze w miejscu publicznym!
Saiyan ciężko oddychał. Widząc, że Art leży nieprzytomny, a z jego czoła popłynęła strużka krwi miał coraz większą ochotę zabić Daiko, który stał sobie spokojnie jakby nigdy nic.
-Za...zab...zabi...zabiję cię...-Xal zaczął burczeć pod nosem.
-Och, mów głosniej bo nie słyszę, tatusiu od siedmiu boleści.-Daiko przystawił dłoń do ucha, udając, że nic nie słyszy-Co cię nagle tak synalek zaczął interesować? Jakoś wcześniej go przecież nie chciałeś. Nagle ci się przestawiło w tej durnej łepetynie? Pfff! Proszę cię! Jak się nie chce dziecka, to już się go nie zaakceptuje i nie pokocha.-Daiko dalej prowadził ten swój monolog, nie zorientował się jednak, że Xal wpatrywał się w niego oczami, które w ogóle nie posiadały źrenic-Pewnie twoja teściowa ci jakieś prochy nawciskała, ewentualnie w ogóle teściowie ci ultimatum postawili, dlatego pewnie nagle obudziła się w tobie taka ojcowska miłość co?-Daiko mielił dalej jęzorem w najlepsze.-Taka pieprzona ciota jak ty, w życiu nie będzie ojcem. Przejrzyj w końcu na oczy, Xalanthcie Braveheart! Szkoda, że mój ojciec cię wtedy nie zabił!  Powinien był cię udusić, to był by w końcu święty spo...-Daiko nie skończył, gdyż pięść Xalantha wylądowała na jego twarzy.
Dało się słyszeć łamanie kości. Krew rozbryznęła się na dłoń Xala oraz twarz Daiko, który odleciał kilkanaście ładnych metrów, a swój lot zakończył na drzewie.
-Kurwa! Złamałeś mi nos! Nie daruję ci tego gnoju!-Daiko złapał się za nos, po czym spojrzał na Xalantha.
Ten oddychał szybko, a dookoła niego emanowałe białe nici. Jego źrenice całkiem zniknęły.
-Nie wiem, w co pogrywasz, ale zapłacisz mi za tą zniewagę! Zwłaszcza za to, że rozwaliłeś mi nos!-Daiko ruszył w stronę Xalantha, chcąc wymierzyć mu cios z pięści.
Jednak nie udało mu się to. Xal zablokował jego cios prawą ręką. Zatrzymał jego pięść otwartą dłonią.
-Co do kurwy? Skad taki luj jak ty ma tyle siły?!-Daiko chciał zabrać rękę, ale Xalanth mu nie pozowolił.
Zacisnął swoją dłoń wokół jego pięści.
-Chciałeś zabić mojego syna! Nie daruję ci tegoooo!-dookoła Xala pojawiła się złota aura, a jego włosy podniosły się nieznacznie do góry.
Wszystkie pobliskie żarówki umieszczone w lampkach popękały, jedna za drugą, a kawałki szkieł pospadały na chodnik. To samo stało się z elektronicznymi reklamy, które były w pobliżu, nawet kamery ochrony spaliły się doszczętnie, ale zdążyły nagrać moment, kiedy Daiko od tak zaatakował małego Bravehearta.
Xalanth jednym ruchem złamał Daiko nadgarstek. Ten krzyknął z bólu, ale nadal nie mógł wyswobodzić ręki z uścisku Xala.
-Puszczaj kurwa! Słyszysz puszczaj do kurwy nędzy!-Daiko próbował się wyrwać.
Wkurwiony saiyan w ogóle mu na to nie pozwolił. Wymierzył mu za to silny cios lewą ręką prosto w brzuch. Pancerz został zniszczony. Drobne kawałki pospadały na zielona trawę, a kilka z nich wbiło się w dłoń Xala. Pięść ogoniastego przebiła się przez plastik, docierając do miejsca docelowego. Daiko zwinął się z bólu, aż wypluł ślinę mieszaną z krwią. Xalanth puścił go za złamaną rękę. Złączył swoje dłonie, po czym wymierzył kolejny, solidny cios, tym razem w plecy tego, który tak go wkurwił.
Daiko rozłożył się pod nogami Bravehearta, który nadal miał załączoną rządzę mordu. Xal złapał leżącego za włosy, po czym podniósł. Zasadził mu kolejny cios w brzuch, aż ten poleciał kilka ładnych metrów od niego.
Xal odbił się od ziemi, aby wyprowadzić kolejny cios. Tylko dlatego, że Daiko załączył białą aurę, z cudem uniknął kolejnego ciosu. Pięść Xala wbiła się w ziemię pozostawiając w niej sporej wielkości ślad od uderzenia.
-Co go napadło? Skąd pieprzony ma tyle siły?-Daiko ciężko oddychał i ledwo stał na nogach.-Nic z tego, nie rozumiem...nie możliwe, żeby taki cienias jak on, miał tyle siły...-Daiko spojrzał na nieprzytomnego syna Xala.-Czy to ten dzieciak daje mu tyle siły, czy jak? Jeśli tak, muszę się go pozbyć!-Daiko znowu uniknął ciosu wyprowadzonego przez Xala.
Musiał się skupić na ciosach wymierzanych przez wściekłego ogoniastego, bo lada moment i znowu dostanie i się nie podniesie. Wykorzystał okazję, żeby uciec przed Xalem. Skierował się w stronę nieprzytomnego chłopczyka.
-Mam cię, mały gnojku!-Daiko chciał wystrzelić złotą kulę w stronę Articho, ale Xal pojawił się przed nim i szybko zacisnął jego pięść-Kurwa nie!-kula energii wybuchła rozrywając Daiko dłoń.
Chłopak upadł na kolana, krzycząc i zwijając się z bólu. Z jego dłoni nie zostało zupełnie nic.
-To nie możliwe! Jakim cudem?!-Daiko klęczał przed wkurwionym Xalanthem.
Ten wyprostował rękę, tak, aby jego dłoń znalazła się na wprost Daiko. Zabłysł na niej złoty blask.
-Xalanth! Nie rób tego!-Mexmera wtuliła się w plecy brata, próbując go zatrzymać.-Xalanth dosyć tego! On już dostał nauczkę za próbę zabicia twojego syna! Słyszysz, dosyć! Chyba nie chcesz, by Art widział cię w takim stanie?!
-...-Xalanth stał nieruchomo słuchając Mexmery.
-On sie ciebie wystraszy! Uspokój się! Nie chcesz przecież, by twój syn się ciebie bał! Prawda?! Nie chcesz tego! Xalanth! Braciszku!-Mexmera wtuliła się mocno w plecy brata.
Źrenice Xala wróciły, a on powoli odzyskał świadomość. Upadł na kolana, prawia przygniatając siostrę.
-Już dobrze, braciszku, juz dobrze. Articho jest bezpieczny.-Mexmera głaskała Xala po głowie.-A ciebie nienawidzę! Masz pecha skurwielu!-spojrzała na przerażonego Daiko-Jesteś tak pewny siebie, że nawet nie zauważyłeś, że w męskiej toalecie ktoś jest. Myślisz, że kim ty jesteś? Nie ważne, że twój ojciec jest kapitanem. Tym razem się nie wywiniesz. Jeden z kadetów odważył się powiedzieć trenerom, co planujesz zrobić! I w dupie mam, że opuściłam Akademię, skoro życie mojego brata i bratanka było zagrożone, przez ciebie gnoju! Doigrasz sie w koncu i nawet tatuś ci nie pomoże!-Mexmera pomogła wstać Xalowi, który ledwo stał na nogach.
-Articho...gdzie...on jest...chcę do niego...chcę go zobaczyć...-Xal opierał się, a raczej wisiał na siostrze.
-Już idziemy, Erta go pilnuje.-Mexmera zabrała brata do siedzącej na łąwce Ertcie, kadetcce, której kilka dni temu Xal pomógł z drogą do sali treningowej.
Na widok syna, Xalanth od razu się nieznacznie ożywił. Przytulił syna, który nadal był nieprzytomny.
-Nic mu nie jest.-Erta nakleiła małemu plaster na czoło-Mexmero, na pewno nie boisz się konsekwencji opuszczenia Akademii? Ja wiesz, ja mogłam wyjść, bo skończyłam swoją karę i mój ojciec dzisiaj dostał przepustkę ze szpitala, więc...-dziewczyna była bardzo zestresowana.
-Uwierz mi, dla Xalantha i Articho jestem gotowa zaryzykować wywaleniem z Akademii. Poza nimi nie mam nikogo, no jeszcze teściów.-Mexmera pogłaskała Xala, który stracił przytomność.-Trzeba ich zabrać do domu. I dziękuje, że to zgłosiłaś.-Mex przerzuciła sobie brata przez ramię-Mogłabyś mi pomóc?
-T...tak! Pomogę!-Erta wzięła Arta na ręce i torbę Xalantha-Ja..ja nie musisz mi dziękować...ja uznałam, że tak trzeba...to wiesz, no...jak ktoś mówi o zabijaniu dzieci, to...to nie jest dobre! Dobrze...dobrze, że tata dał mi taki dyktafon, bo ja nie widuję się z tatą i mu nagrywam co mnie spotkało każdego dnia w Akademii, ...więc no...postanowiłam to nagrać...-dziewczyna rozejrzała się.
Zdziwiła się, że kilkoro rezydentów parku zatrzymało Daiko, który chciał uciec przed strażnikami. Ktoś inny pomógł dziewczynom z Xalanthem i małym, inni opowiadali strażnikom co się stało i bezwzględnie wręcz broni Xalantha, który tylko bronił swojego syna przed Daiko.
Owszem, Mexmera bała się konsekwencji, ale nie mogła stracić Xalantha i Articho, bo w sumie to była najbliższa rodzina jaką miała, bo dziadek i babcia od strony ojca, po śmierci rodziców w ogóle przestał się interesować, zaś ci od strony matki dali tylko znać, że jak skończą służbę w kolonii postarają się im pomóc i przysyłali regularnie pieniądze.
Xalanth zaś i Art zostali zabrani do domu, a tam opatrzeni i położeni spać, aby obaj doszli do siebie.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park   

Powrót do góry Go down
 
Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Vegeta :: Miasto-
Skocz do: