DRAGON BALL NEW ERA

Dragon Ball by Akira Toriyama
 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala Treningowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Sala Treningowa   Sro Maj 20, 2015 8:11 pm

Miejsce gdzie każdy wojownik Vegety szlifuje swoje umiejętności walki pod czujnym okiem trenera. Jest to ogromne i bardzo nowoczesne pomieszczenie w odróżnieniu od innych miejsc ono bardzo dobrze oświetlone. Urzęduje tu od 1 do 4 trenerów z czego każdy sprawuje pieczę nad inną grupą (half-)saiyan.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Lis 20, 2016 8:50 pm

Chłopak wszedł do stołówki pełen energii. Wyszedł jako wrak saiyana. Dopiero po jakimś czasie humor jakoś mu się poprawił. Co prawda nic nie zjadł. Zapach mu starczył, by zwymiotować, a jeść coś po to, by wymiotować to durnowaty pomysł. A on wie jak wyglądają durnowate pomysły. Bo on zawsze takie ma. Westchnął. Miał strasznie słaby humor. Co prawda i tak lepszy niż początkowo po stołówce, ale to dalej było nic. No jak tak można. Rozumie papkę. Ale papkę o zapachu kupy i na sto procent o takim samym smaku mogli sobie darować. Chyba, że są idiotami, bo jak każdy saiyan odmówiłby jedzenia i wszyscy kadeci, by pozdychali z głodu, bo nie dostali czegoś normalnego to nawet elita, by się tym zaniepokoiła. Przecież nie mieliby siły do walki z jaszczurkami. Ale co on tam się zna na strategii wielkich potęg. Ciekawe ile osób tak jak Drake zrezygnuje z jedzenia i pójdzie na głodówkę. W sumie powinien być w stanie wytrzymać z tydzień na głodówce. Przynajmniej wodę będzie pił. Choćby i z prysznica! Ale nie zaraz. Przecież będzie trenował. To może parę dni, gdy będzie uważał na swoją staminę, i zbyt mocno się nie przepracowywał, tylko robił to jak najefektywniej. Da się zrobić! Tak. A jak nie to cóż. Wtedy będzie myślał co zrobić. Może jak ładnie poprosi kucharza to się nad nim zlituje. Albo nawet zapracuje! To też jakiś pomysł. Tak. Od razu mu się humor poprawił, gdy o tym pomyślał i tym samym poszedł do sali treningowej.

Po paru minutach drogi używając mapy, znalazł się na miejscu. Nawet stąd słyszał odgłosy i krzyki walczących saiyan. Nie było, aż tak cicho jak na stołówce. W sumie nie dziwił się. Saiyanie to taka rasa, że prawie zawsze jest głośno. Chyba, że na posiłek dostają gulasz z kupą. Wtedy nastaje grobowa cisza. Drake odnalazł swój oddział. Nie miał pojęcia jak prawie wszyscy oprócz Rivera byli już na miejscu. Przywitał się, a następnie powiedział, by się ustawili w linii i czekali tym samym na trenera. Nie chciał bowiem, by znowu mieli kłopot, i nie chciał, by zdenerwowali trenera tak jak wtedy przed egzaminem. Reszta chyba zrozumiała o co chodzi, i czuli strach po tamtej technice i posłusznie ustawili się w rzędzie na baczność czekając na trenera i Kenzurana. Miał jeszcze trochę czasu, by do nich dołączyć, więc zmienili pozycję na spocznij. Przynajmniej na razie. Ciekawiło go to, jaka będzie pierwsza ich nauka. W sumie nie mógł się tego doczekać. Potrzebował o wiele większej potęgi, by zrealizować swoje cele.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Nie Lis 20, 2016 9:47 pm

Po opuszczeniu tutejszych korytarzy, które znajdowały się na pierwszym piętrze, Kenzuran od razu zszedł schodami i powędrował na parter. wojownikowi nadal doskwierały nie miłe odczucia wymiocin i rzygów w gardle, ale starał się jak najlepiej by tego teraz nie zwymiotować. Wiedział przecież, że innego żarcia nie dostanie, to mu musiało wystarczyć. Następnym razem wiedział, że nie popuści kucharzowi i spuści mu srogi łomot, jeśli będzie oczywiście taka okazja, a jak nie, to trudno. Młody Saiyanin po znalezieniu się na pierwszy piętrze, ponownie sięgnął do cybernetycznej mapki, która widniała na jego ręku i kierował się drogą, która została mu wyznaczona. Syn Kellana szedł i szedł, widział że co poniektórzy z jego oddziału ciamajd i panienek kieruje się praktycznie w tą samą stronę, więc nie trudno było się domyślić gdzie właśnie idą. Ogoniasty po upływie kilku minut, wreszcie dotarł na miejsce, o dziwo tutaj także wejście było podwójne , dzięki czemu dużo osób mogło się zmieścić podczas wchodzenia, czy też wychodzenia.

Czarnowłosy machnął żwawo swoim ogonkiem, po czym przyśpieszając kroku, znalazł się w środku sali do treningu. Zaczął się rozglądać, nie spodziewał się że to pomieszczenie może być tak dobrze przygotowane do ćwiczeń dla aż tylu jego rodaków. Teraz nie mógł jednak zaprzątać sobie tym głowy, gdyż musiał znaleźć w tym tłumie swojego przywódcę. Niestety, miał trochę z tym problemu, ponieważ jego dowódca był niskiej miary i od czasu do czasu to musiał aż nawet podskoczyć by znaleźć te jego czerwone ślepia, mocno wyróżniające się w tłumie. Po chwili, która to minęła, Kenzuran wreszcie dostrzegł swój obiekt, dlatego też starając się nikogo zbytnio nie potrącić, ale nie przejmował się nimi. Czarnooki po dotarciu na miejsce, stanął obok na baczność i powiedział w jego stronę:
-ładnie to tak zostawiać swoich, Altair? Ja to zjadłem, by mieć dużo siły do treningu, choć mam nadzieję że nie będziemy mieli ostrego wycisku, martwię się tylko o to że to zaraz zwrócę, choć postaram się to powstrzymać. - odpowiedział i beknął sobie, szybko odwracając głowę, by Drake nie poczuł tego smrodu zjedzonej kupy gulaszowej. Syn Kellana ponownie odwrócił głowę na wprost i kątem oka spoglądając na czerwonookiego, wyczekiwał na trenera i na resztę panienek, które jeszcze zapewne jedzą i robią inne rzeczy.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pon Lis 21, 2016 12:19 pm

Grupka kadetów pod dowodzeniem Altaira stała w oczekiwaniu na przybycie trenera jednak nim to nastąpiło, w sali treningowej zjawiły się jeszcze dwie grupy młodych rekrutów. Już na pierwszy rzut oka tamci mogli dostrzec, iż ci co właśnie się zjawili, nie posiadają dowódcy w swoich szeregach ani tym bardziej nie przeszli tak trudnego testu, jak oni. Dlaczego dało się to tak łatwo dostrzec? Właśnie dlatego, że ich głupie zachowanie wciąż było obecne i myśleli oni, że są na pikniku.W czasie oczekiwania jedną grupkę mogły zwyczajnie rozboleć głowy przez swawolne zachowanie pozostałych rekrutów, na ich własne szczęście to miało się za chwilę zakończyć.



W pomieszczeniu bowiem pojawił się w końcu jakiś saiyanin, który już swoim wyglądem sprawiał wrażenie kogoś bardzo ważnego. Ów mężczyzna przeszedł się po sali i na spokojnie obserwował, aż w końcu zatrzymał się naprzeciw wszystkich kadetów.
-Co to ma do cholery być?! Przedszkole?! USTAWIĆ SIĘ!
Mężczyzna wydarł gębę tak głośno, iż nawet ci, którzy mieli prawo trenować ze zwykłego kaprysu, natychmiast zaprzestali ćwiczeń stając na baczność z idealnym salutem. Tak nawet ci co byli niemal równi rangą owemu krzykaczowi natychmiast przestali wykonywać swoje czynności byle tylko nie dostać od niego jakiegoś łomotu. Ale przybyły kompletnie nie przejmował się tymi w oddali a jedynie skupił się na kadetach zwłaszcza na jednej grupce, o której słyszał, iż przetrwali coś, czego nie powinni.
-Słyszałem, że wśród nas zjawiła się wyjątkowa grupa rekrutów. Pokażecie zatem na co was stać!
Mężczyzna uśmiechnął się złowieszczo co wystarczyło, by ciała nowych rekrutów przeszły ciarki, a sam nieznany saiyanin wskazał im na te rozwrzeszczaną bandę panienek.
-Skoro jesteście tacy dobrzy, to obijcie im gęby za zachowywanie się jak na pieprzonym pikniku!


OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pon Lis 21, 2016 6:09 pm

W sumie nie musiał czekać prawie na nikogo. Dziwnym trafem każdy oprócz Kenzurana, był przed nim. Jak to możliwe? Tego nie wie. Czy szedł jakimiś dziwnymi, pokrętnymi drogami? Całkiem możliwe. Jego zmysł orientacji w tej akademii jest poniżej poziomu morza. A to niedobrze. Na dodatek smutne. Wciąż nie potrafi strzelać pociskami ki, ani latać. Rodzice go nie zdążyli tego nauczyć. Ale jeśli komuś to powie to go wyśmieją. Nie. Będzie musiał to zostawić dla Siebie. Albo powie jakiemuś trenerowi, który nie będzie wyglądał jak poganiacz niewolników. Oczywiście nie przy wszystkich. Co by tu zrobić. Może sam na najbliższym treningu będzie się starał tego nauczyć? To też jest jakieś wyjście. W sumie całkiem nie najgorszy pomysł. Z resztą wszystko zobaczy. Oczywiście cała jego grupka stała prawie, że na baczność, a na pewno w rządku. Najwidoczniej po oberwaniu z Galick Gun zaczęli się zachowywać jak przystało na ich wiek. Na dodatek najwidoczniej darzyli swojego przywódcę szacunkiem. W końcu on jako jedyny z całej grupy wyszedł przy tym bez szwanku. To świadczy samo o sobie prawda? Oczywiście Altair tego nie wiedział. Ale widział, że się zachowywali i bez zbędnego szemrania wykonywali jego rozkazy. To mu się podobało. Uwielbiał, gdy się go słuchano. Kto tego nie lubił. Tym bardziej, że Drake ciężko sobie zapracował na taki posłuch. W sumie wątpił, by ktokolwiek w grupach kadetów miał taki posłuch co on. Bowiem nawet nie był wyższy rangą. Miał dokładnie taką samą. Ba. Nawet był zapewne od swoich podkomendnych słabszy, co sami zapewne wiedzieli. Nawet nikt go nie wyzwał do walki o władzę. A wątpił, by się go obawiano. Może obawiali się trenera i ponownego testu? To jest całkiem możliwe. Jak tak było to jego w tym głowa, by byli mu całkowicie posłuszni i lojalni sami z siebie. Jeszcze zrobi z tych kadetów prawdziwych żołnierzy! Co prawda sam nim jeszcze nie jest, ale ci. Kto wie. Może paru z nich to przyszli dowódcy. Mieć takich poparcie gdyby tego potrzebował lub inną pomoc. Jakże mocno, by mu to wszystko ułatwiło. Dlatego pokaże im, że warto w niego pokładać nadzieję i się go słuchać i zaskarbi sobie ich szacunek i lojalność z ich własnego serca i wyboru, a nie strachu, lub dlatego bo ktoś tak kazał. Na domiar złego przez osoby którym się wydawało, że są na pikniku panienek, zaczęła go boleć głowa. Jak tak dalej pójdzie to nerwy mu puszczą, bo jego dzień był coraz to gorszy. A nie chciał, by mu nerwy puściły. Oni też tego nie chcą, oj nie.

W końcu usłyszał znowu jakże znajomy mu głos saiyana z bliznami. Ale najpierw zanim go usłyszał to poczuł przeraźliwy smród. Cały oddział, aż zatkał nos. Altair nie był wyjątkiem. Gdy ten beknął, to chłopak myślał, że zaraz tam zwymiotuje, a jego twarz ponownie zmieniała kolory niczym jakiś kameleon. Ponownie wydawał się jakby był po ciężkim pojedynku i nie miał siły na nic. Dla pewności oddalił się od niego na parę kroków, bo więcej niestety nie mógł. Mógł przynajmniej umyć zęby. Nosz w...Drake zrobił oddech. Miał ochotę sobie cały wszechświat po wyklinać, ale powstrzymał się. Mimo wszystko kultura wymagała, by odpowiedział, ale zanim to zrobił to ustawił żołnierzy tak, że stanął pośrodku nich. Wręcz prawie, że idealnie pośrodku i daleko od smrodu.

W końcu z lekkim uśmiechem w jego kierunku mu odpowiedział.
- Ależ Kenzuranie, nikogo nie zostawiłem. Wszyscy byli przede mną. No nie licząc Ciebie. Po prostu zrobiło mi się słabo. Sam rozumiesz tak czasem bywa. Chwilowa amnezja i myślałem, że jestem sam. Mam nadzieję, że nie macie do mnie o to żalu.
Przy kolejnym słowie odwrócił się w sumie do wszystkich dając im słaby gorzki uśmiech. Te słowa też były kierowane do Kenzurana nie tylko jego oddziału. Zauważył nawet, że odpowiedzieli mu równie gorzkim uśmiechem. Każdy wiedział czemu się oddalił i mu się w zupełności nie dziwili. Te beknięcie za to sprawiło, że naprawdę Drake stracił wiarę w saiyan.
- Och jestem pewien, że będziesz miał dużo sił. Ja w sumie najadłem się przed przyjściem na egzamin. Wiesz taki ostatni dobry i mocny posiłek. Dlatego nie byłem taki głodny i oddaliłem się od stołówki wcześniej.
Westchnął i prawie dodał, że jak tak dalej pójdzie to umrze z głodu albo zostanie kanibalem, ale się powstrzymał. Ale prawie się roześmiał, gdy tamten powiedział o zwróceniu "posiłku". Ciekawe, czy raczej można to nazwać wydaleniem, i czy zamiast posiłku nie wydaliłby kupska. Ale dziwnym trafem, nie chciał się o tym przekonać. Na samą myśl było mu niedobrze.
- Co do wycisku. Kto wie. Zawsze to my możemy dać komuś wycisk na sparingu prawda? Popatrz na nich. Wątpię, by przeszli to co my. Nie wydają się tacy mocni. Nawet jeśli ich jest więcej. Może to my będziemy musieli dokończyć "selekcje".

Na ostatnie słowo prawie sam się roześmiał, ale słysząc mocne szybkie kroki, odwrócił się w stronę reszty.
- Ustawić się, baczność i salut.
Dodał krótko do swoich na co Ci od razu to zrobili, a on sam nie był wcale od nich inny. Jego instynkt go nie zdradził. W sumie mocny słuch, bo nie byli, aż tak daleko od wyjścia. Co prawda prawie, że go zagłuszała reszta, ale wydawał się mocno wkurzonym, dlatego usłyszał jego ciężkie kroki. I Wkrótce po tym znalazł się właśnie pewien krzykacz.
- Sir!
Nawet Altairowi prawie bębenki, by padły przez to. Ale raczej musiał się zdziwić, że zanim się odezwał to jedna grupa już stała na baczność i salutowała witając...dowódcę? Ta, na takiego wyglądał. Ba wyglądał na kogoś o bardzo, ale to bardzo wysokiej randze. W sumie miał rację co do przedszkola. To była akademia. Oba ośrodki mają nauczać...a nieważne, nie będzie tego kontynuował.

Wciąż stojąc na baczność i salutując zastanawiał się co się takiego stanie, ale nie wiedząc czemu miał przeczucia, że zafundują wszystkim kolejny darmowy egzamin, albo inny łomot. Czy coś podobnego. Cierpliwość elity już dawno się skończyła. Nie dziwił się im. On wolałby być na samobójczej misji niż tutaj z bandą dzieciaków. I coś czuł, że reszta sądziła podobnie. Na dalsze słowa nieznanego mu wyższego rangą, aż zakasłał prawie. Prawie się zakrztusił tymi słowami, i to nie swoimi. Wyjątkowa grupa rekrutów? Chyba nie mówił o nich prawda? Niby Drake jest arogancki i w ogóle, ale...
"- Zaraz, zaraz... wyjątkowa? Nie chcecie mi chyba powiedzieć, że jako jedyni mieliśmy taki trudny test prawda? Czemu reszta dalej zachowuje się jak dzieciarnia. Czemu wydają się tacy słabi i mierni. Czemu są tak krzykliwi. I czemu jest ich, aż tyle w grupkach?"
Pomyślał. Tak on myśli. Dziwne, ale prawdziwe. Tak czy inaczej... No, nie...to nie fair! Czemu akurat oni dostali taki trudny egzamin? Znaczy...w sumie czuł się dumny, że są lepsi od większości na to wychodzi. Ale i tak odpadła ich masa i na dodatek ledwo przeżyli starcie z technikami z prawdziwego zdarzenia! Większość długo się kurowała w szpitalach! No oprócz niego. No i Kenzurana który po prostu był ranny. Ale to też oznacza, że ich grupka może być najlepszą ze wszystkich, przynajmniej z tych nowych. No i nie każda już posiada przywódcę. Wątpił, by te dzieciaki kogokolwiek z pośród siebie się słuchały. Interesujące. A, gdy usłyszał kolejne słowa diabelsko się uśmiechnął.
"- Ciekawe. Więc to my przeprowadzimy teraz selekcje?"

Czarnowłosy miał ochotę się zaśmiać, ale po otrzymaniu rozkazu nie dał po sobie tego poznać, tylko zasalutował ponownie i od razu powiedział.
- Tak jest Sir! Słyszeliście naszego dowódcę, grupo. Pamiętacie nasz egzamin?
Dodał z wrednym uśmieszkiem na ustach. Miał bowiem dla tych panienek lekką niespodziankę.
- Ustawić się panowie! I na razie czekajcie na dalsze rozkazy. Nie atakować bez mojego pozwolenia.
Rozkazał reszcie, na co Ci posłusznie się ustawili. Pewnie zrobili to głównie dlatego, że nie mogli się doczekać, by spuścić tamtym łomot, i się wyżyć po egzaminie. On sam ustawił się pośrodku i skrzyżował dłonie, wyglądając jak dowódca z prawdziwego zdarzenia. A przynajmniej za takiego chciał uchodzić. Widząc, że to nie jest tylko jedna grupka, lecz około dwóch, czy coś w tym stylu wpadł mu do głowy jeszcze jeden pomysł, chociaż nie wiedział czy wypali. Niby powinien, ale...

Drake popatrzył się w stronę innych rekrutów.
- No, no. Widzę, że jest Was tyle co nas w każdej z innych grup. Jednakże, ciekawi mnie to która spośród waszych dwóch jest najsilniejsza. Kto z was przewodzi tej całej ferajnie? Ha. Każdy z Was może powiedzieć, że to ich grupa jest najsilniejsza. Ale komu chcecie to udowodnić. Sobie? Nam? Walka z nami wcale nie pokaże która spośród waszych grup, jest najlepsza i może się okazać naszym największym rywalem.
Jego plan był całkiem zabawny. Chciał, by te grupki same sobie obiły mordy, walcząc o to który z nich jest najsilniejszy, a może nawet zrobić tak by doszło do walk wewnątrz jednej grupy. Następnie dobiją tych co pozostaną. Łatwe, proste i przyjemne prawda?
- Wy mówicie, że jesteście najsilniejsi. Ale tamci chyba Wam nie wierzą i się z Was śmieją. My sami chętnie byśmy zobaczyli którzy z Was tutaj byliby największym wyzwaniem. Niestety, chciałbym Wam uwierzyć, ale tamci mówią inaczej. I jak mamy poznać prawdę? No chyba, że...byście im udowodnili, że jesteście lepsi od nich i wreszcie, by się zamknęli. Nas jest podobna ilość, więc walczyliby tylko z najsilniejszych grup. Ma sens dla każdego prawda? Każdy miałby swojego przeciwnika i swoją walkę.

Zatrzymał się na trochę tak, by wszystko przełknęli i wręcz prowokował ich do walki między sobą.
- Ale tak długo jak jest Was parę, to trudno nam stwierdzić kto z Was się do tego nadaję. Prawda panowie?
Zwrócił się tym razem do swoich, co też oznaczało, że mają mu pomóc w "przekonywaniu" a raczej jego blefie. Jego grupka od razu wiedziała o co chodzi i mówiła to samo, że chcą wiedzieć która grupka jest najlepsza, a następnie chętnie się z nią zmierzą, ale muszą to sami ze sobą "przedyskutować". Oprócz tego kontynuował po pewnym czasie.
- Dalej mnie ciekawi kto jest przywódcą waszych grup. Jaka jest najsilniejsza z Was osoba, w skrócie kto Wami przewodzi i kogo się słuchacie. Bo w końcu ktoś z Was jest w swojej grupie najlepszy prawda?
Specjalnie powtarzał jedno i to samo, by następnie sprowokować ich do walki między sobą. Tym bardziej to odnośnie bycia najlepszym. Był prawie pewien, że paru pochwyci przynętę i nawet jeśli nie będą się obijać po mordach, to będą się kłócić. Wątpił, by te grupki był ze sobą jakieś zżyte, i jeśli wszystko dobrze wyjdzie to nie dość to, że będą się bić między grupami, to jeszcze między sobą. I przynajmniej paru powinno to podchwycić. Oczywiście elita od razu wie, o co mu tak naprawdę chodzi.

Dał im trochę czasu na to, by załatwili to miedzy sobą, ale też niewiele. Zamierzał wykorzystać chaos. W końcu, gdy uznał, że czas jest idealny to puścił oczko do swoich wojaków. A korzystając z możliwego chaosu który mógł, ale nie musiał powstać, powiedział do swoich.
- Panowie. Nie jesteście źli, że tylko my mieliśmy taki trudny egzamin? Większość odpadła, reszta wylądowała w szpitalu, tak samo było z Nami. Gdy myśleliśmy, że już koniec to spuścili nam na mordy Galick Gun. Nie wnerwia Was to, że inni tak nie mieli? Spójrzcie tylko na nich. Zachowują się jakby byli na pikniku. Nie wyglądają na silnych. Dalej się bawią tutaj. Oznacza to tylko jedno. Nie mieli tego samego egzaminu co Wy. Osobiście mnie to wkurza. Nie wiem jak Was. A więc co Wy na to, byśmy to My pokazali im lekki ułamek tego co sami doświadczyliśmy?
Te słowa miały podnieść morale jego oddziału i sprawić, że będą bardziej skorzy słuchać się tego co ma do powiedzenia bo wiem jego rozkaz, był prosty. Z resztą podziałały, bo widział na ich twarzach wręcz gniew, i pragnienie zemsty. Praktycznie cały jego oddział pragnął pokazać im tego co sami doświadczyli. Czyli piękną falę pocisków ki! Sam uśmiechnął się niczym jakiś demon do reszty rywali, a przez jego krwiste oczy, można uznać, że faktycznie wyglądał strasznie.
- Wasz czas się skończył. Skoro nie potraficie załatwić tego między sobą, to najwidoczniej jesteśmy zmuszeni zrobić to za Was. Nie wińcie mnie. Nie wińcie Nas. Wińcie siebie, że byliście za wolni, a my nie mamy za dużo czasu dla Was.
Każde z tych słów brzmiało tak, jakby sam jako najwyższy władca wydawał właśnie rozkaz egzekucji na zdrajcach. Kto wie, mogło to sprawić im ciarki na plecach. Nawet jego saiyanie, byli wdzięczni, że są po tej samej stronie.

- Rozpocząć ostrzał! Pokażcie im to co sami doświadczyliście! Niech doświadczą to samo co my! Pokażemy im, że czas zabaw się skończył i jeśli nie potrafią tego zrozumieć, to my im w tym pomożemy! Teraz to My! Przeprowadzimy selekcje! Zasypać ich gradem ki blastów tak, że nawet gdyby usiedli sobie na kolanach, to wciąż, by nie mogli ich uniknąć!
Przez te słowa brzmiał, niczym jakiś Mroczny Władca Demonów pozwalający najgorszym z potworów na rzeź wszechświata!
- Następnie czekać na kolejny rozkaz. Dopóki nie dam Wam znać, macie się nie ruszać na krok.
Te słowa brzmiały tak, jakby nie znał sprzeciwu, a oni sami mogliby zostać srogo ukarani, gdyby się go nie posłuchali. A po jego poprzednich słowach to cóż. Woleli tego nie sprawdzać. Posłusznie zaczęli strzelać z pocisków ki, tak, że ich rywale nie mieli nawet jednego wolnego miejsca na unik. On sam stał po środku ze skrzyżowanymi rękoma, niczym władca który dowodził armią podczas ogromnej bitwy, obserwując wszystko, i samemu nie wykonując żadnego ruchu. Dodając tym samym otuchy swoim, że ich dowódca ich obserwuje, a we wrogach wzbudzał strach swoją postawą.
A tak na prawdę nie umiał strzelać ki blastami...
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pon Lis 21, 2016 9:07 pm

Kenzuran nie spodziewał się, że będzie mu śmierdziało aż tak bardzo z ust. Zauważył jak to Altair oddalił się troszeczkę i można powiedzieć, że schował pomiędzy kadetów, by ci byli ofiarami tego obrzydliwego fetoru. Czarnowłosy przymrużył delikatnie oczy, bacznie patrzył na Drake'a, aż ten wreszcie mu odpowiedział. Ogoniasty wysłuchiwał go i chyba zbytnio tego nie rozumiał, to było takie jego tłumaczenie. Niestety ale z żalem czarnooki musiał mu przytakiwać, bo naprawdę biedaczek chyba mógł posiadać amnezję, nie pamiętał żeby on ciągle był sam tylko siedział z resztą rekrutów, którzy przeszli dość ciężki trening. Syn Kellana już powoli zaczął czytać z twarzyczki czerwonookiego, po prostu nie chciał jeść tego gównianego gulaszu, ale jeśli miał się tak dalej zachowywać, to był po prostu idiotą. Młody Saiyanin przynajmniej był zadowolony z tego, że ten się najadł przedtem, więc nie będzie w tyle za innymi i nie zasłabnie po drodze podczas treningu, na który teraz właśnie czekają.

Brat Klen dalej wysłuchiwał młodszego od siebie pobratymca i kiedy go tak słuchał, to po części miał rację. Mogli dać komuś innemu wycisk, ale po co, czy to miało w ogóle jakikolwiek sens? Kenzuran starał się to wszystko zrozumieć, ale tylko westchnął i odpowiedział w stronę Altaira:
-Możliwe, że masz rację. Nie zapominaj jednak, że my też należymy do początkujących i mogą nam jeszcze sprawić gorsze piekło niż mieliśmy teraz z tymi fioletowymi falami Galicka. - odpowiedział i mógł stwierdzić, że Drake wykonuje specyficzny ruch, odwracając się do reszty panienek, które to były pod jego rozkazami. Szybko podszedł do niego i także wyprostował się, by nie zawalić sprawy i żeby nikt z tutejszych jego rodaków nie dostał opierdziela. Po chwili uszy Czarnowłosego prawie nie wytrzymały, ktoś był naprawdę chory by krzyczeć na tak wielką salę, której akustyka była jaka była i rozchodziła się po całym jej wnętrzu.

Nagle kiedy to ów echo krzyku minęło, ogoniasty palcami dokładnie sobie przeczyścił uszy, by móc już normalnie słyszeć. Po wyczyszczeniu sobie uszów, usłyszał od tego saiyanina z majestatyczną peleryną, że jest jakaś wybitna grupa kadetów, którzy pokażą na co ich stać. Syn Kellana nic z tego nie rozumiał, czy chodziło mu właśnie o grupę w której razem znalazł się z czerwonookim, albo to może ktoś inny? Nadal zastanawiał się nad tym sporadycznie i nie wiedział co za bardzo ma o tym myśleć. Wyczekiwał dalej słów wysokiego rangą rodaka, który wyszczerzył się jak pedofil w sklepie z zabawkami i zaczął dalej mówić. Czarnooki teraz chyba rozumował o co temu gościowi chodzi, czyli byli zapewne wybrani do przećwiczenia innych kadecików, którzy zachowują się jak dziewczynki robiące paznokietki w salonie. Czarnowłosy był w sumie z tego ucieszony, bo on teraz będzie miał przyjemność zrobić co komuś i to na złość, a nawet dostał takie polecenie.

Za chwilę młody saiyanin usłyszał głos Drake'a, który wydawał rozkazy swojemu oddziału, więc zbliżył się jeszcze trochę do niego i zapytał:
-A ja co mam robić, też czekać na dalsze instrukcje?? - przekręcił głowę jak piesek i wyczekiwał odpowiedzi czerwonookiego. Wiedział, że zbyt szybko jej nie uzyska, więc dołączył się do niego tylko i patrzył co ten zaraz wymyśli. Kenzuran spoglądał tak na Altair i ten zaczął mówić bardzo długie monologi do innych kadetów, które liczyły tylko kilka grup, a może nawet dwie. Nie obchodziło go to jednak, miał i po prostu dać lekcję i chciał to zrobić w jak najszybszym tępie, ponieważ trochę ręce go świerzbiały. Brat Klen starał się powstrzymywać, bo jego szef nadal przemawiał do miernot, które znajdowały się przed nimi, gdyż majestatyczny saiyanin z peleryną gdzieś tam zniknął w głębi sali.

Syn Kellana dalej słuchał swojego przywódcy i nie wiedział co o tym myśleć, czyli cała zabawa miała ich ominąć, gdyż jego rozumowanie było takie, żeby tamci sobie nawzajem obyli twarze. Czarnowłosy nie wierzył w jego pomysł, to wszystko nie fajnie wyglądało dla niego, gdyż chciał się trochę rozerwać. Czarnooki westchnął głośno, tak by Altair mógł to usłyszeć, chciał mu powiedzieć tym żeby wreszcie zaczęli działać i skopali im cztery litery. Wreszcie ogoniasty dostrzegł, że Drake puścił oko w stronę niego, jak i pozostałych panieniek, które znajdowały się za nimi. To był sygnał, ale do czego?? Wojownik nadal tego nie kmin-ił, ponieważ nawet nie znał planu, wiedział tylko że muszą kogoś przekopać. Po upływie jeszcze z trzech minut, wreszcie czerwonooki ruszył tym swoim móżdżkiem i wypowiedział się do swojej osiemnastoosobowej grupy, po czym wreszcie czarnooki stwierdził, że teraz gada od rzeczy.

Kenzuran pokazał wreszcie swój radosny uśmiech wraz z kiełkami i napiął mięśnie, już lada chwila wybiję się z pięty i trochę pokiereszuję tych młokosów, zbyt długo na to czekał, stwierdził to po wydawaniu rozkazów ze strony Drake'a. Syn Kellana jednak mógł powiedzieć do siebie, że to nie był jeszcze koniec wypowiadanych zdań od strony czerwonookiego, jeszcze jego język musiał trochę polatać tu i ówdzie. Nareszcie Altair wypowiedział to na co czekał brat Klen, dlatego też wymierzył jako pierwszy rękoma w stronę tych gorszych paniusi i zaczął wypuszczać z rąk złote pociski energii. Za nim oddział czerwonookiego postąpił tako samo, czyli po prostu zaczęli strzelać z kulek mocy w stronę nieogarniętych kadecików, którzy mieli dostać za swoje, na dodatek to był jeszcze rozkaz od strony kogoś wysoko postawionego. Nie obchodziło już go to, miał to co chciał, czyli rozrywkę dla całej rodziny, a mówiąc rodzina miał na myśli swoich pobratymców.

Młody Saiyanin tylko zauważył, że jako jedyny kto nie strzelał był sam Altair, po prostu sobie stał dumnie i myślał, że to wszystko. Czarnowłosy wiedział, że tak nie może być, więc niechcący jego ręka się omsknęła i wystrzeliła jeden pocisk w bok Drake'a, na co ten musiał na pewno zareagować.
-Przepraszam Altairze, ręka mi się omsknęła, możliwe że to przez to, że trawie nadal to jedzenie, którego ty nie chciałeś...hehe - zachichotał, a potem spojrzał znowu na dane cele, które musiał obstrzelać. Teraz musiał tylko i wyłącznie wypuszczać pociski ki we wszystkich Świeżaków, którzy na to sobie zasłużyli i czekać na dalsze instrukcje, nie było to takie trudne.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Pon Lis 21, 2016 11:31 pm


W trakcie całego zamieszania banda nieogarniętych kadetów zwyczajnie wpadła w pułapkę bardzo młodego kadeta, który najwidoczniej miał łeb na karku. Oczywiście ta pułapka była doskonale przemyślana, a przynajmniej wystarczająco by głupie dzieciaki dały się po prostu nabrać i zacząć okładać się między sobą. Co przyniosło doskonałą okazję do ostrzelania ich pociskami ki. Ostrzał przyniósł prosty skutek, jeszcze większy chaos a panienki rozbiegały się w każdym kierunku, nadal walcząc pomiędzy sobą.
Oczywiście obserwujący to wszystko saiyanin od razu dostrzegł, iż jedynym, który nie przeprowadzał żadnego ataku był czerwonooki młodzik. Wzbudziło to w nadzorującym pewne wątpliwości, co do jego zdolności nie licząc tych z użyciem mózgu oraz logicznego myślenia. Nie minęło wiele czasu kiedy w całym tym zamieszaniu niby zabłąkany ki blast poleciał w stronę Altaira a ten przez kompletny przypadek akurat wykonał krok do przodu tylko po to, by przypadkiem nie zostać wmieszanym w bójkę pomiędzy dwójką nadal wrzeszczących na siebie kadetów. Ba jakby to tylko oni dwaj wrzeszczeli, w tym pomieszczeniu w tej chwili było tak głośno, że sam pilnujący przebiegu tego pouczenia miał ogromną ochotę wetknąć zatyczki do uszu. A jeśli mowa o tym zbłąkanym blaście to trafił on prosto w kolano stojącego w bezruchu mężczyzny a ten w odpowiedzi posłał niewielką falę energii w kierunku tego, który o był właścicielem ki blasta. Zaraz po tym skinął na Altaira żądając by ten się do niego zbliżył. Kiedy tylko to nastąpiło dał mu drobne instrukcje odnośnie czegoś, czego najwyraźniej ten chłopak potrzebował.
-Widzę, że nie bardzo u ciebie z wykorzystaniem KI. Jeśli chcesz skorzystać z Ki Blasta, musisz zebrać energię w swoim ciele i przekierować ją do dłoni, a następnie wyrzucić. Masz łeb na karku, więc powinieneś to szybko opanować.
Po tym szybkim i mało klarownym tłumaczeniu nakazał mu natychmiast spróbować to zrobić, ażeby nie marnować okazji, kiedy to wszyscy z jego oddziału dobrze się bawią.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Lis 22, 2016 1:13 am

Młodzieniec obserwował wszystko z odległości mając nadzieję, że jego plan chociaż trochę się powiedzie i narobi przy tym chaosu który mu i jego wojownikom się przyda. Oczywiście pewnie nawet nie było to potrzebne, ale po co mają się przemęczać prawda? Oczywiście Kenzuran i reszta nie mogli się doczekać, by wszystkim przyłożyć. Ale też krwistooki chciał pokazać, że można niektóre rzeczy zrobić inaczej. Niestety chociaż wojownicy siedzieli cicho to sam widział, że ręce ich świerzbiły. Wcale go to z resztą nie dziwiło, a najbardziej walczyć chciał chyba jego zastępca. Niech się nie martwią, niedługo swoją walkę dostaną.

Plan Drake'a się powiódł. Nie dość to, że każda grupa uważała, się za lepszą od drugiej to jeszcze każdy chciał to od razu udowodnić, i w sumie nawet nie zdążył powiedzieć, więcej niż, to która grupa jest silniejsza, a już zaczęli się lać. Istna bójka. Był niezły chaos. Niektórzy w swoich oddziałach przywalali innym swoim kompanom myląc ich z przeciwnikami, ale chyba, żadnemu to nie przeszkadzało i nikogo to nie obchodziło. Tym bardziej, gdy wspomniał o tym kto przewodzi. Wtedy już każdy napierdzielał się między sobą, tak że chłopak nie wiedział kto był w jakim oddziale, i był prawie pewien, że oni sami również tego nie wiedzieli. Czy ich to obchodziło? Szczerze w to wątpił. Sądząc po tej rozwałce to nikogo nie obchodziło, kto należał do kogo. Każdy był wrogiem, i każdy musiał zarobić w papę. Zupełnie zapomniano o "Altair Tokusentai", nazwa tymczasowa, zbieżność przypadkowa.

Ah. Ogoniasty uwielbiał, gdy wszystko szło po jego myśli. Nawet nie wiedział, że aż tak dobrze to wszystko wyjdzie. Jego czarny ogon latał niczym u zadowolonego zwierzęcia. Normalnie nie musieliby nawet ruszyć palcem, bo wątpił, że ktokolwiek z nich utrzyma się na nogach. Ale rozkaz brzmiał, że to oni też mają obić im mordki. Więc musiał go posłusznie wykonać. No i jego podkomendni byliby bardzo smutni, gdyby nie mogli zawalczyć. Dlatego na razie rozkazał im zrobić ostrzał, by ich trochę przetrzebić. Pięknie to wyglądało. Każdy biegał w każdą stronę starając się uniknąć pocisków. Ten kto zdołał ich uniknąć, od razu dostawał w papę od innego, a Ci co dawali w papę innym, otrzymywali w mordę z ki blasta. To było piękne. Rozkoszował się tym całym chaosem. Co prawda uszy go bolały od tego wszystkiego, no i wyglądało to tak, jakby był na jakimś polu bitwy, ale cóż.

Zupełnie przypadkowo ruszył się o krok, bo nie chciał oberwać od tych co stali za nim, a zbyt mocno wyrzucali dłonie przed siebie, nie mogąc się doczekać prawdziwej bitki. I w tym właśnie momencie komuś zupełnie przypadkowo omsknęła się ręka i przeleciał obok niego ki blast. Popatrzył się w tamtym kierunku i zobaczył, że to ten z pociętą mordą się uśmiechał do niego.
"- O Ty mała mendo..."
Pomyślał sobie Drake o nim. Tym bardziej, gdy ten gadał, że mu się omsknęła ręka, ale nawet sam raczej nie wierzył, w to, że chłopak mu uwierzy.
"- Ręka Ci się omsknęła tak? Jeszcze zobaczymy, czy nie omskniesz się zaraz przypadkowo w sam środek wrogów."
Spojrzał też, gdzie poleciał ten cały pocisk. I ze z grozą, ale i rozbawieniem zobaczył, że trafił, ponownie przypadkowo oczywiście w tę tajemniczą personę.
"- O cię w chu.."
Nie zdążył nawet dokończyć bo zaraz obok niego przeleciała fala ki i trafiła w Kenzurana, który to się też wyłożył. Mimo wszystko jako dobry dowódca pomógł mu wstać z Ziemi i nawet nie ukrywał przed nim swojego rozbawienia i ogromnego uśmiechu. Również był straszliwie uważny, by Kenzuran go obrzygał. Jak będzie miał chociaż małe podejrzliwości, że coś się zbliża, to od razu go zostawia i zwiewa jak najdalej może.
- To się nazywa mieć pecha. Musisz uważać, by Ci się ręka ponownie nie omsknęła, bo kto wie w kogo i w co trafisz. Smoka w zadek? Królewską pytę?
Tak naprawdę, nie chciał, by uważał. Najwyżej Drake umrze ze śmiechu. Już teraz ledwo się powstrzymywał. Ale wie, że jakby się roześmiał to by miał przewalone. Na szczęście stał tyłem do tamtego osobnika to nie widział jego uśmiechu.

Oczywiście, gdy się odwracał to uśmiech zniknął z jego twarzy, jakby go nigdy w ogóle nie było. Zauważył ze zdziwieniem, że woła go On do Siebie. Nie przerywając rozkazu, od razu do niego podbiegł i stojąc na baczność zasalutował.
- Kadet Altair Drake, melduje się Sir!
Jakie było jego kolejne zdziwienie, gdy poznał coś, czego nie spodziewał się, że ktokolwiek to zauważy. Jakże musiał zabawnie wyglądać, gdy powstrzymywał swoją szczękę od opadnięcia, a oczy prawie mu wyszły z orbit, gdy słuchał tego co mu przekazał.
"- Skąd On to wie kur..."
I tego nawet nie dokończył, bo tym razem obok niego przeleciał zabłąkany ki blast, co na szczęście uniknął. Westchnął, ale na jego twarzy zjawił się uśmiech. Ta osoba ma niesamowity zmysł. Normalnie, by udawał, że wcale tak nie jest, ale skoro taki osobnik jak on daje mu wskazówki to...trzeba korzystać! Zasalutował ponownie.
- Sir. Ma Pan niesamowity wzrok i zmysł. Nie sądziłem, że ktokolwiek pozna mój blef. Ale jednak, elita to elita. Taki zwykły kadet jak ja, nie miałby możliwości ukrycia przed Wami czegokolwiek. Nic się przed Wami nie ukryje.
Niestety, albo stety. Kiwał głową odnośnie tego co mu przekazywał. Proste i krótkie. Niby wiedział, że mniej więcej to tak działa, ale w jego słowach brzmiało to o wiele bardziej przekonująco.
- Sir!

Po tym stwierdzeniu od razu miał zamiar spróbować sam wypuszczenia pocisku Ki. Zgodnie z tym co mówił, starał się odnaleźć w sobie skupisko ki. Nie było to łatwe, chociaż coś tam wyczuwał. Wycelował, w niby pustą przestrzeń, ale tak naprawdę nie była ona pusta. Starał się wyciszyć. Szukał w sobie energii. Tym razem zadziałał instynkt i niby znalazł źródło i od razu przekierował energię ki do dłoni formując ją w czarną kulę i wystrzelił. To wszystko wydawało się jakby trwało bardzo długo, ale tak naprawdę trwało krótko dla innych. Biedna zabłąkana kula trafiła równie biednego saiya-jina w zadek. Ten kto miał teraz lekko przypalony tyłek, było oczywiście Kenzuran, na co Altair stwierdził głośne.
- Oops...
Ale tak naprawdę, nie było to oops, ani tym bardziej przypadek. Przypadkiem było to, że mu się udało. Chyba tylko przez pragnienie zemsty bo dalej tego nie kumał, aż tak dobrze, ale...ze wskazówką od osoby w pelerynie czuł, że jak będzie miał spokój i okazję to powinien być w stanie w końcu wypuszczać je po mistrzowsku. Nawet lepiej niż Ci tutaj. Tak czuł to w głębi duszy. Że energia ki to jego powołanie. Warto dodać, że normalnie nie miał z nią styczności. Więc skoro wypuścił ki blast, starając się pierwszy raz w ogóle ją użyć to...no właśnie.

Popatrzył się na swojego dowódcę z nieukrywanym szacunkiem i wdzięcznością w jego rubinowych oczach.
- Dziękuję Sir! Chociaż sądzę, że przypadkowo go wystrzeliłem, to czuję, że Pańska wskazówka otworzyła mi oczy, i gdy tylko będę miał okazję to bez problemu opanuję tę technikę po mistrzowsku!
W sumie mówił prawdę. Nie opanował tego jeszcze, ale był pewien, że na najbliższym treningu jakby się tym zajął. To dzięki jego słowom i głównie otuchy, bo samo w sobie stwierdzenie, że ma głowę na karku i wiara, że to opanuje robiła swoje. Nawet więcej niż wskazówka.
- Jeśli to wszystko Sir, to chciałbym się odmeldować i dokończyć Pański rozkaz! Dzieci wciąż nie wyszły z piaskownicy.
Powiedział i czekał tylko na znak, że może ruszać dalej.

Gdy tylko coś takiego dostał to od razu ruszył przed Siebie, w kierunku Kenzurana i własnego oddziału.
- Wystarczy. Nie ma co marnować głupio energii na bandę panienek. Panowie. Trzymałem Was już za długo, teraz czas byście dołączyli do bitki, tak jak tego wcześniej chcieliście. Wybaczcie za to, że trochę to trwało. Teraz dalsza część planu.
Odkasłał, by mu się lepiej mówiło i kontynuował.
- Podzielimy się na dwie grupy.
To dodał z lekko diabelskim uśmiechem, ale o czym myślał, to wie tylko On sam.
- Ja i Kenzuran zajmiemy się jedną grupką, reszta zajmie się drugą. Wasze zadanie jest proste. Macie ich okrążyć, a następnie spuścić im taki łomot, że nawet Galick Gun, by ich bardziej oszczędził od Nas. Korzystajcie z tego, że nie działają razem, i panuje chaos. Nie popełnijcie tego błędu inaczej skończycie tak jak oni. Więc współpracujcie. Oni tego nie robią, dlatego nawet jakby było ich kilkanaście razy tyle to i tak, to My byśmy wyszli z tego zwycięsko. Macie tam pójść, i im spuścić lanie. Gdy to zrobicie i nie będzie z nich czego zbierać to dołączycie do Nas. Bardzo ważny trener Nas obserwuje. Postarajcie się. Wykonać!
Powiedział do swoich, a w sumie zanim zakończył to Ci już dawno poszli robić to co im zarządził. Okrążyli jedną grupkę i korzystając z tego, że dziali razem to ubezpieczali jeden drugiego. Co prawda nie było to najlepsze, ale starczyło jak na razie. On sam widząc, że dają radę popatrzył na Kenzurana.
- Nie będę ukrywał. Jesteśmy od nich silniejsi Co sam z resztą raczej wiesz. Dlatego sądzę, że "Nasza dwójka" starczy.
Tak naprawdę wyśle głównie tam Kenzurana, ale ci.
- Widzisz tamtą grupkę?
Tak pokazał na grupę gdzie panował największy chaos i każdy lał się z każdym.
- Pójdź tam, daj w papę temu kto jest w samym środku i wykrzycz, że jesteś najlepszy z najlepszych czy cokolwiek, a oni mogą Ci co najwyżej zrobić...khm. Naskoczyć. Albo zjeść Twój gulasz z kupą. Dzięki temu, będziesz mógł przywalić komu chcesz i jak mocno chcesz, i będzie ich dużo. Tak jak chciałeś. Bo widziałem, że ledwo paru to dla Ciebie za mało. A jak wbijesz się w sam środek, to każdemu możesz wpierdzielić, nie martwiąc się, że trafisz swojego. Ja skorzystam z okazji, i będę wyłapywał innych tak, by jakieś losowe słabizny, nie przerywały Tobie zabawy, ani Ci nie przeszkadzały. Jako dobry dowódca muszę, dbać o zadowolenie moich podkomendnych.
Uśmiechnął się miło do niego, pokazując, że naprawdę tylko tego chce.
- Dobra już nie trzymam cię. Leć tam i pokaż, że jesteś najsilniejszym saiyanem z pośród wszystkich kadetów. Powodzenia. Jestem pewien, że dasz radę. Wierzę w Ciebie. Nie zawiedź mnie.
Ponownie się uśmiechnął do niego.
- I jeszcze jedno. Pamiętaj, by mi przypadkowo nie przywalić. A no i uważaj, by tym razem Ci się nie omsknęła ręka. Inaczej mi się może omsknąć noga i kopnie Cie w twój zad, tak, że będziesz latał bez potrzeby używania ki.
Dodał pod koniec oczywiście nie przestając się do niego przyjacielsko uśmiechać.

Tak naprawdę, nie życzył mu powodzenia. Spodziewał się, że raczej nie da rady. Nie wierzył w niego. I miał nadzieję, że mu nakopią do dupy. Ale też nie jakoś tak, by wylądował w szpitalu. Inaczej musiałby go tam zaciągnąć. Z resztą nie życzył mu źle, ale mała zemsta nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Nie wyglądał na takiego złego. Przynajmniej jest szczery. No i teraz będzie wiedział jak walczy, bo jeszcze nie widział jego siły. Dlatego korzystając z tego wszystkiego obserwował go jak walczy, jaki jest jego styl i inne. Oczywiście wkrótce sam dołączył do walki i gdy widział kogoś samiutkiego to zjawiał się przy nim jak Filip z konopi i przywalił temu komuś tak, że aż jego zęby zaczęły tańczyć. Oprócz tego przywalił mu łokciem w brzuch i w sumie to było na tyle. Gdy inny chciał dołączyć do zabawy, to wjechał w niego z wślizgu, tak, że tamten się wywalił, a gdy był na ziemi to Drake przywalił mu z kopa. To kolejnego wyłączyło z zabawy. Nie bawił się jak inni, bowiem obserwował. Ale był pewien, że jakby Kenzuranowi nakopali do dupy, to będzie się bawił wyśmienicie. Gdy jednak widział, że tamten sobie nie radził, to skorzystał z chaosu i wyłapywał samotnych tym razem tutaj. Zjawiając się znikąd podciął jednego wroga, a następnie innemu przywalił z kolanka. Jeszcze innego złapał za łeb i wręcz rzucił na innych. Czemu tak łatwo mu szło? Po pierwsze. Byli słabi. Po drugie, byli wykończeni. Po trzecie panował chaos. Po czwarte nie widzieli go nawet. Po piąte łapał samotnych i najbardziej zmęczonych, których łatwo wykończyć. Inaczej walka kadeta z kadetem trwała, by o wiele, wiele dłużej, ale Altair zważywszy na to, że wszystko zaplanował i każdy tańczył niczym marionetka na jego dłoni, był w stanie wspomóc Kenzurana który dzielnie dawał sobie radę, będąc takim jego cieniem. Pozbywał się tych co tylko by denerwowali, ale wiele nie mogli zrobić. Wszystko dla swojego zastępcy. By mógł się bawić do woli. Oczywiście nie przesadzał. Wciąż mu nie zabierał jego rywali. Tylko jak wspomniane wyżej tych, co byli tak osłabieni, że ledwo mogli walczyć. Był pewien, że po ich zabawie każdy z ich przeciwników będzie leżał co najmniej nieprzytomny tak, że dowódca nie powinien nawet kiwnąć przy tym palcem. A na dodatek wciąż zostawała tamta osiemnastka która dołączy do nich, gdy tam skończy zabawę, a powinni się uporać z nimi o wiele szybciej, aniżeli jakby podzielili się na dwie równe grupy, co też planował.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Lis 22, 2016 2:55 am

Kenzuran nie spodziewał się, że Altair zrobi unik i niestety trafił nie w tą osobę co trzeba, ponieważ oberwał ów starszy rangą saiyanin z majestatyczną peleryną. Kiedy popatrzył z gniewem, jak i strachem co się teraz z nim stanie, bał się najgorszego, ale niestety nie musiał nawet. Czarnowłosy nawet nie zauważył, kiedy to promień energii mierzył ku niemi i po oberwaniu nim, powstała niewielka eksplozja, która go odrzuciła do tyłu. Ogoniasty wylądował na plecach, trochę osmalony, ale zbytnio nie przejmował się tym, był podekscytowany tym że w ogóle to wytrzymał. Był kadetem, więc trochę go to zdziwiło, wyczuwał w takim razie więc, że ów wysoki rangą jego rodak nie wystrzelił energii z pełną mocą. Chciał się podnieść z ziemi sam, lecz nad jego głową teraz wisiał czerwonooki, który wyciągnął pomocną dłoń. Widać było, że jakby na serio już był jego szefem, nadawał by się idealnie do tej fuchy, gdyż dbał o swoich podopiecznych.

Syn Kellana parsknął, ale i tak złapał za dłoń Drake'a i znowu był w pozycji stojącej, wysłuchując jego słów. Brat Klen coś mruknął do siebie, ale zaraz po tych słowach mu odpowiedział:
-Możliwe że masz rację Altair, postaram się na następny raz celować dokładnie... - podrapał się w tył głowy, a potem spoglądał co się dalej wyczynia na sali treningowej. Zauważył też to, że jego szef pokierował się do pobratymca z peleryną, ponieważ coś od niego chciał. Czarnooki wyczuwał, że to może być pochwała za to, jak z gracją uniknął pocisku, który przemknął za jego plecami. Wojownik nie wiedział czy aby na pewno o to chodzi, chciał podejść bliżej by usłyszeć ich konwersację, ale machnął tylko ręką i ich zlał. Kiedy chciał dalej wystrzeliwać pociski ki, kątem oka widział ze czerwonooki coś kombinuje. Nie chciał ryzykować żadną niespodzianką, dlatego też obserwował go bacznie.

Widział, że ten próbuje stworzyć pocisk ki?? Kenzuran teraz w ogóle tego nie pojmował, choć coś mu wisiało z przed dłuższej chwili. W ostatniej chwili sobie przypomniał, jedyny Drake nie wystrzelił żadnego pocisku ki, ponieważ nie potrafił, o to chodziło w tej rozmowie. Syn Kellana nie był taki głupi, szybko chwytał to co się tutaj dzieję, dlatego też tylko westchnął i zobaczył, że Altair próbuje swoich sił. Brat Klen patrzył tak na niego, aż temu się wreszcie udało wystrzelić czarną kulę mocy?! Nie rozumował w ogóle już tego, tyle wyróżnień w jednej postaci, coś musiało być na pewno na rzeczy. Czarny ki blast właśnie kierował się w stronę czarnowłosego, dzięki czemu ten tylko po prostu odskoczył w bok i mógł stwierdzić, że jakiejś panience właśnie pupcia się trochę przysmażyła. Czarnooki zrozumiał ten fakt, po prostu czerwonooki chciał tak jakby pomsty za to co on próbował wcześniej na nim.

Ogoniasty tylko prychnął groźnie i zajął się dalszym ostrzałem w stronę damskich kadecików, którzy byli bardzo niegrzeczni i potrzebowali solidne pasy na tyłek. Kenzuran z uśmiechem na twarzy, strzelał jak diabli tyle ile mógł, ale odczuwał że jego ki coraz bardziej i bardziej spada. To nie wróżyło nic dobrego, musiał sobie trochę zostawić na potem, jeśli miałoby się wydarzyć coś bardziej ekscytującego. Po krótszym upływie czasu, Czarnowłosy usłyszał znajomy głos, to był Drake który nakazał przestać to co teraz robili. Syn Kellana oczywiście usłuchał i podszedł bliżej niego, bo najwyraźniej znowu chciał się wykazać jako dowódca tej bandy kadetów. Brat Klen skrzyżował ręce i starał się rozumieć słowa swojego szefa albo nawet też partnera w boju, w sumie sam jeszcze nie wiedział. Podzielenie na dwie grupy?? To nie był wcale taki głupi pomysł, dlatego też czarnooki tylko potakiwał głową, że to nawet niezła idea.

Dopiero w kolejnych zdania, które wypowiadał saiyanin z czerwonymi ślepiami, że tak naprawdę ich oddział będzie składał się z niego, no i szefa. To miało być dzielenie, chyba ktoś tutaj nie nauczył się poprawnej matematyki, bo sądząc po wyliczeniach, dwie osoby nie stanowiły grupy, tylko nic. Czarnooki kiwał przeczącą głową, lecz nie mógł niestety przemówić Drake'owi do jego rozsądku, wreszcie on tutaj o wszystkim decydował. Ogoniasty dalej wysłuchiwał Altaira i ten określił, że ich dwójka jest najlepsza. Kenzuran się musiał z tym zgodzić, dlatego też odpowiedział:
-Tak, masz chyba rację, niech ci będzie, ale następnym razem, poćwicz tabliczkę dzielenia Altair, nie wychodzi ci ona zbyt dobrze... - powiedział i trochę spoważniał, gdy znów usłyszał kolejne słowa ze strony czerwonookiego. Spojrzał na grupę, gdzie był stanowczy zbyt wysoki poziom harmideru, co bardzo mu się podobało. Wreszcie dla Syna Kellana pojawiła się jakiś cień rozgrywki z rozpieszczonymi bachorami, które dawno w papę nie dostały. Słuchał to co kolejnych zdań i patrzył kątem oka na Drake'a, gdyż nie podobało mu się to jak do niego mówił.

Znowu coś ogoniastemu tutaj zaczęło śmierdzieć, bo Altair ciągle się w jego stronę uśmiechał, czyżby to miała być pułapka dla jego osoby?? Brat Klen nie był taki głupi, dlatego też odchrząknął i odpowiedział w stronę czerwonookiego:
-Hmm, w sumie plan wydaję się nawet dobry, będziesz zabezpieczał moje tyły. Na wypadek gdyby coś poszło nie tak, przyślij mi około dwóch, czterech kadetów z naszej grupy by w razie czego mnie wsparli, chyba tyle możesz zrobić?? - zapytał i podniósł brew do góry, bo musiał mieć pewność, że jego szef nie poleci z nim w kałuże. Słuchał dalszych słów czerwonookiego i ten mu ciągle pochlebiał. Jego dowódca zachowywał się teraz jak jakiś lizus, mała żmije-czka która chcę się zaprzyjaźnić, albo chcę czegoś innego. Czarnooki trochę jeszcze tego nie pojmował, ale i tak musiał uważać, ostrożności nigdy za wiele.

Wreszcie padły ostatnie zdania ze strony Drake'a, który nie chciał go dłużej przetrzymywać, dlatego też zanim wojownik odleciał, powiedział także ostatnie słowa do niego:
-Dziękuje za te słowa otuchy. Mam nadzieję, że tobie też się nic nie stanie i tobie się przypadkowo nie omsknie ręka, heh. - wyszczerzył kły i odwracając już głowę w tłum panienek, wybił się z pięty i ruszył jak oszalały berserk. Wreszcie tyle czasu na to czekał, ich rasa żyła z walki i wzmacniania się wśród niej, dlatego też był ciekaw jaki efekt przyjdzie jemu. Po dotarciu na miejsce, wbił się dziko w grupę rozjuszonych bobasków, które nie wiedziały co mają robić i biły się między sobą. Kenzuran to wykorzystał, dlatego też zrobił obrót w powietrzu, kopiąc jednego w twarz, niestety nie spodziewał się, że ktoś trafi go w plecy i poślę na posadzkę.

Nie czekając ani dłużej, stworzył coś ala wybuch ki i zatrzymał się dosłownie przed podłogą, by jego twarz mogła w nią trafić. Odwrócił się szybko, unikając to kolejnych ciosów nieprzyjacielskiego kadecika. Brat Klen złowrogo warknął mu w twarz, a potem szybkim ruchem trafił go w nos, a drugim ciosem posłał go na ziemie, gdyż uderzył go w potylicę. Czarnowłosy szybko znów stanął na nogi i jednak to był zły pomysł, żeby tutaj tak sobie wparowywać, ponieważ liczba wroga była przewyższająca. Kątem oka dostrzegł czerwonookiego, który to także jako tako dawał sobie radę, ale to nie było o czym mówić, panienki były osłabione, dlatego było im łatwiej. Czarnooki znów pokazał wesoły grymas, a potem rycząc głośno, atakował to kolejnych osłabionych kadecików, lecz on także od czasu do czasu mocniejsze ciosy obrywał. Wiedział, że to nie jest zbyt łatwe i zawsze ktoś go może uderzyć w tył głowy, tak by stracić przytomność.

Syn Kellana jednak nie mógł na to pozwolić by ktoś go pokonał i musiał od czasu do czasu sprawdzać tyły, by na serio nie dostać w łeb. Kolejny blok przedramieniem, cios z dyńki i kolejny nokaut z jego strony. Pot ociekał mu z czoła, ciężko dysząc starał się też wypocząć, ponieważ nie chciał się za szybko zmęczyć. Ostrzał z ki blastów, który robili przedtem trochę ich wymęczył, a do tego jeszcze doszło mordobicie, po prostu wspaniale. Wreszcie Kenzuran skrzyżował ręce przed twarzą, osłonił się przed podwójnym kopnięciem ze strony dwóch kobiecinek, a potem szybko zmieniając pozycję, złapał obydwu za nogi i zderzył ich własnymi głowami. Nie wiedział jaką ilość jeszcze musi pokonać, ale przeczuwał że końca nie będzie widać. Zrobił kilka wyskoków tak by niczym nie dostać i chciał się zbliżyć do Altaira. Niestety, to też nie było takie łatwe zadanie, bo blokowali mu tutaj liczni wrogowie, przez których musiał przejść siłą.

To akurat nie było problemem, ale fakt, było ich strasznie dużo. W miarę, załatwił kilku, ale dostał porządnie po mordzie, jak i brzuchu. Po dotarciu do Drake'a, oparł się plecami o jego i powiedział:
-Ehh, ehhh... długo to jeszcze będzie trwało, nie wiem ile mogę tak wytrzymać...A jak z tobą....dajesz radę....?? - dyszał i starał się wyrównać swój oddech, gdyż nadal w ich stronę zmierzali przeciwnicy. Syn Kellana teraz jednego odkopał, lecz kara go spotkała i dostał w policzek, przez co ukruszył mu się jeden ząb i wypluł trochę krwi. Otarł szybko rękawicą kąciki ust i zaczął dalej blokować ciosy, tak by przy okazyjnie nie oberwał jego lider. Ogoniasty miał nadzieję, że te zadanie bardzo szybko się skończy, bo on także długo nie pociągnie, a sądząc też po wyglądzie Altaira, on tak samo nie utrzyma się długo.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Lis 22, 2016 12:29 pm



Mężczyzna po przekazaniu Altairowi wskazówek oraz tym jak ten wykonał to, do czego otrzymał te drobne rady mógł w spokoju odejść, by kontynuować dowodzenie swoją grupką.
Banda zniewieściałych kadecików dostawała porządne baty aż miło patrzeć, no przynajmniej wyższy rangą mógł sobie to z zadowoleniem obserwować. Nie minęło wiele czasu kiedy to rozpoczęła się prawdziwa bitka, w której trakcie wyższy rangą mógł podziwiać względną współpracę tego lepszego oddziału kadetów. Po pewnym czasie mężczyzna postanowił, iż pora to zakończyć.
-WYSTARCZY! USTAWIĆ SIĘ!
Zaczekał aż cała ta banda się zleci, a kiedy to nastąpiło przyjrzał się każdemu z osobna, aż w końcu wyjął zza pancerza pudełko, którego raczej żaden z nich nie miał okazji oglądać. Chwilę później owe pudełko wpadło w ręce czerwonookiego, który zapewne mógł być co najmniej zaskoczony, jednakowoż przełożony nie pozostawiłby tego bez wyjaśnienia.
-Nie ma czasu byście poszli się wyleczyć. W tym pudełku są pastylki, które wam pomogą. Dowódco, rozdaj po dwie każdemu ze swojego oddziału a ci, którzy potrzebują niech natychmiast jedną zażyją.
Kiedy to kapsułki były rozdawane, starszy stopniem przez chwilę zastanawiał się gdzie skierować obecnie ten oddział i już po chwili wpadł mu do głowy jakiś pomysł.
-Teraz przejdźcie na Arenę, będę tam na was czekał.
Po tych słowach mężczyzna jedynie zlecił innym uprzątnięcie tego ścierwa w postaci innych kadetów, a następnie opuścił pomieszczenie.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Lis 22, 2016 1:21 pm

Plan Drake'a powiódł się prawie w 100%. Co prawda, Kenzuranowi nie nakopali do dupy tak jak on chciał, ale sądząc po tym jakie lanie dostał i tak było wystarczające. Nie chował do niego urazy, nawet jeśli próbował byś śmieszkiem. W każdym oddziale jest potrzebny klaun prawda? Ktoś musi rozluźniać atmosferę, a nie wiedząc czemu, w głębi duszy uważał, że nie ma do tego lepszej osoby od tego saiyana. Tym bardziej, że chłopak nie był taki zły. Był w miarę posłuszny, coś tam kapował. Był silny. Idealny do wykorzystania jako ochroniarza, bądź zakapiora widząc to jak uwielbiał bitkę. Na pewno znajdzie mu coś do roboty. Tak jak teraz znalazł. Niestety uniknął pocisku bo ciągle go obserwował i ktoś inny dostał w tyłek, tak, ze aż podskoczył. No trudno. I tak to był trochę przypadkowy wystrzał. Nie spodziewał się, że w ogóle użyje ki blasta.
Parsknął śmiechem, gdy tamten wspomniał mu, że musi poćwiczyć tabliczkę dzielenia bo nie idzie mu to zbyt dobrze. Ten żart mu się udał.
- Nie martw się. To wyższa matematyka. Małe grupki to też są zespoły dwu-osobowe. Zresztą zobaczysz, że będziemy sobie raczyć niczym jeden oddział. Zaufaj mi.
Powiedział do niego. Jeszcze słysząc słowa odnośnie wsparcia gorzko się uśmiechnął. Oczywiście nie zostawi go samego, ale najpierw poczeka, aż mu nakopią do dupy, a dopiero potem ocali.
- Ależ oczywiście Kenzuranie. Nie przejmuj się takimi drobnostkami. Gdy będę widział, że potrzebujesz pomocy, a nasi skończą zabawę to wyślę do Ciebie niezwłocznie wsparcie.
W sumie nie kłamał. Nie zostawi go przecież na pastwię panienek które będą mu robić gangbanga.
Na jego kolejne słowa znowu się zaśmiał.
- Również mam taką nadzieję, że mi się ręka, albo noga nie omsknie.
Po tych słowach oboje zaczęli "walczyć" z ich rywalami.

Starał się oczywiście marnować jak najmniej staminy na to wszystko i dlatego tylko dobijał tych co starali się wydostać, dołączyć, albo odsapnąć. Jego zastępca za to walczył niczym berserker. Można rzec, że ich współpraca była idealna pod tym względem i robili to, co robiła ich cała grupka. Tak czy inaczej walka trwała, i jakoś dotarł do czarnowłosego opierając się o niego plecami, słysząc w jakim jest stanie nie wiedział czy się śmiać czy płakać. Oczywiście nie dlatego, że sprawiało mu radość to, że jego zastępca był lekko pobity. Ale raczej o to, że nawalał się w samym środku i dziwił się, że jest zmęczony i zastanawiał się ile to będzie trwało. A był taki chętny do walki.
- Bywało lepiej. Pozbyłem się jakichś krabów po drodze to ich liczba się zmniejszyła. Ale z tego co widzę nasi skończyli się bawić z tamtymi w piaskownicy.
Powiedział do niego i gdy widział nadlatującą pieść to zrobił unik tak, że pieść mogła, ale nie musiała trafić tamtego, na co on oczywiście zaczął dokańczać swoje dzieło.

Wkrótce tamci skończyli z tamtymi i dołączyli do nich. Chłopak od razu wysłał paru, by wspomogli małpiastego z bliznami. Co jak co, ale wciąż był jego dowódcą, i sądząc po tym jak wygląda, dostał już swoją karę. Była raczej wystarczająca, a nie będzie robił mu nie wiadomo czego. Nie jest taki. Ale na następny raz lepiej nich uważa. Rozumie na treningu, ale jakby oberwał na polu bitwy? Mogłoby to się skończyć dla niego bardzo, ale to bardzo źle. Przykładowo ładuje technikę, a tu Riverowi ręka się omsknęła i trafił w Altaira. Chyba nie trzeba dokańczać co by się takiego stało po tym prawda? W końcu jednakże po otrzymanym wsparciu, ich przeciwnicy zostali okrążeni i wykończeni tak, że każda z tych panienek leżała nieprzytomna. I walka się zakończyła. Ich dowódca widząc to ponownie krzyknął. Kurna, czy w wojsku zawsze muszą tak krzyczeć? Jak tak dalej pójdzie to ogłuchnie. Przecież panowała cisza po tej balandze. No nieważne. Drake od razu po usłyszeniu słów posłusznie się ustawił na baczność i zasalutował.
- Sir! Kadet Altair Drake i jego oddział meldują zakończenie zadania.
Powiedział za resztę bowiem to zazwyczaj dowódca grupy takie rzeczy mówi co jest zrozumiałe.

Wkrótce też wyjął jakieś dziwne pudełko. Krwistooki nie miał pojęcia co w nim może być. Mógł tylko się domyślać. Może jakaś mini nagroda? Albo coś w tym stylu. Był lekko zdziwiony, gdy otrzymał pudełko. Można rzecz, ze miał po części racje, była to mini nagroda i zarazem coś w stylu medykamentów. Czasu nie było, by poszli się uleczyć. Sądząc po swoim oddziale to raczej tylko Kenzuran potrzebował leczenia. Słysząc jego "rozkaz" zasalutował.
- Tak jest Sir! Dziękujemy Sir! Kadet Altair Drake i jego oddział Odmeldowują się!
Nawet nie zdążył dokończyć, bo ten po powiedzeniu, że idą na arenę od razu wyszedł. I zaczął rozdawać każdemu z osobna po dwie pastylki.
- Pamiętajcie żołnierze. Jak jesteście ranni to ją zażyjcie. Jeśli nie potrzebujecie jej to zostawcie sobie na później kto wie kiedy może Wam się przydać, ale też nie przesadzajcie. Mimo wszystko jak jesteście pewni, że jej nie potrzebujecie to polecam Wam je sobie zostawić bo kto wie, mogą Wam jeszcze uratować tyłek.
Po rozdaniu wszystkim podszedł w końcu do swojego zastępcy. Zawsze bowiem zastępca dostaje jako przed ostatni a dowódca na końcu. Tak działa dobry dowódca.
- Widzę, że jesteś lekko poturbowany więc Tobie radziłbym jedną zażyć. Możliwe, że bez tego Ciebie w ogóle nie wpuszczą na arenę. No i musisz być w pełni sił. Skoro idziemy na arenę oznacza to, że albo będziemy oglądać ważne walki pokazowe, w co w sumie wątpię, albo to my będziemy walczyć i to nas będą oglądać. Kto wie, może będzie nas oglądać elita. Widzieli jak walczymy razem w oddziale, ale w sumie nie wiedzą jak walczymy solo, bez wsparcia. Więc sądzę, że o to im może chodzić. Ale wybór jest Twój.
Sam wsadził sobie pastylki na zapas. Nie wiedział tylko, czy ma wywalić pudełko czy je komuś oddać, ale co ciekawe usłyszał głos jednego z elity, żeby je po prostu wywalił. Ale nie wiedział w sumie kto to mówił, tylko zauważył pelerynę w oddali i elitarną zbroję. Już miał je wywalać, gdy jego oczom ukazał się dosyć ciekawy napis. "Skutki uboczne" Altair je przeczytał, ale nie wiedział czy się śmiać czy płakać. Nie były najgorsze. Dlatego od razu je wywalił i pogwizdując jak gdyby nigdy nic ruszył do oddziału.
- Gotowi? Jeśli tak to kierunek arena! Za mną!
Powiedział do nich i ruszył ku wyjściu z sali treningowej, upewniając się, że każdych z nich idzie za nim.

OOC:
 


Ostatnio zmieniony przez Altair Drake dnia Sro Lis 23, 2016 3:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Wto Lis 22, 2016 4:42 pm

Bitwa toczyła się jeszcze przez kilka minut. Kenzuran nie dawał za wygraną, przy tym też osłaniał swojego lidera grupy. Czarnowłosy szybko ruszył w stronę Drake'a i ten akurat zaczął mu odpowiadać, kiedy złoił jakiegoś innego kadecika, który próbował go załatwić. Stwierdzał po prostu fakty, że to była podobno wysoki poziom matematyczny i inne głupoty, które teraz w ogóle im nie były potrzebne. Ogoniasty tylko potakiwał głową, ponieważ za bardzo nie chciał odpowiadać, miał ręce zajęte robotą. Po zdjęciu kolejnych panienek i zasadzeniami im mocnych kopniaków, czerwonooki wojownik odpowiedział na kolejne pytania. No i to rozumiał, dlatego też czarnowłosy szybkim ruchem pokazał kciuka do góry swojemu szefowi za te słowa, ale niestety załapał cios w policzek i poleciał trochę do tyłu. Zatrzymał się szybko delikatnym wybuchem ki, potem wybił się i odbił wroga gdzieś na innego damskiego kadecika, przez co obydwaj runęli na posadzkę sali treningowej.

Ostatnie słowa, które rzucił Drake na wiatr, to że tylko ręka albo noga mu się nie omsknie. Teraz Czarnooki wszystko akceptował z jego strony i przystąpił na nowo do ostrej ofensywy. Walka mogła trwać tak naprawdę aż wszyscy padną twardo na podłogę, lecz tak niestety nie było. Potyczka z dzieciarnią trwała jeszcze trochę, ponieważ Altair powiedzą jeszcze coś na temat pokonywania krabów, mówił oczywiście tutaj o kadetach. Brat Klen wszystko pojmował, dlatego też kiedy przeciwnik nadlatywał od strony czerwonookiego, szybko przysłonił go swoim torsem i odkopał wroga. Miał nadzieję, że jakoś teraz mu wybaczy za tamten myk z omsknięciem ręki, a może i nie? Kenzuran teraz to nie obchodziło, ważne że ochronił go swoim ciałem i był z tego zadowolony. Czarnowłosy był z siebie dumny, pewnie jego staruszek też by był ucieszony, jakby żył aczkolwiek nie wiadomo cię właściwie z nim dzieję.

Ogoniasty odetchnął jeszcze chwilę i kiedy chciał zrobić szarżę na kolejną niewielką grupkę młodzików, powstrzymał go silny krzyk saiyanina z majestatyczną peleryną. No cóż, to był mus, dlatego też Syn Kellana podleciał do swojej tak zwanej przez niego specjalnej grupy i wszyscy teraz stali na baczność. Oczywiście jak zwykle ich szef musiał się wysunąć pierwszy, ponieważ dostał zapewne jakąś nagrodę, która znajdowała się w niewielkim pudełku. Czarnooki tylko jedynie dosłyszał, że mają się udać na arenę i tam czekać na dalsze rozkazy. No i wszystko powoli zaczynało się wyjaśniać, więc kiedy ogoniasty chciał się tam udać, jak zwykle pan dowódca musiał zebrać wszystkich w kupkę. Po odczekaniu niedługiej chwili, wreszcie Altair zwrócił się do niego i podał mu jakąś małą pastylkę. Młody Saiyanin raczej nie miał innego wyboru, dlatego też niechętnie się na to zgodził i łyknął małą naparstkową tabletkę i odczuł że czuję się o wiele lepiej niż dotychczas. Drugą zaś włożył pod swoje umundurowanie, tak by ta niechcący się nie zniszczyła albo nawet zgniotła. Wreszcie, po usłyszeniu ostatnich jego słów, całą grupą opuścili salę treningową i pokierowali się na arenę, gdzie czeka na nich wysoki rangą rodak.

z/t - Arena
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Lis 23, 2016 2:52 am

Po znalezieniu się na schodach, Syn Kellana wreszcie szybko nimi zszedł i od razu pomknął ku sali treningowej, bo nie wiedział po co niby miałby wracać na arenę. Wiedział też, że wszyscy młodzi kadeci się zbierają w pomieszczeniu, gdzie to odbywają się właśnie treningi. Kenzuran cicho mruknął do siebie, a potem odczuwał, że dziwnym trafem, nikt go nie obserwuje, jeszcze nie spotkał dotychczas ani żywej duszy na korytarzu.. Kiedy przechodził tak tym korytarzem, słyszał jakieś szepty i chichy, zapewne chodziło o jego niemiły incydent na arenie. Teraz Brat Klen wiedział, że przez naprawdę długi okres czasu, będzie dość rozpoznawalnym kadetem ze specjalny grupy, którą dowodził Altair. To była tylko jego wina, że w ogóle przyjął te cholerne pigułki i je zażył, gdyby nie to, nie byłoby z tym takich problemów, ale coś spowodowało niemiłe reakcję łańcuchowe w jego brzuchu i puf, apokalipsa się zaczęła.

Ogoniasty teraz będzie musiał znosić wyzwiska, śmiechy i inne jeszcze makabryczne rzeczy, ale cóż, musiał stać twardo i nie przejmować się tym. Nawet jeśli jego duma została trochę zachwiana, to on wiedział że tak łatwo nie da jej złamać i pokazać, że ród Riverów jest nieugięty. Z poważną miną na twarzy, młody saiyanin po upływie kolejnego czasu jaki mu zleciał, wreszcie dotarł na miejsce, czyli sali treningowej. Odczuwał, że będzie na nim padało wiele wzroków, kiedy tylko wtargnie do środka, dlatego też nie będzie się mógł nimi przejmować i od razu ustawić się tam gdzie będzie znajdywała się jego grupa. Kenzuran z delikatnym poważnym wesołym grymasem na twarzy wreszcie dotarł przed wejście, dlatego też odczekał odpowiedni moment, aż wreszcie drzwi mu się rozsunęły na boki i sala stała przed nim otworem. Po znalezieniu się na niej, nie widział nikogo, możliwe że jeszcze nikt nie wrócił do Ośrodka szkoleniowego, gdyż to była jego wina? Wojownik trochę tego nie pojmował, dlatego też ustawił się gdzieś w miejscu, gdzie zazwyczaj jego grupa miała miejsce, stanął na baczność i wyczekiwał momentu w którym ktokolwiek się pojawi.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Lis 23, 2016 2:30 pm

Już po chwili stania w samotności kadet mógł zorientować się, iż w całym budynku nie ma nikogo oprócz niego. W tej właśnie chwili do pomieszczenia wparowało kilka osób odzianych w białe ochronne kombinezony i zaczęli dezynfekować wszystko łącznie z samym kadetem. Tak nawet sprawca tego okropnego smrodu został zdezynfekowany. Choć najpierw dosłownie siłą pozbawiono go jego ubrań, które zostały poddane oddzielnej dezynfekcji a dopiero później kompletnie gołego saiyanina potraktowano środkiem dezynfekującym. Zaraz po tym panowie w bieli ulotnili się z pomieszczenia, by zająć się dalszą pracą.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Lis 23, 2016 4:05 pm

Kenzuran niestety kiedy tak stał i czekał, nie spodziewał się, że będzie miał niespodziankę. Dziwił go jedyny fakt, który mówił sam za siebie, że teraz aktualnie nikogo nie było we wnętrzu Ośrodka, zapewne przez to, że były jakieś wycieczki albo wszyscy po prostu wypoczywali gdzieś tam w swoich ulubionych miejscach. Czarnowłosy tylko wzruszył ramionami, a potem wreszcie rozluźnił postawę, gdyż nie wiedział kiedy konkretnie zjawi sie jakiś trener. Ciężko mu także było stwierdzić, czy są tutaj jakieś kamery monitorujące różne pomieszczenia na tym wielkim obiekcie szkoleniowym, dlatego też zaczął chodzić po sali, od jednej ściany do drugiej. Po upływie kilku minut, wreszcie ogoniasty zatrzymał się, bo go to po prostu znudziło. Zapewne z chęcią bym sobie trochę poćwiczył, lecz wpierw wolał się rozgrzać, od tak sobie. Nie spodziewał się jednak takie sytuacji, że do pomieszczenia po chwili wtargnie jakaś grupa saiyan w dość dziwnych przebraniach.

Posiadali białe kombinezony, wraz z maskami które pozwalały im oddychać prze butle, które to zawierały zapewne tlen. Syn Kellana nie wiedział zbytnio o co może chodzić, ale wyglądało na to, że Ośrodek był poddawany jakiemuś odkażaniu, dlatego też nie chciał im przeszkadzać i chciał po prostu wyjść stąd. Niestety, został przez nich powstrzymany, a potem jeszcze na dodatek trzymali go i zaczęli rozbierać. W ogóle ich nie rozumiał, ale na szczęście nie wstydził się stać przed nimi na go, więc podrapał się tylko po swojej czuprynie i westchnął. Odczuł po chwili jak jeden z nich popryskał go jakimś środkiem, który znajdywał się w dość specyficznym pojemniku i został wystrzelony w jego stronę. Wojownik chciał się obronić, ale wolał poczekać, dlatego też mruknął i zauważył że drugi rodak odkaża jego ubrania. Przynajmniej będą bardziej czystrze niż powinny, dlatego też w sumie cieszył się nawet z tego powodu.

Kiedy jeszcze upłynęło trochę czasu, wreszcie najwyraźniej jego pobratymcy zakończyli tutejszą robotą i ulotnili się w inne miejsca, albo może i nawet odpocząć, cholera ich tam wiedziała. Brat Klen wypuścił z siebie powietrze, a potem podszedł tam gdzie jego ubranie zostało rzucone i na nowo się ubrał. Wszystko założył, posprawdzał czy jest okej i stwierdził, że nic mu innego nie pozostaje niż dalsze czekanie w samotności. Młody saiyanin nigdy się nie spodziewał takiego faktu, że w tym pomieszczeniu będzie tak wiało ciszą i spokojem, jak nigdy dotąd. Odczuwał dziwny dreszcz, który przeszedł po jego plecach, ale potem ogarnął się i wiedział, że nie ma tutaj u nich czegoś takiego jak duchy. Kenzuran poważnym wzrokiem spoglądał tutaj na lewo i prawo, a potem wiedział już że na pewno jest niestety sam jak palec. Skrzyżował ręce na wysokości torsu, a potem stając na środku, mógł tylko wyczekiwać aż ktoś się wreszcie zjawi, a wiedział że na pewno trochę to potrwa.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Lis 23, 2016 7:20 pm

Młody wojownik razem ze swoim oddziałem ruszyli w kierunku sali treningowej. Nikomu z nich nie było do śmiechu. Nawet jeden uśmiech nie pojawił się na ich twarzy. Może to dlatego, że sprawca tego armageddonu, nie tylko należał do ich oddziału, ale był ich zastępcą. Cieszyli się z całego serca, że nie został mianowany dowódcą, bo chyba by prosili o przeniesienie. W sumie Altair sam, pragnąłby o przeniesienie również. Ale skoro jest liderem to nie może tego zrobić. Pan blizna nawet nie jest taki zły, jeśli chodzi o walkę. Nadaje się, do ochrony albo spuszczania łomotu. I w sumie więcej od niego nie potrzebuje. Będzie myślał za nich dwóch. Tylko ciekawiło go to, czy zdołał osiągnąć te shitkai...to znaczy zenkai! Ehh teraz wszystko będzie mu się mylić.

Wkrótce wkroczyli do pomieszczenia. Było to czysto jak nigdy. Aż się błyszczały jak jajca Oozaru. Nie, żeby coś takiego widział. Bue. Ale tak słyszał...no nieważne! Ważne, jest to, że byli na miejscu. Co ciekawe wkrótce dojrzali znajomą mordę. Celebrytę na skalę globalną! Kenzurana we własnej osobie! Rozpierała ich duma i zaszczyt, że byli z nim w jednym oddziale. No dobra to nie prawda. Sami zresztą nie wiedzieli co zrobić. W końcu postanowili do niego dołączyć i ustawili się, rozluźnieni, ale gotowi do baczności i salutu.
- Yo.
Każdy z jego oddziału głupkowato się uśmiechał, w kierunku ich bohatera, albo wręcz chichrał cichutko. Tylko Drake się nie śmiał. I teraz zastanawiajmy się czemu tak było. Czy przez to, że był w samym centrum wydarzeń, czy dlatego, że to był jego zastępca? To zostanie zapewne pytaniem bez odpowiedzi. W końcu jednakże uniósł rękę, na znak, że mają być cicho. Zapewne pamiętając to jaki był na siłowni to każdy się uciszył i przestał głupio uśmiechać. Chociaż zrobili to bardzo niechętnie.
- Jak się czujesz?
Zapytał w końcu swojego podkomendnego. I tym razem był dziwnie cicho i mówił niewiele. Jakby nie był sobą. Interesujące.
- Coś czuje, że będziesz sławny.
Dodał jeszcze na koniec.
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Sro Lis 23, 2016 11:56 pm


Po pewnym czasie w sali treningowej ponownie jawił się saiyanin z majestatyczną peleryną. Mężczyzna wyglądał jak nowo narodzony, a jego zbroja wręcz lśniła po wyczyszczeniu, wyglądając tak, jakby dopiero co ją zrobiono. Czarnowłosy podszedł do grupki kadetów i zatrzymał się naprzeciw nich, kierując nań wzrok.
-Czuję, że wszyscy przestaliście już capić gównem. To dobrze, bardzo dobrze.
Założył ręce za plecy, po czym zlustrował wszystkich swym przeszywającym spojrzeniem aż zatrzymał swój wzrok na Altairze, który nadal nie wyglądał najlepiej po całym tym zagazowaniu.
-Jeśli nie czujesz się na siłach, możesz pójść do ośrodka medycznego. Tam na pewno szybko ci pomogą.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 12:38 am

Kenzuran widział, że wreszcie ktoś się zaczął zjawiać, po upływie prawu dwudziestu minut. Przyszła wpierw jego specjalna grupa, która to jak zwykle jest na czas. Czarnowłosy także zauważył, że inni kadeci, jak i trenerzy także zaczęli pojawiać się na sali treningowej, a na dodatek, wszyscy byli czyści i pachnęli środkiem dezynfekującym. Ogoniasty wreszcie zauważył, że jak się mają wziąć za dobrą robotę, to się biorą, dlatego nie mógł uwierzyć że nadal się tutaj znajdował. Syn Kellana usłyszał ze strony swojego szefa słowa przywitania. Ten miał wszystkiego dość jak na ten dzień, dlatego też dziko prychnął i nic nie odpowiedział. Mógł usłyszeć jakieś cichy i szepty, pewnie oczywiście dotyczące jego osoby. Nie dziwił się, przez jego incydent na arenie, stanie się znany, tylko przez to że postawił dość sporego kloca na piasku. Wszyscy się z niego będą śmiali, ale brat Klen ma wszelakie nadzieję, że jakoś uda mu się któregoś dnia tak wyróżnić, że jego pobratymcy będą mieli potem jakiś szacunek do niego.

Czarnooki usłyszał pytanie, które brzmiało jakby ktoś się o niego zamartwiał. Uniósł tylko brew do góry, machnął dziko ogonem i nadal nic nie odpowiadał, to było po części wina Drake'a, że wcisnął mu w ogóle te tabletki albo o czymś nie powiedział. Młody Saiyanin już po jakimś upływie czasu, wiedział że ktoś musiał maczać w tym palce i te pigułki nie były na pewno tylko od leczenia, tylko jeszcze od czegoś innego. Nie miał zamiaru zanurzać się głębiej w ten temat, dlatego też zlał ostatnie słowa czerwonookiego. Po upływie kilku minut, wreszcie nawet zjawił się starszy rangą wojownik z majestatyczną pelerynę u swojego tyłu. Kenzuran wywnioskował, że ten podszedł do nich, zlustrował ich raz a dobrze, aż wreszcie im nawet odpowiedział. Wojownik chciał mu coś odpowiedzieć, ale chciał to jak na razie zachować dla siebie, nie był jeszcze gotów stawać na przeciwko kogoś kto na pewno jest dziesięć razy silniejszy od niego.

Ogoniasty dostrzegł, że ten trener, jeśli w ogóle nim był, podszedł do Altaira i zapytał się czy może nie czuję się na siłach by trenować. Czemu zapytał tylko jego, przecież reszta osób także odczuwała niemiły zapach i co poniektórzy, a nawet większość była w epicentrum całego wydarzenia. Czarnowłosy w ogóle tego nie rozumiał, a kto niby jego zapyta o zdanie czy dobrze się czuje? Jemu było najgorzej i najciężej z tego powodu, bo przez takie gówno jakie zostawił po sobie, mógłby się zakopać pod siebie, ale tego nie zrobi. Jego duma i tak już dużo wycierpiała, ale będzie musiał coś zrobić by ją sobie jakoś odbudować, by nie psuć szacunku do nazwiska River. Syn Kellana teraz tylko i wyłącznie wyprostował się dokładniej, patrzył przed siebie i czekał na dalsze wydarzenia.
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 1:16 am

Teraz się nieźle poddenerwował. Ta menda olała każde jego pytanie. No co za suka! Ten się miło przywitał. A tamten odpowiedział mu prychnięciem. Co za chamidło. Ale dobra, ostatni raz się z nim przywitał. Krwistooki, był takim typem, że głęboko chował urazę, i był wdzięczny za najdrobniejsze pomoce. Na szczęście w przeciwieństwie do innych jest spokojny. To tylko przywitanie. Skoro go zlał to sam również go na następny raz oleje i tyle. Na to, że będzie znany też mu nic nie odpowiedział. W sumie w tym wypadku nie dziwił mu się i akurat o to, żalu nie miał. W końcu przez niesławę może mieć różne rzeczy. Kto wie, może akurat będą dobre. Może będzie czyimś idolem? Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Są w końcu saiyanie i parapety. Na jego pytanie odnośnie tego, czy dobrze się czuł, też nic nie odpowiedział. Normalnie żyłka by się pojawiła na jego głowie, ale na szczęście chociaż było blisko to, nic takiego się nie ujawniło.
"- Tylko spokojnie. Nie mogę się dać wyprowadzić mu z równowagi."
Powiedział w swoich myślach i wziął większy oddech. Ten chciał dobrze. Martwił się o podkomendnego. A co dostał? Mała, chamską, wredną, prostacką, panienkę. Skoro nie potrafi nawet normalnie odpowiedzieć, gdy ktoś stara się zapytać jak się czuje, to nie świadczy to o nim dobrze.
"- Zapamiętam to Sobie."
Niech się River nie martwi. Z czasem odwdzięczy mu się tym samym. Zawsze się odwdzięcza, nie ważne kto co mu da, bądź zrobi. Na następny raz, nawet jak mu flaki będą wypływać z brzucha, to uzna, że wszystko z nim dobrze. Skoro żyje, czyli wszystko jest w porządku.
"- A pyta z Tobą!"

Postanowił olać tę sprawę, i po prostu nie odezwał się do niego więcej ani słowem. Można powiedzieć, że walnął na niego focha i to z przytupem. W sumie jak wszystko sobie poprzypominał to i tak chciał wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymał. W końcu zjawił się ich dowódca. Jego peleryna lśniła jak Kenzuran po...a nie będzie kontynuował tego słabego żartu. W sumie błyszczała bardziej, niż poprzednio. Oczywiście, gdy się zjawił to stanął na baczność z oddziałem i zasalutowali.
- Sir!
Gdy ten wspomniał, że wszyscy przestali capić, a następnie dodał, że to bardzo dobrze, to nie wiedząc czemu, ale chciał wybuchnąć śmiechem. Jednakże stała się rzecz nieprzewidywalna. Której się nie spodziewałby nawet we własnych snach! Ten dowódca, zapytał się go, czy wszystko w nim porządku. Drake przez ten szok, nie wiedział co odpowiedzieć. Gdyby był dziewczyną to by się zaczerwienił. Ale nie był, więc to by wyglądało co najmniej dziwnie. Także pokiwał głową i lekko się uśmiechnął.
- Jestem wdzięczny za troskę Sir. Jednakże, wszystko ze mną w porządku. Chociaż to dziwne, zważywszy, że byłem w całym tym epicentrum. Kto wie, może czuwała nade mną jakaś opatrzność.
W co sam nie wierzył zbytnio, ale tak się często mówi. Takie powiedzonko. Mimo to w oczach pojawiła się wdzięczność do dowódcy. Nie spodziewał się tego. A jak wyżej wspomniane, Altair takich rzeczy nie zapomina. Popatrzył się na swój oddział i gdy Ci pokiwali głową, że jest okey, to się nie odzywał. Bo normalnie chciał zapytać, czy może ktoś z jego oddziału nie czuje się na siłach. Każdy jednakże, był w pełni sił. Altair ponownie zasalutował wciąż stojąc na baczność.
- Oddział Kadeta Altaira Drake'a jest gotowy Sir i czeka na dalsze rozkazy!
Powrót do góry Go down
NPC

avatar

Liczba postów : 298
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 12:24 pm


Na odpowiedź kadeta jego przełożony jedynie skinął głową a zaraz po tym kazał całej grupce odwrócić się. Kiedy to zrobili mogli od razu zauważyć przed sobą grupę kadetów, którzy najwyraźniej porzucili dodatkową ochronę, którą dawały im kombinezony treningowe i ćwiczyli tylko w samych uniformach. Saiyanin z majestatyczną peleryną nakazał owej grupce się zbliżyć a ci natychmiast podbiegli, przed całą grupę wysunął się jeden, który wyglądał na takiego, który posiadał jako takie doświadczenie. Ci bardziej kumaci wśród świeżaków mogli odnieść wrażenie, iż musi on być kimś, kogo albo zdegradowano za przewinienia, albo był wśród kadetów już bardzo długo. Ten, że osobnik stojący na przedzie od razu wydał polecenie grupie, a ci razem z nim zaprezentowali wręcz idealny salut.
-Po jednym z każdego oddziału wystąp.
Kiedy padł ten rozkaz dowódca czekał spokojnie, aż z każdej grupy wyłoni się po jednym rekrucie. Chciał przeprowadzić im małe sparingi, by mogli sobie powalczyć, a on ocenić ich potencjał. Zaraz po tym, jak po jednym z oddziałów wystąpiło, to pozostali zostali odesłani na bezpieczną odległość. Kiedy tamci byli wystarczająco daleko to wyznaczeni otrzymali od generała sygnał do rozpoczęcia walki.

OOC:
 
Powrót do góry Go down
Altair Drake
Starszy Kadet
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 18/05/2015
Age : 22
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz:
Walka Bronią:
Kontrola KI:

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 3:25 pm

Wojownik spokojnie czekał na dalsze rozkazy. Jego dowódca kiwnął tylko głową. Oprócz tego kazał mu im się odwrócić, na co Drake dał sygnał i cały oddział idealnie obrócił się tak jakby teraz trwała jakaś musztra. Trzeba przyznać, że idealnie to zrobili. Głównie to dlatego, że po tym "egzaminie" byli strasznie, ze sobą zżyci i ich współpraca była naprawdę dobra, tym bardziej gdy uciszali panienki które były na pikniku. Do tego nie chwaląc się, czerwonooki był świetnym dowódcą. Może nie był, aż tak silnym wojownikiem, ale cóż. Od tego będzie miał innych. Tak czy inaczej, po odwróceniu się dojrzeli kolejny oddział o podobnej wielkości, może trochę większy. Dziwiło go to, że nie mieli na sobie pancerzy. Czyżby po prostu chcieli łatwiejszy trening? Bo pancerze utrudniały to, dzięki czemu było ciężej. A to ważne w dobrych treningach. A może zwyczajnie ich nie potrzebowali? Ale chłopak spodziewał się o co chodzi. Są saiyanami. Skoro spotkały się dwie grupki to oznaczało to tylko jedno. Cóż. Pan z bliznami i reszta oddziału na pewno się z tego ucieszą. Bowiem to do czego niedługo dojdzie to będą sparingi. Albo oddział na oddział, albo pojedyncze, lecz stawiał na to drugie. W końcu już widziano ich walki wspólne, a co do walki Altaira i Kenzurana to została...brutalnie przerwana. Na co sam westchnął. Niby lubił walczyć i się mierzyć z innymi, ale też nie był głupcem który żył tylko i wyłącznie pojedynkami. No nic. Niech rozpocznie się gra!

Wkrótce na przodzie znalazł się ich dowódca, który oczywiście wyglądał na starszego od młodzieńca no i wyglądał na takiego co swoje przeszedł. Wyglądał normalnie. Był średniego wzrostu, ale i tak wyższy od młodego, i szerszy w barach. On sam wyglądał przy nim jak taki typowy nastolatek. W sumie przy każdym tak wyglądał, ale to tak przy okazji. Spodziewał się, że był starszym kadetem. Głównie to starsi kadeci dowodzili oddziałami innych kadetów. Czerwnooki podobno był wyjątkiem. Ale kto wie, może ten gość również był takim wyjątkiem. Splótł dłonie za swoimi plecami, jeszcze bardziej wyglądając na dowódce. Gdy tak nad tym wszystkim myślał, to albo to był starszy kadet, albo kadet który wcześniej miał o wiele wyższą pozycję i został zdegradowany. Lub też to był wieczny kadet. Czy to ważne? Trochę tak.

No, no. Zaprezentowali dość dobry salut. Chociaż on sam uważał, że jego oddział i tak był w tym lepszy. Zważywszy, że w wojsku często wojownicy, witali się salutami, to mimo wszystko dał znak, by zrobili to samo, na co jego drużyna, na pewno zrobiła równie dobry. W końcu ich dowódca powiedział, żeby każdy z nich wystąpił. Chłopak się zastanawiał czy najpierw nie wypuścić losowego kompana, i sprawdzić ich siłę, ale wpadł na znacznie lepszy pomysł. Stanął dumnie, niczym lider na polu bitwy, przywódca który wysyłał swoich żołnierzy na pojedynki na śmierć i życie. Oczywiście takie nie będą, ale ze splecionymi dłońmi za plecami wyglądał mimo wszystko epicko. A przynajmniej tak mu się zdawało. Wręcz biła od niego aura, tego kto jest wręcz urodzony do przewodzenia innymi.
- Kenzuran River.
Wypowiedział jego imię, nawet się nie odwracając, ale oprócz tego dodał jeszcze jedno.
- Twój rozkaz. Odnieś zwycięstwo.
Dodał mu lekkiej otuchy, a przynajmniej, tak uważał, bo skoro udał, że wydaje mu rozkaz to ma wygrać. Często to działa tak, że wojownicy lepiej walczą. No i chciał wydawać się takim typowym dowódcą.
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 4:45 pm

Kenzuran nie spodziewał się, że ten dostojny saiyanin tak długo będzie wymieniał zdania z jego przywódcą. Nie dziwił im się, wreszcie przecież chyba tamten jako tako mu pomagał. Czarnowłosy mimo to, nadal stał wyprostowany i wyczekiwał co przyniesie dalsza konwersacja pomiędzy saiyaninem z peleryną na plecach, jak i czerwonookiego. Czarnooki nadal tak spoglądał i tylko trochę stał bliżej ich, lecz nic nie mógł usłyszeć. Trochę mu było przez to szkoda, ale starał się tym nie przejmować i wyczekiwał na dalsze polecenia, wraz ze specjalnym oddziałem, który stał za nim i także wyczekiwał. Niestety, nie mógł nadal zapomnieć tego wszystkiego co się wydarzyło na arenie, na dodatek właśnie w tym momencie, trochę jego tyłek zaczął go pobolewać, jak i szczypać. Ogoniasty mógł jednak ruszyć cztery litery do kliniki, by mu dali chociaż jaką maść na otarcie, ponieważ nie zrobił małej kupki. 

Syn Kellana zobaczył, że jakiś rozkaz właśnie zostaje wydany, dlatego wszyscy odwrócili się w jedną stronę i stanęli na baczność, tak jak im kazano. Brat Klen dostrzegł jakiś młodych kadetów, pewnie także początkujących, którzy nawet nie posiadali kawałków uzbrojenia na uniformach. To było trochę dla niego dziwne, bo przecież pancerz polegał na tym, by chronić co poniektóre części ciała. Wojownik tylko i wyłącznie westchnął, po czym wyczekiwał dalszego przebiegu tych wszystkich zdarzeń, które zaraz się zaczną. Młody Saiyanin nie spodziewał się, że z tamtej grupy ktoś wyjdzie na ich czoło, czyli innymi słowy przód. Wywnioskował to wszytko, przez sam fakt, że najwyraźniej wysoko postawiony rodak miał jakieś plany względem ich sparingów, albo czegoś takiego. Niestety ale Kenzuran miał dobre przemyślenia co do tego, gdyż zaraz po tym jak tamten wyszedł na przód, pobratymiec ze szmatą przyczepioną do pleców, powiedział że z każdej grupki ma wyjść po jednej osobie.

 Czarnowłosy wiedział, że to na pewno nie będzie jego walka, gdyż on już miał za sobą niemiłe chwile na arenie, nie miał zamiaru powtarzać tego samego drugi raz. Tym razem jednak wiedział, że nie zostanie wybrany, lecz jego podświadomość podpowiadał mu, że niestety tak będzie. Po dosłownie upływie chwili, usłyszał słowa swojego szefa, za co teraz bardzo chciał go kopnąć w cztery litery. Nie spodziewał się, że ten akurat wybierze niego, przecież jeszcze miał do wyboru osiemnastu innych kadecików, ale musiało niestety paść na niego. Wystąpił niestety jeszcze bardziej przed szereg, mimo to że i tak nie stał równo wraz ze swoim tak jakby oddziałem i podszedł do Altaira. Kiedy stanął obok Drake'a, ten odezwał się w jego stronę. Ogoniasty rzucił oczami, a potem odpowiedział:
-Taa, na pewno mi się przyda, dzięki. - odpowiedział, a potem chciał go normalnie udusić gołymi rękami. Syn Kellana jednak ten pomysł odrzucił, wypuścił z siebie powietrze i pokierował się tam, gdzie czekał już inny kadecik z drugiej ekipy młodziaków. Stanął przed nim i widział, że obydwie grupy zaczęły się oddalać od miejsca, by zrobić im trochę terenu do sparingu. Brat Klen musiał się szykować na najgorsze, ale miał nadzieję że to wszystko nie wyjdzie mu tak źle jakby to sobie wyobrażał. Po chwili ciszy, usłyszał on słowa rodaka w majestatycznej pelerynie, który powiedział:
-Zaczynajcie! - powiedział donośnym tonem i stanął sobie obok grupki, która należała do czerwonookiego. 





Kenzuran ustawił się w pozycji do walki, ale niestety nie spodziewał się tak szybkiej reakcji ze strony swojego przeciwnika. Ruszył się tak błyskawiczne, dosłownie nie można było go dostrzec, albo po prostu oczu Czarnowłosego świrowały i mógł go dostrzec, tylko że nie chciał. Wróg wystrzelił pierwszy pocisk, który trafił czarnookiego w udo i ten gdy próbował ucieczki, ta niestety nie wyszła. Nie mógł się przez chwilę ruszyć, ponieważ kulka ki go dość mocno zabolała, ale to jeszcze nie był koniec tego wszystkiego. Kolejny pocisk mocy śmignął w jego stronę i trafił go w lewe ramię, przez co jego obrona została bardziej osłabione. Na zakończenie tego chamskiego ataku, jego oponent wystrzelił ostatni pocisk energii, który trafił go niestety w twarz, bardziej w jego oczy i ten nie mógł nic zobaczyć. Został oślepiony, lecz gdy już wróciło mu czucie w ramieniu, szybko przetarł swoje ślepia i można było stwierdzić, że miał delikatnie osmaloną twarz.Jednak to nie był jeszcze koniec niespodzianek ze strony jego wroga, ponieważ ten gdy sobie czyścił twarz, dostał kilka porządnych szybkich ciosów i trochę przesunął go do tyłu tymi atakami. Wojownik zauważył, że tamten nagle jeszcze odbił się kopniakiem od niego i uniósł się dzięki temu w powietrze, po czym po prostu od tak, lewitował sobie nad nim.
Wkurzony tym wszystkim młody saiyanin miał zamiar skopać mu za to bardzo mocno cztery litery, a na domiar tego, usłyszał słowa swojego przeciwnika:
-Nieźle robaczku, ale zobaczymy jak długo jeszcze pociągniesz - powiedział i na jego twarzy widniał bardzo wredny uśmieszek. Kenzuran napiął wszystkie mięśnie z całych sił, po czym wybił się z jednej pięty i poszybował w jego stronę. Nie miał zamiaru się z nim cackać, wiedział że nie może wyciągać na początek czegoś mocnego, ale był wkurzony i nie potrafił nad tym zapanować. Ogoniasty także z wrednym grymasem zrobił blef, który miał na celu zmylić przeciwnika. Kiedy to szarżował w jego stronę, to tak naprawdę go wyminął i poleciał za niego. Przez to wszystko, oponent trochę zgłupiał i odwrócił się do syna Kellana, gdy ten już wracał i trafił go kolanem w brzuch. 


Nieprzyjaciel delikatnie zgiął się przy żołądku, po czym zobaczył jak młody saiyanin zlatuje w dół i chwyta go mocno za nogę. Nie pierdzieląc się z nim dłużej, brat Klen pociągnął wroga na dół i wbił go całym ciałem w podłogę sali treningowej. Na domiar tego i zakończenie tego całego kombosa, zrobił kilka salt do tyłu i wystrzelił swoje dwa złote pociski ki, które wybuchły na jegomościu. Powstała niewielka eksplozja, która zapewne troszeczkę poraniła plecy jego oponenta i przysłania teraz całe jego ciało. Czarnooki teraz przybrał pozycję do obrony i wyczekiwał na dalsze ruchy swojego przeciwnika. Nie wiedział co go jeszcze czeka, ale ostrożności nigdy za wiele, dlatego też uśmiechnął się w duchu do siebie i starał się myśleć pozytywnie, że wszystko mu wyjdzie i pokona gnoja, który myśli że jest lepszy.



OOC:
WRÓG:
 Szybki + 3 ki blasty - 75+20=90
HP: 320
KI: 260




JA:
Atak potężny + 2 Ki blaty = 60+50=110
HP: 225
Ki: 40
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 7:04 pm

Kenzuran niestety nie spodziewał się, że wszystkie jego popisowe numery zostały zablokowane. Czarnowłosy tak naprawdę trafił w dwie dłonie, które zablokowały napór jego kolana na brzuch, a potem gdy chciał go złapać, ten po prostu zmienił swoją pozycję. Szczwany był lis z jego przeciwnika, ale on wiele także i się nauczał. Ogoniasty mógł także stwierdzić, że jego ki blasty zostały zablokowane skrzyżowaniem rąk przed twarzą u jego oponenta. Zaklął po cichu, a potem mógł stwierdzić, że jego wróg stoi i ma się całkiem dobrze. Syn Kellana zacisnął kły ze złości, a potem zobaczył że przeciwnik pojawia się przed nim i dokładnie wymierza cios. Brat Klen nawet nie zdołał się przed nim obronić, czy też mógł zrobić unik, dlatego wykorzystał to inaczej. Otrzymał pierwszą pięść, lecz następną oddał mu z nawiązką. Kontra teraz była dla niego jednym jedynym ratunkiem, dlatego też wysunął się na przód i zadał jeszcze mocniejszy cios w jego twarzyczkę.

 Saiyanin, który wyglądał na nowicjusza, zapewne trochę się zdziwił, ponieważ nie spodziewał się że Kenzuran także potrafi szybko się uczyć niektórych rzeczy. Ogoniasty wreszcie zachichotał do siebie, a potem nie przestając swojego kontrataku, ryknął z całych sił i napierał na przeciwnika z pełnej pary. Rodak bez zbroi obrywał i obrywał, ponieważ czarnowłosy nie miał zamiaru już mu dawać luźnych lekcji, szedł z nim na całość. Pięść za pięścią, kop za kopem nadchodził z każdej strony, ponieważ wrzała w nim gorąca krew, która pobudzała go do dalszej potyczki. Czarnooki wreszcie wypuścił powietrze, poobijał go jeszcze po torsie, jak i żebrach, a potem tworząc młot z rąk, wbił swojego oponenta w ziemie. Syn Kellana wreszcie wylądował przy nim i nie zakończył ów tej kombinacji, gdyż podbił go do góry i zaczął go jeszcze masowo podbijać swoimi atakami coraz wyżej. 

Wreszcie złapał go za fraki uniformu i powiedział w jego stronę:
-No i kto teraz jest robaczkiem, hmm? - powiedział w jego stronę z ząbkami wystawionymi przed siebie. Trzymał go jeszcze tak przez chwilę, a potem walnął go z dyńki, używając do tego swojego czoła, mimo iż on wraz z nim nadal wysieli w powietrzu. Po zadaniu mu ciosu, nadleciał nad niego i ustawiającem się tak jakby bokiem w w powietrzu, ze skosa zadał kopnięcie w jego bark i posłał swojego wroga ku ziemi. Wiedział, że ten może stworzyć sobie możliwość wybuchu ki i się zatrzymać przed ziemią, dlatego też robiąc korkociąg, zapikował w jego stronę i ponownie używając swojej głowy, wbił mu się w splot, posyłając go tym razem jeszcze szybciej ku podłodze sali treningowej. Można było usłyszeć mocne walnięcie, jak i chrzęst kości, nic dziwnego jak jego przeciwnik właśnie zrobił niewielkie wgniecenie w ziemi. Wylądował niedaleko jego i łapiąc dech w piersi, wyczekiwał jeszcze jakiś pyskatych tekstów w jego stronę. Ogoniasty wiedział, że raczej temu będzie ciężko się odpowiadało, gdyż będzie miał przez jakiś czas problem ze złapaniem powietrza. Ogoniasty jak wymyślił plan w podświadomości, tak i też go urzeczywistnił, teraz musiał czekać na jego ruch.


OOC:
Blok + Atak Skoncetrowany
Obrażenia: siła * 4 = 80
HP: 320
KI: 260




JA:
Kontratakowanie
Obrażenia: suma ataku przeciwnika * 2 = 80*2 = 160 DMG Dla niego
HP: 225
Ki: 40


Ostatnio zmieniony przez Blade River dnia Czw Lis 24, 2016 8:41 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 8:28 pm

Niestety Kenzuran myślał, że wszystko pójdzie jak po maśle, ale niestety jego kontratak tylko spalił na panewce. Tak naprawdę jego przeciwnik wszystkiego unikał od tego, nic dziwnego, przecież był znacznie szybszy od niego. Czarnowłosy się nie poddawał od tak, dlatego też gdy chciał go wtedy trafić różną kombinacją ciosów, on od tak po prostu wszystkiego unikał i uchylał się przed atakami. Syn Kellana nie mógł uwierzyć, że nie może trafić tego drugiego, a wyczuwał że zwycięstwo już ma w kieszeni. Brat Klen mimo takich trudności, nie mógł uciec jak tchórz, nigdy by jego własny Ojciec nie wybaczył za to co zrobił. Ogoniasty wiedział, że strach jest po to by go właśnie przełamać, dzięki czemu pojawiała się nagle w tym miejscu odwaga. Także zawiodło jego uderzenie z głowy, jak i pochwycenie wroga w swoje dłonie, dlatego też zirytowany tym wszystkim starał się go trafić. Widział jak oponent ma z niego bekę, nie dość że nie mógł trafić tak szybkiego celu, to jeszcze poniżał się przy wszystkich. 

Czarnooki znowu pokazał po raz kolejny ten sam błąd i zlekceważył swojego wroga, gdyż ten zaczął pokazywać swoje prawdziwe zdolności. Przeciwnik wyszczerzył uśmieszek, a potem zaczął zadawać masę kombinacji różnych ciosów i kopnięć, które tylko i wyłącznie pchały do tyłu zastępce czerwonookiego. Kenzuran był w sporym potrzasku, ale nigdy nie wierzył, że nie ma wyjścia bez sytuacji. Nie dawał nikomu za wygraną, bo jeszcze miał wiele swoich asów w rękawie, dlatego też zaczął wszystkie ciosy blokować. Czarnooki z zadziornym uśmieszkiem na twarzy blokował właśnie w tej chwili kombinację różnych ataków w jego stronę. Nie było to zbyt proste, gdyż przeciwnik był trochę szybszy od niego, ale to nie był powód do przegranej. Kiedy wreszcie zauważył, że wróg przyśpiesza, ogoniasty bardziej się skupił i także starał się wyrównać tępo z blokami, bo nie chciał żadnym ciosem dostać na twarz. 

Po udanych blokach, zrobił wyskok w tył i palcami u stopy, trafił w podbródek saiyanina, który miał tylko i wyłącznie na sobie już trochę zakurzony uniform. Syn Kellana zgrabnie wylądował na podłodze sali treningowej, a potem przystąpił do znaczniej ofensywny. Młody saiyanin wreszcie dziko ryknął, niczym małpa Oozaru na toalecie, a potem poruszając się szybko, rozglądał się po całym ciele swojego przeciwnika. Wróg nie wiedział za bardzo o co chodzi, dlaczego jeszcze ten wojownik go nie atakował? Kwestia była bardzo prosta i dość zrozumiała, gdyż miał swój plan i się go trzymał. Kenzuran wreszcie wypuścił powietrze i znów ruszył w stronę swojego oponenta i miał zamiar trafiać go w jego słabe punkty, które powinny być chronione pod zbroja, a nie były. Czarnowłosy znów, ponownie głośno krzyknął, używając swoich strun głosowych jak najbardziej, by przerazić choć trochę kadecika, który najwyraźniej miał sporo za sobą, bo wiedział jak walczyć.

 Brat Klen nagle zaczął wymierzać ciosy tak by właśnie trafić w takowe miejsca, ponieważ wiedział że tym razem jego wróg nie będzie miał jak z tego wybrnąć. Lewa górna, cios w przyusznicę, potem kolejny w kapturki i jeszcze następny w tętnice. Nie zakończył tego zbyt szybko, ponieważ chciał go złamać, chciał mu pokazać, że osłabi go do granic jego krytycznych wytrzymałości. Wojownik ponownie krzyknął, a potem zadał jeszcze kilka kolejnych ciosów w kąt żuchwowy, następnie w miednice, a potem jeszcze w grzbiet. Kenzuran znowu suszył ząbki przed nim, a na zakończenie tego wszystkiego po prostu raz a porządnie przypieprzył mu w okolice serca, co było w sumie dość niebezpiecznie. Miał nadzieję, że przez ten cios nie wyrzucą go z Ośrodka, ale skoro tak walka miała być na śmierć i życie, bo nie wiedział czy tak jest, musi pójść na całego. Ogoniasty odskoczył trochę od swojego wroga, a potem przybrał pozycję do walki i wyczekiwał dalszych manewrów swojego napastnika.

OOC:
Wróg:
Unik + Combo = 40+20 = 60 DMG dla mnie
HP: 320
KI: 260
Kondycja: 72

Ja:
BLOK + Atak Krytyczny = 30*6=180
HP:225
KI: 40
Powrót do góry Go down
Blade River
Wygnaniec
avatar

Liczba postów : 133
Join date : 18/05/2015
Age : 23
Skąd : Warszawa

Scouter
Walka Wręcz: Praktykant
Walka Bronią: Brak umiejętności
Kontrola KI: Praktykant

PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   Czw Lis 24, 2016 10:34 pm

Kenzuran jak zwykle wpadł w pułapkę swojego wroga. Nie spodziewał się, że jego krytyczne ciosy zostaną skontrowane tak po chamsku ze strony jego przeciwnika. Odczuwał na sobie niewyobrażalny ból, ponieważ no cóż, jego oponent był wyjątkowy i miał więcej siły w parach. Czarnowłosy starał się jak mógł, ale teraz wyglądało mu na taką walkę jaką miał przedtem na arenie, czyli porażka po całej linii. Ogoniasty jednak jeszcze widział niewielką iskierkę nadziei, dlatego też starał się jak mógł by tego naprawdę nie przegrać. Przyjmował przez chwilę wszystkie ciosy, lecz zaraz to wszystko się zmieniło, ponieważ zaczął po jakiejś chwili unikać ataków swojego wroga. Saiyanin bez uzbrojenia się trochę zdziwił, dlatego że on był znacznie szybszy od niego, jak i silniejszy, nie miał zamiaru tego zmieniać. Aczkolwiek Syn Kellana nie poddawał się, przedramionami od czasu do czasu przesuwał po prostu jego ciosy, by ten w niego nie trafił i nadal starał się unikać jego wszystkich wymachów i kopnięć. 

Wojownik tylko i wyłącznie pokazał mu tylko ząbki i nadal mimo iż powinien być wolniejszy, wykorzystał większy procent swojego całego ciała, przez pewien czas tylko był wyłącznie na tym skupiony. Mimo iż jego wróg myślał, że może korzystać z kontry i jeszcze krytycznych i to dość naprawdę potężnych ciosów, pomylił się i to bardzo. Młody Saiyanin prychnął i po uniknięciu wszystkiego tego co zapodał mu jego oponent, tym razem znowu przyszła na niego kolej. Strzelił sobie knykciami u pięści, a potem położył na szybko dłoń i przesunął sobie trochę kark, by także z niego strzelić. Rozgrzał się już wystarczająco i miał dość pieszczenia się z kadecikiem, który zachowywał się jak niemowlę, które nie dostało swojego smoczka. Kenzuran wreszcie wybił się tym razem mocniej z podłogi, z potężnym impetem i precyzyjnym wymachem do tyłu, trafił swojego rywala w nos. 

Posłał go do tyłu, lecz to nie był jeszcze koniec, gdyż szybkim krokiem sunął po sali treningowej w stronę odrzuconego przeciwnika. Ten nie wiedział co się przez chwilę dzieję, ponieważ został oszołomiony i dzięki temu, Czarnowłosy wykorzystał to na własną korzyść. Brat Klen znowu rzucił na nowo uśmieszek w jego stronę, i po dotarciu do swojego oponenta, jego ciosy były bardziej skoncentrowane niż przedtem. Zapomniał o śmiechach i szeptach, które to słyszał w tym pomieszczeniu, dlatego też skupiony umysł młodego wojownika podpowiadał mu, że nadszedł czas. Skoczył w bok, by go trochę zaskoczyć, ale tak naprawdę chodziło tutaj o perfekcyjne ataki w jego stronę. Cios, pięść w policzek, potem kopnięcie w żebra, a następnie jeszcze podcięcie i posłanie wroga wysoko w górę z podwójnego wykopu. Kiedy to ogoniasty wybił się rękoma od ziemi, poleciał za przeciwnikiem, który nawet nie posiadał zbroi, a szło mu naprawdę nieźle, jeśli chodziło o ten pojedynek. 

Po dotarciu znów blisko kadecika, zrobił obrót w powietrzu i trafiając łokciem w skroń swojego oponenta, ten przez to znowu został jeszcze bardziej oszołomiony niż przedtem i nieopanowanym lotem runął na ziemie. Czarnooki wypuścił powietrze, coraz bardziej się męczył i starał się teraz złapać chwilę wytchnienia. Nie trwało to zbyt długo, dlatego też zaraz wylądował znowu na posadzce tego miejsca i przybrał pozycję do obrony, aczkolwiek nie wiedział czego znów nie może się spodziewać po przeciwniku. Wróg wstał, otrzepał się, trochę go to i owo bolało, a potem wypowiedział się:
-No nieźle, nawet w małym stopniu zrobiłeś na mnie wrażenie, ale nie pokonasz kogoś kto już miał kilka szans by dostać awans. Ja, wielki Tawagoto nigdy się nie poddam i pokaże trenerowi, że z takimi jak ty trzeba raz a porządnie - powiedział i także strzelił sobie z kręgosłupa i klepiąc się po policzkach, bardziej się odżywił. Syn Kellana nie wiedział co ma o tym myśleć, więc robił poważną minę do złej gry, która mogła być jego najgorszą porażką albo najlepszym zwycięstwem.

OOC:
Wróg:
Kontratak+Krytyk = 180*2=360 DMG dla mnie
HP:320
KI: 260
Kondycja: 57

JA:
Unik+Atak Skoncentrowany = 60 DMG dla Tawagoto
HP: 225
KI: 40
Kondycja: 52
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala Treningowa   

Powrót do góry Go down
 
Sala Treningowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
DRAGON BALL NEW ERA :: Miejsca Treningowe-
Skocz do: